poniedziałek, 28 marca 2022

wosk / świeca Woodbridge Lavender & Bergamot

Kminek, kminek, pokaż rogi

Uwielbiam zapach lawendy. Zachwyca mnie już sama w sobie, a w różnych kompozycjach czy duetach też genialnie się odnajduje. Wydaje mi się jednak, że występuje głównie w tych męsko-ziołowych. Taki klimat lubię, ale ta etykieta zupełnie go nie sugerowała. Stad może podwójnie się zainteresowałam, jak też to widzi Woodbridge tym razem?

Woodbridge Lavender & Bergamot to zapach lawendy i bergamotki, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Aromatyczne połączenie lawendy i bergamotki.
Nuty górne: bergamotka, gruszka
Nuty środkowe: lawenda, rozmaryn, kmin rzymski
Nuty dolne: tonkowiec wonny, paczula, sosna


Recenzja

Suchy wosk uderzył zapachem lawendy, łączącej suszone, goryczkowate zioła ze świeżymi kwiatami na krzewach, które rosną na świeżym powietrzu. Czułam słodycz, przywodzącą na myśl wanilię i białe kwiaty, ale też drewno, gałęzie i pikanterię... Kminu i innych przypraw? Lekką, ziołową ostrość. Mignęła mi bardziej ziołowo-męska nuta, trochę słodko-kwaskawych owoców cytrusowych w tle.

Z kominka pierwsza zaczęła się rozchodzić suszona lawenda w towarzystwie kminu, który początkowo wyszedł dziwnie słodko-wytrawnie, ostro. Do tego zawinęła się kwaskawa sosna, lekkie drewno. Nagle umocniła się rześka, złożona ziołowość, m.in. rozmaryn. Lawenda dominowała, a oprócz niej trudno wszystko połapać... Na pewno do suszonej lawendy dołączyła świeższa. Zarejestrowałam wyraźnie świeżość, rześkość. 

Za lawendowo-ziołowym, coraz słodszym splotem pojawiła się drobna soczystość. Może słodko-cytrusowa? Charakter miała kobiecy. Okryła ją wanilia, a po chwili poważniejszy duet kminku i drewna. Z czasem kminek w ogóle zajął dość znaczącą pozycję. Podkreślał też lawendowość samą w sobie. Ostrość pokazywała się i chowała, a lawenda cały czas trwała.

Suchy wosk jest średnio intensywny, w kominku nieco mocniejszy, acz w obu przypadkach wyczuwalny w pełni satysfakcjonująco. Do tego przecudownie realistyczny.

Kompozycja podobała mi się, ale miłości nie wzbudziła. Lawendę czuć bardzo dobrze, ale jej otoczka jakoś niezbyt pasowała do siebie nawzajem, np. niemal słodycz i soczystość do kminku. Ten jednak tu był bardzo ciekawy i za nic bym się go nie pozbyła, więc ogółem mam mieszane. Ogółem jestem raczej na tak. Acz nie powiedziałabym, że jakoś specjalnie adekwatnie oddaje etykietkę.

8/10

piątek, 25 marca 2022

wosk / świeca Country Candle Balsam Fir

Drewno obiecane

Choć jak to producent Kringle napisał: "Balsam to tradycyjne drzewko bożonarodzeniowe" (dziwnie to brzmi, rozumiem, że chodziło o "jodłę balsamiczną"?), to mnie nie robi to wielkiego znaczenia. Nuty, jakie wypisał wydawały mi się kuszące w zasadzie na wszystkie pory roku. Zaciągać się drewnem można bowiem zawsze.

