niedziela, 30 maja 2021

wosk / świeca Goose Creek Cabin in The Woods

Domek z piernika w lesie, a może i z wilkiem po drodze

Jestem mieszczuchem, więc nie chciałabym tak realnie mieszkać gdzieś w dziczy, w środku lasu, a jednocześnie... jestem taką samotniczką, że teoretycznie-wyobrażeniowo - owszem, chciałabym. Chciałabym, gdyby nie to, że nie miałabym pewnie internetu, marketów itp. (idealnym rozwiązaniem byłby więc domek letniskowy, przyznaję). Taki jednak klimat uważam za coś wspaniałego, więc woski ulubionej marki, obiecujące go, prędzej czy później kupuję.

Goose Creek Cabin in the Woods to zapach domku w lesie, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Doskonały wypad za miasto. Zatrać się w domku nad jeziorem w szwajcarskim lesie.
Nuty górne: ciepły las, jesienne cytrusy, delikatne przyprawy korzenne
Nuty bazowe: bursztyn, drewno sandałowe, śmietanka
Nuty dolne: stare dęby, cedr, sosna


Recenzja

Na sucho na pierwszy plan wysunęły się soczyste, ale mało jednoznaczne owoce i słodycz, które jednak miały mocne, gorzkawo-drzewne tło. Drzewa wydały mi się przez to nieco... orzechowo-karmelowe? Zdecydowanie palone. Czułam ciepło, nawet pewną... słodką alkoholowość i pikanterię przypraw korzennych. Wplotła się w to świeżość lasu mieszanego, dalekiego od cywilizacji. Wątek drzew iglastych podsycała nutka owoców... kwaskawo-egzotycznych?

W kominku wosk zabrał mnie wśród różne drzewa: liściaste (pomyślałam o starych, wielkich dębach), jasne i delikatniejsze, ale też iglaste... te przejawiały drobny kwasek. Chwilami ocierał się o soczyste jabłka i cytrusy, jednak... te zdawały się mieszać z goryczką. Jak cytrusy wraz ze skórką... wpadające do jakiejś masy korzennej? Poczułam takowe przyprawy, a wśród drzew pojawiło się słodko-ciepłe, orientalne drewno sandałowe. Swoiste ciepło skierowało moje myśli na słodko-kwaskawe owoce egzotyczne jako jogurtowe mango-lassi.

Nasiliła się ciepła słodycz, która dzięki drzewom wciąż miała poważny, gorzkawy akcent. Pomyślałam o whisky, o złocistym, głęboki alkoholu... leżakującym w drewnianych beczkach? Za nimi snuł się karmel, melasa... I w nim osiadły przyprawy korzenne (nieco soczysty imbir? trochę cynamonu?), które... tajemniczą ścieżką podążały wśród drzewa. Drzewa, których liśćmi i igiełkami poruszał rześki, świeży wietrzyk ciepłego dnia. Takiego, którego powiew, i las sam w sobie, dają błogie ukojenie.

Moc zapachu już na sucho była dość wysoka. W kominku także, acz mogłaby być wyższa. Rozchodzi się szybko i jest wyczuwalny wyraźnie. Trwa długo, nie wgryzając się w otoczenie i nie męcząc, a dosadnie prezentując nuty.

Nie jest to kompozycja milusia jak z bajki, ale też siekierą bym jej nie nazwała. Wyważona, spokojna, a jednocześnie głęboka i ciekawa. Osłodzona powaga, rześkość i drzewa z odrobinką owoców, ale też niemal alkoholowo-korzennym ciepłem okazały się bardzo moim splotem. Słodki (niczym chatka z piernika Baby Jagi!), acz z pazurem (a więc jeszcze z wilkiem z Czerwonego Kapturka po drodze do niego?).

9/10

piątek, 28 maja 2021

kadzidełka Karmaroma Tales of India Maharani Dream / Sen Cesarzowej

Bogaty ogród jak ze snu

Po tym, jak odkryłam, że kadzidełka Tribal Soul robi HD, i trafiłam, że także ta marka do nich należy, od razu w ciemno kupiłam cztery warianty z linii indyjskiej. Wąchanie zaś zaczęłam od potencjalnie najdelikatniejszego, czyli snu, który - jak obiecywał producent - pełen będzie egzotycznych kwiatów. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym dokładnie nie sprawdziła tytułu. Otóż "maharani" znaczy "królowa, cesarzowa lub żona maharadży", czyli... królewski sen? O, zapowiadało się dobrze! Oby nie była to jakaś królowa, którą męczą koszmary.
I skoro madagaskarski sen w wydaniu YC Madagascan Orchid nie sprostał oczekiwaniom, liczyłam, że indyjski to zrobi.

