sobota, 6 listopada 2021

wosk / świeca Kringle Candle Novembrrr

Mrrruczenie z zadowolenia?

Z tym woskiem specjalnie trochę poczekałam, ażeby adekwatnie wrzucić go do kominka dopiero w listopadzie. Coś mi mówiło, że będzie piękny. Etykietka zdradzała liście najrozmaitsze. Choć te jesienne, złote i szeleszczące bardzo lubię, akurat miałam ochotę na coś brudnego, wilgotnego... właśnie takiego listopadowego.

Kringle Candle Novembrrr Wax to zapach, oddający klimat listopada; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Wyrazisty, kolorowy bukiet jesiennych liści. Dzięki swoim aromatycznym, ziemistym nutom zapach w chłodne, mgliste poranki przywołuje pocieszenie i ciepło. Pełen aromatu jesieni z lawendą i białym bursztynem, orzeźwiony przez miętę i musującą cytrynę.
Nuty górne: schłodzone cytrusy
Nuty środkowe: niebieska lawenda, mięta zielona, mięta pieprzowa
Nuty dolne: biały bursztyn, biała brzoza


Recenzja

Suchy wosk w pierwszej chwili zapachniał mi męskimi perfumami, kwaskawym ogórkiem i wilgotnymi, zgniłymi liśćmi. Wyraźnie czułam coś podfermentowanego, kwaśnego i wilgotnego, ale... z odrobiną perfumeryjnego ciepła, jakby zakopanego w liściach i ogórku. Do tego doszły słodko-rześkie zioła (mięta?), daleko jednak w tle.

W paleniu wosk rozniósł zapach wilgotnych, zapleśniałych jesiennych liści (jako pewna siebie baza), nad którymi płynęły subtelne męskie perfumy. Liście przejawiały troszeczkę kwaśności, echa podfermentowano-podkiszonego, potem jednak wyprostowało się to na wilgotne, rześkie zioła i delikatne cytrusy.

Cytrusy zostały nieco wypchnięte przez męskie perfumy, które wydały mi się, podobnie jak liście, aż chłodno-ostrawe. Pojawiło się więcej słodkawych ziół. Dominowała mięta, acz pomyślałam też o jakiś eukaliptusach, aloesach niosących świeżość. A jednak całość, wraz z liśćmi w tle, była ciężkawa. Tu odnalazła się suszona lawenda.

Pod tym wszystkim tliło się leciutkie ciepło. Poważniejsze, nieco nostalgiczne... perfumeryjne i delikatne. Tonowało liście. Te jednak, jako sterty wilgotnych, ciemnych liści leżących na chłodnej, mokrej ziemi i tak miały się nieźle. Miętowa słodycz im wtórowała. Razem przełożyły się na rześką aurę. Lawenda (może wzmocniona ogólnie kwiatową nutą?) zaś... w końcu całość otuliła i ugłaskała. 

Suchy wosk pachniał mocno, palony zaś średnio (mocno, ale nie aż tak, jak myślałam), ale w pełni satysfakcjonująco. Nie był męczący czy sztuczny. Utrzymywał się odpowiednio długo, tylko że i sporo czasu zajęło mu rozchodzenie się.

Całość podobała mi się. Nie szalenie, ale jednak. Rześka, acz ciężkawa. Mokre liście, nutka męskich perfum, a potem słodycz ziół i lawenda to zacna kompozycja, choć na sucho najpierw wystraszyły mnie ogórkowe sugestie. W kominku okazało się jednak ok. A jednak brakowało mi w tym "tego czegoś". Nie porwał mnie ten zapach. Może jako bardziej męska albo liściasta siekiera lepiej by się sprawdził? Gdybym była kotem, może bym lekko zamruczała na odczepnego.

8/10

środa, 3 listopada 2021

kadzidło Paradies Exklusiver Weihrauch / Raj

Raj uwolniony 

Bardzo podobają mi się wszelkie fiolki, słoiczki ze znaczeniowym wypełnieniem. Podobnie lubię do wszystkiego mieć odpowiednie, specjalne naczynie. "Raj w tubce" - ten zwrot wywołał u mnie uśmiech i zatrzymałam się przy nim na dłużej na stronie Holyart, z której go dostałam w ramach współpracy. W zasadzie... było to dość tajemnicze.

