sobota, 31 października 2026

świeca Kringle Candle Six Feet Under

Przytulny grób

Ależ mi oczy zabłysły na tytuł i etykietkę tego wosku! Bynajmniej nie przez skojarzenie z serialem Sześć Stóp Pod Ziemią, który ciągle - od lat - mam w "do obejrzenia". Po prostu wizja mrocznego grobu, cmentarnej ziemi... Wydała mi się niesamowicie kusząca. Jakkolwiek to brzmi. Gdy jednak przeczytałam opis producenta, utwierdziłam się, że z ochotą odpalę świecę, która to wszystko rozniesie mi po pokoju. Taak, przytulny, wygodny grób... Ekhem. To, że mam specyficzny gust i trochę ze mnie dziwak, wiem nie od dziś. A co do świecy miałam dobre przeczucia, bo z poprzednich edycji limitowanych na Halloween od Kringle wiem, że warto na nie wydać. Kringle Candle 7 Days nadal nie przestaje mnie zachwycać, gdy ją zapalam.

Kringle Candle Six Feet Under - Damn, It's Dark Down Here to świeca o zapachu ziemi, drewna, paczuli i piżma, u mnie jako świeca w słoju 623 g, z dwoma knotami; zapach limitowany na Halloween 2024.

Opis producenta
Ten ekskluzywny zapach z limitowanej edycji przeniesie Cię na nawiedzony cmentarz z wybiciem północy, gdzie ziemiste i zielone nuty przeplatają się z aromatem świeżo obróconego brudu i postarzanego drewna. Gdy świeca się pali, wydziela złożony i mrożący krew w żyłach zapach, który przywołuje na myśl tajemniczą głębię nocy. Zapach otwiera się bogatą, ziemistą podstawą, przypominającą wilgotną ziemię i stare drewno, tworząc uziemiającą atmosferę, która wyznacza scenę dla zjawisk nadprzyrodzonych. Nuty paczuli wyłaniają się z głębin, dodając egzotycznej, aromatycznej złożoności, podczas gdy subtelne piżmo wypełnia powietrze zniewalająco ciepłym uściskiem. Razem te elementy tworzą wielowymiarowe doświadczenie, oddając esencję cichej, enigmatycznej atmosfery cmentarza.


Recenzja

Świeca na sucho uderzyła zapachem ziemi. Czarnej, chłodnej i brudnej ziemi. Z tyłu głowy przemknęła mi myśl o wykopkach i wykopywanych z ziemi bulwach... jednak jako że do ziemi dołączył leniwy akcent więdnących kwiatów nie pierwszej świeżości, myślami przeniosłam się na cmentarz, gdzie kopie się komuś mogiłę, a z innych grobów dolatuje słodkawych kwiatów i wygasających zniczy. To namiastka ciepła, gasnąca od tych ostatnich, ale też wilgotne, zbutwiałe, gnijące drewno. Ono właśnie nabierało odwagi z czasem i dopiero tworzyło z zimną ziemią intensywny duet.

Palona świeca przywitała się zapachem mokrych, zwiędłych kwiatów. Pomyślałam o białych różach i jakiś innych jasnych, przybrudzonych kwiatach cmentarnych. Takich, które leżą na grobach lub zwisają smętnie z wazonów na nich już jakiś czas. Po kwiatach, po paru chwilach nadeszła ziemia. Najpierw ostrożnie, wydając się nienachalną, acz niewątpliwie cmentarną.

Pomyślałam o czarnej, wilgotnej ziemi i o świeżo wykopanym dole na cmentarzu. Musiał zostać wykopany jakiś czas po Święcie Zmarłych, kiedy to już większość kwiatów powiędła, a znicze wygasły. Ziemi zbierało się coraz więcej i więcej. Ziemi porządnie przekopanej i... nagle znów naszła mnie wizja wykopków, podczas których z ziemi wyłaniają się brudne, ziemiste bulwy. Ziemniak prosto z ziemi zaznaczył swoją obecność, po czym trochę się wycofał, tonąć w kolejnych warstwach wilgotnej ziemi i... ziemi nieco gnilnej? Ziemi z wmieszanym w nią starym zbutwiałym drewnem? Zbutwiałe drewno po chwili odważyło się i choć to ta świeżo przekopana, wilgotna i chłodna ziemia dominowała, całkiem ładnie się zaprezentowało. Podobnie jak i słodkawo-gnilne kwiaty, których troszeczkę z czasem wróciło. W wątku drewna i kwiatów zatliło się leciutkie ciepło. Może nawiązujące nieśmiało do znicza, który właśnie się wypalił?

