wtorek, 13 lipca 2021

wosk / świeca Goose Creek Half Moon Bay

Zatoka budząca chociaż połowiczne uznanie

Leżenie na plaży wydaje mi się katuszą. Nie wiem, jak ktoś to może sobie robić. Wczasy nad słoną wodą zupełnie do mnie nie przemawiają. Stąd dopiero niedawno odkryłam, że takie kompozycje zapachowe to przecież nie to samo i odpowiadają mi. Mało tego... gdy chodzi o tajemnicze plaże, wybrzeża bez turystów - o, to może i jednak coś całkiem mojego. Takie opuszczone, surowe... no dobra, takie plaże to lubię, ale właśnie! Na nich nie ma smażenia się, a jest ucieczka od ludzi, cywilizacji... A co do tego wosku... dopiero sprawdzając recenzję, dowiedziałam się, że Half Moon Bay to miasto w Kalifornii. Ciekawe, czy właśnie o nie chodziło twórcom kompozycji?

Goose Creek Half Moon Bay to zapach oddający chłodne powietrze nad zatoką, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Chłodna, wyspiarska mgiełka unosząca się nad Zatoką Półksiężyca.
Nuty górne: tropikalne owoce, delikatne cytrusy
Nuty bazowe: morska bryza, wyspiarska wanilia
Nuty dolne: subtelne drzewa, delikatne piżmo


Recenzja

Wosk wąchany na sucho zasunął mi sporo rześkości wodnistego arbuza, podrasowanego ogórkiem i splotem egzotycznych owoców. Przejawiało to soczysty kwasek, aczkolwiek nie było zbyt przyjemne. Próbowała to uładzić słodsza cieplejsza nuta wanilii i... kojarząca się ze słońcem, ciepłym (ale nie upalnym!) dniem. Chwilami wydawało mi się, że wanilia przybiera bardziej kremową postać, co z kolei skojarzyło mi się z kremami od opalania i... plażą?

W kominku wosk postawił na rześko-lekkie, wodniste owoce i... wodę. Prowadził arbuz - oczami wyobraźni widziałam raczej bladego. W tle mignął mi ogórek, zaraz jednak się schował; czyhał w oddali. Za nim czułam delikatne, egzotyczne owoce. Może melon / papaja? Ich rześkość i nawet wodnistość uwypuklił... ogórek. Dziwacznie łączył słodycz i wytrawność, nawet kwasek przejawiając. Z czasem pod tym wszystkim pojawiła się wręcz pewna goryczka drzew, odpędzając ogórka.

Kwasek zrobił się bardziej esencjonalnie owocowy - może cytrusowo-ananasowy? Te jednak zmieszały się z kremową, niemal mleczną tonią... waniliowego... mleka? Mleczka? Najpierw mignął mi jakiś koktajl z mleczkiem kokosowym, owocowy i przesłodzony wanilią, a potem sama wanilia odciągnęła od tego uwagę, by... skierować ją na siebie, ale w wydaniu bardziej kosmetycznym. Owoce zmieniły się w mokre, nieco gnijące i kwaskawe liście. Niepasująca, jesienna nutka raz po raz migała pośród "letnich" nut kompozycji. Po dłuższym czasie jednak jakikolwiek kwasek znikał. Wchodziła bardziej zdecydowana, ciepła i ciężkawa słodycz. Znów pomyślałam o kremach od opalania. Nagle niczym na gorącej plaży, na której czuć też lekką słonawość i rześkość wody. 

A jednak wszystko to w ryzach trzymała lekka wytrawność. Znalazła się i w cieple; czyżby były to drzewa? Wyobraziłam sobie plażę, a na niej "hawajskie" drewniane wiaty / domki z dachami z suszonych liści palm / trzciny - jak z fototapet. Dopiero po zgaszeniu podgrzewacza, jakiś czas później, słodycz przybrała subtelniejszy wydźwięk, wgryzając się w drewno i ciepło. Sól podkreśliła ten wątek, choć wszystko już i tak "cichło".

Wosk na sucho jest intensywny, ale w kominku już nie tak, jak to zapowiedział. Mimo to był wyrazisty, bez sztuczności.

