Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kringle Candle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kringle Candle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 października 2025

świeczka / wosk Kringle Candle Autumn Road

Czekolada, która przestraszyła liście

Jesień to zdecydowanie moja najukochańsza pora roku, więc chyba nie powinno dziwić, że i kompozycje zapachowe z nią związane są moimi ulubionymi. Zwłaszcza te, oddające liście. Czy to złoto-czerwone, czy gnijące i ziemiste. A gdy jeszcze dochodzi piękna etykieta, przyciągająca wzrok... no cóż nawet nie próbuję się opierać. Na widok dzisiejszej od razu aż się chce ruszyć na spacer taką aleją albo... wrzucić wosk do kominka (bo świeczkę postanowiłam używać właśnie jako wosk, wykrajając i nakładając odpowiednią ilość do kominka).

Kringle Candle Autumn Road Daylight to świeczka o zapachu chłodnego powietrza, śniegu, eukaliptusa i bursztynowego drewna od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); potraktowany jako wosk - w kominku (wrzuciłam do niego ok. 10-11g).

Opis producenta
Przejażdżka krętymi uliczkami Nowej Anglii, wysadzanej drzewami, których jesień skąpana jest w głębokiej czerwieni – dokładnie to uczucie oddaje zapach Autumn Road. Kakao, gałka muszkatołowa i kawa w połączeniu z orientalnymi przyprawami i paczulą wyczarowują wyjątkowe, korzenne doznania.
Nuty górne: orientalne, kakao
Nuty bazowe: kawa, gałka muszkatołowa
Nuty dolne: paczula, drewno


Recenzja

Na sucho świeczka pachniała intensywną słodką wanilią i gorącym kakao na mleku, też chyba właśnie wanilią posłodzonym, z dodatkiem przypraw ciepłych, ale dalekich od ostrości. Za kakao pobrzmiewało plastikowo czekoladowe, sztuczne echo. Z ciepłem mieszał się zapach suchych liści i także suchego drewna. Z przypraw trudno było coś konkretnego uchwycić, a do głowy przyszła mi jeszcze łagodna kawa latte z przyprawami.

Z kominka najpierw wymknęła się wanilia. Dosadnie słodka, ale jeszcze nie jakoś naprawdę bardzo silna. W siłę dopiero rosła. Podkradł się do niej akcent szeleszczących, złotych liści tańczących w jesiennym słońcu oraz plastik, udający kakao.

Plastikowa nuta kakaowo-czekoladowa raz po raz przemykała w kompozycji, bez ogródek podczepiając się pod wanilię. Wyobraziłam sobie duszno słodkie od nadmiaru wanilii gorące kakao na mleku. Liście ledwo się przy tym utrzymały, acz starały się pobrzmiewać. Z czasem wychyliło się jeszcze drewno i szczypta ciepłych korzennych przypraw - gałki muszkatołowej? Mleko wraz z nią zasugerowało przesłodzone korzenne latte, które odciągało uwagę od plastikowości kakao, lecz niestety ono cały czas się w tej kompozycji plątało. Odrobina drewna siliła się na podkreślenie przypraw, ale kiepsko jej szło. Wanilia końcowo niestety też dołączyła do kakaowo-czekoladowej plastikowości.

Suchy wosk pachniał intensywnie, w kominku też. Potrzebował jednak chwili, by porządnie i równomiernie się rozejść. Gdy już to zrobił był wyczuwalny dobrze - jeszcze trochę i mógłby męczyć, dusić. Utrzymywał się porządnie i dość długo, ale nie miałam wrażenia, że wgryza się w pomieszczenie.

Wosk na szczęście nie był tak napastliwy jak większość czekoladowo-kakaowych zapachów, ale w zasadzie nie mam za co go pochwalić. Ani trochę nie oddaje etykietki czy tytułu, a nuty wyszły plastikowo. Wanilia i kakaowo-czekoladowe motywy z dodatkiem mleka zdominowały odrobinkę liści i drewna. Gdyby proporcje się odwróciły, mogłoby być nieźle a tak odkąd tylko wosk rozszedł się po pokoju, walczyłam ze sobą, by nie zgasić świeczki... I zaraz to zrobiłam i wzięłam się za wietrzenie. Cóż... ta plastikowa czekolada chyba do serca sobie wzięła, że październik to miesiąc straszenia i wystraszyła liściowy motyw.

2/10

czwartek, 2 października 2025

świeczka / wosk Country Candle Merlot Vines

Niewinna winnica

Obecnie wina nie piję, a jak dodaję jakieś do gotowania, psuje mi danie, jednak świeczka, obiecująca winnicę z tak pięknymi winogronami (niemal czarne, granatowe to moje ulubione), z łatwością przyciągnęła moją uwagę. Szkoda, że nie doczytałam opisu, w którym wyraźnie jest napisane, że chodzi o winogrona różowe (acz i te lubię, choć nie wszystkie odmiany). Pomyślałam, że być może wpisze się w klimaty Goose Creek Beautiful Creatures czy chociaż Yankee Candle Vineyard; że będzie do nich podobna. Wosk (wosk, bo potraktowałam to właśnie tak) ten jednak wydawał się być idealny dla mnie tej jesieni, bo jakoś nie mogłam trafić w tym sezonie na satysfakcjonujące winogrona.

Country Candle Merlot Vines to zapach oddający klimat zimowej drzemki; u mnie jako Daylight (42 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 10-11g).

Opis producenta
Delikatny biały dąb otulony, niczym lśniącymi klejnotami, nutami czerwonych winogron i bogatych gron Merlot, podkreślony delikatnymi akcentami czerwonej róży.
Nuty górne: porzeczka, winogrono
Nuty bazowe: róża, jagoda
Nuty dolne: drewno, piżmo


Recenzja

Na sucho świeczka zapachniała mi bardzo soczyście i świeżo mieszanką winogron, drobnych ciemnych owoców z malinami oraz kwiatów. Na pewno czułam róże, ale chyba też jaśmin. W tle zaznaczyło się poważniejsze drewno i motyw suchych, szeleszczących jesiennych liści. Może też, trochę z nimi związana, odrobinka syropu klonowego? Całość wydała mi się bardzo ciepła.

Z kominka pierwsze wyłoniły się słodkie, zahaczające o cukierki / landrynki maliny. Po chwili mieszały się z innymi drobnymi owocami. Do głowy przyszły mi jagody, porzeczki i... może i winogrona gdzieś wśród nich przemknęły. Zdecydowanie jednak dominowały owoce lasu w wydaniu coraz bardziej cukierkowym. Winogrona - ciemne i różowe - podchwyciły niemal cukrową słodycz i przedstawiły się jako dżem czy galaretka "jelly" winogronowe.

Do głowy przyszło mi też nadzienie z przesłodzonych, lukrowanych pączków, które ma różany charakter, a opiera się na mieszance czerwonych owoców. Takie coś słodziaśnego i marmoladowego. Pączki... w zasadzie też czułam jako takie. Świeże i jeszcze ciepłe, a do tego okrutnie przesłodzone. W tle bardzo nieśmiało, pod to pączkowe ciepło, podkradła się odrobinka jesiennych ni drzew, ni liści. Nie zagrzało jednak miejsca na długo, a cukierkowo-landrynkowe owoce leśne natarły z nową mocą. To właśnie one, z malinami na czele, zakończyły, jak i rozpoczęły występ. Winogrona - też cukierkowe - tylko jakoś tam sobie przy nich lekko pobrzmiewały.

Świeczka zarówno na sucho, jak i używana jako wosk, pachnie intensywnie. Z kominka zapach rozszedł się szybko i wyraziście, równomiernie. Wydał mi się trochę zbyt dusząco-wgryzający się w pomieszczenie. Utrzymywał się jednak średnio długo. Na drugi dzień nie było już po nim śladu.

Zapach mi nie podszedł i nie oddaje tytułu, etykietki. Zamiast winogron i winiarni, otrzymałam słodziakowate, przesłodzone cukierki, landrynki w wariancie owoców leśnych. Przewodziły maliny, a winogrona tylko się tam trochę plątały. Natłok tych przesłodzonych, "słodyczowych" owoców dopełniła wizja pączków z marmoladą różaną z czerwonych owoców. Drzew czułam ogromny niedosyt, można by je przeoczyć, a były jedynym, co mogłoby uratować kompozycję od przesłodzenia. Uwierzę, że może się podobać lubiącym takie owocowe słodziaki, bo jakościowo nie mam zarzutów, ale mnie ta kompozycja nie przekonała. Męczyła mnie landrynkowością.