Świeca zarówno na sucho, jak i palona, pachniała bardzo mocno. Zapach rozchodził się niemal błyskawicznie i zaraz był już wyraźnie wyczuwalny w całym pokoju ze świecą. Rozbrzmiał w pełni, odważnie. Po zagaszeniu świecy jeszcze jakiś czas pobrzmiewał. Powiedziałabym, że optymalnie: nie za krótko, ale i nie wgryzał się w pomieszczenie.

Moc i rozchodzenie się robią świetne wrażenie, a kompozycja w dużej mierze zachwycająca, acz z małym "ale". Obeszłabym się bez tej nuty ziemniaków w ziemi. To mały minus, trochę przeszkadzający w mieszaninie mokrej, zimnej ziemi, ziemi świeżo przekopanej, ziemi cmentarnej, zwiędłych kwiatów i zbutwiałego drewna, z echem wypalonego znicza. Niesamowity, mroczny, ciężkawy klimat, w którym chce się zatonąć zupełnie i zapomnieć o codzienności.

9/10

piątek, 30 października 2026

wosk Lella Halloween Cukierek albo Psikus

Cukierek albo wosk!

Zbieranie słodkości po domach i psikus to ta część Halloween, która akurat mnie nie interesuje. Cukierki jakiekolwiek to również kompletnie nie moja bajka, nie moja forma. Kompozycje zapachowe, które idą w cukierkowość również mi się nie podobają. Dziś przedstawianego wosku sama na pewno nie zaszczycił abym zainteresowaniem, ale stało się tak, że dostałam jego próbkę w ramach zestawu od Lella. Gdy na potrzeby recenzji sprawdziłam opis na stronie, ten wydał mi się potencjalnie niezły. Tylko czy pasujący do nazwy i etykietki? Nie sądziłam. Acz wiedziałam jedno: ze względu na nie, muszę ten wosk opublikować odpowiedniego dnia, w Halloween.

Lella Halloween Straszna Radocha to zapach lodów pomarańczowych i likieru pomarańczowego, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Cukierek albo psikus to genialna, energetyzująca kompozycja, która przypomina radość z całej torby cukierków zebranych podczas halloweenowej nocy! Poczujesz w niej soczyście obłędnego grejpfruta zatopionego w wakacyjnym drinku z dodatkiem soku z czarnej porzeczki i odrobiny ginu z tonikiem. Otwórz wosk, a wywołasz szczery śmiech radości nawet w największych straszydłach, a owocowa eksplozja rozświetli choćby najbardziej mroczną noc!
Nuty górne: soczysty grejpfrut, rozmaryn
Nuty środkowe: czarna porzeczka, gin z tonikiem, lemoniada, kostki lodu
Nuty dolne: białe piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie owocowo, musująco i trochę cukierkowo-lodowo. Wyraźnie poczułam tonik. Do głowy przyszło mi też raczenie się rozmaitymi owocowymi lodami wodnymi, cukierkami i chłodzonymi drinkami, napojami na plaży. Woda, lód i woda spływająca z zimnych szklanek, ale też motyw słońca przewijały się w kompozycji pełnej owoców: grejpfrutów i innych cytrusów, chyba też cytryny oraz czarnych porzeczek. Wszystkie one połączyły naturalną soczystość z słodko-cukierkowymi akcentami a to napojów, a to cukierków, lodów, a to lemoniady. W tle osiadło coś poważniejszego, może niemal pikantniejszego - ziołowo-drzewno-alkoholowego?