Kompozycja niezbyt do mnie przemówiła. Wodniste i rześkie owoce z dobudowaną wytrawnością ogórkowo-drzewną i kosmetyczna wanilia nie podobały mi się. Ogórek i kremowość wanilii wywaliłabym - wtedy byłoby przyjemnie. Dziwna była nuta liści - zupełnie tu nie pasowała. Za to skojarzenie z plażą bezdyskusyjnie na plus.

6/10

niedziela, 11 lipca 2021

kadzidełka Noor Oud Dehn-Al

Tajemnicze drewno

Na koniec serii Oud zostawiłam sobie zapach o opakowaniu chyba najbardziej w moim guście, bo z domieszką czarnego. Nigdy nie była wielbicielką pomarańczowego, ale jego odrobina z czernią do mnie przemawia, bo kojarzy się z Halloween i jesienią. Tu wprawdzie proporcje odwrócone, ale i tak wyglądało to pięknie i elegancko. W dodatku sama nazwa zapachu mówiła mi jeszcze mniej, niż pozostałych trzech. Stąd i ciekawość większa.

NOOR Oud Dehn-Al Incense to zapach oud, czyli olejku z drzewa agarowego, i arabskich / orientalnych przypraw, z orientalnej linii Oud; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach, których w opakowaniu jest 15 gramów (u mnie 9 szt.). Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).

Opis producenta
Mroczny, enigmatyczny, charyzmatyczny.
Nuty zapachowe: oud z drewna agarowego, skóra, drzewa, tytoń


Recenzja

Kadzidełka na sucho pachniały poważnym, intensywnym drewnem z nieco wilgotnym motywem ziemi. Wyobraziłam sobie grube pnie i korzenie porastające lekko podmokły teren. Jednocześnie było to wonne w sposób ostrawy. Ziołowy?

Po zapaleniu, wraz z dymem natychmiast rozszedł się drzewny, poważny zapach. Nie było to drewno palone, a trochę... "meblowe", ale naturalne, niedawno przywiezione od stolarza. Drewno... z domniemaniem słodyczy? Było w nim coś bez wątpienia perfumeryjnego. Wyobraziłam sobie meble o skórzanych obiciach i o samej czarnej skórze, też ubraniach skórzanych przesiąkniętych dymem.

Pojawiła się woń dymu, i choć zdawał się nasycać i przesiąkać drewno, nie miałam wrażenia, iż jest ono palone. To jakby... przesiąknięte gorzkawym dymem drewniane pomieszczenie. Gorzkość nieco wzrosła, a ja poczułam niemal ziemistą nutkę. Taką trochę jak z ziołowo-słodkawych męskich perfum? Ziemia musiała być miejscami wilgotna... Albo jedynie lekko suchawa z wierzchu, a mokra, zupełnie czarna nieco niżej. Dodała pewnej soczystości poważnej goryczce, a w drewnie doszukałam się żywicy. Odlegle i luźno zasugerowała mi ciemną czekoladę, kryjąc ją jednak w gorzkawym, aromatycznym drewnie.

Kadzidełka pachną mocno już na sucho. W paleniu również, dymiąc przy tym subtelnie. Spalają się powoli, a zapach utrzymuje się długo, nie wgryzając się w pomieszczenie.

Przemówił do mnie ten gorzko-świeży zapach drewna przesiąkniętego dymem, ale nie palonego. Powaga, moc, charakter - to, co lubię. Rzeczywiście w pewnym stopniu dość mroczny i męski. Nie wiem, czym jest "Dehn-Al" (w Google znalazłam, że są perfumy Dehn-Al), ale podoba mi się.

10/10

piątek, 9 lipca 2021

wosk / świeca Goose Creek Splish Splash

Plusk soczystości

Nigdy nie pomyślałabym, że zaciekawi mnie wosk oddający zabawę w kałużach, z dzieckiem w kaloszach na etykiecie i... w ogóle tak kolorowej. A jednak trafiłam na woski, które wskazały mi pewien nowy kierunek poszukiwań kompozycji, które tylko wydają się nie w moim guście.