6/10

piątek, 13 czerwca 2025

świeczka / wosk Kringle Candle Kittens & Cashmere

 Owocowy kotek

Nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się na świeczkę czy wosk z kociakiem na etykiecie. Mały rozmiar to czynnik sprzyjający zakupowi, ale obiecywane nuty... To już bardzo mocny argument optujący za kupnem. Zawsze cieszę się jak głupia, jak ładna etykieta zgrywa się z ładnymi nutami! Jako że ogólnie mam zaufanie do marki Kringle, świeczkę kupiłam w zasadzie jako pewniak. 

Kringle Candle Kittens & Cashmere Daylight to świeczka o zapachu chłodnego powietrza, śniegu, eukaliptusa i bursztynowego drewna od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta
Świeży, mroźny zapach otula aromatyczną zielenią, żywymi igłami jodły i oprószonym lodem eukaliptusem, połączony z delikatnymi nutami bursztynowego drewna, przebłyskami mięty zielonej i śnieżnobiałym piżmem.
Nuty górne: ozon, zieleń, zioła
Nuty bazowe: igły jodły, eukaliptusowa mięta
Nuty dolne: zioła, bursztynowe piżmo


Recenzja

Sucha świeczka uderzyła cukierkowo-soczystym, słodko-kwaśnym zapachem, łączącym owoce leśne, maliny i kwiaty. Do głowy przyszła mi też bawełna, miękkie tkaniny wywieszone na balkon lub w ogrodzie, dodające przytulny element. Czułam też rześki... czerwony owocowy napój z miętą: wariant  malina&mięta, wiśnia&mięta czy coś takiego oraz specyficzny duet jagód leśnych z miętą. Coś jak guma Wrigley's Airwaves Cool Cassis. Ogólną słodycz wzmocniła też szlachetna wanilia, jeszcze uwypuklając wręcz karykaturalną landrynkowo-cukierkową owocowość. W tle zaś zaplątało się trochę drzew iglastych i niemal zimowy powiew, zaproszony do kompozycji przez miętę.

Z kominka najpierw zaczęły się rozchodzić bardzo soczyste ciemne leśne jagody i słodko-rześka mięta. Wyszła orzeźwiająco, wręcz chłodząco. Przez ten motyw wkradł się lasek iglasty w zimowej scenerii. Jagody, ogólnie owoce leśne zaczęły się nasilać. Łączyły rosnącą słodycz i kwaskawe przebłyski. Z czasem doszły do nich jeszcze maliny i czarne porzeczki. Maliny i porzeczki o lekko pudrowo-cukierkowych zapędach.

Mięta w tym czasie nie próżnowała. Dołączyło do niej trochę poważniejszych, cierpkawych ziół i eukaliptus. Wręcz mentolowość. Ochłodziło się, a słodycz dalej rosła już nie tylko w cukierkowym, ale i chłodniejszym tonie. Razem z miętą eukaliptus przemieszał się z owocami, przekładając się na myśl o jakiś napojach owoce leśne&mięta i malina&mięta oraz o gumach Wrigley's Airwaves Cool Cassis. W ostatnich ukryła się cukierkowość. Gumy te zaczęły z czasem dominować, a motyw owocowo-cukierkowy, landrynkowy za wszelką cenę starał się z nich wyrwać. Czuć zasładzająco-duszące zapędy tej cukierkowej słodyczy.
W oddali doszukałam się, może trochę na siłę, motywu prania tylko co zebranego z suszarki na ukwieconym balkonie lub ogrodzie. Prania bawełnianego. Pobrzmiewało mi bowiem coś przytulniejszego, teoretycznie w pewien sposób ciepłego, ciepło-dusznego, ale jednocześnie świeżego.

Co ciekawe, zapach utrzymujący się drugiego dnia, poszedł w mocno cukierkowym kierunku jak wąchany suchy wosk.

Świeczka zarówno na sucho jak i podgrzewana jako wosk pachniała bardzo intensywnie. Zapach rozchodził się błyskawicznie i utrzymywał długo, wyraźnie nawet do kolejnego dnia. Niestety jednak nie całościowo - najwytrzymalsze były te cukierkowe motywy.

Zapach na sucho sprawił, że aż bałam się wstawić podgrzewacz do kominka. W kominku jednak wszelkie jagody, porzeczki i maliny z miętą oraz eukaliptusem wyszły o wiele lepiej, bo nie aż tak strasznie cukierkowo. Tak, cukierkowość pobrzmiewała, ale podczas podgrzewania wosku znalazła się na dalszym planie. Wręcz zimowe tony, drzewa iglaste ciekawie się tu przewijały. Całość pomysłowa i w sumie częściowo przyjemna. Za nic jednak nie pasuje do tytułu i etykietki i nie oddaje nut z opisu - znaczy... chłód i mięta były, ale jako jeden z dwóch głównych wątków, mieszając się z owocami. Może chodziło o to, że będzie tak słodko, jak słodki jest kociak na etykietce? Pff. Obiecywane nuty też nie zapowiadały tego, co wyszło, ale na szczęście wyszła kompozycja ładna. Nie kupiłabym, gdybym wiedziała jak pachnie i jak utrzymuje się w pomieszczeniu, ale nie mogę powiedzieć, że bardzo żałuję zakupu. Gdyby nie ta długo utrzymująca się cukierkowość, zdobyłby znacznie wyższą ocenę.

6/10

czwartek, 31 października 2024

świeca Kringle Candle 7 Days

7... Niebo?

Na tę świecę długo spoglądałam wręcz z bólem. Zapragnęłam, gdy tylko zobaczyłam etykietę i przeczytałam nuty, ale cena wraz z przesyłką zza granicy była zaporowa. Zrobiłam rozeznanie, czy pojawi się w Polsce. Nie. I zwlekałam, bojąc się, że wykupią, ale jednak w końcu moje chciejstwo wygrało i zamówiłam. Z bólem, ale jednak. Obiecywany zapach kusił, a The Ring to jeden z moich ulubionych horrorów, więc nie mogłam się oprzeć. Wszystko mi mówiło, że to świeca stworzona dla mnie. Pewien lęk jednak wciąż, aż do zapalenia, czułam. Czy sprosta oczekiwaniom? Poprzeczka zawisła bardzo wysoko!

Kringle Candle 7 Days to świeca o zapachu inspirowanym filmem The Ring, czyli zieleni, kwiatów i ziół, u mnie jako świeca w słoju 623 g, z dwoma knotami; zapach limitowany na Halloween.

Opis producenta
Zanurz się w nawiedzoną atmosferę, gdzie złowrogie serce zwiędłych kwiatów jabłoni przeplata się z mrożącymi krew w żyłach mgłami i nawiedzonymi szeptami lasów pełnych ziół. Przyjmij ciemność i pozwól swoim zmysłom dać się oczarować.
Nuty górne: zroszona zieleń, liście ziół
Nuty środkowe: kwiat jabłoni, jaśmin, liście mięty, tymianek
Nuty dolne: paczula, drewno cedrowe, paczula, geranium, piżmo


Recenzja

Sucha świeca uderzyła zapachem lasu sosnowego... Ogólnie iglastego, spowitego wilgotną, chłodną mgłą i pełnego słodko-goryczkowatych ziół. Kryły się w nich dzikie, wonne kwiaty. Leśność podkreśliły przyprawy - tymianek? rozmaryn? Drzewa czułam nie tylko jako kwaskawo iglaste, ale też jako leżące na ziemi gałęzie, porastające mchem. W nim doszukałam się jakby leśno-roślinnego ciepła i motywu brudnej, goryczkowato-ostrej ziemi. Z wdeptanymi w nią igiełkami, szyszkami. Odnotowałam coś gnilnego, a mimo też cieplejszych wątków całość wydała mi się raczej chłodna, chłodno-zawilgocona i ocierająca się o miętę pierzową.

Palona świeca najpierw uraczyła mnie wilgotnym, ciemnym lasem spowitym mgłą i... dymem? Czułam gorzkawość dymu, który wprowadził wytrawne przyprawy. Pomyślałam o tymianku, rozmarynie i kardamonie. Ich goryczka i pewien chłód ośmieliły czarną, wilgotną ziemię. Ta od początku była gdzieś w tle obecna, ale dopiero po pewnym czasie zaprezentowała się bardzo wyraziście. Pomyślałam o brudnej ziemi, przemieszanej z mnóstwem igiełek, opadłych gałązek, kory, szyszek i roślinami... Już nieco gnilnymi? Mieszały się z umacniającymi się drzewami iglastymi.

