czwartek, 24 grudnia 2020

wosk / świeca Woodbridge Night Before Christmas

Pierwsze jabłko

Wosk ten trafił do mnie zupełnie przypadkiem, bo dostałam trochę świecy jako gratis. Ucieszyłam się, bo raz, że lubię używać świeczek jako woski, a dwa: Woodbridge sama z siebie nie odważyłabym się kupić, bo słoiki duże i z dwoma knotami, a w ich kwestii nie mam doświadczenia i po prostu bałabym się (o tym, że mają woski jakoś nie pomyślałam). Mało tego, ten zapach wielu osobom może wydać się kuszący, dla mnie jednak... wątpliwy. Otóż lubię nuty korzenne, jednak nie jestem w pełni przekonana do owocowych zapachów. Nie mam z nimi doświadczenia - stąd ostrożność. Świecy tej na pewno nie wybrałabym na pierwsze spotkanie z firmą, także dlatego, że nie przemawia do mnie... grafika. Klimat zimowych świąt lubię ten popkulturowy, bo jestem ateistką, więc po prostu nie mam żadnych "rodzinnie świątecznych" skojarzeń. Nie ukrywam jednak, że w pełni czerpię ze smaków i innych dobrodziejstw tej pory.

Woodbridge Night Before Christmas to wosk / świeca o zapachu przypraw korzennych i soczystych owoców "na  Święta Bożego Narodzenia i nie tylko", u mnie jako wosk-próbka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta:
Nuty górne: pomarańcza, ananas, jabłko, zielone liście
Nuty środkowe: goździk, truskawka
Nuty dolne: cynamon, ziele angielskie, balsam, tonka, wanilia

Recenzja

Wosk nawet zawinięty w zamykaną torebkę na żywność i kilka foliówek na sucho pachniał bardzo mocno soczystymi, słodko-kwaśnymi owocami: czerwonymi, chrupiącymi jabłkami i egzotycznym splotem (cytrusów, w tym wyraźnie pomarańczy i ananasa). Ewidentnie były to owoce w korzennym wydaniu - mnie jednoznacznie kojarzyły się z bezalkoholowymi grzańcami owocowo herbacianymi. Osłodzone... wanilią i ciepłymi przyprawami, na pewno cynamonem.

Po rozgrzaniu wosk konsekwentnie roztaczał soczyste jabłka i pomarańcze. Dosłownie widziałam chrupkie, kwaśno-słodkie, czerwone jabłka, a także słodko-soczyste dojrzałe pomarańcze o goryczkowatych skórkach, wsparte innymi owocami i przyprawami. Tu myślę o bukiecie cytrusów  wtłoczonych w ramki herbat owocowych - bez wątpienia korzennych, "grzańcowych". 
Wszystko, od początku ciepłe, rozgrzewało bowiem coraz mocniej. Słodko-ostre, wręcz przenikliwe goździki otworzyły drogę słodszemu cynamonowi i innym. Wydaje mi się, że przy cytrusach pojawił się imbir, ale wszystko to... było słodko korzenne. 
Coraz słodsze. Z czasem, chwilami aż słodziuteńkie. Słodkie owoce (czyżby mignęła mi nawet jakaś truskawka?) mieszały się ze słodką wanilią. Ta zaś mieszała się ze słodkimi przyprawami korzennymi.

W całym tym korzennym, soczystym bukiecie nie zabrakło lekkiej goryczki - czy to własnie też korzennej, czy bardziej... drzewnej? Niczym korzenno-słodkie drzewa i bardziej aż oleista, naturalna wanilia dodały kompozycji powagi, charakteru.

Zapach odznacza się nienachalną intensywnością. Rozchodzi się dosłownie w sekundę, uderza, a potem ewoluuje, pokazuje głębię, swoje różne strony. Wciąga tym samym, że ma się ochotę poddać tej mocy. Trwa długo, a przy tym nie męczy. Świetne wyważenie i przełamanie poszczególnych wątków.

