Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stożkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stożkowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2021

kadzidełka Elements Fire Dragon (Smok Ognisty) Dragon's Blood

Zieję... to znaczy pieję z zachwytu

Kocham smoki, a w ogniu dostrzegam mnóstwo magii. Nie jestem pewna, czy czuję ogień jako mój żywioł, ale pociąga mnie. W dodatku książka "Dziewczyna, która igrała z ognia", a więc drugi tom jednej z najlepszych serii na świecie, jest... o dziewczynie, z którą mam wiele wspólnego. To takie bardzo moje "połączenie rozmaitości", stąd zapach musiał się u mnie pojawić.

Elements Incense Fire Dragon (Smok Ognisty) Dragon's Blood to kadzidełko o zapachu żywicy smocza krew, z linii Anne Stokes "Age of Dragon" w ramach współpracy z firmą Elements; u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 15.


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały... wysychającymi kwiatami - wskazałabym róże - z opadającymi płatkami... Kwiatami, które nie chcą się dobrze suszyć, a częściowo gniją? Zaplątała się tam nuta cytrusowa... Pomarańczy? Grejpfruta? A może czerwonej pomarańczy? Rozchodziła się od nich brudnawa, gorzkawa ziemia. Był to zapach mocny, ciężki i... mrocznie uwodzicielski. 

Po rozpaleniu po pokoju rozszedł się intensywny zapach słodkawego, orientalnego drzewa opalanego, o kadzidlanym, mszalno-liturgicznym wydźwięku. Zaraz osnuły to kwiaty suszące się... róże, z których opadają lekko pomarszczone płatki. Wyszły ciężkawo i nieco drapały w nosie. Pomyślałam o przyprawach korzennych, zdecydowanie słodkich i dość ostrych. 

Nie rozgrzewały jednak jakoś mocno, bo część róż wyszła dość... wilgotnie-cmentarnie. Mieszały się z ziemią. Kojarzyły się z wonną kwiaciarnia przy cmentarzu, gdzie czuć dogasające znicze. Była w tym wszystkim pewna wilgoć, zawilgocenie... nawet rześkawy kwasek? Znów pomyślałam o lekko goryczkowatych cytrusach. Czarna, wilgotna ziemia przejawiała tymczasem wilgoć, w którą wręcz wciągała.

Całość była intensywna, uderzająca i długo się utrzymująca. Ilość dymu przy takiej mocy wcale nie wydała mi się jakoś szczególnie wielka.

Kadzidełko wydało mi się złożone i naprawdę ładne. Brakowało mi w nim jednak... ja wiem? Mrocznej głębi? Nie jestem też pewna, czy akurat zapach smoczej krwi dobrze pasuje do ognistego smoka. Z ogniem się nie kojarzył.

8/10

sobota, 30 stycznia 2021

kadzidełka Elements Desert Dragon (Smok Pustynny) Sandalwood

Pustynny gorąc w sercu przy przypał

 Wydaje mi się, że czasem trudno jest pewne odczucia czy skojarzenia opisać tak, gdy 1:1 zrozumiał je ktoś inny. Pewne wyobrażenia są przecież już w jakiś sposób nacechowane emocjonalnie w naszej podświadomości. Drewno sandałowe wydaje mi się "słodkim, ciepłym drzewem", jednak jak się nad tym zastanowię, takie określenie czegokolwiek... Nie mówi wiele. Jednak liczy sięto, że lubię ten zapach. I, to może dziwne, ale... wcale nie dla niego kupiłam te kadzidełka. Albo nie głównie dla niego. Większym motywatorem było bowiem opakowanie ze smokiem. Tak, mam do nich słabość. Mówi się, by nie oceniać książki po okładce, ale... tu miałam nadzieję, że zapach odda opakowanie.

Elements Incense Desert Dragon (Smok Pustynny) Sandalwood to kadzidełko o zapachu drzewa sandałowego, z linii Anne Stokes "Age of Dragon" w ramach współpracy z firmą Elements; u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 15.


Recenzja

Na sucho kadzidełko zapachniało mi słodkim drzewem w wydaniu kadzidlanym. Pomyślałam o wiklinowych koszach porozstawianych na suchym piasku jakiś pustynnych regionów świata... Wiklina... drewno gdzieś leżało też jeszcze żywe, do plecenia. Biło od tego ciepło, słońce i orientalna korzenność.
Czyżbym wyłapała słodki cynamon i kwitnące drzewa? To było... ciepło-słodkie, niby rześkie, a jednak jakby spowite dymem, jakby... kwiaty aż ciążyły. Kojarzyło mi się trochę z kwiatowo-sakralną wonią.

