sobota, 8 listopada 2025

wosk Lella Jesienny Zefirek

Musująca jesień

Wosk przyciągnął moją uwagę oczywiście kotem na etykietce, ale gdy przeczytałam nuty obiecywane przez producenta Lella... Szarpnęły mną skrajne odczucia. Cola i słodycz? Fu, ale z drugiej strony... Cola? Jak to? Nie umiałam sobie wyobrazić tej kompozycji z nią. Nie cierpię tego napoju, jak i innych smakowych gazowanych, ale to mnie zaintrygowało. Coca-cola z cytrusami i słodyczą miała mi udawać jesienny wiatr?

Lella Jesienny Zefirek to zapach cytrusów, Coca-coli i wanilii, u mnie jako wosk sojowy (w opakowaniu ok. 66g, czyli 6 kostek po ok. 11g); edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
To radosny podmuch świeżości, który wnosi do jesiennego dnia iskierkę wakacyjnego szaleństwa. Orzeźwiająco-słodka eksplozja limonki tańczy z musującą nutą coli i aksamitną wanilią, tworząc intensywny aromat, który niczym magiczny parasol kota Felixa wnosi radość do pochmurnych jesiennych dni. Intensywny i cytrusowy zapach wypełnia przestrzeń falami szczęścia niczym kolorowe wiry liści tańczących pod parasolem małego futrzaka. To woń dla tych, którzy wierzą w magię codzienności i potrafią znaleźć lato nawet w środku jesiennej słoty.
Nuta górne: limonka, pomarańcza
Nuta środkowe: imbir, Coca-Cola
Nuta dolne: wanilia, karmel


Recenzja

Suchy wosk zapachniał mi gazowanymi, kwaskawo-zasładzająccymi napojami typu Sprite, może też Coca-cola, w których zagnieździły się cytrusy. Głównie limonka, ale nieco wsparta pomarańczą. Napoje te miały w sobie coś wręcz pikantnego, dosadnego, co umocnił... imbir? Słodycz, mimo że silna, wydawała się dla nich w pełni zrozumiała. Nie była jednak topornie cukrowa, jak można by się po nich spodziewać, a trochę szlachetniejsza, niemal waniliowa.

Z kominka pierwsza wyłoniła się słodycz cukru i wanilii. Wanilia zaczęła jakby na boku budować ciepły wątek, cukier zaś okazał się należeć do napoju... najpierw przez chwilę do mojej głowy zawitała ciepła, odgazowana Coca-cola, zaraz jednak po prostu Cola. Dołączyła do niej kwaskawo-rześka nuta, dodająca jej właśnie ten gazowano-musujący efekt, orzeźwienie. Cytrusy, głównie limonka, ale chyba przy wsparciu pomarańczy. Oto oczami wyobraźni zobaczyłam szklanki z Colą i Spritem i pewnie innymi, których nie znam oraz lodem. Sprite dominował wśród nich. Napoje te niosły więc i nieco zbyt ciężką słodycz, i zarazem orzeźwienie.

Ogólnie słodycz nie ograniczała się tylko do Coli i Sprite'a. Raz po raz konsekwentnie wzrastała. Ta, która najpierw nieco odeszła na bok, wydała mi się nagle przy nich znacznie szlachetniejsza, a do wanilii dołączył lekko palony karmel. Razem umocniły poczucie ciepła, przywodząc na myśl ciepły dzień, w którym ludzie chłodzą się wspomnianymi napojami. Zawitał tam też trochę mydlany (nieudolnie udający lekką kwiatowość?), a zarazem w pewien sposób soczysty, korzeń imbiru. Z czasem w cytrusach role się odwróciły i trochę dominowała słodko-kwaskawa, nawet z echem goryczki skórki, pomarańcza. Ciepło wraz z cały czas raz po raz rosnącą słodyczą, końcowo zaczęło wydawać mi się ciężko-duszące.

Na sucho dość intensywny, w kominku bardzo intensywny. Początkowo rozchodził się delikatnie, aż po paru chwilach nagle okazał się bardzo intensywny. Prawie siekierowy. Wyraźnie czuć go nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Po zgaszeniu świeczki grzecznie słabł, nie wgryzał się w pomieszczenie. Była satysfakcjonująco mocny i długo, ale nie przesadnie, się utrzymywał.

