czwartek, 28 stycznia 2021

wosk Kringle Candle Peppermint Cocoa

Zatkało kakao, taki piękny zapach?

Czekoladę kocham, ale w tabliczkach, nie gorącą. Gorące kakao też nie znajduje się w kręgach mojego zainteresowania, ale zdarzyło mi się takie pić w górskim schronisku, więc skojarzenia są miłe. Jako że w tabliczkach połączenie z miętą uwielbiam, a aromatem takowych mogłabym się upajać godzinami, uznałam, robiąc większe zamówienie, że ten wosk musi trafić do mojej kolekcji, bym porównać go mogła z innymi. Szkoda, że nie znałam potwornych Kringle: Hot ChocolateCocoa wcześniej, to za nic bym sobie tego nie zrobiła. A tak? Przed wrzuceniem do kominka autentycznie się bałam!

Kringle Candle Peppermint Cocoa Wax Melt to wosk o zapachu miętowego gorącego kakao od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).

Opis producenta:
Otulający aromat gorącego kakao ze słodką miętą zadawalające każdego smakosza, zwłaszcza w chłodniejsze dni.
Nuty górne: mięta pieprzowa
Nuty środkowe: czekolada, wanilia
Nuty dolne: bita śmietanka

Recenzja

Wosk na sucho pachniał intensywnie chłodząco-gryzącą, słodką miętą o trochę olejkowym podszyciu oraz tanią czekoladą, a raczej czekoladopodobnymi figurkami. Było to bardzo, bardzo słodkie, zalatujące plastikiem i parafiną, że aż nieco mdlące. Na szczęście mięta ratowała sytuację, trochę wydobywając kakao.

Po ogrzaniu wosk konsekwentnie roznosił mocno miętowy aromat. Była to mięta chłodząca i aż gryząca, intensywna. Połączyła ziołową nutę z olejkiem, co było lekko goryczkowate. Jej akurat daleko do sztuczności, przemycała za to swoistą słodycz.

Słodycz z czasem rosła, niestety w coraz mniej rześkim kontekście. Kumulowała się taka "słodyczowa", lukrowa, cukrowa... Podrasowana przecukrzoną, tanią czekoladą lub nawet figurkami czekoladopodobnymi. Tanie kakałko miało się w najlepsze, szlachetności brak. Pojawiła się mdląca bita śmietanka, taka... tłusto-pełna, jeszcze nasilająca ciężar słodyczy. Nie było to jednak strasznie chemiczne... bardziej jak jakiś krem do rąk czy mydło.

Mięta próbowała się przeciwstawić, jednak po tym wyszła nieco karykaturalnie, mentolowo. Udało jej się wprawdzie z czasem wydobyć też nieco kakao... zwyczajnie kakaowego, całkiem w porządku, ale to nie wystarczyło.

Zapach okazał się siekierowo intensywny. Rozchodzi się błyskawicznie i trwa długo. Gryzie i przytłacza, że łatwo o ból głowy.

Zupełnie mi się to nie podobało. Mięta, jedyny element mający potencjał, została zepsuta beznadziejnie czekoladopodobną nutą. Nutki kakao, jakie mięta próbowała wynieść na wierzch były normalne tylko w porywach. Niewypał, a jednocześnie... nie taka tragedia. Przeciętniak do bólu; na pewno nie dla mnie.

5/10

wtorek, 26 stycznia 2021

świeczka / wosk Yankee Candle Ebony & Oak

Serce wiewiórowi z "Epoki Lodowcowej" zabiłoby szybciej?

Ciężko o kategorię, w której nie lubiłabym drewna... Nuty w czekoladach, winach, zapachach, a nawet drewniane rzeczy... po prostu do mnie przemawiają. Zbutwiały ze mnie leśny dziad? Może, ale liczyłam, że ta świeczka dziadowska nie będzie. Co prawda nie leżał mi efemeryczny kolor wosku, ale cóż... to ma pachnieć, a nie wyglądać!

Yankee Candle Ebony & Oak to świeczka o zapachu hebanu i dębu, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Elegancki, świeży zapach, łączący hebanowe i dębowe nuty z eukaliptusem, sosną, paczulą i lawendą.