Z czasem ta gnilność roślin wydała mi się w pewien sposób ciężko-ciepława... Nie do końca "ciepła". Wraz z tymi aspektami wyłoniły się kwiaty. Żywe, acz kojarzące się z chłodną kwiaciarnią, ciemnym lasem... gdzie rosną dzikie i ostrawe kwiaty. Pomyślałam też o cmentarzu z aromatem wilgotnej ziemi, który otacza las iglasty. To jesienna, pochmurna i ciemna sceneria. W kwiatach odnotowałam róże i jakby wilgotny jaśmin. Przyprawy pod ich wpływem zaczęły jawić się bardziej słodko-chłodno ziołowo... Wymknęła się spośród nich goryczkowato-chłodna mięta pieprzowa. Mimo cieplejszych akcentów, całość wyszła bowiem dość chłodno. Goryczka lasu iglastego i ziemi, zawilgoconego drewna z czasem dopuściła do siebie więcej słodyczy i spowiła wszystko kwaskiem. Ten oddawał drzewa iglaste - całe mnóstwo! - i igiełki wdeptane w ziemię, błoto. A także... trochę żywicy? Wszystko mieszało się z zawilgoconym, wilgotnym wątkiem.

Zapach był bardzo intensywny i na sucho, i podczas palenia. Rozchodził się szybko i równomiernie, wyszedł zachwycająco realistycznie i obrazowo. Utrzymywał się średnio, w sumie satysfakcjonująco długo.

Bardzo obrazowy zapach, pasuje do etykiety i tytułu. Myślę, że upiorna studnia z The Ring, całe jej otoczenie, tak właśnie mogłoby pachnieć. Z tej całej mieszaniny wilgotnej ziemi, ziemi, lasu iglastego i kwiatów - w tym w cmentarnym wydaniu - ziół wytrawniejszych (tymianek, rozmaryn) i mięty mogłaby wyłonić się Samara / Sadako. Zawilgocony wydźwięk był rewelacyjny! Wolałabym to wąchać dłużej, niż tylko przez 7 dni... bo wąchając czuję, jakby była w 7. niebie. A jednak wydaje mi się, że las iglasty pchający się na pierwszy plan trochę aż rozbijał mroczny klimat - minimalnie jednak.

Świeca trochę skojarzyła mi się z Kringle Candle Lady in White, któa jednak była bardziej kwiatowa. Dzisiaj przedstawiana położyła nacisk przede wszystkim na las i wilgotną, niemal brudną ziemię.

9/10

sobota, 3 lipca 2021

świeczka / wosk Kringle Candle Midnight

Księżyc w pełni zwiastunem pełni zachwytu?

Północ, czy moment, kiedy księżyc świeci najjaśniej, od wieków ludzie łączą z mistycyzmem. Ja odczuwam silny związek z księżycem, przez co jego motywy zawsze przyciągają mój wzrok. Jakież mam szczęście, że w odniesieniu do świec i wosków, zazwyczaj pokrywa się to z nutami, jakie lubię.

Kringle Candle Midnight Daylight to świeczka oddająca zapach środka nocy w lesie od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); także potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta
Połączenie skóry, lasu, bursztynu i mchu jako klasyczny, męski zapach.
Nuty górne: niebieska lawenda, skóra
Nuty bazowe: drzewo sandałowe
Nuty dolne: wetiwer, ciepły bursztyn

Recenzja

Na sucho poczułam świeżo-wilgotny, a jednocześnie ciepły zapach wilgotnego mchu, przywodzący na myśl ciepłą, letnią noc w lesie. Wyraźna słodycz miała roślinny, drzewny charakter, który podkreślały orientalne, korzenne przyprawy. Na pewno ciepłe, lekko ostrawe, a jednak właśnie roślinnie świeże. Drewno sandałowca stało na czele drzew. Wśród nich jakby przechadzał się mężczyzna nie oszczędzający na perfumach... ziołowo-lawendowych?

Właśnie lawendowe, męskie perfumy zaczęły rozchodzić się po rozgrzaniu wosku jako pierwsze. Do tej słodkiej ziołowości błyskawicznie dołączył wilgotny mech, przy którym nie sposób nie myśleć o tym, jak cudownie byłoby położyć się i zapaść w nim. To było takie... przytulne, a jednocześnie świeżo roślinne. Zbierało się coraz więcej nienachalnej słodyczy. Jak ciepła noc w lesie w środku lata. Wspomnienia ciepłego słońca były żywe, a jednak otoczenie otulało rześkością. Męskie perfumy łączyły się z goryczką i pikanterią.

Wśród nich z czasem wyraźnie na przód wyszły drzewa, w tym sandałowiec. Podkreśliły go korzenno-orientalne, ciepłe przyprawy. Nie brakowało słodyczy, chwilami zawracającej do lawendy i podkreślającej leśne rośliny. Wyobraziłam sobie masywne drzewa porastane przez wilgotny mech. Może to jakaś - otoczona nimi - mięciutka od mchu, ukwiecona polanka? Którą otacza chłodny mrok, a więc jednak z pewnym pazurkiem. Raz czy drugi pomyślałam o anyżu, a potem o skórze, skórzanych meblach... Przesiąkniętych ostrawo-rześkimi perfumami.

Moc zapachu uważam za trafioną. Rozchodzi się szybko i wyraźnie. Może nie jest to siekiera, jakie lubię, ale wszystko świetnie czuć. W zasadzie moc dopasowała się do klimatu.

Wydźwięk jakoś... do mnie przemówił. Ciepła noc w lesie, męska kompozycja opierająca się na mchu, cieple i rześkości z lekką ostrością i goryczką. Drzewa i słodycz rewelacyjnie się przełamywały. Subtelność zachowana, a jednak i pazura nie brak. No cóż... do pełni zachwytu zabrakło chyba tylko "tego czegoś", może właśnie siekierowości, ale to i tak kompozycja warta uwagi i polecenia.

9/10

wtorek, 9 marca 2021

wosk Kringle Candle Anise

Gwiazda wśród przypraw

Uwielbiam anyż, jednak nie używam go w kuchni... prawie wcale. A wśród produktów, które jadam też często nie występuje. Zawsze jednak cieszą mnie jego nuty w czekoladach, stąd i woskiem się zainteresowałam. Może specjalnie go bym nie kupiła, bo takie pojedyncze zapachy, nie zaś całe kompozycje mnie nudzą, ale był w zestawie z Cocoa. I, żeby było śmiesznie, po kakaowym zaczęłam się go bardzo bać - wszak z tej samej linii.

Kringle Candle Anise Wax Melt to wosk o zapachu anyżu od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).


Recenzja

Wosk na sucho bardzo dobrze odzwierciedla anyż. Odznacza się naturalnością i nie jest napastliwy. Pachnie wyraźnie słodko-ostrym, chłodzącym anyżem.
Po rozgrzaniu wosk prędko uwolnił słodką i chłodzącą pikanterię. Zaprezentowała się jako ziołowo-korzenna, nieco kręcąca w nosie. W pewnej chwili normalnie poczułam się, jakbym miała zaraz poczuć anyżowe odrętwienie. Zupełnie, jakbym wąchała gwiazdki anyżu lub rozgryzała ziarenka! Chłodna i rześka ostrość zdawała się aż przenikliwa. Jej słodycz kryła w sobie nutę zielono-eukaliptusową, która dodała całości głębi i świeżej wilgoci (?).

Mocny, wyrazisty zapach anyżu ani trochę nie męczył. Był zacną, realistyczną siekierą, wraz z efektami, jakie wywołuje sam anyż.

Bardzo dobry wosk. Intensywny, rozchodzi się szybko i trwa długo, a także w pełni oddaje tytuł. Może nie dołączył do ulubionych zapachów z 10tkami, ale to tylko dlatego, że wolę złożone kompozycje. A to piękno zamknięte w prostocie. Anyż przez duże "A".

9/10

wtorek, 2 marca 2021

świeczka / wosk Kringle Candle Lumberjack

Książę Drwal jak z bajki?

Z drwalami mam dziwne skojarzenia. Od razu przypomina mi się musical Czarnoksiężnik z Krainy Oz z 1978 r. i Blaszany Drwal oraz gra komputerowa The Path (alternatywna wersja Czerwonego Kapturka, w której pojawia się metaforyczny wilk-drwal). To miłe skojarzenia, które razem z zamiłowaniem do drzewnych nut oraz etykietką tej świeczki przełożyły się na to, że uznałam ją za kuszącą. Co takiego spodobało mi się w etykietce? Otóż bohater jednego z moich ulubionych książkowych cykli Remigiusza Mroza, Wiktor Forst, hasał sobie w koszulach w czarno-czerwoną kratę.

