wtorek, 7 września 2021

kadzidełka Song of India Moksha Bliss Masala Incense Namo Amitabha Buddha

Nieskończona ziemia

Lubię indyjskie przyprawy, indyjską kuchnię, zapachy, a i ogólnie indyjskie, wschodnie klimaty są mi miłe. Wierzenia buddyjskie i związana z nimi medytacja może nie do końca, ale temat wydaje mi się ciekawy (może do zgłębienia w przyszłości). Na razie mój wzrok przyciągnęły kadzidełka nieznanej marki w eleganckim opakowaniu i z ciekawym opisem. "Namo Amitabha Buddha" (w chińskim: "Namo Amituofo", w japońskim: "Namu Amida Butsu") to mantra do medytacji dla nieskończonego światła, nieskończonego życia i nieskończonej mądrości.

Song of India Moksha Bliss Masala Incense Namo Amitabha Buddha to zapach indyjskich przypraw, ziół i olejków do medytacji w celu odpędzenia złej karmy i skupieniu umysłu; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach, których w opakowaniu jest 15 gramów (u mnie 14 szt.). Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).

Opis producenta
Jakościowe przyprawy, zioła, ekstrakty z kwiatów, egzotyczne olejki i inne naturalne składniki o pozytywnym wpływie.


Recenzja

Na sucho kadzidełka uderzały ziemistym zapachem, który kompleksowo wzbogacały o słodko-ostrawe przyprawy i słodycz suszonych kwiatów... a także i płatków nieco żywszych. Wydała mi się ciężka, ale jednocześnie subtelna i nieprzytłaczająca. Z ziemią mieszał się cynamon, ciepło-goryczkowate nuty np. kardamonu, kozieradki i coś kwiatowo-przyprawowego, ziołowego jak liście świeżej kolendry (?), ale niedoprecyzowanego. Doszukałam się w tym nuty henny (?), którą kojarzyłam z Imperial Maharani Incense Sticks Heena.

Z palonego kadzidełka rozeszła się wilgotna, czarna i lekko goryczkowata ziemia oraz świeże, słodko-ostre zioła. Chyba także kwiaty. Pomyślałam o białych (np. jaśminie?), otulających i subtelnych, ale mieszających się z charakterniejszymi. Oczami wyobraźni patrzyłam na świeżą, zieloną kolendrę, a potem coraz więcej ziół i roślin.

Także takich suszących się. Z czasem kompozycja nieco rozgrzewać, ocieplać lekką ostrością. Pojawiły się przyprawy korzenne, a więc cynamon, kardamon i kozieradka... Ale nie tylko one. Przejawiały goryczkę, idealnie mieszającą się i nakręcającą z ziemią. Musiała być zawilgocona, ale... jakby wręcz słodkawa? Tak korzennie-ostro... jakby wymieszać ją z goździkami? I odrobinkę zapleśniałym echem. Znów pomyślałam o hennie, znanej mi z innych kadzidełek. W kompozycji krył się pewien tajemniczy "brud".

Kadzidełka pachną intensywnie niepalone, na sucho. W trakcie palenia są średnio, choć zadowalająco intensywne, a dymu idzie duża ilość. Gdy rozejrzałam się po pokoju, był cały zadymiony.
Zapach utrzymuje się długo i wyraźnie czuć go także z pozostałego pyłku.

Całość bardzo mi się podobała ze względu na mocną ziemię nasyconą słodko-ostrymi korzennymi przyprawami. Wolałabym jednak, by była jeszcze mocarniejsza podczas palenia - to pasowałoby do nut.

Czy pozwalają skupić umysł? Czy pasują do nieskończonej mądrości, światła...? Powiedziałabym, że poniekąd tak, acz ta dosadna ziemistość raczej kojarzy się ze sprawami przyziemnymi, więc z wiedzą sprawdzalną, namacalną jak już (nie w rozumieniu jakiegoś oświecenia). Moc jednak... do medytacji na skupienie umysłu chyba adekwatna.

9/10

niedziela, 5 września 2021

wosk / świeca Goose Creek Pure White Sands

Perła wśród plażowych wosków?

