piątek, 30 kwietnia 2021

kadzidełka Tribal Soul Incense Smudge Sticks White Sage + Palo Santo

Do zachwytu duetem trzeba dwojga

Gustuję przede wszystkim w kompozycjach zapachowych, na pojedyncze warianty trochę szkoda mi czasu - bo do odkrycia jest tyle bukietów i zestawień! Gdy chodzi o zapachy oczyszczające... uwielbiam palo santo, jednak do szałwii podchodzę z rezerwą - znaczy lubię ją, ale wiem, że lepiej ostrożnie. Stąd kadzidełka / woski zawsze trochę budzą moją podejrzliwość. Gdy po prostu palę szałwię, mam możliwość regulacji ilości "jaką lubię". Po Tribal Soul Sweet Grass + Cedar wiedziałam jednak, że tego duetu nie mam co się bać (acz i tak nie byłam już w stanie się wycofać, bo oba zapachy kupiłam razem).

Tribal Soul Incense Smudge Sticks White Sage + Palo Santo to zapach białej szałwii i palo santo, zainspirowany rytuałami Indian Ameryki Północnej; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych pyłkowych, wykonanych w Indiach z naturalnych składników (zioła, żywice, olejki, kwiaty), których w opakowaniu jest 12. Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).



Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały intensywnie przede wszystkim słodkim w orientalny, lekko pikantny sposób drewnem. Choć przede wszystkim czuć jasne palo santo, pomyślałam też o słodkim cynamonie (szlachetnym cejlońskim?) i drzewie nagrzanym słońcem. Oczami wyobraźni dosłownie widziałam jego drewienka. Za nim snuła się rześko-świeża ziołowość szałwii, wprowadzająca element bardziej roślinny.

Kadzidelko palone roztoczyło drzewny, nieco korzennie-żywiczny aromat palo santo. Było słodkie, utworzyło orientalny, korzenny klimat. Dosłownie poczułam ciepło słońca i przypraw korzennych, nieco dymnych, żywicznych. Drzewo, drewno... niewątpliwie jasne... mieszało się z rześko-jasnymi ziołami. Biała szałwia nieśmiało pomykała w tle, w dodatku w towarzystwie też innych ziół, dość słodkawych. Roślinnie-słodki motyw krył się pod dominującym, słodkim palo santo. Jego słodycz rozkręcała się do tego stopnia, że o ziołach łatwo można zapomnieć.

Kadzidełko pachniało intensywnie już na sucho, a palone to podtrzymało. Paliło się długo, a i zapach długo się utrzymywał, nie będąc napastliwym. Dymu przy tym było stosunkowo niewiele. Nie była to jednak siekiera.

Zapach podobał mi się, bo bardzo lubię palo santo, jednak szałwia wydała mi się nim zbytnio przygłuszona. Z drugiej strony, jej aromat jest bardzo specyficzny i właśnie wgryzający się, więc może taki był zamysł? Okiełznać ją? Mam mieszane uczucia co do aż takich dysproporcji, gdy wariant zapachowy jest duetem. Ja nastawiłam się na duet zapachów, a dostałam głównie palo santo, stąd obniżenie ocenę.
Kadzidełko wydaje się bardzo oczyszczające, acz myślałam, że wykaże większą moc-intensywność.

7/10

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Burlwood & Oak

Tajemnicze drewno

Z drewnianymi zapachami mam jeden problem: uwielbiam je, ale nie satysfakcjonuje mnie "tylko drewno". Wolę złożone kompozycje, a w tych problem o to, by "reszta" za bardzo nie przygłuszyła drewna właśnie. Szukam więc czegoś... ciekawie drewnianego, a jednocześnie nie umiem tego sprecyzować. Smutne to trochę, ale cóż. Zobaczywszy etykietę dzisiejszego wosku pomyślałam, ze to może być strzał w dziesiątkę, ponieważ lubię tajemnicze, nieoczywiste zapachy... a ten właśnie na taki wyglądał. Tajemnicze, intrygujące drewno... Mmm.