Kadzidło Paradies Exklusiver Weihrauch / Weihrauch Raj to kadzidło o zapachu, oddającym "Eden, rajski ogród", wykonane z różnych rodzajów naturalnych kadzideł (Boswellia sacra i Boswellia carterii), wyselekcjonowanych żywic, naturalnych olejków i kwiatów lawendy, producenta Weihrauch; u mnie w szklanej tubce 25 g.

Opis producenta
Cudowny świeży zapach z Ogrodu Eden; Raj emanuje pięknym, świeżym zapachem z kwiatowym, słodkim wątkiem. Subtelny dym unosi się we wnętrzach i przekształca je w spokojne miejsce, w którym każdy chce zatrzymać się na dłużej.

Recenzja

Suche granulki pachniały przede wszystkim słodko-kościelnie, powiedziałabym, że ciężkawym olibanum. Nuty mleczna i żywiczna też poniekąd się w to wpisywały, a jednak dynamice i soczystości kompozycji nadał cytrusowy kwasek. Kontrastowo, żywiczna nuta w tle połakomiła się na dość wyraźną goryczkę (mirry? styraksu?).

Palone kadzidło ruszyło słodko-goryczkowatym splotem, przywodzącym na myśl ciężkie i kościelne olibanum oraz mleczno-migdałowy krem. Ten drugi skumulował więcej słodyczy, po czym dodał jej poważnego, szlachetnego wydźwięku goryczką. Do głosu doszło też cięte drewno, stając się tłem, bazą.

Migdałowo-żywiczna gorzkawość oraz rosnący drzewny wątek wydobył z kompozycji ewidentnie mirrę. Chwilami wypływała na powierzchnię, przełamywała słodycz, aż... przełamała ją soczysta kwaśność. Pomyślałam o cytrynie, a następnie cytrusach słodszych. Jakby tak do migdałowo-mlecznego kremu dodać trochę owoców. Wyobraziłam sobie jakiś lodowy deser... Sorbet! Cytrynowy wyraźnie - słodkie, ale i smakowicie kwaśny (bardziej cytrynowe wydały mi się ciemnożółte kawałki). Cytryna sprawiła, że kompozycja wyszła lekko, świeżo. Zamiast kościoła, pomyślałam o procesji pod gołym niebem, idącej wśród zielonych krzaków z rzucaniem wonnych, słodkich kwiatów (i kadzidlanym dymem w tle). Do tego bazowe drewno nabrało mocy i jako dokładnie świeżo cięte drewno wyszło na przód, mieszając się z kwaskiem. Ich duet przełożył się na lekkość, orzeźwienie. Granulki zielone wydawały mi się nieco łagodniejsze w kwasek, a bardziej roślinnie-drzewne.
Chwilami roślinnie-kwiatowa nuta nasilała się - kawałek jakiejś suszonej rośliny spadał na węgielek. Powiedziałabym, że to lawenda, zacnie wpisująca się w cytrusowo-drewniane otoczenie.

Zapach intensywny już na sucho, palony jakby chciał siebie przebić. Szybko się rozchodzi, dymiąc mocno, ale nie zadymiając pomieszczenia przesadnie. Ten dym wcale nie był męczący.
Granulki spalały się dość szybko i prawie całkowicie. Żółtym, przy "bąbelkującym" spalaniu, zdarzało się syczeć. Duże i jasne dymią najmocniej. Ogólnie kadzidło okazało się średnio wydajne.

Kompozycja bardzo mi się podobała. Lekka słodycz "mlecznej żywicy" została przełamana szlachetną gorzkością, a soczystość nadała całości rześkości. Kupiły mnie jakby lawendowe "pstryczki". Mimo że wydźwięk kościelny, nie był "typowy", a ciekawy i po prostu piękny. Tak moje wyobrażenie raju mogłoby pachnieć. Z ochotą będę go raz po raz z tubki uwalniać.

