piątek, 24 listopada 2023

wosk Enoia Hrabia Dracula

Różowy wampir

Klikając w zdjęcie tego wosku na stronie Enoia.pl od razu miałam mieszane uczucia, ponieważ różowy kolor ni jak mi nie pasował mi do tytułu. Jak się okazało, do obiecywanych nut również. A jednak brzmiały przekonująco, więc postanowiłam zacisnąć kły na kolor, za którym nie przepadam, i kupić. I to całą tabliczkę, bo coś mi podpowiadało, że warto.

Enoia Hrabia Dracula to zapach oddający "whiskey & jazz" czy też "starą duszę" Hrabiego Draculi, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk "tabliczka czekolady" ok. 55g (czyli 10x5,5g; do kominka wrzucałam po dwie kostki, czyli11g). 

Opis producenta
Przed Wami hrabia Woskula ekhm Dracula, tyle lat plącze się po tym świecie, aż trafił do nas i uwieczniliśmy go na kolejne lata jako zapach whiskey&jazz bo co lepiej oddaje "stara duszę"?


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie, ale w jakby zgaszony sposób. Był słodki, trochę pudrowo-malinowy i ciepły, nieco... tulący? Jakby tak otulić się jakimś kaszmirowym, delikatnym sweterkiem... Czułam też jakby muskające skórę delikatne, świeże płatki kwiatów, które próbowały ugłaskać słodycz karmelowej whisky.

Z kominka najpierw nieśmiało wyłoniły się słodko-pudrowe maliny. Z czasem ich charakter zaczął zmieniać się na słodko-cięższy, przywodzący na myśl syrop malinowy. Syrop ten miał w sobie nieco paloną nutę. Palono-duszone czerwone owoce zahaczyły o jakby malinową whisky, wino...? Bardzo słodkie i trochę kwiatowe. Było to ciepłe, jakbym otuliła się przesiąkniętym tym sweterkiem...

...siedząc w jakimś lokalu z mnóstwem kwiatów, w tym słodko-delikatnych róż o żywym, różowym kolorze. Wyszło to nawet dość ciężko, trochę piżmowo ciepło. Słodycz wydała mi się stateczna i poważna, stonowana drewnem... Meblami drewnianymi? Palony wątek wzbogacił się o nutkę dymu, a mi do głowy przyszły jeszcze beczki, w których leżakuje wino. Także kwiatowe i słodkie, rozgrzewające. Przemknęły mi też skórzane obicia wspomnianych już mebli. Sweterek zaś przemienił się w zamsz. Zwieńczył przytulny charakter wosku.

Suchy wosk pachniał średnio mocno. W kominku początkowo raczej słabo, ale z czasem się nasilił i okazał się dość mocny. Rozchodził się umiarkowanie, niezbyt równo, acz nie tylko po pokoju z kominkiem. Utrzymywał się krótko. Brokatowo-perłowy efekt podczas topienia się wosku bardzo ładnie się prezentował.

Wosk jakoś nie chwycił - przede wszystkim wolałabym siekierę, a nie tak spokojny i w gruncie rzeczy delikatny zapach. Sama jednak kompozycja była ładna i ciekawa. Pudrowe, słodkie maliny i kwiaty, w tym róże, mieszały się z ciężkawo-ciepłym, przytulnym wątkiem. Myśl o beczkach z winem oraz drewno wieńczyły pewien nostalgiczny wydźwięk tego. Z Draculą jednak na pewno się to nie kojarzyło. Podobnie jak do obiecywanego klimatu "whiskey&jazz" nie pasowało. To wosk z halloweenowej linii, a jednak i z Halloween niezbyt się kojarzy. Acz całość była ładna... tylko że po prostu, zwyczajnie ładna i nic więcej.

7/10

poniedziałek, 20 listopada 2023

wosk Enoia Hokus Pokus

Czary mary, w czekoladowe zapachy trochę wiary!

Jako że czarostwo to spora część mojego życia, mam słabość do zapachów, które nawiązują do czarów i magii. Kiedy wybierałam woski ze strony Enoia.pl przed Halloween, okazało się, że jest możliwość wyboru niektórych jako nietoperze ważące 43g. Choć doświadczeniem nauczona, wiedziałam, że czekoladowe zapachy zazwyczaj wychodzą mdląco, opis tego wosku tak mnie... ekhem, oczarował, że uznałam, iż raz się żyje. Padło, że to właśnie Hokus Pokus zamówiłam jako nietoperza - fakt, byłoby kiepsko, gdyby okazał się mdlący, a ja skończyłabym z dość sporym woskiem, jednak chyba bardziej żałowałabym, gdyby okazał się piękny, a miałabym tylko porcję na raz. Zaryzykowałam.