Z kominka pierwsze wypłynęły cytrusy z goryczkowatymi skórkami, cytryna i jakby... pomarańcza? oraz męskie perfumy. W nich też osiadła goryczka - jakby trochę ziołowa? Nakierowała cytrusy na słodko-gorzkiego, średnio soczystego grejpfruta. Ogólnie kwaśno nie było, bo w ciągu kolejnych chwil cytrusy otuliły kwiaty i przeplótł motyw toniku. Zaplątało się przy nim trochę alkoholu - chyba gin z tonikiem. Męskim perfumom się to spodobało i zaczęły nakręcać się nawzajem. Za sprawą męskich perfum pokazał się las. Aromat drewna nadał kompozycji powagi.

Drzewa i drewno, ziołowa nuta i cytrusy robiły za stonowaną bazę, podczas gdy tu i tam przewijały się żywsze i zmienne a to kwaskowate owoce, a to lody wodne i musujące napoje, może lemoniada z lodem. Wszystkie z dużym udziałem cukru. Oprócz cytrusów odnotowałam coś... np. lody wodne o smaku czarnej porzeczki? Ten chylił się trochę w duszną stronę, ale tu na odsiecz przybyła lekka, jakby drzewna pikanteria. W oddali zaznaczył się jeszcze motyw... plaży? Na której popija się jakiś ziołowy drink. Plaży na skraju wonnego lasu podczas zachodu słońca w letni, a więc ciepły wieczór.

Suchy wosk pachniał intensywnie, w kominku zaś prawie tak samo mocno. Rozchodził się co prawda chwilę, ale gdy już rozbrzmiał, był wyrazisty. Trochę wychodził poza pomieszczenie z kominkiem. Po zgaszeniu podgrzewacza długo się nie utrzymał.

Zapach bardzo mi się podobał ze względu na męski wydźwięk, acz nie jestem pewna, czy aby na pewno porządnie spełnił obietnicę producenta. Z etykietką i tytułem się nie kojarzył - na sucho to jeszcze, ale w kominku niezbyt. Kompozycja perfumowo-leśna, trochę lemoniady, toniku, cytrusów w tym grejpfruta, przelotne motywy kwiatów i plaży wyszły przyjemnie, ale niezbyt halloweenowo. Ja tam jednak się cieszyłam, że nie wyszło to bardziej cukierkowo.

8/10

czwartek, 15 października 2026

świeca Bookiet Wilczy Szlak

Z wiedźminem przez las

Kocham książki. A książki i świece, woski idealnie się ze sobą łączą. Zwieńczenie jesiennego, zimowego wieczoru zawinięciem się w kocyk, odpaleniem świecy, czytaniem - czego chcieć więcej? Ostatnio wróciłam do jednej z 3 najukochańszych serii: Wiedźmina, co wyczuł mój algorytm i parę wiedzmińskich gadżetów mi powyświetlał. Kiedyś szukałam perfum o zapachu bzu i agrestu, a więc perfum Yennefer, ale... Niedawno do głowy przyszło mi coś innego. Trafiwszy na stronę Bookiet i znalazłszy tam wiele zapachów inspirowanych różnymi książkami, postanowiłam zerknąć, czy jest Wiedźmin. I był. Zapach przygody, mogący zabrać mnie w wyobraźni na wiedźmiński szlak wydał mi się tegorocznym "must have". Po skończeniu książek zamierzałam bowiem wrócić do gier, a gdy pomyślałam, o zrobieniu tego z zapachem wiedźmińskiej świecy w tle... Ach, rozmarzyłam się! Aż nie mogłam się doczekać podpaleniu knota świecy, którą otrzymałam od producenta, za co jestem ogromnie wdzięczna.

Bookiet Wilczy Szlak to sojowa świeca o zapachu leśnych ziół, mokrego igliwia, skóry i białego dymu, w słoju 210g/250ml.

