sobota, 23 września 2023

wosk / świeca Goose Creek Snuggle With Me

Lato w jesień wtulone 

Nie ukrywam, że akurat ten wosk kupiłam ze względu na etykietkę... Kociary ze skłonnościami do zakupoholizmu nie mają lekko. I tak jednak dobrze, że w Polsce wreszcie ten zapach pojawił się też jako wosk, bo jeszcze parę miesięcy temu były tylko świece i moje części osobowości skąpa oraz rozsądna musiały się sporo napracować, by wytłumaczyć tej dziecinnej, że naprawdę kupienie czegoś tak drogiego dla obrazka kota jest bez sensu... Nuty bowiem w większości brzmiały zacnie, jednak bałam się, czy nie będzie to za słodkie. Kot bowiem słodki był.

Goose Creek Snuggle With Me to słodko-ciepły, jesienny zapach owoców, kwiatów i drewna, u mnie jako wosk (w opakowaniu 59g, czyli 6 kostek po ok. 10g).

Opis producenta
Chwyć koc i wtul się, gdy chłodna jesienna bryza wpada przez otwarte okna.
Nuty zapachowe: kaszmir, miód, cytryna, kwiat czarnego bzu, jasne drewno


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko i wyraźnie cytrynowo. Trochę jak lemoniada? Soczystość mieszała się z ciemnym miodem (pikantnie cierpkawym?) i ciepłem przypraw, drewna, słońca przywodzącego na myśl ostatnie ciepłe dni jesienią. Z soczystością cytryny mieszał się las, drzewa... może trochę kwaskawego igliwia. Czułam też białe kwiaty albo właśnie mocno kwiatowy miód oraz cierpkie owoce.

Z kominka pierwszy rozszedł się duet słodyczy i cytryny. Wyobraziłam sobie słodką, choć soczyście kwaśną lemoniadę, która po chwili zaczęła się zmieniać w herbatę z cytryną, posłodzoną miodem. Herbaciany motyw podkreśliły na moment drzewa, drewno, a po paru chwilach niemal go przysłoniły.

Cytryna pobrzmiewała delikatnie, utrzymując soczystość. Wplotła też goryczkę skórki. Suszonej? Ta znów podbiła drzewny akord. Pomyślałam o lesie mieszanym, w którym przeważają kwaskawo-rześkie drzewa iglaste. Sosny i trochę liści z czasem połączyły się z białymi kwiatami. Wkroczyły delikatne, jasne róże oraz wielokwiatowy miód. Przywodził na myśl ukwiecone pole z przełomu lata i jesieni, ogrzewane słońcem, które wciąż nie może pożegnać się z letnią porą. Soczysta cytryna przywołała do siebie czarne owoce. Na pewno czułam czarny bez oraz czarne porzeczki. Chyba zaplątało się wśród nich trochę słodszych malin i jagód. Bez połączył kwiaty z owocami, jako że oprócz owoców wplótł do kompozycji wątek syropu z kwiatów bzu. Charakterem mieszał się z miodem. Herbata natomiast zmieniła się w słodki, drzewno-kwiatowy ciepły napar, doprawiony lekko słodko-ciepłymi przyprawami.

Wosk zarówno na sucho, jak i w kominku pachnie bardzo intensywnie, wręcz siekierowo. Rozchodzi się w sekundę, nie tylko po pomieszczeniu z kominkiem i jest świetnie wyczuwalny. Zapach utrzymuje się długo - kilka godzin.

Całość zachwyciła mnie. Nieoczywisty splot słodyczy miodowo-kwiatowej, z czasem nieco syropowej jak syrop z kwiatów i owoców oraz herbaty, drzew i lasu, zestawiony ze słodko soczystymi nutami cytryny i owoców leśnych: czarnych porzeczek, jagód, malin i bzu, zachwycił mnie. Klimatem oddawał przełom lata i jesieni, coś wspaniałego! Można by rzec, że... to schyłek lata, jesienną otulony.

10/10

sobota, 16 września 2023

wosk Goose Creek Guilty

W czym wina tkwi?
 
Na swoje nieszczęście od razu kupiłam kilka nowych zapachów Goose Creek, więc gdy odkryłam spadek jakości, było już za późno. Po tym, jak ze smutkiem stwierdziłam, że linia męskich zapachów nie satysfakcjonuje, bez przekonania wrzuciłam do kominka ostatni z kupionych z tej serii. Miałam tylko nadzieję, że po powąchaniu, jak to topiący się wosk pachnie, nie zacznę nikogo i niczego obwiniać o to, że kupiłam... 

