Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kadzidełka / kadzidła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kadzidełka / kadzidła. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 marca 2021

kadzidło Prema Oryginalne Kadzidło Greckie Tuberoza

 Tuber-turbo-rosa

Lubię kadzidła naturalne, palenie ich na węgielku ma swój klimat, ale na kadzidła greckie zerkałam trochę niepewnie. Chciałam je wypróbować, ale jakoś... bałam się, że palenie ich nie będzie łatwe? Sama nie wiem. Gdy jednak dostrzegłam miętowe kosteczki (jeden z moich ulubionych kolorów) o zapachu... najpierw błędnie pomyślałam, że róży (kocham jej zapach i smak), wiedziałam, że to muszę mieć. Nawet gdy zorientowałam się, że chodzi o tuberozę... to nawet zainteresowałam się jeszcze bardziej. Chciałam dowiedzieć się, jak ten kwiat pachnie.

Prema Oryginalne Kadzidło Greckie seria Ateny Tuberoza to zapach tuberozy w formie greckiego żywicznego kadzidła z dodatkiem olejków; importera Prema.

Opis producenta:
Kadzidło wysokojakościowe o słodkim, egzotycznym, łagodnym aromacie. 


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały bukietem żywych, jasnych kwiatów i pudrem. Przewodziły róże i konwalie... powiedziałabym, że te pierwsze różowe, białe, ale też jakieś fiołki i może jaśmin? Łączyły ciężkawość, głębię i lekkość białych kwiatów. Wydawały się delikatne, ale pewne siebie. Podszyła je słodka pudrowość... pudru dla dzieci i cukierków pudrowych?

Palone kadzidło uderzyło kwiatami jasnymi, lekkimi, zwiewnymi, a więc fiołkami i konwaliami, dzwonkami, na które nałożyły się dość ciężkie płatki. Pomyślałam o różowych i białych różach, jednak... Po chwili nasunęły się na to nieco pudrowe perfumy. Pomyślałam o zwiewnych, acz ciężkich tkaninach... sukniach? Prosto z szafy starszej pani albo jakiejś ciotuni, której ubrania już się nawet nie wypierają z kwiatowych perfum. Była to osoba... prawdopodobnie co jakiś czas bywająca w kościele. 

W kadzidle bowiem z czasem doszukałam się też nieco kościelnej nutki. Pomyślałam o... zakrystii i sutannach przesiąkniętych dymem i... kwiatami, którymi udekorowano świątynię? Albo... raczej z wyczuwalnymi płatkami przygotowanymi na jakąś procesję. Wszystko bowiem mimo różnych wybiegów obracało się wokół kwiatów i ich delikatnych płatków: białych, różowych, fioletowych, lilac...
Kwiatów niewątpliwie świeżych.

Kadzidło od początku pachnie wyraźnie, upuszcza sporo dymu, ale nie jest on ciężki. Wznosi się i zaraz znika, co nie przeszkadza zapachowi w świetnym rozchodzeniu się i długim trwaniu. Kadzidło dość wydajne, ale nie wyjątkowo.

Całość wydała mi się i ładna, i interesująca i... niecodzienna. Zarówno w wydźwięku, jak i formie. Forma czysta, wygodna i bardzo przyjemna. Z całości jestem bardzo zadowolona. Choć nie rozkochała mnie w sobie wiem, że warto kiedyś jeszcze poeksperymentować z innymi zapachami - ten zaś z ochotą wywącham do końca (i pewnie kupię kolejną porcję).

9/10

środa, 17 marca 2021

kadzidełka Nemesis Now Empowerment (Patchouli) by Lisa Parker paczula

Nie takie mocne wzmocnienie

To, że paczula to jedna z moich ulubionych nut odkryłam stosunkowo niedawno. To znaczy... niedawno odkryłam, jak nazywa się to, co czuję a to w perfumach, które kupuję, a to w poszczególnych kompozycjach zapachowych. Paczula, czyli roślina, której zapach wielu osobom kojarzy się z ziemią, podbiła moje mroczne serce, które takie dziwne nuty ciągną. W sumie nie zdziwiło mnie, że to właśnie jakaś "ziemista roślina" tak mi się podoba, skoro nawet w czekoladach ziemiste nuty są moimi ulubionymi. Te kadzidełka, jako że i z przydatną intencją oraz kotem na opakowaniu, po prostu musiałam więc zakupić.

Nemesis Now Empowerment (Patchouli) by Lisa Parker to zapach paczuli z zaklęciem na wzmocnienie, sygnowany nazwiskiem Lisy Parker (angielskiej rysowniczki fantasy); u mnie w formie czarnych kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach z materiałów perfumeryjnych, których w opakowaniu jest 20.


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały słodko-ostrymi ziołami, m.in. chłodzącym anyżem oraz nieco zapleśniałą ziemią. Już czułam goryczkę dymu i naturalną, starą aptekę-zielarnię, w której suszą się zioła porozwieszane wszędzie. W głowie powstał mi obraz ziołowych tabletek i goryczkowatych leków. Apteczny klimat zawarł chłód i duuużo ziół.

