Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enoia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Enoia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lipca 2024

wosk Enoia Zaklęcia

Perfumowe czary

Przy tym wosku tknęło mnie, że w zasadzie nie umiałabym powiedzieć, który przedmiot w Hogwarcie byłby dla mnie najbardziej ekscytujący. Z łatwością jednak do każdego mogę przypisać jakąś konkretną scenę. Z Zaklęciami, kojarzy mi się - oprócz małego Flitwicka stojącego na stosie książek - to, jak zamiast skłonić do lewitacji, Seamus wysadził pióro, osmalając sobie twarz. Zaklęcia jednak wydają się bardzo kolorowym przedmiotem, stąd na widok, jak ten wosk wygląda, uznałam, że bardzo adekwatnie. A jak powinien pachnieć? Sama miałam pewne wyobrażenia, może nieco inne, niż obiecywał producent tego wosku, ale i to do mnie przemawiało.

Enoia Zaklęcia to zapach cytrusów, ziół i drzew, z linii Magicznej, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

 Opis producenta
To połączenie cytrusowych nut z delikatnymi ziołami oraz mocnym akcentem drzewnych, męskich aromatów.


Recenzja

Suchy wosk pachniał cytryną, lekko osłodzoną kwiatami i ziołami. Zioła kontynuowały cytrusową kwaśność, ale wplotły też lekką goryczkę, choć nie brakowało im także rześkości. Pomyślałam o szałwii, listkach kolendry i mięcie, podkreślonych drzewami, które podyktowały poważny wydźwięk.

Z kominka pierwszy rozszedł się subtelny kwasek łączący cytrynę wraz ze skórką z ziołową rześkością... Jakby jakiś szamponów i kosmetyków oddających zioła. Pomyślałam o szałwii i mięcie, ale też pomykającej za nimi świeżej kolendrze.

Do tego wszystkiego podpływała ciepła, delikatna słodycz. Mięta połączyła się z wanilią. W oddali przemknęła jakby... morska bryza? Świeżość na pewno. Osiadła jednak w poważniejszych, ziołowo-drzewnych klimatach. Te końcowo pozbyły się kosmetycznych zapędów.

Suchy wosk pachniał dość mocno, a w kominku średnio mocno. Rozchodził się średnio szybko, a utrzymywał krótko. Zapach rozszedł się w miarę równomiernie.

Wosk miał ogromny potencjał, bo w kominku pachniał ładnie. Wadą jednak jak dla mnie jest nie za wysoka intensywność - do tej kompozycji pasowałaby siekiera. Zioła i cytrusy z morską bryzą, drzewami i słodyczą ułożyły się w kompozycję... niczym damskie perfumy, które udają męskie (męskie zaklęte w damskie?). Fajny klimat - w sumie klasa Flitwicka z Pottera mogłaby tak pachnieć.

7/10

poniedziałek, 26 lutego 2024

wosk Enoia Transmutacja

Niezmiennie ładna woń

Minerwa Mcgonagall to jedna z bardzo lubianych przeze mnie postaci ze świata Pottera, m. in. dlatego, jak niejednoznaczna jest. Przedmiot Transmutacja też wydaje się szalenie ciekawy, stąd klikając w miniaturkę tego wosku na stronie Enoia trzymałam kciuki w napięciu za to, by i obiecywane nuty były moje. Na szczęście wpisywały się w to, co lubię. Pytanie tylko, czy i w kominku zapachną, jak je opisali?

Enoia Transmutacja to zapach skoszonej piżma, paczuli i owocowej słodyczy, z linii Magicznej, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g).

Opis producenta
Zapach Transmutacja perfekcyjnie kojarzy się z Profesor McGonagall; znajdziecie w nim takie nuty jak piżmo, paczuli, bursztyn w połączeniu z owocową słodyczą. 
 

Recenzja

Suchy wosk pachniał bardzo słodko, nieco ciężkawo i ciepło. Wyobraziłam sobie milusi sweter, przesiąknięty dobrymi, kobiecymi perfumami oraz wazon z kwiatami - ciężkimi różami... W głowie mieszały mi się kwiaty suszone i żywe. Pomyślałam też o promieniach słońca, wpadających przez okno do jakiegoś bardzo przytulnego wnętrza, a w tle poczułam jeszcze bardzo słodkie cytrusy - chyba pomarańcze.

Z kominka pierwsza rozeszła się charakterna, acz perfumeryjna słodycz. Przypominała ciężkawe, kobiece i bardzo eleganckie perfumy o ciepłym charakterze. Pomyślałam o jakiś swetrach, szalach nimi przesiąkniętymi. Wyobraziłam sobie nieco duszne pomieszczenie z zasłoniętymi oknami, zapalonymi świecami i bijącym od nich ciepłem. Ciepło jako pojedyncze promienie słońca, mogło przedostawać się przez niedokładnie zaciągnięte zasłony, przesiąknięte perfumami i...

I kwiatami? Z czasem pojawiły się słodkie kwiaty, głównie róże. Suszone płatki, jakieś potpourri i kwiaty świeże, w wazonie. W tle pojawiła się leciutka nuta rozgrzanej ziemi, a także nieuchwytny, ale obecny owoc. Nagle wśród tego wszystkiego zatańczył słodko-kwaskawy cytrus... Obierana mandarynka? Nadały kompozycji trochę lekkości, a przy ciężkich kwiatach pojawiły się drobne konwalie, dzwonki i... leśne, drobne kwiatuszki. Ale jakże słodko wonne!

Wosk suchy pachniał średnio mocno, ale wyraźnie. W kominku natomiast wyraźnie, ale dziwnie nierównomiernie. Miejscami słabo, miejscami wyraźnie i nawet dość mocno. Zapach rozchodził się powoli. Utrzymywał z kolei krótko. Wosk (2 serduszka wrzucone na raz) wystarczył spokojnie na dwa rozgrzania. Perłowo-brokatowy efekt wizualny przyjemny.

Zapach był bardzo ładny - mogłabym się zakochać, gdyby nie chwilami i miejscami słaba moc. Ciepło świec i słońca, kobiece perfumy i mnóstwo kwiatów: róż i konwalii, zwieńczonych obieranymi mandarynkami to splot przepiękny. Jak tak pomyślę, klasa czy gabinet McGonagall naprawdę mógłby tak pachnieć! Zapach, jak go opisano, był ładny, niezmiennie - nie transmutował w nic dziwnego, szkoda tylko tej mocy.

8/10

czwartek, 15 lutego 2024

wosk Enoia Zielarstwo

Potterowy trawnik 

Zapach roślin i ziemi zawsze w moim odczuciu obiecuje zacną kompozycję. Gdy pomyślałam jeszcze w dodatku o przedmiocie szkolnym z Harry'ego Pottera, a więc szczypcie magii, miałam bardzo dobre przeczucia. Pamiętna scena z przesadzaniem Mandragor od razu wywołała uśmiech i miałam nadzieję, że nie zniknie on po wrzuceniu wojska do kominka.