Goose Creek Guilty to zapach "psotny i odurzający; winny", u mnie jako wosk (w opakowaniu 59g, czyli 6 kostek po ok. 10g).

Opis producenta
Odważny i psotny, ten zapach jest odurzający. Ktoś knuje coś niedobrego...
Nuty zapachowe: skóra, bergamotka, zamsz, kardamon, mech, cedr, drzewo sandałowe, bursztyn


Recenzja

Suchy wosk pachniał nieco gorzkawo ciężkimi przyprawami: kardamonem, pieprzem i starym, suchym drewnem. Pomyślałam o korze, a także skórzanej odzieży, przy których zaznaczyła się subtelna, szlachetna słodycz. Drewno zawarło jednak też jakby lekką wilgoć, odrobinę ziemi... Wyobraziłam sobie ciemną, dolną część lasu i mech. Tliła się tam odrobinka cytrusowego, goryczkowatego kwasku. Całość utrzymana była w klimacie męskich perfum. 

Z kominka pierwsze rozeszły się słodkie, rześkie zioła i orzeźwiający motyw jakby męskiego żelu pod prysznic, w którym pojawiły się cytrusy i goryczka. Goryczka rosła, otwierając drogę ciepłu przypraw. Kardamon, pieprz i anyż zawirowały, po czym rozeszły się na wszystkie strony, zarysowując swoją goryczkowato-ostrą ciężkość na drewnie.

Czułam mnóstwo starego, suchego drewna, w które wpisało się ciepło. To jednak też motyw lasu i mchu w jakiś letni dzień. Jakby tak od wszędzie wyczuwalnego gorąca uciec właśnie w bardziej świeże miejsce. Świeżość i rześkość nakręcił lekki kwasek należący do cytrusów. Limonka, pomarańcza i bergamotka trzymały się "męskiego wątku", który zdążył zmienić się w perfumy. Drewno zrobiło się jeszcze cieplejsze, a mi do głowy przyszła skórzana odzież. Przesiąknięta dobrymi perfumami z nieco anyżowo-ziołowym echem.

Zapach był mocny i na sucho, i w kominku. Rozchodzi się błyskawicznie, niemal w sekundę i rozbrzmiewa bardzo wyraźnie. Utrzymuje się długo, bo aż do następnego dnia, mimo otwartego okna.

Wosk spodobał mi się, bo nie dość, że porządnie mocny, to jeszcze interesujący. Piękny, męski - to przede wszystkim, ale było w nim coś niejednoznacznego i niespotykanego. Męski perfumy z ziołami, cytrusami, drewnem oraz sporą ilością przypraw idealnie zgrały się do wyobrażenia o ucieczce od gorąca w las latem, a nuta skóry stanowiła świetne zwieńczenie tego wszystkiego. Czy te szczegóły były winne zachwytowi? A jakże!

9/10

poniedziałek, 4 września 2023

wosk Goose Creek Suit & Tie

Ugrzeczniony krawatem

Kocham męskie zapachy, męskie perfumy (oczywiście te dobre), ale jednocześnie nie przemawiają do mnie świece czy woski "dla mężczyzn", dedykowane dla nich. Na etykietach niektórych w dodatku pojawiają się wizerunki panów, które... w moim odczuciu raczej wzrok płci przeciwnej mogły by przyciągać. Dla kogo więc są woski z serii "dla mężczyzn" Goose Creek? Niezbyt mnie obchodziło, co założył sobie producent, miałam nadzieję, że dla mnie. I choć z panem z etykietki na żaden wieczorowy bal bym się nie wybrała, to zapach zapowiadał się... elegancko i kusząco.

Goose Creek Suit & Tie to zapach inspirowany wieczorowym strojem męskim, u mnie jako wosk (w opakowaniu 59g, czyli 6 kostek po ok. 10g).