Ogrom owoców, głównie jabłek i pomarańczy, trafił na charakterne, słodko-ostre przyprawy korzenne, co wyszło jak definicja zimowych smaków. Słodycz, której nie brakowało była w pełni przyjemna, dzięki temu, jak umiejętnie przełamały ją charakterne nutki czy drzew, czy herbaciano-grzańcowe. Sprawiły, że nie zrobiło się za słodko, czy zbyt owocowo. Zapach bardzo mi się podobał. Mało tego, przekonał mnie do jabłek w woskach!
Szukanie pierwszej gwiazdki na niebie to już jakoś tam zapisana w pamięci tradycja, ale znalezienie "pierwszego zapachowego jabłka", które aż tak mi przypasowało... aż mnie zaskoczyło. I pomyśleć, że zapachem nigdy bym się nie zainteresowała, gdybym go nie dostała. Kocham takie gratisy! Takie... wzbogacające o nowe perspektywy.

9/10

środa, 23 grudnia 2020

wosk Kringle Candle Christmas Stroll

Spacer za potrzebą?

Prawdę mówiąc, na samą myśl o jakichkolwiek spacerach zimą przechodzi mnie dreszcz. Tak, być może podkręcony zimnem, bo straszny ze mnie zmarźlak. Lubię jednak zapach drzew iglastych, lasu... mrozu może mniej, ale... wiele tu "to zależy". Zapachy z takiej kategorii budzą we mnie mieszane uczucia. Postrzegam je jako takie, które mogą być ładne, ale nie muszą. Co do tego... z jednej strony liczyłam na zapach ściętej choinki, z drugiej bałam się, czy wosk da radę autentycznie coś takiego oddać.
Przy okazji dowiedziałam się o istnieniu czegoś takiego jak "Christmas Stroll w Nantucket, USA". To coroczne wydarzenie dla całych rodzin: Bożonarodzeniowy spacer-parada. Dobrze wiedzieć.

Kringle Candle Christmas Stroll Wax Melt to wosk o zapachu zimowej przechadzki wśród drzew od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).

Opis producenta:
Zainspirowany zapachem świeżo ściętych choinek oraz grzanego cydru podawanego podczas spaceru gwiazdkowego w Nantucket, ojciec prezesa Kringle, Mike Kittredge, pomógł opracować ten radosny, świąteczny zapach.
Nuty górne: jodła balsamiczna, sosna
Nuty środkowe: zieleń, mech, słodycz
Nuty dolne: przyprawy korzenne, zimowe powietrze

Recenzja

Na sucho w pierwszej chwili wosk uderzył sosną rodem z muszli klozetowej, podrasowaną zimną "morską bryzą" również z tejże myślodsiewni i męskimi perfumami. Na szczęście szybko zaopiekowały się tym wyraziste drzewa iglaste, ostro-gorzkie przyprawy korzenne i... ogólnie las. Drzewa iglaste przybrały na naturalności, jakby zmotywowane korzenną ostrością. Ta chwilami była jak... gryząco-ostry mróz. Męska nuta i przyprawy odpowiadały za lekką słodyczą, która też w korzennie-anyżowe tony się wpisała.

W kominku wosk okazał się zdecydowanie bardziej naturalny, aczkolwiek zwłaszcza na początku wciąż zahaczał trochę o kostkę toaletową i samochodowe choinki. Dopiero po paru chwilach igliwie, mocno sosnowe klimaty wytoczyły kwaskawo-rześką przyjemną atmosferę lasu.

Las ten to także drzewa jako drewno, mocno podkręcone żywicą i przyprawami korzennymi. Ostre i goryczkowate, wpuściły też odważne, męskie perfumy. Te wydały mi się średniej jakości, ale pasujące. Wraz z korzennością przywołały chłodno-gryzący anyż, oraz gorzki kardamon i gałkę muszkatołową,  a także... inne, wszystkie jednak mocne. Po ostrości przyszło lodowe, mroźne gryzienie / pieczenie. Poczułam się jak w lesie, w którym słyszy się skrzypienie śniegu pod swoimi nogami. Zimne powietrze aż gryzło, choć z czasem... jakby zgodziło się na złagodzenie poprzez miętę, w którą zmienił się anyż.

