wtorek, 10 sierpnia 2021

wosk Yankee Candle Lake Sunset

Nie chwal wosku przed zachodem Słońca

Mimo że obecnie nie przepadam za wodą, a spędzanie czasu wolnego nad nią uważam za męczarnię, większość dzieciństwa spędziłam z rodzicami nad jeziorami. Jakiś więc sentyment do nich pozostał. A że w dodatku etykietka tego wosku wyglądała tak tajemniczo... zapragnęłam go. Przypomniało mi się, jak lubiłam samotnie przesiadywać na pomostach, obserwując zachody słońca.

Yankee Candle Lake Sunset to zapach oddający zachód słońca nad jeziorem; u mnie jako wosk 22 g.

Opis producenta
Złote promienie słońca wywołują pragnienie zanurzenia się w niebieskiej wodzie, osnutej różową mgiełką.
Nuty górne: ananas, mango, plumeria, gruszka, pomarańcza
Nuty bazowe: ozon, puder, kwiaty, konwalia, frezja
Nuty dolne: piżmo, drzewa, nuty orientalne, wanilia, nuty kremowe, paczula

Recenzja

Wosk wąchany na sucho przywołał wspomnienia ciepłych wieczorów nad jeziorami z dzieciństwa, tuląc dodatkowo znaczącą słodyczą wanilii i kwiatów... ciężkawych i wodnych (lilii, nenufarów?). Był delikatny, acz obrazowy. W tle doszukałam się odrobiny soczystych owoców.

Ogrzany wosk przywitał się powiewem świeżości, na którą nałożył się słodki, soczysty ananas. Najpierw wydał mi się nieco wodnisty, niezbyt wyrazisty, ale z czasem nasilił się wraz z ogólną słodyczą i... powiedzmy, że rześkością. Była wodno-kwiatowa, niby delikatna, ale też... ciężkawa. Pomyślałam o drobnych, białych kwiatach ze słodko-pudrowym echem. Trochę skojarzyła mi się z powietrzem przed burzą - jeszcze parnym, ale już z zapowiedzią orzeźwienia.

Drewno także wpisało się w "ciężkawą wodę", bo oczami wyobraźni widziałam zawilgocone, starawe pomosty.... Dosłownie słyszałam szelest trzcin i... znów pewna słodycz letniego, parnego powietrza, wanilii mi się z czasem zaplątała. Waniliowa i leciutko owocowa? Możliwe... Trochę przytłaczała, uniemożliwiając orzeźwieniu nadejście.

Moc zapachu była taka sobie. Średnia na sucho, średnia w kominku i rozchodząca się jakoś bez szału, nierównomiernie. Nagle gdzieś go mocniej, nawet po prostu mocno czuć, potem jakoś się chowa, że idzie o nim zapomnieć.

Etykietka piękna, ale średnio zgrała się z nutami zapachowymi. Sporo słodyczy, woda... wanilia, lekkie owoce i kwiaty, delikatniusie drewno... niby całkiem to ładne, ale słabe i bez polotu. A już na pewno nie tak... jeziorowate, klimatyczne, jak by mi się marzyło. To jakby jedynie obietnica czegoś przyjemnego... Niestety niespełniona.

6/10

niedziela, 8 sierpnia 2021

wosk / świeca Woodbridge Morning Dew

Poranek w łazience

Nigdy nie pomyślałabym, że zaczną mnie ciekawić zapachy o wodnych, teoretycznie lekkich i rześkich nutach. Nawet z kwiatowych wolę siekiery, jednak... odkrywając nowe woski poznałam sporo takich, które tylko na pierwszy rzut oka, przez np. zbyt pogodną, różową etykietkę wydawały się nie w moim typie. W kominku jednak zaskakiwały. Stąd właśnie decyzja o kolejnym takim zapachu. Po Lemongrass & Ginger wiedziałam też, że Woodbridge potrafi robić siekiery, a nie tylko "coś tam sobie pachnącego w tle".

Woodbridge Morning Dew to wosk / świeca o zapachu porannej rosy, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Zapach świeży jak krople rosy o poranku.
Nuty górne: aldehydy, eukaliptus, ozon
Nuty środkowe: fiołek, morska woda, konwalia, rozmaryn
Nuty dolne: morski mech


Recenzja

Na sucho w pierwszej chwili wosk zapachniał mi "mydełkiem" o słodko-kwiatowym zapachu, co jednak prędko przeszło w zapach po prostu delikatnie kwiatowy. Pomyślałam o konwaliach i fiołkach, jakiejś drobnicy. Zakręciła się przy tym wilgoć... ale jakby wilgotnych ręczników? Słodycz umacniała się.