Opis producenta
Za chwilę rozpocznie się wieczorny bal. To wymaga garnituru i krawata!
Nuty zapachowe: musująca bergamotka, kalifornijska cytryna, leśna szałwia, kwiat jaśminu, białe przyprawy, mech dębowy, białe drewno, czyste piżmo


Recenzja

Suchy wosk uderzał mnogością nut w męskim tonie. Mech i drewno mieszało się z ciepłem przypraw i soczystością. Ta była subtelna, ale ewidentnie kwaśna. Pomyślałam o mieszance cytryny, limonki i może grejpfruta, mieszających się z... kwaskawymi ziołami? Szałwią? Obok ziół odnotowałam słodkie kwiaty. Kwiaty zmieszały soczystość i rześkość z drewnem. To kojarzyło się z mięciutkim mchem, lasem... wyprawą po lesie jakiegoś ciepłego, pogodnego dnia, kiedy to ucieka się od słońca coraz głębiej w wilgotny, acz wciąż ciepły, las.

Z kominka pierwsza rozeszła się delikatna, słodka nuta jakby wilgotnego, kwitnącego jaśminu i innych drobnych kwiatów oraz równie wilgotnego mchu. Ten miał w sobie pewne ziołowe, roślinne ciepło. Pomyślałam o mięciutkim mchu w lesie, pełnym aromatycznych ziół i drobnych kwiatów. Konwalii, dzwonków? Przytuliły się do jaśminu.

W leśnym wątku znalazło się też drewno, drzewa. Oczami wyobraźni zobaczyłam masywne pnie, korę pokrytą mchem... Korę miejscami odpadającą, korę i drewno leżące na ziemi, wilgotniejące od roślin i pokryte mchem. Ziołowa goryczka przedstawiła się jako szałwia, a z czasem dołączyła do niej goryczka cytrusów. Te były niczym z dobrych, męskich perfum. Przodował grejpfrut, a tuż za nim słodsza pomarańcza i kwaśna cytryna. Zrobiło się po chwili jeszcze kwaśniej, goryczkowato - przemknęła limonka. Raz czy drugi do głowy przyszedł mi pot maskowany męskim dezodorantem, ale na szczęście to było przelotne i prawie nieuchwytne. Cytrusy przemieszawszy się ze słodkimi kwiatami i spokojnym, gorzkawym drewnem uspokoiły się i... jakby osiadły w mięciutkim, wilgotnym mchu.

Suchy wosk pachniał dość mocno, a w kominku też jedynie w miarę mocno. Niestety nie był siekierą, na jaką liczyłam. Niemniej wyraźnie go czuć w całym pokoju dość szybko. Rozchodził się równomiernie, a utrzymywał długo - pobrzmiewał jeszcze kolejnego dnia, mimo okna otwartego na noc.

Zapach był ładny, kwiatowo-leśny, dużo w nim drewna i mchu, cytrusów oraz ziół. Miał bardzo męski charakter. Nie za słodki, mimo słodyczy, przyjemnie poważny, a jednak czegoś mi brakowało. "Tego czegoś", aż trudno sprecyzować. Podobnie z intensywnością mogłoby być nieco lepiej. Wtedy mogłabym się zakochać. Tak to... zapach był za bardzo uładzony, wygłaskany - taki faktycznie wepchnięty pod krawat, "sztywny", gdyby była mowa o człowieku.

8/10

czwartek, 24 sierpnia 2023

świeca / wosk Kringle Candle Crisp Apple & Sage

 Jabłko & zawód

Dzień po..... pomyślałam, że urządzę sobie jabłkowe porównanie. Gdy dostrzegłam ten zapach Kringle, uznałam, że może być genialny. W głowie siedział mi bowiem Kringle Candle Pumpkin & Sage i choć nie jestem fanką za bardzo owocowych zapachów, do jabłek w kompozycjach zapachowych ostatnimi czasy się przekonałam. Tym bardziej, że zawsze pewne wyjątki były. Należały do nich właśnie wszelkie "zielone jabłuszka".

Kringle Candle Crisp Apple & Sage to zapach chrupiącego jabłka i szałwii; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Nuty chrupiącego, słodko-kwaśnego jabłka Granny Smith ze szczyptą cytrusów i limonki. Charakter szałwii podkreśla akord jaśminu.
Nuty górne: jabłko, szałwia
Nuty środka: jaśmin, limonka
Nuty dolne: drewno sandałowe, cukier


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie rześko kwiatowo, trochę ziołowo, do czego podkradła się jakby nuta szamponu do włosów, czegoś kosmetycznego, prysznicowego. Czułam słodycz i kwaśność jabłek raczej zielonych, ale nie tylko. Wzbogacił je jaśmin i kwasek bardziej ziołowy. Wszystkiego jednak trzymało się kosmetyczno-cukierkowe, o wręcz słodziutkim charakterze, echo.

