piątek, 31 lipca 2026

wosk Lella Halloween Straszna Radocha

Mechaniczna Radosna pomarańcza

Mimo że bardzo nie lubię słowa "radocha", czułam, że wosk w sumie może być niezły... Mimo że opis zawierał obietnicę klimatu młodzieżowej zabawy i nuty bitej śmietany. Kompletnie nie moja bajka, ale coś czułam, że będzie w miarę dobrze. Cieszyłam się jednak, że ten wosk od marki Lella dostałam jako element halloweenowego zestawu, czyli miniaturkę. Bo sama bym nie kupiła. Ryzyko zasłodzenia - nawet całkiem miłego - było za wysokie.

Lella Halloween Straszna Radocha to zapach lodów pomarańczowych i likieru pomarańczowego, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Ta młodzieżowa ekipa przebierańców wie, jak połączyć Halloween z prawdziwą zabawą – i aromatem, który wprawia w euforię! Straszna radocha – zapach przypominający lody pomarańczowe lub śmietanowy krem pomarańczowy z kroplą likieru sprawia, że każda halloweenowa impreza staje się jeszcze bardziej smakowita.
Nuty górne: sok pomarańczowy
Nuty środkowe: likier pomarańczowy, bita śmietana
Nuty dolne: wanilia


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie słodko pomarańczowo. Od razu przyszły mi do głowy galaretki pomarańczowe z typowym, cukierkowym echem i mleczne czekoladki z likierem pomarańczowym. O mleczności czekolady świadczyła wysoka słodycz, a także mleczny, wręcz śmietankowy wątek, który z ochotą mieszał się z wanilią. Kolejnym skojarzeniem była nieco przesłodzona, może doprawiona likierem pomarańczowym, gorąca czekolada na mleku z bitą śmietanką. Całość wydała mi się przesłodzona i soczysta jednocześnie.

Z kominka pierwsza wyłoniła się słodka, ale niezbyt soczysta pomarańcza, której soczyste zapędy tonowała słodka, wręcz ciężkawa wanilia. Za wanilią przybyło trochę ciężkawych białych kwiatów, w tym róż, a potem też niemal śmietankowo-mleczne akcenty. Trochę jak bita śmietanka na jakimś... deserze z likierem pomarańczowym?

Likierem pomarańczowym o niemal cukierkowej, za silnej słodyczy. Jego cukrowa słodycz przechodziła w motyw galaretek pomarańczowych oraz przecukrzonego syropu pomarańczowego. Wszystko to zawierało całkiem sporo cierpko-goryczkowatych akcentów olejkowo-skórkowych, a kwaśność była znikoma. Potem cała cukrowość tych słodkości i wanilia szły w dusznym, ciężkim kierunku. Kwiaty zaczęły z kolei przypominać jakieś przesłodzone, kwiatowo-pomarańczowe perfumy. I końcowo przemieszały się razem z pomarańczowymi galaretkami, likierem, wanilią i śmietanką, co wyszło słodko i niedookreślono, męcząco.

Suchy, jak i podgrzewany wosk pachniał bardzo intensywnie. W kominku co prawda nie był aż tak siekierowy, jak obiecywał suchy, ale w przypadku takiego dusznego słodziaka, to dobrze. Potrzebował chwili, by się rozejść i odważyć, nagle uderzał z pełną mocą i aż przytłaczał, by nagle jakoś się rozejść i osłabnąć jeszcze nim pomyślałam o zgaszeniu podgrzewacza. Po tym utrzymywał się średnio długo i niezbyt mocno.

Zapach wyszedł bardzo słodko i specyficznie. Jeśli lubi się słodkie zapachy i pomarańczowe słodkości, a więc wszelkie galaretki i likiery, to ten zapach będzie dobrym wyborem. Ja od pomarańczowego wosku oczekiwałabym więcej soczystości, właśnie przeciwieństwa tej ciężkości i duszności. Nie przemówił do mnie, jak i to, że jego moc była jakaś dziwna... nagle uderzyła i tyle. Wolę bardziej równomiernie mocne zapachy.