Kwasek drzew iglastych ze słodyczą raz i drugi przywiódł na myśl ścięte drzewko, które z przyprawami korzennymi i igliwiem były jak... jak powrót z lasu do aromatycznego domu? Moment, w którym już otwiera się do tego domu drzwi. I czuć (trochę słodko-miętowe?) męskie perfumy oraz oczywiście świeżo ściętą choinkę z lecącą z niej jeszcze lepiącą żywicą.

Całość była bardzo intensywna i aż trochę przerysowana w tej swojej intensywności. Siekiera, jednak nie męcząca. Chwilami może tylko... wywołująca zrezygnowane "ech, czy to musi tu pobrzmiewać?", w odniesieniu do pewnych nut.

Wosk w zasadzie wyszedł nieźle, choć na sucho zdążył mnie wystraszyć. Mocny, wyrazisty i zimowy. To mroźny las, właśnie spacer zimowy i... sosno-choinka. Szkoda tylko, że nie taki idealnie naturalny, a jednak mający i gorsze (toaletowe) akcenty.

7/10

wtorek, 22 grudnia 2020

wosk Yankee Candle Christmas Magic

Szczypta magii w wosku

Magia Gwiazdki to u mnie sprawa złożona. Lubię jej magię, klimat ten z popkultury i ten "czuję", lubię "trochę kiczu"... czasami i w porywach. Jako że jestem ateistką, nie mam w zwyczaju świętowania jak większość Polaków i nawet nie mam żadnych sentymentów / wspomnień z jakimiś tradycjami. Otoczka napędzana przez kulturę czasem jest irytująca, a czasem tak kolorowa, smaczna i pachnąca, że... no właśnie. Aż chce się taki klimat wąchać!

Yankee Candle Christmas Magic to zapach oddający "magię Świąt Bożego Narodzenia"; u mnie jako wosk 22 g.

Opis producenta:
Tradycyjny zapach Gwiazdki - balsamiczne drzewa iglaste mieszają się z wyrafinowaną brzozą i eukaliptusem.
Nuty górne: mandarynka, bergamotka, eukaliptus
Nuty środkowe: balsamiczna jodła, sok z igieł sosny, kadzidło, świerk
Nuty dolne: drzewo cedrowe, brzoza

Recenzja

Wosk na sucho pachnie słodkimi jabłkami i cytrusami (mandarynki, poamarańcze), trochę herbacianym grzańcem (wciąż z owocową nutą), lekko cynamonowo i kadzidlanie, jakby dym próbował nieco wyciszyć owoce. W tle wyraźniejsze i wytrawniejsze drzewa, jakby tak zasładzać się w domowym ciepełku patrząc na las mieszany. Doszukałam się w tym chłodzie nawet czegoś ostrzejszego... połączenia pieprzu, goździków i anyżu wraz z odrętwiająco-szczypiącym efektem?

Wraz z ogrzaniem się, wosk roztoczył soczystość cytrusów ogółem, z nasilającą się słodyczą mandarynek oraz lekki chłodek. Ten wydał mi się rześko-słodkawy, z czasem bardziej ziołowo... roślinny. Oczami wyobraźni sobaczyłam oprószone śniegiem drzewa iglaste. Kwasek wydał mi się właśnie taki kwaskawo-drzewny, lesisty, choć wyraźnie mogłam wskazać także poszczególne cytrusy. Płynęły spokojnie, nie zapominając o słodyczy. To przede wszystkim mandarynki, a zaraz za nimi pomarańcze, które... z czasem dodały temu też poważniejszego charakteru.

Zarejestrowałam goryczkę skórek pomarańczy, by następnie zaciągnąć się aromatem drewna, drzewa. Chwilowo pomyślałam o drewnie w kominku, ale zaraz o nim zapomniałam dzięki drzewom żywym i żywicznej słodyczy. Wygrały, bo pomogła im cytrusowo-ziołowa rześkość. To bez dyskusji drzewa iglaste o poważnym, kadzidlano-żywicznym charakterze, podkreślone pieprznością i gryząco-szczypiącym anyżem, odrobinką goździków, w udany sposób udającym mróz. 

Zapach na sucho był średnio intensywny, więc dość dosadna moc po rozgrzaniu okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Wszystko czuć wyraźnie, a jednocześnie nie męczy to i nie powoduje bólu głowy. Zapach utrzymuje się przeciętnie długo.