Enoia Zielarstwo to zapach skoszonej trawy i mchu, z linii Magicznej, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

Opis producenta
Zapach Zielarstwo przeniesie Cię na łąkę świeżo skoszonej trawy w połączeniu z zapachem leśnego mchu.


Recenzja

Suchy wosk pachniał delikatnie i słodko świeżymi roślinami i kwaskawo-słodkimi jabłkami. Pomyślałam o mchu, porastającym pnie na skraju polany i trawie... o łące? Słodkiej od pojedynczych kwiatów, może też o trawnikach, które ktoś właśnie kosi. Za tym wszystkim w zapachu kryła się jednak prysznicowo-łazienkowa nuta.

Z kominka pierwszy rozszedł się słodko-kwaskawy, lekko soczysty wątek jabłek, mieszający się z zielonymi roślinami. Pomyślałam o soczystej, zielonej trawie, którą właśnie skoszono, a także drobnych kwiatach na łące. Słodycz mieszała się ze świeżością, acz chwilami chyliła się ku nieco cięższej. Czyżbym odnotowała tam drewno i piżmowy akcent? Potem jednak zieleń wygrała, ponieważ do trawy dołączył wilgotny mech.

Z czasem wzrosła słodycz. Znowu pomyślałam o jabłkach, mieszających się z kwiatami. Przemknęła mi przez myśl kwitnąca jabłoń, wokół której skoszono właśnie trawę. Rześkość mieszała się tu z lekkim, wiosennym ciepłem i wysoką słodyczą. Trawa i inne, pełne życia rośliny były bardzo obrazowe i dosadne. Po dłuższym czasie zaleciało mi coś łazienkowego, trochę jak dezodorant lub odświeżacz powietrza, ale chowało się to w trawie.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, naturalnie, ale też trochę kosmetycznie zarazem. W kominku jednak okazał się bardziej roślinny. Zapach rozchodził się średnio szybko, utrzymywał raczej krótko. Spokojnie wystarczy na dwa razy (wrzucam 2 woski na raz, ale rozgrzewam je 2 razy).

Kompozycja była ładna, ale to tyle. Skoszona trawa i mech ze słodkim jabłkiem byłyby cudowne, gdyby słodycz była niższa i gdyby nie zmierzało to właśnie w kosmetycznym kierunku.

7/10

sobota, 13 stycznia 2024

wosk Enoia Kociara

Kot by się rozpłakał

Mając fioła na punkcie kotów po prostu nie mogłam tego zapachu przescrollować obojętnie. Jak tak czytałam obiecywane nuty, skojarzył mi się z jednym z moich ulubionych wosków, Goose Creek Warm & Welcome. Poprzeczka zawisła wysoko! 

Enoia Kociara to elegancki zapach miętowej mokki, dedykowany dla wielbicieli kotów, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

Opis producenta
Meow meow meow, co byś kotku chciał?
Kotek chciałby własny zapach, proszę bardzo każda Kociara pokocha miętowa mokkę, słodkie i z pazurem dokładnie jak nasze kochane futrzaki.
Może nie będą mruczeć na kolanach ale zdecydowanie wprowadza cudowny nastrój do każdego wnętrza.


Recenzja

Suchy wosk zaserwował mi plastikową kawę i suche, stare drewno. Próbowało ratować sytuację, dodając trochę powagi kawie, ale mu się to nie udało. W niej zaplątała się słodycz, jakby lekkie złagodzenie... mlekiem? Pomyślałam też o kwiatach i ciepłych tkaninach, sweterkach.

Z kominka też najpierw wypłynęła plastikowa kawa, mieszająca się powoli z figurką czekoladopodobną. Także plastikową i muląco słodką. Z czasem doleciała do tego lekka cierpkość, goryczka, ale na pewno nie gorzkość. Pomyślałam o drzewach i odrobinie suchego kakao, co jednak w żaden sposób nie pomogło. 

Wyobraziłam sobie jakiś do bólu sztuczny i słodki napój instant kawowo-czekoladowy, zrobiony na mleku. Mleko, śmietanka z jednej strony to łagodziły, ale z drugiej pozwalały na dalsze rozchodzenie się tych sztucznych nut. Udawana mokka i plastikowa czekolada męczyły bardzo szybko. Z czasem nabrały ciepłego wydźwięku, związane z wyobrażeniem o jakimś sweterku, kocyku... wątłym, ale obecnym. Znalazłam w tym pewną przytulność, może nawet kwiaty, ale plastikowa, udawana kawa i coś czekoladopodobnego i tak panoszyły się na pierwszym planie i nic im nie pomogło.

Suchy wosk pachniał intensywnie, dość mocno, a wrzucony do kominka bardzo mocno. Rozchodził się szybko i równomiernie, a utrzymywał średnio długo. Brokatowy efekt wizualny na plus, ale... to chyba jedyna zaleta tego wosku.

Tak sztucznego i męczącego zapachu plastikowej kawy i równie plastikowej figurki czekoladopodobnej to dawno nie czułam. To nawet nie było tak bardzo muląco-słodkie, ale tak sztucznie plastikowe i udawane, że prawie natychmiast ma się ochotę zgasić świeczkę, aby tylko nie czuć tego ani chwili dłużej.
W tym wosku dobrego tyle, co przysłowiowy kot napłakał - tak mało, że w sumie nic. Kot przy czymś takim to by się pewnie rozpłakał rzewnymi łzami, że to właśnie kociarzom coś takiego zadedykowano. 


1/10

poniedziałek, 8 stycznia 2024

wosk Enoia Rozpuszczony Bałwan

Rozpusta dla nosa

Gdy pomyślałam o rozpuszczających się bałwanach... Cóż, zawsze smutno robiło mi się na ich widok. Mimo że to, iż się topią, oznaczało, że odchodzą mrozy, których nie cierpię. Mroźne zapachy, oddające zimę jednak bardzo lubię. Stąd zaciekawił mnie ten wosk. Byłam bardzo niepocieszona, gdy dowiedziałam się, że raczej nie wróci, po tym, jak pojawił się na krótko na początku tej zimy, a ja nie zdążyłam kupić. Czekała mnie jednak miła niespodzianka. Kiedy zapytałam właścicielkę sklepu internetowego Enoia o coś związanego z być może zamówieniem, odpisała mi, że dorzuci mi Bałwana, bo jednak jakiś został. Ależ się ucieszyłam! Już nie mogłam się doczekać, kiedy powącham to - mam nadzieję - cudo, już normalnie niedostępne. 

Enoia Rozpuszczony Bałwan to zapach mięty i eukaliptusa, zimowego lasu i słodkich owoców z piżmem, z linii na Gwiazdkę, u mnie jako sojowy wosk "świąteczne wzory święty Mikołaj / laska" po ok. 3-4g (do kominka wrzuciłam raz 10g, raz 8g).

