środa, 24 lutego 2021

wosk / świeca Goose Creek Candle Eskimo Kisses

Noski Eskimoski topiące serce

Kolejny wosk, który zwrócił moją uwagę etykietką. Gdy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że wosk kupię. W dodatku tytuł... mimo że nie cierpię zimy, od razu skojarzył mi się z książkami o Eskimosach (Anaruku), Grenlandią i całym tym niezgłębionym arktycznym światem, który w pewien sposób mnie intryguje, a żyjących tam podziwiam. Kiedy z kolei przeczytałam nuty, zdziwiłam się pozytywnie, bo bałam się, że z moim odwiecznym pechem będą niemoje, a trafiłam na takie, które... obstawiałam, że pójdą w kierunku uzależniającego, niby dziwnie nie mojego, a jednak mojego Warm & Welcome.

Goose Creek Eskimo Kisses to zapach oddający eskimoskie buziaki (Noski noski Eskimoski), u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Zetknijcie nosy do ciepłego eskimoskiego buziaka!
Nuty górne: drewno sandałowe, ziarna wanilii
Nuty bazowe: czarny pieprz, lawenda
Nuty dolne: bursztyn, kaszmir, drzewa / las


Recenzja

Wosk już na sucho uderzył orzeźwiającym, męskim żelem pod prysznic z charakterem podrasowanym przyprawami i ziołami. Niemal pieprzne, drapiące nuty wydawały się drapać w nosie. Zakręciła się w nim również słodycz, trochę... perfumeryjnie tuląca, niejednoznaczna i przejawiająca szlachetne, lekko drewniane skłonności. Drewno mieszało się z odrobinę miętowo-kwiatowym echem.

Po rozgrzaniu z kominka rozszedł się rześki, chłodzący męski żel pod prysznic i ostro-chłodna mięta pieprzowa. Splotły się w charakternej słodyczy. Po chwili dołączyła do nich lawenda w wydaniu nieco perfumeryjnym. Pomyślałam o miękkich, świeżo wypranych ręcznikach. Było w tym trochę ciepła, nadającego zapachowi iście tulaśnego charakteru.

Chłodno-rześka ostrość - chwilami nieco ziołowo słodko-goryczkowata - zaprosiła pieprz i wanilię. Te zaś perfumy i kwiaty (głównie lawendę) przerobiły na mocarne, charakterne drzewa. Wciąż także mięta wokół nich wirowała. Słodycz wyszła więc szlachetnie i dostojnie. Czułam drzewa wonne, nieco orientalne, ale i... po prostu, dosadne. Drzewa i jeszcze więcej drzew umocniły charakter męskiego żelu i perfum. Mimo korzenności podtrzymały rześki chłód. Wydał mi się aż... ostry, ale puszczający oko do przytulnego wątku.

Zapach to siekiera już na sucho, a po zapaleniu podgrzewacza rozchodzi się szybko i potwierdza to.

Całość bardzo mi się podobała. Siekiera fundująca męsko-ziołowe i drewniane nuty niby była chłodno-zimowa, ale nie zabrakło w niej także swoistego ciepła. Słodycz czułam wyraźnie, acz i ona popisała się szlachetnym charakterem.
Jedyne, co bym zmieniła, to męski żel na same perfumy męskie (a nie duet żel&perfumy).

9/10

poniedziałek, 22 lutego 2021

świeczka / wosk Kringle Candle Oak & Fig

Figa z makiem, albo raczej...

Bardzo lubię figi, ale tylko suszone. Świeże jakoś do mnie nie przemawiają. Drewniane nuty zaś zazwyczaj chwytają mnie zawsze i wszędzie. Ich połączenie wydało mi się jednak niecodzienne i intrygujące, więc takiej świeczki nie mogłam ominąć. Właśnie drewno jest tak zacną, uniwersalną nutą może mieć tyle "twarzy", że zarówno suszone, jak i świeże figi - jak o tym pomyślałam - mogły pasować. 