Kolejny wosk, o którego kupienie nie posądziłabym samej siebie jeszcze jakieś kilka miesięcy temu. Odkryłam jednak, że cierpkawo-goryczkowate, słonawe męskie kompozycje bardziej plażowe potrafią mi się spodobać, czego przykładami są choćby Bridgewater Nantucket Coast, GC Mahogany Driftwood, GC Boardwalk Mahogany. Tu, do ładnej etykiety, doszły nuty sugerujące właśnie coś takiego, więc obstawiałam, że będzie to kolejna perełka do kolekcji.

Goose Creek Pure White Sands to zapach oddający czysty, biały piasek, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Zapach wyspiarskiego deszczu i czystej, białej plaży wypełniający powietrze.
Nuty górne: morska bryza, zielona herbata, bergamotka, grejpfrut
Nuty bazowe: tropikalne piaski, jaśmin, lawenda
Nuty dolne: wetiwer, bursztyn


Recenzja

Na sucho wosk pachniał rześko i średnio mocno. Poczułam odrobinkę soli, mieszającej się z wytrawniejszą "zieloną" nutą (ogórkiem?) i owocami: cytrusami, melonami. Wprowadziły wodnisto-słodki, egzotyczny aspekt, w swej świeżości zmieszany z kwiatami. Do głowy przyszedł mi damski, kwiatowy (jaśminowy etc.?) dezodorant. Dalej doszukałam się nawet pewnego ciepła. 

Ciepło okazało się wyraźniejsze w kominku. Dołożyło się do klimatu delikatnego, kwiatowego damskiego dezodorantu. Pewna zwiewna kobiecość, kwiaty odsłaniały lekko soczyście owocowe akcenty. Może jakieś lekkie, nie za słodkie melony (np. zielone?), coś niby gruszkowego...

Soczystość zmieniła się w rześkość, która była jak słonawy wietrzyk od wody na plaży z jasnym piaskiem rozgrzanym słońcem. Nasiliło się ciepło, a wraz z nim słonawa woda. Choć... cały czas wydawała się nieśmiała. Wiązała się z wytrawnością, mieszającą się z wodą jak... algowata zielona herbata? Algi... wodorosty, wilgotne rośliny...? I kwiaty... znów słodsze.

Pojawiło się więcej kwiatów, przypominające o dezodorancie. Owoce zmieniły się w bardziej cierpkawe - grejpfruty? Odrobinkę limonki? Coś je jednak rozmyło, przykryło. Jakby obawiały się pokazać wyraźniej. Do głowy przyszły mi różne białe, wilgotne kwiaty. Otulające wszystko inne swymi delikatniusimi, płatkami.

Zapach na sucho był delikatny, a by się rozejść z kominka, potrzebował sporo czasu. Jak już to zrobił, też nie było za co go chwalić. Trzymał się bowiem calutki czas delikatnego poziomu. Wydawał się bardzo ulotny, niezbyt uchwytny.

Jak dla mnie całość wyszła za łagodnie. Może oddali klimat bieli, białych piasków, ale wypisane przez producenta nuty dosłownie niedomagały. Delikatne kwiaty, lekka plaża, odrobinka owoców, w tym cytrusów, podkreślających kobiecy, zwiewny wydźwięk. Liczyłam na bardziej siekierowo-męski charakter. Liczyłam się z orzeźwieniem i pewną delikatnością, ale jednak nie taką... aż zbyt delikatniusią. Już nawet na sucho wydawał się charakterniejszy (acz może nie mocniejszy).
Może jest to swego rodzaju "biel", na pewno jednak nie biel perły jako żadna tam perełka wśród wosków (plażowych czy jakichkolwiek). Dobry pomysł, ale wykonanie nie te.