Goose Creek Burlwood & Oak to zapach oddający "sękate drewno, dąb", u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Gdyby ściany mogły mówić... stulecie historii zamknęłyby w jednym, magicznym zapachu. Upojna nuta ciepłego, eleganckiego drewna.
Nuty górne: rozmaryn, pomarańcza, cytryna
Nuty bazowe: lawenda, jasne róże
Nuty dolne: dąb, drewno kaszmirowe, drewno sandałowe, mech dębowy


Recenzja

Na sucho wosk zapachniał mi intensywnie orzeźwiającym, męskim żelem pod prysznic, kryjącym szlachetną goryczkę i drewnem... Jakby tak w łazience stały drewniane meble, szafki... Wilgoć wszystko przenikała i mieszała się z nieśmiałą, cytrusową soczystością i lekko ziołowo-kwiatowym splotem, który zdawał się aż... utulać? Jak przygotowany, ciepły ręcznik, położony na drewnianej półce.

W paleniu wosk zdecydował się na wyraźnie męsko perfumowy klimat. Rześki i charakterny - zaobfitował w mnóstwo kwiatów i ziół... ciężkich, podszytych lekką goryczką i swoistą pikantną słodyczą. Czułam lawendę i krzewy (z ostrymi cierniami?), drewno.

Do głowy przyszedł mi orzeźwiający męski żel pod prysznic i właśnie... samo "prysznicowanie się". Na jakiś wczasach, w drogim... wynajętym, nowoczesnym domku? Z drewnianymi panelami, meblami także w łazience. Wydawały się zawilgocone. Pomyślałam o drewnie i ogólnej wilgoci. Drewno wiązało się aż z żywszymi nutami... Mchu? Jak w wilgotnych tropikach... W których to lasach rosną drzewa porośnięte mchem, z których to zwisają liany? Rośliny cały czas nakręcały rześkość, wtórowały im cytrusy, które zaczęły się pojawiać tu i ówdzie. Czułam pomarańczę i cytrynę, wraz z ich goryczkowatymi skórkami. Świetnie mieszały się z drzewami i ziołami, nasączając je.

Z czasem zioła wydały mi aż lekko ostro-korzenne. Zahaczyły o lekkie... drapanie / duszenie w gardle? Marginalne na szczęście. Zioła te mieszały się ze słodkawymi, męskimi perfumami, chwilami zmierzając w nieco mydlanym kierunku. Zaraz jednak pomyślałam o... palonym, karmelizowanym rozmarynie? I czymś goryczkowatym, ale ciepłym, trudnym do uchwycenia. Mieszał się z lawendą, może też różami. Drewno nieco cieplejsze mieszało się z drzewami ogółem, by pożegnać się niemal ciepło-otulającą nutą. Jakby tak po prysznicu, z widokiem na żywą roślinność, zioła w drewnianym, przytulnym wnętrzu szorować się czystym, ciepłym ręcznikiem.

Zapach na sucho był przyjemnie intensywny, w paleniu również. Rozchodzi się szybko, trwa długo i orzeźwia dosłownie, co się chwali.

Odebrałam go jako o wiele wilgotniejszą wersję GC Eskimo Kisses. Świetne, rześkie i charakterne nuty z mocną, drewnianą bazą. Podobało mi się zawilgocenie i rześkość, jedynie z leciutkim echem cytrusów. Charakter drzew i ziół przodował, co stworzyło świetną, męską mieszankę. Mimo to... nie było w tym zapachu nic nadzwyczajnego, a i... ja wiem, czy tak etykietkę dobrze oddawał? Nie powiedziałabym. Chwilami też przeszkadzało mi prysznicowo-mydlane skojarzenie (stanęło na drodze do pełnego zachwytu). Cóż, na etykietce to klucz raczej do łazienki niż to tajemniczego ogrodu pełnego drzew, ale co tam.

8/10

sobota, 24 kwietnia 2021

kadzidełka Tribal Soul Incense Smudge Sticks Sweet Grass + Cedar

Zapach znacznie cięższy niż piórko

Nie ciągnie mnie do rytuałów rdzennie amerykańskich, nie pociągają mnie piórkowe klimaty, które ostatnio zrobiły się modne, ale Indian i ich wierzenia, kulturę ceniłam sobie od dawna. Jako dziecko nie cierpiałam księżniczek, zaś Pocahontas lubiłam i szanowałam. Obecnie te prawdziwie rdzenne odniesienia, tematykę Nawaho itp. szanuję. Wiedzę na ich temat mam znikomą, ale myślę, że z chęcią to zmienię. O słodkiej trawie, jaką oni stosują od lat, usłyszałam właściwie dzięki tym kadzidełkom. Kupując je z kolei byłam przekonana, że to wariant "trawa cytrynowa i cedr", więc czekało mnie małe zaskoczenie. Mimo iż mój wymyślony uważam za ciekawy duet, poznanie czegoś nowego... koniec końców chyba wydało mi się jeszcze fajniejsze.