Recenzja

Gdy tylko zbliżyłam się do świeczki jeszcze nawet nierozpakowanej, poczułam delikatną słodycz i drzewa. Wydźwięk wydał mi się lekki, zupełnie nieprzytłaczający, ale z charakterem i głębią. Na sucho wyraźnie czuć drzewa, ich korę, jednak... oczami wyobraźni patrzyłam również na drewniane meble. Do głowy przyszła mi też "słodycz chłodnawa", co w połączeniu przełożyło się na szyszkowo-iglastą sugestię.

Głębia nasiliła się przy paleniu. Normalnie aż chce się w tym drzewnym, wyrazistym, a jednocześnie niemal kwiatowo-słodkawym aromacie zapuścić korzenie na dłużej. Zdecydowanie dowodził dąb, ale wokół niego kręciło się wiele innych nut.
Otulały, niosąc rześkość lasu iglastego, chłodny powiew. Ten był delikatny, wręcz pieszczotliwy, ale... nie ciepły na pewno. Poczułam coś lekko miętowego, eukaliptusowo-kwiatowego, a po chwili też... liście? Odrobina ziołowości czy kwasku wpisywała się w ogólną dosadną, wytrawną, ale niesiekierową drzewność.
Tu odnalazła się bardziej drewniano-drzewna nuta. Zupełnie, jakbym rozsiadła się na drewnianej ławce. Wyraźnie czułam drewniane meble - takie... "drewno uładzone". Może nie jestem znawczynią tematu, ale do głowy przyszedł mi mahoń i nieco pikantniejsze, dębowe nuty. Wciąż były spokojne, należące do grubych pni drzew i drewna. Po prostu. Tylko i aż tyle.

Intensywność na sucho była średnia, ale po ogrzaniu zapach rozszedł się szybko i dał się poznać jako dobrze wyczuwalny. Swoje trwał, ulatniał się po pewnym czasie. Nie mam ani do czego się przyczepić, ani czym się zachwycać.

To kwiatowo-drzewny słodkawy zapach z charakterem. Wydał mi się taki... muskający, subtelny, a jednak dosadnie drewniano-drzewny w przekazie. Podobało mi się to, jak również, że to wydanie bardziej "nasze", chłodne (wzbogacone o miętę / eukaliptusa) niż orientalne. Taka ciekawostka.

8/10

niedziela, 24 stycznia 2021

wosk / świeca Goose Creek Staying Home

Ciężar domowej słodyczy?

Co też koty robią z człowiekiem? - parę razy zadałam sobie takie pytanie przy zakupach. Czy to opakowanie czekolady z kotem, czy etykietka wosku... i zdarza mi się zapomnieć, że daną rzecz przyjdzie mi (kolejno) zjeść lub wąchać. Toż to nuty są istotne, nie szata! A jednak... Gdy zobaczyłam tę etykietkę wiedziałam, że muszę ją mieć i aż bałam się sprawdzić nuty. Na szczęście, okazały się całkiem w porządku. Od razu jednak przypomniał mi się wosk Warm & Welcome. Czy nie wyjdzie zbyt podobnie? Czy nie będzie zbyt słodko-ciężko? Cóż... chciałam zrobić podobne zdjęcie (z Luną), ale niestety ona trochę sparafrazowała nazwę na "staying bed" i za nic nie chciałam wyjść spod koca na sesję.

Goose Creek Staying Home to zapach ciepło-słodki, oddający urok pozostania w domu podczas chłodnego deszczu, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Relaks w domu podczas gdy pada zimny, jesienny deszcz. Ten ciepły i kojący zapach jest idealny na zaproszenie rodziny i przyjaciół.
Nuty górne: słodki i ciepły bursztyn, świeża bergamotka
Nuty bazowe: mandarynka, lekko ciepła wanilia
Nuty dolne: paczula, drewno sandałowe, kaszmir


Recenzja

Na sucho wosk otulił mnie kwiatowo-ziołowymi perfumami damskimi, których słodycz oparła się na mięcie i wanilii. Pomyślałam o suszonych kwiatach i ciepłych, miękkich tkaninach, przy których zaplątała się cytrusowa mgiełka. Mimo to, zapach wcale nie był taki typowo kobieco kwiatowy, ponieważ suszone motywy wiązały się z ziołami i drewnem, które podkreśliło je i nadało pozytywnej ciężkości.