Enoia Hokus Pokus to zapach "magicznym wywarem" i czarami, czyli wiśni, wanilii i czekolady, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk "nietoperz" o wadze 43g (czyli u mnie 4 "porcje" po około 10-11g).

Opis producenta
Hous pokus, czary mary oto zapach pięknej damy! Oto słodki magiczny wywar z wiśni i wanilii zamknięty w tabliczce czekolady by każdego oczarować! 


Recenzja

Suchy wosk pachniał niczym czekoladki z wiśniami w likierze: słodko i kwaskowato. Soczystość wiśni została jednak wkomponowana w wysoką i wszechobecną słodycz. Pomyślałam o wanilii, pudrowych cukierkach owocowych i syropie z wiśni wyraźnie przesłodzonym oraz równie bardzo słodkiej konfiturze z wiśni, malin i śliwek. Ta dopowiedziała nieco paloną nutkę, przypominającą ledwo uchwytne kakao.

Z kominka pierwsze rozeszły się słodkie, owocowe cukierki pudrowe, oddające śliwki. Po chwili pojawiły się maliny i wiśnie. Wszystkie niemal słodziuteńkie. Słodyczy dołożyła jeszcze wanilia i przesłodzona czekolada - powiedziałabym, że ciemna mleczna, bo choć z zaznaczonym kakao, to nie gorzka, ciemna, a łagodniejsza. Wyobraziłam sobie czekoladki ze śmietankowo-owocowymi nadzieniami w pudrowych kolorach. Przede wszystkim po głowie chodziły mi czekoladki wiśniowe, potem trochę śliwkowych. Choć bardzo słodkie, na szczęście zawarły w sobie też soczystość. W porywach nawet obietnicę kwasku? Ten jednak nie nadszedł.

Z czasem kakao zmieszało się z paloną nutą, acz nie gorzkością. Zapach zrobił się nieco cięższy, a wśród czekoladek pojawiły nieco charakterniejsze czekoladki "wiśnie w likierze". Potem wiśnie przegięły z cukrem - wyobraziłam sobie syrop owocowy i przecukrzone dżemy, konfitury z ciemnych i czerwonych owoców. To w nich rozgościła się palona, ciepła nuta. Nasiliła się też wanilia. Pudrowa słodycz kręciła się to tu, to tam, acz nie zajmowała już pierwszego planu jak w pierwszej chwili. Przeplotła ją soczystość i czekolada końcowo o bardziej kakaowym charakterze.

Na sucho wosk pachniał wyraziście i dość mocno, ale wydawał się mieć spokojny charakter. W kominku było podobnie. Charakter miał spokojny, ale czuć go bardzo dobrze i wyraźnie. Był mocny, acz nie siekierowy. Rozchodził się bardzo szybko i równomiernie, nie tylko po pokoju z kominkiem. Utrzymywał się średnio długo. Wizualny efekt brokatowy - cudo.

Zapach był ładny, choć ryzykownie słodki. Na szczęście pudrowe i przesłodzone, cukrowe nuty przemieszały się tu z charakterniejszymi - odrobiną czekolady, likierowo-kompotowym ciepłem. Wanilia i czekoladki, owocowo-śmietankowe nadzienia wyszły ciężko, ale jeszcze nie dusząco. Acz mało brakowało. Pudrowe wiśnie oraz śliwki i maliny były przesłodzone, acz wciąż lekko soczyste i nie tak czysto cukierkowe. Trochę bałam się tej czekolady, lecz wyszła na tyle nienachalnie i niesztucznie, że pasowała. Kompozycja całościowo okazała ciekawa. Choć nie w pełni w moim stylu, doceniam i z przyjemnością powrzucam do kominka, co kupiłam (nie żałuję też wybranej gramatury).

8/10

czwartek, 9 listopada 2023

wosk / świeca Chestnut Hill Autumn Days

Jesienna prostota

Uwielbiam jesienną aurę, więc bardzo ciekawią mnie wszelkie zapachy, które ją podkreślają. Jako że wyrobiłam sobie dobre zdanie o marce Chestnut Hill, a opis tego wosku brzmiał w moim stylu (czyi mimo nuty jabłek nie za bardzo owocowo-jedzeniowo), kupiłam. A pierwszy raz do kominka wrzuciłam w dniu, w którym miałam ochotę na prostego pewniaka. Czy przeczucie mnie nie myliło?