Bardzo dużo gazowanych napojów: Sprite'a i Coca-coli oraz trochę cytrusów, cukru i wanilii, które się w nie wpisywały. Akcent imbiru, ciepło oraz jednak orzeźwienie wyszły w sumie ciekawie. Gazowane napoje niestety jednak przesłodziły tę kompozycję. Byłam w szoku, jak jednoznaczne były. Na moje nieszczęście, bo bardzo ich nie lubię.
Zapach nie kojarzył mi się wprawdzie z wiatrem jako takim, ale miał dość rześki klimat i oddawał rześkość, jaką taki zefirek mógłby nieść. Tylko, że... zefirek ciepły. Jak producent napisał w opisie: "trochę lata w środku jesiennej słoty". Ogół wydał mi się ciekawy, nie w moim typie, ale nie mogę powiedzieć, że zły. Cieszę się, że go poznałam, ale już pierwsza kostka po pewnym czasie zaczęła mnie męczyć i miałam ochotę zgasić podgrzewacz wcześniej niż zazwyczaj. 
Trudno jest mi ten wosk ocenić. Moje odczucia i to, czy mi pasuje do tytułu i etykiety dają 6, ale z kolei gdy pomyślę, o ludziach, którzy bardzo lubią te napoje, to... mogliby go bardzo polubić - tak na 8?*

6-8 /10*

wtorek, 4 listopada 2025

wosk Lella Halloween Bezgłowy Jeździec

Zapach, dla którego można stracić głowę?

Jakiś czas temu napisałam do pracowni rękodzieła Lella, z pytaniem o współpracę. Zaciekawiły mnie bowiem ich kompozycje zapachowe z pięknymi etykietami. Jedno i drugie wydawało się tworzone z pasją, a to lubię. Na paczkę musiałam trochę poczekać i... prawdę mówiąc, parę wosków tak bardzo kusiło, że aż złożyłam zamówienie. Rozwiązano to jednak tak, że dostałam próbki oraz całe woski - parę właśnie z tego zamówienia. Dziś przedstawiany wosk chciałam więc zakupić cały, mając przeczucie, że warto. Traf chciał, że akurat tego całego nie dostałam. Przybył do mnie jako pojedyncza kosteczka wchodząca w skład zestawu Halloween. Ten zaś... suma summarum wydał mi się lepszą opcją dla tak ciekawskich jak ja stworzeń. Mało tego! Otrzymałam jeszcze kominek z logo Lella (acz i tak wolę swojego czarnego kota). Bezgłowego Jeźdźca jednak postanowiłam puścić przodem. Niech zapach ten mknie galopem, otwierając serię wosków Lella.

Lella Halloween Bezgłowy Jeździec to zapach inspirowany Jeźdźcem bez głowy, czyli lawendy, cytrusów i drewna wyłowionego z morza, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Mimo mrocznej legendy jeźdźca bez głowy ten wosk zachwyca wyrafinowaną elegancją. Męska, chłodna kompozycja otwierająca się cytrusami i powietrzem znad morza, by przejść w nuty ziół i drewna wyrzuconego przez fale. Uważaj, aby nie stracić głowy dla tego zapachu!
Nuty górne: cytryna, bergamotka, woda mineralna
Nuty środkowe: kwiat pomarańczy, angielska lawenda, biały tymianek
Nuty dolne: drewno wyłowione z morza, skóra, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał wyraziście, ale łagodnie, głównie lawendą. Pomyślałam o poranku, w trakcie którego na polu lawendy króluje mgła i rosa. Zza niej wyłaniał się cytrynowo-ogólniecytrusowy splot oraz drewno. Drewno zbutwiałe i zawilgocone za sprawą słonawej, morskiej wody, ale też pewne ciepło. Może trochę kwiatowe? Ciepło... ostrożnie słodkawe, jakby w trochę ziołowy sposób, przypominający "herbaciany" napar z ziół.