Po rozpaleniu dym rozniósł jeszcze więcej ziół i suszonych kwiatów. Były słodkie, a zaraz coraz suchsze i ostrzejsze. Dym i jego goryczka przywiodły na myśl ostro-gryzący, chłodzący anyż, ale także zioła bardziej lekowe. Poczułam ziemię, chłód i pikanterię... niemal pleśniową. Pomyślałam o gorzkawych lekach, co przesądziło o klimacie apteki. Apteczne nuty, słodko-goryczkowate syropy, ziołowe tabletki i naturalna mieszanka ziół zahaczyła o męski ton, a także słodki chłód anyżu, mięty i eukaliptusa. Wciąż w aptece. Może nawet z odrobinką kwasku ziemi i cytrusów? Dym zmienił się w węgiel... może węgiel roślinny? Jakby nieco rozmokły. Też rodem z apteki.

Mimo poważnego charakteru i mocy, jaką nuty mogłyby zaserwować, kadzidełko uwalniało sporo dymu, ale nie aż tyle zapachu, ile można by oczekiwać. Moc uważam więc za średnią i jest to jedyna, acz w moim odczuciu dość poważna, wada.

Całość bardzo mi się podobała, jednak na sucho kadzidełka obiecały wiele, a potem sprostały tylko częściowo. Wyrazista ziołowa apteczność to rewelacyjna kompozycja, ale marzyłaby mi się taka prawdziwie siekierowa siekiera. Tak to... kadzidełko na wzmocnienie samo w sobie wyszło nie tak mocno. Cóż, bywa.

9/10

piątek, 5 marca 2021

kadzidło Prema Three Kings Qumran

Z Qumran nie tylko zwoje

Jestem ateistką, co wolę zaznaczyć na wstępie, żeby potem nie było. Nazwa "Qumran" jednak coś mi mówiła, coś z religią świtało. Że chodziło o jakieś zwoje... to dowiedziałam się dopiero googlując. Tu jednak jak widać, nie zwoje, a kadzidło. No chyba że zwojami i papierem miało pachnieć. W sumie... nie miałabym nic przeciwko takiej kościelnej wersji YC Brown Paper Packages. Jednak na to nie liczyłam. Gdy przeczytałam o lawendowym akcencie, pomyślałam, że z chęcią wypróbuję. Uwielbiam lawendę, a jeszcze z gotową mieszanką kościelną z nią do czynienia nie miałam. Nie wiem, lawenda jakoś z kościołem mi się nie kojarzyła... bardziej z kompozycjami męsko-perfumowymi.

Prema Three Kings Qumran to gorzko-drzewna mieszanka żywiczna z dodatkiem kwiatu lawendy na bazie olibanum; producenta Three Kings.

Opis producenta:
Szlachetne, o mocno kwiatowym, intensywnym zapachu.

Recenzja

Już na sucho kadzidło okazało się bardzo intensywne i dosłownie świdrujące wonią kościelnego dymu i drewna, ścigającego się ze słodko-kwiatową lawendą. Splótł je delikatny kwasek z tła. Pomyślałam o górskim lesie iglastym... stromych zboczach porośniętych roślinnością przyzwyczajoną do surowych warunków.

Palone roztacza przede wszystkim drewno. Drzewa tworzą porządną, odważną bazę, w której niczym w rycinie pojawiają się zawiłe "zapachowe wzory". Lawenda w wydaniu charakternym, trochę perfumowo-męskim, przeplata się z coraz większą ilością kwiatów.

Lawenda mimo nadrzędnej roli, dopuściła do siebie ciężki aromat wiązanek (pogrzebowych?), kwiatów jakby zawilgoconych, stojących w wazonach w jakimś chłodnym (kościelnym?) wnętrzu. Wyobraziłam sobie kamienne posadzki, na których stały rzędy drewnianych, jasnych ławek, otaczanych przez gorzki dym.

Drzewa, drewno przejawiało cały czas pewną soczystość (odlegle grejpfrutową?), życie... czuć żywicę regenerującego się, zranionego drzewa. Czuć jego siłę, moc, dosadność. Goryczka drzew splotła się z ciężkością lawendy. Ta graniczyła między kwiatami, a ziołami. Znów pomyślałam o skalistych, górskich zboczach porastanych przez iglaste, mocarne drzewa i ostro-goryczkowate zioła, grające pod dyktando lawendy. Tej zdarzało się podejść pod lawendowe, męskie perfumy.

Kadzidło jest niezwykle wydajne: malutka ilość wystarczy na bardzo długo. Zapach wyrazisty, a wcale tak mocno nie dymi. Utrzymuje się dość długo, ale nie wgryza się irytująco w otoczenie.

Zakochałam się w tym kadzidle. Tak drzewne, głębokie akordy przeplecione z lawendą i goryczką ułożyły się w świetny, górski splot o charakterze kościoła i męskich perfum (wyperfumowanego księdza?). 

10/10

piątek, 26 lutego 2021

kadzidełka Elements Fire Dragon (Smok Ognisty) Dragon's Blood

Zieję... to znaczy pieję z zachwytu

Kocham smoki, a w ogniu dostrzegam mnóstwo magii. Nie jestem pewna, czy czuję ogień jako mój żywioł, ale pociąga mnie. W dodatku książka "Dziewczyna, która igrała z ognia", a więc drugi tom jednej z najlepszych serii na świecie, jest... o dziewczynie, z którą mam wiele wspólnego. To takie bardzo moje "połączenie rozmaitości", stąd zapach musiał się u mnie pojawić.

Elements Incense Fire Dragon (Smok Ognisty) Dragon's Blood to kadzidełko o zapachu żywicy smocza krew, z linii Anne Stokes "Age of Dragon" w ramach współpracy z firmą Elements; u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 15.