Kringle Candle Oak & Fig Daylight to świeczka o zapachu figi i dębu od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta
Połączyliśmy leśną moc kory dębu z zadziwiającą mleczno-owocową słodyczą fig. Idealna równowaga i piękny niespotykany aromat. Poczuj figową rozkosz zrównoważoną drzewnymi nutami!

Recenzja

Na sucho czułam wyraźnie słodycz jakby mydlanych kwiatów i owoców raczej egzotycznych, w tym świeżych fig, melonów. Przy tych drugich rozgościł się... ogórek. Rześki, ale też nieco podkiszony. Za tym wszystkim doszukałam się śliwek, winogron... może lekko podsuszonych, ale nie do końca... Podfermentowanych? Za tym skojarzeniem stało poważniejsze, drewniane tło. Wydało mi się to lekko ciepłe: właśnie "tropikalne", suszące się na słońcu na jakiś drewnianych powierzchniach - dosłownie to widziałam!

Po rozgrzaniu wosk konsekwentnie roztaczał słodycz i rześkość ogórka. Wydała mi się lekko mydlana, co zaraz na szczęście uciekało. Nasiliły się niemal kwiatowe, ewidentnie egzotyczne owoce. Przodowały delikatne, bardzo słodkie i orzeźwiające. Pomyślałam o melonach, figach, ale też jasnych winogronach i nieoczywistej mieszance. Były soczyste i słodkie, ale rześkie. Trzymał się ich rześki, świeży kwasek, który na dobre podpiął pod nie... ogórka. Ogórka zielonego i wodnistego, jak również kwaskawo kiszonkowego.

Wytrawniejszy charakter podkreśliło drewno. Lekko goryczkowate, poważne... Trochę odciągało uwagę od ogórka, przerabiając owoce na jakieś... gęste, owocowo-kwiatowe, wilgotne musy. Odnotowałam lekką ziołowość, suszone liście... A także podsuszone kwiaty lub... już ususzone kwiatowe napary, a tylko co zalewane wodą. Wyobraziłam sobie suszące się na drewnie owoce, które ogrzewa słońce. Na pewno nie były jeszcze w pełni ususzone, zachowały wilgoć i pewną żywotność. Ta wydawała się chwilami, zwłaszcza po dłuższym czasie wręcz gęsta i namacalna, już mniej rześka niż na początku.

Świeczka i na sucho, i podczas palenia jest mocna, ale ani nie przytłaczająca, ani specjalnie orzeźwiająca. Normalnie można by uznać to za plus, ale... nie przy tym zapachu. Zupełnie nie oddawał tego, co obiecywał producent i zalatywał... woskiem / mydłem.

Lubię ogórki, ale może nie w świeczkach, co? Zwłaszcza takich, które obiecują figi i drewno... A tu figa z makiem! Albo powinnam powiedzieć raczej "z ogórkiem", ech. Wielkie zaskoczenie i rozczarowanie. Zapach może ogółem nie był tragiczny, ale zupełnie nie oddawał żadnego z klimatów, jakie sobie wyobrażałam podczas oglądania etykietki. Gdy pomyślę o cudownej Fig & Fir, aż nie mogę uwierzyć, że to ten sam producent.

4/10

sobota, 20 lutego 2021

wosk Yankee Candle Pain au Raisin

Nie taka bułeczka pain(ful)

Żałuję, że wiele wosków / świeczek kupiłam w dwóch-trzech zamówieniach chcąc posprawdzać, czy są w moim guście czy nie, bo latami je omijałam. Kiedyś wydawało mi się, że z jedzeniowymi zapachami mi nie po drodze, ale gdy zorientowałam się, że YC bardzo zmienia swój asortyment, wystraszyłam się, ze nie będę miała okazji powąchać wielu tak chwalonych w internecie zapachów. Tak też zaopatrzyłam się w sporo słodko-jedzeniowych właśnie... By odkryć, że to naprawdę zapachy nie w moim stylu. Miałam nosa w tej sprawie! Niestety jednak już do mnie trafiły... Ten niby był obiecujący, bo uwielbiam rodzynki, cynamon, a ich połączenie z rumem też wydaje się spoko, ale... słodkich bułek nie lubię i nie wiem, dlaczego nie zwróciłam na to uwagę robiąc zakupy.