Dym roztoczył po pokoju ciepło-drzewną, wysoce słodką woń. Była nieco żywiczna, nieco korzenna. 
Mignęła mi jakimś... sokiem z drzew, leciutką cierpkością... Jednak przypraw? Pomyślałam o pustynnym, orientalnym klimacie. Oczami wyobraźni zobaczyłam stosy świeżej wikliny, z której ktoś wyplatał kosze. To też ogółem drzewo jasne, nie tylko wiklina. Także właśnie sandałowe, z lekką goryczką... jakby aż oleistą? Przyprawowo pikantną? Mimo słodyczy, z poważniejszym wykończeniem na pewno.

Moc zapachu uważam za odpowiednią, bo od razu wyraźnie wszystko czuć, a mimo ciepłego wydźwięku, niemal gorąca i ostrości, nie było w tym ni odrobiny duszącego aspektu.

To splot żywego, miękkiego wręcz drewna ze słodko-orientalnymi przyprawami w tonach drzewno-kadzidlanych; wydaje mi się, że walory drzewa sandałowego bardzo dobrze tu czuć.
W całości większych wad się nie doszukałam, acz więcej ciepła i kadzidlanej przyprawowości niż słodkiego drewna troszeczkę mnie rozczarował. Muszę jednak przyznać, że zapach genialnie pasuje do etykietki i... tytułu, czyli pustynnego smoka. Problem w tym, że po prostu jakoś nie chwycił. Ot, po prostu jakoś tam ciepło sobie to pachnie.

7/10

sobota, 26 września 2020

kadzidełka Elements Water Dragon (Wodny Smok) Patchouli

Ziejąc... wodą czy jadem?

Stosunkowo niedawno odkryłam, że nuta, którą ja tak lubię, a która według wielu ludzi jest odpychająca to paczula. Otóż według mnie rzeczywiście kojarzy się z ziemią, której to woń lubię. Kiedy z kolei poczuję ziemiste nuty w czekoladzie, jestem kupiona. O dziwo jednak tego kadzidełka nie kupiłam ze względu na paczulę, a... smoka. I wodę. Otóż uwielbiam motyw smoków, a woda - śmieję się zawsze, że jako zodiakalne Ryby jakoś tam z nią związana jestem. Obecnie nie przepadam, ale wielką część dzieciństwa spędziłam nad jeziorami. Wszystko to, wraz z nieco mrocznym opakowaniem, przełożyło się na iście mój miks. Oby też tak pachniał!

Elements Incense Water Dragon (Wodny Smok) Patchouli to kadzidełko o zapachu paczuli, z linii Anne Stokes "Age of Dragon" w ramach współpracy z firmą Elements; u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 15.


Recenzja

Już na sucho kadzidełko pachniało mocną mieszanką wytrawnie-gorzkawą i jednocześnie dość słodko. Skojarzyło mi się to z rozgrzanym i tylko co zlanym ulewą, parującym chodnikiem oraz czarną, wilgotną ziemią. Ta miała niewątpliwie chłodny charakter, podkręcony jakby przez miętę i pewną kwiatowość.

Dym rozniósł po pokoju goryczkowatą, mokrą, czarną ziemię, której chłodu i wilgoci nadała jakby miętowa nuta. Z czasem nasilała się, przywołując do siebie... ostrzejszą lukrecję? Pomyślałam też o zawilgoconych i nieco przegniłych kwiatach. Także w nich kryła się lekka pikanteria.

Poczułam się jakbym znalazła się w lesie niewiarygodnie upalnego dnia, w którym nastąpiło załamanie pogodowe, efektem czego była burza. Oczami wyobraźni zobaczyłam starą, asfaltową drogę biegnącą przez ciemny las. Była mokra i parująca... Niewątpliwie właśnie zlała ją ulewa, na dobre spływając po okolicznej gęstej roślinności, rzucającej teraz cień. Trochę roślinnie-brudne tony zawarły rześkość, tworząc orzeźwiająco-lekką atmosferę, a jednak nie zapominając o swoim charakterze. Ostro-chłodząca lukrecja (?) podkreśliła harmonię tego.
Jeszcze długo po skończeniu dymienia czułam drapiąco-ostrawe wspomnienie upału, asfaltowość i bezkresny chłód, wilgoć... lasu, ziemi, ziół (mięty? lukrecji?).

Kadzidełko okazało się bardzo intensywne, potrafiło aż pod koniec zadrapać w nosie, ale na pewno nie było zbyt ciężkie. Wręcz przeciwnie! Mimo charakternego, mocnego zapachu dawało rześkie wytchnienie. Intensywność i wyważenie wszystkiego uważam za ogromny plus. Co więcej, nie dymiło się jak oszalałe, a pachniało dobrze.