Karmaroma Tales of India Incense Maharani Dream / Sen Cesarzowej to zapach tropikalnych kwiatów, tuberozy i jaśminu, z linii inspirowanej Indiami; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych ręcznie w Indiach (Bangalore), których w opakowaniu jest 15 gramów (u mnie 12 szt.). Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).

Opis producenta
Sen cesarzowej, czyli bogata mieszanka tropikalnych kwiatów zdominowana przez subtelną tuberozę z delikatnym jaśminem.


Recenzja

Już na sucho kadzidełka pachną bardzo mocno słodko-rześkimi, a jednocześnie ciężkimi kwiatami. Wśród kwiatów zdecydowanie dominował jaśmin. Obok kwiatów swoją obecność zaznaczyły niemal cukierkowo słodkie owoce jagódkowato-porzeczkowate, może bliżej nieokreślone, ale na pewno o uroczym charakterze. Nie zaburzyły wyobrażenia tropikalnego ogrodu z kwiatami o wielkim główkach, masywnych płatkach. Były wilgotne, rześkie. Czułam róże wonne, świeże i również masywne w przekazie, acz... wplatające też coś łagodniejszego.

Palone kadzidełka zaczęły od zakreślenia delikatnego tła jaśminem, którego intensywność i pewna wilgotna rześkość rozkręcała się, nabierała głębi. Dopiero po chwili nałożyła się na niego rosnąca rześkość tropikalnego ogrodu. Wilgotne, może pokryte rosą lub kroplami mżawki, kwiaty o ciężkich główkach, grubych płatkach przejawiały lekką soczystość. Mimo to, miały w sobie pewien ciężar, dosadność. Odpowiadały za to róże w jasnych barwach. Mieszały się z jaśminem w słodkim splocie. 

Mimo słodyczy, kompozycji nie brak powagi. Ogród pokazał drzewno-drewniany pazurek, drobną goryczkę. Chwilami uchylała się przed wręcz cukierkowo-landrynkową nutką owoców. Ta niby pojawiała się epizodycznie, ale jednak. Słodziuteńka, iluzorycznie kwaskawa mgiełka cytryny i owoców drobnych... leśnych? Jagódkowo-porzeczkowych? Kryły się w krzaczkach i ukwieconych krzewach. Jaśmin i im nie darował, przykrywając je swymi białymi, żywymi i aksamitnymi płatkami.

Moc zapachu jest bardzo wysoka już na sucho, a co dopiero w paleniu. Aromat rozchodzi się błyskawicznie i choć dymu idzie sporo, nie jest to ilość przesadzona. Utrzymuje się dość długo i to jako wyraźne nuty kompozycji.

Całość uwiodła mnie i zachwyciła. Nic dodać, nic ująć. Mocny, kwiatowy i niezwykle bogaty, złożony zapach. Jaśmin, róża... ciężkie, a jednak rześko-wilgotne i wyważone zarówno poważniejszym akcentem, jak i bardziej soczyście-owocowym. Słodkie, kwiatowe tropiki jak ze snu. Nie obraziłabym się jednak, gdyby soczystość poszła w bardziej surowo-świeżo owocowy niż cukierkowy klimat.

9/10

środa, 26 maja 2021

kadzidełka Stamford Goblin's Lair (Leże Goblina)

Wszędobylskie stwory o wszechpotężnym zapachu

Jako że od dziecka uwielbiam fantastykę, motyw goblinów jest ze mną od zawsze. Od wrednych kreatur, przez tańczące z Bowiem w Labiryncie, przyjazne ludziom hobgobliny i przerażających przeciwników z gier, po skrupulatnie liczące pieniądze z Harry'ego Pottera. Mam chyba do nich słabość. Nie chciałabym jednak znaleźć się w ich pieczarze! W Banku Gringotta... no, to zależy. A co za zapachy mogą się w ich jaskiniach unosić? Kadzidełka zainteresowały mnie, ale chyba bym ich w ciemno nie kupiła, gdybym w internecie nie przeczytała o nucie cynamonu.