Opis producenta
Zapach: leśne zioła, mokre igliwie, skóra, stal, biały dym
Wejdź do mrocznej puszczy, w której lepiej nie schodzić z wydeptanej ścieżki. Między drzewami czają się potwory, a jeśli wilczy medalion zacznie drżeć, może być już za późno na odwrót.
Kompozycję otwierają zielone nuty leśnych ziół i mokrego igliwia. Skóra przywołuje zapach wysłużonego ekwipunku noszonego podczas długich wędrówek, a chłodny akcent stali przypomina, że na szlaku nie każde spotkanie kończy się rozmową… Wśród zielonych i skórzanych nut zapachowych snuje się biały dym, który otula całość mroczną, niemal magiczną aurą.
To perfumowa, zielono-drzewna kompozycja z mrocznym pazurem. Wyrazista i nieoczywista, dla fanów prawdziwego fantasy.


Recenzja

Sucha świeca pachniała intensywnie wilgotnym lasem i mchem, przez który przemykał się goryczkowaty, trochę drapiący w nosie dym. Dym ten wiązał się z drewnem palonym, częściowo zwęglonym, ale nie miał problemu z utworzeniem harmonijnego splotu z drewnem świeższym, żywszym i nawet zawilgoconym, zbutwiałym. Spory udział w omawianym lesie miały kwaskawe drzewa iglaste, przekładające się na bardziej chłodny wydźwięk (mimo dymu i lekkiej paloności). Tony ziemiste przeplatały się z tyłu z pewną leśną, wilgotno-roślinną słodyczą, odlegle patrzącą w stronę męskich perfum.

Zaraz po zapaleniu knota pierwszy rozszedł się motyw drewna, za którym podążał cały las. Las ciemny, dość chłodny i rześki, jako że ewidentnie przeważały w nim drzewa iglaste. Ich igliwie wraz z mchem tworzyło wręcz miękki, wilgotny "dywan" o słodko-ostrym charakterze. Znalazły się tam akcenty zawilgocone, zbutwiałe drewno i trochę ziół. Zioła wprowadziły ostrożną cierpkość, którą z czasem nieco rozbudował dym.

Z czasem słodycz mchu i jakby ciężkość zbutwiałe drewna nasilały się, co jeszcze spotęgowało świeżość drzew iglastych. Zapewne zadziałał kontrast: wydobył kwasek zielonych igiełek. Drewno, które nierozerwalnie trzymało się z tym iglastym motywem, wraz z ziołami, nakierowało leśną kwaśność na ciężkie męskie perfumy wysokiej jakości o właśnie leśnym klimacie.

Świeca na sucho pachniała intensywnie, ale nie siekierowo. Zapowiadała jednak siekierę po zapaleniu knota. Gdy jednak to uczyniłam, wcale nie odebrałam jej jako siekierowej, a po prostu bardzo intensywnej. Zapach rozszedł się w parę sekund, a potem był wyraźnie i równo wyczuwalny w całym pomieszczeniu ze świecą. Po zgaszeniu jeszcze trochę pobrzmiewał, ale łatwo się rozchodził.

Mocno leśna, wilgotna i ostrawa, obrazowa, gdy chodzi o mech i zielone igiełki, łącząca dym i drewno zbutwiałe na ziołowo-męskim tle kompozycja była nie dość, że piękna, to jeszcze świetnie pasująca do tytułu i etykiety. Łatwo wyobrazić sobie dzięki niej wiedźmina, przedzierającego się przez krzakocie. Jakościowo świeca stanęła na wysokim poziomie, bo zapach był silny, ale nie przytłaczał, a i jego rozchodzenie się i utrzymywanie - w punkt. Od pełnego zachwytu powstrzymało mnie chyba tylko to, że ja właśnie wolałabym Siekierę przez duże S i jak dla mnie mogłyby mocniej zagrać inne niż iglaki nuty.

9/10

czwartek, 20 sierpnia 2026

świeca (Fragrance and Style GmbH.) Minions Yellow Power Scented Candle Lemon / Bougie Parfumee Citron

Cytrusowy banan

Przy (Fragrance and Style GmbH.) Minions Together Forever Scented Candle Banana / Bougie Parfumee Banane pisałam, że minionkowe świece dostałam od ojca. Poprosiłam tylko o podlinkowaną, więc zdziwiłam się, gdy przywiózł mi także dziś prezentowaną. Najpierw pomyślałam, że połączenie banana i cytryny w ogóle nie jest w moim typie, ale potem uznałam, że w sumie, gdy o świece chodzi, mogło nie być źle. A potem... zorientowałam się, że to świeca po prostu cytrynowa, nie bananowa. Wąchając suchą znowu się zdziwiłam. Jednak odnotowałam banana!