Yankee Candle Pain au Raisin to zapach francuskich bułeczek typu "pain aux raisins" (drożdżowych ślimaczków z budyniem i rodzynkami); u mnie jako wosk 22 g.

Opis producenta
Kuszące rodzynki nasączone w rumie zostały zapieczone w maślano-waniliowym cieście i dopieszczone cynamonem. 
Nuty górne: laski cynamonu, surowy cukier, masło migdałowe
Nuty środkowe: przyprawiona rodzynka, śliwka, słodka figa, pieczony akord
Nuty dolne: wanilia, słód, koniak

Recenzja

Wosk już przez opakowanie pachniał bardzo intensywnie maślaną, słodkawą bułeczką oraz... plażowym, wilgotnym piaskiem i rumem. Czułam rześkość łączącą zarówno plażę, ciepło, jak i lekko soczyste rodzynki. Z czasem ujawniła się też wanilia, jednak taka... "kosmetyczna".

Po rozgrzaniu wosk rozniósł słodycz wanilii i... niby słodko-pieczoną, ale neutralniejszą. Do głowy przyszły mi nieprzesłodzone wypieki maślano-drożdżowe, ale też... kokos? Migdał? Wanilia trochę się z nimi przemieszała, zahaczając o krem / budyń, nie zaś czystą, prawdziwą wanilię. Słodycz rosła serwując mi słodkie bułeczki z lukrem. Drożdżówki z lukrem pojawiły się na moment, jednak z czasem...

Przeszły w gofry z budki. Słodkie ciasto mieszało się z rześkawym powietrzem. Poczułam plażę, jakby wilgoć piasku i rum. Rum zabarwiał stopniowo słodycz, dodając jej goryczki. Nie był to zapach alkoholu-alkoholu, ale właśnie pewna powaga rumu... czy nawet whisky? Głębokiego i cukrowo-drewnianego, drogiego alkoholu na pewno. Chwilami wydawała się bardziej drzewna... jak grube palmy  kokosowe na plaży. Bardzo wyraźnie pojawił się kokos. Oczami wyobraźni zobaczyłam wielkie orzechy kokosowe, ich drewniano-twarde łupiny, choć do głowy przyszedł mi też kokos jako wiórki, może pewna mleczność (zataczająca krąg do budyniu waniliowego?). Pojawił się lekki kwasek - chwilowo może też kokosowy - wprowadzający soczyste rodzynki. Świetnie odnalazły się w słodkawej (ale nie przesłodzonej!) głębi.

Całościowo wyszło to ciepło (za czym możliwe, że stał cynamon, niezbyt jednak wyczuwalny wyraźnie jako on sam). Przełożyło się na myśl o tym, jak grzeje plażowe słońce, o ciepłym piasku... I przypomniało o piekących się gofrach / drożdżówkach.

Intensywność zapachu na sucho zacna; mocny, a nienapastliwy. Zapach zdawał się rozpychać w pokoju po tym, jak rozszedł się szybko, ale nie męczył i nie mdlił. I wcale tak szybko nie znikał.

Całość średnio oddała wariant z etykietki, jednak przemówiła do mnie bardziej niż się spodziewałam. Kojarzyła mi się z... karaibską ucztą. Kokos, słodkie bułeczki, plaża, cukrowo-drewniany alkohol i rodzynki... wyszły słodko, a jednocześnie nie muląco. To taki... poważniejszy, wieczorowo-letni zapach, bardzo ciekawy. Długo się zastanawiałam, czy wystawić mu 7 czy 8, ale w końcu postanowiłam trochę podciągnąć, bo... po prostu wyszedł bardzo złożony i intrygujący w tym. Był miłym zaskoczeniem (zwłaszcza ten kokos), który z chęcią do kominka jeszcze wrzucę.