Całość podobała mi się, bo wyszła korzennie i drzewnie-żywicznie, mroźnie na soczyście-owocowym tle, a więc ciekawie - owoce nie pchały się na pierwszy plan. Mimo słodyczy, nie był to jednoznacznie słodki bukiet. Nawet nie znalazł się dzięki temu blisko jedzeniowym skojarzeniom. Skupił się na kadzidlaności, na którą rzadko trafiam.
Tak samo średniej intensywności w tym przypadku nie mam aż tak wiele do zarzucenia (owszem, wolałabym bardziej siekierowatą, ale...). Nie jest to zapach, który mogłabym namiętnie wąchać bardzo często, więc nie przeszkadzało mi, że długo się nie utrzymywał, ani aż tak nie uderzał. Przy tych wyrazistych nutach, takie wyważenie wyszło całkiem ok.
Gdyby go tak jednak trochę podkręcić, myślę, że dałabym 10.

9/10

niedziela, 20 grudnia 2020

świeczka / wosk Yankee Candle Glittering Star

Oczekiwanie na gwiazdkę i moc

Na Gwiazdkę może i nie czekam w napięciu (trudno to robić, nie obchodząc tego jako ateistka), ale te parę wolnych dni z tego okresu czasu lubię wykorzystać sobie po swojemu. Obyłabym się bez, bo i tak tłumy, wszystko pozamykane, a w mediach jeden temat, ale cóż. Przynajmniej korzystam z dobrodziejstw spożywczych i choćby świeczkowych. Gdy tylko przeczytałam nuty tej, zerknąwszy na parę pochlebnych recenzji, niemal natychmiast zamówiłam, a potem oczekiwałam w napięciu, aż mi ją prześlą. Następnie zaś czekało mnie czekanie na... a to już w recenzji się wyjaśni.

Yankee Candle Glittering Star to świeczka oddająca migoczących gwiazdkę (świąteczne jakieś, np. z choinki, jak rozumiem?), u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Mieniąca się kompozycja, która pozwala drewnu sandałowemu igrać ze słodką śliwką i imbirem.
Nuty górne: musujący imbir. czarne porzeczki / likier z czarnych porzeczek ("cassis" można tłumaczyć na oba sposoby)
Nuty bazowe: cukrzona / kandyzowana śliwka (cukierki / czekoladki śliwkowe?), gałka muszkatołowa
Nuty dolne: paczula, bursztyn, drewno gwajakowe (palo santo), drewno sandałowe

Recenzja

Na sucho czułam słodkie, dojrzałe wiśnie, porzeczki (słodko-cierpkie czarne i czerwone z przewagą tych pierwszych), czerwone jabłka, może nawet lekką sugestię niemal czarnych czereśni, ale w wydaniu jakby trochę przypudrowanym. Pomyślałam o winie z nutą wanilii, a zaraz także o leciutkim, otulającym korzennym cieple, podrasowanym nieco drzewnym charakterkiem.

Rozgrzanie wosku przyniosło więcej słodyczy, ale lekko soczystszej. To znów słodkie czerwone owoce, a więc miękkie wiśnie, jabłka... jako grzaniec? Porzeczki także zagrały mocniej pod przewodnictwem czarnych, także w wydaniu słodko-cierpkiego soku. Od towarzystwa wymienionych już owoców nie stroniła pudrowa nuta (takowych cukierków?). Wszystkie one były słodkie, ale na szczęście z wyraźnym kwaskiem.

Szybko i odważnie zagrały przyprawy korzenne oraz niemal winny motyw. Z korzenności wyłonił się ostry imbir, swą specyficzną soczystością łączący mocniejsze aspekty z owocami, ale też tę pewną pudrowość (mydlaność?) kontynuujący. Nutę czerwonego wina udało mi się nawet dookreślić jako ciężko-słodką.
Ciepło nie paliło, a dosłownie tuliło poprzez zmieszanie tego wszystkiego; trochę jak... otulające kobiece perfumy. Pomogła w tym wanilia i słodko-drzewna nuta. Oczami wyobraźni przyglądałam się beczkom, w których leżakuje wino. O tak, czułam piwniczny powiew, a także zapowiedź charakteru, który za jakiś czas rozleje się do butelek... To jednak jeszcze nie był ten moment.