6/10

piątek, 17 lipca 2026

świeca (Fragrance and Style GmbH.) Minions Forever Together Scented Candle Banana / Bougie Parfumee Banane

Banan na deser

Bananowe rzeczy kiedyś o wiele łatwiej zwracały moją uwagę. Trafiłam jednak na parę naprawdę nieprzyjemnie bananowych rzeczy: czy to słodyczy, czy w ogóle nie spożywczych jak np. krem do rąk. To, jak napastliwa potrafi czasami być sztuczność bananowych wariantów wybiło mi z głowy kupowanie ich. Gdy jednak zobaczyłam w gazetce promocje na świece z minionkami, powiedziałam ojcu, że jakby trafił na nie przypadkiem w Dealz, to w sumie bym przygarnęła. Rzecz jasna nie ze względu na minionki, bo choć nigdy nie oglądałam tej bajki, żywię do niej niechęć, a ze względu na wariant. Właśnie bananowy. 

(Fragrance and Style GmbH.) Minions Forever Together Scented Candle Banana / Bougie Parfumee Banane to świeca o zapachu bananowym, w słoju 110g.

Opis producenta
To zapach, który celebruje bliskość i dobre wspomnienia. Jego łagodne, kremowe kompozycje doskonale sprawdzą się w każdej chwili, wypełniając przestrzeń spokojem, ciepłem i nutką beztroski.
Nuty górne: banan, orzech laskowy
Nuty środkowe: mleko
Nuty dolne: wanilia, karmel


Recenzja

Sucha świeca pachniała słodko i... w zasadzie tylko słodko. Przede wszystkim waniliowo i kwiatowo. Banany stały tuż za tymi przytulnymi nutami i nie były nachalne. Choć nie było to 100% natury, obyło się bez napastliwego aromatu bananowego. Ogólnie jak to "coś o zapachu bananów", ale w sposób łagodny i właśnie wygładzony kwiatami.

Zaraz po zapaleniu knota powoli zaczął rozchodzić się słodki, niemalże namacalnie kremowy i aksamitny zapach wanilii. Niosła ze sobą pewne ciepło, budowała przytulne ramy. Słodycz za jej sprawą wyszła trochę ciężkawo, ale szlachetnie. Do wanilii dołączyły białe kwiaty - dosłownie poczułam ich muskające skórę delikatne płatki. Kremowy wydźwięk umocniło jeszcze mleko, kierując myśli w stronę mleka waniliowego, a po chwili... waniliowo-bananowego.

Banan pojawił się, jakby z ociąganiem, płynąc na mlecznej fali. Choć cały czas kompozycji była właśnie kremowa, łagodna i ciepło-przytulna, banan, natknąwszy się na kwiaty, zasugerował coś lekko... soczystszego? Świeżego? Słodycz rosła i... w pewnym momencie do całego tego ciepła zakradła się lekko palona nutka jakby... karmel? Pomyślałam o deserze bananowo-karmelowym. Bananach z sosem karmelowym? Acz chwilami i to zatapiało się w wanilii. Raz po raz, po dłuższym wąchaniu, w tle, z cienia bananów wychylała się delikatna sztuczność, ale... taka ogólna, nie konkretnie bananowa.

Sucha świeczka pachniała raczej delikatnie, choć niewątpliwie wyraźnie. Po zapaleniu pobrzmiewała bardzo delikatnie, ale zapach czuć bez wątpienia. Nie musiałam się doszukiwać jego nut, by je odnotować. Rozchodził się szybko mimo delikatności. Utrzymywał się krótko.

Zapach całkiem niezły, mimo że nie w moim typie. Był bowiem po prostu... słodki. Słodki w sposób, który jednak może się podobać, a więc przytulny, kremowy. Wanilia, kwiaty, trochę karmelu w zasadzie miały tu więcej do powiedzenia niż tytułowy banan. Banany wystąpiły głównie jako mleko bananowe. Mnie zaskoczyły pozytywnie tym, że nie zaszarżowały sztucznym aromatem bananowym. Można by rzec, że banan był tu jakby na deser, zamiast wystąpić jako danie główne.