Stamford Goblin's Lair (Leże Goblina) to zapach to "oddający jaskinię goblina, w której unosi się złośliwa i kusząca woń ziemistego cynamonu" z linii "Mythical Hex" (Mityczne Klątwy); u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 12 (ponoć intencyjnych).

Opis producenta
Oczyszczają powietrze z negatywnych myśli i wprowadzają w lepszy nastrój i spokój.

Recenzja

Kadzidełka już na sucho uderzają korzenną pikanterią cynamonu i kwiatów... aż zakręciło w nosie. Było to słodkie, nawet bardzo, ale w sposób dość... przenikliwy, agresywny, charakterny. Wśród kwiatów silną pozycję zajęły czerwone róże, a mieszanka korzennych przypraw, goryczka cynamonu - mieszając się z nimi - podsunęła na myśl ziemię z wierzchu rozgrzaną słońcem.

W paleniu cynamon również prowadził, roznosząc słodką ostrość. Ostro-goryczkowaty, drapiący w nosie pochód korzenności najrozmaitszych podążał za nim. Był słodki i zmieszany z kwiatami, które też zagrały na niemal pikantnie słodki akord. Zasugerowały tym samym ziemię. Była to ziemia ciepła, rozgrzana słońcem... acz tylko z wierzchu. Przypominała, że nieco niżej jest czarna, wilgotna i... ostro-soczysta? Mignął mi świeżo-słodkawy korzeń imbiru, ogólna słodycz cynamonu raz po raz ostrzegawczo zbliżyła się do niemal ostrej, czarnej coli, by w końcu znów zaskoczyć na pikantnie-goryczkowaty tor cynamonu po prostu.

Kadzidełka palą się długo, dymią mocno i bardzo mocno pachną, już na sucho. Jakość uważam za wysoką, a zapach niebanalny.

To intrygująco obudowany cynamon. Może z tych mocniejszych, tańszych, a więc goryczkowatych i ostrzejszych, co jednak w moim odczuciu jest zacne. Ziemisty, korzennie-soczysty  i słodkawy element dodał kompozycji głębi, czyniąc ją niecodzienną i złożoną (choć nie ukrywam, że trochę obawiałam się "colowej" sztuczności). I wydźwięk (jakże zacnie oddający leże goblinów!), i moc bardzo mi się podobały.

9/10

poniedziałek, 24 maja 2021

wosk / świeca Goose Creek Noah's Ark

Arka i kominek pełne słodziaków z pazurami

Podczas dokonywania selekcji, jakie woski kupić, kierują mną różne motywacje. W przypadku tego były to przede wszystkim zwierzaki, piękna etykietka i obiecywane nuty. Przy tym przypomniało mi się, jak to w zerówce w książce na arce Noego dorysowywałam dinozaury, a i lubianą bajkę - "Książę Egiptu" - sobie odświeżyłam. Jestem ateistką, to "noeowatość wosku" jakoś ani mnie grzała, ani ziębiła. Wprawdzie zapach z arki z tyloma zwierzaki raczej realnie nie byłby miły... ale tak woskowo-wyobrażeniowo... wiadomo. W dodatku ładny kolor (mam słabość do fioletu, ametystowego itd.). Kumulacja przyjemności po prostu! A wśród takie zwierzaki to nic, jak tylko rzucić się i miziać (i mieć nadzieję, że nie zostanie się deserkiem).

Goose Creek Noah's Ark to zapach oddający klimat Arki Noego, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Wejdź na arkę i odkryj prawdziwie magiczną, już czekającą przygodę.
Nuty górne: bursztyn, delikatna wanilia
Nuty bazowe: fiołki, lawenda, białe drzewa
Nuty dolne: lekkie jagody, drewno sandałowe


Recenzja

Na sucho wosk dosłownie utulił mnie słodyczą wanilii i... ogólnie ciepłą. Jakby na moją twarz padły promienie słońca i lekki, ciepły letni wietrzyk. Poczułam... suszoną nutę, drzewa i trochę kwiatów. Kobiece kwiatowe perfumy? Takie... aż ciężko-słodkie... lawendowe? A jednak z wilgotną świeżością... jak pole lawendowe po deszczu? Zaplątała się w tym urocza, niemal nieuchwytna kwaskawa, jagódkowa soczystość.