Chestnut Hill Autumn Days to jesienny zapach jabłek z przyprawami korzennymi, u mnie jako wosk - mieszanka sojowego z domieszką parafinowego; opakowanie to 85g, czyli 6 kostek.

Opis producenta
Wrzuć trochę drewna do kominka, weź jabłkowy cydr i pozwól ciepłym przyprawom wypełnić jesienne powietrze.


Recenzja

Suchy wosk pachnie intensywnie ostro-słodkimi przyprawami korzennymi z goździkiem i kardamonem na czele oraz suchymi, szeleszczącymi liśćmi o wysokiej goryczce. Czułam szlachetne, poważniejsze drewno i paloną nutę, właśnie też palone drewno. Do tego szczypta cynamonu, może pieprzu, który wymknął się z piernika i słodycz jabłek czerwonych lub nawet duszonej z cynamonem masy jabłkowej w tle. W pikanterii zaplątała się pewna soczystość, świeżość - może właśnie jako wiatr sprawiający, że opadłe  z drzew, złoto-czerwone liście aż wirują w powietrzu.

Z kominka pierwsza rozeszła się niejednoznaczna słodycz, przepleciona wilgotną nutą rozmokłych, zalegających na chodnikach i trawnikach liści. Zaraz jednak jakby ociepliło je jesienne słońce. Zaczęło nieco otoczenie - w zasadzie kompozycję - rozgrzewać. Poczułam palone drewno i jakby kruchy, maślany, nieco zbyt mocno przypieczony wierzch ciasta. Słodycz była jednak stonowana.

Niemal usłyszałam po chwili szelest suchych, drapiąco-goryczkowatych złotych liści. Przyszedł mi do głowy pieprz i korzenność, którą po chwili zalały słodkie, acz soczyste czerwone jabłka. Z wyraźnie zaakcentowaną charakterniejszą skórką. Zaplątał się w nich nieco winny, prawie kwaskawy akcent. Mieszały się częściowo z palono-pieczonym wątkiem i ciepłem, zmieniając się w szarlotkę. Słodycz wzrosła wraz z ciepłem, z którego wyłonił się słodko-ostrawy cynamon. Nie za słodka, znacząco soczysta i subtelnie korzenna szarlotka splotła się na równych prawach z szeleszczącymi, jesiennymi liśćmi. I może lekkim echem palonego drewna oraz wspomnieniem wilgotnej ziemi.

Suchy wosk pachniał w miarę intensywnie, a w kominku dość długo średnio mocno, a mocno dopiero po dłuższym czasie. Nawet wtedy jednak nie był siekierą. Rozchodzi się w porządku, równomiernie i nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem, ale na pewno nie wydał mi się wszędobylski. Utrzymuje się średnio długo.

Wosk ten był dobrze wyczuwalny, ale bez dosadności. Liście, trochę wilgoci, a potem ciepło i liście suche, nieprzesłodzona szarlotka i lekka korzenność przyjemnie zgrały się ze słodkimi jabłkami i szarlotką. Zapach może nie porwał jakoś szczególnie, ale był ładny i właśnie taki... przyjemny, budujący przytulną atmosferę złotej jesieni. To prosty, porządny zapach.

8/10

poniedziałek, 6 listopada 2023

wosk / świeca Goose Creek Autumn Sunset

 Zmierzch marki?

Po ten wosk sięgnęłam prawie zupełnie pewna, że będzie zacny, bo kupiłam go rok temu, nim marka zaczęła wprowadzać zmiany w moim odczuciu na gorsze. Obiecywane nuty brzmiały zacnie, a etykieta przedstawiała zachód słońca taki, że z ochotą zobaczyłabym go na żywo. Gdy jednak zaczęłam się nad nią bardziej zastanawiać, już sprawdzając recenzję, pomyślałam sobie, że może zdjęcie przedstawia zbyt wyrównaną, uładzoną jak dla mnie scenerię... Co się jednak dziwić, że zaczęłam tak rozmyślać, skoro jesienna pora sprzyja refleksjom?

Goose Creek Autumn Sunset to zapach oddający jesienny zachód słońca, u mnie jako wosk (w opakowaniu 59g, czyli 6 kostek po ok. 10g).