Goose Creek Splish Splash to zapach oddający zabawę w kałużach, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Dźwięk dziecięcego śmiechu dobiegający z miejsca zabawy w kałużach po deszczu, który przynosi nostalgiczne wspomnienia.
Nuty górne: świeże pomelo, mandarynka
Nuty bazowe: egzotyczne mango, marakuja
Nuty dolne: woda kokosowa, wody nadbrzeżne


Recenzja

Na sucho wosk zapachniał mi rześkim powietrzem i słodkimi, delikatnymi kwiatami (fioletowymi?): fiołkami, konwaliami, co podrasowała soczystość cytrusów i owoców egzotycznych. Również były słodkie i trochę multiwitaminowe (wyróżniłabym m.in. mandarynki, pomelo, mango i brzoskwinię). Do tego doszła leciuteńka, męsko-kolońska nuta, w której nacisk położono na orzeźwienie. Lekki, radosny, a jednak z pazurkiem. Takim... trochę jak słonawa, morska bryza?

W kominku wosk rozniósł mnóstwo rześkości, wręcz przyjemnego chłodku, jednoznacznie kojarzącego się z mżawką i świeżym powietrzem. Było słodko, ale nie ciężko. Dosłownie czułam muskanie płatków drobniutkich jasnych kwiatków, takich jak konwalie, fiołki, dzwonki. Poprzez nie wkradła się perfumeryjna nuta. Pomyślałam o kokosie... Dziwnie soczystym.

Kwiaty prędko przemieszały się z rześko-słodkimi, soczystymi owocami. Okazały się dość nieśmiałe, jedynie pobrzmiewające. Kryły drobny kwasek... zaczęło się od mandarynki, przewinęło się nieśmiałe pomelo, a potem owoce zmieszały się w ledwo uchwytnym, multiwitaminowym, egzotycznym splocie. Brzoskwinie? Mango? Trudno było cokolwiek wyodrębnić.

Cytrusy puściły oko do nieco męskiej nuty. Ta przyniosła charakterek kwiato-ziół, układający się w wytrawniejsze, kolońsko orzeźwiające, niemal chłodne męskie perfumy. Pojawiła się leciutka goryczka, wtapiająca się w słodycz, za sprawą której pomyślałam o pomostach mokrych od letniej mżawki. A no właśnie! Pomosty, bo wyraźnie czuć w tym... morską bryzę? Rześką i odrobinę słonawą. W tle doszukałam się nutki wilgotnego drewna i kokosa.

Wydźwięk był mocny i choć słowo "siekiera' średnio pasuje do tego, co czułam, nazwy i etykietki, to właśnie była siekiera w najlepszym tego słowa rozumieniu.

Klimat beztroski, błogi i radosny, acz z charakterem. Słodki, a także bardzo soczysty, nieprzytłaczający. Kupując myślałam o Woodbridge Over the Rainbow i o wosku jako o "czymś w podobie, ale jednak bardziej w moim stylu" i... w sumie aż tak bardzo się nie pomyliłam. Rześki, a jednak z charakterem, nieco męski. Kwiaty i owoce w nieprzesłodzonym wydaniu. Udana kompozycja, acz nie taka w pełni oddająca etykietkę (z czego akurat się cieszę).

8/10

wtorek, 6 lipca 2021

kadzidełka Native Soul Incense Smudge Sticks Palo Santo & Copal

Niejedno drewno ma imię

Po bardzo zacnych kadzidełkach Tribal Soul, w internetowych sklepach uwagę moją zaczęły przyciągać rzadziej pojawiające się kadzidełka w podobnym klimacie indiańskim. Zrobiłam mały research i... wydało mi się, że niektóre kompozycje pokrywały się, ale inne na pewno nie. Na próbę kupiłam dwie różne tej jaśniejszej marki. Mocno żywiczny duet kusił, bo choć lubię wiele kadzideł na bazie kopalu, nigdy tej żywicy (jeszcze!) nie kupiłam osobno, by się w nią wczuć.

Native Soul Incense Smudge Sticks Palo Santo & Copal to zapach palo santo i kopalu; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych pyłkowych, wykonanych w Indiach z naturalnych składników (zioła, przyprawy), których w opakowaniu jest 10 sztuk (15 g). Wyprodukowane przez Green Tree Candle Company.

Opis producenta:
Te kadzidełka łączą ziołowo-balsamiczne nuty drewna Palo Santo ze słodką, sosnową wonią copalu, wzmacniając koncentrację oraz przynosząc spokój i harmonię.