Tribal Soul Incense Smudge Sticks Sweet Grass + Cedar to zapach słodkiej trawy (turówki wonnej) i cedru, zainspirowany rytuałami Indian Ameryki Północnej; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych pyłkowych, wykonanych w Indiach z naturalnych składników (zioła, żywice, olejki, kwiaty), których w opakowaniu jest 12. Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).



Recenzja

Na sucho kadzidełka uraczyły mnie intensywną słodyczą wanilii z poważniejszym, drzewnym tłem. Kompozycja wydała mi się ciepła, trochę jak... suszone liście tabaki? Z leciutką cierpkością i orientalnym wydźwiękiem.

Po rozpaleniu dym rozniósł zapach bardzo słodki, ale jednocześnie nie przytłaczający. Pomyślałam o wanilii i mięciutkich płatkach jej kwiatów. Wanilia jakby ustanowiła bazę, na której zawirowało... ciepło i suszone liście tabaki? Też w pewien sposób słodkiej.

Od słodko-liściowych, a jednak szlachetnych i poważnych nut tabaki z czasem rozeszło się drewno. Drewno suche, ciepłe... Pomyślałam o jasnym drewnie i drewnie słodko-orientalnym. Oczami wyobraźni patrzyłam na drewniane ławki... rozgrzewane słońcem, acz tylko częściowo, bo od niego trochę osłaniało je jakieś drzewo o niegęstych liściach (do głowy przyszła mi akacja). W obrazie tym, oprócz ciepła, kryła się pikanteria. Trochę poskromiona, a jednak poważna i korzenna. Ostre, wschodnie przyprawy i aromatyczne drewno zatoczyły krąg do wanilii, która ukoronowała je.

Kadzidełko ma intensywny zapach już na sucho, a co dopiero po rozpaleniu. Dymu wydziela niewiele, a pachnie od pierwszych sekund. Utrzymuje się przyjemnie długo do dnia kolejnego, ale nie wgryza się w otoczenie. Bardzo wysoka jakość.

Całość bardzo mi się podobała. Waniliowo-korzenne drewno wyszło słodko, ale bardzo, bardzo szlachetnie. Wyrazisty zapach nie przytłacza. Skojarzył mi się z lepszą wersją CC Golden Tobacco. Piękne opakowanie i forma - urzekło mnie piórko wewnątrz.

9/10

czwartek, 22 kwietnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Moonlit Coconut

Kokosowy księżyc

Kiedyś uwielbiałam kokosowe słodycze, obecnie - gdy ze słodyczy jadam tylko czekolady - w kokosowych wariantach wiecznie coś mi nie gra. Kokosa jednak lubię. Jakiś czas temu odkryłam, że jak czuję jego nuty w kompozycjach zapachowych, chwytają mnie. Stąd też decyzja o kupieniu czegoś kokosowego, ale nie "tylko kokosowego" (nie kręcą mnie jednolite zapachy).

Goose Creek Moonlit Coconut to zapach oddający kokosa rozświetlonego księżycową poświatą, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Światło odbijane przez księżyc spowija wyspę, jak i przepływa chłodna, marzycielska bryza.
Nuty górne: woda kokosowa, cytryna
Nuty bazowe: ananas, jaśmin
Nuty dolne: nocne fale, oud, drewno cedrowe


Recenzja

Na sucho zapach uderzył intensywnym i w pełni naturalnym orzechem kokosowym, nasączonym owocami: ananasem i cytryną. Wszystko to było żywe i soczyste. Kokosowość odebrałam jako roślinną, czułam rześkość plaży, jak również "zieloność". Oczami wyobraźni widziałam liście palm, ale też właśnie same kokosy: łupiny kokosowe, wiórki i miąższ. Swoisty kokosowy kwasek łączył się z przytoczonymi już żółtymi, kwaskawymi owocami. Podkreśliły rześkość, wydobywając na powierzchnię wodę kokosową i nuty bardziej mleczkowo-śmietankowe, podkręcane i napędzane białymi kwiatami (jaśminem?). Było to nieco słodkawe, ale w lekki sposób.