6/10

środa, 13 maja 2026

świeca Yankee Candle Mystical Tarot Card

Ukrytey znaczenie zapach

Choć obecnie trzymam się z daleka od marki Yankee Candle, to od niej zaczęłam przygodę ze świecami i woskami. Lata temu mieli piękne i silne kompozycje, zwieńczone pięknymi etykietkami... A teraz? Zapachy jakieś słabe, nuty niekuszące, a estetyka firmy, wygląd obecnie to kompletnie nie moja estetyka. Z lekkim smutkiem się z nimi pożegnałam i obecnie nie interesuję się asortymentem. Gdy jednak ta świeca pojawiła się w Lidlach, uznałam, że dam jej szansę. Nie jednak dlatego, że to YC, a ze względu na nawiązanie do kart tarota, po które sięgam codziennie i bardzo je lubię.

Yankee Candle Mystical Tarot Card to świeca o zapachu wanilii, skóry, cynamonu, anyżu i lukrecji z owocami, w słoju 122g; użyta też jako wosk w kominku po 13g.

Opis producenta
Magiczne połączenie…zapach skóry przeplata się z aromatem kory cynamonowej i czarnej lukrecji.
Nuty górne: mandarynka, anyż, jabłko
Nuty środkowe: skóra, kora cynamonu, czarna lukrecja
Nuty dolne: mech, ziarna tonka, wanilia


Recenzja

Sucha świeca pachniała bardzo słodko wanilią i drewnem, chyba dokładniej słodkawo orientalnym sandałowcem, ale i starymi, omszałymi drzewami z jakieś uroczej polanki w lesie. Zza sandałowca wychylił się nieoczywisty cynamon. Choć kompozycja obrała właśnie korzenny, ciepły i wręcz przytulny wydźwięk, odnotowałam też trochę anyżowo-lukrecjowo-miętowych akcentów. Słodkie owoce: cytrusy i jabłko duszone z cynamonem zajęły miejsce w oddali. Na poczucie przytulności złożyła się delikatna skóra i zamsz - jakieś szlachetne, mięciutkie ubrania. Kobiece i przesiąknięte wanilią.

Po zapaleniu świecy powoli najpierw rozeszła się z niej jakby cieplusio-milusia słodycz o kobiecym charakterze. Całość miała właśnie przede wszystkim kobiecy, perfumeryjny klimat. To było niczym zawinięcie się w kocyk i zaciągnięcie przytulną atmosferą. Czuć wanilię a także jakby... zamsz? I mięciutkie sweterki. Ciepło i przytulność z czasem podkręciły delikatne przyprawy korzenne, słodki cynamon cejloński, przemycające soczyste akcenty.

Soczystość ta jednak też okazała się bardzo osłodzona, niczym jabłko duszone z mnóstwem wanilii i słodkim cynamonem. Czasem w oddali nieśmiało przemykał słodko cytrusowy, chyba mandarynkowy, akcent. Coraz więcej słodkiego, orientalnego cynamonu zaprosiło trochę drewna... drewna sandałowego? Podtrzymało orientalny, ciepły klimat. Pomyślałam jeszcze o piżmie, skórze i zamszu, a także... czymś jakby słodko-ostrawym... jak anyż, mięta pieprzowa? Acz naprawdę w znikomej ilości. Taka... ziołowo-drewniana świeżość zasugerowała skraj lasu i leśną polankę, gdzie czuć właśnie jakby przytulność mchu, drzew, coś ziołowego. Wszystko to jednak wydawało się podporządkowane wiodącemu motywowi dobrych, szlachetnych kobiecych perfum.

Na sucho świeca pachniała całkiem wyraziście. Nie jakoś siekierowo mocno, ale dawała nadzieję na całkiem wyrazisty zapach. Jak się okazało, potrzebowała sporo czasu, by rozbrzmieć, a nawet gdy już jej się udało, pobrzmiewała sobie leciuteńko. Robiła za nienarzucające się tło, nie wypełniła nawet porządnie całego pokoju. Zapach wydał mi się bardzo nieśmiały, zdecydowanie za delikatny.

Kiedy potraktowałam wosk ze świecy jako wosk zapachowy, a więc wrzuciłam 13 g do kominka z podgrzewaczem, w zasadzie było tak samo a więc pierwsza rozeszła się ciepła słodycz kobiecych perfum, wanilia, sweterki i zamsz, do których potem dołączyły cynamon cejloński, soczystość gdzieś bardzo w tle oraz sandałowiec. Trochę słodkiej ostrości ni ziół, i przypraw, leśne ciepło i leśna świeżość. Wszystko bardzo, bardzo delikatniusie, acz zapach rozchodził się niewątpliwie szybciej. I chyba jednak minimalnie bardziej było go czuć.