10/10

poniedziałek, 1 listopada 2021

wosk / świeca Woodbridge Spellbound

Magia owoców
 
Czarostwo jest ważną częścią mojego życia; motywy związane z czarami z popkultury, fantastyki uwielbiam, choć oczywiście traktuję je z przymrużeniem oka. Nie mogłam jednak przymknąć oczu na pojawienie się tego wosku. Wręcz przeciwnie! Natychmiast kupiłam.

Woodbridge Spellbound to wosk / świeca o zapachu oddającym stan zaczarowania, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Odurzające zaklęcie, które zawraca w głowie. Owocowa mieszanka połączona z wanilią, karmelem oraz jaśminem, różą i kwiatem pomarańczy.
Nuty górne: granat, cytryna, gruszka, jabłko
Nuty środkowe: żurawina, truskawka, malina, śliwka, jaśmin, róża, kwiat pomarańczy
Nuty dolne: wanilia, karmel


Recenzja

Suchy wosk pachnie intensywnie owocami leśnymi (pod przewodnictwem jagód), kwaśnymi, zielonymi jabłkami, śliwkami i owocami czerwonymi. Można wymieniać w nieskończoność. Choć bazowo owocowo słodki, kwasków nie brakowało. Otuliła je delikatna słodycz kwiatów i trochę kobieco-perfumeryjna. W tle mignęło mi coś ciepłego - palony karmel? Słodycz była bardzo wysoka, ale szlachetna i przyjemna. 

W kominku wosk postawił przede wszystkich na słodko-kwaskawe owoce. Jagody, śliwki, jeżyny, czarne porzeczki i inne ciemne, acz ścigające się z soczyście kwaśnymi jabłkami. Tym kibicował kwaśny sok cytryny... Z czasem bardziej ogólnie cytrusów. Z racji słodyczy myślałam o pomarańczy, ale w wydaniu czegoś pomarańczowego, np. konfitury. Z paloną nutką? A jednak to przede wszystkim słodycz się rozchodziła. Jabłka, już nie takie jednoznaczne... i sporo owoców czerwonych zadbało o to. Egzotyczny granat? Maliny? Truskawki? Te otarły się wręcz o cukierkowość.
Z odsieczą przybyły słodkie, wilgotne kwiaty. Żywe i kwitnące... Choć może też tylko co wstawione do wazonu. Wskazałabym jaśmin i róże, w wydaniu subtelnym. Poprzez kwiaty wszedł wątek dobrych, kobiecych perfum. Słodkich, ciężkawych, ale przyjemnych. Niczym ciepły, delikatny sweterek... Nasiąknięty... słodyczą szlachetną, należącą do wanilii i karmelu? Raz czy dwa wyobraziłam sobie palono-karmelizowane plastry pomarańczy. Całość z czasem wydała mi się bardziej palona. Może jak jakieś wypieki z tymi wszystkimi owocami? Z karmelowo-korzenną kruszonką? Była wykwintna i szlachetna, nieprzesłodzna (acz słodka).

Owoce cały czas dominowały, słodką bazę przeplatając soczystym kwaskiem. Na przód pod koniec wysforowały się bardziej palone, również słodkie nuty, wzbogacające kompozycję o pewną dostojną, paloną szlachetność. Żywe kwiaty natomiast zadbały o rześkość. Nie były wprawdzie silną nutą, ale jakby delikatnie muskały też cały splot swymi miękkimi płatkami.

Suchy, jak i rozgrzany w kominku wosk cechowała wysoka intensywność. Nie był siekierą, ale blisko mu do tego. Rozchodził się szybko i wyraźnie. Utrzymywał natomiast średnio długo.

Kompozycja to ogrom ciemnych owoców: głównie jagód i śliwek, porzeczek, zmieszanych z czerwonymi (maliny, granat, truskawki) i jabłkami. Wszystkie bardzo słodkie (niebezpiecznie zmierzające ku cukierkowym), ale i kwaskawe. Soczyste, z pewnym kwiatowym echem, motywem kobiecych perfum i palonym akcentem, dzięki którym zyskały szlachetniejszy wydźwięk.
To jak ciemno owocowa siostra czerwono owocowego wosku Dragon's Liar. Zacna, urocza czarownica, nie wpisująca się w stereotyp (może rzuciła na mnie zaklęcie miłosne?). Piękny i wciągający zapach, acz wolałabym, by te poważniejsze tony były istotniejsze.