Opis producenta
To kompozycja, która przenosi nas w magię zimy, w chwile, gdy bałwan zaczyna topnieć, a świeży zapach powietrza jest równoważony przez aromaty przypraw i chłodzących nut. Już na początku wyczuwasz świeży zapach eukaliptusa i mrożonej mięty, które przywołują w pamięci obraz zimowego poranka. Soczysta bergamotka i zielone jabłko nadają kompozycji odrobinę słodyczy i świeżości.
W sercu tej kompozycji pojawiają się goździki, jałowiec i syberyjski cyprys, które przywołują aromaty lasu zimowego. To jakbyś wędrował przez las pokryty białym puchem śniegu, wciąż czując świeży chłód.
Na zakończenie, w nutach bazy, wyczuwasz delikatne piżmo i akord śnieżny. To jakby zamarznięty bałwan pozostawił w powietrzu lekką aurę ciepła, przypominając o magicznych chwilach zimy.
"Rozpuszczony Bałwan" to zapach, który przywołuje atmosferę zimowego krajobrazu, gdzie każdy oddech jest jak kropla rosy na mroźnym liściu. To zaproszenie do magicznej podróży przez zimowy świat, pełen świeżości i uroku. Pozwól sobie zatopić się w tym zapachu i odkryć jego zimowy urok.


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko i rześko miętą, eukaliptusem i innymi, słodko-chłodzącymi ziołami, które od razu przełożyły się na myśl o skrzypiącym śniegu, który iskrzy się i lśni w słońcu. Czułam bowiem także ciepło. Słodkie zioła przełamał kwasek drzew - choinki, ale i całego lasku iglastego. ZIelone igiełki podkreśliły cytrusy, a słodycz z kwaskiem związały nieśmiałe nuty jabłek. Śnieg i chłodne zioła w zimowym wydaniu jednak dominowały.

Z kominka pierwsza rozeszła się chłodno-ziołowa słodycz. Z jednej stronny oddawała miętę i eukaliptusa, z drugiej... świeżość lasu iglastego, w którym drzewa pokryte są śniegiem. Pomyślałam o śniegu, skrzącym się w słońcu, jako że pojawiło się też pewne ciepło. W ziołowej słodyczy odnotowałam lekką goryczkę, nadającą jej szlachetności.

Za sprawą mięty wzrosła słodycz. Do głowy przyszedł mi zimowy koktajl / smoothie ze słodkich jabłek i leciutko kwaskawych cytrusów z miętą i przyprawami. W nim połączył się rześki chłód z lekkim ciepłem. Poczułam delikatne przyprawy korzenne, po których wzrosła soczystość. Nie mocno jednak, bo drzewa iglaste mocno ją otoczyły. W zaśnieżonym lesie sama nuta drzew coraz bardziej umacniała swą pozycję. Drewno świeże, kwaskawo iglaste raz po raz chyliło się ku roślinno-zielonym akordom. Wyobraziłam sobie topiący się śnieg, odsłaniający nieśmiałą, wyrastającą po zimie trawę. Muskały ją ciepłe, słoneczne promienie, które podsunęła piżmowa nuta. Zaplątał się tam też nieco kwiatowo-wilgotny akcent wody... czy nawet nie, a po prostu taka... rześkość, trudna do dookreślenia. Jakby iść przez las po skrzypiąco-topiącym śniegu, w słońcu.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, ale wyraźnie. W kominku moc okazała się średnio-wysoka, aspirująca do wysokiej. Zapach rozszedł się szybko, równomiernie i bardzo wyraźnie. Utrzymywał się krótko. Brokatowy efekt wizualny bardzo przyjemny.

Zapach bardzo, bardzo mi się spodobał. Lubię takie nieoczywiste połączenia, a ciepło z chłodem, koniec zimy, śnieg topiący się na słońcu, lekkie nuty roślin, sporo drzew iglastych, zioła, mięta właśnie takie były. Lekki, soczyście-słodki motyw jabłek i cytrusów zwieńczył ten chłodno-ciepły, przyjemny bukiet. Gdyby to była siekiera, nie wahałabym się przed wystawieniem maksymalnej oceny... A tak, zawahałam się, no ale jednak to się Rozpuszczonemu Bałwanowi należy. Wąchanie tego wosku to rozpuszczanie zmysłu węchu!

10/10

piątek, 22 grudnia 2023

wosk Enoia Świąt Nie Będzie

Grinch się pomylił

Kiedy tłum z obłędem w oczach dostaje przedświątecznej gorączki, na wszelkie wyjścia w miejsca publiczne (sklepy, tramwaje), krzywię się jak Grinch. Nie lubię tego okresu w roku. Spokojnie obchodzę sobie Yule, ubierając drzewko, przygotowując kłodę i spędzając je w domowym zaciszu. Lubię niektóre elementy Gwiazdki, jednak nie te tradycyjne czy wpisane w zachowanie obecnego społeczeństwa. Stąd jak zobaczyłam tytuł wosku, pomyślałam, że to coś dla mnie. Nuty... wydały mi się ciekawe i ryzykowne, ale czułam, że wyjdą dobrze.

Enoia Świąt Nie Będzie to zapach jabłek i mandarynek, miodu, wanilii i sosen, z linii na Gwiazdkę, u mnie jako sojowy wosk "tabliczka czekolady" ok. 55g (czyli 10x5,5g; do kominka wrzucałam po dwie kostki, czyli 11g).

Opis producenta
Świąt nie będzie to zapach, który wypełnia powietrze ciepłem i radością, przywołując magię i ducha wspólnego świętowania. 
Na samym początku, w nutach górnych, odkrywasz aromat czarnego jabłka i mandarynek. To jak pierwszy gryz w soczyste owoce podczas rodzinnych spotkań w gronie najbliższych. Dodatkowo, delikatne nuty eukaliptusa nadają zapachowi orzeźwiający akcent, jakbyś wchodził do pachnącego lasu.
W sercu tej kompozycji znajdują się złociste nektary miodu, kwiatu pomarańczy i sosny. To jakby delikatne kwiaty i słodki miód przywoływały wspomnienia o świątecznym stole pełnym pyszności.
Na zakończenie zapach przechodzi w głębokie tony drewniane, zgniecione szyszki i aksamitną nutę kaszmiru i czarnej wanilii. To jakby wieczór przy ognisku, gdzie drewno trzeszczy w ogniu, a nuta wanilii otula ciepłem i przytulnością.
To zapach który przywołuje wspomnienia i kreuje nowe chwile, pełne magii i radości. To jak podróż przez czas, która pozwala cieszyć się każdą chwilą świątecznego okresu. Pozwól sobie na to magiczne doświadczenie i zanurz się w zapachu Świąt Nie Będzie, który przywraca ducha wspólnego świętowania i miłości.


Recenzja

Wosk na sucho pachniał słodko, mieszając jabłka i pomarańcze z niedookreślonym ciastem. Pomyślałam o cieście z jabłkami z wanilią na teoretycznie kruchym, acz zawilgoconym maślanym spodzie, ale też ciastkach maślanych i miodzie. Przemknęła nawet myśl o surowej masie na ciasto. Jasny miód mieszał się z soczystymi owocami i kwiatami. W tle przewinęło się drewno i świeżo-kwaskawe sosny, jednak wydały mi się podporządkowane wszechobecnej słodyczy. Oprócz słodkich pomarańczy czułam jeszcze coś... Mandarynki? Za cytrusami przemknęło mi jeszcze coś czerwonego - maliny? Syrop malinowo-miodowy?