8/10

czwartek, 18 lutego 2021

kadzidełka Nemesis Now Prosperity (Jasmine) by Lisa Parker jaśmin

Białe kwiaty w czarnym kadzidełku

Kupując woski, świece i kadzidełka patrzę nie tylko na same zapachy, ale także na opakowania, formę, kolory, znacznie mniej (ale czasem też) na temat / intencję. Z racji tego, że czarny to mój ulubiony kolor, na wszelkie zapachy z kotami poluję, a zapach jaśminu, białych kwiatów jest mi bardzo miły, uznałam, że kadzidełka te muszę mieć. Poza tym... dostatku i dobrobytu nigdy za wiele! Woń białych kwiatów zamknięta w pięknych, czarnych patyczkach? Już nie mogłam się doczekać.

Nemesis Now Prosperity (Jasmine) by Lisa Parker to zapach jaśminu z zaklęciem na dostatek, sygnowany nazwiskiem Lisy Parker (angielskiej rysowniczki fantasy); u mnie w formie czarnych kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach z materiałów perfumeryjnych, których w opakowaniu jest 20.



Recenzja

Na sucho czarne kadzidełka zapachniały mi intensywnie słodko-kwiatowo w specyficznie żywy i zarazem ciężki sposób tak, że od razu wyobraziłam sobie białe kwiaty. Zarówno delikatniejsze, niepozorne, jak i o masywnych, grubych płatkach. Tak, m.in. jaśminu bez dwóch zdań! Ale też kwiatów wodnych. Wilgotnych od... chłodu nocy / wody? Było w nich coś wręcz ostro-drapiącego, zadziornego i... trochę kojarzącego się z naparem / herbatą.

Dym błyskawicznie rozniósł zadziwiająco rześko-żywy aromat kwiatów ciężkich, jasnych, wonnych. Faktycznie czuć jaśmin, co do tego nie ma wątpliwości. Powiedziałabym jednak, że w towarzystwie np. konwalii, nenufarów i... herbacianej nuty? To zapach ewidentnie kwiatów nocą, a więc otoczonych chłodem i wilgocią. Były to kwiaty o aż kręcąco-ostrawym zacięciu, z jakby... kwiatowo-korzennym kwaskiem? Wręcz soczystością, mocno osadzoną w złożonym, roślinnym bukiecie. Genialnie wszystko to podkreśliła kadzidlaność.

Moc uważam za zjawiskową, jak i szybkie rozchodzenie się zapachu. Kadzidełka paliły się w tempie szybko-średnim, co akurat stanowi mały mankament.

Chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na tak wyraźnie jaśminowy, a jednocześnie złożony zapach. Siekierowy, niemęczący, mimo że kwiatowy. Rewelacyjnie wyszło to jako kadzidełko.

10/10

wtorek, 16 lutego 2021

świeczka / wosk Village Candle Wish Upon a Star

Gwiazda, która nie upadła

Może i twardo stąpam po ziemi, ale... tylko po to, by nie przewrócić się, patrząc w gwiazdy. Kocham kosmos i wszystko co z nim związane, jednak na widok "spadającej gwiazdy" nie myślę życzenia. Miewam raczej życzenia, by częściej było nam dane oglądać zjawiska takie jak np. rój Perseidów. Nocne niebo nie przestanie mnie bowiem zachwycać, ile bym się w nie nie wpatrywała. Miałam nadzieję, że ten zapach umiejętnie to odzwierciedli. Takie małe życzenie w odniesieniu do tej świeczki.

Village Candle Wish Upon a Star to świeczka oddająca romantyczną atmosferę obserwowania gwiazd, u mnie jako votive / sampler 61 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Ciesz się ciszą pod bezkresnym nocnym niebem usianym lśniącymi gwiazdami z ukochaną osobą. Szczęścia dopełnią ciepłe nuty cedru, hiszpańskiego mchu i akcept bergamotki z muśnięciem lawendy i żywych cytrusów, zamknięte w romantycznej świecy.
Nuty zapachowe: cedr, mech, lawenda, cytrusy

Recenzja

Na sucho świeczka wydała mi się męsko-perfumeryjna, ale w lekkim wydaniu. Poczułam lawendę, fiołki i zwiewną rześkość. Skojarzyła mi się z drobnymi roślinkami pokrywającymi się wieczrną rosą. Wwąchując się dokładniej, pomyślałam o ukwieconych drzewkach cytrusowych, które przywiodły na myśl ciepłą, śródziemnomorską noc. Wszystko to trochę uziemiła drzewność / drewno obecne w tle, nadające męskiego, kolońskiego charakteru.