Ogrzewany wosk konsekwentnie roztoczył słodycz o ciepłym charakterze. Wyobraziłam sobie jakieś ciepłe waniliowe bułeczko-drożdżówki. Może ze słodko-kwaskawą, soczyście jagódkową masą / nadzieniem? Potem wanilia zaczęła dominować. Podszyła je poważna, kobieca perfumeryjność. Zmieszała się z korą, drewnem. To jakby i wonne, aksamitne kwiaty, i laski wanilii leżące na jakimś drewnianym blacie... wśród drzew. To na pewno drewno jasne, wonne.

Cała ta waniliowo-drewniana słodycz od początku robiła lekkie, kwiatowe sugestie, jednak kwiaty z czasem znacząco się nasiliły. Przede wszystkim czułam lawendę - jakby pole z żywymi krzewami. Było to słodkie i aż ciężkie, choć z... kwiatowym życiem. Płatki wydawały się lekko wilgotne, jakby... soczyste? Pomyślałam o słodziutkim borówkach amerykańskich, jakiś drobnych, fiołkowo-dzwonkowych kwiatkach. Urocza drobnica wkradła się w ciężko waniliowo-drewniane, poważniejsze nuty. Zawadiacko kręciły się wśród nich. Nasiliły skojarzenie z mocnymi i dobrymi, damskimi perfumami, umiejętnie (nieco kontrastowo) je podsycając.

Zapach na sucho był bardzo intensywny. W kominku jednak potrzebuje trochę czasu, by się rozejść, a i tak robi to dość dziwnie. Początkowo wydawał się za słaby, jednak moc dopiero rosła. W końcu czuć go dobrze, ale... głównie przy wchodzeniu / wychodzeniu z pokoju, nawet poza nim. W pokoju z kominkiem czuć, ale siekierą nie jest. Nie jest to wielki zarzut, ale jednak - ja wolę niepodważalnie mocne zapachy. Nic nie męczyło, utrzymywało się to dość długo. Dobra, acz nie wybitna jakość.

Mimo iż słodki, zapach ma charakter, pazurki. Rzeczywiście, jak taka arka / zoo pełne dzikich zwierząt. Chciałoby się zakrzyknąć: "jakie słodkie!"... jednak kły / pazury wciąż mają. Ciepła i perfumeryjna słodycz, wanilia i lawenda z również ciepłym, poważnym drewnem, dodatkowo trochę przełamana soczystą jagódką słodycz wkupiła się w me gusta. Co więcej, wąchając doszłam do wniosku, że etykietka niezwykle trafnie oddaje kompozycję. Zastrzeżenia mam tylko do mocy - wolałabym większą, gdyby tak miały to być te drzewne pazurki (drzazgi?). Trochę kojarzyło mi się z delikatniejszą, bardziej zwiewnie-kwiatową wersją GC Warm & Welcome.

7/10

sobota, 22 maja 2021

wosk Yankee Candle Madagascan Orchid

Madagaskarski sen?

Powiedzenie, że uwielbiam Madagaskar nie będzie przesadą, mimo że nigdy tam nie byłam. Kocham lemury, czekolady z kakao stamtąd, bajkę o tymże tytule, intryguje mnie jako wyspa / miejsce. Wielokrotnie wyobrażałam sobie, czym on może pachnieć... a tu proszę, trafiłam na taki wosk, więc nie mogłam odpuścić! Potem doczytałam, że wosk reprezentuje coś bardzo ciekawego, a mianowicie białą orchideę z Madagaskaru, która kwitnie tylko przez jeden dzień.

Yankee Candle Madagascan Orchid to zapach madagaskarskiej białej orchidei; u mnie jako wosk 22 g.

Opis producenta
Intensywny i intrygujący... Egzotyczny aromat rzadkiej orchidei niesie nieodparty urok.
Nuty górne: nektar z brzoskwini, bergamotka, laski cukrowe, róże
Nuty środkowe: czarna orchidea, peonia, śliwka, wieczorny mak
Nuty dolne: ciemny bursztyn, drewno sandałowe i olejek z niego oud, paczula

Recenzja

Na sucho poczułam bardzo słodki, kwiatowo-owocowy splot. Mignęły mi drobne, jagódkowo-porzeczkowe owoce, może esencjonalna, miąższysta morela... suszona? Aż scukrzona? Od tego odchodziła lekko poważniejsza, drzewna sugestia. Wskazałabym jakieś ukwiecone drzewa... i właśnie jeszcze więcej, konkretnych, ale bliżej nieokreślonych kwiatów.