Country Candle Balsam Fir to zapach "drzew iglastych i mroźnego dnia"; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Balsam to tradycyjne drzewko bożonarodzeniowe, a naszym celem było stworzenie zapachu prawdziwie roślinnie-leśnego, który oddawałby chłodne, zimowe powietrze i świeżo święte gałązki. Wierzymy, że trafiliśmy w dziesiątkę.
Nuty górne: eukaliptus, świeży balsam
Nuty środkowe: zielenie, piżmo
Nuty dolne: sosna, słodycz, drewno


Recenzja

Suchy wosk pachniał odrobinę iglasto-leśnie, a więc drewnem i igliwiem, acz skojarzył mi się z odświeżaczem do toalet. Na szczęście drewno całkiem nieźle to chowało. Do tego trochę charakteru dodały przyprawy, jednak też... raczej podkreślające drewnianą powagę niż np. ostrość. Pomyślałam o świeżo ciętym drewnie za sprawą słodyczy, która opiewała całość. Nie była jednoznaczna, trochę pomarańczowa, a trochę ziołowa.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz, niesiona na fali ciepła, co skojarzyło mi się ze świeżo ściętymi drzewami iglastymi, wyłożonymi na słońce. Dosłownie czułam jego promienie, a zaraz też trochę słodkich przypraw korzennych. Do korzenności zaraz dołączyła pomarańcza.

Słodka i soczysta pomarańcza połączyła kwaskawe igliwie i podsyciła w przyprawach znikomą ostrość. Te były... bardziej przenikliwe niż ostre? Ostre ewentualnie w kontekście powietrza...? Jak mroźnego dnia, ale nie tylko. Wątek ten płynął jakby obok ciepła, nieco odcinając się. Trzymała się tego słodycz, i to taka "zielona", przez z racji której wskazałabym eukaliptusa lub miętę pieprzową. Nic jednak jednoznacznego. Podporządkowały się poważnym, lekko goryczkowatym drzewom... Drewnu. Iglastość snuła się przy tym, ale tu dominowały raczej grube pnie, odcięte gałęzie, może jakieś opadłe (w wyniku ścinania) szyszki. Ich świeżość podsycała pomarańcza.

Suchy wosk był średnio intensywny, po rozgrzaniu zaś ledwo średni. Rozchodzi się w miarę szybko i czuć go dostatecznie. Utrzymuje się przeciętnie długo.

Myślałam, że to będzie intensywny klasyk, zachwycający prostym, mocnym przekazem. Niestety, mieszanka ścinanego drewna, ciepłej słodyczy i przenikliwości, podsycane nutką pomarańczy to nie do końca to, co obiecuje tytuł i... niestety mało mi tu tego wszystkiego było. Ładne to, ale za dużo niejasności; ulotne to zbytnio. Brakowało tej kompozycji charakteru i dosadności, mocy. A potencjał wielki, szkoda. To... drewno obiecane, ale głównie obiecane. Realnie wyszło go tu jakoś mało.

7/10

poniedziałek, 21 marca 2022

wosk / świeca Kringle Candle Northern Lights

Zorza kwiatowa

Kocham motyw zorzy polarnej. Zjawisko to zapiera mi dech w piersiach, więc gdy tylko zobaczyłam wosk nawiązujący do niej i obiecujący cudne nuty, musiałam kupić. Wiedziałam, że to nie będzie nawet namiastka pokazu świateł, jaki potrafi zafundować przyroda, ale i tak mogło być bardzo przyjemnie.

Kringle Candle Northern Lights to zapach oddający klimat zorzy polarnej; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Zapach zainspirowany pachnącym i chłodnym powiewem z północnych jezior, świeżych lasów, rześkich ziół, zjednoczonych w kompozycji lśniącej jak zorza polarna.
Nuty górne: konwalia, szałwia, cytryna, ozon
Nuty środkowe: eukaliptus, mięta pieprzowa, lawenda, jaśmin
Nuty dolne: cyprys, lasy górskie, mięta, piżmo, bursztyn 


Recenzja

Na sucho wosk uderzał słodkimi, białymi kwiatami, odrobiną słodkich przypraw, a dokładniej wanilii i zielonej, łagodnej mięty, z nieco cukrowo-pudrowym echem. Do głowy przyszły mi jakieś cukierki eukaliptusowo-miętowe, które zetknęły się z lekkimi ziołami i drewnem... Oczami wyobraźni widziałam korę, pozbawione liści krzaki i... może coś cytrusowego? Dzikiego, dość świeżego i z goryczką ziemi. Wydaje mi się, że też jakby szałwia (kwaskawa biała?) mi tam pomykała.