Po rozgrzaniu wosk błyskawicznie roztoczył lawendowo-koloński splot. Kwiaty, a więc głównie lawenda, ale też fiołki i inne, jakieś jasne i delikatniejsze, dziwnie łączyły rześkość i ciężkawość. Wyszły słodkawo, ale z pazurkiem.

O ten zadbał bardziej sucho-drzewny, drewniany motyw. Dodał lekkiej goryczki. Za jej sprawą prędko wytworzył się męski, typowo koloński klimat. Męskie perfumy dominowały, a podkręcały je zioła i cytrusy. Lekko goryczkowate skórki, trochę kwaskawej soczystości (limonek?)... Ale też słodycz dojrzałych owoców (limonek i pomarańczy?). Cudnie mieszały się z drzewnymi nutami i rześkością.

Gdy zamknęłam oczy, poczułam się jak wśród drzew i krzewów ukwieconych białymi roślinkami, które "przymknęły się" na noc. Ten chłód, rześkość nocy okalał aromatyczne, aż nieco drapiące rośliny z każdej strony. Rośliny zdawały się wilgotne od tej właśnie nocy. Jakby zawilgocone mrokiem.

Intensywność już na sucho robi wrażenie, a po rozgrzaniu... zapach pokazuje, co potrafi. To odważna siekiera, która nie przegina w żadnym kierunku. Rozchodzi się szybko i pozostaje na długo.

Wilgotna roślinność, wdychana nocą w wydaniu drewniano-męskim - o tak, i po co myśleć nad życzeniem? Samo przychodzi do głowy: niech ten zapach trwa jak najdłużej (o co nie trudno!). Zacne nuty jednak nie zaserwowały mi poprzez ten wosk niczego nowego czy szczególnego, stąd zapach uważam po prostu za piękny, ale nie nie do zastąpienia.

9/10

niedziela, 14 lutego 2021

świeczka / wosk Yankee Candle True Rose

Różana miłość

Nie obchodzę walentynek w zasadzie, a święto to latami wydawało mi się strasznie kiczowate, jednak... jestem skłonna przyznać, że występuje takie zjawisko jak "fajny / pozytywny kicz". Obecnie do tego worka elementy walentynek mogę zaliczyć. Stąd i na ten dzień wykombinowałam recenzję właśnie tego zapachu, chyba nieźle pasującego. Lepiej wąchać kwiatowe świeczki / woski niż dostawać kwiaty. Zawsze żal mi tych, które tak masowo rżną przed wszelkimi dniami kobiet, walentynkami itp. Nie jestem typem lubiącym dostawać kwiaty.

Yankee Candle True Rose to świeczka o zapachu róż, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Pociągający, bogaty i aksamitny zapach specjalnej dostawy nieskazitelnie czerwonych róż pąsowych.  Ich płatki uwodzą słodyczą porównywalną do tej wyczuwalnej podczas porannego spaceru po rozkwitającym ogrodzie, w którym królują wielobarwne róże.
Nuty górne: owoce, zielona świeżość, bergamotka, jabłko
Nuty środkowe: kwiaty róż, wiciokrzew, białe kwiaty
Nuty dolne: piżmo, drzewa

Recenzja

Zapach na sucho pachniał ewidentnie różami. Wyobraziłam sobie dość ciężkie czerwone i żywe, z  wyraźną wilgocią. Tak wonne, że aż w pewien sposób ciepło tuląco-drapiące. Za nimi stały zielone rośliny o grubych liściach i łodygach, krzewy oraz... bukiet złożony nie tylko z róż o mięciutkich płatkach, ale też z innych kwiatów. 

Wosk w kominku dał się poznać jako naturalnie, świeżo różany. Przewodziły ciężkie czerwone róże o mocnych, jakby zawilgoconych płatkach. Te ich płatki... wydawały się być wszędzie. Poczułam się, jakbym była wśród krzewów róż na rześkim powietrzu, a na moją twarz padały ciepłe promienie słońca.