Z kominka pierwsze rozeszło się delikatne, słodkie jabłko. Nie było jednak zbyt jednoznaczne, a przykryte kwiatami. Po chwili poczułam jaśmin z jakby wodnistą nutką. Wyobraziłam sobie jabłka pokryte rosą i naciągający, łagodny napar z ziół. Raczej słodkich? W tle przewinęła się szałwia i drobny kwasek.

Z czasem kwaśność wzrosła w soczystym kontekście. Poczułam limonkę i trochę cytryny, których trzymało się echo jakby nieco prysznicowo-szamponowe. Wyobraziłam sobie kosmetyki w owocowych wariantach oddających limonkę, cytrynę i jabłka. Jabłka kwaskawe zielone oraz znacznie słodsze czerwone. Słodkie, że aż nieco cukierkowe? Zioła odeszły na tyły, gdzie zmieszały się z poważniejszą, stonowaną nutką drewna. Chyba zaplątała się tam też skórka cytrusowa.

Wosk na sucho pachniał dość intensywnie, zaś w kominku średnio mocno. Rozchodził się w tempie średnim, trochę leniwie i niezupełnie równomiernie. W końcu jednak udało mu się rozbrzmieć w całym pokoju i trochę poza nim. Utrzymywał się średnio długo.

Suchy wosk pachniał średnio, ale jeszcze tak, że pomyślałam, że może coś z niego wyjść. W kominku niestety zupełnie rozczarował, bo prysznicowo-cukierkowe echo przeszkadzało jabłkom z cytrusami (głównie limonką). Odrobinka drewna czy kwiatów były w porządku, jednak ziół i szałwii czuję ogromny niedosyt. Nastawiłam się na naturalną kompozycję, owocowo-ziołową, a tu cukierkowa sztuczność przy niedomaganiu pewnych obiecanych nut. Wosk pachniał summa summarum nawet ok, ale niesatysfakcjonująco. Żałowałam, że nie miałam możliwości kupienia kostki, bo tak zostałam z całym opakowaniem. Nie było to bowiem jabłko z szałwią, a jabłko z rozczarowaniem.

6/10

środa, 16 sierpnia 2023

wosk / świeca Goose Creek Wild Green Apple

Nietypowa zieleń

Jakoś stosunkowo niedawno dotarło do mnie, że... bardzo lubię zapach dosłownie "zielonych jabłuszek" i jakoś brakuje mi tego w kolekcji wosków. Miałam do czynienia z kompozycjami zielono jabłkowymi, owszem, ale w zasadzie żadna z nich nie była w 100 % tym, czego szukałam, mimo że większych zarzutów do żadnej nie miałam.

Goose Creek Wild Green Apple to zapach zielonych jabłek, u mnie jako wosk (w opakowaniu 59g, czyli 6 kostek po ok. 10g).

Opis producenta
Zapach chrupiących i soczystych zielonych jabłek, pokrytych wiosenną, poranną rosą.


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnym, kwaśno-słodkim zielonym jabłkiem czy wręcz dosłownie "jabłuszkiem". Soczystość jabłka podkreślił akcent świeżości, zielonych liści, wiatru... i kwiatów? Te wplotły subtelną słodycz, za którą odnotowałam też poważniejsze, jakby spokojne drewno.

Z kominka błyskawicznie rozeszła się kwaśno-słodka, bardzo soczysta woń zielonych jabłek. Zupełnie, jakbym wgryzła się w takie jabłko. Kwasek wydał mi się nieco podsycony cytryną, a samo jabłko po chwili przybrało postać niemal "zielonego jabłuszka", specyficznie kwaśnego, choć i ze słodyczą, w typowy sposób dla tego typu wariantów zapachowych.