Po ogrzaniu wosk roztoczył słodko-ciepły splot przypraw i ziół, przez który pomyślałam o kwiatowo-słodkiej herbacie ziołowej. Mignęła mi subtelna nutka cytrusów, jednak to napar bardziej zwracał na siebie uwagę. Zrobił się waniliowy. Po chwili wzrosła kwiatowość, przywłaszczając sobie suszony motyw ziół.

Dodały kompozycji cięższego charakteru, choć były w pewien sposób chłodne (jak mięta? szałwia?). Oczami wyobraźni widziałam drewniane meble. Nuty drzewne cudownie odprowadziły słodycz w poważniejszą stronę. Oto poczułam się, jakbym otulała się miękkim szalem / tkaniną, nasiąkniętymi dobrymi, kobiecymi ale ciężkimi perfumami. Raz po raz wydały mi się jednak aż... gryzące? Może ten szal był... z właśnie gryzącej wełny? Było ciepło, choć pewien chłód dało się zarejestrować; trzymał jednak dystans. Podsuszony motyw dopuścił do siebie lżejszą nutkę cytrusową, która wpisała w niejednoznaczny chłód soczystą rześkość. Powiedziałabym, że to... słodka, ale z wyraźną goryczką... mandarynko-pomarańcza? Za tą charakterniejszą optowało drewno i nawet pewna ziemistość. Od jakiegoś czasu po ogrzaniu do końca przemykała w chłodzie w oddali.

Intensywność zapachu na sucho zapowiadała się średnio-mocno, jednak w kominku wosk uderza ogromem nut, nie przytłaczając jednak niczym, a popisując się głębią w gruncie rzeczy wcale nie innowacyjnej czy wyjątkowo kreatywnej kompozycji.

Zapach słodki, waniliowo-kwiatowy, a podrasowany drzewami i ziołami nie wyzbył się milusio-otulających elementów. Zawarł pewną ciężkość, był nieco perfumowo-konkretny, ale w dobrym stylu. Ciekawie dołożył do tego chłód, jakby w oddali. Takie kontrasty już się wąchało, jednak tu... wydają się wyjątkowo dobrze oddawać tytuł u etykietę. Dokładnie: bycie w cieple, a spoglądanie na chłód za oknem. Zapach taki, że aż w sumie chce się zostać w domu i coś takiego wąchać! To... miłe uziemienie w domu. Żaden tam ciężar na barkach, a głęboka odsłona w sumie... klasyków. Okazał się zupełnie inny niż Warm & Welcome, ale na podobnym poziomie (choć osobiście wolę podlinkowany; jest w nim coś dziwnie uzależniającego).

8/10

piątek, 22 stycznia 2021

świeczka / wosk Yankee Candle Warm and Cosy

Przytulne przytłoczenie

Uwielbiam drzewne nuty w każdym wydaniu. Tym razem naszła mnie ochota na jakieś nieiglaste. Ciepło-przytulna, beżowa świeczka wyglądała mi na drzewny otulacz, idealny na zimowy wieczór, kiedy to już trochę padałam na twarz. Liczyłam, że dane mi będzie zaciągnąć się drewnem, coś mnie otuli. Spokojny kolor wosku sprawił, iż byłam pewna, że nie będzie to nieprzyjemne uderzenie dechą w twarz. Czy jednak warto oceniać świeczki po kolorze? Raczej nie. Lepiej po nutach obiecywanych przez producenta - te jednak umocniły stanowisko, że będzie miło (inaczej wosku bym nie kupiła).

Yankee Candle Warm and Cosy to świeczka oddająca klimat nocy przy ognisku, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Piękna noc przy ognisku; owijasz się miękkim kocem i wdychasz świeże nuty cedru, kaszmiru i eukaliptusa.
Nuty górne: balsam, mięta pieprzowa, eukaliptus
Nuty środkowe: kaszmir, drzewo cedrowe, złoty bursztyn
Nuty dolne: paczula, palone drewno, piżmo

Recenzja

Na sucho wosk pachniał dość słodko i delikatnie. Ciepłe, jasne drzewo otulała leciutka, słodziutka mięta i delikatne tkaniny: mięciutkie szale i apaszki. Kryły świeżo ścięte, jeszcze żywe drzewo od chłodu, który w kompozycji też odegrał istotną rolę. 