Kringle Candle Lumberjack Daylight to świeczka o zapachu drewna od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta
Drzewo cedrowe, paczula i ciepłe piżmo to śmiałe i wytworne połączenie, które przyniesie ciepło i relaks. Zapragniesz otulić się tym przyjemnym, słodkim zapachem.
Nuty zapachowe: liście tytoniu, drewno cedrowe, wetiwer, paczula, gałka muszkatołowa

Recenzja

Na sucho świeczka wyraźnie pachniała drewnem o nieco korzennej, goryczkowatej pikanterii, cieple. Pomyślałam też o wanilii, suchym, szeleszczącym słodkim... sianie  i liściach tytoniu? Oczami wyobraźni widziałam jasne drewno i suche liście leżące na goryczkowatej ziemi.

W kominku wosk roztoczył słodycz. Prowadziła wanilia, podszyta aromatem suchych liści. Poprzez liście dołączyło korzenne ciepło, kojarzące się ze złotymi liśćmi rozgrzanymi słońcem. Słodka korzenność rozgrzewała i robiła się coraz pikantniejsza, goryczkowata, ale nie siekierowa. Przybrała raczej dostojny, spokojny charakter.

Pomyślałam o drewnie. Wonnym, jasnym. To nie tylko drzewa o zdrowych pniach, ale też drewniane meble. Za słodycz podkradła się lekka goryczka - gałka muszkatołowa? Przyprawy i liście okalające drewno wydały mi się nieco perfumeryjne, co podkreśliła wanilia. Mieszając się z charakternymi przyprawami, wyszła dość męsko.

Lekkie, męskie perfumy i mnóstwo drewna wprowadziły do kompozycji odrobinkę ziemi, co znów skierowało myśli ku drewnu, drzewom. To jak... przytulna drewniana chatka w lesie. Lesie albo właściwie lasku jesiennym, ciepłym, ale już i z charakterniejszym chłodkiem - jakby zmierzchało? Taak, i jakby tak stało się wśród tego z myślą, że jest gdzie (i z kim! z eleganckim, nowoczesnym drwalem!) się zaraz beztrosko zagnieździć w drewnianym cieple.

Zapach wprawdzie mocą może się pochwalić, ale nie jest to moc głęboka, ambitna. Po prostu jest.

Całość w zasadzie mi się podobała; nie ma elementu, do którego miałabym zarzuty, ale... zapach był niby drzewny, trochę męski, ale jednak tak zawoalowany "delikatnościami", że nie była to drzewno-męska siekiera, jakiej bym sobie życzyła. Szkoda. Wydał mi się przeciętny, bez chwytliwego "tego czegoś".

7/10

poniedziałek, 22 lutego 2021

świeczka / wosk Kringle Candle Oak & Fig

Figa z makiem, albo raczej...

Bardzo lubię figi, ale tylko suszone. Świeże jakoś do mnie nie przemawiają. Drewniane nuty zaś zazwyczaj chwytają mnie zawsze i wszędzie. Ich połączenie wydało mi się jednak niecodzienne i intrygujące, więc takiej świeczki nie mogłam ominąć. Właśnie drewno jest tak zacną, uniwersalną nutą może mieć tyle "twarzy", że zarówno suszone, jak i świeże figi - jak o tym pomyślałam - mogły pasować. 

Kringle Candle Oak & Fig Daylight to świeczka o zapachu figi i dębu od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta
Połączyliśmy leśną moc kory dębu z zadziwiającą mleczno-owocową słodyczą fig. Idealna równowaga i piękny niespotykany aromat. Poczuj figową rozkosz zrównoważoną drzewnymi nutami!

Recenzja

Na sucho czułam wyraźnie słodycz jakby mydlanych kwiatów i owoców raczej egzotycznych, w tym świeżych fig, melonów. Przy tych drugich rozgościł się... ogórek. Rześki, ale też nieco podkiszony. Za tym wszystkim doszukałam się śliwek, winogron... może lekko podsuszonych, ale nie do końca... Podfermentowanych? Za tym skojarzeniem stało poważniejsze, drewniane tło. Wydało mi się to lekko ciepłe: właśnie "tropikalne", suszące się na słońcu na jakiś drewnianych powierzchniach - dosłownie to widziałam!

Po rozgrzaniu wosk konsekwentnie roztaczał słodycz i rześkość ogórka. Wydała mi się lekko mydlana, co zaraz na szczęście uciekało. Nasiliły się niemal kwiatowe, ewidentnie egzotyczne owoce. Przodowały delikatne, bardzo słodkie i orzeźwiające. Pomyślałam o melonach, figach, ale też jasnych winogronach i nieoczywistej mieszance. Były soczyste i słodkie, ale rześkie. Trzymał się ich rześki, świeży kwasek, który na dobre podpiął pod nie... ogórka. Ogórka zielonego i wodnistego, jak również kwaskawo kiszonkowego.

Wytrawniejszy charakter podkreśliło drewno. Lekko goryczkowate, poważne... Trochę odciągało uwagę od ogórka, przerabiając owoce na jakieś... gęste, owocowo-kwiatowe, wilgotne musy. Odnotowałam lekką ziołowość, suszone liście... A także podsuszone kwiaty lub... już ususzone kwiatowe napary, a tylko co zalewane wodą. Wyobraziłam sobie suszące się na drewnie owoce, które ogrzewa słońce. Na pewno nie były jeszcze w pełni ususzone, zachowały wilgoć i pewną żywotność. Ta wydawała się chwilami, zwłaszcza po dłuższym czasie wręcz gęsta i namacalna, już mniej rześka niż na początku.

Świeczka i na sucho, i podczas palenia jest mocna, ale ani nie przytłaczająca, ani specjalnie orzeźwiająca. Normalnie można by uznać to za plus, ale... nie przy tym zapachu. Zupełnie nie oddawał tego, co obiecywał producent i zalatywał... woskiem / mydłem.

Lubię ogórki, ale może nie w świeczkach, co? Zwłaszcza takich, które obiecują figi i drewno... A tu figa z makiem! Albo powinnam powiedzieć raczej "z ogórkiem", ech. Wielkie zaskoczenie i rozczarowanie. Zapach może ogółem nie był tragiczny, ale zupełnie nie oddawał żadnego z klimatów, jakie sobie wyobrażałam podczas oglądania etykietki. Gdy pomyślę o cudownej Fig & Fir, aż nie mogę uwierzyć, że to ten sam producent.

4/10

czwartek, 28 stycznia 2021

wosk Kringle Candle Peppermint Cocoa

Zatkało kakao, taki piękny zapach?

Czekoladę kocham, ale w tabliczkach, nie gorącą. Gorące kakao też nie znajduje się w kręgach mojego zainteresowania, ale zdarzyło mi się takie pić w górskim schronisku, więc skojarzenia są miłe. Jako że w tabliczkach połączenie z miętą uwielbiam, a aromatem takowych mogłabym się upajać godzinami, uznałam, robiąc większe zamówienie, że ten wosk musi trafić do mojej kolekcji, bym porównać go mogła z innymi. Szkoda, że nie znałam potwornych Kringle: Hot ChocolateCocoa wcześniej, to za nic bym sobie tego nie zrobiła. A tak? Przed wrzuceniem do kominka autentycznie się bałam!

Kringle Candle Peppermint Cocoa Wax Melt to wosk o zapachu miętowego gorącego kakao od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).

Opis producenta:
Otulający aromat gorącego kakao ze słodką miętą zadawalające każdego smakosza, zwłaszcza w chłodniejsze dni.
Nuty górne: mięta pieprzowa
Nuty środkowe: czekolada, wanilia
Nuty dolne: bita śmietanka

Recenzja

Wosk na sucho pachniał intensywnie chłodząco-gryzącą, słodką miętą o trochę olejkowym podszyciu oraz tanią czekoladą, a raczej czekoladopodobnymi figurkami. Było to bardzo, bardzo słodkie, zalatujące plastikiem i parafiną, że aż nieco mdlące. Na szczęście mięta ratowała sytuację, trochę wydobywając kakao.