W tle pojawiły się słodkie, delikatne i jakby wilgotne kwiaty. Wyobraziłam sobie również zielone liście, powiewające na wietrze. Wszystko to było lekkie i rześkie, a z czasem stonowane odrobiną poważniejszego, szlachetnego drewna. Oczami wyobraźni widziałam jasne. Delikatne drzewa o cienkich gałązkach z zielonymi listkami oraz drewno namokłe... jakby pomost nad spokojnym jeziorem? Na którym to beztrosko siedzi się, chrupiąc jabłko po jabłku. Pomiędzy zielonymi raz po raz zaplątało się znacznie słodsze i czerwone. A także bardzo słodka i soczysta gruszka. W udany sposób mieszała owocowość z wątkiem kwiatów z tła.

Suchy wosk pachniał bardzo intensywnie, a w kominku wręcz siekierowo intensywnie. Rozszedł się dosłownie w sekundę i zrobił to równomiernie. Czuć go bardzo wyraźnie i długo, przy czym ani na chwilę nie tracił na intensywności. 

Zapach rozkochał mnie w sobie. Soczyste, kwaśne zielone jabłka wsparte jabłkami słodszymi, gruszkami i kwiatami mieszały się z rześkością zielonych liści, wiatru i jakby nutką wody, jeziora. Podkreśliło je poważniejsze drewno, "zielonemu jabłuszku" dodając szlachetności. Zieleń więc nie tylko - jak to się mówi - uspokaja, ale też zachwyca! To kompozycja niby prosta, ale nie powiedziałabym, że powszechna. To zielone jabłko z ciekawym urozmaiceniem. To chyba najlepsze zapachowe jabłko, z jakim miałam do czynienia. Przebiło wosk Yankee Candle Forbidden Apple, świecę Delight Candles Zielone Wzgórze, a także też intrygującą kompozycję Goose Creek Apple Gathering.

10/10

czwartek, 10 sierpnia 2023

EBM Creations Pink Lilac & Willow

Zachwyt bez różowych okularów?

Wierzba to moje zodiakalne drzewo, a wygląd wierzb płaczących po prostu uwielbiam. Pomijam, że na samą myśl o Bijącej Wierzbie z Harry'ego Pottera twarz sama mi się uśmiecha. A do tego lilak... No, tego wosku nie mogłam ominąć!

EBM Creations Pink Lilac & Willow to sojowy wosk o zapachu bzu lilak i wierzby; u mnie jako wosk (w opakowaniu 90,7g, czyli 6 kostek po ok. 15g).

Opis producenta
Orzeźwiający liść mandarynki osiadł pośród niebieskiej wierzby, lilii wodnych i bzu połączony z zielonymi nutami dzikiego bambusa i pól magnolii nad czystym piżmem.


Recenzja

Suchy wosk uderzył słodkim, jakby nieco wilgotnym zapachem żywego, kwitnącego bzu lilak, z wyraźnie wytrawniejszym, drzewnym tłem. Ono również wydawało mi się żywe, wilgotne... Jak mokre od deszczu drzewa? Czułam też kwiaty wodne i jakiś owoc. Gruszkę deserową? Było w tym  wszystkim ciepło... jakby wiosennego słońca, w którym wszystko kwitnie i dojrzewa.

Z kominka pierwszy rozszedł się zapach kwitnącego bzu o jasnych kwiatach. Już było jasne, że kompozycja należy właśnie do bzu lilak. Wyobraziłam sobie kwiaty jasnofioletowe, różowe, o bardzo słodkim charakterze. Zawarły w sobie rześkość, pewną wilgoć... Zupełnie jakbym szła rano wśród bzu i trawy, pokrytej jeszcze rosą. Pomyślałam o wodnych kwiatach: nenufarach i liliach. Oprócz samych kwiatów w kompozycji spory udział miały też nuty ich masywnych, zielonych łodyg i liści.

Kwiaty, podkreślone wodą i zielonymi roślinami, z czasem przywołały do siebie trochę poważniejszej, drzewnej nutki. Wyobraziłam sobie drzewa o delikatnych gałązkach z mnóstwem zielonych liści, które witają się z pierwszymi promieniami słońca i którymi powiewa wiosenny wietrzyk. Wietrzyk, niosący ciężkawą, ale jakże cudowną, jakby esencjonalną słodycz kwitnącego właśnie bzu lilak. To właśnie on w kompozycji rządził od początku do końca.

Na sucho wosk pachniał średnio (średnio+) intensywnie, ale wyraźnie, dosadnie. W kominku okazał się bardzo mocny. Rozszedł się błyskawicznie i nie tylko po pokoju z kominkiem. Pachniało wyraziście i autentycznie. Zapach utrzymywał się średnio długo.
Efekt wizualny - brokatu mieniącego się od różu po fiolet - cudowny.