W paleniu wosk także zdecydował się na sporo słodyczy i łazienkowy wydźwięk. Wyobraziłam sobie różowe mydełka oraz bielutkie, mięciutkie i wilgotne ręczniki. Słodycz rosła... była to łazienka pachnąca kwiatami i... w końcu kwiaty nieco odwróciły od niej uwagę.

Drobne, miękkie i delikatne konwalie, fiołki i inne nie porzuciły całkiem słodyczy. Ta zaczęła robić się trochę ziołowa jak świeża mięta. Skumulowało się więcej przypraw, że nawet pomyślałam o drewnie porośniętym mchem? Mięciutkim, na którym aż się chce położyć i w niego zapaść. Roślinność wniosła nieco powagi, ale przyjemnej i tulącej.

Odnotowałam kwasek owoców trudnych do określenia, a potem jakby rześkawo-kwaskawą słoność? Podmuch bardzo ciepłego powietrza wywołał skojarzenie z latem... z łazienką w hotelu na plaży. Znów wróciły myśli o wilgotnej, ale czystej i przytulnej łazience.

Zapach był dość mocny i na sucho, i w kominku, acz dziwnie ciężkawy jak na te nuty. Nie przytłaczał jednak. Rozchodzi się szybko i trwa długo, nie narzucając się jednak.

Całość średnio mi się podobała, choć nie mogę powiedzieć, by było w niej coś jednoznacznie złego. Niby nie zła, ale... dobra też nie. Kąpielowo-łazienkowa i w tym sensie ok, ale... to nie kompozycja, którą chcę czuć w swoim pokoju.

7?

piątek, 6 sierpnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Eucalyptus Rain Drops

Mżawka zadowolenia

Uwielbiam deszczową pogodę, kocham dźwięk kropel uderzających o szybkę, zaciągam się zapachem deszczu, gdy tylko mogę. A jednak nigdy nie wpadłam na to, by zainwestować we właśnie takie woski. Zawsze po prostu wydawało mi się, że mogą być liche, mało wyczuwalne... a więc niewarte zawracania sobie głowy. A jednak... zdarzyło się parę "wodnych", naprawdę mocnych zapachów. Dlaczego więc nie miałabym zaufać marce, która w zasadzie nie zawodzi?

Goose Creek Eucalyptus Rain Drops to zapach tropikalnego deszczu, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Chłodne krople deszczu spadające na ciebie, wraz z tym jak przemierzasz tropikalny las deszczowy.
Nuty górne: żywa bergamotka, padające krople deszczu
Nuty bazowe: liść eukaliptusa, płatki jaśminu
Nuty dolne: bursztyn, szlachetne drewno


Recenzja

Na sucho pierwsza dotarła do mnie słodycz kwiatów i zielonych roślin, w tym eukaliptusa. Oczami wyobraźni zobaczyłam grube łodygi, po których spływała rosa, może deszcz. Pomyślałam wówczas ogólnie o zielonych badylkach, bambusie, a potem o mięcie i białych kwiatach - jaśminie? Odnotowałam lekko wytrawniejszą nutę gorzkawych drzew, a także rześkość... cytrusową? W tle czaiło się kolońskie echo, przy którym skumulował się eukaliptus.

W kominku wosk rozpoczął od rozniesienia słodyczy kwiatów, gonionej nutą zielonych, masywnych roślin. Najpierw nie były jednoznaczne - jakieś kwiaty o miękkich, białych i wilgotnych płatkach. Z czasem wyłonił się z nich jaśmin. Z "zieloności" w głowie kręciły mi się zielone, grube łodygi i liście, bambus... Wszystko jakby pokryte wodą, rosą, deszczem. Słodycz kwiatów splotła się z nimi, przekładając się na rześkiego eukaliptusa i świeżą miętę. Eukaliptus konsekwentnie umacniał się od początku, aż w końcu wyraźnie wyszedł niemal na prowadzenie. Podkreśliła go lekka nuta kolońska, taka... trochę dezodorantowo-prysznicowa.