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały... wysychającymi kwiatami - wskazałabym róże - z opadającymi płatkami... Kwiatami, które nie chcą się dobrze suszyć, a częściowo gniją? Zaplątała się tam nuta cytrusowa... Pomarańczy? Grejpfruta? A może czerwonej pomarańczy? Rozchodziła się od nich brudnawa, gorzkawa ziemia. Był to zapach mocny, ciężki i... mrocznie uwodzicielski. 

Po rozpaleniu po pokoju rozszedł się intensywny zapach słodkawego, orientalnego drzewa opalanego, o kadzidlanym, mszalno-liturgicznym wydźwięku. Zaraz osnuły to kwiaty suszące się... róże, z których opadają lekko pomarszczone płatki. Wyszły ciężkawo i nieco drapały w nosie. Pomyślałam o przyprawach korzennych, zdecydowanie słodkich i dość ostrych. 

Nie rozgrzewały jednak jakoś mocno, bo część róż wyszła dość... wilgotnie-cmentarnie. Mieszały się z ziemią. Kojarzyły się z wonną kwiaciarnia przy cmentarzu, gdzie czuć dogasające znicze. Była w tym wszystkim pewna wilgoć, zawilgocenie... nawet rześkawy kwasek? Znów pomyślałam o lekko goryczkowatych cytrusach. Czarna, wilgotna ziemia przejawiała tymczasem wilgoć, w którą wręcz wciągała.

Całość była intensywna, uderzająca i długo się utrzymująca. Ilość dymu przy takiej mocy wcale nie wydała mi się jakoś szczególnie wielka.

Kadzidełko wydało mi się złożone i naprawdę ładne. Brakowało mi w nim jednak... ja wiem? Mrocznej głębi? Nie jestem też pewna, czy akurat zapach smoczej krwi dobrze pasuje do ognistego smoka. Z ogniem się nie kojarzył.

8/10

czwartek, 18 lutego 2021

kadzidełka Nemesis Now Prosperity (Jasmine) by Lisa Parker jaśmin

Białe kwiaty w czarnym kadzidełku

Kupując woski, świece i kadzidełka patrzę nie tylko na same zapachy, ale także na opakowania, formę, kolory, znacznie mniej (ale czasem też) na temat / intencję. Z racji tego, że czarny to mój ulubiony kolor, na wszelkie zapachy z kotami poluję, a zapach jaśminu, białych kwiatów jest mi bardzo miły, uznałam, że kadzidełka te muszę mieć. Poza tym... dostatku i dobrobytu nigdy za wiele! Woń białych kwiatów zamknięta w pięknych, czarnych patyczkach? Już nie mogłam się doczekać.

Nemesis Now Prosperity (Jasmine) by Lisa Parker to zapach jaśminu z zaklęciem na dostatek, sygnowany nazwiskiem Lisy Parker (angielskiej rysowniczki fantasy); u mnie w formie czarnych kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach z materiałów perfumeryjnych, których w opakowaniu jest 20.



Recenzja

Na sucho czarne kadzidełka zapachniały mi intensywnie słodko-kwiatowo w specyficznie żywy i zarazem ciężki sposób tak, że od razu wyobraziłam sobie białe kwiaty. Zarówno delikatniejsze, niepozorne, jak i o masywnych, grubych płatkach. Tak, m.in. jaśminu bez dwóch zdań! Ale też kwiatów wodnych. Wilgotnych od... chłodu nocy / wody? Było w nich coś wręcz ostro-drapiącego, zadziornego i... trochę kojarzącego się z naparem / herbatą.

Dym błyskawicznie rozniósł zadziwiająco rześko-żywy aromat kwiatów ciężkich, jasnych, wonnych. Faktycznie czuć jaśmin, co do tego nie ma wątpliwości. Powiedziałabym jednak, że w towarzystwie np. konwalii, nenufarów i... herbacianej nuty? To zapach ewidentnie kwiatów nocą, a więc otoczonych chłodem i wilgocią. Były to kwiaty o aż kręcąco-ostrawym zacięciu, z jakby... kwiatowo-korzennym kwaskiem? Wręcz soczystością, mocno osadzoną w złożonym, roślinnym bukiecie. Genialnie wszystko to podkreśliła kadzidlaność.

Moc uważam za zjawiskową, jak i szybkie rozchodzenie się zapachu. Kadzidełka paliły się w tempie szybko-średnim, co akurat stanowi mały mankament.

Chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na tak wyraźnie jaśminowy, a jednocześnie złożony zapach. Siekierowy, niemęczący, mimo że kwiatowy. Rewelacyjnie wyszło to jako kadzidełko.

10/10

sobota, 30 stycznia 2021

kadzidełka Elements Desert Dragon (Smok Pustynny) Sandalwood

Pustynny gorąc w sercu przy przypał

 Wydaje mi się, że czasem trudno jest pewne odczucia czy skojarzenia opisać tak, gdy 1:1 zrozumiał je ktoś inny. Pewne wyobrażenia są przecież już w jakiś sposób nacechowane emocjonalnie w naszej podświadomości. Drewno sandałowe wydaje mi się "słodkim, ciepłym drzewem", jednak jak się nad tym zastanowię, takie określenie czegokolwiek... Nie mówi wiele. Jednak liczy sięto, że lubię ten zapach. I, to może dziwne, ale... wcale nie dla niego kupiłam te kadzidełka. Albo nie głównie dla niego. Większym motywatorem było bowiem opakowanie ze smokiem. Tak, mam do nich słabość. Mówi się, by nie oceniać książki po okładce, ale... tu miałam nadzieję, że zapach odda opakowanie.