Wosk mnie zachwycił - i wcale nie musiałam na niego patrzeć przez "powiedzonkowe" różowe okulary. Wyraziście mocny, ciężko słodki w pełni autentyczny, naturalny sposób - dosłownie, jakby to właśnie bez wąchała. Nutki zielono-wodniste, drzewa i inne kwiaty opiewały dominujący, cudowny bez lilak. To chyba jedna z najlepszych kompozycji EBM, jakie miałam. 

10/10

sobota, 5 sierpnia 2023

wosk / świeca Goose Creek Wild Mint & Birch

Dzika słodycz

O ile akurat ta etykietka do mnie nie przemówiła, tak obietnica nut zapachowych? Owszem. Uwielbiam brzozy - od lat intrygują mnie wyglądem, ale również ich energia wydaje mi się... jakaś taka bliska. Miętę uwielbiam po prostu, w wielu formach, a ich połączenie? Nie jest oczywiste, więc kolejny element przekładający się na kliknięcie "zamów". I oto jest.

Goose Creek Wild Mint & Birch to zapach mięty i brzozy, u mnie jako wosk (w opakowaniu 59g, czyli 6 kostek po ok. 10g).

Opis producenta
Oczyszczająca umysł mieszanka dzikiej mięty i brzozy.
Wiodące nuty zapachowe: zielone liście, mięta, gardenia, brzoza i wanilia


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodziutką, aż nieco cukierkową miętą oraz wanilią. Pomyślałam o cukrowo-lukrowym kremie miętowym, ale na szczęście z suszoną miętą i naparem z niej w tle. Ziołowość mięty podkreśliła odrobina delikatnego drewna. W wyobraźni widziałam jasne drewno - nie wiem, czy na pewno brzozę, ale jasne. Przy ziołach i mięcie pojawiły się też suszone liście po prostu, bliżej niedookreślone.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz wanilii z rześko-chłodniejszym echem mięty. Słodka, zielona mięta dopiero wanilię doganiała... Aż w końcu dogoniła i rosły już razem. Były bardzo słodkie, aż duszne i... cukrowe? Wyobraziłam sobie miętowy lukier, właśnie coś cukierkowego. Może lekko sztuczny krem miętowy rodem z czekoladek/czekolad?

Z czasem jednak pojawiła się lekka goryczka. Przedstawiła drzewa, które podkreśliły w mięcie bardziej ziołowy aspekt. Wciąż odznaczała się chłodem i słodyczą, ale te zrobiły się naturalniejsze. Obok, przy drzewnej nucie, poczułam jakby świeżość wiatru, kołyszącego gałązkami... brzozy? Myślałam o jasnym drewnie i kwitnących drzewach. Leciutki kwiatowy wątek związał się z wanilią. Podkręciły się nawzajem, ale odkąd mięta zmieniła się z cukierkowej w naturalną, świeżą i zieloną, dominowała. Do głowy przyszedł mi też lekko posłodzony napar z delikatnej mięty. Miała jeszcze cukrowo-sztuczniejsze echo, ale to zdawało się pomykać bokami. Drewno podszepnęło bowiem jeszcze miętę suszoną - kolejną nutkę starającą się rozbić lukrowość.

Suchy wosk pachnie średnio intensywnie, w kominku nieco mocniej. Zapach rozchodzi się w miarę szybko i równomiernie. Gdy już to zrobi, czuć go wyraźnie nawet poza pokojem z kominkiem.

Kompozycja częściowo bardzo mi się podobała. Mięta, jej rześko-chłodna słodycz, i jasne drewno, chłodny wietrzyk oraz liście z kwiatami cudnie wyszły w połączeniu. Nawet wanilia pasowała, choć tu było jej za dużo. Niestety jednak czułam parę nut cukierkowo-lukrowych, przesłodzonych i sztucznawych, które psuły efekt. Wszystko harmonijne, zgrane... tylko właśnie ta słodycz jakaś taka toporna wyszła, jakby na dziko się tu wepchnęła bez zaproszenia. Acz całość i tak była w miarę niezła, nawet z tymi wadami. Żałuję jednak, że władowałam się w ten cały wosk.

7/10