Opis producenta
Żywe kolory jesieni zarysowują niebo, a przytulną atmosferę wieczorem tworzy zachód słońca.
Nuty zapachowe: jodła, cytrusy, las, bursztyn i promienie słońca



Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie drewnem. Od razu przeniosłam się na skraj lasu, gdzie leży dużo starych gałęzi i drzew powalonych, ale rosną też młodsze i wonne. To raczej las mieszany, ale z dominacją iglastych. Ich kwasek podkreśliła cytryna. Mimo rześkości, charakter wosku wydał mi się ciepły, zupełnie, jakby był to ciepły, jesienny dzień, kiedy to wracają wspomnienia lata, a drzewa ogrzewa słońce. Zaplątał się w tym wątek męskich perfum, a w cytrynie czuć też wyraźną goryczkę jej skórki.

Z kominka pierwsze rozeszło się drewno z palonym echem, które zaraz zmieniło się po prostu w suche drewno. Wyobraziłam sobie stare drzewa z nielicznymi pozostałymi na nich liśćmi, ogrzewane jesiennym słońcem. W jego promieniach czuć ciepło i lekką słodycz. Słodycz ta otworzyła drogę leśnym tonom, w tym liściom i gałązkom opadłym. Suchym, a wilgotniejącym? To las mieszany, w którym wzbierał się kwasek. Zupełnie, jakbym szła w las, poczynając od słonecznego skraju, przechodząc w kwaskawo-świeży iglasty. Wraz z kolejnymi krokami coraz więcej było bowiem drzew iglastych z drobnym kwaskiem.

Słodycz zrobiła się nieco poważniejsza i tak zmieszała się z drzewami, że pomyślałam o żywicy. Ta wplotła akcent słodkawo-goryczkowatych męskich perfum. Ciepło ze słonecznego zmieniło się częściowo w ciepło-słodkie przyprawy, acz nie dało mi się uchwycić, w jakie. Do kwasku drzew iglastych dołączyła kwaskawo-soczysta cytryna. Drzewa podkreśliły jej goryczkowatą skórkę.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, w kominku nieco intensywniej, na pewno w pełni satysfakcjonująco. Nie pozostawił niedosytu. Utrzymywał się niezbyt długo.

Bardzo ładna, leśna kompozycja pełna drzew liściastych i iglastych, a także kwasku cytryny, z echem męskich perfum i ciepłem słońca. A jednak nic niezwykłego. Można powąchać z przyjemnością i dość szybko zapomnieć. Pomyślałam ze smutkiem, że to jeden z ostatnich wosków z kartonową etykietką, nie naklejką, a być może już też etap, gdy producentowi zaczęło brakować pomysłów na woski - wszak to jeden z ostatnich takich, jakie miałam.

8/10

środa, 1 listopada 2023

wosk Enoia Boo

Bu! Słodki straszak?

Ten wosk dostałam jako gratis do zamówienia, co uważam za bardzo miłe i jestem firmie Enoia bardzo wdzięczna. Otóż zapachy, które nawiązują do duchów, bardzo mi się podobają, ale po przeczytaniu opisu tego, uznałam, że dla mnie to będzie za słodkie i zamiast cudnych, upiornych duchów mogłabym liczyć co najwyżej na duszka Kacpra. A jednak biały, nawiązujący do duchów wosk ciekawił... stąd cieszę się, że dostałam właśnie ten! I to, że było to jedno serduszko (5g) pozwoliło sprawdzić, czy nie będzie przesadą wrzucenie dwóch serduszek na raz, czy woski mi się nie wyleją itp. (bo inne zapachy pokupowałam po dwie sztuki, jako że dotąd miała do czynienia z woskami o wadze ok. 10g... logika podpowiadała, że dwa serduszka wyjdą dobrze, ale skoro nie wiedziałam, jak się te woski "zachowują" - wolałam sprawdzić na jednym).

Enoia Boo to zapach inspirowany duchami, czyli miodu i cydru, z linii na Halloween, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g.

Opis producenta
Czy duszki mają zapach? Mają swój biały kolor i  słowo przewodnie a teraz a teraz także zapach BOO oddający ich jestestwo! Cud miód i cydr, to naszym zdaniem idealnie pasuje do duszków.


Recenzja

Wosk na sucho uderzył zapachem słodkiego, naturalnego miodu wielokwiatowego, normalnie prosto z ula. Wręcz czułam jego kleistość, drapanie w nosie. W tle przemknął likierowy wątek... Miód pitny? I drobna soczystość owoców... Może jakiejś słodkiej masy jabłkowej słodzonej jasnym miodem?