Kompozycja w zasadzie była ładna, ale przez swoją delikatność, wydawało mi się, że nie rozwinęła skrzydeł. Perfumeryjny, kobiecy klimat, milusie kocyki i sweterki, sporo wanilii i orientalnych nut sandałowca, cynamonu, trochę jabłek z wanilią i cynamonem, przytulna leśna polanka z mchem, coś ziołowego i drzewnego powinny porządnie rozbrzmieć, mieć okazję zaprezentować się w pełnej krasie... A nie, jakby się bały. Gdyby świeca pachniała mocniej, z łatwością miałaby 8. Tarot... hm, chyba raczej uczucie niepewności, niewiedzy przed samym odwróceniem wyłożonych kart. Taka zbytnia delikatność, nieśmiałość to poważny mankament.

6/10

czwartek, 16 kwietnia 2026

wosk Lella Zmora Czeka

Kwiaty dla zmory

Choć w horrorach, a kto wie, czy i nie w rzeczywistości, jest całe mnóstwo zmor, które tylko czyhają, aż się nie domknie drzwi czy okna, albo - o zgrozo! - zaprosi się je, etykietka tego wosku mnie najbardziej kojarzyła się z Miasteczkiem Salem Kinga i anime Shiki. To pozytywne skojarzenia, choć nie jestem wielką fanką ani jednego, ani drugiego. Sama zaś etykieta, choć ładna, nie weszła do moich ulubionych etykiet Lelli. Opisywane nuty wydawały się ładne, ale nie na tyle porywające, bym sama miała kupić ten wosk. Stąd naprawdę bardzo, bardzo się cieszę, że go dostałam od marki Lella w ramach zestawu Halloween. 

Lella Halloween Zmora Czeka to zapach pudru, sandałowca, jaśminu i piżma, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Elegancka, lekko słodka i pudrowa, choć niepokojąca kompozycja na bazie drewna sandałowego łączy odurzający jaśmin z subtelnym piżmem. Buduje aurę delikatnego napięcia i tajemniczości niczym zmora czająca się za oknem, gdy granica między jawą a snem się zaciera.
Nuty górne: cyklamen, egzotyczne owoce
Nuty środkowe: goździk (kwiat), jaśmin
Nuty dolne: drewno sandałowe, paczula, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko i świeżo mnóstwem kwiatów, kwiatków. Do głowy przyszedł mi jaśmin, goździki i kwiaty polne, wsparte bawełną i odrobiną drewna. Drewno świeżo cięte mieszało się z meblami drewnianymi i lekko goryczkowatym akcentem sprayu do drewna i sprayem-dezodorantem męskim. Przez całą tę kwiatowość przewinęło się jeszcze ciepło... ciepło jakie można by poczuć w kwitnącym ogródku, gdzie właśnie wywieszono pranie. W oddali zaznaczył się jeszcze słodko-rześki melon i splot kokosa z jakimiś subtelnymi, niejednoznacznymi owocami. Dosłownie odrobinką owoców.

Z kominka pierwszy rozszedł się duet kwiatów i mydła zapachowego w wariancie kwiatowym. Kosmetyczny, perfumeryjny klimat rozgościł się i pobrzmiewał cały czas, acz władcze zapędy miał tylko na początku. Potem wzbogacił się o bawełnę i świeże pranie, pewną wilgoć i zrobił sporo miejsca kwiatom.

Kwiaty umocniły wilgotnie-rześki, wręcz orzeźwiający motyw. Dominował jaśmin, ale też inne kwiaty, chyba również lilie i goździki, ale nie tylko. Powiedziałabym, że dużo właśnie wilgotnych i doniczkowych (z drobnym akcentem czystej ziemi?), ozdobnych. Z czasem w ich rześkości pojawiło się trochę... owoców? Delikatnych, kwiatowych i egzotycznych, np. pitai, nieoczywistych melonów, gruszek nashi. Wiązały się ze słodyczą - wyraźną, ale także rześką. Całą tą rześkość z czasem urozmaiciło subtelne ciepło, przypominające o perfumeryjnym, kobiecym wątku. Bawełna i pranie zmieniły się w świeże, czyste kaszmirowe, lekkie sweterki i apaszki. Podkreśliło je trochę jakby ciepłego, orientalnego i słodkawego drewna. W pewnej chwili wydawało mi się, że przemyka w nich ledwo uchwytna goryczka, ale koniec końców w sumie nie wiem. Wydaje mi się, że to drewno sandałowe, ale jakby nie tylko. Drewno z echem wanilii i... pudru? Tak czy inaczej w harmonii zeszło się z kwiatami, już nie tak wilgotnie-rześkimi, ale słodkimi. I raczej wstawionymi do wazonów w przytulnym pokoiku.