9/10

niedziela, 31 października 2021

świeca Kringle Candle Lady in White

Uroczy cmentarz

Nie byłabym sobą, gdybym w październiku nie rozpoczęła poszukiwań dobrych zapachów na Halloween. Wprawdzie miałam i świece, i woski z zeszłego roku, ale taki zacny dzień chciałam sobie umilić czymś nowym. I to nowym-nowym, bo jeszcze nigdy nie miałam do czynienia z dwuknotowymi świecami Kringle.

Kringle Candle Lady in White to świeca o zapachu oddającym noc, w której ciemności kryje się duch białej damy, u mnie jako świeca w słoju 623 g, z dwoma knotami; zapach limitowany na Halloween.

Opis producenta
Cała w bieli, migocząco-świetlista późną nocą, Dama w Bieli. Cierpko-ostra, ale urocza mieszanka leśnej zieleni, drzewnych ziół i paczuli. 
Nuty górne: leśna zieleń, ziemia
Nuty środkowe: zioła, powietrze
Nuty dolne: paczula, drewno


Recenzja

Gdy tylko uniosłam wieko słoja, poczułam, jakbym znalazła się pośród cmentarnych kwiatów, z ich lekkim chłodem i specyficzną słodyczą. To istna, kwiatowa siekiera. Na pewno czułam m.in. chryzantemy. W tle mignął anyż, może ogólnie trochę przypraw, ale tonących w wilgotnym, nieco pikantnym cmentarnym mchu. Ziemia, kwiaty nie pierwszej świeżości i... mech porastający stare konary?  Kwiaty o cmentarnym charakterze jednak i tak dominowały.

Po zapaleniu knotów pierwszy rozszedł się słodkawy zapach cmentarnych kwiatów. Słodycz była nieco ciężkawa, jakby zawilgocona. Wyobraziłam sobie małą kwiaciarnię z chryzantemami, różami, wiązankami i zniczami, nieopodal dość ponurego cmentarza. Motyw kwiatów nasilał się właśnie w tym kontekście.

Zupełnie, jakbym weszła na cmentarz późną jesienią, gdzie chłodny powiew wiatru roznosi aromat mokrych liści, kwiatów różnej świeżości i ziemi. Ziemi specyficznej, bo słodkawej i jednocześnie lekko pikantnej. Czarnej, wilgotnej... Mieszała się z kwiatami, podkręcając ich mroczny charakter. To kwiaty żywe, niektóre zwiędłe. Całe mnóstwo chryzantem o ciężkich główkach, ale też wonne róże. Chwilami dosłownie czułam muśnięcia ich płatków - rzeczywiście może jak ledwo widoczna, pomykająca wśród tego wszystkiego zjawa. Zdecydowanie czuć pewną roślinną świeżością, przywodzącą na myśl las i wilgotną trawę. Wśród tego doszukałam się też ziół. Do głowy przyszła mi mięta, anyż... Z pewną goryczką. A jednak nienachalne i wkomponowane w drzewa pokryte mchem i bluszczem. Wyobraziłam sobie bluszcz, jak girlanda, zwisający z zimnych, kamiennych nagrobków, z dogasającymi zniczami. Dym takowych wydostawał się ze wspomnianej goryczki, po czym wpływał wśród kwiaty.

Zapach bardzo intensywny zarówno na sucho (wystarczy zdjąć wieko i już czuć w całym pokoju), jak i w paleniu. Chociaż w drugim przypadku, mimo wszystko, nie był aż taką siekierą, jak sugerował na sucho. Dwa knoty palą się ładnie, nie "pyłgają", a dzięki nim wosk topi się równomiernie. Zapach rozchodzi się szybko i wyraźnie, prezentuje się jako siekiera, po czym utrzymuje się długo.