Z kominka pierwsza wyłoniła się lawenda o cierpko-słodkim, ciężkim charakterze, do której zaraz doleciało echo cytrusów. Razem stworzyły klimat dobrych, męskich perfum. Perfum ciężkich i... niemal ciężko-gęstych jak gęsta, poranna, nieprzenikniona mgła, ciężko zalegająca na... polu lawendy? Pomyślałam o polu z niemal duszną lawendą w porannej, mgliście-wilgotnej scenerii. Rosa i ogół wody z czasem jednak zmienił ton na nieco bardziej... słonawy? Męskie perfumy jak najbardziej za tym optowały.

Do kompozycji dołączyło drewno, jak się po chwili okazało, zbutwiałe i wyrzucone przez słone fale. Cierpkość lawendy przywołała do siebie inne zioła - nieco wytrawniejsze? Razem wydały mi się lekko pikantne niczym naprawdę mocny, ziołowo-herbaciany napar. W tym czasie też drzewa umacniały swoją pozycję i w zasadzie zróbnały się z lawendą. Od naparu rozchodziło się wówczas ciepło, przecinające te mgliście-wodniste tony. Cytrusy - mieszanina pomarańczowo-limonkowo-cytrynowa - nie szczędziła cierpkości skórek, ale i trochę rześkiej soczystości dodała, także do naparu. Zioła z czasem osłodziła subtelniejsza kwiatowa, nieokreślona, ale na pewno rześko-lżejsza nuta.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, w kominku potrzebował chwili, by się porządnie rozejść. Ledwo zdążyłam pomyśleć, że i w kominku moc jest średnia, a zapach się rozkręcił i był wręcz siekierowo mocny. Wyraźnie wyczuwalny nie tylko w pokoju z kominkiem, wydawał się ciężkawo wgryzać w otoczenie, nie męcząc jednak.

Wosk bardzo mi się podobał. Zapach piękny: bardzo męski, mgliście-ponury, łączący lawendę, jej ciężką słodycz ze zbutwiałym drewnem, morską wodą, cytrusami oraz ziołowym naparem. W zasadzie nie był jakoś szczególnie innowacyjny, po prostu bardzo dobrze zrobiona "męska kompozycja". Nie wydaje mi się to jednak najlepszą wizją Jeźdźca Bez Głowy. Morze i cytrusy jakoś mi się z nim nie kojarzą, acz to bardzo subiektywne. Acz prawda, że dla tak głęboko męskiej kompozycji można stracić głowę.
Na ogromną pochwałę jednak na pewno, bez dyskusji, zasłużyła intensywność i wyrazistość wosku.

9/10

piątek, 31 października 2025

świeca Colonial Candle Grave Dust

Zakurzona świeca?

Nim ta świeca wreszcie trafiła do mnie, sporo musiało minąć. Otóż wypatrzyłam ją już 2 lata temu, ale spóźniłam się z zakupem i mi ją wykupili. Przebolałam. A gdy rok później na Halloween wróciła, obserwowałam ją bacznie. Czekałam jednak na promocje w listopadzie i... Udało mi się! Tak oto wreszcie mogłam się nawąchać czegoś, co z opisu brzmiało pięknie. Już na starciu żałowałam jednak, że wygląd, kolorystyka za nie pasują zbytnio do Halloween / Samhain i zwyczajnie do mnie nie przemawiają. Jedynie wieczko z pajęczyna uznałam za ładne. Całość wykonana w USA.

Colonial Candle Grave Dust to zapach przypraw, czarnej herbaty, róży, dymu i drewna, u mnie jako świeca 411g z 3 knotami, z kolekcji Haunted.

