czwartek, 11 lipca 2024

wosk / świeca BaoBath Porto Tobacco

Upita wiśnia

W zasadzie nie zachodzę do sklepów z pachnącymi różnościami, a galerii handlowych bardzo nie lubię. Tak się jednak stało, że coś mnie podkusiło do jednego takiego miejsca zajść. Najpierw poprzewalałam kosz z wyprzedawanymi woskami Goose Creek, ale wszystko było jakieś słodziaśne albo już z tych nowych, nieinteresujących mnie linii. Potem jednak mój wzrok zatrzymał się na półkach z nieznaną mi marką i ciemnymi, szlachetnie wyglądającymi etykietkami. Na próbę wybrałam jeden zapach, najbardziej w moim typie - niestety sugerowałam się tylko tytułami i etykietkami, bo nie miałam czasu na wyjęcie telefonu i googlać nut. No i trochę bałam się otworzyć, bo ekspedientka pilnie mnie obserwowała. O marce poczytałam dopiero po zakupie i powrocie do domu. BaoBath to polska marka, produkująca naturalne, ręcznie robione głównie świece, acz mają też woski i mgiełki (i może coś jeszcze, o czym nie wiem). 

BaoBath Porto Tobacco to zapach wiśni, rumu i tabaki; u mnie jako wosk (w opakowaniu 50g, czyli 6 kostek po ok. 8g).

Opis producenta
Gęsty klimat Porto spowija się alkoholowymi nutami rumu i whisky. W powietrzu unosi się woń wilgotnej tabaki, przez którą przezierają akordy słodkiej wiśni i ziemistej paczuli zapewniając intensywną atmosferę.
Nuty górne: słodka wiśnia
Nuty bazowe: rum, whisky
Nuty dolne: paczula, tytoń


Recenzja

Suchy wosk uraczył mnie zapachem bardzo słodkiej, wręcz cukierkowej wiśni, mieszającej się z tabaką i papierosami. Czy raczej odzieżą przesiąkniętą ich dymem. Do głowy przyszedł mi zamsz, a za wiśnią doszukałam się słodkiego alkoholu - nieco zbyt słodkiej whisky i czekoladek typu wiśnia w likierze? I chyba przemknęła mi śmietanka oraz palone ziarna kawy.

Z kominka pierwsza rozeszła się bardzo słodka w likierowy sposób wiśnia. Zahaczyła o słodką śmietankę, śmietankowy krem... Przez co oczami wyobraźni zobaczyłam czekoladki "wiśnie w likierze". Czekoladowość podkreśliła trochę ledwo uchwytna nutka kawy. Zapach zaczął nabierać trochę powagi... karmelowo słodkiej whisky? I czerwonego wina? Wiśniach upitych rumem?

Z czasem pojawiła się lekka cierpkość i goryczka, które przywodziły na myśl tytoń, zioła i odzież nasiąkniętą ich dymem. Wiśnia przemieszała się z... sokiem z winogron? Słodkim, jednocześnie trochę cierpkawym. Słodycz owoców była soczysta w cięższy, dosłodzony sposób. Rum i wino przewijały się w tle, jakby nieco obdarte z alkoholowości. Cały czas było słodko, ale nie muląco.

Suchy wosk pachniał intensywnie, lecz w kominku natężenie wyszło średnio mocno. Rozszedł się szybko, wydawało się, że będzie bardzo mocny, ale jakoś się nie rozkręcił, a spokojnie pobrzmiewał. Potem nasilił się gdy już zagasiłam podgrzewacz. Utrzymywał się średnio długo.

Zapach w zasadzie ładny, ale nie oddawał najlepiej etykietki czy tytułu. Ryzykownie słodki, ale na szczęście nie duszący, miał poważny klimat. Niealkoholowe alkohole, wiśnie w czekoladkowo-likierowym wydaniu, sok z winogron, rum, trochę zamszu i tytonowo-ziołowych akcentów mogły jednak zagrać lepiej. I jest to kompozycja, po której spodziewałabym się siekierowości, a nie delikatności. Ocenę wystawiłam łaskawie, może nieco ją naciągając, bo potencjał był. Marki jednak testować bardziej nie zamierzam.