Z kominka najpierw rozeszła się słodko-orzeźwiająca mięta, której wtórowały pokryte poranną rosą drobne kwiaty. Pomyślałam o dzwonkach, konwaliach i innych... skrytych w trawie? Kompozycja przybrała na słodyczy, do mięty dołączyła wanilia, acz wciąż było rześko. Dosłownie czułam chłód poranka, choć... już jakby wychodziły pierwsze promienie słońca.

W słodyczy pojawiło się więcej kwiatów: lawendy, bzu, jaśminu. Odrobiny charakteru dodały im zioła - rześko-kwaskawa szałwia? Rozbudziła kwasek, z czasem wplatający odrobinę cytryny i lasu mieszanego. Wśród bogatej roślinności na pewno było więc coś iglastego, ale i wiele leśnych, dzikich i charakternych kwiatów. Nie brakowało wątków drewna i ziemi, jednak trzymały się w oddali, jedynie trochę charakterek podkręcając.

Po dłuższym czasie słodycz wydała mi się ciepła w nieco pudrowy sposób, trochę niepasująco... jak cukier puder wilgotniejący od ciepłego ciasta, które nim posypano? To bardzo ulotne skojarzenie, innym takim były cukierki eukaliptusowe. Na szczęście jednak mięta to w dużej mierze przykryła. Lawenda i jaśmin wywalczyły sobie miejsce na przodzie, a subtelny, cytrusowo-szałwiowy motyw nadał całości trochę męskiego wydźwięku. W pewnym momencie do głowy przyszła mi też jakaś kościelna procesja z rozrzucanymi płatkami kwiatów, nadająca zapachowi trochę mistycyzmu.

Zarówno suchy, jak i rozgrzany wosk był średnio intensywny, a według mnie spokojnie mógłby być mocniejszy. Mimo to, czuć go wyraźnie, szybko się rozchodzi. Utrzymuje jednak już średnio długo.

Zapach świetnie oddaje... biały kolor, ale choć rześki, to nie chłodny. Na pewno nie kolor śniegu, tylko kwiatów i powietrza. W zasadzie taki powietrzny zapach może się kojarzyć z terenami, nad którymi zorza mogłaby tańczyć, ale nie taka, jak na etykietce. Trochę przeszkadzały mi przesadnie słodkie zapędy oraz ta moc nie satysfakcjonowała, ale nie mogę powiedzieć, by było źle.

8/10

środa, 9 marca 2022

wosk / świeca Country Candle Mountain Chalet

Podwędzona chatka

Chatka przysypana śniegiem, pośród górskich szczytów - wystarczył rzut okiem na etykietkę i nuty, bym wiedziała, że o tym wosku nie zapomnę, jeśli nie kupię. Do kominka trafił wprawdzie dopiero w marcu, jednak w górach o tej porze roku śnieg jeszcze zalega grubą warstwą, więc nawet wcale czasowo nic mi tu się nie gryzło.

Country Candle Mountain Chalet to zapach oddający chatkę w górach; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta:
Zimowy i przytulny zapach aromatycznych, sosnowych igieł z balsamiczną mieszanką wędzonego drewna, szczypty goździków, ciepłego bursztynu i drewna sandałowego.
Nuty górne: igły sosny, jodła balsamiczna
Nuty środkowe: palone / wędzone drewno, goździki
Nuty dolne: piżmo, bursztyn, drewno sandałowe


Recenzja

Suchy wosk od razu przywiódł na myśl oprószone śniegiem drzewa iglaste. Dosłownie czuć lekkie kłucie mrozu i zielonych igiełek, ale też drewno i korzenne ciepło, a także... pewną słodką wędzoność. To jakby splot wędzenia i drewna, muśnięty wanilią. Z czasem ciepło wydało mi się też słodko-gryzące. Czyżbym czuła goździki? Do tego doszło miętowo-eukaliptusowe echo i... znów zapowiedź czegoś cieplejszego. Jakby z zimowego spaceru wracać do chatki z kominkiem i ciepłą, przyprawioną herbatą, już niemal namacalnie je czuć?

Wraz z rozgrzewaniem pierwsze odważnie zaczęło rozchodzić się drewno. Wyraźnie palone, poważne i z pewną goryczką, nieodzownie jednak muśniętą... wanilią, czy to czymś cieplejszym, orientalnym. Pomyślałam o dymi kadzidlanym, zwyklejszym dymie, a w końcu o wędzeniu.