5/10

piątek, 3 września 2021

świeczka / wosk Yankee Candle Home Inspiration Golden Dusk

Zmierzch zachwytu nad YC

Mam wrażenie, że lata świetności Yankee Candle jakoś zupełnie mnie ominęły. Gdy trwały, świece wydawały mi się drogie i za wieloma jedynie tęsknie patrzyłam. W dodatku i tak tylko w internecie, bo w ówczesnym miejscu zamieszkania nawet bym nie miała, gdzie jakąś dostać. A zapachy niedostępne w Polsce? Ach, to już w ogóle było marzeniami. Gdy w dorosłym życiu zaczęłam te "cuda" poznawać, w końcu obudziła się we mnie wręcz niechęć do marki. A ten zapach wciąż jednak patrzyłam z lekką ciekawością (bo już i tak był dawno kupiony?) z racji tego, że w sumie... ani za wiele o nim znaleźć nie mogłam, ani linii "Home Inspiration" w zasadzie nie znam.

Yankee Candle Home Inspiration Golden Dusk to świeczka o zapachu oddającym złoty zmierzch, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Czysty, cichy zapach końca dnia - rześkie powietrze i jezioro wśród drzew.

Recenzja

Zapach na sucho to połączenie karmelu i kwiatów z soczystością dojrzałych owoców - może brzoskwiń? Wszystko to było skąpane w cieple słońca. Kojarzyło się z jedzeniem lodów o tych smakach w domu wypoczynkowym nieopodal leśnego jeziora. Jakby na jego balustradzie wywiesić wilgotne, bawełniane ręczniki? Im dłużej wąchałam, tym więcej pokazywało mi się roślin, kwiatów i drzew liściastych. Czułam rosę na nich.

Z kominka po rozgrzaniu rozeszło się słodkie ciepło słońca, świecącego letniego dnia, kiedy to temperatura zupełnie nie daje się we znaki, jest rześka i przyjemna. Może to poranek, gdy drzewa i kwiaty są pokryte rosą? Wyraźnie czułam wodę, całkiem sporo. Wyobraziłam sobie jezioro, nad którym pochylają się zielone drzewa liściaste.

Słodycz obecna od początku wzrosła. Pojawiały się kwiaty, białe i jakieś wodne, także drobne... konwalie, fiołki? Rosła i rosła, a wilgoć wydała mi się coraz soczystsza. Odnotowałam słodkie, choć wodniste owoce - średnio dojrzałe brzoskwinie? Pomyślałam o twardych, delikatnych bananach... Podkręconych jednak kwaskawym ananasem i brzoskwiniami, to pewne. Może to jakieś delikatne, wodniste lody / shake'i owocowe? Zapach wydał mi się z czasem rozmyty, niejednoznaczny. Słodko rozmyty, ale za to... ciepły w sposób bardziej kwiatowo-cynamonowy. Karmelowo-cynamonowy? Jakby tak podsypać do owocowych deserów przypraw, co zaczęło się trochę gryźć i męczyć. Z czasem przybrało to wydźwięk "jedzeniowych", damskich perfum lub żelu pod prysznic. Tu pojawiły się także bawełniane, wilgotne ręczniki i... kwiaty bawełny? Jakieś takie lekkie echo.

Moc na sucho była bardzo w porządku, a w kominku uderzała, po czym pobrzmiewała epizodycznie, jakoś nierównomiernie, z czasem nasilając się nagle i męcząc. Coś pojawiało się ładnego, potem rozmywało, zaleciało dziwne etc. Rozchodziło się to szybko i trwało średnio długo.

Całość niby wyszła w porządku, ale brakowało tu charakteru, "ładu i składu". Kompozycja niczym się nie wyróżniająca, lekka, ciepło-słodkawa. Trochę owoców i kwiatów, woda, wysoka słodycz, perfumeryjność... Trochę pomieszanie z poplątaniem, nijakość bez konkretów. Dołożyła się do narastającej niechęci do marki.

6/10

środa, 1 września 2021

wosk / świeca Goose Creek Ocean Breeze

Nieśmiała bryza

Może to dziwne, ale zawsze, gdy w dzieciństwie ojciec zabierał mnie nad morze, po góra drugim dniu dość miałam słonawego powietrza, wiejącego od morza. Wolałam jeziora (obecnie zaś w ogóle nie lubię wczasów nad wodą, unikam ich). A jednak niektóre kompozycje zapachowe, o ile są dostatecznie męskie, właśnie morskie potrafią mi się bardzo spodobać.