Po rozgrzaniu wosk roztoczył słodko-chłodny splot mięty i eukaliptusa, które oplotły drzewa. Wydało mi się to przytulne, milusie i delikatnie słodko-korzenne. Szal ze słodkawych roślin przełożył się na obraz delikatnej tkaniny, przesiąkniętej kobiecymi perfumami.

Podrasował to charakter świeżo ściętego drzewa. Oczami wyobraźni widziałam jasne drewno (liściaste), wonne i w pewien sposób ciepło-korzenne. Lekka pikanteria... zdawała się tlić pod kobieco-szalowym skrzydłem. Ta lekka korzenność połączyła się z miętą, częściowo ją pochłaniając. Za plecami (gałęziami?) drzew, splotły się w końcu w pudrowo-cukierkowy klimat. Drzewa zasugerowały lekką goryczkę... paloną? Suszono roślinną? A kobiece szale zrobiły się ciężkie, oplatały aż przyduszając.

Zaplątała się w tym dziwna, jakby przypudrowana i ciężka suszkowatość. Ciepło było "lizane" leciutkim przeciągiem, choć chłodek zniknął. Słodka przytulność została wystawiona na próbę, ale trwała do końca, idąc w dziwnie bawełniano-waciane, przytłaczająco słodko-mdłe nuty.

Moc zapachu wyszła średnio. Niby było wyraziście, rozchodziło się bez problemu, ale nie była to siekierowa intensywność. A szkoda. Mimo to, było w nim coś męcząco ciężkiego. Zapach ulatniał się na szczęście szybko.

Drzewo raczej liściaste ze słodko-chłodnymi wątkami podobało mi się, dopóki nie poszło w tym dziwnym, słodko-pudrowym kierunku. Ciepło i bardziej otulające wątki mogłyby być intrygujące, ale... porzucenie chłodku i lekkości zepsuło efekt. Ta dziwna ciężkość za bardzo męczyła, jednak żałuję, że nie było to tak mocne, jak bym sobie życzyła. Zapach jakby... snuł się; jakby nuty nie wiedziały, czy mogą sobie pozwolić na więcej.

6/10

środa, 20 stycznia 2021

wosk / świeca Goose Creek Snow Covered Trees

Serce nie z kamienia

Nie lubię zimy, zimna i śniegu. Owszem, całkiem miło wspominam zabawy na śniegu w dzieciństwie, jednak doskonale też pamiętam szczypanie mrozu, a potem uczucie umierania, wrażenie, że kończyny odpadają, kiedy to dochodziłam do siebie w domu przy kaloryferze. Lata stania na przystankach i obrywanie ostrym śniegiem po twarzy, śnieg w butach, gdy brnęłam przez zaspy zasłoniły mi urok skrzącego się niczym brokat w słońcu śniegu i jego skrzypienie pod nogami. Nie lubię trafiać na śnieg w górach, ale tam, w naturze jeszcze mogę go tolerować z miłości do górsko-leśnych klimatów. Liczyłam na to, że ten wosk rozpuści me serce właśnie z tymi lepszymi sytuacjami się wiążąc.

Goose Creek Snow Covered Trees to zapach drzew pokrytych śniegiem, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta:
Mroźne płatki śniegu okrywające świąteczne choinki.
Nuty górne: zimowe cytrusy, padający śnieg, przymrożone igły jodeł
Nuty bazowe: mrożony eukaliptus, szyszki sosnowe, jodła syberyjska
Nuty dolne: świerk niebieski, chłodne piżmo


Recenzja

Wąchając na sucho, po zamknięciu oczu poczułam się, jakbym przeniosła się wśród sosny, jodły i inne, wonne drzewa iglaste. Oczywiście świeże i... oprószone śniegiem. Czułam chłód i słodycz, przez co pomyślałam o mięcie i anyżu, chłodnym powiewie... niosącym też rześkość. Także tą iglastą, drzewną i nieco w tym kwaskawą. Daleko w tle snuły się cytrusy.