Elements Incense Desert Dragon (Smok Pustynny) Sandalwood to kadzidełko o zapachu drzewa sandałowego, z linii Anne Stokes "Age of Dragon" w ramach współpracy z firmą Elements; u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 15.


Recenzja

Na sucho kadzidełko zapachniało mi słodkim drzewem w wydaniu kadzidlanym. Pomyślałam o wiklinowych koszach porozstawianych na suchym piasku jakiś pustynnych regionów świata... Wiklina... drewno gdzieś leżało też jeszcze żywe, do plecenia. Biło od tego ciepło, słońce i orientalna korzenność.
Czyżbym wyłapała słodki cynamon i kwitnące drzewa? To było... ciepło-słodkie, niby rześkie, a jednak jakby spowite dymem, jakby... kwiaty aż ciążyły. Kojarzyło mi się trochę z kwiatowo-sakralną wonią.

Dym roztoczył po pokoju ciepło-drzewną, wysoce słodką woń. Była nieco żywiczna, nieco korzenna. 
Mignęła mi jakimś... sokiem z drzew, leciutką cierpkością... Jednak przypraw? Pomyślałam o pustynnym, orientalnym klimacie. Oczami wyobraźni zobaczyłam stosy świeżej wikliny, z której ktoś wyplatał kosze. To też ogółem drzewo jasne, nie tylko wiklina. Także właśnie sandałowe, z lekką goryczką... jakby aż oleistą? Przyprawowo pikantną? Mimo słodyczy, z poważniejszym wykończeniem na pewno.

Moc zapachu uważam za odpowiednią, bo od razu wyraźnie wszystko czuć, a mimo ciepłego wydźwięku, niemal gorąca i ostrości, nie było w tym ni odrobiny duszącego aspektu.

To splot żywego, miękkiego wręcz drewna ze słodko-orientalnymi przyprawami w tonach drzewno-kadzidlanych; wydaje mi się, że walory drzewa sandałowego bardzo dobrze tu czuć.
W całości większych wad się nie doszukałam, acz więcej ciepła i kadzidlanej przyprawowości niż słodkiego drewna troszeczkę mnie rozczarował. Muszę jednak przyznać, że zapach genialnie pasuje do etykietki i... tytułu, czyli pustynnego smoka. Problem w tym, że po prostu jakoś nie chwycił. Ot, po prostu jakoś tam ciepło sobie to pachnie.

7/10

poniedziałek, 18 stycznia 2021

kadzidełka Kamini Gothic Rose

Róża na gn... cmentarzysku

Uwielbiam zapach róż, ale warto przy tym zaznaczyć, gdy przybierają charakter mroczniejszy, a mniej np. kobiecy, romantyczny. Cmentarne, ciężkie, kwiaciarniowe - to jest to, co cenię najbardziej. Gotycki styl mi do tego pasuje, a co więcej pasuje do mojej osobowości, choć sama w tym stylu za często sięnie ubieram. Kadzidełka o takim zapachu, w dodatku z księżycem w pełni na kartoniku, wydawały się wręcz stworzone dla mnie.

Kamini Gothic Rose to zapach "gotyckiej róży", wykonany na bazie mieszanki sproszkowanego drewna, żywic i olejków eterycznych; u mnie w formie naturalnych kadzidełek patyczkowych, których w opakowaniu jest 10 (15g).



Recenzja

Wyjęte z opakowania kadzidełko już na sucho pachniało wyraźnie ciężkimi, jakby zawilgoconymi płatkami róż. Wyobraziłam sobie ciemną, chłodno-wilgotną kwiaciarnię pełną róż. Były ciężkie i nieco podszyte ostrawymi, charakternymi przyprawami korzennymi. Za nimi kryły się... znicze. Płonące, wygasłe i jeszcze niepodpalone - do wyboru, do koloru!

Po rozpaleniu kadzidełko uderzyło nieco właśnie korzenno-drzewną nutką. Dym i kadzidlana nuta mignęły... po czym zasugerowały suszone płatki róż. Te jednak nie zabawiły zbyt długo na pierwszym planie, bo obok pojawiły się róże jako kwiaty śwież...sze. Ciężkie, wonne. Zawilgocone i nieco przegniłe... Aż nieco w tym słodkawe. Wyobraziłam sobie ciemną, wilgotną kwiaciarnię, do której mało kto zagląda. Róże w niej wyszły tak... ziemiście cmentarnie. Niektóre niczym zmieszane z czarną, wilgotną ziemią, inne podsuszone... Ciężkie, lekko kościelne... i z nutą kadzidła (takiego, które kojarzy mi się z mszą; moim wyobrażeniem o niej). Był w tym uzależniający chłód i ciężko-różany, aż kręcący w nosie element. W tle doszukałam się nutki tlących się zniczy, stojących wieczorem na cmentarzu i dogasających już.

Kadzidełko spalało się średnio szybko, jak na mój gust za szybko. Dymiło się mocno, dzięki czemu zapach błyskawicznie się rozchodził. A miało co się rozchodzić - cudo intensywnie siekierowe.

Zapach okazał się przecudowny. To róże w wydaniu mrocznym i dosadnym, takim... kadzidlano-zawilgoconym, cmentarnym. Zakochałam się.