Między drzewami a korzennościami wyłapałam raz po raz sugestię migdałów / ciastek... ciastek migdałowych? Imbirowych? Była niemal nieuchwytna, tonęła w ciepłym bukiecie drzew i drewna nasączonego jakby od razu grzanym, na pewno rozgrzewającym, winem.

Na sucho zapach zapowiada się jedynie satysfakcjonująco mocno, potem jednak okazuje się średni i choć do pewnego stopnia mocny, to jednak nie w sposób satysfakcjonujący (głęboki). Było w nim coś duszącego.

Kompozycja wyszła ładnie. Słodko i owocowo, ale w wydaniu nieco poważniejszym i dosadniejszym. Wino, drewno i piwnica fajnie zagrały z ciepłem korzenności i alkoholu, ale... wszystko to jakby bało się pójść na całość. To trochę taka migająca gwiazdka - chwilami zacna, chwilami coś... znika, wchodzi mniej pożądana nuta. Moc wolałabym ambitniejszą. To trochę jak oczekiwanie, ale nie na pierwszą gwiazdkę, a na moc, i że wreszcie wszystko zaskoczy na właściwy tor i da czadu.
Taki zapach pasuje mi do świętowania jako niewymagające coś, co sobie pachnie w tle. Gdyby dopracowali, byłby cudownym urozmaiceniem do iglastych (też ładnych) czy jedzeniowych korzennie-owocowych kompozycji.

7/10

piątek, 18 grudnia 2020

świeczka / wosk Yankee Candle Crisp Apple Strudel

Wciągający zawijaniec?

Nigdy nie byłam typem ciastowym, aczkolwiek jako dziecko lubiłam zapachy z kuchni, w której babcia akurat piekła jabłecznik. Stąd i poniekąd na tę świeczkę się cieszyłam. Wybłagałam ją bowiem od sprzedawcy... ale nie żeby przywołać wspomnienia, a po prostu zależało mi na 4 pozostałych zapachach z kompletu i miałam problem z tym, że piąty to... Schitzel & Nudeln. A czego jak czego, ale obiadowych zapachów (w ogóle typowych obiadów, np. kotletów właśnie) wprost nie cierpię. Stąd i wolałam jakikolwiek inny. Swoją drogą tamten wygląda mi na ponury żart producenta, ale to szczegół.

Yankee Candle Crisp Apple Strudel to świeczka o zapachu strucli jabłkowej, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Jabłka pieczone z dodatkiem brązowego cukru otulone złotym, chrupiącym ciastem.

Recenzja

Pierwszym, co zarejestrowałam trzymając suchą świeczkę w dłoniach była nuta jakby przysmażenia-przypieczenia, która mnie wystraszyła (nienawidzę wszystkiego, co smażone). Otoczyła to dość mocna, wręcz ostra korzenność - chyba cynamonu i anyżu. Do głowy przyszła mi przypieczona tarta, taka wytrawniejsza, a ze słodkim motywem palonego cukru jakby obok. Na szczęście łączyły je szarlotkowe jabłka, więc na brak spójności kompozycja nie zapadła zupełnie.

Wraz z ogrzaniem, wosk uwolnił aromat jabłek: początkowo bardziej słodko-surowych, soczystych, a z czasem coraz bardziej szarlotkowy - jakby podkwaszony, a jednocześnie słodki i aż ulepkowaty w tym. Wyraźnie czułam nieco karmelową nutę cukru, łączącą się z korzennością, która wygładziła się. Cynamon nienachalnie doprawił kompozycję, zostawiając jedynie część swojej pierwotnej ostrości.

Przełamała ją kwaskawa nuta z czasem odbiegająca ku cytrusom.Wyłapałam nawet ich lekką goryczkę.
Od niej rozchodziła się także goryczka przypieczenia. W tle przypiekło się bardzo maślane, kruche i niemal wytrawne ciasto... Jak z jakiejś tarty? Mocno pieczony wątek mieszał się z cynamonem i niestety zajechał mi pod podsmażoną nutę, ale... to odratowała masa jabłkowa. W sumie też nieco konfiturowo-przesmażona, ale na słodko w niemulącym kontekście. Na pewno za to zacukrzona. Chwilami jednak wydała mi się... zalatywać nieco mydlano-kosmetyczną niby jabłkowo-cynamonową nutą.