Wędzeniu lekko soczystym i związanym z drewnem iglastym. Wyobraziłam sobie ognisko, do którego wrzucono mnóstwo gałęzi drzew iglastych. W nich zawinęła się odrobinka kwasku. Ognisko, które płonęło późną, chłodną nocą. Powiedziałabym, że słodką i raczej letnią. Pojawiła się mięta, eukaliptus - coś bardzo rześkiego i... zaraz jednak aż chłodno gryzącego? A jednak czułam też ciepło oddające ogień. Wtedy do głowy wpadły mi ostro-przenikliwe goździki. Po nich umocniły się słodko-orientalne przyprawy, dokładając się do ciepła.

Suchy wosk był średnio intensywny. Z kominka rozchodzi się szybko i jest dobrze wyczuwalny, acz też średnio intensywny. Utrzymuje się średnio, jednak wystarczająco długo.

Zapach uważam za ładny. Wędzona nuta sprawiła, że splot drewna i korzennego ciepła wyszedł bardzo intrygująco. Obrazowy motyw drewna i ognia, ogniska, płonącego "miętową nocą" też na plus. Choć może nie oddaje jakoś szczególnie etykietki, nawet jej klimat średnio, to nie zawiódł. To raczej podwędzona, aniżeli górska chatka. Moc jak dla mnie mogłaby jednak być wyższa.

8/10

środa, 2 marca 2022

wosk / świeca Country Candle Alpine Retreat

Nie ma co uciekać

Choć część serca górom oddałam bezpowrotnie już dawno temu, nigdy nie byłam w Alpach. Alpy zimą specjalnie mnie nie pociągają, bo wiem, że akurat zima... to nie moja pora, po prostu. A jednak uciec od świata do jakiejś alpejskiej chatki wśród gór byłoby cudnie. Miałam nadzieję, że wosk ten zapewni mi choć namiastkę tego i że nie będę chciała uciec od niego, a raczej od świata wraz z nim.

Country Candle Alpine Retreat to zapach oddający klimat ucieczki w Alpy; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta:
Skrzypiąca śniegiem mieszanka balsamu, cedru i bluszczu na krajobrazie drzewa agarowego (oud) z paczulą, przymrożoną jemiołą i spadającymi z drzew szyszkami.
Nuty górne: arktyczne powietrze, świeży balsam, grejpfrut
Nuty środkowe: dziki bluszcz, Cedr, kora drzewa agarowego (oud)
Nuty dolne: szyszki sosny, przymrożona jemioła, paczula


Recenzja

Suchy wosk pachniał drzewami iglastymi w słodkiej wersji. Mieszały się ze słodką, ciężką nutą zielonych krzewów - może bluszczu i mchu - oraz drzew... Czy bardziej drewna. Oczami wyobraźni widziałam nawet grubą korę. To wydało mi się wystawione na chłód, szczypiący mrozek i rześkie powietrze. Czułam dosłownie wiatr... i lekki kwasek. Drewno dopowiedziało mu goryczkę, cierpkość, przywodzące na myśl grejpfruta z echem męskich perfum.

Po rozgrzaniu pierwsza zarysowała tło rześkość, może nawet nieco chłodna... Szybko skojarzyła mi się z powietrzem i dość surową roślinnością, targaną przez wiatr.

Poczułam się, jakby wokół mnie piął się zielony, nieco gorzkawy bluszcz. Miał specyficzny, ostrzejszy akcent i mieszał się z ziołami oraz drewnem. Te też były poważne i nawet nieco ciężkie. Wydały mi się lekko słodkawe, przy czym nie była to słodycz oczywista i prosta, a jakby scalona z goryczką. Rośliny te zahaczyły o ziemię, która kontynuowała poczucie chłodu. Wyobraziłam sobie sosnowe igły wdeptane w wilgotną, czarną ziemię oraz opadłą, nieco zawilgoconą i nadgniłą korę. Pojawił się kwasek, a wraz z nim więcej drewna i drzew iglastych... też jakieś krzewy.