Opis producenta
Upiorne powitanie z głębi straszliwych cieni, kolekcja Haunted to mrożąca krew w żyłach gratka na Halloween.
Nuty górne: liść goździka, papryka, cynamon
Nuty środkowe: aromatyczna czarna herbata, delikatne płatki róży
Nuty dolne: dym, drzewo cedrowe, świeża sosna


Recenzja

Na sucho świeca pachnie słodkimi, suszonymi kwiatami i ciepłymi przyprawami przede wszystkim. Kwiatów czułam sporo różnych - drobnych, kolorowych goździków, może pojedyncze chryzantemy... Do głowy przyszły mi róże częściowo jako kwiaty, a częściowo wchodzące w skład dobrych, damskich perfum. Te otworzyły drogę ciężkości, którą podłapał dym i drewno. To jednak wniosło też świeżość, jakby powiew chłodniejszego powietrza i drzewa iglaste. Acz trzymały się tyłów. Przyprawy nie były zbyt jednoznaczne, ale na pewno korzenne - prawie na pewno cynamon. I... herbata? Gorzkawa, nadająca powagi wraz z drewnem. 

Po zapaleniu pierwsze rozeszły się delikatne, wilgotne kwiaty. Były słodkawe, trochę ciężkie. Pomyślałam o różach, raczej jasnych, ciężko-delikatnych wchodzących w skład... wiązanek i innych cmentarnych kwiatowych kompozycji. Odnotowałam też palony motyw, przywodzący na myśl cmentarz, rozświetlony mnóstwem zniczy - wyłapałam ten specyficzny motyw długo palących się knotów, tych dogasających... ogólną paloność, dym. 

Sporo dymu z czasem przytoczyło trochę drewna, a wilgoć... zawilgocone liście i drzewa ogólnie. W te wkradł się jakby jesienny podmuch, wilgoć. Czyżbym wyłapała jeszcze goryczkę czarnej, mocnej herbaty, podkreślające drewniane akcenty? Kwiaty przy nich wydały mi się jeszcze słodszo-ciężkie, wciąż w cmentarnym klimacie. Róże, goździki i pojedyncze chryzantemy? Z czasem kolorowe goździki i kwiaty zbliżone do nich zaczęły dominować nad różami. Aż lekko drapiąco-kręcące w nosie i pikantnawe? Wyłapałam trochę przypraw, w tym cynamon, może nawet ociupińka chili. Te zasugerowały też suszone płatki kwiatów i... suche liście herbaty? Wzbogacone kwiatami.

Sucha świeca pachniała średnio mocno. Palona początkowo przez dłuższy czas także, a dopiero po dłuższym pokazywała moc. I tak jednak nie siekierową.

Zapach w zasadzie bardzo ładny, ale nie do końca oddający to, co obiecał producent. To obraz wilgotnego drewna i mnóstwa rozmaitych kwiatów. Kojarzyły się z kwiatami cmentarnymi, podkreślił je wyrazisty dym i sugestia herbaty, jednak raczej spokojny, bez pikanterii i "mroczniejszych" nut. Mi trochę żal tej herbaty - okazała się znikomym akcentem. A jednak do jesienno-halloweenowej pory, to kompozycja adekwatna. Do świecy mam jeszcze drobny zarzut, że mimo 3 knotów potrzebuje sporo czasu, by porządnie rozbrzmieć z pełną mocą. Będę palić ją co jakiś czas, to pewne - nie pokryje się kurzem na półce.

9/10

piątek, 24 października 2025

świeczka / wosk Kringle Candle Autumn Road

Czekolada, która przestraszyła liście

Jesień to zdecydowanie moja najukochańsza pora roku, więc chyba nie powinno dziwić, że i kompozycje zapachowe z nią związane są moimi ulubionymi. Zwłaszcza te, oddające liście. Czy to złoto-czerwone, czy gnijące i ziemiste. A gdy jeszcze dochodzi piękna etykieta, przyciągająca wzrok... no cóż nawet nie próbuję się opierać. Na widok dzisiejszej od razu aż się chce ruszyć na spacer taką aleją albo... wrzucić wosk do kominka (bo świeczkę postanowiłam używać właśnie jako wosk, wykrajając i nakładając odpowiednią ilość do kominka).

Kringle Candle Autumn Road Daylight to świeczka o zapachu chłodnego powietrza, śniegu, eukaliptusa i bursztynowego drewna od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); potraktowany jako wosk - w kominku (wrzuciłam do niego ok. 10-11g).