Po zapaleniu podgrzewacza wosk rozniósł orzechowo kokosowy zapach, nierozerwalnie związany z drewnem i soczyście-egzotycznym tłem. Dosłownie widziałam grube, brązowe łupiny kokosowe oraz masywne pnie palm. Drewno odpowiadało za poważniejszy motyw, który niósł pewną wytrawność. A także ekskluzywność rajskiej plaży, gdzie czuć rześkość... od falującej wody... gdzie piasek już wystygł. To plaża wieczorową porą, kiedy już czuć rześkość. Jej pomogły owoce, prędko pojawiające się jako soczysty motyw ananasa. Ananas epizodycznie nasilał się i czasem wychodził aż na pierwszy plan.

Kokos tymczasem też się rozwijał. Wyraźnie go czułam, jakby lekko soczystego... Kwaskawego? Ten motyw podsycił ananas, wsparty kwaskawą cytryną. Sok lał się, nasączając obraz plaży. Poczułam rześkość i soczystość. Kokos przeszedł w mleczko kokosowe, śmietankę... biel których podkreśliły kwiaty. Koniecznie białe. Nieco wygładziły kwasowość, jakby wyciszając kompozycję, tuląc do snu. Ananas trochę się osłodził. Z czasem wyraźniej poczułam jaśmin i wilgoć. Wilgoć związaną z rześkością i soczystością. Lekki kwasek wiążący kokosa z owocami: cytrynami i ananasem rozbrzmiewające orzeźwiającą egzotyką zaczęły osiadać w drewnie. Same też upuściły trochę goryczek swych skórek. Zupełnie, jakby tak wieczór pamiętający jeszcze gorący, może nawet nieco lubieżny, dzień na plaży, przygotowywał plażowiczów do snu.
Z kolei po zgaszeniu podgrzewacza, jakiś czas później... to, co pobrzmiewało, poszło w nieco cytrusowo-kokosowo-ogórkowym kierunku. Było rześkie, ulotne i nieprzyjemne.

Zapach był bardzo intensywny na sucho, w paleniu nieco mnie rozczarował, bo aż tak mocny nie był, a jednak nuty miał takie, że chciałabym je poczuć intensywniej.

Całość niby była niezła, ale za dużo było mi w tym ananasa i owoców, a za mało kokosa i plaży. Ananas jakoś nie pasował mi do kwiatów, a cała rześkość wieczoru i soczysta egzotyka też... trochę się gryzły. Zapach ciekawy, ale nie w moim guście. Nie lubię połączenia kokosa i owoców - jedynie nutę owocową mogłabym przyjąć z ochotą. Tu jednak niestety wyszła zbyt intensywnie.

6/10

wtorek, 20 kwietnia 2021

kadzidełka Oriental Flight Patchouli & Bergamot / Paczula i Bergamotka

Ziemisty odlot

Mam słabość do niecodziennych połączeń zapachowych / smakowych. W pierwszej chwili, gdy dostrzegłam połączenie paczuli i bergamotki, w dodatku w tak pięknym opakowaniu kadzidełek marki mi nieznanej... wiedziałam, że je chcę i tyle. Dopiero kupując już, na dobrą sprawę uzmysłowiłam sobie, że... to może przecież wyjść jak jedno z moich ulubionych połączeń nut smakowych w czekoladach, czyli ziemia & cytrusy! Już nie mogłam się doczekać, by zaciągnąć się tym dymem.

(Jones Home & Gift) Oriental Flight Patchouli & Bergamot to zapach paczuli i bergamotki; u mnie w formie zielonych kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach z materiałów perfumeryjnych, których w opakowaniu jest 30; producent to Jones Home & Gift.



Recenzja

Na sucho kadzidełka zapachniały lekko ziemiście niczym wilgotna, czarna ziemia zdradzająca lekką kwasowość, pewną ostrość i mieszająca się tym samym z soczyście-goryczkowatymi cytrusami. Wskazałabym pomarańczę, a przede wszystkim jej skórkę, do której słodyczy zakradały się trochę kadzidlano-ciężkie kwiaty. Dodatkowo zacisnęły splot słodkiej soczystości i ziemi.

Palone kadzidełka roztaczały dym dosadnie ziemisty, sprawiający, że w wyobraźni patrzyłam na czarną, wilgotną glebę. Wydawała się żyzna, czysta i... aż leciutko soczyście-pikantnawa, goryczkowata... tak jakby... od roślin? Niosła rześkość i ciężkość jednocześnie. Pomyślałam o nieco zawilgoconych konarach, drewnie zalegającym w lesie i... pokrytym mchem?