Goose Creek Ocean Breeze to zapach tropikalnego deszczu, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Poczuj świeże, chłodne powietrze, siedząc nad morzem i wdychając letnie kwiaty i orzeźwiającą, morską bryzę.
Nuty: świeże powietrze, morska bryza, jaśmin, plażowe kwiaty


Recenzja

Suchy wosk uderzył soczystymi owocami i rześkimi kwiatami. O ile pierwsze były dość niejednoznaczne, lekko po prostu kwaskawo cytrusowe, tak kwiaty ewidentnie były białe i dzikie. Przejawiały wilgoć, życie od nich aż biło. I mimo kwiatowej delikatności miękkich płatków... lekka surowość? Pomyślałam o rosnących w surowych, chłodnych warunkach. Chwilami wyłapywałam też odrobinkę soli jako słonej wody.

W paleniu wosk wyszedł bardziej kwiatowo, początkowo znacząco delikatniej. Rozchodził się jaśmin, poganiany dzikimi i bardziej surowymi kwiatami wystawionymi na chłodniejszy klimat.

Po kwiatach, w ich wilgoci, pojawiały się nieśmiałe cytrusy, wsparte delikatnymi, egzotycznymi i słodszymi owocami. Pomyślałam o pitai, wyjątkowo delikatnym mango... Słodyczy dodały im kwiaty. Na straży rześkości z kolei szybko stanął chłodniejszy i nieco słonawy powiew. Kojarzył się z morzem i skalistym klifem, a także porastającymi go, słodkimi kwiatami. Jedno z drugim się uzupełniało.

Kompozycja nabrała mocy po dłuższym czasie. Słonawość w interesujący sposób podkręcała się z cytrusami, a surowość i kwiaty, skały wplotły je w męskie, dobre... perfumy? Raczej męski, orzeźwiający żel pod prysznic (w pozytywnym sensie). Kwiatowy, ale z charakterem i powagą. Nawet nieco drzewną nutą? 

Intensywność suchy wosk zapowiedział w miarę wysoką; a w paleniu jakoś nie sprostał. Rozchodzi się leniwie, potem co prawda radzi sobie nieźle, ale siekierą - mimo pasującego do siekierowości klimatu - nie jest. Utrzymuje się przyjemnie długo, w zasadzie aż do kolejnego dnia. Niby wszystko w porządku, ale nie jest to pełnia zadowolenia.

Całość przypadła mi do gustu pod względem nut, ale... nie wyrazistości. Kwiatowa, ale w poważnym, męskim wydaniu. Sporo w niej rześkości niczym powiew od słonawego morza na jakimś surowym, skalistym klifie. Minimalnie owocowa, ale jednak. Słodka, ale charakternie. W pewnym stopniu łagodna kompozycja, dobra na lato, ale z pazurem. Sama jednak mam duże wątpliwości co do mocy zapachu. Mogłabym skakać z zachwytu, gdyby była bardziej siekierowa.

8/10

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Seaglass

Niecodzienny jak list w butelce

List w butelce - motyw może oklepany, ale jakże chwytliwy. Mnie od razu skojarzył się z podwodnym poziomem z gry o cudownym, mrocznym klimacie Alice: Madness Returns. Etykietce wosku wprawdzie daleko do niej, ale nuty obiecywane przez producenta przemówiły do mnie.

Goose Creek Seaglass to zapach inspirowany listem w butelce, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Chłodne, tahitańskie wody dostarczą ci wiadomość w butelce. Nowa przygoda jest tuż za rogiem.
Nuty: cytryna, mandarynka, lilia wodna, białe piaski


Recenzja

Na sucho wosk uderzył soczyście-słonawym zapachem wody i wodorostów, nasiąkniętych słonym powietrzem roślin (do głowy przyszedł mi soliród, czyli nadmorska roślina o smaku, który mi kojarzy się ze słonym szpinakiem). Był jednocześnie soczysty, goryczkowaty jak cytrusy... raczej cytrusowe perfumy, bo i taki wydźwięk to miało. Jakby "kobiecych perfum męskich" (albo odwrotnie). Niejednoznaczny, a na pewno rześki i wilgotny.