6/10

środa, 22 maja 2024

świeca / wosk Nature Senses Fresh Patchouli

Jaka cena, taka paczula

Świeczkę kupiłam bardzo spontanicznie. Zobaczyłam ją w Action pośród wielu innych i jak już mój wzrok na nią padł, powąchałam, wiedziałam, że nie będę szukać dalej. Była mi bowiem potrzebna jakaś w adekwatnie roślinnym wariancie i zielonym kolorze na Beltane. Ta co prawda tylko słoik miała zielony, ale jak się nie ma, co się lubi...

Nature Senses Fresh Patchouli to zapach świeżej paczuli; świeca o wadze 70g z Action; u mnie też jako wosk (do kominka wrzucałam ok 14-15g).

Opis producenta
Świetnie wygląda w wielu wnętrzach i pięknie pachnie.


Recenzja

Sucha świeca pachniała ciepło i słodko w roślinny sposób. Przywodziła na myśl miękki, uginający się pod nogami mech, którego trzymało się echo... bardziej ziołowe? Cierpkawe niczym przeparzona zielona herbata? 

Palona świeca roztoczyła najpierw łagodny, słodkawy zapach leśnego mchu. Słodycz wzrosła, ocierając się o wanilię, a z czasem pojawiły się jeszcze słodkawe zioła. Z czasem odnotowałam lekko ziemiście-drzewny akcent, a roślinność nabrała trochę powagi. Słodycz przeszła w roślinne ciepło. Kompozycja wydała mi się nieco tuląca, taka... słodko-leśna i tulaśna. I może rzeczywiście jak niedookreślona, zielona liściasta, na pewno ciepła i posłodzona wanilią herbata.

Na sucho świeczka pachnie wyraźnie i dość mocno, obiecująco. Palona okazała się jednak bardzo delikatna. Dość długo się rozchodzi, czuć ją słabo i krótko się utrzymuje. O wiele lepiej, w sensie mocniej, sprawdziła się, używana jako wosk. Wrzucona do kominka, roztaczała zapach szybko i wyraźnie. Kompozycja była taka sama, ale intensywniejsza, co wyszło jej na dobre. Nie utrzymywała się jednak długo.

No-name'owa, lekko pachnąca słodko-leśna świeczka - tyle w temacie. Przynajmniej była tania (niecałe 5 zł). Aż nie ma co pisać.

4/10

czwartek, 2 maja 2024

wosk Milkhouse Candle Wild Lilac

Dziki zachwyt?

Uwielbiam bez i zawsze mi szkoda, że kwitnie tak krótko. W tym roku w ogóle strasznie się pospieszył, zakwitł, a później przyszły przymrozki, przez co nieliczne kwiaty, które się pojawiły, pachniały niesatysfakcjonująco. Ten wosk w sumie mógł więc być strzałem w dziesiątkę, ale jakoś zaczęłam w niego wątpić. Chyba jednak kupowanie na olx i allegro wosków po kimś nie było najlepszym pomysłem - w końcu skoro ktoś sprzedaje, znaczy to, że wosk mu się raczej nie podobał, prawda? Pytanie więc, jak bardzo odmienny gust miałam ja? Bo przecież jeszcze zostało łudzenie się, że ile ludzi i wosków, tyle opinii. 

Milkhouse Candle Wild Lilac to zapach bzów i wiosennych kwiatów; u mnie jako wosk sojowo-pszczeli (w opakowaniu 156g, czyli 6 kostek po 26g; ja do kominka wrzucałam pół kostki, czyli ok. 13g).