Recenzja

Na sucho kadzidełka zapachniały delikatnym, jasnym i bardzo słodkim drewnem, które kojarzyło mi się trochę jakby z suszoną (?) wanilią. Opiewała to żywiczna, nieco goryczkowato-oleista, a jednocześnie rześka nutka kopalu. Dodała drewnu lekkiego kwasku.

Po rozpaleniu pierwsze rozeszło się słodkie, jasne drewno. Miało delikatnie ciepły wydźwięk. Pomyślałam o promieniach słońca i pewnej suchości... suszonej laski wanilii, suszonej tabaki? Wkradła się tam goryczka. Też związana z drzewami, trochę oleista. Uplasowała się za coraz wyraźniej wyczuwalnym palo santo.
Z czasem pojawiła się żywiczna rześkość czy nawet lekki kwasek... Słodko-kwasek? Trochę jak młode drzewka iglaste... Słodycz rosła, a wraz z nią kopal wyłaniał się coraz klarowniej. Nie wyszedł jednak przed motyw palo santo. Trzymał się tyłów, dodatkowo je podkreślając (palo santo, nie tyły).
Po pewnym czasie w głębi tego wszystkiego, znów przypomniała o sobie drzewna goryczka - może jakaś drzewna kora? - dodając kompozycji powagi i pewnego mistycyzmu.

Kadzidełka już na sucho są intensywne, a w paleniu dają niezły popis. Zapach mocny przy średniej ilości dymu; rozchodzi się szybko i bezproblemowo. Utrzymuje się długo, ale nie "wgryza się". Oba wątki miały leciuteńki, specyficznie kadzidełkowo-patyczkowy akcent.

Całość bardzo mi się podoba. Zarówno gdy chodzi o pomysł, jak i wykonanie. Palo santo i kopal świetnie się uzupełniają i podkreślają. Dobrze czuć obie nuty. Kompozycja jest bardzo drzewna i słodka, prawdziwie oczyszczająca. 

9/10

poniedziałek, 5 lipca 2021

świeczka / wosk Yankee Candle Cherry Blossom

Kwitnący substytut

Zapach kwitnących wiśni jest piękny i choć wiśnie wolę jeść (to jedne z moich naj-naj owoców), to gdy już sezon na nie minie albo gdy jeszcze nie nastał z chęcią zastępuję je sobie takimi kwiatowymi substytutami. Choćby dlatego, że rzeczy wiśniowe (np. czekolady, jogurty, wiśnie suszone) nie oddają tak dobrze surowych świeżych, jak by się chciało, a kwiaty to jednak zawsze coś nieco innego. Bo z kolei zaplątana nutka owocu wśród kwiatów w kompozycjach zapachowych wydaje mi się idealna. Poza tym... od razu przychodzi mi na myśl Japonia, a kraj ten uwielbiam.

Yankee Candle Cherry Blossom to świeczka o zapachu kwitnącej wiśni, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Uroczy i wyrafinowany zapach kwitnącej wiśni.
Nuty górne: bergamotka, wiśnia
Nuty środkowe: róża, kwiat wiśni, jaśmin
Nuty dolne: pudrowe piżmo, drzewo sandałowe

Recenzja

Na sucho zapach wydał mi się wyraziście kwiatowy w sposób rześki i zwiewny. Oczami wyobraźni widziałam bogato ukwiecone drzewa i krzewy, ale czy wiśnie? Koloru jasnego, może różowego, białego owszem... Na pewno wśród kwiatów poczułam słodziutki motyw jogurtu czy nawet serka wiśniowego. Wydało mi się to niemal urocze. Wszystko w promieniach wczesnego lata.