W paleniu wosk zaczął od soczystości i rześkości, acz od razu łagodząc je nienachalną słodyczą. Równocześnie zaczęły się rozchodzić nieco goryczkowate, kwaskawe cytrusy, głównie cytryny, oraz słonawo-wilgotny "powiew" od morza. Niósł soczyste, nasiąknięte słonością rośliny. Pomyślałam o glonach i wodorostach, w tym takich wyrzuconych na brzeg i... innych roślinach - ten brzeg porastających. Znów przypomniał mi się soliród, ale tym razem w otoczeniu dzikich, surowych kwiatów. Słodycz nasiliła się. Mieszając się z solą i cytrusami zasugerowała męskie perfumy o dość kobiecym wydźwięku, rzeczywiście plażę z jasnym piaskiem.... Ewentualnie "męskawe", a kobiece perfumy, z odrobinką kwiatów i ciepła.

Jak zapach dał się poznać jako przystępnie intensywny na sucho, tak w kominku wyszedł jeszcze delikatniej. Wciąż był jednak dobrze wyczuwalny; po prostu miał łagodniejszy charakter. Rozchodzi się bez problemu, szybko, bez niespodzianek i trwa przyjemnie, odpowiednio długo.

Całość wyszła w porywach dziwnie, ale dość ciekawie. Niespotykany słonawy motyw zmieszał się z soczystością minimalnie owocową, a bardziej kompleksowo roślinną; właśnie sporo roślin tu czułam, co przypadło mi do gustu (za mocno soczyście-owocowe i słodkie zapachy mnie przytłaczają i męczą). Kwestia słodyczy i soczystości została dobrze wyważona. Osobiście wolałabym jednak, by perfumowy element zdecydował się na bardziej po prostu męskie perfumy, ale i tak było całkiem przyjemnie. Dość niespotykane nuty - na tyle, by jednorazowo wkupić się w mój gust.

8/10

sobota, 28 sierpnia 2021

kadzidełka Karmaroma Tales of India Incense Mystic Temple

Świątynia zapachu

Motyw tajemniczych świątyń towarzyszy mi od dzieciństwa, ale w kontekście zupełnie innym, niż pewnie można by się spodziewać po moim blogu. Otóż za dzieciaka jednym z moich ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu było... granie w Tomb Raidera i przeszukiwanie wraz z Larą Croft świątyń w najrozmaitszych zakątkach świata. Indyjskie poziomy też były, ale nigdy jako np. sztandarowe dla danego tytułu. Dzisiaj prezentowany zapach też nie był głównym obiektem zainteresowania z serii czy coś, a jednak gdy poczytałam, czym ma pachnieć, wydał się ładny. Na koniec został jednak z przypadku, a w końcu odpaliłam go, licząc na woń po prostu ładną.

Karmaroma Tales of India Incense Mystic Temple to zapach oddający mistyczną świątynię, z linii inspirowanej Indiami; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych ręcznie w Indiach (Bangalore), których w opakowaniu jest 15 gramów (u mnie 12 szt.). Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).
 
Opis producenta
Ostra i odświeżająca mieszanka palonej kamfory, nagietka i róży, bogatymi i ciepłymi nutami drewna sandałowego w tle.


Recenzja

Suche kadzidełka pachniały dość poważnie, lekko goryczkowatym splotem drewna i pomarańczy. Ta wplotła słodką soczystość i rześkość. Przywiodła kwiaty i specyficznie słodki, ciepło-chłodny, lekowo-apteczny motyw.

Palone kadzidełka roztoczyły słodko-ostry zapach kwiatów suszonych i aż drapiących w nosie. Pomyślałam o suszonych i zestawionych z ziołami... prosto z jakiejś zielarnio-apteki? Starej i naturalnej, z unoszącym się aptecznym, specyficznym aromatem. To zioła słodkie, ostro-chłodne i zarazem ciepłe (jak kamfora / różne maści?). Zaraz pojawiła się nuta drzew, nieco wygładzająca to, jednak... także ona wpisała się w cierpkawą goryczkę. Słodkie kwiaty otuliły to wszystko, kontynuując chłodniejszy aspekt jako rześkość roślin. Opisana już apteka musiała znajdować się pośród jakiś ukwieconych krzewów i wiekowych, zielonych drzew. Także one były w pewien sposób słodkie.