Pomyślałam, że tak mogłoby pachnieć porastane przez iglastą, wytrzymałą roślinność podejście pod górskie szczyty, od których wieje wiatr. Obraz ten podsycił kwasek przeszyty goryczką, kojarzący się z grejpfrutem.
Wszystko to przełożyło się na klimat oddający górskie tereny; dziki, surowy las w którym panuje chłód.

Suchy wosk był intensywny. By rozejść się z kominka potrzebował trochę czasu, potem zaś bardzo dobrze go czuć. Nie nadzwyczajnie, ale w pełni satysfakcjonująco i wyraźnie. Do tego cieszy jego autentyczność.

Przemówiło do mnie połączenie goryczkowatej zieleni, ziemi i igliwia z drewnem. Kompozycja okazała się słodka w jedynie surowy sposób, trochę kwaskawa, a także bardzo rześka. Rześka czysto i poważnie, dosadnie. Żałuję tylko, że z kominka nie uderzała tak mocarnie, jak akurat taka kompozycja mogłaby sobie pozwolić Świetne oddanie etykietki. Uciekać... to nie od takiego zapachu, a z nim, by np. zaszyć się gdzieś i wąchać, wąchać...

9/10

sobota, 26 lutego 2022

wosk / świeca Kringle Candle Aurum & Evergreen

Aura warta złota

Ta etykietka jakoś przyciągnęła mój wzrok. Biel i nienachalne, chłodne złoto... to niby było eleganckie, a jednocześnie jakby miękkie, przytulne. Do tego nieoczywiste połączenie nut. Efekt bardzo mnie ciekawił, więc uznałam, że kupić muszę.

Kringle Candle Aurum & Evergreen to zapach oddający klimat złota i wiecznej zieleni; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Gwiazdkowa mieszanka różowego grejpfruta i jabłka zmieszana z granatem i liśćmi cynamonowca to 
szlachetny zapach, przepleciony waniliowym śniegiem i syberyjską jodłą.
Nuty górne: musujący różowy grejpfrut, skórka zielonego jabłka, 
Nuty środkowe: sok z granatu, liści cynamonowca, dżem truskawkowy
Nuty dolne: kryształki cukru, waniliowy śnieg (lody?), jodła syberyjska


Recenzja

Na sucho uderzyły słodko-kwaśne czerwone owoce (pod przewodnictwem grejpfruta?), a już w następnej sekundzie dołączyło do nich świeżo-kwaskawe zielone igliwie. Podkręciła je pikanteria... jak zaraz się okazało korzenna, zmieszana ze słodyczą. Owoce, trochę podsycone cytrusami, połączyły kwaśne jabłka, słodką mieszankę leśno-truskawkową (?) i coś egzotyczniejszego. Wszystko ułożyło się w bardzo orzeźwiający bukiet. 

Z kominka pierwsze rozeszły się zielone, kwaskawe jabłka wymieszane ze słodkimi truskawkami i malinami. Te drugie zahaczały o lekko pudrowy wydźwięk. Pomyślałam o bardzo słodkich, czerwono owocowych lodach, a potem o dżemie truskawkowym. Lekko doprawionym cynamonem.

Ciepławo-ostrzejsze przyprawy nieśmiało pobrzmiewały, aż w końcu wydobyły z owoców cierpkość i goryczkę, same wciąż pomykając tu i ówdzie. Kompozycja mignęła drewnem - raczej kwaskawo-iglastym, po czym na przód wysunął się soczysty, czerwony grejpfrut. Mocny, słodko-cierpki i orzeźwiający, może wzbogacony o echo słodkiej i korzennej pomarańczy. Mieszał się z owocową egzotyką, na którą wciąż składały się czerwone owoce.

Z czasem owoce cytrusowe i egzotyczne, w dużej mierze czerwone, mieszały się z sosnowo-jabłkowym kwaskiem. Było słodko, a także dość korzennie i niemal dżemikowo, które to skojarzenie podkreślała chwilami aż nieco palona nuta. Wynikająca z niejednoznacznej korzenności i goryczki. Z kominka długo biła kwaskawa soczystość, acz częściowo się rozmywała. Dolatywały do niej podsłodzone nuty - może nieśmiałej wanilii? Bardzo jednak ostrożnej i zmieszanej z charakternym, również słodkim cynamonem. Do głowy przyszły mi jakby palono-karmelowe ciastka cynamonowe, jednak... nie był to mocno cukierniczy aromat. Wszystko zdecydowało się na nieco perfumeryjny wydźwięk.