Była to ciężkość... soczystych, esencjonalnych cytrusów. Rozkręciły kwaśność, ale słodyczy nie porzuciły. Pomyślałam o pomarańczach i ich goryczkowato-cierpkich skórkach, lekko uziemionych jakby... z nutką ziemistej (czerwonej?) herbaty w tle. Wydała mi się nieco prażono-palona; też jak takowe zioła. W nich jednak kryła się także słodycz, z czasem chyląca się ku ciężkawym, żywych kwiatom i... znów goryczkowatej skórce cytrusów (mignął mi grejpfrut), choć tym razem cięższych i jakby ukrytych w dymie. Prażono-palonych? A może jak z sowicie wypieczonych, jasnych ciastek ze skórką? Częściowo jakby i ona, i kwiaty znalazły się w opisanej herbacie lub zmieszały się z ziemią. Splot ten chwilami kojarzył mi się ze zbutwiałym drewnem.

Mimo iż na sucho kadzidełko nie zapowiadało takiej mocy, palone dało się poznać jako całkiem intensywnie. Jednocześnie dymu szło bardzo niewiele; proces palenia się patyczka trwa długo. Utrzymuje się z kolei średnio długo.

Całość podobała mi się, jednak wolałabym, by była ostrzejszą, dosadniejszą siekierą. Ładny, głęboko-poważny zapach wiele dobra mi zafundował, acz pewne kwestie mógłby... jeszcze bardziej rozwinąć. Zagrać nimi jeszcze mocniej. Ciekawy, ale nie aż tak, jak się zapowiadał po tytule i opakowaniu. Myślałam, że będzie bardziej ziemiście i soczyście cytrusowo, wyszło zaś... ziemiście i drewniano-cytrusowo, z zawilgoceniem.

8/10

niedziela, 18 kwietnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Bergamot Mist

Niezamglone nuty mgły

Na ten wosk, a dokładniej na jego etykietkę zerkałam od pewnego czasu. Zapach zapowiadał się genialnie, męsko, ale majestatyczne zamczysko w górach i mgle jakoś nieco mnie... onieśmielało? A jednocześnie intrygowało. Trochę więc zwlekałam, jednak gdy już zdecydowałam się na zakup, wiedziałam, że bez sensu kupować tylko kostkę.

Goose Creek Bergamot Mist to świeży zapach bergamotki, drzew i mchu, oddający mgłę, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Zakazana mieszanka najcenniejszych elementów ziemi tworzy mroczny i pociągający klimat.
Nuty górne: musująca bergamotka, skórka cytryny
Nuty bazowe: geranium, grejpfrut
Nuty dolne: kremowy zamsz, biały cedr, mech dębowy


Recenzja

Wosk na sucho zapachniał chłodem skał i drzew, które spowijały wilgotne... mgły? Poczułam świeżość kwiatów i lekko męskie zioła, drzewa w tle, w oddali. Do głowy przyszły mi krzewy porastające surowe, górskie zbocza. Była w tym kamienna masywność, a także ciężkie, dzikie zioła i kwiaty. Wszystko jakby wilgotne od mgły, deszczu i... z charakterem ziemistym. Zaplątały się w tym nawet soczyście-goryczkowate cytrusy.

Wosk w kominku rozniósł mnóstwo słodkich kwiatów - dość ciężkich, wilgotnych, ale nie tylko. Także żywych i przyzwyczajonych do chłodu, surowych warunków. Kwiaty przejawiały soczystość... nieco ziołową, nieco cytrusową... Pomyślałam o pomarańczach i ich kwiatach.

Soczystość z czasem zaczęła coraz bardziej zmieniać się w chłód i wilgoć po prostu. Kwiaty mieszały się z ziołami... ziołami coraz ostrzejszymi i krzewami. Czułam coraz więcej drewna i goryczek. Wilgoć... była oblekająca i spowijająca te drewna, a także skały... Niczym zielony, wilgotny mech. Zupełnie, jakbym pełną piersią wdychała czyste, górskie powietrze.
Zapach skojarzył mi się z dobrymi, chłodnymi i naturalnymi męskimi perfumami. Klimat był poważny, bogato koloński i... dziki. Wciąż snuły się kwiaty, ale subtelnie w tle... Jakby róża? Może dzika? Na przód chwilami zaskakiwały goryczkowate grejpfruty, chwilami coś kwaśniejszego... nasycającego drewno i ziemię. Pomyślałam o herbacie... earl grey, a więc z bergamotką? Jakąś z cytrusową nutą i kwiatami? Na pewno mocną, dosadną. Niczym zwieńczenie wyprawy.