10/10

wtorek, 12 stycznia 2021

kadzidło Prema Angelus

Anielska woń?

Część dzieciństwa, którą spędziłam na polu z przyjaciółką, wiążę z... kościołem. Jestem wprawdzie z rodziny ateistycznej, jednak z nią lubiłyśmy chodzić na scholę śpiewać, udawałyśmy, że zgłaszamy się do procesji itp. Było to dla nas dziwną rozrywką, a do tego np. ja wykorzystywałam każdą okazję, by nawąchać się kadzidła. Nie umiem nie uśmiechać się na tę myśl. Nawet odróżniałam poszczególne zapachy! Ciekawiło mnie, co też w tamtym kościele palili, ale nigdy się pewnie nie dowiem. "Uroczystości" brzmiało wzniośle, nazwa trochę mnie śmieszyła, ale już fakt sproszkowania żywic ciekawił czysto technicznie: jak przełoży się to na spalanie / dyniemie?

Prema Angelus to kadzidło żywiczne proszkowe "na uroczystości".

Opis producenta:
Aromat mocno słodki, intensywny, bardzo zapadający w pamięć. Kadzidło często stosowane podczas szczególnych uroczystości.

Recenzja

Na sucho kadzidło pachniało delikatnie, głównie słodko, ale z odrobiną pikanterii w tle. Skojarzyło mi się z drewnianymi meblami, a konkretniej lekko zakurzoną drewnianą szafką, na którą padają jakby ciężkie promienie słońca.

W paleniu kadzidło potwierdziło swą słodycz nasyconą pikanterią. Poczułam motyw drzewa jak z zakładu stolarskiego i specyficzną nutkę typowo kościelnego kadzidła. Pomyślałam o budynku małym i drewnianym, przytulnym... w którego wnętrzu tańczą promienie słońca.
Skojarzenie z drewnianą szafką jeszcze się nasiliło. Było w tym coś ciężko-dusznego. Kurzowy motyw wyzierał z wnętrza mebla, samo drewno bowiem wydawało się czyste. Tylko co wyczyszczone (acz powierzchownie?) i aż lśniące od ciepła promieni słonecznych. Te rozgrzewały znacząco w bardzo przytulnym sensie. Słodycz uderzyła, zatańczyła ze słońcem, po czym opadła. Ciepło, leciutka ostrość dosłownie otulały.

Kadzidło dymi się dość mocno i bardzo szybko, ale nie jakoś bardzo. Spala się szybko, przez co jest mało wydajne.

Angelus to woń słodka i drzewna, ciepła, ale nie ostra i nie przytłaczająca. Uwielbiam zapach kościelnych kadzideł, a i drewno kocham, jednak to... nie do końca spełniło moje oczekiwania. To połączenie było... jakieś dziwne, bardzo meblowo-drzewne. Chyba za mało było mi tu bardziej zdecydowania w odniesieniu do kościelnej kadzidlaności. I jednak mała wydajność to duży minus.

9/10

sobota, 12 grudnia 2020

kadzidełka New Moon Dream Catcher

Aromakoszmar czy wonny sen?

Denerwuje mnie wszechobecność motywu łapacza snów ostatnimi czasy. Mało kto wie, o co z nim chodzi, co i jak... "Ale modny". Osobiście nie czuję kultury rdzennoamerykańskiej, więc i łapacze snów mnie specjalnie nie zajmują. Może to trochę śmieszne, ale czasem nawet lubię (niektóre) straszne sny. Kadzidełka te... kupiłam jednak ze względu na interesujące opakowanie, grafikę wilka wyjącego do księżyca i moją kolorystykę. Byłam też ciekawa, czy marka rzeczywiście oferuje jakieś różności, czy wszystkie zapachy robi podobne, skupiając się na opakowaniach przyciągających klientów. Byłam sceptyczna do czasu odpalenia Wicca Ritual.

New Moon Aromas Dream Catcher to zapach na bazie amerykańskich ziół, który ma wyciszać, odpędzając złe sny; u mnie w formie naturalnych kadzidełek patyczkowych, których w opakowaniu jest 10 (15g).


Recenzja

Zbliżając suche kadzidełko do nosa poczułam intensywny, ale o leciutkim i otulającym charakterze, zapach fiołków, drobnych kwiatów i miękkiej, czystej pościeli. Potem pomyślałam też o chłodnej i słodkiej mięcie.

Kadzidełka dymiące się muskały mnie płatkami kwiatów, roznosząc po pokoju zapach białej bawełny i świeżej, czystej pościeli. To subtelna, rześka kołysanka, która niesie mnóstwo drobnych białych kwiatów: konwalii, dzwonków, fiołków. Miały w sobie coś... chłodno-słodkiego? Do głowy przyszła mi słodka mięta i delikatna ziołowość. Też takiej... mięty suszonej, trochę opalonej. Sprawiła, że oprócz rześkiej słodyczy, kadzidełkom nie brak charakteru.

Klimat, jaki stworzyły rzeczywiście był... tulący do snu, senny, z granicy jawy i miłego snu... Daleko trzymający wszelkie koszmary. Rześki i słodkawy... rzeczywiście może wydawać się idealny na wieczór. Podobał mi się, bo w tym wszystkim i o charakterku nie zapomniał.