W całej tej roślinności pojawiły się też drzewa i coś soczystszego. Czułam gorzkość drzew właśnie i skórek cytrusów, w końcu też nieco kwaskawego soku... cytrusów? Nawet z lekko ziemistym tłem. Zawinął się i zniknął, ja natomiast myślami znów wróciłam do kwiatów. Ich płatki zdawały się takie... otulające. Jakby ciepłe? Jakby tak... właśnie po deszczu wychodziło słońce i ocieplało wilgotną roślinność. Wilgoć jeszcze bardziej podsyciła z czasem kolońska rześkość.

Moc zapachu była wysoka na sucho, a w paleniu raczej średnia, acz w pełni satysfakcjonująca. Odznacza się rześkością, szybkim rozchodzeniem się i utrzymywaniem przez satysfakcjonujący okres.

Całość może nie zrobiła na mnie gigantycznego wrażenia, ale podobała mi się. Była męska, rześka, wyrazista. Słodko-chłodny eukaliptus / mięta, sporo kwiatów i zielonych roślin w mokro-wodnym klimacie wyszło przyjemnie, choć nie powiedziałabym, że to zapach deszczu. Cóż, nawałnica zachwytów to-to nie jest, ale mżawka owszem.

7/10

środa, 4 sierpnia 2021

wosk / świeca Woodbridge Crystal Waters

Rozmyty potencjał

Woodbridge zaskoczyło mnie kompozycjami, które zachwyciły mnie, mimo że wcześniej nigdy bym nie powiedziała, że właśnie takie mogą do mnie trafić (Night Before Christmas i Over the Rainbow). Ich woski w dodatku kojarzyły mi się z siekierową mocą, jaką lubię, więc jak latem 2021 wciągnęłam się też w morskie kompozycje, wybrałam jakąś taką właśnie od Woodbridge.

Woodbridge Crystal Waters to wosk / świeca o zapachu wody i mahoniu, oddające tropikalną przygodę, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Delikatne nuty wodne zmieszane z intensywnym zapachem mahoniu przywołujące na myśl tropikalną przygodę.
Nuty górne: granat, japońskie jabłko, woda
Nuty środkowe: kwiat lotosu, orchidea, fiołek
Nuty dolne: mahoń, bursztyn


Recenzja

Na sucho uderzyła rześkość żywych, wilgotnych kwiatów, podbita soczystymi owocami. Pomyślałam o jakiś wodnych: liliach, lotosie... Ale i drobnych, delikatnych (fiołki, stokrotki, rumianek?). Słodkawych i świeżych. Za nimi plątało się soczyste i słodkie jabłko... a także coś egzotyczniejszego. Z czerwonych owoców? A wszystko to zarysowało się na ciepłym, nieco drzewnym tle. To było dość perfumeryjne, kobiece. I może trochę łazienkowe? Jak żele pod prysznic w wariantach o wymienionych już nutach?

W kominku wosk rozpoczął od roztoczenia delikatnych, ciepłych kwiatów. Były żywe, z ochotą pijące życiodajną wodę, ale skąpane w ciepłym, letnim słońcu. Dosłownie czułam na twarzy promienie słońca, muskające skórę jak... delikatne, mięciutkie materiały nasiąknięte kobiecymi perfumami? Ciepła nuta zahaczyła o delikatne drewno, mieszające się z kwiatami.

Pomyślałam o kwitnących drzewach, ale nie tylko. Subtelnych kwiatów zaczęło pojawiać się coraz więcej. Chwilami przywodziły na myśl... kwiatowe dezodoranty. Trochę wodnych, trochę ciężko-wilgotnych i wielkich, którym lekkości dodały... Owoce? Coś jabłkowo-egzotycznego? I może nawet lekko cytrusowego? Kwiaty drobniejsze? Przewijały się tam drobniutkie kwiatki białe. Delikatne i żywe, pokryte rosą. Zdecydowanie czuć wodę, która nieco... rozmyła poszczególne nuty?

Kwiaty raz po raz przeszył motyw poważniejszy, ale też łagodny. Soczystość, perfumy... coś związanego z wodą, może odrobinką soli? Pomyślałam drewnie nasiąkniętym solą, o jakieś kolorowej soli do kąpieli. W kwiatowym wariancie?

Wosk na sucho jest intensywny, ale w kominku zaskakuje delikatnością. Czuć go dobrze, ale raczej jako "coś tam w tle". Nie był specjalnie rześko, ani jakiś dosadny. Rozchodzi się leniwie, by wykazał się, trzeba poczekać, trwa średnio długo. Bez polotu, przeciętny.