Z kominka pierwszy rozszedł się nieoczywisty splot ciasta i drzewa iglastego. Pomyślałam o surowej masie na ciasto, cookie dough, a zaraz potem o słodkim cieście z jabłek z wanilią na maślanym, jasnym spodzie. Bardzo, bardzo słodka szarlotka zmieszała się z maślanymi ciastkami z miodem. Miód to musiał być złocisty, jasny i kwiatowy. Kwiaty także dołożyły słodyczy, acz obudziły też pewną lekkość. Pomyślałam o białych, różnych kwiatach, wśród których znalazł się jaśmin.

Rześkawe, acz bardzo słodkie kwiaty, splotły się z rześkością drzew iglastych. Była to rześkość okiełznana. Do głowy przyszła mi choinka, wyraziście pachnąca w pomieszczeniu, w którym unoszą się ciastowe aromaty, gdzie dobiega nuta pieczonego ciasta. Nagle kompozycję przecięły mandarynki - zupełnie, jakby ktoś je obok obierał. Podkreśliły czerwone jabłka i ich leciuteńki kwasek. Wydaje mi się, że wyłapałam jeszcze nutę czerwonych owoców... acz przygłuszoną miodem. Może jakiś syrop malinowy lub malinowy grzaniec? Z czasem kwaskawe owoce, przy wsparciu drzew iglastych - sosen? - wyłoniły się naprawdę wyraźnie, a do mandarynek doszły słodkie pomarańcze. Może też jakiś wypiek ze skórką pomarańczy? Bo jednak nie rozproszyły ciepła przytulnego wnętrza i wątku ciepłego ciasta.

Wosk zarówno na sucho, jak i w kominku (ja zawsze wrzucam dwie kostki tabliczek Enoia), pachnie mocno, acz nie siekierowo. Rozchodził się średnio długo, ale za to równomiernie i porządnie. Utrzymywał z kolei średnio długo, ale raczej krótko niż długo. Brokatowy efekt bardzo miły dla oka.

Kompozycja wydała mi się ciekawa. Mimo wielu słodkich, ciastowo-ciastkowych nut, miodu i wanilii nie wyszła zbyt jedzeniowo i właśnie ciężko-ciastowo, a tak... zimowo, świątecznie. Trochę iglastych drzew, mandarynki i pomarańcze to wyrównały. Kwiaty z kolei, mimo że też były słodkie, tchnęły rześkość. Zapach ryzykowny, ale podobał mi się (mimo że jednak nie był w pełni "mój"). To Gwiazdka w pigułce - tak wyrazista, że Grinch by pewnie się wystraszył. I na pewno się pomylił, bo myślę, że z takim woskiem, bardzo łatwo o świąteczny nastrój.

8/10

niedziela, 17 grudnia 2023

wosk Enoia Eliksiry

Sosnowy eliksir

Zawsze, gdy czytałam czy oglądałam Harry'ego Pottera, myślałam, że Eliksiry to byłby przedmiot dla mnie. Gdy pomyślałam o klasie w lochach i kociołkach z bulgoczącą zawartością, uśmiech pojawiał się na twarzy. Jednocześnie nie umiem powiedzieć, w jakim kierunku poszłabym, gdybym miała wymyślić kompozycję zapachową oddającą eliksiry. Jakiekolwiek, czy to po prostu jako magiczne substancje, czy przedmiot w Hogwarcie. Na pewno nie wyobrażam sobie tego zapachu tak, jak zaproponował producent Enoia. A jednak mimo to, wydał mi się obiecujący, mimo że nie eliksirowy.

Enoia Eliksiry to zapach inspirowany eliksirami, czyli drzew iglastych, goździków i cynamonu, u mnie jako sojowy wosk "serduszko" ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

Opis producenta
To zapach, który przenosi Cię w magiczny las pełen sekretów i czarów, gdzie aromaty natury splatają się z nutami przypraw, tworząc wyjątkową kompozycję. To prawdziwa podróż przez przyrodę, przyprawy i ciepłe, zmysłowe nuty, które oczarowują zmysły na każdym etapie. Już na samym początku rozpoznajesz świeżość zgniecionych igieł syberyjskiej jodły, które przywołują obraz wspaniałego, zimowego lasu. To jak wdech świeżego powietrza podczas spaceru po leśnych ścieżkach. W sercu Eliksirów ukryte są nuty przypraw, takie jak goździk i liść cynamonu, które rozpalają zmysły delikatną pikantnością. To jak wizyta na jarmarku, gdzie w powietrzu unosi się aromat korzennych przysmaków. Baza tego zapachu jest głęboka i zmysłowa. Nuty cedru dodają mu stabilności i ziemi, podczas gdy kakao i wanilia nadają mu słodyczy i przyjemnej lekkości. Na koniec, zapach unosi się na nutach indyjskiego sandałowca, które nadają mu elegancji i trwałości.


Recenzja

Suchy wosk uraczył mnie delikatnym, leśnym zapachem zielonych liści, mchu porastającego zbutwiałe drewno i przypraw. Korzenna mieszanka zawierała goździki i cynamon, acz bez wysokiej ostrości. Wpisały się raczej w słodycz, zmieszaną z wanilią. Wyobraziłam sobie gorące kakao, mieszające się z drewnianym wątkiem. 

Z kominka pierwsze wymknęły się ostro-słodkie, wręcz przenikliwe goździki i drzewa iglaste. Te mieszały się z drewnem ogółem, drzewami też zielonymi. Przodowały jednak jodły, sosny i dosłownie cały las iglasty zimową porą. Czułam też bowiem wręcz przenikliwy mróz. Wydawał się szczypać, w czym pomogły ostre goździki. 

Pojawiło się więcej korzennych przypraw, z racji czego ostrość nieco złagodniała. Cynamon wprowadził drewno o słodszym charakterze. Pomyślałam o sandałowcu, którego słodycz podkręciła jeszcze wanilia. Może słodkie, waniliowe gorące kakao? Las iglasty zrobił innym nutom trochę miejsca, acz cały czas stanowił istotny element. Do nuty ogólnie drzewnej i drewna sandałowego dołączyło jeszcze jakby zbutwiałe, zawilgocone drewno - wyobraziłam sobie szare, stare... Może jakiś pomost nad zamarzniętym jeziorem w lesie, w którym dominują sosny i jodły? Do głowy przyszedł mi też przymrożony mech - podczas pierwszych przymrozków? Mimo mroźnego motywu, przyprawy korzenne z goździkami na czele i tak pokazały, co potrafią swoją ciepłą pikanterią. W zasadzie podsycała się na zasadzie kontrastu z mrozem.

Suchy wosk pachniał delikatnie, w kominku przy wrzuceniu dwóch serduszek po prostu wyraźnie, średnio mocno. Rozchodził się średnio szybko, a w pomieszczeniu z kominkiem i trochę poza nim pobrzmiewał w jednym miejscu mocniej, w drugim słabiej. Utrzymywał się krótko. Brokatowy efekt wizualny na plus.