Opis producenta
Uderzający zapach wiosennych bzów, wtulających się w zroszony jaśmin, delikatną lilię i zieleniejące rośliny.
Nuty górne: kwiaty, lilak
Nuty bazowe: nuty zielone, jaśmin
Nuty dolne: lilia, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał średnio mocno świeżymi kwiatami m.in. dzikiego bzu i bzu lilak oraz soczystymi, ale niedookreślonymi, nieśmiałymi owocami. Przez myśl przeszedł mi rześki kwiatowy szampon do włosów. Wosk miał w sobie coś kosmetycznego, łazienkowego. A jednak też sporo świeżych roślin czułam. Kwiaty i kwitnące, młode listki, które tylko co pojawiły się na drzewach nieco wyprzedzały szampon.

Z kominka pierwszy rozszedł się jaśmin, wąchany wieczorową porą, a tuż za nim bez, acz w wersji onieśmielonej lilak i inne kwiaty. Kwiaty te miały słodki, ale świeży charakter. Po chwili zakradła się do nich kosmetyczno-łazienkowa nuta. Za jej sprawą słodycz zrobiła się cięższa, acz ogół bardzo ciężki nie był.

Do kwiatów z czasem dołączyły świeże, rześkie rośliny i motyw wody. Pomyślałam o wieczorze nad jeziorem. Oczami wyobraźni widziałam okrągłe liście na powierzchni wody. Do głowy przyszły mi lilie wodne i masywniejsze, żółte grążele. Przez pewien czas kwiaty na rześko-wodnistym tle prezentowały się na pierwszym planie wyraźnie, po czym słodycz łazienki, mydła i szamponu kwiatowego dołączyła do nich i zaczęła się rozpychać. Zwieńczył to wilgotny, suszący się na zewnątrz ręcznik, przesiąknięty kwiatowymi specyfikami. Powiewał na wietrze w otoczeniu jaśminu, bzu lilak i innych jasnych kwiatów.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, ale w kominku intensywniej. Do kominka wrzuciłam pół kostki, czyli ok. 13 gramów - mniej więcej (raczej więcej) co zwykle. Był wyrazisty, acz to jeszcze nie siekiera. Jego charakter wydał mi się ryzykownie ciężki, ale nie dusił. Rozchodzi się szybko, utrzymuje średnio długo.

Zapach faktycznie oddaje kwiaty bzu - dzikiego, lilak - a także jaśminu i kwiatów wodnych, ale sporo w nim też zbyt kosmetycznie-łazienkowych akcentów. Za bardzo przytłaczały rześkie rośliny i scenerię wieczora nad jeziorem. Miał być dziki bez... A w sumie ani taki jednoznaczny bez to nie był, ani jakoś szczególnie dziko to nie wyszło - ręcznikowe elementy stały temu na drodze. No, dziki zachwyt na pewno to nie był.

6/10

środa, 24 kwietnia 2024

świeca / wosk Chupa Chups Scended Candle Grape

Nigdy, nawet jako dziecko, nie lubiłam lizaków. Gadżety Chupa Chups więc też jakoś specjalnie mnie nie kręciły, odkąd zawitały do Polski. A jednak... winogrona zmieniają wszystko! Bardzo podobał mi się wosk Yankee Candle Vineyard, mimo że nie jestem wielbicielką jedzeniowych zapachów i sporo czysto owocowych też do mnie nie przemawia. Liczyłam, że dzisiaj przedstawiana świeca wyjdzie podobnie, nie zaś jakoś bardziej cukierkowo-lizakowo winogronowo.

Chupa Chups Scended Candle Grape to świeca o zapachu winogron / winogronowych lizaków, ważąca 85g; ja używałam ją też jako wosk, wrzucając do kominka po około 14-15g.

Opis producenta
Zapach zainspirowany smakiem ikonicznego lizaka.


Recenzja

Sucha świeca uderzyła ciężko słodkim zapachem winogronowych gum do żucia i gumy - bynajmniej nie do żucia, nie spożywczej. Było to sztuczne i duszne, nieprzyjemne. Sprawę próbowały ratować kwiaty w tle - acz też nie jako kwiaty, a coś kwiatowego (odświeżacz powietrza?).