Całość miała niby ładne nuty, ale na tyle rozmyte, delikatne, że zostawiały niedosyt i tyle. Kwiaty, trochę owoców w dezodorantowo-perfumowym klimacie, z wyczuwalną wodą, ciepłem jakoś nie porwały. Żałuję, że drewno nie okazało się intensywniejszym wątkiem. Nuty miały potencjał, ale wyszły nudno. To nie tyle krystalicznie czysta woda, co... nuty do czysta wyprane z charakteru.

6/10

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

świeczka / wosk Yankee Candle Sweet Morning Rose

Ranny ptaszek

Uwielbiam wstawać bardzo wcześnie. Gdy słońce dopiero się budzi albo gdy jesienią jest jeszcze dość ciemno-ponuro. Także te wczesne pory dnia preferuję jako godziny na degustację czekolady (a przynajmniej porobienie zdjęć na bloga). Czy wreszcie miałam dostać za to jakieś kwiaty, jako dla rannego ptaszka numer 1? Jak pachną róże o poranku? Mimo wczesnego wstawania od lat... to miałam chyba stwierdzić dopiero dzięki YC... chyba, bo już etykieta i opis sugerowały, że równie co w kwiatowym, może to pójść w przesłodzonym kierunku, co mnie nieco przerażało.

Yankee Candle Sweet Morning Rose to świeczka o zapachu róż o poranku, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Urocze różane słodkości z delikatnymi płatkami róż - wyszukany, słodki finał.
Nuty górne: kwiaty gruszy, woda różana
Nuty środkowe: lilie, płatki róż, ylang ylang
Nuty dolne: pianki marshmallows, piżmo

Recenzja

Już na sucho poczułam słodkawy zapach róż jako olejek różany wzbogacony o świeże kwiaty w żywych odcieniach (różowym?). Nie było to na szczęście słodkie w sposób "stężony", a słodkie lekko. Słodycz wzbogaciły bowiem delikatne, soczyste owoce. To... jakby słodki początek dnia, kiedy słońce dopiero wstaje, rosa jeszcze połyskuje na kwiatach, a powietrze jest rześkie, choć nasycone leniwą, uroczą słodyczą.

Ogrzany wosk roztacza naturalny olejek różany, trochę zmieszany z ciepłem kobiecych perfum. Oczywiście właśnie o kwiatowym wydźwięku. Po chwili przybyło trochę świeższych róż, których płatki musiały być wilgotne (pokryte rosą?). Wydaje mi się, że w ich towarzystwie plątały się też inne kwiaty - egzotyczne? Na pewno też słodkie i w pewien sposób wilgotne (acz nie do końca rześkie). Uprzyjemniały słodycz. Tej całościowo nie brakowało. Wpisana w różany olejek z czasem rosła. Poczułam jeszcze jakiś słodki, soczysty owoc - gruszkę? Melona? Acz tonął w róży, która też w pewien sposób była soczysta... I różanych słodkościach. 

Z czasem przybyły jakieś "cosie" z dżemem / konfiturą różaną. Sowicie dosłodzone zahaczały o cukierkowość, ale soczystości się nie wyzbyły. Nie były jednak pierwszoplanowe, na szczęście. Jakby subtelnie wyperfumowana ślicznotka, od rana szykująca się na wiosenny spacer, stroiła się, nie zwracając na nie uwagi (ale dopuszczała możliwość, że zajmie się nimi po powrocie).

Moc na sucho wydaje się dwojaka. Raz zagra mocniej, raz słabiej. W kominku zapach zdecydował się na delikatność. Mimo to, jest wyraźny i czuć go nieźle, ale... falowo, miejscami, jakby nie równo. Tu zaleci, tam zaleci, na jakiś czas znika...  Rozchodzi się w średnim tempie i tyleż trwa. Wyszedł autentycznie i ani męcząco, ani rześko. Przeciętny pod tym względem.

To zapach ładny, choć jednocześnie nie specjalnie ambitny. Na szczęście oddaje obiecane nuty, nie zaś niepasującą (i odstraszającą słodziakami) etykietę. Zaskoczył mnie pozytywnie wydźwiękiem, bo choć słodki, to nie przesłodzony. Lubię olejek różany, ale wiem, że nie każdy musi, więc trzeba mieć na uwadze, że oprócz żywych kwiatów, czuć go. Przez nie taką, jaka by mi się marzyła moc, uważam go za po prostu niezły.