Zapach był ładny, ale słaby. Goździki i inne przyprawy korzenne, dużo drzew iglastych i trochę drewna sandałowego, drewna ogólnie ułożyły się w mroźno-ciepłą kompozycję. Nie była taka oczywista, ale jakaś wyjątkowa, zapadająca w pamięć też nie. Z eliksirami, ani tymi jako przedmiot w Hogwarcie, ani eliksirami-miksturami, nie kojarzyło się to wcale. Okazał się wyrazistszy niż na sucho, ale i miałam wrażenie, że w kominku parę obiecujących nut z kolei uciekło.

7/10

wtorek, 5 grudnia 2023

wosk Enoia Klątwa Czarownic

Grzańcowy eliksir
 
Gdy poczytałam o obiecywanych nutach tego wosku, zobaczyłam tytuł, od razu przypomniała mi się zacna świeca Goose Creek Beautiful Creatures. Pomyślałam, że może to być coś "w podobie", więc od razu zdecydowałam się na duży wosk, w postaci tabliczki. Jakoś byłam pewna, że mnie zachwyci. Normalnie, jakbym wypiła jakiś eliksir zauroczenia. Czy miało się to długo utrzymać?

Enoia Klątwa Czarownic to "tajemniczy" zapach grzanego wina, czerwonych owoców i przypraw: goździków i cynamonu, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk "tabliczka czekolady" ok. 55g (czyli 10x5,5g; do kominka wrzucałam po dwie kostki, czyli 11g). 

Opis producenta
Zapach, który przywołuje magiczną aurę tajemniczych nocy i wieczornych obrzędów, wprowadzając nas w mistyczną atmosferę. Ten niezwykle urokliwy aromat przenosi nas do świata grzanego wina, gdzie nuty głębokiej czerwieni, przypraw i owoców skomponowane są w zapierający dech w piersiach sposób. Głównym akcentem Klątwy Czarownic jest intensywny zapach grzanego wina. To jakby niespieszna wędrówka przez kolorowe straganu na jarmarku, gdzie aromatyczne przyprawy i soczyste owoce mieszały się w kociołku, tworząc niezapomniany eliksir. W sercu znajdują się nuty czerwonych owoców, które dodają mu słodyczy i głębi. To jakby soczyste wiśnie, maliny i śliwki, które rozkwitają w nocy i nadają kompozycji soczystego charakteru. Dodatkowo, w Klątwie Czarownic wyczuwalne są przyprawy, takie jak cynamon i goździk, które nadają zapachowi delikatnej pikantności i podkreślają jego zmysłową naturę. To zapach, który otacza Cię ciepłem i tajemniczością, jakbyś uczestniczył w starożytnym rytuale przy blasku świec i pod gołym niebem. Klątwa Czarownic to zaproszenie do magicznego świata, gdzie czas płynie wolniej, a każdy oddech smakuje jak ciepłe, aromatyczne wino podczas chłodnej, wieczornej nocy.


Recenzja

Suchy wosk pachniał przede wszystkim mnóstwem owoców leśnych: jagodami, truskawkami i malinami, jeżynami, ale też kwaśniejszymi wiśniami i śliwkami, które wplotły nutę grzanego wina. Sporo w tym, obok soczystości, ciepła ostrych przypraw korzennych, w tym cynamonu i niemal przenikliwych goździków. Zapach był więc i pikantny, i rześki.

Z kominka pierwsze rozeszły się jagody o podwyższonej słodyczy, która skierowała je w galaretkowo-cukierkowym kierunku. Pomyślałam o ciastkach typu Delicje z galaretką jagodową, do której po chwili dołączyły truskawki i maliny w podobnym klimacie. Soczyste, słodkie owoce z czasem zmieszały się z pewnym ciepłem... sugerującym owocowe, rozgrzewające herbaty i... może nawet grzaniec? Herbaciany grzaniec w wariancie śliwkowym i wiśniowym? Poczułam trochę przypraw korzennych - głównie goździków i cynamonu. Choć ostrawe i ciepłe, miały w sobie pewną rześkość.

Słodycz zrobiła się cięższa, pochłaniając obietnicę kwasku. Pozostawiła trochę soczystości, acz owoce zrobiły się już bardzo cukierkowo-galaretkowate. Królowały jagody i śliwki. Może przewinęły się jeszcze jeżyny? Zostawiły czerwone owoce nieco z tyłu, acz i one długo pobrzmiewały. Przyprawy i słodycz po połączeniu raz po raz ocierały się o ciastkowo-delicjowy wątek. Nie było ich specjalnie dużo, jednak ich pikanteria podkręciła głębię kompozycji, że mimo wszystko nie wyszło zbyt słodziaśnie-ulepkowo. Nie było też ostro... raczej ostrawo i ciepło. Owoce leśne choć stanowiły wątek główny, nie starały się tych przypraw zagłuszyć czy speszyć. Myśli o grzańcu - już zwyklejszym (nie herbacianym), ale wciąż owocowym - raz po raz powracały.

Suchy wosk pachniał bardzo intensywnie, w kominku średnio intensywnie, ale zadowalająco (przy wrzuceniu dwóch kostek na raz). Rozchodzi się szybko, czuć go wyraźnie w pomieszczeniu z kominkiem i nie tylko. Zapach utrzymuje się krótko. Brokatowy efekt wizualny oczywiście dla oka bardzo przyjemny.

Wosk aspirował do ciekawego, ale niestety poszedł w zbyt cukierkowym kierunku. Kojarzył mi się z ciastkami typu Delicje - to akurat ani na plus, ani na minus. Owoce leśne, jagody, śliwki i herbaciane grzańce, nutka zwyklejszego grzańca z cynamonem i goździkami były ładne, ale niestety przesłodzone. Zauroczenie niestety, po konfrontacji z realnym zapachem, opadło. Uznałam, że jest jedynie w porządku i trochę żałowałam, że porwałam się na duży wariant, zamiast np. serduszek.

7/10

środa, 29 listopada 2023

wosk Enoia Hrabia Woskula

Złagodzony wampir?

Niedługo po wosku Hrabia Dracula uznałam, że po prostu muszę go zestawić z Hrabią Woskulą. Opis tego bardzo mi się podobał, jednak zdecydowałam się zamówić tylko serduszka bojąc się, że choć nuty brzmią na moje, to raczej nie mam co liczyć na siekierę.