Kadzidełka pachną bardzo intensywnie zarówno na sucho, jak i palone. Co bardzo mi się podoba, na sucho dobrze pokazały, co będzie po zapaleniu - bez niespodzianek. Palą się szybko, idzie z nich dużo nieprzytłaczającego dymu. Wyraźny zapach utrzymuje się długo, ale się nie wgryza.

Całość bardzo mi się podobała. Lubię apteczne klimaty, więc one, wraz z nieco łagodniejszymi, rześkimi kwiatami wyszły genialnie. Takiemu zapachowi, to i bym całą świątynię postawiła!

10/10

czwartek, 26 sierpnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Sunlit Shores

Wiatr od morza

Jakakolwiek obietnica dzikiego brzegu, nut drewna wyrzuconych przez słone fale jak najbardziej mi się podobała. Choć ostatnimi czasy odkryłam, że jednak lubię morskie zapachy (o ile są charakterne, męskie), to jednak czasem potrafią wyjść kompletnie nie po mojemu. Mimo to, chciałam poeksperymentować.

Goose Creek Sunlit Shores to zapach słonecznego wybrzeża, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Aloha! Czas odpocząć i cieszyć się zapachem słodkiego mleka kokosowego i hawajskiego drewna wyrzuconego na brzeg.
Nuty: wyspiarski / egzotyczny sok owocowy, morska bryza, wanilia, biały piasek


Recenzja

Na sucho wosk pachniał egzotycznie i słodko-soczyście splotem melonów, lychee, mango, może odrobiny arbuza. Mieszały się z nieco mydlanym tłem. Tam po chwili pojawił się kokos... trochę mydlany i kosmetyczny, ale i naturalny jak mleczko. Nasilał się. Jak i owoce, przejawiał słodycz, w czym pomogła mu delikatna wanilia i pewne ciepło. Choć owocowy, zapach wydał mi się esencjonalnie słodki.

I właśnie słodycz z kominka po ogrzaniu ruszyła jako pierwsza. Mknęły słodko-wodniste, ale jednocześnie esencjonalne, melony, ananas i inne owoce... mango? Lychee? Arbuz? Otulone słodyczą wanilii i kokosa. Ta sprawiła, że słodycz wyszła aż ciężkawo. Chwilami nieco kosmetycznie, mydlano.

A jednak wilgoć i otulający klimat podkreślił mleczko kokosowe - te naturalne, słodkawe i tłuste. Wanilia się z nim przemieszała, a w tle mignęła odrobinka soli. Pomyślałam o piaszczystej plaży... i znów kokosie. Może jakimś kokosowo-owocowym deserze lodowym? Takim... podanym w łupinie kokosa? Ją podsunęło nieco wytrawniejsze, drzewne (i ociupińkę ogórkowe? ten się tu chyba przez szczyptę soli wkradł) podszeptywanie. Kokos i wanilia z czasem przybrały na ciężkości, to pewne (trochę jak... kokosowo-owocowa biała czekolada? meh). Cały czas jednak soczystość i rześkość gdzieś tam się snuły.

Moc zapachu na sucho wydaje się wyrazista, ale niezapowiadająca siekiery. Z kominka rozchodzi się szybko, a zapach jest bardzo intensywny, acz na szczęście jeszcze nie przytłaczający i w zasadzie jeszcze nie siekierowy.

Całość uważam za w porządku, choć nieszczególnie w moim typie. Autentyczny, nie sztuczny, choć może lekko kosmetyczny zapach wyszedł... adekwatnie "letnio". Może trochę ciężkawo-słodki, ale z przełamaniem. Kokos i nienachalne owoce wyszły dobrze wyważone, acz nie przekonuje mnie słonawo-plażowa nuta w ich towarzystwie.
Muszę w przyszłości być ostrożniejsza w kwestii plażowych zapachów - patrzę, że wiele z nich wychodzi... kosmetycznie-łazienkowo, a więc niespecjalnie w moim typie. Cóż, do historii jak "Wiatr od morza" to nie przejdzie.

7/10