6/10

sobota, 31 lipca 2021

wosk / świeca Goose Creek Beach Breeze

Egzotyczny bigos

Nie cierpię plażowania, ale ostatnio odkryłam, że plażowe, słonawo-rześkie woski mają u mnie szanse. Pomyślałam, że wszystko zależy od układu kompozycji. To trochę jak z nutami smakowymi w czekoladach - prawie wszystkie mogą wyjść smacznie, o ile mają odpowiednie towarzystwo. A tak się składa, iż odkryłam, jak bardzo odpowiada mi duet kokosa i morskiej bryzy.

Goose Creek Beach Breeze to zapach morskiej bryzy na plaży, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
To letnie wakacje na Wyspach Karaibskich! Tropikalne kwiaty i chłodna, morska mgiełka koją duszę.
Nuty: morska bryza, pomarańcze, cytryny, kokos


Recenzja

Na sucho poczułam słodki motyw egzotycznych i cytrusowych owoców: ananasów, cytryny, melona... Ze słodką i zarazem goryczkowatą pomarańczą? Wydały mi się nieco kosmetyczne, jak kremy o ich zapachu, a częściowo rzeczywiście autentyczne. Mieszały się z mleczkiem / śmietanką kokosową i pewną rześkością... wiatru?

W paleniu wosk zaczął od rozniesienia słodko-kwaśnych ananasów z rześkim motywem niemal wodnistych, a i tak słodkich melonów. Zmierzały w ciężkim kierunku. Następnie podsycił je kwasek cytryn, ogólnie cytrusów... Zbierały się i mieszały, stając się niejednoznacznymi. Czyżbym wyłapała goryczkowatą skórkę...? Coś przy cytrusach było takiego, że wydały mi się lekko korzenne - jak pomarańcza z goździkami? Z anyżem?

Zaraz pomyślałam o lekko zawilgoconych liściach i kiszonych ogórkach, ale szybko częściowo zniknęło to... w kwasku z echem soli? Pojawiła się odrobinka drewna; pomyślałam o czekoladach z solą, w których dodatek ten jawi się jako słonawy. Przybył kokos... raczej słodko-kosmetyczny, kremowo-perfumowy, sztucznawy, ale też mleczko / śmietanka. Nagle zaserwował mi śmietankowo-kokosowy deser z owocami egzotycznymi, głównie ananasem, brzoskwinią / nektarynką i cytrusami. Soczysta słodycz z wpisanym kwaskiem zalewała... delikatne ciepło, które również w tle pobrzmiewało. Wyszło to dość ciężko, przytłaczająco.

Z czasem raz po raz coraz dobitniej wyłamywał się z kompozycji "jesienny ogórek" - jakby nieudany zapach mokrych liści. Kwaskawo-wytrawny, dziwny, ale nawet nie odpychający, a po prostu niezgrany z resztą. Rozchodził się i... zmieniał w podgniłe liście zalegające na mokrej ziemi lub piasku. Jak... liście opadłe z palm i zalegające zbyt długo? Kwaśno-słodkie i ciężko-wilgotne.

Zapach jest bardzo intensywny, w podobnym sensie i na sucho, i w kominku. Wyszedł ciężko, choć próbował być rześki. Trochę przytłaczał, utrzymując się długo i aż nieco wgryzając w pomieszczenie.

Całość o dziwo, już w kominku, wyszła ciekawie nie źle (nie "nieźle", a nie źle, choć też nie dobrze). Mam z nim problem, bo egzotyczne owoce i cytrusy wyszły przeciętnie, nie podobało mi się zalatywanie ogórkiem, kokos wyszedł słodko i kosmetycznie, sztucznawo, ale... motyw przegniłych liści końcowo przypadł mi do gustu. Tylko że zupełnie nie pasował do reszty / reszta do niego. Takie liście widziałabym w zacnej, jesiennej kompozycji, a tak wyszło jakieś nie wiadomo co. Plażowo-zapachowy bigos, kwaśno-ciężki śmietniczek. A jednak nie był jednoznacznie zły. Podobny do Goose Creek Half Moon Bay, acz przyjemniej liściowy.