Po rozgrzaniu wosk roztoczył słodką, leciuteńko kwaskawą woń wiśniowego czegoś, np. serka, otulając go kwiatami. Były to kwiaty jasne: białe lub różowe. Wilgotne i coraz intensywniejsze, ale cały czas nie ciężkie. Pomyślałam o różach i jaśminie, które zawarły w sobie rześkość. Z czasem motyw "czegoś wiśniowego" zaczął przechodzić wyraźniej w kisiel czy inne słodycze tego typu.
Trafiły na leciutkie ciepło, nieśmiałe promienie letniego poranka. W wyobraźni przeniosłam się wśród kwitnące krzewy i drzewa, do początków czerwca... Cały czas jednak zaburzał to motyw "czegoś wiśniowego". Chwilami aż pudrowo-cukierkowy, zbyt słodki w niekoniecznie naturalny sposób (choć sztucznością nie walił). Albo trochę kojarzący się z... ubraniami wypranymi w kwiatowo-owocowym płynie? Po dłuższym czasie zrobiło się o wiele za słodko-słodziaśnie.

Moc zapachu wydaje mi się bardzo słaba. To ledwo ciągnęło, a jednocześnie miało taki wydźwięk, że wcale nie chciałabym, by walnęło mocniej. Rozchodzi się jednak szybko i... jest wyczuwalne, ale to tyle. 

Całość okazała się dużym rozczarowaniem. Zapach ledwie dogorywa, gdy chodzi o natężenie, a nuty... choć teoretycznie ładne, to jednak podszyte irytującym echem. Liczyłam na ciężko kwiatowy, owocowy splot, a dostałam... zwiewny, ulotny splot niby kwiatów i niby owoców osadzonych w "słodziaśnych", cukierkowych realiach. Marny to substytut wiśni czy ich kwiecia.

4/10

sobota, 3 lipca 2021

świeczka / wosk Kringle Candle Midnight

Księżyc w pełni zwiastunem pełni zachwytu?

Północ, czy moment, kiedy księżyc świeci najjaśniej, od wieków ludzie łączą z mistycyzmem. Ja odczuwam silny związek z księżycem, przez co jego motywy zawsze przyciągają mój wzrok. Jakież mam szczęście, że w odniesieniu do świec i wosków, zazwyczaj pokrywa się to z nutami, jakie lubię.

Kringle Candle Midnight Daylight to świeczka oddająca zapach środka nocy w lesie od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g); także potraktowany jako wosk - w kominku.

Opis producenta
Połączenie skóry, lasu, bursztynu i mchu jako klasyczny, męski zapach.
Nuty górne: niebieska lawenda, skóra
Nuty bazowe: drzewo sandałowe
Nuty dolne: wetiwer, ciepły bursztyn

Recenzja

Na sucho poczułam świeżo-wilgotny, a jednocześnie ciepły zapach wilgotnego mchu, przywodzący na myśl ciepłą, letnią noc w lesie. Wyraźna słodycz miała roślinny, drzewny charakter, który podkreślały orientalne, korzenne przyprawy. Na pewno ciepłe, lekko ostrawe, a jednak właśnie roślinnie świeże. Drewno sandałowca stało na czele drzew. Wśród nich jakby przechadzał się mężczyzna nie oszczędzający na perfumach... ziołowo-lawendowych?

Właśnie lawendowe, męskie perfumy zaczęły rozchodzić się po rozgrzaniu wosku jako pierwsze. Do tej słodkiej ziołowości błyskawicznie dołączył wilgotny mech, przy którym nie sposób nie myśleć o tym, jak cudownie byłoby położyć się i zapaść w nim. To było takie... przytulne, a jednocześnie świeżo roślinne. Zbierało się coraz więcej nienachalnej słodyczy. Jak ciepła noc w lesie w środku lata. Wspomnienia ciepłego słońca były żywe, a jednak otoczenie otulało rześkością. Męskie perfumy łączyły się z goryczką i pikanterią.

Wśród nich z czasem wyraźnie na przód wyszły drzewa, w tym sandałowiec. Podkreśliły go korzenno-orientalne, ciepłe przyprawy. Nie brakowało słodyczy, chwilami zawracającej do lawendy i podkreślającej leśne rośliny. Wyobraziłam sobie masywne drzewa porastane przez wilgotny mech. Może to jakaś - otoczona nimi - mięciutka od mchu, ukwiecona polanka? Którą otacza chłodny mrok, a więc jednak z pewnym pazurkiem. Raz czy drugi pomyślałam o anyżu, a potem o skórze, skórzanych meblach... Przesiąkniętych ostrawo-rześkimi perfumami.

Moc zapachu uważam za trafioną. Rozchodzi się szybko i wyraźnie. Może nie jest to siekiera, jakie lubię, ale wszystko świetnie czuć. W zasadzie moc dopasowała się do klimatu.