Opis producenta
Przejażdżka krętymi uliczkami Nowej Anglii, wysadzanej drzewami, których jesień skąpana jest w głębokiej czerwieni – dokładnie to uczucie oddaje zapach Autumn Road. Kakao, gałka muszkatołowa i kawa w połączeniu z orientalnymi przyprawami i paczulą wyczarowują wyjątkowe, korzenne doznania.
Nuty górne: orientalne, kakao
Nuty bazowe: kawa, gałka muszkatołowa
Nuty dolne: paczula, drewno


Recenzja

Na sucho świeczka pachniała intensywną słodką wanilią i gorącym kakao na mleku, też chyba właśnie wanilią posłodzonym, z dodatkiem przypraw ciepłych, ale dalekich od ostrości. Za kakao pobrzmiewało plastikowo czekoladowe, sztuczne echo. Z ciepłem mieszał się zapach suchych liści i także suchego drewna. Z przypraw trudno było coś konkretnego uchwycić, a do głowy przyszła mi jeszcze łagodna kawa latte z przyprawami.

Z kominka najpierw wymknęła się wanilia. Dosadnie słodka, ale jeszcze nie jakoś naprawdę bardzo silna. W siłę dopiero rosła. Podkradł się do niej akcent szeleszczących, złotych liści tańczących w jesiennym słońcu oraz plastik, udający kakao.

Plastikowa nuta kakaowo-czekoladowa raz po raz przemykała w kompozycji, bez ogródek podczepiając się pod wanilię. Wyobraziłam sobie duszno słodkie od nadmiaru wanilii gorące kakao na mleku. Liście ledwo się przy tym utrzymały, acz starały się pobrzmiewać. Z czasem wychyliło się jeszcze drewno i szczypta ciepłych korzennych przypraw - gałki muszkatołowej? Mleko wraz z nią zasugerowało przesłodzone korzenne latte, które odciągało uwagę od plastikowości kakao, lecz niestety ono cały czas się w tej kompozycji plątało. Odrobina drewna siliła się na podkreślenie przypraw, ale kiepsko jej szło. Wanilia końcowo niestety też dołączyła do kakaowo-czekoladowej plastikowości.

Suchy wosk pachniał intensywnie, w kominku też. Potrzebował jednak chwili, by porządnie i równomiernie się rozejść. Gdy już to zrobił był wyczuwalny dobrze - jeszcze trochę i mógłby męczyć, dusić. Utrzymywał się porządnie i dość długo, ale nie miałam wrażenia, że wgryza się w pomieszczenie.

Wosk na szczęście nie był tak napastliwy jak większość czekoladowo-kakaowych zapachów, ale w zasadzie nie mam za co go pochwalić. Ani trochę nie oddaje etykietki czy tytułu, a nuty wyszły plastikowo. Wanilia i kakaowo-czekoladowe motywy z dodatkiem mleka zdominowały odrobinkę liści i drewna. Gdyby proporcje się odwróciły, mogłoby być nieźle a tak odkąd tylko wosk rozszedł się po pokoju, walczyłam ze sobą, by nie zgasić świeczki... I zaraz to zrobiłam i wzięłam się za wietrzenie. Cóż... ta plastikowa czekolada chyba do serca sobie wzięła, że październik to miesiąc straszenia i wystraszyła liściowy motyw.

2/10

czwartek, 2 października 2025

świeczka / wosk Country Candle Merlot Vines

Niewinna winnica

Obecnie wina nie piję, a jak dodaję jakieś do gotowania, psuje mi danie, jednak świeczka, obiecująca winnicę z tak pięknymi winogronami (niemal czarne, granatowe to moje ulubione), z łatwością przyciągnęła moją uwagę. Szkoda, że nie doczytałam opisu, w którym wyraźnie jest napisane, że chodzi o winogrona różowe (acz i te lubię, choć nie wszystkie odmiany). Pomyślałam, że być może wpisze się w klimaty Goose Creek Beautiful Creatures czy chociaż Yankee Candle Vineyard; że będzie do nich podobna. Wosk (wosk, bo potraktowałam to właśnie tak) ten jednak wydawał się być idealny dla mnie tej jesieni, bo jakoś nie mogłam trafić w tym sezonie na satysfakcjonujące winogrona.