Po rozpaleniu podgrzewacza wosk roztoczył po pokoju woń białych, wilgotnych i dość ulotnych kwiatów. Niosły przytłaczającą słodycz. Słodycz kumulującą się i wplatającą nuty cukrowo-owocowe jak... scukrzone owoce? Pomyślałam o suszonych morelach miąższystych i... jak zasłodzone dżemy / przeciery morelowo-brzoskwiniowe? Bliżej nieokreślone, przypudrowione cukrem pudrem. Za nimi obracały się słodko-kwaskawe jagódki, śliwki... Też wpadające w kwiatowość, trochę niedookreślone przez to.

Kwiaty były wszechobecne i... z jednej strony rześkie, wilgotne, a z drugiej dość ciężkawe. Pomyślałam o jasnych różach, śliwach... jakiś wodnych i bardziej... łodygowo roślinnych? Z czasem poczułam drzewa. Drzewa dające cień, też trochę zawilgocone, poważniejsze, ale podporządkowane kwiatom. Wszystko wydało mi się lekko przytłoczone cukrem pudrem.

Wosk na sucho był średnio intensywny, w paleniu największą moc wykazywały mniej przyjemne nuty. Był jakiś ciężki, a jednocześnie jakby niedomagający. Co lżejsze, jakoś gubiło się. Rozchodzi się w miarę szybko, a potem pobrzmiewa falowo.

Całość w zasadzie była nawet ładna - wyraziste kwiaty, wilgoć, trochę drewna i owoców... ale niestety zepsuta cukrowością, pudrowością. Owoce mogłyby być słodkie, ale... nie tylko tak, nie bez tych innych nut, które ledwo ciągnęły. Nie tak wyobrażam sobie gorący, pełen roślinności rozmaitej Madagaskar. Czy to zapach orchidei? Właśnie, że oprócz kwiatów było tu dużo wątków zaburzających je... Niestety nie był to mój madagaskarski sen.

6/10

czwartek, 20 maja 2021

kadzidełka HEM Chocolate Incense Sticks

Zwietrzała czekolada

Czekoladowe zapachy nieźle dały mi w kość. Uwielbiam czekoladę, a jednak zapachy mające ją oddawać brzydzą mnie, bo nie wychodzą realistycznie, a tanio i tandetnie. Niestety nie przyszło mi to do głowy, nim zakupiłam całe mnóstwo różnych takowych wosków. Po pewnym czasie z ironicznym uśmiechem, ryzykując, kupiłam kadzidełka w tym wariancie. Byłam niezdrowo ciekawa, jak wyjdzie czekoladowy dym. Pewnie źle, tym bardziej, że marka i produkt wyglądał na niższą półkę. Ale... może akurat miałam się zdziwić? 

HEM Chocolate Incense Sticks to kadzidełka patyczkowe o zapachu czekolady, ręcznie rolowane z naturalnych składników (płatków, żywicy itp.) i pakowane w Indiach; opakowanie zawiera 8 sztuk.


Recenzja

Kadzidełka na sucho w pierwszej chwili zapachniały mi zwykłym, odtłuszczonym kakao w proszku. Przewinęła się cierpkość i lekka gorzkawość. Poszły w kierunku węgielnym, trochę ocierając się o ziemię. Osiadły w tabletkach ziołowych. W tych wyczułam również słodycz. Ta przejawiała drobną sztuczność, przez co im wąchałam uważniej, tym mniej zapach wydawał mi się mniej kakaowy. Mimo to, do pewnego stopnia wróżył dobrze; nie był zbyt słodki czy coś.

Kadzidełko w paleniu konsekwentnie rozniosło cierpko-gorzkawy zapach, rzeczywiście trochę przypominający kakao. Podszyte ziemią, węglem... Zwykła kadzidlana, dymna gorzkość miała jedynie kakaowe zapędy.  Chwilami zapach przybierał na słodyczy, nie mocno jednak. W niej doszukałam się sztucznawego echa, ale nie było na tyle istotne, by miało szczególnie drażnić. Nikło w suchości, której zdarzało się zahaczać o odtłuszczone kakao w proszku... jakby zwietrzałe.