Wydźwięk jakoś... do mnie przemówił. Ciepła noc w lesie, męska kompozycja opierająca się na mchu, cieple i rześkości z lekką ostrością i goryczką. Drzewa i słodycz rewelacyjnie się przełamywały. Subtelność zachowana, a jednak i pazura nie brak. No cóż... do pełni zachwytu zabrakło chyba tylko "tego czegoś", może właśnie siekierowości, ale to i tak kompozycja warta uwagi i polecenia.

9/10

czwartek, 1 lipca 2021

kadzidełka Noor Oud Crystal

Krystaliczne piękno 

Uwielbiam skały i minerały. Jednym z moich ulubionych jest kryształ górski. Nie dość, że są piękne i ciekawe, pokazują, jakie wspaniałe błyskotki natura potrafi wytwarzać, to jeszcze mają rozmaite właściwości. Nie wiem dlaczego, ale właśnie kryształ górski przychodził mi do głowy, kiedy myślałam o tych kadzidełkach. A przecież... miały oddawać ogólnie kryształy. Jak zerknęłam na nuty wypisane przez producenta... pomyślałam, że mogłabym podać podobne, gdyby to mnie zapytano, jak "kryształ może pachnieć?". Oby tylko wyobrażenia o pięknie kompozycji nie rozsypały się w tysiące drobinek, jak rozbity kryształ.

NOOR Oud Crystal Incense to zapach oud, czyli olejku z drzewa agarowego, oddający "kryształ", z orientalnej linii Oud; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach, których w opakowaniu jest 15 gramów (u mnie 9 szt.). Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).

Opis producenta
Nowoczesny, delikatny, elegancki.
Nuty zapachowe: oud z drewna agarowego, orchidea, lilia, jaśmin, piżmo


Recenzja

Suche kadzidełka skojarzyły mi się z białymi, wodnymi kwiatami, drewnianymi meblami i... zakrystią, w której jest mnóstwo tkanin, materiałów przesiąkniętych kadzidłami. Zobaczyłam wnętrze kościoła z jasnymi ławkami z drewna, w którym stało mnóstwo wazonów z kwiatami. Wszystkie były zawilgocone, ciężkie.  Myśli obracały się też wokół najrozmaitszych tkanin, acz było w tym wszystkim... pewne poczucie chłodu? 

Palone kadzidło najpierw rozniosło słodkawy zapach białych kwiatów, wśród których wyróżniłabym białe róże, jaśmin... może jakieś kwiaty wodne? Do tego doszła niemal pikanteria drewna. Pomyślałam o drzewach i polu rozgrzanych słońcem. To było ciepłe, aż ciężko-przytłaczające i... z nutką soli? Kwaskawej soli jak... pot? Było w tym coś dziwnego; pomyślałam o koniu galopującym wśród zboża, a potem dobiegającego nad wodę... Czułam powiew wiatru i kwiaty wodne.

Od kwiatów wodnych / zawilgoconych ponownie odszedł chłód. Ciepło przyjęło wydźwięk rozgrzania. W mojej głowie powstał obraz dusznej zakrystii lub wnętrza kościoła z kwiatami o białych łebkach, stojących w wazonach pełnych wody. Czułam też... płomienie świec, ich ciepło i niemal ostrą pikanterię przypraw korzennych, może słodkiego cynamonu, drewna. Zaplątała się w nim delikatna goryczka, znów coś lekko słonawego, ale tym razem... kryjącego się w dymie?

Kadzidło było mocne już na sucho. Pali się wolno, a zapach po pokoju roznosi się błyskawicznie. Zaskoczył mnie jednak, ze w paleniu okazał się bardzo inny niż na sucho.

Kompozycja była intrygująca, aczkolwiek raczej przyjemna z podejrzaną nutą, niż czysto piękna. Nie przekonało mnie to w pełni, ale muszę przyznać, że podobało mi się. Spodziewałam się większej ilości kwiatów, a te nie wydawały się tak istotne jak drewno, kwaskawo-słonawa nuta oraz igrające ze sobą chłód i ciepło. Dziwny, niecodzienny, ale ładny zapach.

9/10