Po rozgrzaniu wosk roztaczał przede wszystkim sosny, ale też ogólnie drzewne nuty roślin iglastych, otulone słodko-miętowym chłodem. Dosłownie czułam grube, żywe pnie, ich korę... Żywe, świeże i przyozdobione mnóstwem gałęzi z zielonymi, kłującymi igiełkami. To sosny, jodły, świerki... Wszystkie rześko-chłodne i wkomponowane w słodką, ziołową toń. Czułam też ścięte drzewko i lekko słodkawo-goryczkowatą, żywiczną nutę. Drzewny charakter i zielona nuta iglasta były cudowną jednością...

Podkreśloną ziołami i ich chłodząco-goryczkowatym motywem. Poczułam słodką miętę, ale nie tylko. Odnotowałam tu coś wręcz pikantnego... ostrego? Jak igiełki drzew. Po chwili do głowy przyszły mi też charakterne, słodko-eukaliptusowe męskie perfumy (albo pianka po goleniu jakiegoś przystojniaka?). Z czasem rześki, zielony eukaliptus zrównał się z drzewami iglastymi. 

Tu wkradła się pewna przenikliwość... poprzez chłód i rześkość dobiegły do tego wszystkiego cytrusy. Nieco goryczkowato-skórkowe, ale i soczyste, bliżej nieokreślone. Nieśmiało przemykające w tle, kryjące się wśród... drzew.

Wosk już na sucho odznaczał się wysoką intensywnością. Rozchodził się szybko i trwał długo nawet po zgaszeniu podgrzewacza. W paleniu to prawdziwa siekiera, uderzająca pozytywnie głębią i nutami.

Uważam ten wosk za wspaniały. Cudownie drzewny, wyraźnie sosnowy, przy czym to czysta natura osadzona w przyjemnie mroźnym (ale nie przesadnie wychładzającym) klimacie, otulona poważną i charakterną słodyczą. Intensywność również pierwszej klasy! Taką zimę rzeczywiście można kochać, po prostu... nie da się tu zachować serca z kamienia - od razu aż przyspiesza!

10/10

poniedziałek, 18 stycznia 2021

kadzidełka Kamini Gothic Rose

Róża na gn... cmentarzysku

Uwielbiam zapach róż, ale warto przy tym zaznaczyć, gdy przybierają charakter mroczniejszy, a mniej np. kobiecy, romantyczny. Cmentarne, ciężkie, kwiaciarniowe - to jest to, co cenię najbardziej. Gotycki styl mi do tego pasuje, a co więcej pasuje do mojej osobowości, choć sama w tym stylu za często sięnie ubieram. Kadzidełka o takim zapachu, w dodatku z księżycem w pełni na kartoniku, wydawały się wręcz stworzone dla mnie.

Kamini Gothic Rose to zapach "gotyckiej róży", wykonany na bazie mieszanki sproszkowanego drewna, żywic i olejków eterycznych; u mnie w formie naturalnych kadzidełek patyczkowych, których w opakowaniu jest 10 (15g).



Recenzja

Wyjęte z opakowania kadzidełko już na sucho pachniało wyraźnie ciężkimi, jakby zawilgoconymi płatkami róż. Wyobraziłam sobie ciemną, chłodno-wilgotną kwiaciarnię pełną róż. Były ciężkie i nieco podszyte ostrawymi, charakternymi przyprawami korzennymi. Za nimi kryły się... znicze. Płonące, wygasłe i jeszcze niepodpalone - do wyboru, do koloru!

Po rozpaleniu kadzidełko uderzyło nieco właśnie korzenno-drzewną nutką. Dym i kadzidlana nuta mignęły... po czym zasugerowały suszone płatki róż. Te jednak nie zabawiły zbyt długo na pierwszym planie, bo obok pojawiły się róże jako kwiaty śwież...sze. Ciężkie, wonne. Zawilgocone i nieco przegniłe... Aż nieco w tym słodkawe. Wyobraziłam sobie ciemną, wilgotną kwiaciarnię, do której mało kto zagląda. Róże w niej wyszły tak... ziemiście cmentarnie. Niektóre niczym zmieszane z czarną, wilgotną ziemią, inne podsuszone... Ciężkie, lekko kościelne... i z nutą kadzidła (takiego, które kojarzy mi się z mszą; moim wyobrażeniem o niej). Był w tym uzależniający chłód i ciężko-różany, aż kręcący w nosie element. W tle doszukałam się nutki tlących się zniczy, stojących wieczorem na cmentarzu i dogasających już.

