środa, 13 maja 2026

świeca Yankee Candle Mystical Tarot Card

Ukrytey znaczenie zapach

Choć obecnie trzymam się z daleka od marki Yankee Candle, to od niej zaczęłam przygodę ze świecami i woskami. Lata temu mieli piękne i silne kompozycje, zwieńczone pięknymi etykietkami... A teraz? Zapachy jakieś słabe, nuty niekuszące, a estetyka firmy, wygląd obecnie to kompletnie nie moja estetyka. Z lekkim smutkiem się z nimi pożegnałam i obecnie nie interesuję się asortymentem. Gdy jednak ta świeca pojawiła się w Lidlach, uznałam, że dam jej szansę. Nie jednak dlatego, że to YC, a ze względu na nawiązanie do kart tarota, po które sięgam codziennie i bardzo je lubię.

Yankee Candle Mystical Tarot Card to świeca o zapachu wanilii, skóry, cynamonu, anyżu i lukrecji z owocami, w słoju 122g; użyta też jako wosk w kominku po 13g.

Opis producenta
Magiczne połączenie…zapach skóry przeplata się z aromatem kory cynamonowej i czarnej lukrecji.
Nuty górne: mandarynka, anyż, jabłko
Nuty środkowe: skóra, kora cynamonu, czarna lukrecja
Nuty dolne: mech, ziarna tonka, wanilia


Recenzja

Sucha świeca pachniała bardzo słodko wanilią i drewnem, chyba dokładniej słodkawo orientalnym sandałowcem, ale i starymi, omszałymi drzewami z jakieś uroczej polanki w lesie. Zza sandałowca wychylił się nieoczywisty cynamon. Choć kompozycja obrała właśnie korzenny, ciepły i wręcz przytulny wydźwięk, odnotowałam też trochę anyżowo-lukrecjowo-miętowych akcentów. Słodkie owoce: cytrusy i jabłko duszone z cynamonem zajęły miejsce w oddali. Na poczucie przytulności złożyła się delikatna skóra i zamsz - jakieś szlachetne, mięciutkie ubrania. Kobiece i przesiąknięte wanilią.

Po zapaleniu świecy powoli najpierw rozeszła się z niej jakby cieplusio-milusia słodycz o kobiecym charakterze. Całość miała właśnie przede wszystkim kobiecy, perfumeryjny klimat. To było niczym zawinięcie się w kocyk i zaciągnięcie przytulną atmosferą. Czuć wanilię a także jakby... zamsz? I mięciutkie sweterki. Ciepło i przytulność z czasem podkręciły delikatne przyprawy korzenne, słodki cynamon cejloński, przemycające soczyste akcenty.

Soczystość ta jednak też okazała się bardzo osłodzona, niczym jabłko duszone z mnóstwem wanilii i słodkim cynamonem. Czasem w oddali nieśmiało przemykał słodko cytrusowy, chyba mandarynkowy, akcent. Coraz więcej słodkiego, orientalnego cynamonu zaprosiło trochę drewna... drewna sandałowego? Podtrzymało orientalny, ciepły klimat. Pomyślałam jeszcze o piżmie, skórze i zamszu, a także... czymś jakby słodko-ostrawym... jak anyż, mięta pieprzowa? Acz naprawdę w znikomej ilości. Taka... ziołowo-drewniana świeżość zasugerowała skraj lasu i leśną polankę, gdzie czuć właśnie jakby przytulność mchu, drzew, coś ziołowego. Wszystko to jednak wydawało się podporządkowane wiodącemu motywowi dobrych, szlachetnych kobiecych perfum.

Na sucho świeca pachniała całkiem wyraziście. Nie jakoś siekierowo mocno, ale dawała nadzieję na całkiem wyrazisty zapach. Jak się okazało, potrzebowała sporo czasu, by rozbrzmieć, a nawet gdy już jej się udało, pobrzmiewała sobie leciuteńko. Robiła za nienarzucające się tło, nie wypełniła nawet porządnie całego pokoju. Zapach wydał mi się bardzo nieśmiały, zdecydowanie za delikatny.

Kiedy potraktowałam wosk ze świecy jako wosk zapachowy, a więc wrzuciłam 13 g do kominka z podgrzewaczem, w zasadzie było tak samo a więc pierwsza rozeszła się ciepła słodycz kobiecych perfum, wanilia, sweterki i zamsz, do których potem dołączyły cynamon cejloński, soczystość gdzieś bardzo w tle oraz sandałowiec. Trochę słodkiej ostrości ni ziół, i przypraw, leśne ciepło i leśna świeżość. Wszystko bardzo, bardzo delikatniusie, acz zapach rozchodził się niewątpliwie szybciej. I chyba jednak minimalnie bardziej było go czuć.

Kompozycja w zasadzie była ładna, ale przez swoją delikatność, wydawało mi się, że nie rozwinęła skrzydeł. Perfumeryjny, kobiecy klimat, milusie kocyki i sweterki, sporo wanilii i orientalnych nut sandałowca, cynamonu, trochę jabłek z wanilią i cynamonem, przytulna leśna polanka z mchem, coś ziołowego i drzewnego powinny porządnie rozbrzmieć, mieć okazję zaprezentować się w pełnej krasie... A nie, jakby się bały. Gdyby świeca pachniała mocniej, z łatwością miałaby 8. Tarot... hm, chyba raczej uczucie niepewności, niewiedzy przed samym odwróceniem wyłożonych kart. Taka zbytnia delikatność, nieśmiałość to poważny mankament.

6/10