Suchy wosk pachniał intensywnie, a palony bardzo intensywnie. Jak na kompozycję kwiatową bardzo, bardzo intensywnie. Rozchodził się błyskawicznie i był wyraźnie wyczuwalny nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Po zgaszeniu podgrzewacza pobrzmiewał wyraźnie jeszcze jakiś czas satysfakcjonująco, ale bez przesady.

Wosk może nie był specjalnie w moich klimatach, ale miał w sobie coś, co mnie kupiło. Może nie na tyle, bym chciała kupić, wracać do niego, ale bardzo cieszę się, że go poznałam. W dodatku trafiło, że wrzuciłam go do kominka, kiedy miałam ochotę na jakąś może i kwiatową, ale nie typową kompozycję. Ta była niby rześka, świeża, ale z pewną ciężkością drewna, perfum i przytulnego pokoju, w którym jest ciepło, mimo że za oknem może być chłodno. To ciekawie urozmaiciło ogrom kwiatów, bawełny, prania.

8/10

środa, 1 kwietnia 2026

wosk Lella Pumpkin Cola

Dynio-Cola

Mimo daty publikacji... nie, to nie żart. Choć połączenie może żartobliwe się wydawać. Gdy zobaczyłam ten wosk, aż się wytrzeszczyłam. Że o zapachu Coca-Coli?! Ble! Nie cierpię takich napojów. Z drugiej strony... jak taki wosk miał by pachnieć? Nie umiałam sobie wyobrazić, więc jednak trochę się zainteresowałam. Acz na pewno nie tak, by kupić. Dobrze więc, że dostałam go w ramach zestawu Halloween od marki Lella. Pomysł na ten zapach wydał mi się zarazem absurdalny, jak i intrygujący. Bałabym się go bardziej (że Coca-Cola jako element jesiennej kompozycji?!), gdybym nie znała już Lella Jesiennego Zefirka. Nie był w moim typie, ale na pewno nie był zły.

Lella Halloween Pumpkin Cola to zapach korzennej dyni i Coca-Coli, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Najbardziej entuzjastyczna i zaskakująca kompozycja w całym zestawie – słodka, korzenna pieczona dynia spotyka się z musującą energią czarnego napoju z bąbelkami, tworząc zapach tak nieoczekiwany, że od razu poprawia humor! Idealny na imprezę, seans grozy i dla wszystkich tych, którzy traktują Halloween z przymrużeniem oka.
Nuty górne: cytryna, limonka, pomarańcza, dynia pieczona, krem maślany
Nuty środkowe: wiśnia, przyprawy korzenne
Nuty dolne: wanilia, trzcina cukrowa, drzewo gwajakowe


Recenzja

Suchy wosk pachniał głównie dynią pieczoną na słodko, a więc jakimś ciastem dyniowym o lekko karmelowej słodyczy. Pomyślałam o tarcie z gładkim, wilgotnym musem dyniowym na maślanym spodzie. Maślaność, ciastowość umocniła jeszcze odrobinka wanilii, ale ich słodycz wcale nie wyszła ciężko, ze względu na cytrusy kręcące się wokół. Pomarańcza, limonka, cytryna wprowadzały pewną rześkość, choć i goryczkę skórę odnotowałam. Z nimi zaś mieszały się rozgrzewające, prawie ostre przyprawy korzenne, w tym cynamon. Skojarzenie z napojami gazowanymi typu Coca-Cola i Sprite przemykało w tle.