Zapach zdradza intensywność już na sucho. Oczywiście potwierdza ją po rozgrzaniu; rozchodzi się błyskawicznie i długo utrzymuje (nawet kolejnego dnia czuć bez problemu).

Całość przemówiła do mnie. Mimo że nie rewolucyjna, to serwująca porządnie męski zapach cytrusów, drewna i wilgoci, oddających wyprawę w nieokiełznane góry. Rzeczywiście chyba coś z mgły to w sobie miało... Cudownie zawarł ciężkość / moc obok rześkości. Aromat wydał mi się... taki czysty, dziki i jednoznaczny w tym. Skojarzył mi się jako nieco zbyt nasączone cytrusami YC Misty Mountains.

9/10

piątek, 16 kwietnia 2021

świeczka / wosk Yankee Candle Chocolate Layer Cake

Nie zatkało kakao

Jak ja sobie pluję w brodę, że zanim zaczęłam wrzucać je do kominka, kupiłam kilka czekoladowych zapachów, by urządzić zestawienie-porównanie. Wyszła z założenia, że skoro czekoladę kocham nad życie... Cóż, niestety jak widać, nie w woskach / świeczkach. Zamiast rozpływać się w zachwycie, obrzydzenie do takich wariantów mi się nawarstwiało z każdym kolejnym.

Yankee Candle Chocolate Layer Cake to świeczka o zapachu czekoladowego ciasta, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Przepyszne warstwy musu kakaowego i czekoladowego to czysta dekadencja. 
Nuty górne: czekoladowy mousse / pudding, kakao
Nuty bazowe: owoce żurawiny
Nuty dolne: wanilia

Recenzja

Na sucho świeczka pachniała słodko, sztucznymi figurkami czekoladopodobnymi oraz czekoladowym ciastem, wanilią. Mieszanka całkiem niezłego słodziaka z tandetą, w której to z czasem odnotowałam też lekką nutę czerwonych owoców (trudnych do określenia: bardzo słodkiej wiśni? malin?).
Po rozgrzaniu wosk powoli roztoczył kakaowy, wyważony aromat. Przypisałabym go mulistemu ciastu albo deserowi o słodyczy początkowo nie za wysokiej. Nie był jednak gorzki, trochę tylko goryczkowato-cierpkawy.

Pomyślałam o piernikowo-makowcowej, nieco ciepłej nucie... jakby korzennej gorącej czekolady lub kakao? Słodycz zaczęła rosnąć, ja zaś poczułam sztucznawą nutę czekoladopodobną, która mieszała się z kosmetycznie perfumową wanilią. Było to trochę odpychające i coraz słodsze w ciężkim kontekście. Na pomoc przyszła lekka, kwaskawo-owocowa nuta. Pomyślałam o kandyzowanych czerwonych owocach (wiśni? żurawinie?), też jednak aż muląco słodkich i zatapiających się w czekoladowości.

Sztuczność zapachu rosła epizodycznie, po czym zaskakiwała na przeciętnie czekoladowy tor. I choć słodycz nie była pierwszoplanowa, wycofała się za nutę kosmetycznego, plastikowego gorącego kakao. Irytujący wątek pobrzmiewał cały czas, choć chwilami krył się w gorącym kakao nie najwyższych lotów. Trochę ugłaskał go mlecznawy, śmietankowy wątek, z wanilią pobrzmiewającą w tle.

Na sucho zapach wydał mi się intensywny, ale zachowawczy. Po rozgrzaniu wyszedł dość mocno, ale wciąż zachowawczo. Nie była to natychmiast uderzająca siekiera. Potem trochę męczył, ale nie dusił.

To jednak i tak niestety kolejny, nieudany zapach czekoladowy w dużej mierze karykaturalnie. Może nie przesłodzony, ale dość sztuczny. Jednocześnie nie był taki najgorszy. Na szczęście nie zatkało mnie, nie przytłoczyło to-to, ale też nie sprawiło, bym chciała znów wrzucić do kominka.

5/10