Country Candle Merlot Vines to zapach oddający klimat zimowej drzemki; u mnie jako Daylight (42 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 10-11g).

Opis producenta
Delikatny biały dąb otulony, niczym lśniącymi klejnotami, nutami czerwonych winogron i bogatych gron Merlot, podkreślony delikatnymi akcentami czerwonej róży.
Nuty górne: porzeczka, winogrono
Nuty bazowe: róża, jagoda
Nuty dolne: drewno, piżmo


Recenzja

Na sucho świeczka zapachniała mi bardzo soczyście i świeżo mieszanką winogron, drobnych ciemnych owoców z malinami oraz kwiatów. Na pewno czułam róże, ale chyba też jaśmin. W tle zaznaczyło się poważniejsze drewno i motyw suchych, szeleszczących jesiennych liści. Może też, trochę z nimi związana, odrobinka syropu klonowego? Całość wydała mi się bardzo ciepła.

Z kominka pierwsze wyłoniły się słodkie, zahaczające o cukierki / landrynki maliny. Po chwili mieszały się z innymi drobnymi owocami. Do głowy przyszły mi jagody, porzeczki i... może i winogrona gdzieś wśród nich przemknęły. Zdecydowanie jednak dominowały owoce lasu w wydaniu coraz bardziej cukierkowym. Winogrona - ciemne i różowe - podchwyciły niemal cukrową słodycz i przedstawiły się jako dżem czy galaretka "jelly" winogronowe.

Do głowy przyszło mi też nadzienie z przesłodzonych, lukrowanych pączków, które ma różany charakter, a opiera się na mieszance czerwonych owoców. Takie coś słodziaśnego i marmoladowego. Pączki... w zasadzie też czułam jako takie. Świeże i jeszcze ciepłe, a do tego okrutnie przesłodzone. W tle bardzo nieśmiało, pod to pączkowe ciepło, podkradła się odrobinka jesiennych ni drzew, ni liści. Nie zagrzało jednak miejsca na długo, a cukierkowo-landrynkowe owoce leśne natarły z nową mocą. To właśnie one, z malinami na czele, zakończyły, jak i rozpoczęły występ. Winogrona - też cukierkowe - tylko jakoś tam sobie przy nich lekko pobrzmiewały.

Świeczka zarówno na sucho, jak i używana jako wosk, pachnie intensywnie. Z kominka zapach rozszedł się szybko i wyraziście, równomiernie. Wydał mi się trochę zbyt dusząco-wgryzający się w pomieszczenie. Utrzymywał się jednak średnio długo. Na drugi dzień nie było już po nim śladu.

Zapach mi nie podszedł i nie oddaje tytułu, etykietki. Zamiast winogron i winiarni, otrzymałam słodziakowate, przesłodzone cukierki, landrynki w wariancie owoców leśnych. Przewodziły maliny, a winogrona tylko się tam trochę plątały. Natłok tych przesłodzonych, "słodyczowych" owoców dopełniła wizja pączków z marmoladą różaną z czerwonych owoców. Drzew czułam ogromny niedosyt, można by je przeoczyć, a były jedynym, co mogłoby uratować kompozycję od przesłodzenia. Uwierzę, że może się podobać lubiącym takie owocowe słodziaki, bo jakościowo nie mam zarzutów, ale mnie ta kompozycja nie przekonała. Męczyła mnie landrynkowością.

6/10

środa, 10 września 2025

wosk / świeca Winter Bee Candles Gothic Cathedral

Słodziakowy gotyk

Po ten wosk sięgnęłam szarego, deszczowego letniego dnia. Nie spodziewałam się, że latem znajdzie się jakiś dzień odpowiedni klimatem... A jednak! I całe szczęście, bo już nie mogłam się doczekać powąchania tego wosku. Wydawał się bardzo obiecujący, bo wszelkie kompozycje odnoszące się do katedr, kościołów etc. w mrocznym, gotyckim wydaniu, przeważnie są bardzo w moim typie.