Z kominka najpierw rozeszły się delikatne nuty maślano-słodkawe, coś jakby kwiatowego...? Słodycz nasilała się, idąc w kierunku wanilii i cukru. Do cukru zaraz zaczęła podkradać się soczystość, która po chwili okazała się bardzo złożona i urozmaicona. Na soczystej płaszczyźnie połączyły się dwa kompletnie różne wątki: jeden wilgotnego ciasta dyniowego, tarty dyniowej na maślanym spodzie ze słodkim, rzadko-mazistym wnętrzem z dyni przyprawionej wanilią i przyprawami korzennymi oraz drugi cytrusów, oddających gazowane napoje cytrusowe. W cytrusach dominowała limonka, wsparta pomarańczą i cytryną z drobnym akcentem cierpkich skórek. Wraz z cukrowością przywodziły na myśl Sprite i chyba też Colę. W kwaskawo-przesłodzonej toni owocowych napojów gazowanych przemknęła mi wiśnia... Też jakiś tego typu napój wiśniowo-waniliowy? Wśród przypraw korzennych wyróżniłabym imbir i wręcz goryczkowaty cynamon.

Maślany spód i korzenność z czasem zaczęły przechodzić w neutralniejsze klimaty... jakby orientalne drewno? Dołączyły do nich cierpkawe, drzewne nuty balsamiczne... Trudno do doprecyzowania, ale ogólnie nieco wytrawniejsze, poważniejsze. Pomyślałam o nowych drewnianych mebli, których drewniany aromat w pewnym sensie jest wręcz pikantny. Podkręcił się imbir, który z przypraw utrzymał się w zasadzie chyba sam. Cukrowy motyw musiał mu trochę miejsca ustąpić, ale utrzymywał się cały czas, a pod koniec zrobił się za bardzo duszący.

Suchy wosk pachniał bardzo intensywnie, a w kominku tak intensywnie, że aż siekierowo. Rozchodził się bardzo szybko. Miałam wrażenie, że aż wgryza się w pomieszczenie i że nigdy nie uda mi się go wywietrzyć. Utrzymywał się jeszcze długo po zgaszeniu podgrzewacza: spokojnie do dnia kolejnego. Rano wywietrzyłam i nadal trochę pobrzmiewał.

Wosk był kompletnie nie w moim typie, ale nie męczył mnie jakoś szczególnie. W zasadzie w pewien sposób był nawet ciekawy: to korzenna dynia w niecodziennym towarzystwie limonkowych napojów gazowanych. Acz w głowie siedział mi Sprite, nie Cola. Trochę wanilii, drewna i maślaności połączyły te dwie kompletnie różne bajki. I... z zaskoczeniem uznałam, że nie kłóciło się to wszystko. Przeszkadzała mi jednak pewna ciastowa ciężkość i zdecydowanie za dużo cukru. Uwielbiam siekiery, ale przy tak ciężko-słodko duszącym wydźwięku wolałabym, by zapach się aż tak nie wgryzał w pomieszczenie.

6/10

czwartek, 12 marca 2026

wosk / świeca Candle-lite Moonlit Starry Night

Lawenda z cytryną w księżycowym cieple
 
Woski nawiązujące do księżyca, pełni i nocy zawsze przykuwają moją uwagę. Etykietkami - owszem, nie będę zaprzeczać, ale też po prostu nutami. Przeważnie bowiem oferują dokładnie te, które potrafią mnie zachwycić i których nigdy nie mam dość. Gwieździste nocne niebo ma w sobie to coś! Zamknięcie go w wosku jakby nie patrzeć daje producentom niezłe pole do popisu. Amerykańskiej marki, mimo że pionierskiej i działającej od jakiś 180 lat, Candle-lite co prawda nie znałam, ale pomyślałam, że warto poznać. Dziś przedstawiany wosk obudził bowiem we mnie nadzieję, że być może trafiłam na coś podobnego do jednego z moich ulubionych zapachów, Yankee Candle A Night Under The Stars.