Całość podobała mi się, jednak nie wiem, czy była taka czysto paczulowa. Ten jej chłód, jaki końcowo niosła, wydźwięk dość obrazowy i zaskakujący... Niby lubię wszystkie nuty tego kadzidełka, ale nie zrobiło na mnie jakiegoś szczególnie wielkiego wrażenia. Mimo to, jadem ziać tu na pewno nie będę, wypalę je do końca z przyjemnością. Z drugiej strony... jeśli ma oddawać wodnego smoka, to chyba zrobiło to doskonale.

8/10

poniedziałek, 14 września 2020

kadzidełka Stamford Werewolf's Bite (Ugryzienie Wilkołaka)

Można gryza?

Na mroczną linię kadzidełek Stamford (pod patronatem dużej firmy Goloka) patrzyłam trochę sceptycznie (bałam się, że za wyglądem, tytułami etc. nie idzie zapach i jakość), ale po tym, jak zakochałam się w Witches' Curse, postanowiłam i inne popróbować. Kolejny wariant wybrałam trochę w ciemno, ze względu na... wilkołaka, po prostu (ach, ta słabość do nich przez Lupina z Harry'ego Pottera). Tak, bardzo dojrzały, rozsądny wybór.

Stamford Werewolf's Bite (Ugryzienie Wilkołaka) to zapach mirry i kadzidła, "podsycający wewnętrzne, nieokiełznane »ja«" z linii "Mythical Hex" (Mityczne Klątwy); u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 12 (ponoć intencyjnych).


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachną wyraziście, ale dość przeciętnie, bo słodko-kadzidlanie, ale w żywym kontekście. Dymiące roztaczają po pokoju orientalną słodycz mirry / olibanum (raczej "na sucho" niż palonych?) z charakterem podbudowanym jakby słodkim dymem i nutą rodzynek. Chwilowo wydało mi się to aż szczypiące, kąsające, zaraz jednak aromat utemperował się. Roztoczył ciepły klimat.

Nie było to ciężkie - wręcz przeciwnie. W dymie kryło się życie: drzewnie-żywiczna soczystość. Nadała świeżości ogólnie ciepłej kompozycji... czyniąc ją "świeżo-ciepłą". Jakby ciepły dym otulał rodzynki? Nuty łagodniały, ugłaskiwały się nawzajem.

Kadzidełko spala się dość szybko i podobnie ulatnia się. Ugryzienie wilkołaka? Raczej muśnięcie... ząbkującego wilczka, pełnego energii jednak. Łatwo jest się do tego zapachu przyzwyczaić.

Zapach ten niewątpliwie miał charakter, ale wydał mi się prosty - bez takiej intensywnej głębi; niby przenikliwy, ale nie zapadający w pamięć i nie taki mocny, jak w pierwszej chwili mogłoby się wydawać.


7/10

środa, 26 sierpnia 2020

kadzidełka Stamford Witches' Curse (Klątwa Wiedźm)

Czy uroki miłosne istnieją?

Odkąd pamiętam uwielbiam kadzidełka, mimo że dymu w sumie nie lubię. Ten kadzidlany jest jednak magiczny i potrafi być piękny. Nie lubię, a nawet brzydzę się tego papierosowego. Wiadomo jednak, że kadzidełka to co innego. A już zwłaszcza stożkowe. I zwłaszcza o mocnych, charakternych zapachach, i to z mrocznej linii, jako że jestem typem, który w mroku czuje się najlepiej. Jako pierwsze postanowiłam zrecenzować zdecydowanie jeden z moich ulubionych wariantów.

Stamford Witches' Curse (Klątwa Wiedźm) to zapach "oczyszczający powietrze z negatywnych myśli i wprowadzający w lepszy nastrój i spokój" z linii "Mythical Hex" (Mityczne Klątwy); u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 12 (ponoć intencyjnych).


Recenzja 

Kadzidełka już na sucho cechuje intensywny, wręcz drapieżny zapach.
Podpalone i dymiące się po całym pokoju roznoszą lekko duszny, początkowo nawet słodkawy zapach ziół, przeobrażający się we wręcz ziołową goryczkę, ostrość. Świetnie odnalazła się w duecie z wyrazistymi, naturalnymi żywicami. Całość była ciężka i charakterna.

Nic dziwnego, że zapach bezproblemowo roznosi się po całym (wprawdzie małym) mieszkaniu i pozostaje niemal do dnia następnego.

Zupełnie jak klątwa, od której człowiek nie może i nie chce się uwolnić. O tak, jestem tym żywicznie-ziołowym, pikantnym zapachem oczarowana. Uroki miłosne, zwłaszcza te którymi aż przesiąka ubranie, istnieją, a jakże!


10/10