Winter Bee Apothecary Cabinet to oddający starą aptekę, czyli lawendy, mirry, bursztynu, wanilii i migdałów, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 12g.

Opis producenta
Gothic Cathedral to wyjątkowy zapach. Czerpiąc inspirację z majestatu gotyckiej katedry, wosk oddaje tajemniczą i duchową energię swojego imiennika. Profil zapachowy obejmuje mieszankę białego grejpfruta, skórki limonki, ziołowego toniku, goździków, lawendy, lilii wodnej, geranium, kremowego drzewa sandałowego, białego cedru, mchu dębowego, bursztynu i piżma, tworząc prawdziwie czarujący aromat.
Nuty górne: biały grejpfrut, goździk
Nuty środka: lawenda, lilia wodna, geranium
Nuty bazy: drewno sandałowe, biały cedr, mech dębowy, bursztyn, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał bardzo słodko wanilią i kwiatami w kobiecym klimacie. Pomyślałam o drobnych goździkach, różach i liliach ogrodowych oraz wodnych... Całym mnóstwie kwiatów z rześko-wilgotnym elementem. Mieszały się z wątkiem drewna i naturalnego, żywicznego kadzidła. Drewno skojarzyło mi się z meblami, może z jakiejś kaplicy. Wydawało się mocno słodko-wonne i... właśnie nasiąknięte kwiatami i kadzidłem? Z kwiatów wymykał się lekko kwaskawy, cytrusowy akcent, który potem lekko pociągnął... słodki, bardziej "pomarańczowaty" grejpfrut? 

Z kominka pierwsza rozeszła się wanilia z nieco kadzidlanym, dymno-kościelnym echem, które szybko stworzyło mistyczny, trochę kościelno-sakralny klimat. Pomyślałam o chłodnym wnętrzu, w którym rozchodzi się ciężki, trochę duszny zapach kadzidła, palonych świec i kwiatów. Prowadziła goryczkowata lawenda, ale tuż za nią rozchodziły się słodsze lilie i trochę róż.

Odlegle przemknął niemal cytrusowy akcent - raczej jednak jako goryczkowata skórka, kwaskawego soku może doszukałam się dosłownie paru kropelek. Cytrusy kryły się w roślinnym wątku mchu. Ten wraz z kwiatami i kadzidłami trochę ocieplał chłodno-kościelny wątek. Dołączyło do tego drewno, a i kadzidło z czasem uległo i także poszło w cieplejszym kierunku. Zrobiło się przytulniej i wręcz trochę... milusio? Z czasem myśl o zadymionym, zastawionym kwiatami kościele zniknęła na rzecz lasu, przemierzanego w parny dzień, mchu i słodko-dusznawych kwiatów. Wszystko to zwieńczyła wanilia, która wróciła z nową siłą. Na końcówce zaczęła dominować i zajęła cały pierwszy plan, wyciszając resztę.

Suchy wosk pachniał intensywnie, a w kominku w sumie podobnie. Rozszedł się szybko i wyraźnie, porządnie, lecz nie utrzymywał się zbyt długo.

Zapach ładny, ale nie jestem pewna, czy aby na pewno adekwatny do nazwy i oddający obiecywane nuty. Owszem, ale tylko w połowie. Wanilia, kwiaty, kadzidło, a potem ogólne ciepło, wprowadzające drewno i mech, później więcej kwiatów i znów wanilia wyszły słodko i niemal przytulnie. Tylko początkowo dało się uchwycić nuty kojarzące się z kościelnym, kadzidlano-kwiatowym wnętrzem. Potem to jakoś poszło w duszno-słodziakowym kierunku. Nie było źle, ale tak zachwycająco, jak by mogło, też nie.

7/10

środa, 27 sierpnia 2025

wosk / świeca Johny Wick Okadzony Jaśmin

Tajemnica odymionych kwiatów

Wosk / świeca Johny Wick Włoska Skóra podobał mi się, więc uznałam, że z ogromną ochotą kupię jakieś inne woski. Padło na kompozycję, której tytuł wydał mi się tajemniczy i niespotykany. Uwielbiam zapach i jaśminu, i dymu, ale jakoś nie umiałam wyobrazić sobie tego w duecie. Wosk wrzuciłam do kominka latem, gdy pogoda przez jakiś czas (a może już na dobre?) dała odetchnąć od upałów i ochłodziło się, aż miło.