Bardziej niż upiorną, białą damę, przypomina cmentarne kwiaty i cmentarz z ziemią, dogasającymi zniczami i... no, może gdzieś na takim mogła by się ta Biała Dama snuć. Mech, słodycz chryzantem i róż - wszystko to było ciężkawe, dosadne, w jak najbardziej pozytywnym sensie. Chłód zadbał o rześkość i świeżość, ale wydźwięk nie był taki mocno zimny. Wśród "zielono-ziemistych" zapachów to prawdziwy, mroczny, acz i w pewien sposób uroczy biały kruk. Jest bowiem nie tylko piękny, ale doskonale wpisujący się w klimat Halloween. Całość wydała mi się głęboka, bardzo obrazowa i uzależniająca.

10/10

czwartek, 28 października 2021

wosk Yankee Candle Home Inspiration Enchanted Woodland

Nie taki leśny las

Ten wosk kupiłam jeszcze w czasach zaintrygowania Yankee Candlee, przed licznymi rozczarowaniami. Do dziś nie wiem, co sądzić o linii Home Inspiration, bo z tego, co miałam z nią do czynienia, zapachy były słabiusie, ale potencjalnie ładne (Merry Mint Chocolate i Golden Dusk). Tu porządny, wielki wosk... może miał oznaczać większą moc? Leżakował sobie niczym wino przez dobry rok - oby mu to na dobre wyszło.

Yankee Candle Home Inspiration Enchanted Woodland to zapachu oddającym zaczarowanego lasu, u mnie jako wosk 75 g (6 kostek po 12,5g).

Opis producenta
Urzekający zapach lasu, pełnego zmysłowego piżma, kadzidła, kardamonu i gałązek. 


Recenzja

Suchy wosk pachniał otulająco, ciepło różami - ich delikatnymi płatkami, mieszającymi się z innymi kwiatami i delikatnym drewnem, pokrytym mchem. Mchem leśnym, w którym dzieli przestrzeń z odrobiną owoców leśnych i np. dzikich malin, poziomek.

Z kominka pierwsza zaczęła rozchodzić się wręcz miękka, delikatna woń perfumeryjnie kwiatowa. Niosła ciepło, które chwilami zahaczało o delikatną korzenność. Ta nadała jednak temu pewnej powagi. W tle zapowiedziało się drewno.

Na pierwszy plan wyległy za to kwiaty. Całkiem sporo takich dosadnych w przekaz, m.in. róż. Niosły rześkość, wilgoć... Łączyły się tym samym z mchem. Mięciutkim i czystym, z jakiejś przytulnej polanki. Takiej, na której można znaleźć trochę soczyście-słodkich owoców, w tym malin, poziomek. Wokół rosły aromatyczne drzewa, które też w pewien sposób były ciepłe i delikatne, wyraźnie słodkie. Pomyślałam też o żywicy płynącej z ułamanych gałęzi.

Myśli krążyły jednak głównie wokół samej leśnej polanki, na którą to przyszło się, otuloną ciepłym szalem... nasiąkniętym kadzidlano-drzewnym, cynamonowo-kardamonowym aromatem? Było w tym coś z dobrych, damskich, ale nienachalnych perfum.

Wosk na sucho pachniał raczej średnio intensywnie, w kominku zaś tego średniego poziomu się trzymał. Potrzebował sporo czasu, by się porządnie rozejść. Chwilami się chował, chwilami potrafił zagrać mocniej.

Całość w zasadzie wyszła ładnie i... tyle. Trochę kobieco, tuląco, kwiaty i mech, odrobinka drewna - taki przytulny, delikatny lasek. Delikatna moc, ot. Ja bym widziała tę kompozycję w bardziej siekierowym wydaniu, a tak to w zasadzie nic nadzwyczajnego / wyróżniającego się.

7/10

wtorek, 26 października 2021

kadzidło Mnisi Betlejemici Wiciokrzew / Monastico di Betlemme Incenso Monastico Caprifoglio

Od mnichów po babcię

Nigdy nie miałam do czynienia z wiciokrzewem, nie wiem, czym pachnie; wiem tylko jak ciekawie wygląda. Także ciekawe na oko wydało mi się to kadzidło - dostępne w internetowym sklepie Holyart, od którego je dostałam w ramach współpracy (sama wybierałam produkty). Marki nie znam, ale pomyślałam, że tak ciekawy wariant (zawsze to nie oklepana - choć przeważnie zachwycająca - róża) jest dobry do poznania.