8/10

poniedziałek, 9 listopada 2020

kadzidełka Elements Golden Mountain Dragon (Smok Złotej Góry) Opium

Białe złoto?* 

Na te kadzidełka w pierwszej chwili zwróciłam uwagę dzięki opakowaniu. Tutaj jednak i zapach mnie zaintrygował. Opium (laudanum), a więc substancja z maku lekarskiego, ma ponoć "orientalnie gorzki", specyficzny zapach podobny do ambry (a to z kolei porównywalne jest do do końskiego potu i zapachu morza). Wygooglowałam, że i jakieś znane perfumy tak się nazywają, ale w tym temacie jestem kompletnie ciemna. Przez to pierwsze liczyłam, że zapach będzie nieco apteczny. Aptecznie-korzennie-męski? W sumie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Liczyłam, że nie zawiedzie, bo w dodatku nawiązanie do gór  w moich oczach zobowiązuje!

Elements Incense Golden Mountain Dragon (Smok Złotej Góry) Opium to kadzidełko o zapachu opium, z linii Anne Stokes "Age of Dragon" w ramach współpracy z firmą Elements; u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 15.


Recenzja

Na sucho kadzidełka zapachniały mi słodko-ziołowo, trochę kwiatowo. Z czasem powiedziałabym, że nieco korzennie, ale... w rześkim, chłodnym wydaniu. Pomyślałam o anyżu / lukrecji z nutą kolońską, czymś niedoprecyzowanym, ale znajomym. Po chwili już wiedziałam - solona lukrecja!

Dym rozniósł słodki zapach ciężkich, suszonych kwiatów i ziół, które prędko nabrały ciepłego charakteru. Mieszały się z przyprawami korzennymi i dusznym, goryczkowatym aromatem, który skojarzył mi się ze starą, klimatyczną apteką-zielarnią. Goryczka i korzenność splotły się jakby się... przypalając? Bijące ciepło wydarło mi się duszno-drapiące, niby typowo dymne, ale... jak piekący dym? Piekąco-ostry... ale i rześki? Znów po pewnym czasie ułożyło się to w soloną lukrecję, ale ściśniętą ciepłą korzennością, w tym chyba pieprzem, i suszonymi ziołami z domieszką kwiatów.

Kadzidełko pali się i dymi idealnie, szybko roztaczając właściwe nuty. Nie męczy, a pokazuje, co potrafi.

Zapach wyszedł ciekawie, specyficznie. Podobała mi się ta ciepła, wręcz ostro-duszna kwiato-ziołowość z odrobinką jakby soli. (*Niegdyś nazywano "białym złotem" sól, stąd i tytuł recenzji.) Nie jest to jednak kadzidełko, które mogłabym wąchać każdego dnia. Wiem za to, że będę wracać i wracać. Jest w nim bowiem coś... wciągająco-tajemniczego, co bardzo mi do gustu przypadło.

9/10

sobota, 26 września 2020

kadzidełka Elements Water Dragon (Wodny Smok) Patchouli

Ziejąc... wodą czy jadem?

Stosunkowo niedawno odkryłam, że nuta, którą ja tak lubię, a która według wielu ludzi jest odpychająca to paczula. Otóż według mnie rzeczywiście kojarzy się z ziemią, której to woń lubię. Kiedy z kolei poczuję ziemiste nuty w czekoladzie, jestem kupiona. O dziwo jednak tego kadzidełka nie kupiłam ze względu na paczulę, a... smoka. I wodę. Otóż uwielbiam motyw smoków, a woda - śmieję się zawsze, że jako zodiakalne Ryby jakoś tam z nią związana jestem. Obecnie nie przepadam, ale wielką część dzieciństwa spędziłam nad jeziorami. Wszystko to, wraz z nieco mrocznym opakowaniem, przełożyło się na iście mój miks. Oby też tak pachniał!

Elements Incense Water Dragon (Wodny Smok) Patchouli to kadzidełko o zapachu paczuli, z linii Anne Stokes "Age of Dragon" w ramach współpracy z firmą Elements; u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 15.


Recenzja

Już na sucho kadzidełko pachniało mocną mieszanką wytrawnie-gorzkawą i jednocześnie dość słodko. Skojarzyło mi się to z rozgrzanym i tylko co zlanym ulewą, parującym chodnikiem oraz czarną, wilgotną ziemią. Ta miała niewątpliwie chłodny charakter, podkręcony jakby przez miętę i pewną kwiatowość.

Dym rozniósł po pokoju goryczkowatą, mokrą, czarną ziemię, której chłodu i wilgoci nadała jakby miętowa nuta. Z czasem nasilała się, przywołując do siebie... ostrzejszą lukrecję? Pomyślałam też o zawilgoconych i nieco przegniłych kwiatach. Także w nich kryła się lekka pikanteria.

Poczułam się jakbym znalazła się w lesie niewiarygodnie upalnego dnia, w którym nastąpiło załamanie pogodowe, efektem czego była burza. Oczami wyobraźni zobaczyłam starą, asfaltową drogę biegnącą przez ciemny las. Była mokra i parująca... Niewątpliwie właśnie zlała ją ulewa, na dobre spływając po okolicznej gęstej roślinności, rzucającej teraz cień. Trochę roślinnie-brudne tony zawarły rześkość, tworząc orzeźwiająco-lekką atmosferę, a jednak nie zapominając o swoim charakterze. Ostro-chłodząca lukrecja (?) podkreśliła harmonię tego.
Jeszcze długo po skończeniu dymienia czułam drapiąco-ostrawe wspomnienie upału, asfaltowość i bezkresny chłód, wilgoć... lasu, ziemi, ziół (mięty? lukrecji?).