Kadzidełko spalało się średnio szybko, jak na mój gust za szybko. Dymiło się mocno, dzięki czemu zapach błyskawicznie się rozchodził. A miało co się rozchodzić - cudo intensywnie siekierowe.

Zapach okazał się przecudowny. To róże w wydaniu mrocznym i dosadnym, takim... kadzidlano-zawilgoconym, cmentarnym. Zakochałam się.

10/10

sobota, 16 stycznia 2021

świeczka / wosk Village Candle Rio Carnival

Niech karnawał trwa!

Uwielbiam motywy karnawału w sztuce, twórczości, ale sama karnawałowa zabawa nie jest specjalnie w moim stylu. Jestem raczej typem "nudziary" i dobrze mi z tym.
Fenomenu tego w Rio poniekąd nie rozumiem tak na swój użytek, ale w sumie... nie dziwi mnie, że ludzie potrzebują i czegoś takiego. Gdybym jednak stanęła przed zadaniem stworzenia jego zapachu... na pewno nie poszłabym w kierunku nut wypisanych przez producenta. Te jednak, ich zestawienie, bardzo mi się spodobało, więc wystarczy dodać do tego piękną etykietkę i proszę bardzo - kupiłam natychmiast, jak tylko ją zobaczyłam w sklepie online.

Village Candle Rio Carnival to zapach oddający zapach karnawału w Rio, u mnie jako votive / sampler 61 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Nuty zapachowe: świeża bryza morska, biała lilia, róża z dodatkiem piwonii, drzewo tekanowe i sandałowe

Recenzja

Na sucho świeczka pachniała mnóstwem kwiatów jasnych, słodkawych i ciężkawych, takich... wilgotnych - pokrytych rosą? Z chłodnej i zawilgoconej kwiaciarni? Czułam również kwiaty w wydaniu bardziej perfumowym oraz po prostu subtelne perfumy męskie, podrasowane charakterem drzew (chyba nieco orientalnych) i rześką mgiełką. Trochę zahaczało o skojarzenie z wiatrem od wody, niosącym kwiatowość właśnie. Słonawym wietrzykiem?
Po rozgrzaniu wosk roztoczył po pokoju chłodnawy powiew, a oczami wyobraźni zobaczyłam kwiaty poruszane przez wietrzyk, który się wśród nie wemknął. Zapach wydał mi się nieco męski, koloński, ale też zakrawający o ten... wiatr od morza?

Był coraz mocniejszy, porywistszy i pobudził ich woń. Odważnie odezwały się kwiaty: ciężko-słodkie, jakby wilgotne od późnej pory i może jakieś wodne? Pomyślałam o nenufarach, ale też liliach i... różach? Zrobiło się aż ogrodowo-dusznie.

Mnóstwo kwiatów zeszło się z charakterem męskich perfum. Pomyślałam też o słonawym drewnie wyrzuconym na brzeg i... drewnie ogółem. Może słodkawo-kadzidlanym? Jakby obok ciężkich kwiatów pojawił się ciężki dym? Z czasem jakby wmieszał się w perfumeryjnie-orientalnych tony i mnóstwo kwiatów o wielkich pąkach.

Zapach był dość intensywny, ale nie siekierowy. Rozchodzenie się wprawdzie trochę trwa, ale potem już jest wyraźnie wyczuwalny i utrzymuje długo, ani przez sekundę nie męcząc.

Zapach rzeczywiście wydawał się nieść klimat wielobarwnego, roztańczonego tłumu przystrojonego w kwiaty i pióra. Który kroczy wśród "dymu" aromatów i barw, późnym wieczorem i... bawi się szampańsko. Kuszące, wonne kadzidła i odrobinka orientu, seksowne perfumy... wszystko to dosłownie kłębiło się w swej ciężkości, a chłodno-rześki wietrzyk chwilami przecinał, by zabawa mogła trwać w najlepsze jak najdłużej. Piękne to i niespotykane. Jeśli tak pachnie karnawał, jak dla mnie może trwać i trwać!

10/10