Po zapaleniu świecy, nieśmiało zaczęła rozchodzić się słodycz ciężka i nieco duszna. W pierwszej chwili wydała mi się raczej kwiatowa, ale podobnie jak na sucho - jak coś kwiatowego, np. odświeżacze powietrza. Słodycz była też jakby trochę landrynkowa, ale jednocześnie niezbyt kojarzyła mi się z jedzeniem, nawet z sztucznymi słodyczami.

Choć z czasem może jednak trochę? Pomyślałam o gumie, bynajmniej nie spożywczej. Przypomniały mi się różności typu gumki do mazania dla dzieci właśnie zapachowe. Po tym to wreszcie pojawiła się słodka guma balonowa, guma chyba faktycznie winogronowa. Motyw ciemnych winogron wpisany był w cukierkowo-landrynkowe realia oraz kwiatowość nie kwiatów, a czegoś zapachowego.
Gdy używałam świecy jako wosk, szło to bardziej w kierunku cukierków i/lub gumy winogronowych.

Na sucho świeczka pachniała intensywnie, a palona normalnie jako świeca raczej słabo. Zapach rozchodził się długo i opornie, a utrzymywał raczej krótko tak, że zaraz po zgaszeniu dało się o nim zapomnieć.
Gdy używałam ją jako wosk zapachowy, pachniała tak samo, tylko mocniej. Mocniej niż na sucho. Wtedy też zapach rozchodził się o wiele szybciej. Dobrze go czuć nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał się jednak raczej krótko.

Całość bardzo mi nie odpowiadała. Wydźwięk, moc, jakość - no, kompletnie nic. Coś o zapachu kwiatowym, winogronowe gumki do mazania to kompletnie nie moja bajka. Nie potrafię też wyobrazić sobie, by komuś mogło to się podobać, zwłaszcza przy tak niskiej jakości. No, ale trzeba też wziąć namiar, że to jednak po prostu tania świeczka, nic ekskluzywnego.

4/10

środa, 20 marca 2024

wosk Colonial Candle Simmer Snaps Spring Awakening

Powitanie wiosny

Ten wosk kupiłam co prawda kilka miesięcy temu, ale jak powąchałam go na sucho, uznałam, że musi poczekać do bardziej adekwatnej pory roku. I wreszcie gdy zaczęły kwitnąć pierwsze kwiaty - choć niektóre nawet trochę za wcześnie - stwierdziłam, że wiosnę na blogu musi rozpocząć właśnie ten wosk. O jakże adekwatnej nazwie! A czy równie pasującym zapachu?

Colonial Candle Simmer Snaps Spring Awakening to zapach oddający wiosenne przebudzenie, czyli skoszonej trawy, bawełny, jabłka i cytrusów; u mnie jako wosk (w opakowaniu 70g, czyli 6 kostek po ok. 11-12g).

Opis producenta
Energetyczny zapach wiosny! Mieszanka świeżego jabłka, grejpfruta i suszonej na słońcu bawełny


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie trawą i innymi zielonymi roślinami oraz słodko-soczystym grejpfrutem i jabłkiem. Zaplątał się w nich drobny kwasek, nakręcający rześkość. Słodycz wydała mi się z kolei wchodząca w nieco... tulaśną strefę. Pomyślałam o świeżym praniu, które też jest jeszcze wilgotne. Rośliny z kolei musiały być pokryte rześką, poranną rosą.

Z kominka pierwsza rozeszła się woń świeżo skoszonej trawy i słoneczne ciepło. Pomyślałam o ciepłym, rześkim wiosennym dniu. Słońce oświetlało soczyście zieloną trawę i pierwsze wyłaniające się z niej kwiaty. Wśród zieleni wiał lekki wietrzyk, nakręcający rześkość. W tę weszły cytrusy - kwaśno-słodko-goryczkowaty grejpfrut i trochę innych niedookreślonych. Tuż obok pojawiło się słodko-kwaskawe, chrupkie jabłko.