Po ogrzaniu wosk konsekwentnie roznosił mocno miętowy aromat. Była to mięta chłodząca i aż gryząca, intensywna. Połączyła ziołową nutę z olejkiem, co było lekko goryczkowate. Jej akurat daleko do sztuczności, przemycała za to swoistą słodycz.

Słodycz z czasem rosła, niestety w coraz mniej rześkim kontekście. Kumulowała się taka "słodyczowa", lukrowa, cukrowa... Podrasowana przecukrzoną, tanią czekoladą lub nawet figurkami czekoladopodobnymi. Tanie kakałko miało się w najlepsze, szlachetności brak. Pojawiła się mdląca bita śmietanka, taka... tłusto-pełna, jeszcze nasilająca ciężar słodyczy. Nie było to jednak strasznie chemiczne... bardziej jak jakiś krem do rąk czy mydło.

Mięta próbowała się przeciwstawić, jednak po tym wyszła nieco karykaturalnie, mentolowo. Udało jej się wprawdzie z czasem wydobyć też nieco kakao... zwyczajnie kakaowego, całkiem w porządku, ale to nie wystarczyło.

Zapach okazał się siekierowo intensywny. Rozchodzi się błyskawicznie i trwa długo. Gryzie i przytłacza, że łatwo o ból głowy.

Zupełnie mi się to nie podobało. Mięta, jedyny element mający potencjał, została zepsuta beznadziejnie czekoladopodobną nutą. Nutki kakao, jakie mięta próbowała wynieść na wierzch były normalne tylko w porywach. Niewypał, a jednocześnie... nie taka tragedia. Przeciętniak do bólu; na pewno nie dla mnie.

5/10

sobota, 2 stycznia 2021

świeczka / wosk Kringle Candle Fig & Fir

Kontrast & harmonia

Uwielbiam ciekawe połączenia w wielu sprawach: czy to w kwestii smaków, gatunków (filmowych / książkowych), stylów, czy... zapachów właśnie. Nie boję się eksperymentować, acz zachowuję przy tym pewną chłodną (huehue) logikę, taką... swoją własną. Wprawdzie zimna nie lubię, ale chłodzące nuty? Owszem. Figi zaś na pewno uwielbiam... jednak jedynie suszone. Tu? Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale miałam ogromną ochotę to odkryć. Sama bowiem nie wpadłabym na skomponowanie takiego zapachu.

Kringle Candle Hot Chocolate Daylight to świeczka o zapachu mroźnej figi, słodkich owoców i drzew iglastych od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); także potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta:
Nuty mroźnej figi i słodkich zimowych owoców, ozdobione świeżym cedrem, ziemistą paczulą i łagodnym bursztynem.
Nuty górne: kwiaty kiwi, mandarynka, konwalia
Nuty środkowe: plumeria, zielony kokos, orchidea, gruszka
Nuty dolne: bursztyn, piżmo, nektar ananasowy, wanilia

Recenzja

Na sucho zapach był słodko-soczysty i mimo że bardzo kwiatowy, to z powagą, wytrawnością w tle. Ta mieszała soczysty kwasek owoców (w dużej mierze cytrusów) z drzewami, lasem i... konkretnie drzewami iglastymi. Przede wszystkim czułam słodkie mandarynki, może także pomarańcze i egzotyczne, słodko-wodniste owoce (w tym chyba świeże figi), ale wydały mi się nieco uziemione niemal miodowo-kwiatową słodyczą. Nagle pojawiły się ananasy jakby dodatkowo dosłodzone (miodem i wanilią?).
Miodowy wątek, drzewa i... jakby pewna ciepła orzechowość przełożyła się na myśl o owocach suszonych i kokosie. Z czasem odnotowałam waniliowo-karmelowy zarys, a także... perfumeryjną, bliżej nieokreśloną zaleciałość. 

Po rozgrzaniu wosk upuścił miód wielokwiatowy, a więc słodycz i miodu, i... kwiatów. Kwiaty zdawały się kwitnąć, rozkładać przede mną swe białe płatki. Spływała po nich rosa, były soczyste i... owocowe. Polał się sok owoców słodkich i wyrazistych: mandarynek, ananasa i innych słodko-egzotycznych. Wśród nich wyraźnie przewijały się świeże, soczyste figi. Niosły rześkość i pewien chłód. Kwasek cytrusów przywiódł na myśl sosny, ogólnie drzewa iglaste. Dosłownie czułam, jak chłód od nich szczypie! Było w tym coś lekko ziołowo-męskiego, ale trudnego do uchwycenia.
A jednocześnie... miód zapraszał coraz więcej ciepłych nut. Pomyślałam właśnie o "miodowych" suszonych figach, do których raz po raz podkradały się świeże słodko-kwaskawe. Nie brakowało słodyczy jakiś śmietankowych kremów / deserów owocowych i... orzechowych? Orzechów, łupin... kokosa? W pewnym momencie poczułam się, jakby postawiono przede mną słodziutką pina coladę: obok ananasa pojawił się kokos i śmietanka (także jako śmietanka kokosowa?). Przyciągnął on więcej wytrawności drzew, które bliżej końca zaleciały aż delikatnymi, męskimi perfumami... O słodkim wydźwięku. Na koniec wszystko zawiązała wanilia, także w wydaniu ciężkich kwiatów, a przynajmniej harmonizując się z nimi. 

To było jakby... mroźnego, zimowego dnia odwiedzić szelmowskiego dżentlemana, kuszącego tylko co przygotowaną pina coladą, by zostać u niego dłużej i cieszyć się rozgrzewaniem (drinka?), w momencie gdy za oknem aż skrzypi śnieg. W apartamencie porozstawiane musiał mieć kwiaty w wazonach - skubaniec, przygotował i postarał się!

Zapach był intensywny, ale wciągający i intrygujący. Wydał mi się głęboki i wielopłaszczyznowy. Czuć go bardzo szybko od rozgrzania, ale potem rozchodził się już wolniej, jakby pokazując się z różnych stron, co uważam za plus. Dzięki temu też nie przytłaczał.

Zaskoczył mnie ogrom soczystych, egzotycznych owoców i kwiatów. To jednak owoce (głównie ananas) dominowały, kwiaty zaś... stworzyły tło. Słodycz opływała to wszystko, ale że na tym nie koniec, miała się czym zająć i nie wyszła jak taran. Akcenty chłodne, a więc nawet drzew iglastych ciekawie zderzyły się z perfumeryjnym ciepłem. Obrazowe skojarzenie ze śmietankową, zasładzającą pina coladą również dziwnie mi się w tym wydaniu spodobało, mimo że nie jest to połączenie z mojej bajki. Nie spodziewałam się ani takiego efektu, ani że... tak mnie pochłonie.
Zapach nie dość, że bardzo mi się spodobał, to jeszcze wydaje się bardzo niespotykany!
Fif & Fir to... Kontrast & harmonia bez dwóch zdań! Kontrastowa harmonia lub harmonijny kontrast - oksymoron, który... nie jest sprzeczny, ha. Niezwykły zapach.

10/10

poniedziałek, 28 grudnia 2020

wosk Kringle Candle Cocoa

Kakaowa bomba

Kocham czekoladę - zwłaszcza ciemną plantacyjną, do której używa się kakao z konkretnej plantacji z określonego kraju. Im więcej kakao, tym lepiej. Mimo to nie jestem fanką chrupania ziaren kakao czy jego kawałków (nibsów) samych w sobie. Do kakao w proszku nic nie mam, choć używam sporadycznie (np. do jogurtu), nie lubię jednak, gdy zapychają nim czekolady-tabliczki, sztucznie podbijając % kakao. A zapach w woskowym wydaniu? Postanowiłam sprawdzić!

Kringle Candle Cocoa Wax Melt to wosk o zapachu kakao od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).


Recenzja

Wosk wąchany na sucho nie urzekł mnie, ponieważ zaserwował mi raczej tłuszcz kakaowy (inaczej zwany "masłem kakaowym") niż mocne, głębokie kakao. Lekko gorzkawo-słodki, naturalnie "orzechowawy". Wydał mi się wzbogacony o wanilię i dziwną budyniowość. 

Po rozgrzaniu konsekwentnie roznosił zapach delikatny, maślano-kakaowy i pozbawiony gorzkości.
Czuć raczej tłuszcz kakaowy, niż miazgę, co zaczęło się zmieniać w "kosmetyczne kakao". Niezbyt naturalne, łagodnie gorzkawe, pseudoczekoladowe i plastikowe.