7/10

czwartek, 29 lipca 2021

wosk Bridgewater Candle Nantucket Coast

Niczym światło w mroku

Odkąd pamiętam mam słabość do motywu latarni morskich. Podoba mi się klimat surowych, opuszczonych plaż, skalistych wybrzeży, gdzie nie ma ludzi, a... jest wspaniała atmosfera i... być może są piękne zapachy? Na to liczyłam, decydując się wreszcie na ten wosk. Muszę przyznać, że łypałam na niego podejrzliwie od roku. Kusiło prawie wszystko: od etykietki, przez większość opisu / nut po kolor wosku, jednak... odstraszał mnie ogórek. Początkowo nie wiedziałam też, czy potencjalnie słonawe nuty mogą mi odpowiadać, ale kilka morskich zapachów ośmieliło mnie. Wiedziałam, że te mogą jak najbardziej.

Bridgewater Candle Nantucket Coast to zapach morza, ziół i chłodnych owoców, oddający klimat wybrzeża na Nantucket (ponoć piaszczysta i bezleśna wyspa w USA, Massachusetts); u mnie jako wosk kostka ok. 12 g (w opakowaniu 73 g).

Opis producenta:
Oto rosnące fale oceanicznej perfumeryjności. Ciemnoniebieskie morze tworzy stonowane i majestatyczne tło. Chłodzący ogórek, melon i mandarynka obmywają wydmy ziołowej szałwii oraz bazylii. Pędy paczuli i piżmo dopełniają kompozycję ziemistą słodyczą. 


Recenzja

Na sucho wosk pachniał odważnymi ziołami: suszonymi, ale nie tylko, bo też trochę świeżymi... Mieszały się z dobrymi, męskimi perfumami / żelem pod prysznic. Było to kojące, orzeźwiające... Z ziół wskazałabym szałwię, od której odchodziła lekka kwaskawość. Wtapiała się w słodkie cytrusy (pomarańcza z bergamotką?) i rześkie, ale delikatniejsze tony. Bardziej kwiaty i świeże zioła? Pomyślałam też o rozgrzanej słońcem ziemi, odrobince soli. Wyobraziłam sobie dziki, nadmorski brzeg, nadmorski las... Ledwo oświetlany słońcem, które nieudolnie próbowało przebić się zza szarawych chmur.

Po rozgrzaniu wosk położył nacisk na słodycz, zioła i ciepło. Goryczkowato-cierpkie zioła otuliły się słodyczą, jednak i wytrawności im nie brak. Zdecydowanie dominowała rześka szałwia, ale też... wytrawniejsze, świeże liście bazylii, może rozmaryn...? Trochę przypraw korzennych się przy nich zaplątało, trochę kwiatów... Gdzieś w tle może odrobinka lawendy.

A życie tych podkreśliły owoce. Delikatne... może gruszka i cytrusy. Pomyślałam o pomarańczy z bergamotką, ale też mandarynką... dosłownie jednak odrobince. Ich rześkość mieszała się z nutą męskiego żelu pod prysznic. Zgrało się to z ziołami i motywem chłodnej, morskiej bryzy.

Poczułam się, jakbym z jakiegoś lasu wyszła na surową plażę nad morzem, w dniu ze zmienną pogodą. Surowe rośliny rosnące wokół, chłód... Trochę roślin zawilgoconych, zalegających na ziemi... a jednak czułam też trochę rozgrzaną ziemię i perfumeryjne ciepło. Z czasem wróciły zioła, ale w wydaniu bardziej suszonym i puszczającym oczko do ciepłych przypraw. Jakby tak... tego chłodnego dnia otulić się męską bluzą?

Zapach na sucho jest intensywny, w kominku także. Rozchodzi się dość szybko, początkowo delikatnie pobrzmiewając, ale jak już się rozkręci... Jest moc! Rozchodzi się na całe mieszkanie. Utrzymuje się bardzo długo z poczuciem rześkości włącznie.

Piękny, mocny zapach. Niby chłodny, ale przełamany lekkim ciepłem. Dosadny, szlachetny i gorzkawy, a jednocześnie znacząco słodki. Męski charakter, ciekawe, słodkawo-goryczkowate zioła, złożona rześkość i motywy roślinno-morskie z tlącym się ciepłem bardzo mi do gustu przypadły. Chyba całkiem nieźle oddają etykietkę. Jest w nim jednak pewne... tajemnicze niedopowiedzenie? Chyba tak. Wśród jemu podobnych wyróżnia się, jak światło z latarni na morzu.

10/10