Ciężkie kwiaty ani przez chwilę nie przytłoczyły. Ich słodycz wydała mi się szlachetna i podrasowana pewnym... dostojnym wręcz charakterem jakby pochodzenia olejkiowo-perfumowego (najwyższej jakości). Wydaje mi się, że podkręciły go też inne kwiaty (białe?), jeszcze uwypuklając głębię. Zapach chwilami wykazywał wręcz pewną soczystość, oczywiście cały czas zamkniętą w żywych różach. Zbudowały iście uwodzicielski klimat. Pewnie różnych, ale myśli moje krążyły przede wszystkich wokół czerwonych. Z czasem poczułam się, jakbym zapadała się w miękkiej pościeli, na której leżało mnóstwo świeżych płatków róż.

Moc uważam za bardzo dobrą. Wyrazista woń rozchodzi się błyskawicznie i zachwyca autentycznością, świeżością. Siekierowa w pozytywnym sensie. Niestety tylko jak dla mnie trochę za szybko potem się ulatnia.

W zapachu po prostu się zakochałam. Uwielbiam różaną woń i smak, a dzięki tej świeczce mogłam ją sobie w porządnej dawce zaserwować, gdy tylko naszła mnie ochota. 

10/10

sobota, 13 lutego 2021

wosk Yankee Candle Driftwood

Rajska plaża

Mimo że spod znaku Ryb, spędzanie czasu na plaży to mój koszmar. Wprawdzie całe dzieciństwo spędziłam nad jeziorami, nad morze za dzieciaka jeździłam, ale ze słoną wodą nie było mi po drodze. Obecnie zaś jedyna woda, w pobliżu której świetnie się czuję to ta z górskich potoków, ale cóż... Jakiemuś plażowo-morskiemu zapachowi postanowiłam dać szansę. A może akurat?

Yankee Candle Driftwood to zapach drewna wyrzuconego na plażę; u mnie jako wosk 22 g.

Opis producenta
Chłodny i surowy, a jednak kojący zapach konarów wyrzuconych na piaszczystą plażę z motywem skóry i wetiweru.
Nuty górne: lilia wodna, sól morska
Nuty środkowe: drewno wyrzucone na plażę, eukaliptus
Nuty dolne: ziarna Tonka, kruchy cedr

Recenzja

Wąchając na sucho poczułam drewno, delikatne, słodkawe męskie perfumy i wilgotny, jasny piasek. Rześko-chłodny wietrzyk od morza w ciepły, ale nie upalny dzień, zawilgocone drewno, które powoli schnie na słońcu. Słodycz (trochę ciężkawa wanilia?) połączyła się z drzewnym charakterem. Mieszało się z perfumami i nutką słonej wody.

Po ogrzaniu na rześkiej płaszczyźnie wiatru i słodkawego, chłodzącego wręcz eukaliptusa rozeszły się męskie perfumy i drewno. A może drewniane męskie perfumy? Stanowiły jedność. Otulał je ciężkawo-słodkawy, aksamitny motyw wanilii i kwiatów. Wydały mi się ciepłe, ciężkawe i jakby... zawilgocone?

Zawilgocone na pewno było drewno, którego woń niósł rześki wiatr. To... wiatr od morza, mieszający się z poważnym, drewnianym aromatem. Świetnie łączyły się z męskimi perfumami, jakby drzewnymi z samymi w sobie. Odnotowałam w tym nutkę soli, a dokładniej morskiej wody, choć całość ani na chwilę nie zrezygnowała z otulającej słodyczy.

Na sucho zapach wydawał się średnio mocny, a w kominku też przy tym średnim natężeniu raczej pozostał, ale nie wyszło to jako wada.

Całość okazała się bardzo przyjemna. Drewniana, z charakterem bardzo ciekawym. Zapach tylko częściowo plażowy, z niemulącą słodyczą, o męskim, poważnym charakterze. Mimo rześkości było w nim coś ciepło-tulącego. Lubię takie ambitne, nietuzinkowe połączenia. Moc jednak mogłaby być bardziej siekierowa.

8/10