Po pewnym czasie zapach zaczęłam postrzegać jako plastikowo-czekoladowy, rozmyty, nieco budyniowo-mleczny... Może ze słodyczą wanilii? Na pewno w sztucznym i karykaturalnym kontekście. Zahaczył o rzygowinowość i wyroby czekoladopodobne. Ogólna słodycz rosła, co przywołało skojarzenie z chemicznym "słodkim kakałko" w proszku dla dzieci. Nijakie, rozmyte, odrzucające.

Zapach jest intensywny, rozchodzi się szybko i wręcz uderza, po czym trwa stabilnie i długo. Aż mdli. Szybko nabrałam ochoty, by zgasić podgrzewacz, a mieszkanie wywietrzyć.

Zapach płaski i sztuczny, wręcz obrzydliwy. Niby oddaje tytułowy smak, ale w odpychający, nieprzyjemny sposób. Wydaje mi się jeszcze gorszy od Kringle Candle Hot Chocolate.
Ten zapach to bomba... szkoda, że nie w sensie: "bombowo fajny", a bomba rażąca i śmiercionośna, okrutna.

2/10

środa, 23 grudnia 2020

wosk Kringle Candle Christmas Stroll

Spacer za potrzebą?

Prawdę mówiąc, na samą myśl o jakichkolwiek spacerach zimą przechodzi mnie dreszcz. Tak, być może podkręcony zimnem, bo straszny ze mnie zmarźlak. Lubię jednak zapach drzew iglastych, lasu... mrozu może mniej, ale... wiele tu "to zależy". Zapachy z takiej kategorii budzą we mnie mieszane uczucia. Postrzegam je jako takie, które mogą być ładne, ale nie muszą. Co do tego... z jednej strony liczyłam na zapach ściętej choinki, z drugiej bałam się, czy wosk da radę autentycznie coś takiego oddać.
Przy okazji dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego jak "Christmas Stroll w Nantucket, USA". To coroczne wydarzenie dla całych rodzin: Bożonarodzeniowy spacer-parada. Dobrze wiedzieć.

Kringle Candle Christmas Stroll Wax Melt to wosk o zapachu zimowej przechadzki wśród drzew od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).

Opis producenta:
Zainspirowany zapachem świeżo ściętych choinek oraz grzanego cydru podawanego podczas spaceru gwiazdkowego w Nantucket, ojciec prezesa Kringle, Mike Kittredge, pomógł opracować ten radosny, świąteczny zapach.
Nuty górne: jodła balsamiczna, sosna
Nuty środkowe: zieleń, mech, słodycz
Nuty dolne: przyprawy korzenne, zimowe powietrze

Recenzja

Na sucho w pierwszej chwili wosk uderzył sosną rodem z muszli klozetowej, podrasowaną zimną "morską bryzą" również z tejże myślodsiewni i męskimi perfumami. Na szczęście szybko zaopiekowały się tym wyraziste drzewa iglaste, ostro-gorzkie przyprawy korzenne i... ogólnie las. Drzewa iglaste przybrały na naturalności, jakby zmotywowane korzenną ostrością. Ta chwilami była jak... gryząco-ostry mróz. Męska nuta i przyprawy odpowiadały za lekką słodyczą, która też w korzennie-anyżowe tony się wpisała.

W kominku wosk okazał się zdecydowanie bardziej naturalny, aczkolwiek zwłaszcza na początku wciąż zahaczał trochę o kostkę toaletową i samochodowe choinki. Dopiero po paru chwilach igliwie, mocno sosnowe klimaty wytoczyły kwaskawo-rześką przyjemną atmosferę lasu.

Las ten to także drzewa jako drewno, mocno podkręcone żywicą i przyprawami korzennymi. Ostre i goryczkowate, wpuściły też odważne, męskie perfumy. Te wydały mi się średniej jakości, ale pasujące. Wraz z korzennością przywołały chłodno-gryzący anyż, oraz gorzki kardamon i gałkę muszkatołową,  a także... inne, wszystkie jednak mocne. Po ostrości przyszło lodowe, mroźne gryzienie / pieczenie. Poczułam się jak w lesie, w którym słyszy się skrzypienie śniegu pod swoimi nogami. Zimne powietrze aż gryzło, choć z czasem... jakby zgodziło się na złagodzenie poprzez miętę, w którą zmienił się anyż.

Kwasek drzew iglastych ze słodyczą raz i drugi przywiódł na myśl ścięte drzewko, które z przyprawami korzennymi i igliwiem były jak... jak powrót z lasu do aromatycznego domu? Moment, w którym już otwiera się do tego domu drzwi. I czuć (trochę słodko-miętowe?) męskie perfumy oraz oczywiście świeżo ściętą choinkę z lecącą z niej jeszcze lepiącą żywicą.

Całość była bardzo intensywna i aż trochę przerysowana w tej swojej intensywności. Siekiera, jednak nie męcząca. Chwilami może tylko... wywołująca zrezygnowane "ech, czy to musi tu pobrzmiewać?", w odniesieniu do pewnych nut.

Wosk w zasadzie wyszedł nieźle, choć na sucho zdążył mnie wystraszyć. Mocny, wyrazisty i zimowy. To mroźny las, właśnie spacer zimowy i... sosno-choinka. Szkoda tylko, że nie taki idealnie naturalny, a jednak mający i gorsze (toaletowe) akcenty.

7/10

niedziela, 29 listopada 2020

świeczka / wosk Kringle Candle Touch of Autumn

Dotyk dotykiem, a co z zapachem?

Uwielbiam jesień i nigdy nie mam dość zapachów z nią związanych. Jesień późna, prawie zima? A co, u mnie nadal ma jesienną jesienią z nutą jesieni pachnieć! Czasem nawet nie ma co więcej pisać, trzeba wąchać! ...Lub czytać. Zależy od strony. Albo... jedno i drugie, bo i czytaniu jesień sprzyja.

Kringle Candle Touch of Autumn Daylight to świeczka o zapachu "dotyku jesieni" od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); także potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta
Szeleszczące liście pod stopami i chłodny powiew powietrza. Wspomnienie jesiennych wieczorów w gronie przyjaciół i rodziny. Świeże powietrze wzbogacone mieszanką ciepłych korzennych tonów to idealny kompan na długie, chłodne wieczory. 

Recenzja

Na sucho świeczka dosłownie uderzyła mnie goryczką pieprzu, gałki muszkatołowej, kardamonu i "innych korzenności", zapachem suchych liści i ciężkim motywem drzew / drewna. Wydała mi się dość poważna. W wyobraźni jesiennego dnia weszłam do sklepu z antykami-meblami z drewna, w którym unosił się ich aromat, a także panował chłód (mimo korzenności).

Po rozgrzaniu wosk roztoczył goryczkę drzew, drewna i liści, podkręconą przyprawami. Spowijał je jednak chłód albo raczej... rześkie powietrze / powiew. Wyobraziłam sobie ciemne wnętrze sklepu z antykami, do którego otwarto właśnie skrzypiące, drewniane drzwi. Z zewnątrz powiał chłodny, jesienny wiatr. Wraz z nim, wleciał tam aromat suchych, dawno opadłych już liści i drzew. Przemieszały się z wonią starych, ale czystych mebli drewnianych. Czystość i powiew... zahaczała chwilami o delikatną, słodkawą soczystość (?).

Obraz ten podkreśliły przyprawy: gałka muszkatołowa, kardamon, pieprz. Były gorzko-pikantne, do pewnego stopnia ciepłe, ale nie mocno rozgrzewające. Z czasem słodkawość nabrała pewności siebie, a ja doszukałam się ukłuć goździków i cynamonu... kryjących się w liściach.

Zapach jest w miarę wyrazisty i na sucho, i po ogrzaniu, ale w przypadku drugiej opcji do siekier nie należy. Rozchodzi się bardzo szybko i trwa dość długo. Wydał mi się bardzo wyważony.

Całość bardzo, bardzo mi się podobała. Wydała mi się trochę mroczna: sucha, drzewna i przepiękna. Korzenność i chłód jakby pokazały, że jedno bez drugiego nie istnieje. A jednak i dla słodyczy znalazło się miejsce.