Candle-lite Moonlit Starry Night to zapach świeżego, nocnego powietrza, lawendy, kwiatów i drzew, u mnie jako wosk sojowy (w opakowaniu 56g, czyli 6 kostek po ok. 9g)

Opis producenta
Podziwiaj nocne niebo rozbłyskujące męską mieszanką skórek cytrusów, lawendy, kwiatów i bogatego mchu ponad zmysłowymi nutami drzewnymi.
Nuty górne: jabłko; aldehydy, czyli świeżość; mięta
Nuty środkowe: lawenda, ozon, konwalia
Nuty dolne: sosna, drzewo sandałowe, bursztyn


Recenzja

Suchy wosk pachniał mocno lawendą, trochę przełamaną innymi kwiatami - nocnymi? Jaśminowcem? Było słodko, ale jednocześnie poważnie i mocarnie. Za tym stało drewno i cytrusowo-goryczkowaty wątek. Skórka cytryny mieszała się z limonką o lekkim kwasku. Przeplótł to leśny mech, wszystko ze sobą spajając. Kompozycja przybrała klimat nieco ostro-przenikliwych w ziołowo-cytrusowy sposób męskich przypraw.

Z kominka pierwszy rozszedł się duet lawendy i cytryny. Obie cechowała rześkość i świeżość. Cytryna połączyła kwasek z goryczką skórki, co stało w harmonii z lekką goryczką lawendy. Ta szła w nieco ciężkawo-ziołowym kierunku, ale nie zapominała o rześkości. Czułam się, jakbym znalazła się nocą na polu lawendy. Normalnie czułam, jak wśród krzaczków lawendy przemyka chłodny wietrzyk, nocne powietrze. Z czasem lawendę wzmocniły drzewa i mech... Ogólnie las z rześkością chłodnej, ale nie zimnej letniej nocy. Chodzi o taki chłód, który wydaje się wręcz zbawienny po upalnym dniu. I właśnie też to wspomnienie gorącego dnia... zaznaczone jako jakby... ciepły, "przytulny" mech? Leśna przytulność? Trochę jak z polanki, na której chciałoby się spać pod gwiazdami.

Myśli o wonnej nocy nasilał słodki jaśmin, plączący się w tle oraz odrobinka chyba mięty. Przypominały lawendzie o nieco bardziej kwiatowym klimacie. Cytryna zaś z czasem też znalazła sobie towarzystwo: soczystej, rześkiej limonki oraz jej nieco bardziej goryczkowatej świeżo startej skórki. Z czasem słodycz rosła za sprawą kwiatów, ale wydawały się coraz bardziej osadzone w nieco perfumeryjnym klimacie. Myślę tu o perfumach męskich, gdzie kwiaty mieszają się z cytrusami i mają pewien specyficzny, poważniejszy, cięższo-wytrawniejszy wydźwięk.

Suchy wosk był średnio silny, zaś w kominku bardzo silny. Jeszcze nie siekierowo, ale wystarczająco i satysfakcjonująco. Potrzebował chwili, ale gdy już rozbrzmiał, był wyczuwalny równomiernie i wyraźnie. Po zgaszeniu świeczki dość długo jeszcze pobrzmiewał, ale nie wgryzał się w pomieszczenie.

Wosk bardzo mi się spodobał. Trafił na listę ulubieńców, pokazując, że czasem sukces tkwi w prostocie. Lawenda i cytrusy, kwiaty w wydaniu męsko perfumowym, przywodzące na myśl rześką, wyczekiwaną letnią noc na polu lawendy z aromatem drzew w tle to po prostu coś wspaniałego. Kompozycja niby prosta, ale tak autentyczna i realistyczna, tak dobrze wyważona, że na pewno nie jak jedna z wielu. Faktycznie, pewne podobieństwa z Yankee Candle A Night Under The Stars wystąpiły.

10/10

czwartek, 26 lutego 2026

wosk Lella Latarnia Morska

Latarnia... w lesie?

Ten wosk bez trudu przyciągnął mój wzrok. Nie tylko jednak przepiękną etykietą, ale też wspomnieniami wszystkich zapachów, nawiązujących do takich klimatów: latarnie morskie, wzburzony ocean, nietowarzyskie plaże. Czytając opis, jeszcze utwierdziłam się, że to jest zapach dla mnie i byłam gotowa go kupić (nawet złożyłam zamówienie), ale zadecydowano, że dostanę go w prezencie od marki Lella.