Intensywność zapachu kończyła się w momencie ogrzania. Wtedy to łagodniała i choć wyrazistości nie utraciła, wyszło to raczej łagodnie. Zapach rozchodził się szybko i utrzymywał wystarczająco.

Całość połączyła słodycz i soczystość z korzennością. To ewidentnie ciastowy, jedzeniowy zapach, który swój tytuł oddaje, ale jednocześnie nie jest taki, że ślinka leci. Czuć że to "zapach jedzenia", a nie "jedzenie", trochę w kosmetycznym wydaniu, ale na szczęście nie sztucznym.
Całościowo w zasadzie w porządku, ale bez szału, nudna; jedynie trochę ponad przeciętnością.

6/10

środa, 16 grudnia 2020

wosk / świeca Goose Creek Carnival Pralines

Słodziutka karuzela czy roller coaster słodzideł?

Jestem w dużej mierze wzrokowcem i nie da się ukryć, że przy zakupach wosków / świeczek patrzę na etykietki. Tej zapragnęłam, jak by zawartość nie pachniała. Otóż kocham motywy cyrku / karnawału w różnego rodzaju twórczości (ale za parkami rozrywki w rzeczywistości nie przepadam; cyrkom ze zwierzętami jestem przeciwna).

Goose Creek Carnival Pralines to zapach karnawałowych pralinek, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Aromat pysznych pralinek pełnych karmelu, czekolady i wanilii
Nuty górne: gorący karmel, prażone orzechy
Nuty bazowe: delikatne pralinki, czekoladowy krem
Nuty dolne: wanilia, sól morska


Recenzja

Już na sucho wosk uderzył szlachetną słodyczą naturalnej wanilii i palonego, a jednocześnie trochę maślanego karmelu oraz orzechowych kremów otulonych delikatną czekoladą. Nie była to jednak czysta słodycz, a umiejętnie przełamana nutką soli i prażenia / palenia - właśnie karmelu czy kakao. Niemal na równi z całym tym słodkim dobrem znalazły się mocno prażone orzechy. Raz czy drugi zaleciały jednak popcornem (karmelowym?), co trochę mnie wystraszyło.

Po rozgrzaniu zapach konsekwentnie zaczął od słodyczy. Ruszyła wyrazista mieszanka syropu klonowego i naturalnej, wręcz ciężkawej wanilii, jakby przygotowując grunt. Zaraz napłynął na nią bursztynowy, mocno palony i głęboki karmel. Nie brakowało mu charakteru, mimo że chylił się ku karmelowi maślanemu. Chwilami wydał mi się muśnięty solą.
Gdy tak ich słodycz się splatała, słonawy wątek z tła zaprosił do kompozycji orzechy. Poczułam orzechy laskowe mocno wyprażone i aż dzięki temu sugestywnie korzenne, ciepłe. Raz po raz w tle przemykała nuta... popcornu w karmelu? Pomyślałam też o bliżej nieokreślonych pralinkach... o kremie / nadzieniu nugatowo-mlecznym, może bliżej niejasnym, ale bez wątpienia nieżałującym słodyczy, a także z leciutką, paloną nutą orzechów i czekolady. Je sowicie doprawiła ciężka, niemal oleista wanilia i syrop klonowy. 

Chwilami kompozycja zdawała się bardziej rześka, jakby tymi łakociami cieszyć się... na świeżym powietrzu, może już wieczorem. Albo przynajmniej przy otwartym oknie. To wprowadziło jakby chwilkę wytchnienia od słodyczy. Ta zaś po dłuższym czasie łagodniała w maślanym kierunku.

Wosk cechuje moc i intensywność. Już na sucho zostawiony na wierzchu pobrzmiewa w całym pokoju. Zapach rozchodzi się błyskawicznie i trwa bardzo długo - bez problemu utrzymuje się do kolejnego dnia. Chwilami może przyprawić o ból głowy, ale... jego siekierowość nie jest jednoznacznie zła. Zależy od dnia - czasem można mieć na coś takiego ochotę.