8/10

środa, 11 listopada 2020

wosk Kringle Maple Sugar

Klon klonowi nierówny 

Syrop klonowy to jeden z produktów, których nie używam w kuchni w ogóle, bo nie jest mi do niczego potrzebny: nie słodzę, na słodko nic nie robię, on jest niewygodny w użyciu i dodatkowej słodyczy w niczym mi nie trzeba (jedyne słodycze, które jem to czekolady). Nie zmienia to jednak faktu, że teoretycznie lubię jego smak. Ostatnio nawet po wielu latach znów kupiłam i choć butelkę trochę męczyłam, to było to... poniekąd miłe męczenie, acz zasładzające. Stąd myśl, że może właśnie zapach sprawdzi się w moim przypadku lepiej. Niestety, po Hot Chocolate tego producenta, zaczęłam się trochę bać. A dopiero po wrzuceniu do kominka zauważyłam, że nazwa to "Maple SUGAR", a nie "SYRUP". Gdyby doszło do tego wcześniej, pewnie wcale bym się wystraszyła.

Kringle Maple Sugar Wax Melt to wosk o zapachu "cukru klonowego" / syropu klonowego od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).

Opis producenta:
Sok klonowy płynie, gdy zima wycofuje się z Nowej Anglii. Wtedy wiejskie cukrownie gotują wodnisty płyn, aby zmienić go w słodką ambrozję o specyficznym, regionalnym charakterze. Ten zapach jest jak bycie tam.
Nuty górne: słodki klon
Nuty środkowe: brązowy cukier, nasiona tonka
Nuty dolne: wanilia


Recenzja

Wosk już na sucho pachnie bardzo intensywnie (przebija się nawet trochę przez torebeczkę strunową, w której go trzymam) słodko syropem klonowym w miarę naturalnym. Obok niego jednak czułam - niemal równie wyraźnie - waniliowy budyń na śmietance. Było słodko i uroczo, dość apetycznie.

Ogrzany kontynuował zasładzanie syropu klonowego. Był to jakiś łagodniejszy syrop, do którego szybko dołączyła nuta... przesłodzonego waniliowego budyniu? Bonusowo zalanego syropem klonowym. Zahaczyło to ulepkowato-uroczy ton.

Prędko czuć syrop klonowy coraz mocniej i mocniej. Nie gubił się w swej słodyczy. Wręcz przeciwnie. Wyszedł naturalnie, stał na pierwszym planie, acz nie był tam odosobniony. Mimo że rządził kompozycją, czułam również mocno waniliowy budyń / krem... może tłuste placki, które to dosłownie tonęły w łagodnym syropie klonowym. Po dłuższym czasie zaczęłam tam też wyłapywać mdlące sugestie cukru pudru, minimalnie palone (cukru brązowego?), może "ciastowe", wspierane przez wanilię - rozmywające syrop klonowy, ale nie słodycz. Ta była jak taran.

Intensywność wyszła tu pozytywnie, ponieważ zapach czuć wyraźnie, przy czym trzymał się realistyczności. Nie był przerysowany, a więc i np. nużący. Mimo słodyczy naprawdę wysokiej, nie odrzucał. Rozchodził się błyskawicznie i unosił w pokoju bardzo długo - przez kilka godzin (z czego bardzo, bardzo subiektywnie byłam średnio zadowolona). Wtedy to też łagodniał.

Mnie osobiście jednak rozczarował. Syrop klonowy kojarzy mi się z paloną nutą, której tu brakowało. Pojawiło się za to więcej łagodnych tworów i wanilii, które może "rozrzedziły" zasładzanie, ale charakteru nie dodały. Wyszło to "słodziaśnie-uroczo". Budyniowe skojarzenia to dla mnie tu już trochę za dużo i to jest... za czysto słodkie. Mimo to, wosk oddał tytułowy zapach poprawnie, nie mogę zaprzeczyć. Wiem jednak, że w takim razie to zapach nie dla mnie.

6/10

piątek, 9 października 2020

świeczka / wosk Kringle Candle Pumpkin & Sage

Szałwiowy szał?

Do szałwii przekonałam się dopiero jakiś czas od rozpoczęcia przygody z nią. Gdy na suszoną białą trafiłam po raz pierwszy, skrzywiłam się na jej zapach, aczkolwiek szałwia parzona jako herbata zawsze wydawała mi się neutralnie "w porządku". Dopiero w dorosłym życiu, i to na przestrzeni ostatnich miesięcy, zaczęła intrygować mnie bardziej: jako kadzidło, świeża, jako napar... Zaczęłam po prostu poszukiwać, w jakiej to odsłonie mi najbardziej podejdzie, w jakim towarzystwie. Jako że dynię uwielbiam, ten zapach wydał mi się bardzo atrakcyjny. I bezpieczny - na wypadek, gdyby szałwia przechyliła się tu w mniej znośnym kierunku, sytuację mogła poprawić dynia.

Kringle Candle Pumpkin & Sage Daylight to świeczka o zapachu dyni i szałwii od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); używana też jako wosk.

Opis producenta:
Poczuj jesienną klasę połączenia wytrawnej szałwii i wyśmienitej dyni.
Nuty zapachowe:
Nuty górne: cytrusy, dynia
Nuty bazowe: szałwia, wanilia
Nuty dolne: cynamon, drewno, las

Recenzja

W pierwszej chwili na sucho zarejestrowałam słodkawą dynię, na którą szybko naskoczyła lekko kwaskawa szałwia. Słodycz po chwili nieco wzrosła, do dyni dołączyła wyrazista wanilia, a następnie częściowo przeszła w ziołowo-chłodzącą strefę i choć w tle przewijało się lekkie ciepło, kompozycja odbiła raczej... w zawilgoconym kierunku. Pomyślałam o mało wyrazistej, mdławej dyni i ostygłym już naparze z szałwii.

Rozpalona świeczka roztoczyła słodycz wanilii, na którą po chwili nałożyła się bardzo rześka, ziołowa woń. Wyraźnie czułam szałwię ze specyficznie kwaskawo-słodkawym, chłodzącym podkreśleniem. Mieszała się dzięki niej i sporej ilości słodyczy z dynią. Wyłapałam chyba także cytrusową soczystość, ale ta zaraz zniknęła.
Dynia rozchodziła się z małym opóźnieniem, ale bardzo wyraźnie. Początkowo delikatna, wodniście mdława, a potem słodka i wyrazista. Opiewała ją słodka ziołowość (jakby szałwia przemieszała się z innymi, też z miętą?). Pomyślałam o lasce wanilii, takiej trochę drzewnej... może czymś ziołowo-korzennym? Na pewno wtapiającym się we wręcz kwiatowo-oleistą wanilię. Ta wyważyła kompozycję z czasem niemal dominując i wpisując się po części w obie tytułowe nuty.

Zioła wciąż były jak chłodny powiew. Oczami wyobraźni widziałam dynie rosnące na polu i dosłownie czułam chłodny wiatr, który sprawia, że wokół nich wirują jesienne liście. Jakbym właśnie kroiła jakąś surową dynię, otworzyła okno, a zza niego... powiało jesienią.

Zapach mimo że wyrazisty, nie był napastliwy. Jego moc określiłabym jako średnią, choć rozchodził się niemal natychmiast i bez problemu. Mimo sporego udziału słodyczy, niósł rześkość. Mam jednak wrażenie, że zdarzyło mu się zalecieć parafiną. Utrzymywał się średnio długo.

Muszę przyznać, że to propozycja wyważona, stonowana i przystępna. Bardzo rześka, chłodna i zaskakująco waniliowo słodka. Dobra na jesień, jako coś budującego czy podkreślającego klimat w tle. A zarazem nic porywającego czy nowatorskiego. Dla mnie chyba za subtelna w przekazie, taka... ładna, ale bez szału.

8/10

sobota, 3 października 2020

świeczka / wosk Kringle Candle Hot Chocolate

Gorąco, że aż się sparzyłam

Czekolada jest moim życiem, zakochana jestem szczególnie w ciemnych czystych, a mimo to (albo właśnie dlatego?) gorącej, pitnej czekolady nie lubię i nie uznaję. Właściwie ogółem słodycze inne niż czekolada mogłyby dla mnie nie istnieć. Nie mniej... na gadżety związane z czekoladą nie patrzeć nie umiem. Zapachy? Z nimi mam różnie. Wiele w moim odczuciu po prostu nie dorównuje prawdziwej czekoladzie, której znawczynią chyba mogę się nazwać. A jednak... zachwycona autentycznością klimatu, jaki mają Kringle, zaciekawiła mnie ich gorąca czekolada. Wprawdzie podchodziłam z dystansem do opakowania z widoczną bitą śmietanką i piankami (których to wprost nie cierpię), ale... magiczny napis: "czekolada" zrobił swoje.