Suchy wosk był wyrazisty, acz niesiekierowy. Jako mocna, intensywna siekiera dał się poznać dopiero po ogrzaniu. Rozszedł się błyskawicznie i był długo dobrze wyczuwalny nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem.

Całość choć prosta, wyszła ciekawie i głęboko. Harmonijne duety: słodycz i kwasek, soczysta rześkość i ciepłe przyprawy - wszystko w owocowym, ale ani nie specjalnie lekkim, ani typowo zimowym wydaniu. Grejpfrut i cynamonowa truskawka, trochę jabłek oraz dosłodzenie, bez przegięć, a z drzewno-iglastym urozmaiceniem. To lubię! Tak samo jak klimat raczej nieco perfumeryjny niż taki mocno jedzeniowy. Podobała mi się aura tego złota (aurum - taa, cóż za gra słów).

9/10

czwartek, 24 lutego 2022

kadzidełka Boles d'Olor Les Feuilles / Jesienne Liście

Słodkie suszki

Liście są takim motywem w zapachach, że w zasadzie nachodzi mnie na nie przez cały rok. Może to dlatego, że jestem jesieniarą? W zasadzie przyczyna tego jakoś mnie nie interesuje, po prostu tak jest i koniec. Dla poznania nieznanej mi marki kadzideł, wpadły więc liście.

Boles d'Olor Les Feuilles to zapach jesiennych liści; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych na bazie neutralnych roślinnych żywic aromatycznych i drewna, do którego dodawane są olejki eteryczne pochodzenia roślinnego, których w opakowaniu jest 16 szt.

Opis producenta
Nuty górne: cytryna, migdały
Nuty środkowe: orzech makadamia, orzech laskowy
Nuty dolne: karmel, wanilia


Recenzja

Suche kadzidełka pachniały intensywnie ziemią i drewnem, suszonymi liśćmi, a wiec dość gorzko. Przybrały wydźwięk dobrych, męskich perfum. Nuty te otulała jednak słodkawa orzechowość, przez którą pomyślałam o orzechach prażonych i... zatopionych w palonym do goryczki karmelu?

Palone patyczki roztoczyły stonowany zapach drewna, otulonego słodyczą. Zaplątały się orzechy... może więc to drewno właśnie jakiś drzew orzechowych? Znów pomyślałam o suszonych liściach i słodkawej tabace. 

Zapach przybrał nieco męski wydźwięk, po czym do słodyczy dodał odrobinkę goryczki. Była lekko palono-suszona, może odrobinkę naturalnie orzechowa i... karmelowa? Słodycz wydała mi się nieoczywista, ciepło-palona albo jak liście - czy cokolwiek - suszonego na słońcu. W pewnym momencie wychwyciłam trochę świeżości... Oto pojawiła się wilgotna, czarna ziemia. Trochę się umocniła, zadbała o powagę całości, po czym odeszła wśród...  drzewa rosnące na powietrzu? Palone orzechy? Delikatne, surowe, naturalnie słodkie, acz w gorzkawych skórkach. Oddała im pole do popisu. Z czasem drewniana gorzkawość nieco wyłoniła się zza oplatającej ją słodyczy, ale i tak nie była silna.

Suche kadzidełka pachną mocno, natomiast dym roznosi zapach wciąż wyraźny, lecz zaskakująco delikatny. Rozchodzi się, po czym raczej pobrzmiewa, raz mocniej, raz słabiej. Utrzymuje się niezbyt długo.

Zapach jest ładny, jednak suchy obiecuje znacznie więcej, niż oferują kadzidełka palone. Szkoda. Splot drewna, naturalnej orzechowej słodyczy i palono-suszona gorzkawość wyszły zacnie, jednak mogłoby to mieć mocniejszy charakter. Ta namiastka ziemi czy męskich perfum - jaka szkoda, że się nie rozwinęły!
Za moc (słabość?) i niedookreśloność bardzo obniżam ocenę.

6/10