Enoia Hrabia Woskula to elegancki zapach oddający tajemniczość i przepych, czyli bergamotki, agawy, miodu, kwiatów i przypraw, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

Opis producenta
Hrabina Woskula to zapach, który przenosi cię w świat luksusu i elegancji, emanując jednocześnie delikatnym urokiem i tajemniczością. Ta wyjątkowa kompozycja zapachowa otwiera drzwi do pałacu pełnego bogactwa i przepychu, a jednocześnie ukazuje subtelność i wdzięk w najpiękniejszym wydaniu.
Na samym początku wyczuwasz soczystą bergamotkę, która wprowadza cię do świata Hrabiny Woskula z nutą świeżości i elegancji. Delikatna słodycz agawy i miodu otacza cię jak luksusowy welon, dodając zapachowi wyjątkowego uroku. W sercu kompozycji pojawiają się goździki i jaśmin, tworząc piękny i zmysłowy bukiet. To jak spotkanie się dwóch wielkich miłości - przyprawionej i kwiatowej, które razem tworzą harmonię. Na zakończenie, zapach przechodzi w nuty bazy, gdzie muskus, sandałowiec i wanilia dodają mu głębi i trwałości. To jakby zaproszenie do pałacowego ogrodu, gdzie każdy krok zostawia piękną i trwałą nutę.


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko-pudrowo i kwiatowo, acz pomyślałam o jakiś szamponach i ręcznikach przesiąkniętych kwiatowymi zapachem, np. perfum. Jaśmin przodował i jako "nuta kosmetyczna", i jako świeże, kwitnące kwiaty. Pomyślałam też o miodzie i wanilii... oraz piżmie? Było w tym coś miękkiego. A do tego świeżość, rześkość - znów pomyślałam o prysznicowych motywach, ale też i o świeżych roślinach. Agawie? Syropie z agawy? Wszystko zwieńczyło echo cytrusa, łącząc nuty łazienki z naturalnymi i świeżymi.

Z kominka najpierw  rozszedł się perfumeryjnie kwiatowy zapach. Kojarzył mi się z kwiatami, szamponami i kremami w wariantach kwiatowych. Pomyślałam o przytulnej, wilgotnej łazience, pełnej czystych ręczników. Do głowy przyszło mi też pranie. Wszystko to było ciepłe, przytulne, "tulaśne". Nieco piżmowe? Po chwili rosła słodycz, idąc nieco w waniliowym kierunku. Dołączyły do niej kwiaty, głównie jaśmin, niosący nuty wody, rześkość. Wyłapałam trochę miodu... acz też jasnego, rześkiego. Jakiś miód akacjowy (wyobrażenie, bo nigdy nie miałam z nim do czynienia)? Ogólnie przyszły mi do głowy akacja i zielenie.

Z czasem przemknęło cytrusowo-słodkie echo, a potem i ono zatonęło w kosmetycznej, szamponowej toni. Do tego pojawiło się ciepłe, orientalne drewno - sandałowiec? Jakby we wspomnianej łazience były drewniane szafki, meble, może coś wiklinowego - też nasiąknięte tym wszystkim. Pod wpływem drewnianego akcentu kwiaty z kwiatowych kosmetyków przeszły też w kwiaty po prostu. I konkretnie jasne, mięciutkie, świeże płatki kwiatów. Świeżości nadały im słodkie cytrusy, chyba soczyste pomarańcze.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, a w kominku mocno. Rozchodził się powoli, jakby falami i nie tylko po pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał się niezbyt długo.

Zapach mnie nie chwycił. Niby mocy mu nie brak, ale był jakiś taki... łagodny. Charakteru już zabrakło. Był kwiatowy w kosmetycznym kontekście, całościowo wyszedł bardzo łazienkowo. Szampony i kremy mieszały się z kwiatami, wilgocią, drewnem. Trochę cytrusów czy akacji, niosących świeżość też się w to wpisały. To ma być Hrabia Woskula? Wosk z linii na Halloween? Chyba bardzo złagodzony, rozleniwiony wampir, który zasiedział się pod prysznicem.

5/10

piątek, 24 listopada 2023

wosk Enoia Hrabia Dracula

Różowy wampir

Klikając w zdjęcie tego wosku na stronie Enoia.pl od razu miałam mieszane uczucia, ponieważ różowy kolor ni jak mi nie pasował mi do tytułu. Jak się okazało, do obiecywanych nut również. A jednak brzmiały przekonująco, więc postanowiłam zacisnąć kły na kolor, za którym nie przepadam, i kupić. I to całą tabliczkę, bo coś mi podpowiadało, że warto.

Enoia Hrabia Dracula to zapach oddający "whiskey & jazz" czy też "starą duszę" Hrabiego Draculi, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk "tabliczka czekolady" ok. 55g (czyli 10x5,5g; do kominka wrzucałam po dwie kostki, czyli11g). 

Opis producenta
Przed Wami hrabia Woskula ekhm Dracula, tyle lat plącze się po tym świecie, aż trafił do nas i uwieczniliśmy go na kolejne lata jako zapach whiskey&jazz bo co lepiej oddaje "stara duszę"?


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie, ale w jakby zgaszony sposób. Był słodki, trochę pudrowo-malinowy i ciepły, nieco... tulący? Jakby tak otulić się jakimś kaszmirowym, delikatnym sweterkiem... Czułam też jakby muskające skórę delikatne, świeże płatki kwiatów, które próbowały ugłaskać słodycz karmelowej whisky.

Z kominka najpierw nieśmiało wyłoniły się słodko-pudrowe maliny. Z czasem ich charakter zaczął zmieniać się na słodko-cięższy, przywodzący na myśl syrop malinowy. Syrop ten miał w sobie nieco paloną nutę. Palono-duszone czerwone owoce zahaczyły o jakby malinową whisky, wino...? Bardzo słodkie i trochę kwiatowe. Było to ciepłe, jakbym otuliła się przesiąkniętym tym sweterkiem...

...siedząc w jakimś lokalu z mnóstwem kwiatów, w tym słodko-delikatnych róż o żywym, różowym kolorze. Wyszło to nawet dość ciężko, trochę piżmowo ciepło. Słodycz wydała mi się stateczna i poważna, stonowana drewnem... Meblami drewnianymi? Palony wątek wzbogacił się o nutkę dymu, a mi do głowy przyszły jeszcze beczki, w których leżakuje wino. Także kwiatowe i słodkie, rozgrzewające. Przemknęły mi też skórzane obicia wspomnianych już mebli. Sweterek zaś przemienił się w zamsz. Zwieńczył przytulny charakter wosku.

Suchy wosk pachniał średnio mocno. W kominku początkowo raczej słabo, ale z czasem się nasilił i okazał się dość mocny. Rozchodził się umiarkowanie, niezbyt równo, acz nie tylko po pokoju z kominkiem. Utrzymywał się krótko. Brokatowo-perłowy efekt podczas topienia się wosku bardzo ładnie się prezentował.

Wosk jakoś nie chwycił - przede wszystkim wolałabym siekierę, a nie tak spokojny i w gruncie rzeczy delikatny zapach. Sama jednak kompozycja była ładna i ciekawa. Pudrowe, słodkie maliny i kwiaty, w tym róże, mieszały się z ciężkawo-ciepłym, przytulnym wątkiem. Myśl o beczkach z winem oraz drewno wieńczyły pewien nostalgiczny wydźwięk tego. Z Draculą jednak na pewno się to nie kojarzyło. Podobnie jak do obiecywanego klimatu "whiskey&jazz" nie pasowało. To wosk z halloweenowej linii, a jednak i z Halloween niezbyt się kojarzy. Acz całość była ładna... tylko że po prostu, zwyczajnie ładna i nic więcej.