Mimo rześkości, ciepło wciąż rosło. Wyraźnie w słodkim kontekście. Słodycz jednak wydawała się mocno roślinna, chwilami nieco kwiatowa. Do głowy przyszła mi też bawełna (czy dokładniej różności w tym wariancie, bo świeżej rośliny nigdy nie wąchałam), a także świeże pranie wywieszone w ogródku, przesiąkające rześkością wiosennej trawy i kwiatów. Grejpfrut wciąż miał bardzo dużo do powiedzenia, a jabłko starało się trzymać w jego pobliżu do końca.

Zapach na sucho był bardzo mocny, a w kominku okazał się prawdziwą siekierą. Rozszedł się błyskawicznie. Utrzymywał się średnio długo.

Wosk bardzo mi się spodobał. Dobra moc, a autentyczny zapach miał ciekawe i adekwatne nuty skoszonej trawy, prania, kwiatów i cytrusów. Roślinna świeżość i trochę ciepła wiosennego słońca to przyjemne połączenie, rewelacyjnie oddaje początek wiosny. Tak, to godne powitanie wiosny.

9/10

poniedziałek, 26 lutego 2024

wosk Enoia Transmutacja

Niezmiennie ładna woń

Minerwa Mcgonagall to jedna z bardzo lubianych przeze mnie postaci ze świata Pottera, m. in. dlatego, jak niejednoznaczna jest. Przedmiot Transmutacja też wydaje się szalenie ciekawy, stąd klikając w miniaturkę tego wosku na stronie Enoia trzymałam kciuki w napięciu za to, by i obiecywane nuty były moje. Na szczęście wpisywały się w to, co lubię. Pytanie tylko, czy i w kominku zapachną, jak je opisali?

Enoia Transmutacja to zapach skoszonej piżma, paczuli i owocowej słodyczy, z linii Magicznej, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g).

Opis producenta
Zapach Transmutacja perfekcyjnie kojarzy się z Profesor McGonagall; znajdziecie w nim takie nuty jak piżmo, paczuli, bursztyn w połączeniu z owocową słodyczą. 
 

Recenzja

Suchy wosk pachniał bardzo słodko, nieco ciężkawo i ciepło. Wyobraziłam sobie milusi sweter, przesiąknięty dobrymi, kobiecymi perfumami oraz wazon z kwiatami - ciężkimi różami... W głowie mieszały mi się kwiaty suszone i żywe. Pomyślałam też o promieniach słońca, wpadających przez okno do jakiegoś bardzo przytulnego wnętrza, a w tle poczułam jeszcze bardzo słodkie cytrusy - chyba pomarańcze.

Z kominka pierwsza rozeszła się charakterna, acz perfumeryjna słodycz. Przypominała ciężkawe, kobiece i bardzo eleganckie perfumy o ciepłym charakterze. Pomyślałam o jakiś swetrach, szalach nimi przesiąkniętymi. Wyobraziłam sobie nieco duszne pomieszczenie z zasłoniętymi oknami, zapalonymi świecami i bijącym od nich ciepłem. Ciepło jako pojedyncze promienie słońca, mogło przedostawać się przez niedokładnie zaciągnięte zasłony, przesiąknięte perfumami i...

I kwiatami? Z czasem pojawiły się słodkie kwiaty, głównie róże. Suszone płatki, jakieś potpourri i kwiaty świeże, w wazonie. W tle pojawiła się leciutka nuta rozgrzanej ziemi, a także nieuchwytny, ale obecny owoc. Nagle wśród tego wszystkiego zatańczył słodko-kwaskawy cytrus... Obierana mandarynka? Nadały kompozycji trochę lekkości, a przy ciężkich kwiatach pojawiły się drobne konwalie, dzwonki i... leśne, drobne kwiatuszki. Ale jakże słodko wonne!