(Fragrance and Style GmbH.) Minions Yellow Power Scented Candle Lemon / Bougie Parfumee Citron to świeca o zapachu cytrynowym, w słoju 110g.

Opis producenta
Orzeźwiająca kompozycja nut cytrusowych, które harmonijnie łączą się, tworząc dynamiczny, pobudzający zapach. Świeże jabłko – soczyste i delikatnie słodkie, otula przestrzeń lekkością i świeżością. Cytrusowe nuty grejpfruta, limonki i cytryny dodają intensywności i głębi, przynosząc zastrzyk witalności.
Nuty górne: jabłko
Nuty środkowe: grejpfrut, limonka
Nuty dolne: cytryna


Recenzja

Sucha świeca pachniała słodkawo i rześko. Trochę kwiatowo, trochę faktycznie cytrynowo, ale nie jak świeża cytryna, a bardziej coś cytrynowego, np. odświeżacz powietrza, cytrynowy zapach samochodowy, cukier cytrynowy etc. Banan znalazł się w tle, acz było to tło, którego nie sposób nie odnotować.

Po zapaleniu świecy pierwsze rozeszły się świeże, ale słodko-ciężkawe kwiaty, za którymi snuło się echo banana. Słodycz z czasem zaczęła mieszać się z lekką cierpkością, przywodzącą na myśl cytrusowe warianty np. zapach samochodowych i odświeżaczy. Pomyślałam o skórce cytryny i cierpkawych, cytrynowych galaretkach; cukrze cytrynowym. Z czasem wzbogaciły ją inne cierpkie cytrusy, w tym słodki grejpfrut. Cytryna i słodki grejpfrut razem osiadły w słodyczy, jakimś cukrze cytrusowym, galaretkach i okryły się kwiatami. Tam też spotkały się z nutką banana.

Zapach palonej świecy rozchodził się w średnim tempie, ogólnie jakby bardzo nieśmiało. Zaraz po zagaszeniu świecy można o nim zapomnieć.

Sucha świeca pachniała delikatnie, palona niewiele mocniej. Zapach wydał mi się mdły, nie jakiś charakterystyczny, na granicy naturalności. Wyszedł jak taka niedookreślona tania "żółta świeczka no-name".

4/10

piątek, 31 lipca 2026

wosk Lella Halloween Straszna Radocha

Mechaniczna Radosna pomarańcza

Mimo że bardzo nie lubię słowa "radocha", czułam, że wosk w sumie może być niezły... Mimo że opis zawierał obietnicę klimatu młodzieżowej zabawy i nuty bitej śmietany. Kompletnie nie moja bajka, ale coś czułam, że będzie w miarę dobrze. Cieszyłam się jednak, że ten wosk od marki Lella dostałam jako element halloweenowego zestawu, czyli miniaturkę. Bo sama bym nie kupiła. Ryzyko zasłodzenia - nawet całkiem miłego - było za wysokie.

Lella Halloween Straszna Radocha to zapach lodów pomarańczowych i likieru pomarańczowego, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Ta młodzieżowa ekipa przebierańców wie, jak połączyć Halloween z prawdziwą zabawą – i aromatem, który wprawia w euforię! Straszna radocha – zapach przypominający lody pomarańczowe lub śmietanowy krem pomarańczowy z kroplą likieru sprawia, że każda halloweenowa impreza staje się jeszcze bardziej smakowita.
Nuty górne: sok pomarańczowy
Nuty środkowe: likier pomarańczowy, bita śmietana
Nuty dolne: wanilia


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie słodko pomarańczowo. Od razu przyszły mi do głowy galaretki pomarańczowe z typowym, cukierkowym echem i mleczne czekoladki z likierem pomarańczowym. O mleczności czekolady świadczyła wysoka słodycz, a także mleczny, wręcz śmietankowy wątek, który z ochotą mieszał się z wanilią. Kolejnym skojarzeniem była nieco przesłodzona, może doprawiona likierem pomarańczowym, gorąca czekolada na mleku z bitą śmietanką. Całość wydała mi się przesłodzona i soczysta jednocześnie.