Kadzidełko okazało się bardzo intensywne, potrafiło aż pod koniec zadrapać w nosie, ale na pewno nie było zbyt ciężkie. Wręcz przeciwnie! Mimo charakternego, mocnego zapachu dawało rześkie wytchnienie. Intensywność i wyważenie wszystkiego uważam za ogromny plus. Co więcej, nie dymiło się jak oszalałe, a pachniało dobrze.

Całość podobała mi się, jednak nie wiem, czy była taka czysto paczulowa. Ten jej chłód, jaki końcowo niosła, wydźwięk dość obrazowy i zaskakujący... Niby lubię wszystkie nuty tego kadzidełka, ale nie zrobiło na mnie jakiegoś szczególnie wielkiego wrażenia. Mimo to, jadem ziać tu na pewno nie będę, wypalę je do końca z przyjemnością. Z drugiej strony... jeśli ma oddawać wodnego smoka, to chyba zrobiło to doskonale.

8/10

poniedziałek, 21 września 2020

kadzidło Prema Three Kings Gloria

Chwała gotowym mieszankom?

Jestem ateistką, ale nie przeszkadza mi to, że inni mają potrzebę wierzenia w coś, cokolwiek, kogokolwiek. Do kościoła jako do instytucji mam znacznie więcej zarzutów, ale o tym na pewno nie zamierzam tu pisać. Wolę o kościołach-budynkach. Architektura sakralna - zwłaszcza mroczna goryczka z ogromem szczegółów - podoba mi się i... zawsze podobał mi się kościelny zapach. Jako dziecko uwielbiałam chodzić do kościoła, by móc zaciągać się ciężką wonią kadzidła. Moi również niewierzący rodzice myśleli, że chodzi raczej o śpiewanie, o to, że "koleżanki z klasy chodzą" etc. A to po prostu budziła się we mnie miłość do kadzideł. Która mi została. Jako osoba dorosła, lubująca się w kadzidłach i zapachach ogółem, mająca dostęp do internetu nie mogłam się oprzeć, by nie zrobić małych zakupów. Zwłaszcza gdy odkryłam, że pewien internetowy sklep stacjonuje w moim mieście.

Prema Three Kings Gloria to mieszanka żywiczna "na szczególne okazje" na bazie benzoesu z damarą, kopalem i drewnem sandałowym; producenta Three Kings.

Opis producenta:
Zapach podczas kadzenia z początkowo słodkiego, przechodzi w egzotyczny las z dodatkiem drzewa sandałowego.

Recenzja

Kadzidło na sucho wydało mi się słodkie w kremowy, lekko waniliowy sposób i podszyte ciepłem drzew ogrzewanych złotym słońcem w zenicie.

Palone początkowo roztoczyło subtelną słodycz, przypominającą mieszankę kleju i wanilii, by następnie... poprzez ten klej i pewną rześkość wpleść żywą słodycz drzew. Pomyślałam o wilgotnym, wonnym lesie, w którym nie brak kwasków. Wyraźnie czuć nutkę drewna sandałowego. Zamykając oczy widziałam mnóstwo drzew rozgrzanych słońcem, a jednak pełnych życia, rzucających cień... i dających tym samym wytchnienie. Wydało mi się to w pewnym momencie dość soczyste, choć sporadycznie - raz mocniej, raz słabiej - podkradała się pod to specyficznie kościelno-kadzidlana, słodkawa kremowość.

Kadzidło potrzebowało trochę czasu, by zacząć porządnie dymić. Gdy już do tego doszło, dymu było dużo, ale nie był on męczący. Rozchodził się łatwo, a zapach kadzidła utrzymywał się długo na przystępnym (nawet w małym pomieszczeniu) poziomie, nie dusił. Co więcej, jest bardzo, bardzo wydajne.

Całościowo kadzidło wyszło słodko, przy czym słodycz ta była jakby zgaszona, z wieloma wybiegami na przeciw kwasku i rześkości egzotycznego lasu. Ładny, stonowany i przystępny zapach.

8/10

poniedziałek, 14 września 2020

kadzidełka Stamford Werewolf's Bite (Ugryzienie Wilkołaka)

Można gryza?

Na mroczną linię kadzidełek Stamford (pod patronatem dużej firmy Goloka) patrzyłam trochę sceptycznie (bałam się, że za wyglądem, tytułami etc. nie idzie zapach i jakość), ale po tym, jak zakochałam się w Witches' Curse, postanowiłam i inne popróbować. Kolejny wariant wybrałam trochę w ciemno, ze względu na... wilkołaka, po prostu (ach, ta słabość do nich przez Lupina z Harry'ego Pottera). Tak, bardzo dojrzały, rozsądny wybór.

Stamford Werewolf's Bite (Ugryzienie Wilkołaka) to zapach mirry i kadzidła, "podsycający wewnętrzne, nieokiełznane »ja«" z linii "Mythical Hex" (Mityczne Klątwy); u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 12 (ponoć intencyjnych).


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachną wyraziście, ale dość przeciętnie, bo słodko-kadzidlanie, ale w żywym kontekście. Dymiące roztaczają po pokoju orientalną słodycz mirry / olibanum (raczej "na sucho" niż palonych?) z charakterem podbudowanym jakby słodkim dymem i nutą rodzynek. Chwilowo wydało mi się to aż szczypiące, kąsające, zaraz jednak aromat utemperował się. Roztoczył ciepły klimat.