Zapach przypadł mi do gustu prawie tak jak Warm & Welcome, który też był bardzo słodki, ale tak przytulny, tak utulający, że aż nieco przytłaczający. Carnival Pralines to słodycz siekierowa, zasładzająca, ale nieoczywista i ciekawa. To jeden z tych słodkich zapachów, w których jest głębia. To słodycz poważna, nie mdląca. Pociągająca jak roller coaster, na którym można źle się poczuć, ale z którego radość i tak przeważa.

8/10

poniedziałek, 14 grudnia 2020

świeczka / wosk Country Candle Warm & Fuzzy

Pranie? Męska sprawa!

Są takie dni, w które mam ochotę zawinąć się w coś miłego i ciepłego i... żeby taka chwila trwała. W zawieszeniu, po prostu. Mimo że jestem typem, który zawsze ma coś do roboty, któremu doba jest za krótka, czasem potrzebuję swoistego... nie tyle wyciszenia (bo w tle wciąż gra black / death metal), ale... wtulenia. W kigurumi, kocyk, kołdrę... przyjemny zapach. Dopiero niedawno poznałam związane z pewną kategorią zapachów określenie: "otulacz / zapach otulający" i... bardzo mi się spodobało, więc je zaadoptowałam. Myśląc o tej świeczce liczyłam, że właśnie czymś takim będzie. 
 
Country Candle Warm & Fuzzy to świeczka o ciepłym i przytulnym zapachu od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); u mnie używana jako wosk (w kominku).

Opis producenta:
Ciepły, pudrowo-polarowy akord łączy się z drzewem cedrowym oraz nutą fiołków i róży, zapewniając kojący, przytulny zapach.
Nuty górne: biały cedr, piżmo
Nuty środkowe: polar, materiał, róże, fiołki
Nuty dolne: aldehydy, kaszmir

Recenzja

Już na sucho świeczka odznacza się mocą męskich... perfum? Męskiego prania? Charakterność została nieco ugłaskana słodyczą i kwiatowym wątkiem. Jakbym zaciągając się męskimi perfumami czy dezodorantem, otuliła się mięciutką tkaniną, męskim swetrem. Pomyślałam o tylko co wyczyszczonych, lśniących meblach drewnianych i suszonych kwiatach.

Po rozgrzaniu rozeszła się lekko drapiąca w nosie pikanteria męskich perfum i kwiatów. Pomyślałam o fiołkach i różach... w nieco suszonym, wytrawnie-ziołowym kontekście. Trochę rozgrzało to atmosferę, po czym w wyobraźni zostałam zaproszona do jasnego, drewnianego wnętrza. Z jasnymi, czystymi drewnianymi panelami i boazerią? W takiej oto scenerii unosił się coraz wyraźniejszy, męski zapach perfum / dezodorantu. Mimo że dość ciężki, nie był drapieżny, a kojarzący się z delikatnymi, nasiąkniętymi nimi ubraniami - praniem? Zdecydowanie męskim. 

Biło od tego ciepło, a lekka słodycz podkreśliła "jasność" zapachu. Czułam się dosłownie otulona i osłonięta od domniemanego mrozu gdzieś w oddali. Wspomniana słodycz jedynie przyozdobiła drewnianą wytrawność i perfumy.

Zapach już na sucho odznaczał się intensywnością. Rozchodzi się szybko i konsekwentnie. Mimo ze niezbyt dynamiczny, to wciągający i przełamany tam, gdzie to potrzebne. Trwał przyjemnie długo.

Całość wydaje się prosta i genialna w swej prostocie. Niby nic skomplikowanego, a jednocześnie... było w tym coś niespotykanego. Męski zapach pełen kwiatów i drewna, niecodzienne pranie i leciutka słodycz. Rewelacja!
Świeczka odlegle skojarzyła mi się z nieco bardziej wilgotnie-drzewną Kringle Candle Covered Bridge. Warm & Fuzzy poszła jednak w bardziej drewniano-kwiatowo-praniowym kierunku. 

9/10