7/10

poniedziałek, 20 listopada 2023

wosk Enoia Hokus Pokus

Czary mary, w czekoladowe zapachy trochę wiary!

Jako że czarostwo to spora część mojego życia, mam słabość do zapachów, które nawiązują do czarów i magii. Kiedy wybierałam woski ze strony Enoia.pl przed Halloween, okazało się, że jest możliwość wyboru niektórych jako nietoperze ważące 43g. Choć doświadczeniem nauczona, wiedziałam, że czekoladowe zapachy zazwyczaj wychodzą mdląco, opis tego wosku tak mnie... ekhem, oczarował, że uznałam, iż raz się żyje. Padło, że to właśnie Hokus Pokus zamówiłam jako nietoperza - fakt, byłoby kiepsko, gdyby okazał się mdlący, a ja skończyłabym z dość sporym woskiem, jednak chyba bardziej żałowałabym, gdyby okazał się piękny, a miałabym tylko porcję na raz. Zaryzykowałam.

Enoia Hokus Pokus to zapach "magicznym wywarem" i czarami, czyli wiśni, wanilii i czekolady, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk "nietoperz" o wadze 43g (czyli u mnie 4 "porcje" po około 10-11g).

Opis producenta
Hous pokus, czary mary oto zapach pięknej damy! Oto słodki magiczny wywar z wiśni i wanilii zamknięty w tabliczce czekolady by każdego oczarować! 


Recenzja

Suchy wosk pachniał niczym czekoladki z wiśniami w likierze: słodko i kwaskowato. Soczystość wiśni została jednak wkomponowana w wysoką i wszechobecną słodycz. Pomyślałam o wanilii, pudrowych cukierkach owocowych i syropie z wiśni wyraźnie przesłodzonym oraz równie bardzo słodkiej konfiturze z wiśni, malin i śliwek. Ta dopowiedziała nieco paloną nutkę, przypominającą ledwo uchwytne kakao.

Z kominka pierwsze rozeszły się słodkie, owocowe cukierki pudrowe, oddające śliwki. Po chwili pojawiły się maliny i wiśnie. Wszystkie niemal słodziuteńkie. Słodyczy dołożyła jeszcze wanilia i przesłodzona czekolada - powiedziałabym, że ciemna mleczna, bo choć z zaznaczonym kakao, to nie gorzka, ciemna, a łagodniejsza. Wyobraziłam sobie czekoladki ze śmietankowo-owocowymi nadzieniami w pudrowych kolorach. Przede wszystkim po głowie chodziły mi czekoladki wiśniowe, potem trochę śliwkowych. Choć bardzo słodkie, na szczęście zawarły w sobie też soczystość. W porywach nawet obietnicę kwasku? Ten jednak nie nadszedł.

Z czasem kakao zmieszało się z paloną nutą, acz nie gorzkością. Zapach zrobił się nieco cięższy, a wśród czekoladek pojawiły nieco charakterniejsze czekoladki "wiśnie w likierze". Potem wiśnie przegięły z cukrem - wyobraziłam sobie syrop owocowy i przecukrzone dżemy, konfitury z ciemnych i czerwonych owoców. To w nich rozgościła się palona, ciepła nuta. Nasiliła się też wanilia. Pudrowa słodycz kręciła się to tu, to tam, acz nie zajmowała już pierwszego planu jak w pierwszej chwili. Przeplotła ją soczystość i czekolada końcowo o bardziej kakaowym charakterze.

Na sucho wosk pachniał wyraziście i dość mocno, ale wydawał się mieć spokojny charakter. W kominku było podobnie. Charakter miał spokojny, ale czuć go bardzo dobrze i wyraźnie. Był mocny, acz nie siekierowy. Rozchodził się bardzo szybko i równomiernie, nie tylko po pokoju z kominkiem. Utrzymywał się średnio długo. Wizualny efekt brokatowy - cudo.

Zapach był ładny, choć ryzykownie słodki. Na szczęście pudrowe i przesłodzone, cukrowe nuty przemieszały się tu z charakterniejszymi - odrobiną czekolady, likierowo-kompotowym ciepłem. Wanilia i czekoladki, owocowo-śmietankowe nadzienia wyszły ciężko, ale jeszcze nie dusząco. Acz mało brakowało. Pudrowe wiśnie oraz śliwki i maliny były przesłodzone, acz wciąż lekko soczyste i nie tak czysto cukierkowe. Trochę bałam się tej czekolady, lecz wyszła na tyle nienachalnie i niesztucznie, że pasowała. Kompozycja całościowo okazała ciekawa. Choć nie w pełni w moim stylu, doceniam i z przyjemnością powrzucam do kominka, co kupiłam (nie żałuję też wybranej gramatury).

8/10

środa, 1 listopada 2023

wosk Enoia Boo

Bu! Słodki straszak?

Ten wosk dostałam jako gratis do zamówienia, co uważam za bardzo miłe i jestem firmie Enoia bardzo wdzięczna. Otóż zapachy, które nawiązują do duchów, bardzo mi się podobają, ale po przeczytaniu opisu tego, uznałam, że dla mnie to będzie za słodkie i zamiast cudnych, upiornych duchów mogłabym liczyć co najwyżej na duszka Kacpra. A jednak biały, nawiązujący do duchów wosk ciekawił... stąd cieszę się, że dostałam właśnie ten! I to, że było to jedno serduszko (5g) pozwoliło sprawdzić, czy nie będzie przesadą wrzucenie dwóch serduszek na raz, czy woski mi się nie wyleją itp. (bo inne zapachy pokupowałam po dwie sztuki, jako że dotąd miała do czynienia z woskami o wadze ok. 10g... logika podpowiadała, że dwa serduszka wyjdą dobrze, ale skoro nie wiedziałam, jak się te woski "zachowują" - wolałam sprawdzić na jednym).

Enoia Boo to zapach inspirowany duchami, czyli miodu i cydru, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g.

Opis producenta
Czy duszki mają zapach? Mają swój biały kolor i  słowo przewodnie a teraz a teraz także zapach BOO oddający ich jestestwo! Cud miód i cydr, to naszym zdaniem idealnie pasuje do duszków.


Recenzja

Wosk na sucho uderzył zapachem słodkiego, naturalnego miodu wielokwiatowego, normalnie prosto z ula. Wręcz czułam jego kleistość, drapanie w nosie. W tle przemknął likierowy wątek... Miód pitny? I drobna soczystość owoców... Może jakiejś słodkiej masy jabłkowej słodzonej jasnym miodem?

Z kominka najpierw rozeszła się niedookreślona, ale jakby wręcz urocza, słodycz oraz soczystość. Pomyślałam o kandyzowanych cytrusach (pomarańczy? cytrynie?) oraz o... jabłkach? Kwaskowatej, ale też posłodzonej (miodem?) masie jabłkowej?