Z kominka pierwsza wyłoniła się słodka, ale niezbyt soczysta pomarańcza, której soczyste zapędy tonowała słodka, wręcz ciężkawa wanilia. Za wanilią przybyło trochę ciężkawych białych kwiatów, w tym róż, a potem też niemal śmietankowo-mleczne akcenty. Trochę jak bita śmietanka na jakimś... deserze z likierem pomarańczowym?

Likierem pomarańczowym o niemal cukierkowej, za silnej słodyczy. Jego cukrowa słodycz przechodziła w motyw galaretek pomarańczowych oraz przecukrzonego syropu pomarańczowego. Wszystko to zawierało całkiem sporo cierpko-goryczkowatych akcentów olejkowo-skórkowych, a kwaśność była znikoma. Potem cała cukrowość tych słodkości i wanilia szły w dusznym, ciężkim kierunku. Kwiaty zaczęły z kolei przypominać jakieś przesłodzone, kwiatowo-pomarańczowe perfumy. I końcowo przemieszały się razem z pomarańczowymi galaretkami, likierem, wanilią i śmietanką, co wyszło słodko i niedookreślono, męcząco.

Suchy, jak i podgrzewany wosk pachniał bardzo intensywnie. W kominku co prawda nie był aż tak siekierowy, jak obiecywał suchy, ale w przypadku takiego dusznego słodziaka, to dobrze. Potrzebował chwili, by się rozejść i odważyć, nagle uderzał z pełną mocą i aż przytłaczał, by nagle jakoś się rozejść i osłabnąć jeszcze nim pomyślałam o zgaszeniu podgrzewacza. Po tym utrzymywał się średnio długo i niezbyt mocno.

Zapach wyszedł bardzo słodko i specyficznie. Jeśli lubi się słodkie zapachy i pomarańczowe słodkości, a więc wszelkie galaretki i likiery, to ten zapach będzie dobrym wyborem. Ja od pomarańczowego wosku oczekiwałabym więcej soczystości, właśnie przeciwieństwa tej ciężkości i duszności. Nie przemówił do mnie, jak i to, że jego moc była jakaś dziwna... nagle uderzyła i tyle. Wolę bardziej równomiernie mocne zapachy.

6/10

piątek, 17 lipca 2026

świeca (Fragrance and Style GmbH.) Minions Together Forever Scented Candle Banana / Bougie Parfumee Banane

Banan na deser

Bananowe rzeczy kiedyś o wiele łatwiej zwracały moją uwagę. Trafiłam jednak na parę naprawdę nieprzyjemnie bananowych rzeczy: czy to słodyczy, czy w ogóle nie spożywczych jak np. krem do rąk. To, jak napastliwa potrafi czasami być sztuczność bananowych wariantów wybiło mi z głowy kupowanie ich. Gdy jednak zobaczyłam w gazetce promocje na świece z minionkami, powiedziałam ojcu, że jakby trafił na nie przypadkiem w Dealz, to w sumie bym przygarnęła. Rzecz jasna nie ze względu na minionki, bo choć nigdy nie oglądałam tej bajki, żywię do niej niechęć, a ze względu na wariant. Właśnie bananowy. 

(Fragrance and Style GmbH.) Minions Together Forever Scented Candle Banana / Bougie Parfumee Banane to świeca o zapachu bananowym, w słoju 110g.