Kringle Candle Hot Chocolate Daylight to świeczka o zapachu gorącej czekolady od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); także potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta:
Zapach głębokiej bogini, gorącej czekolady, z prawdziwym kakao - doskonały, by ogrzać cię zimą!
Nuty górne: tłuszcz kakaowy, mleko, wanilia
Nuty środkowe: gorąca czekolada
Nuty dolne: bita śmietanka, biały cukier

Recenzja

Po uniesieniu wieczka uderzył mnie sztuczny zapach figurek czekoladopodobnych, zalatujących plastikiem; nieco mdlący. Odnotowałam również śmietankę i lukier, może rzeczywiście pianki waniliowe (nie miewam z nimi do czynienia) i nutę cukrowego... napoju kakaowego na mleku? W tle może też mlecznej polewy, jedynie udającej czekoladę? W jakimś stopniu oddawało to gorącą czekoladę, ale tandetną (ulepkową dla dzieci?).

Po rozgrzaniu świeczka znów, acz już nie aż tak mocno, szarżowała przesłodzonym, bardzo mlecznym wyrobem udającym czekoladę. Oczami wyobraźni zobaczyłam pseudoczekoladowe figurki, acz z czasem tandetny, plastikowy element nieco się redukował. Mleczno-śmietankowy wątek zaś nie odpuścił. Pozostałość odebrałam jako do bólu przecukrzoną czekoladę... Niby-czekoladę zestawioną z lukrem, piankami waniliowymi? Wszystko to zasładzało i poniekąd kojarzyło się z gorącą czekoladą. Oczywiście na mleku / śmietance, które odrobinkę ratowały całość, ale nie dodały jej głębi.

Zapach był bardzo intensywny na sucho, a przy ogrzewaniu i później już nie AŻ tak, ale wciąż intensywny. W jego przypadku, przy tak wysokiej słodyczy i nutach taniości moc nie była plusem. Męczył już samym wydźwiękiem i napastliwością.

Ogół zupełnie mi się nie podobał. Nie chodzi o to, że kocham czekoladę ciemną, mleczna to nie bardzo moja bajka, a gorącej nie lubię, bo te ostatnie potrafią pachnieć atrakcyjnie, ale ten zapach niestety oddawał po prostu tanią mleczną / gorącą czekoladę. To było takie... plastikowo-sztuczne, przesłodzone i odpychające. Może jeszcze nie takie najgorsze obiektywnie, ale na pewno nie w moim typie.
Dając szansę Gorącej Czekoladzie jak widać... sparzyłam się. I zaczynam sobie pluć w brodę z powodu zakupów przez internet, bez możliwości powąchania chociaż na sucho. Do dokładnie opisanych nut przez producenta dokopałam się dopiero już po napisaniu recenzji (na oficjalniej stronie po angielsku), więc ekhem... gdybym widziała je wcześniej, nie zamówiłabym.
Próbowałam nawet dać tej świeczce szansę jako wosk, ale... wtedy po prostu intensywność ogrzewanej dorównała tej "na sucho", więc to zły pomysł.

3/10

wtorek, 29 września 2020

świeczka Kringle Candle Covered Bridge

Most do późniejszej jesieni

Uwielbiam aurę jesieni. Zarówno tę złoto-czerwoną, chłodno-ciepłą, jak i chłodniejszą, wilgotniejszą, kiedy to nagie drzewa spowija mgła, a liście leżą już na ziemi. Stąd lubię mieć zapachy podkreślające to wszystko. Nie może zabraknąć więc u mnie obiektu dzisiejszej recenzji - jako typowa domatorka lubię sobie właśnie nim wnosić trochę jesieni do mieszkania.

Kringle Candle Covered Bridge Daylight to świeczka o zapachu kwiatów z aromatami jesiennego, leśnego powietrza, odzwierciedlająca "kryty most" od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g).

Opis producenta:
Radosne aromaty leśnych kwiatów rosnących przy strumyku unoszące się do góry, aby przyjaźnie połączyć się z zapachem drzew i liści. Składa się to na trwały, klasyczny nowoangielski amalgamat.

Recenzja

Wąchana na sucho najpierw uderzyła mnie zapachem kwiatowo-męskiego dezodorantu, który aż zakręcił w nosie, by następnie - wciąż w nim kręcąc - przejść w liście w jakimś chłodnym, opuszczonym parku: niektóre suche, inne zawilgocone. Kompozycja była dość chłodna, ale w taki... wilgotnie-leśny sposób.

Po rozpaleniu wzmacnia się aromat zawilgoconych roślin, drewna i właściwie samego lasu. Mocny dezodorant przeszedł w dobre, męskie perfumy mieszające się z kwiatami w chłodnej, wilgotnej kwiaciarni. Oczami wyobraźni zobaczyłam wychodzącego z niej eleganckiego mężczyznę w długim płaszczu z wiązanką kwiatów. Poszedł przez park, nie zwracając uwagi, że idzie po trawniku wilgotnym jeszcze po deszczu. Aromat mokrych liści, a także kropelki deszczu zupełnie mu nie przeszkadzały. Szedł pewny siebie, on wiedział dokąd. 

Moc świeczki wydała mi się zaskakująco silna, wyrazista jak na Daylight. Rozchodzi się szybko i porządnie, po czym trwa długo. Czuć ją bardzo dobrze i mimo natężenia nie była męcząca. Wszystko w niej wydawało się dokładnie takie, jakie miało być.

Dokładnie taki był ten zapach: zdecydowany. Pewny siebie, niczym ten wyobrażony i opisany facet. Wilgoć roślin, rześkość po deszczu i dobre, męskie perfumy - bez komplikacji i zawiłości. Piękna klasyka. Konkretna, a jednocześnie nie za ciężka. Takie... wprowadzenie ze słonecznej i jeszcze ciepłej w późniejszą już jesień. To jeden z moich ulubionych zapachów na późniejszą jesień, choć nie ma w nim niczego nadzwyczajnego, wbijającego w fotel.

9/10

wtorek, 1 września 2020

świeczka Kringle Candle Autumn Rain


Deszcz, na który parasola nie potrzeba

Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Nie jest ani za gorąco, ani za zimno, aura jest wspaniała: zarówno gdy mowa o złoto-bursztynowej jesieni, jak i deszczowej, wilgotnej mgiełce otulającej nagie drzewa. Chłodne deszcze i jesienne smaki, czekolada i cieplutki kocyk, Halloween - uwielbiam mroczną otoczkę. I tu dochodzimy do sedna, a więc do zapachów i klimatu, jaki to dzisiaj opisywany zapach świetnie podkreśla, stąd i nie może go zabraknąć na tym blogu.

Kringle Candle Autumn Rain Daylight to świeczka o zapachu jesiennego deszczu od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g).

Opis producenta:
Życie budzi się wraz z Autumn Rain, natura oczyszcza krajobraz, z którego wydobywa się swieży, liściasty aromat.


Recenzja

Zapach wąchany na sucho był lekko słodki. Przywiódł na myśl liście, które zaczynają ozłacać się i zmieniać barwy na żółte, pomarańczowe - jasne, pogodne, otulone niegrzejącymi już, ale wciąż radosnymi promieniami słońca. A jednocześnie osnute delikatną, chłodnawą mgiełką. To drobny, poranny jesienny deszczyk z całą jego rześkością.

Świeczka zapalona pachniała wyraźnie już od pierwszych sekund porannymi, nieśmiałymi promykami słońca, ogrzewającymi żółto-złote liście; trzymające się na drzewach i te już opadające. To jesień jeszcze ciepła i przyjemna, ale już z pierwszymi chłodniejszymi sugestiami. Do słodkawego, liściasto-drzewnego motywu doszła bowiem rześkość poranka. Może też wiszący w powietrzu deszczyk? Jego pierwsze kropelki skapujące tu i ówdzie. Złożyło się to na obraz jesiennych liści, które aż się chce zebrać na bukiet, zaciągając się świeżym powietrzem.

Intensywność, rozchodzenie się, jak i utrzymywanie zasługuje na owacje na stojąco. Świeczka Daylight mimo że niepozorna, pachnie i zachwyca pełną mocą.

To liście wilgotne, ale czyste i przyjemne, zamknięte w wosku. Jest to jeden z moich ulubionych zapachów na schyłek lata i początek jesieni, idealnie chwytający ostatnie promienie pierwszego, jak i pierwsze, chłodniejsze sugestie.
Nie wiem jednak, czy aż tak dobrze oddaje nazwę. Nie nazwałabym go deszczem, a raczej jesienią bursztynową i słoneczną, acz... porannie mglistą i wilgotną, to fakt.

9/10