Nie było to ciężkie - wręcz przeciwnie. W dymie kryło się życie: drzewnie-żywiczna soczystość. Nadała świeżości ogólnie ciepłej kompozycji... czyniąc ją "świeżo-ciepłą". Jakby ciepły dym otulał rodzynki? Nuty łagodniały, ugłaskiwały się nawzajem.

Kadzidełko spala się dość szybko i podobnie ulatnia się. Ugryzienie wilkołaka? Raczej muśnięcie... ząbkującego wilczka, pełnego energii jednak. Łatwo jest się do tego zapachu przyzwyczaić.

Zapach ten niewątpliwie miał charakter, ale wydał mi się prosty - bez takiej intensywnej głębi; niby przenikliwy, ale nie zapadający w pamięć i nie taki mocny, jak w pierwszej chwili mogłoby się wydawać.


7/10

czwartek, 3 września 2020

kadzidełka New Moon Wicca Ritual

Zwietrzyłam rytuał?

Ruch wicca w wielu kwestiach wydaje się zbieżny z tym, jak podchodzę do życia. Jedynym - sporym? - elementem sprzecznym jest to, że ja sama jestem ateistką, niewierzącą w żadnych bogów. Wierzę we własną moc sprawczą, pracę nad sobą. Uważam człowieka za część przyrody; wszyscy jesteśmy kosmicznym pyłkiem. Nie odprawiam żadnych rytuałów w związku z tym, ale... te kadzidełka po prostu musiałam mieć. Zakochałam się bowiem w pięknym, mizialskim (o chropowatej strukturze), połyskującym miejscami, a miejscami matowym opakowaniu.

New Moon Aromas Wicca Ritual to zapach na bazie ziół i żywic, który ma pomagać w relaksie; u mnie w formie naturalnych kadzidełek patyczkowych, których w opakowaniu jest 10 (15g).


Recenzja

Przez opakowanie (nie chodzi mi o tekturę, a to ze środka) zapach wydał mi się średnio przyjemny, kojarząc się z brudną ziemią i lasem. Kadzidełka wyjęte z opakowania las wciąż oddawały, ale już inny: drzewa porastały grzyby, pnącza i kwiaty. Zarejestrowałam kwiaty - chyba lawendę.

Dym, jaki rozniósł się po rozpaleniu kadzidełka uderzył kwiatami i ziemistością, zahaczając trochę o kościelny klimat. Ziemia zachowała odrobinkę brudu, pojawiła się przy niej ziołowa pikanteria. Czułam skórę - skórzaną odzież i / lub obicia. Wszystko to jednak koiły kwiaty. Wydaje mi się, że to m.in. paczula. Utwierdziłam się, że czuję lawendę, ale nie tylko. Oczami wyobraźni widziałam też jakieś jasne, wielkie główki kwiatów oraz leśną, dość ciemną polanę. Polanę, gdzie tylko nieliczni mają wstęp.

W zapachu tym był element lekko odpychający, ale jednocześnie... właśnie przez to zawadiacko wciągający. Mocny i odważny, a jednak z kwiatowym przełamaniem, utrzymywał się bardzo długo (aromat przejrzyście czuć nawet dnia kolejnego, po przewietrzeniu). Na plus także to, że kadzidełka nie dymią się za mocno paląc się bardzo długo (około godziny) i pachnąc, jak mają pachnieć.

Spodobał mi się charakter tego zapachu i jego niejednoznaczność. Nieoczywisty i dynamiczny - to jest to!

9/10

środa, 26 sierpnia 2020

kadzidełka Stamford Witches' Curse (Klątwa Wiedźm)

Czy uroki miłosne istnieją?

Odkąd pamiętam uwielbiam kadzidełka, mimo że dymu w sumie nie lubię. Ten kadzidlany jest jednak magiczny i potrafi być piękny. Nie lubię, a nawet brzydzę się tego papierosowego. Wiadomo jednak, że kadzidełka to co innego. A już zwłaszcza stożkowe. I zwłaszcza o mocnych, charakternych zapachach, i to z mrocznej linii, jako że jestem typem, który w mroku czuje się najlepiej. Jako pierwsze postanowiłam zrecenzować zdecydowanie jeden z moich ulubionych wariantów.

Stamford Witches' Curse (Klątwa Wiedźm) to zapach "oczyszczający powietrze z negatywnych myśli i wprowadzający w lepszy nastrój i spokój" z linii "Mythical Hex" (Mityczne Klątwy); u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 12 (ponoć intencyjnych).


Recenzja 

Kadzidełka już na sucho cechuje intensywny, wręcz drapieżny zapach.
Podpalone i dymiące się po całym pokoju roznoszą lekko duszny, początkowo nawet słodkawy zapach ziół, przeobrażający się we wręcz ziołową goryczkę, ostrość. Świetnie odnalazła się w duecie z wyrazistymi, naturalnymi żywicami. Całość była ciężka i charakterna.

Nic dziwnego, że zapach bezproblemowo roznosi się po całym (wprawdzie małym) mieszkaniu i pozostaje niemal do dnia następnego.

Zupełnie jak klątwa, od której człowiek nie może i nie chce się uwolnić. O tak, jestem tym żywicznie-ziołowym, pikantnym zapachem oczarowana. Uroki miłosne, zwłaszcza te którymi aż przesiąka ubranie, istnieją, a jakże!


10/10