Lella Latarnia Morska to zapach ozonowej bryzy, cytrusów, ziół i drzew, u mnie jako wosk sojowy (w opakowaniu ok. 66g, czyli 6 kostek po ok. 11g)

Opis producenta
Na krawędzi skalistego wybrzeża samotna latarnia morska rzuca światło na wzburzone fale. Podobnie działa wosk zapachowy Latarnia morska – rozświetlając przestrzeń intensywną, hipnotyzującą kompozycją łączącą błękitne barwy ozonowej bryzy i rześkich cytrusów ze szlachetnymi ziołowo-drzewnymi akordami oraz ciepłym bursztynem zachodzącego słońca. To zapach siły żywiołów z luksusowym charakterem, przywodzący na myśl męskie perfumy z nutą dzikiej natury. Doskonały zarówno dla kobiet ceniących głębokie, morsko-drzewne aromaty, jak i dla mężczyzn szukających zapachu z charakterem.
Nuty górne:  bergamotka, pomarańcza, cytryna, nuty ozonowe/morskie
Nuty środkowe: lawenda, nadmorski jaśmin, fiołek wodny, niebieska szałwia
Nuty dolne: cedr, wetyweria, bursztyn, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie i bardzo świeżo. Na czele ogromu słodkich, ciężkawych mimo że wilgotnych kwiatów stanęła słodko-goryczkowata lawenda. Pomyślałam o krzaczkach lawendy targanych chłodnym wiatrem. Do głowy pchały mi się też jaśmin i fiołki, ale z echem szałwii. W wietrze krył się motyw morza, trudna do uchwycenia słonawość takowego powietrza, a także zbutwiałe, wyrzucone na brzeg jakiejś dzikiej plaży drewno. Mimo wszystko wydźwięk nie był chłody. Wręcz przeciwnie - czułam w nim ciepło, poniekąd związane z drewnem, ale też... przyprawami? Doszukałam się też akcentu cytrusów rodem z męskich perfum, za którym - jeszcze mniej wyraziście - pobrzmiewało jakby onieśmielone otoczeniem zielone jabłko.

Z kominka pierwsza wypłynęła rześkość - powiedziałabym, że przede wszystkim chłodne, rześkie powietrze przed burzą, kiedy to niebo robi się metalicznie szare, a także kwaskawy, skąpo soczyście-słodki motyw zielonych jabłek. Po chwili jednak zatraciły się w coraz bardziej rześkim, wilgotnym powietrzu i cierpko-świeżych, w porywach kwaskawych ziołach. Zioło-kwiatach.

Z motywu ziół i kwiatów na przód wyrwała się goryczkowata, świeża lawenda. Wilgoć i rześkość wysunęły jej do towarzystwa jaśmin i coś drobnego: fiołki, konwalie. Motyw wilgoci przeszedł w wodę, a ja wyobraziłam sobie dziką plażę, porośniętą pojedynczymi krzewami, ostrymi trawami i z wyrzuconymi pojedynczymi konarami zbutwiałego drewna. Drewna w kolorze szarym. Czasem pojawiała się specyficzna nutka nadmorskiego powietrza, ale zaraz chowała się w bardziej leśnym, iglastym wątku. Jakby tak na jakimś klifie bezpośrednio nad morzem kończył się las. Skojarzenie z iglakami podkreślało trochę łagodnej szałwii (niebieskiej?) oraz cytrusów z pomarańczą na czele. Łączyły kwasek i goryczkę i kojarzyły się z dobrymi, ciężkimi i ostrawymi męskimi perfumami. W nich, mimo całej rześkości i świeżości, odnotowałam namiastkę ciepła. Lawenda, zioła i kwiaty też zapewniały harmonię między świeżością, a odrobinką ciepła właśnie. 

Suchy wosk pachniał intensywnie, w kominku zaś bardzo intensywnie. Szybko uderzył, że wydawało się, że rozbrzmi prawdziwie siekierowo, rozszedł się w miarę równomiernie i to nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem, a potem jakby trochę się uspokoił. Wciąż był wyraźny, ale na pewno nie siekierowy. Zanikał po pewnym czasie, acz jego przebłyski czułam jeszcze gdzieniegdzie następnego dnia.

Wosk bardzo mi się podobał, ale choć lubię złożone kompozycje, w tej było już trochę nieco za dużo. Myślałam, że będzie to bardziej "nadmorski" zapach, a tu było trochę morskiego powietrza, owszem, ale mieszającego się ze świeżym powietrzem po prostu. Las i sporo cytrusów też były ładne, ale odległe od wizji latarni morskiej w nieco burzowej scenerii jak z etykietki.

9/10