Opis producenta
To zapach, który celebruje bliskość i dobre wspomnienia. Jego łagodne, kremowe kompozycje doskonale sprawdzą się w każdej chwili, wypełniając przestrzeń spokojem, ciepłem i nutką beztroski.
Nuty górne: banan, orzech laskowy
Nuty środkowe: mleko
Nuty dolne: wanilia, karmel


Recenzja

Sucha świeca pachniała słodko i... w zasadzie tylko słodko. Przede wszystkim waniliowo i kwiatowo. Banany stały tuż za tymi przytulnymi nutami i nie były nachalne. Choć nie było to 100% natury, obyło się bez napastliwego aromatu bananowego. Ogólnie jak to "coś o zapachu bananów", ale w sposób łagodny i właśnie wygładzony kwiatami.

Zaraz po zapaleniu knota powoli zaczął rozchodzić się słodki, niemalże namacalnie kremowy i aksamitny zapach wanilii. Niosła ze sobą pewne ciepło, budowała przytulne ramy. Słodycz za jej sprawą wyszła trochę ciężkawo, ale szlachetnie. Do wanilii dołączyły białe kwiaty - dosłownie poczułam ich muskające skórę delikatne płatki. Kremowy wydźwięk umocniło jeszcze mleko, kierując myśli w stronę mleka waniliowego, a po chwili... waniliowo-bananowego.

Banan pojawił się, jakby z ociąganiem, płynąc na mlecznej fali. Choć cały czas kompozycji była właśnie kremowa, łagodna i ciepło-przytulna, banan, natknąwszy się na kwiaty, zasugerował coś lekko... soczystszego? Świeżego? Słodycz rosła i... w pewnym momencie do całego tego ciepła zakradła się lekko palona nutka jakby... karmel? Pomyślałam o deserze bananowo-karmelowym. Bananach z sosem karmelowym? Acz chwilami i to zatapiało się w wanilii. Raz po raz, po dłuższym wąchaniu, w tle, z cienia bananów wychylała się delikatna sztuczność, ale... taka ogólna, nie konkretnie bananowa.

Sucha świeczka pachniała raczej delikatnie, choć niewątpliwie wyraźnie. Po zapaleniu pobrzmiewała bardzo delikatnie, ale zapach czuć bez wątpienia. Nie musiałam się doszukiwać jego nut, by je odnotować. Rozchodził się szybko mimo delikatności. Utrzymywał się krótko.

Zapach całkiem niezły, mimo że nie w moim typie. Był bowiem po prostu... słodki. Słodki w sposób, który jednak może się podobać, a więc przytulny, kremowy. Wanilia, kwiaty, trochę karmelu w zasadzie miały tu więcej do powiedzenia niż tytułowy banan. Banany wystąpiły głównie jako mleko bananowe. Mnie zaskoczyły pozytywnie tym, że nie zaszarżowały sztucznym aromatem bananowym. Można by rzec, że banan był tu jakby na deser, zamiast wystąpić jako danie główne.

6/10

środa, 13 maja 2026

świeca Yankee Candle Mystical Tarot Card

Ukrytey znaczenie zapach

Choć obecnie trzymam się z daleka od marki Yankee Candle, to od niej zaczęłam przygodę ze świecami i woskami. Lata temu mieli piękne i silne kompozycje, zwieńczone pięknymi etykietkami... A teraz? Zapachy jakieś słabe, nuty niekuszące, a estetyka firmy, wygląd obecnie to kompletnie nie moja estetyka. Z lekkim smutkiem się z nimi pożegnałam i obecnie nie interesuję się asortymentem. Gdy jednak ta świeca pojawiła się w Lidlach, uznałam, że dam jej szansę. Nie jednak dlatego, że to YC, a ze względu na nawiązanie do kart tarota, po które sięgam codziennie i bardzo je lubię.

Yankee Candle Mystical Tarot Card to świeca o zapachu wanilii, skóry, cynamonu, anyżu i lukrecji z owocami, w słoju 122g; użyta też jako wosk w kominku po 13g.