Kadzidło Mnisi Betlejemici Wiciokrzew / Monastico di Betlemme Incenso Monastico Caprifoglio to kadzidło o zapachu wiciokrzewu, ręcznie wykonane przez mnichów Betlejemitów (z włoskie zakonu na górze Monte Corona) według tradycyjnych metod chrześcijańskiego Wschodu; u mnie jako próbka 10g.




Recenzja

Na sucho kadzidło pachniało bardzo mocno, aż przez torebkę. To woń kwiatowa, ale słodko-ciężkawa raczej w kontekście miodu wielokwiatowego, przełamanego goryczką drzew. W tle czułam motyw nieco bardziej żywiczny, drzewny, ale też wpisujący się w słodycz... aż drapiącą do pary z wątkiem drzewno-herbacianym. Było to... trochę babcino-duszące? A jednak należące do kwiatów i drzew żywych, świeżych, aspirujących do niesienia roślinnej rześkości.

Palone kadzidło natychmiast stworzyło w mojej głowie wyobrażenie o piciu herbaty z dodatkiem kwiatów z babcią pośród drzew oraz krzewów aż uginających się od ciężaru kwiatów.

Słodycz rosła na płaszczyźnie drzewno-kwiatowej. Połączyła ciężkość miodu kwiatowego, wraz z pewną... rześkością? Motywem żywych roślin. Wśród nich unosił się ciężkawy, perfumeryjny i właśnie nieco babciny zapach. Mocne, kobiece perfumy szybko zderzyły się jednak z kwiatami i roślinami tak rześkimi, że aż soczystymi. Toż to nie "siedzenie wśród drzew i kwiatów". To cały ogród z wielobarwnymi kwiatami i dojrzewającymi, soczystymi owocami. Pomyślałam o brzoskwiniach, nektarynkach i pomarańczach. Słodkie jak się tylko da, z echem kwasku i wtulone w kwiaty. Trwała przy tym ogólnie roślinna rześkość.
Poważniejsza, drzewno-herbaciana nutka wycofała się, ale nie ukryła zupełnie, zapewniając poważniejszy akcent, pewien pazur.

Kadzidło pali się w średnim tempie, wcale nie tak dynamicznie. Nie dymi mocno, ale rozchodzi się bez problemu. To prawdziwa siekiera, która utrzymuje się długo. Kawałki spalają się powierzchownie, sporo zostaje, a mimo to jest bardzo wydajne.

Całość przemówiła do mnie. Taki ciężki, słodko-perfumowy początek, a potem soczyste, rześko kwiatowe i owocowe natarcie bardzo mi się podobały. Żywe rośliny, kwiatowy miód i brzoskwinie - mniam. A do tego zacna moc i jakość.

10/10

sobota, 23 października 2021

kadzidło liturgiczne Christus Pontifical

Papieska powaga w niepapieskich kolorach

Jestem wzrokowcem, a to kadzidło wyglądało niezwykle ekskluzywnie i pięknie. Jako jednak że opis nie mówił za wiele o zapachu samym w sobie, a wanilia i żywice mogły wyjść na wiele sposobów np. albo męcząc słodyczą, albo ciesząc wyważeniem... Sama chyba bym nie zaryzykowała kupna. Jakże się więc cieszę, że otrzymałam je w ramach współpracy ze sklepem internetowym Holyart! Mogłam wybrać dowolne zapachy, a cóż... od tych granulek nie mogłam oczu oderwać.

Kadzidło Christus Liturgiczne Pontifical / Incienso Liturgico Greco to żywiczne kadzidło do użytku liturgicznego "papieskie"; wyprodukowane w Grecji przez markę Christus; u mnie jako próbka 10g.