Johny Wick Okadzony Jaśmin to zapach kadzideł, różowego pieprzu, jaśminu, piżma i owoców, u mnie jako wosk sojowy, którego do kominka wrzuciłam raz 15g, raz 13g (ok. połowę) i podgrzewałam 2 razy każdą "połówkę" (cały to 28g).

Opis producenta
Mistyczne, tajemnicze nuty drzewa cedrowego oraz gwajaku złagodzone bursztynem i piżmem sprawią, że oczyma wyobraźni zobaczysz majestatyczną świątynię. Poczuj unoszący się zapach kadzideł i różowego pieprzu. Tę podróż urozmaici świeże powietrze z ogrodu przynoszące soczysty aromat śliwki, malin, lilii, paczuli oraz jaśminu. Na pewno czujesz już ten wszechobecny spokój i uświadamiasz sobie, że nigdzie nie musisz się spieszyć. Ważne jest tylko tu i teraz...
Nuty górne: śliwki, maliny, rabarbar, granat
Nuty środka: jaśmin, lilia, goździki, kadzidła, różowy pieprz
Nuty bazy: drzewo cedrowe, drzewo gwajak, paczula, bursztyn, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał kwiatami, trochę jaśminowo, ale w cięższy od jaśminu sposób. Przybrał trochę mydlany wydźwięk. Dość wysoką słodycz trochę stonowała wycofana nuta drewna i pewne ciepło. Kojarzyło się z kocykami i sweterkami. 

Z kominka pierwsza rozeszła się kwiatowa słodycz, podkreślona soczystymi, bardzo słodkimi i jednocześnie lekko kwaskawymi owocami. Pomyślałam o granacie i malinach, może też okrągłych, dużych śliwkach, z których sok aż się leje. Kwiaty i owoce przeplotło pewne ciepło... Przypraw i kadzidła? Wyobraziłam sobie dym z kadzidełek, którym nasiąkły jakieś mięciutkie, ciepłe sweterki i kocyki.

Z oddali przybył akcent drewna, owoce zaś zaczęły cichnąć, acz zupełnie nie zniknęły. Drewniany motyw powoli się nasilał. W nim też było coś ciepłego i z czasem trochę zlał się w jedno z kadzidłem. Przewinęła się tam jeszcze subtelna, ledwo uchwytna nuta ziemi. Odnotowałam przy nich lekką ostrość. Kojarzyła mi się trochę z jesiennymi liśćmi, ale to nie były wyraźnie, i na pewno nie tylko, liście. Powiedziałabym, że również ostrość pieprzu, ale niemal kwiatowo lekkiego... I właśnie żywe, wonne kwiaty uderzyły z nową mocą. Wyraźnie przewodził im rześki jaśmin, intensywnie pachnący wieczorami.  Towarzyszyły mu inne, dosadnie pachnące kolorowe kwiatki. Kwiaty, mimo że świeże w harmonii połączyły się z ogólnym ciepłem, budujący przytulny i milusi, choć lekko pieprzny klimat. Tylko echo malin i granatu trochę jakby się nie umiało do tego dopasować. Acz na szczęście nie było silne.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, zaś w kominku mocno od pierwszych chwil. Rozchodził się szybko i wyraziście, równomiernie. Zapach utrzymywał się długo i nie dusił, mimo dosadnego charakteru.

Po powąchaniu suchego wosku bałam się, że pójdzie w mydlanym kierunku, jednak z kominka na szczęście rozeszły się żywe kwiaty, początkowo wsparte czerwonymi owocami, potem drewno i trochę liści, kadzidło, pieprz i jeszcze więcej kwiatów, tworząc milusi, tulaśny klimat, który jednak miał w sobie pewien pazur. Nie był nudny. Nie jestem jednak w pełni przekonana, czy aby na pewno te owoce tu pasowały, ale bardzo nie raziły.

8/10