Zaraz wszystko zalał jasny, wielokwiatowy miód o drapiącym charakterze. Był słodziutki i wszechobecny, acz z tła soczystość, akcent kwasku nieco go przełamały... Pomyślałam o cydrze lub grzańcu jabłkowym, ale bez nuty alkoholu. Na pewno bardzo, chwilami cukierkowo-miodowo słodkim. Zaczęło się to zmieniać w... niealkoholowy miód pitny? Z czasem jednak soczystość i owoce zniknęły w toni jasnego, wiejskiego i "swojskiego" jasnego miodu.

Suchy wosk pachniał delikatnie. W kominku w zasadzie też, acz udało mu się "zapachnieć" nawet nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Zapach rozchodzi się raczej powoli, ale konsekwentnie, pobrzmiewa jakby miejscami i falami, po czym słabnie, gdy świeczka wciąż się jeszcze pali. Utrzymywał się krótko. Zaskoczeniem było, że podczas topienia się, wosk okazał się brokatowy, perłowo-złoty - piękny!

Wosk był ładny, bo naturalnie miodowy, acz nie za słodki, nie dusił. Co prawda był delikatny, więc nie wiem, jak ta kompozycja sprawdziłaby się, gdyby była silniejsza (a ja wolę z zasady siekiery... tylko żeby nie dusiły słodyczą!). Dostałam "porcję na raz", czyli pojedyncze serduszko o wadze ok. 5g, a ja zawsze do kominka wrzucam kostki mające ok. 10g. Jasny, swojski "miodzik" z soczystością cytrusowo-jabłkową jakiś słodkich rzeczy z tych owoców to przyjemny duet, ale za nic nie kojarzy mi się z duchami... jakimikolwiek ani z Halloween. Podobnie nie przemawia do mnie taka delikatność - czuć... niedosyt. Ale i potencjał. Bo... nie taka straszna ta słodycz wyszła.

7/10

piątek, 6 października 2023

wosk Enoia Wosk, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać

Cichy zachwyt?

Czy jestem potteromaniaczką? W jakimś stopniu chyba tak. Ciągnie mnie do potterowych motywów, także gdy chodzi o zapachy świec i wosków. Gdy przypadkiem trafiłam na stronę nieznanych mi ręcznie robionych wosków Enoia i zobaczyłam limitowaną serię Halloween, zainteresowałam się. A gdy dostrzegłam nawiązania do Pottera, przepadłam. Wiedziałam, że muszę coś z tego przetestować. Padło na inspirację Voldemortem, nic dziwnego, skoro gustuję właśnie w mrocznych klimatach. Testowanie zaczęłam co prawda od innego zapachu, ale ze względu na jego temat uznałam, że post trochę poczeka (takie tam zakrzywienie czasoprzestrzeni).

Enoia Wosk, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać to zapach inspirowany Voldemortem z Harry'ego Pottera, czyli lasu, kwiatów i oudu, u mnie jako sojowy wosk "serduszko" ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

Opis producenta
Wosk, którego imienia nie wolno wymawiać, to podróż przez świat czarów, gdzie każda nuta to kolejna strona zaklęcia, a każde spojrzenie na niego otwiera drzwi do nieznanego. To zaproszenie do magicznego świata, w którym rzeczywistość splata się z fantazją. Pozwól się uwieść jego hipnotycznym aromatom i odkryj tajemnice ukryte w głębi tego zapach. Na samym początku, w nutach górnych, wyczuwa się eksplozję aromatu marakui, który łączy się z różowym pieprzem i paczulą, tworząc niezwykle zmysłowy akord. To jakby pierwsze zaklęcie rzucone na tajemniczą podróż przez świat niewidzialnych mocy. W sercu tego tajemniczego zapachu rozkwita bukiet kwiatowy, w którym dominują jaśmin, konwalia i palisander. To jakby magiczny ogród pełen kwiatów, które wydają się zaklęte w wiecznym blasku księżyca. Na zakończenie, w nutach bazy, pojawia się mistyczna i ciepła esencja wanilii, oudu i ambry. To jakby finałowy akt w magicznym spektaklu, gdzie wszystkie siły koncentrują się w jednym punkcie, emanując tajemniczą siłą.


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko i chłodno, rześko. Wyobraziłam sobie las mieszany, pełen dzikich kwiatów: konwalii i innych drobnych, wzmocnionych jaśminem. Do tego pojawiła się spokojna, poważna nuta drewna. Suchego i jasnego, a także sporo mchu. Wosk był lekko ciepły i zarazem... wilgotnie lesisty. Do głowy przyszła mi ziemia, mech i dzika mięta o jakby chłodnawym charakterze oraz echu męskich perfum... Wszystko to mieszało się z goryczkowatą ostrością pieprzu. Czułam też słodycz ciężką, jakby waniliową i ciepłą, niejednoznaczną. Wszystko przeplótł lekki kwasek drzew iglastych oraz słodko-kwasek egzotycznych owoców.

Po pokoju szybko rozszedł się zapach lasu, w którym odważnie zaznaczyła się wilgotna ziemia i wręcz namacalnie mięciutki zielony mech. Głębię tej wizji uwypuklił ostro-goryczkowaty czarny pieprz. Pieprz mieszał się z drewnem i wonnym mchem, roślinami, podkreślając ich dzikość. Drewno i mech wydały mi się na swój specyficzny sposób ciepłe, tulące. Z czasem zahaczyły o męskie perfumy... czy raczej miękką, flanelową koszulę przesiąkniętą nimi. Jakby ktoś w takiej szedł przed las mieszany, z poważnymi drzewami liściastymi i kwaskawymi iglastymi. Było to świeże i... słodkie. Niczym dzikie kwiaty, w tym konwalie, dzwonki i jakby wilgotny, rześki jaśmin. 

Jaśmin zasugerował późną porę... niczym noc latem w lesie, w którym oprócz kwiatów rośnie sporo słodko-goryczkowatych ziół. Pomyślałam o słodko-chłodnej mięcie, wrzosie... Złagodzonych wanilią i przeplecionych kwaskiem marakui, która poniekąd też wpisywała się w męskie perfumy drzewno-ziołowe i kwaskawe.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie. W kominku był dość intensywny, ale nie siekierowy (do kominka na raz wrzuciłam dwa serduszka, czyli 10g, a czynność powtórzyłam dwukrotnie). Zapach rozszedł się bardzo szybko i to nie tylko po pokoju z kominkiem, a prawie po całym mieszkaniu. Był równomiernie i dobrze wyczuwalny, średnio długo. W dodatku topiący się wosk okazał się przepiękny - brokatowy.

Kompozycja bardzo mi się podobała. Złożony leśny zapach drzew, drzew iglastych i mchu z kwiatami i ziołami, przepleciony egzotycznym kwaskiem i męskimi perfumami, kojarzący się z letnią nocą w tajemniczym lesie to coś, co mogłabym wąchać bez końca. Świetnie też pasuje do nazwy, kojarzył mi się z Zakazanym Lasem z Pottera, w którym mógłby chować się Voldemort. Szkoda, że nie był bardziej siekierowaty. To wosk tak ciekawy, że aż nie wiadomo co powiedzieć i przyjemnie jest go wąchać w milczeniu.

9/10