Opis producenta
Magiczne połączenie…zapach skóry przeplata się z aromatem kory cynamonowej i czarnej lukrecji.
Nuty górne: mandarynka, anyż, jabłko
Nuty środkowe: skóra, kora cynamonu, czarna lukrecja
Nuty dolne: mech, ziarna tonka, wanilia


Recenzja

Sucha świeca pachniała bardzo słodko wanilią i drewnem, chyba dokładniej słodkawo orientalnym sandałowcem, ale i starymi, omszałymi drzewami z jakieś uroczej polanki w lesie. Zza sandałowca wychylił się nieoczywisty cynamon. Choć kompozycja obrała właśnie korzenny, ciepły i wręcz przytulny wydźwięk, odnotowałam też trochę anyżowo-lukrecjowo-miętowych akcentów. Słodkie owoce: cytrusy i jabłko duszone z cynamonem zajęły miejsce w oddali. Na poczucie przytulności złożyła się delikatna skóra i zamsz - jakieś szlachetne, mięciutkie ubrania. Kobiece i przesiąknięte wanilią.

Po zapaleniu świecy powoli najpierw rozeszła się z niej jakby cieplusio-milusia słodycz o kobiecym charakterze. Całość miała właśnie przede wszystkim kobiecy, perfumeryjny klimat. To było niczym zawinięcie się w kocyk i zaciągnięcie przytulną atmosferą. Czuć wanilię a także jakby... zamsz? I mięciutkie sweterki. Ciepło i przytulność z czasem podkręciły delikatne przyprawy korzenne, słodki cynamon cejloński, przemycające soczyste akcenty.

Soczystość ta jednak też okazała się bardzo osłodzona, niczym jabłko duszone z mnóstwem wanilii i słodkim cynamonem. Czasem w oddali nieśmiało przemykał słodko cytrusowy, chyba mandarynkowy, akcent. Coraz więcej słodkiego, orientalnego cynamonu zaprosiło trochę drewna... drewna sandałowego? Podtrzymało orientalny, ciepły klimat. Pomyślałam jeszcze o piżmie, skórze i zamszu, a także... czymś jakby słodko-ostrawym... jak anyż, mięta pieprzowa? Acz naprawdę w znikomej ilości. Taka... ziołowo-drewniana świeżość zasugerowała skraj lasu i leśną polankę, gdzie czuć właśnie jakby przytulność mchu, drzew, coś ziołowego. Wszystko to jednak wydawało się podporządkowane wiodącemu motywowi dobrych, szlachetnych kobiecych perfum.

Na sucho świeca pachniała całkiem wyraziście. Nie jakoś siekierowo mocno, ale dawała nadzieję na całkiem wyrazisty zapach. Jak się okazało, potrzebowała sporo czasu, by rozbrzmieć, a nawet gdy już jej się udało, pobrzmiewała sobie leciuteńko. Robiła za nienarzucające się tło, nie wypełniła nawet porządnie całego pokoju. Zapach wydał mi się bardzo nieśmiały, zdecydowanie za delikatny.

Kiedy potraktowałam wosk ze świecy jako wosk zapachowy, a więc wrzuciłam 13 g do kominka z podgrzewaczem, w zasadzie było tak samo a więc pierwsza rozeszła się ciepła słodycz kobiecych perfum, wanilia, sweterki i zamsz, do których potem dołączyły cynamon cejloński, soczystość gdzieś bardzo w tle oraz sandałowiec. Trochę słodkiej ostrości ni ziół, i przypraw, leśne ciepło i leśna świeżość. Wszystko bardzo, bardzo delikatniusie, acz zapach rozchodził się niewątpliwie szybciej. I chyba jednak minimalnie bardziej było go czuć.

Kompozycja w zasadzie była ładna, ale przez swoją delikatność, wydawało mi się, że nie rozwinęła skrzydeł. Perfumeryjny, kobiecy klimat, milusie kocyki i sweterki, sporo wanilii i orientalnych nut sandałowca, cynamonu, trochę jabłek z wanilią i cynamonem, przytulna leśna polanka z mchem, coś ziołowego i drzewnego powinny porządnie rozbrzmieć, mieć okazję zaprezentować się w pełnej krasie... A nie, jakby się bały. Gdyby świeca pachniała mocniej, z łatwością miałaby 8. Tarot... hm, chyba raczej uczucie niepewności, niewiedzy przed samym odwróceniem wyłożonych kart. Taka zbytnia delikatność, nieśmiałość to poważny mankament.

6/10