Wosk suchy pachniał średnio mocno, ale wyraźnie. W kominku natomiast wyraźnie, ale dziwnie nierównomiernie. Miejscami słabo, miejscami wyraźnie i nawet dość mocno. Zapach rozchodził się powoli. Utrzymywał z kolei krótko. Wosk (2 serduszka wrzucone na raz) wystarczył spokojnie na dwa rozgrzania. Perłowo-brokatowy efekt wizualny przyjemny.

Zapach był bardzo ładny - mogłabym się zakochać, gdyby nie chwilami i miejscami słaba moc. Ciepło świec i słońca, kobiece perfumy i mnóstwo kwiatów: róż i konwalii, zwieńczonych obieranymi mandarynkami to splot przepiękny. Jak tak pomyślę, klasa czy gabinet McGonagall naprawdę mógłby tak pachnieć! Zapach, jak go opisano, był ładny, niezmiennie - nie transmutował w nic dziwnego, szkoda tylko tej mocy.

8/10

czwartek, 15 lutego 2024

wosk Enoia Zielarstwo

Potterowy trawnik 

Zapach roślin i ziemi zawsze w moim odczuciu obiecuje zacną kompozycję. Gdy pomyślałam jeszcze w dodatku o przedmiocie szkolnym z Harry'ego Pottera, a więc szczypcie magii, miałam bardzo dobre przeczucia. Pamiętna scena z przesadzaniem Mandragor od razu wywołała uśmiech i miałam nadzieję, że nie zniknie on po wrzuceniu wojska do kominka.

Enoia Zielarstwo to zapach skoszonej trawy i mchu, z linii Magicznej, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

Opis producenta
Zapach Zielarstwo przeniesie Cię na łąkę świeżo skoszonej trawy w połączeniu z zapachem leśnego mchu.


Recenzja

Suchy wosk pachniał delikatnie i słodko świeżymi roślinami i kwaskawo-słodkimi jabłkami. Pomyślałam o mchu, porastającym pnie na skraju polany i trawie... o łące? Słodkiej od pojedynczych kwiatów, może też o trawnikach, które ktoś właśnie kosi. Za tym wszystkim w zapachu kryła się jednak prysznicowo-łazienkowa nuta.

Z kominka pierwszy rozszedł się słodko-kwaskawy, lekko soczysty wątek jabłek, mieszający się z zielonymi roślinami. Pomyślałam o soczystej, zielonej trawie, którą właśnie skoszono, a także drobnych kwiatach na łące. Słodycz mieszała się ze świeżością, acz chwilami chyliła się ku nieco cięższej. Czyżbym odnotowała tam drewno i piżmowy akcent? Potem jednak zieleń wygrała, ponieważ do trawy dołączył wilgotny mech.

Z czasem wzrosła słodycz. Znowu pomyślałam o jabłkach, mieszających się z kwiatami. Przemknęła mi przez myśl kwitnąca jabłoń, wokół której skoszono właśnie trawę. Rześkość mieszała się tu z lekkim, wiosennym ciepłem i wysoką słodyczą. Trawa i inne, pełne życia rośliny były bardzo obrazowe i dosadne. Po dłuższym czasie zaleciało mi coś łazienkowego, trochę jak dezodorant lub odświeżacz powietrza, ale chowało się to w trawie.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, naturalnie, ale też trochę kosmetycznie zarazem. W kominku jednak okazał się bardziej roślinny. Zapach rozchodził się średnio szybko, utrzymywał raczej krótko. Spokojnie wystarczy na dwa razy (wrzucam 2 woski na raz, ale rozgrzewam je 2 razy).

Kompozycja była ładna, ale to tyle. Skoszona trawa i mech ze słodkim jabłkiem byłyby cudowne, gdyby słodycz była niższa i gdyby nie zmierzało to właśnie w kosmetycznym kierunku.

7/10