Kadzidełka spalają się w tempie umiarkowanym, mało dymi. Zapach na sucho wydaje mi się intensywniejszy niż podczas palenia, co jest smutne. Dym palonego patyczka jest lichy i niedookreślony. 

Całość zaskoczyła mnie o tyle pozytywnie, że nie wyszła sztucznie jak pseudoczekoladowe figurki z masy czekoladopodobnej, mdląco słodko czy coś, ale rozczarowała mnie brakiem intensywności. Co więcej, zapach podczas palenia w ogóle jest nijaki. Bardziej tanio kadzidełkowy niż jakikolwiek. Na pewno nie czekoladowy. Chyba że mowa o jakiejś skamieniałej i zwietrzałej.

5/10

wtorek, 18 maja 2021

wosk / świeca Goose Creek Summer Moon

Letnia pełnia rozkoszy

Uwielbiam nocne niebo, blask odbijający się od księżyca. Choć nie jestem typem wychodzącym nocą, to zapach letnich nocy wręcz kocham. Zapach, klimat - ach! Połączenie tego w wosku z piękną etykietką po prostu nie mogło do mnie nie zawitać.

Goose Creek Summer Moon to zapach letniej nocy, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Black księżyca o północy odsłania sekretną ścieżkę. To klasyczny zapach nocy późnego lata.
Nuty górne: cytrusy, ciepłe drewno, bergamotka
Nuty bazowe: lekka lawenda, delikatna sosna
Nuty dolne: paczula, mech, wetiwer


Recenzja

Na sucho zapach wydał mi się mocny i przede wszystkim męski, aż nieco gryzący i ziemiście wilgotny... gliniasty. Oczami wyobraźni widziałam miękką, lepką glebą, w którą można by się zapadać; bagniście-mokrą drogę biegnącą przez las, ziemię, w którą powlepiane jest mnóstwo igliwia, szyszek. To też kora opadła i ta trzymająca się drewna, wsparta nutą żywiczną i rześkością powietrza. Przyszła mi do głowy rześkość nocy... z gorzkawą lawendą, mchem... zdecydowanie zataczających krąg do męskich perfum czy nawet żelu o chłodnym wydźwięku.

W kominku wosk podtrzymał męski klimat, od razu łącząc perfumy i żel pod prysznic - miało to bowiem rześko-wilgotny wydźwięk. W ten wpisała się rześkość powietrza i wilgoć ziemi. Ona jakby nadała ciężkości i powagi... niemal brudnej, zapleśniałej pikanterii i goryczki? Wyobraziłam sobie glebę, wilgotny i podmokły teren na obrzeżach lasu. Czułam wyraźnie drzewa o grubych pniach - stare, masywne i poważne, doświadczone przez czas. Porastał je mech... zdecydowanie wilgotny. W całej rześkości i perfumach pojawiał się kwasek. Trochę cytrusowy (powiedziałabym, że pomarańcza i pomelo z lekką goryczką?), trochę ocierający się o drzewa iglaste.

Lekki kwasek i goryczka wchodziły też w ziołową strefę. I do niej przeniknęły męskie perfumy, wydobywając z lasu trochę słodyczy i lawendy. Poczułam rześkość w pewien sposób... ciężkawą? Kojarzącą się z letnią nocą na pewno. Jeszcze pamiętającą ciepły dzień.

Zapach już na sucho był bardzo intensywny, a co dopiero w paleniu. Rozchodzić się po pokoju zaczynał właśnie jeszcze zanim podgrzewacz na dobre się rozpalił, a potem umacniał się idąc w pozytywną siekierę. Wydawał się być wszędzie i utrzymywał się długo.

Skojarzył mi się z "YC MidSummer's Night z naprawionymi wadami", czyli bez drażniącego elementu w perfumach i z limonką zamienioną w mniej kwaśne pomarańcze / pomelo. Wilgotnie-roślinny, drzewny i ziemisty las z nutą goryczkowatych cytrusów, lawendy w męskiej tonacji - coś pięknego! Ciepła, acz rześka letnia noc - kompozycja naprawdę doskonale to oddaje! Pełnia rozkoszy - a nie tylko księżyca na etykietce.

10/10