Opis producenta:
Z żywic naturalnych o nucie waniliowej

źródło: holyart.pl

Recenzja

Suche kadzidło pachnie słodkawo, trochę waniliowo, ale jakby była to słodycz hamowana, mglista, ciężkawa. Wyobraziłam sobie ciężkie zasłony, ochraniające wnętrze od mgły zza okna. Wiekowe pomieszczenie odwdzięczało się za to odrobiną drewna. Wszystko było w nim nasiąknięte słodyczą.

Z węgielka pierwszy rozszedł się drzewny motyw, przywodzący na myśl drewniane, wielkie wnętrze, w którym czuć lekki przeciąg. Pomyślałam o przewieszonych przez np. miękkie, choć wysiedziane sofy / kanapy ciężkich materiałach, również jakby tym chłodem nasiąkniętych. A do tego z wyraźnie wyczuwalnym, słodko-kościelnym dymem. Wyobraziłam sobie kościół lub... ogromny dom, posiadłość z wieloma dewocjonaliami.

Charakter słodyczy kojarzył mi się z dużymi wnętrzami, pełnymi antyków, gdzie drewno nasiąkło słodyczą. To jednak stary, i mimo majestatu, dostojności, przytulny dom. Pomyślałam o wanilii. Raz czy dwa jej szlachetna słodycz aż trochę zadrapała w nosie / gardle, choć ogólnie była łagodna. Oczami wyobraźni patrzyłam na jej kwiaty i... kwiaty inne? 

Znów wyobraziłam sobie ciężkie zasłony, opadające na drewniane, poskrzypujące panele. Oddzielały to wszystko od mgły, zawieszonej na zewnątrz na... polu lawendy? Nagle słodycz przeciął soczysty kwasek. Pola i całe to domostwo musiał otaczać kwaskawy las iglasty. Cytryna przemieszała się z lawendą i drewnem, dodając wszystkiemu życia. Wydała mi się energiczna, podbuzowana jak... Sprite? Nie wiem, dlaczego pomyślałam o tym słodko-kwaskawym napoju (to raczej moje wyobrażenie, bo nie piłam czegoś takiego co najmniej 15 lat). Ewentualnie naturalna, podgazowana lemoniada. Jakby do starego domostwa nagle zawitała pełna życia ekipa, umiejąca się jednak zachować.

Gdy już granulki prawie się spalały, słodycz i drewno wygłaskały bowiem cytrynową kwaśność. Goście musieli napalić w kominku, bo przytulny klimat dobrnął aż do palonego drewna, właśnie wizji trzaskającego drewna w sporym holu. Palone drewno okazało się kolejnym zaskoczeniem-uderzeniem.

Czarne granulki wydały mi się wyrazistsze i bardziej owocowo-soczyste od łagodniejszych złotych. Niektóre kawałki mignęły po prostu spalonym na węgiel drewnem, jakby gryzącą spalenizną?

Granulki spalają się długo, upuszczając sporo dymu, który częściowo wypełnia pomieszczenie, ale zadymia je średnio (mnie nie przeszkadzało); dym szybko opada. Zapach, choć na sucho bardzo delikatny, palony rozchodzi się szybko i utrzymuje się średnio długo.
Kadzidło spala się prawie całkowicie (powiedziałabym, że w 99%), wyglądając przy tym pięknie. Spod czerni wyłania się jakby trochę złotka przeciętnej żywicy, a potem wyglądało mi to na drewno. Złote wyglądają jak bulgocące płynne złoto, dla odmiany opływające czarny kawałek jakby drewna.

Kompozycja niespotykana. Zasugerowała kościelny klimat, a tu... zaskoczenie. Drewniana i chłodna, aż nagle uderzająco kwaśno-soczysta i żywa. Słodycz pomykała, ale na pewno nie była wiodąca (co mnie trochę zdziwiło po tym, co obiecuje opis). Mimo ogólnej powagi, sacrum, sporo w tym i przytulności. To jak wiedza inspirująca, nie zaś przytłaczająca. Lubię takie kontrastowe i nieoczywiste połączenia. Jakość uważam za satysfakcjonującą, acz nie wyjątkowo wybitną. Nie jest to jednak zapach do wąchania każdego dnia. Roztacza bowiem dostojny klimat, jakże dobrze oddający nazwę "Papieski" ("Pontifical").

8/10