Z kominka najpierw rozeszła się niedookreślona, ale jakby wręcz urocza, słodycz oraz soczystość. Pomyślałam o kandyzowanych cytrusach (pomarańczy? cytrynie?) oraz o... jabłkach? Kwaskowatej, ale też posłodzonej (miodem?) masie jabłkowej?

Zaraz wszystko zalał jasny, wielokwiatowy miód o drapiącym charakterze. Był słodziutki i wszechobecny, acz z tła soczystość, akcent kwasku nieco go przełamały... Pomyślałam o cydrze lub grzańcu jabłkowym, ale bez nuty alkoholu. Na pewno bardzo, chwilami cukierkowo-miodowo słodkim. Zaczęło się to zmieniać w... niealkoholowy miód pitny? Z czasem jednak soczystość i owoce zniknęły w toni jasnego, wiejskiego i "swojskiego" jasnego miodu.

Suchy wosk pachniał delikatnie. W kominku w zasadzie też, acz udało mu się "zapachnieć" nawet nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Zapach rozchodzi się raczej powoli, ale konsekwentnie, pobrzmiewa jakby miejscami i falami, po czym słabnie, gdy świeczka wciąż się jeszcze pali. Utrzymywał się krótko. Zaskoczeniem było, że podczas topienia się, wosk okazał się brokatowy, perłowo-złoty - piękny!

Wosk był ładny, bo naturalnie miodowy, acz nie za słodki, nie dusił. Co prawda był delikatny, więc nie wiem, jak ta kompozycja sprawdziłaby się, gdyby była silniejsza (a ja wolę z zasady siekiery... tylko żeby nie dusiły słodyczą!). Dostałam "porcję na raz", czyli pojedyncze serduszko o wadze ok. 5g, a ja zawsze do kominka wrzucam kostki mające ok. 10g. Jasny, swojski "miodzik" z soczystością cytrusowo-jabłkową jakiś słodkich rzeczy z tych owoców to przyjemny duet, ale za nic nie kojarzy mi się z duchami... jakimikolwiek ani z Halloween. Podobnie nie przemawia do mnie taka delikatność - czuć... niedosyt. Ale i potencjał. Bo... nie taka straszna ta słodycz wyszła.

7/10

wtorek, 31 października 2023

EBM Creations Vampire Blood

Cukierkowy psikus?

Wampiryczna tematyka jest w porządku, ale jak dla mnie nie każda jej odsłona. Gdy jednak chodzi o zapachy, co mroczniejsze, musi być moje. Nie umiem się oprzeć. W dodatku trudno o coś bardziej adekwatnego na Halloween / Samhain!

EBM Creations Vampire Blood to sojowy wosk, mający oddawać wampirzą krew; u mnie jako wosk (w opakowaniu 90,7g, czyli 6 kostek po ok. 15g).

Opis producenta
Owocowe, truskawkowe nuty, za którymi podążają cytrusy i jaśmin z akcentami słodkiej maliny i śliwki.


Recenzja

Suchy wosk uderzał soczystymi, słodko-kwaśnymi porzeczkami, truskawkami i jeżynami; całym mnóstwem owoców leśnych, podkręconych cytryną, ale też otulonymi kwiatami. Kwiatami świeżymi i słodkimi - pomyślałam o różach i jaśminie, za którymi doszukałam się też śliwek, malin i pomarańczy. W tym bukiecie owoców było coś przywodzącego na myśl musujące i lekko pudrowe cukierki.

Z kominka jako pierwszy rozszedł się zapach owoców leśnych, z których po kolei pokazywały się maliny i jeżyny, potem jakieś niedookreślone jagódki i porzeczki. Słodycz od razu była wysoka, ale soczysta. Nasilała się za sprawą truskawek, które przybyły jako któreś z kolei. Przy nich odnotowałam już lekką cukierkowość, pudrowość.

Przy słodko-pudrowych nutach pojawił się wątek kwiatów. Białych, delikatnych... Jaśminu? Początkowo nie był jednoznaczny, lecz z czasem odważył się. Niestety jednak cukierkowość landrynek, jakiś musujących cukierków kontrastowo też wzrosła. Wszystkie one oddawały owoce już wymienione oraz... Śliwki? Coś niby kwaśniejszego? Raz po raz przewinęła się cukierkowa cytryna. Soczystość prawie się zatraciła... A słodycz nie odpuszczała. Od pewnego czasu może już nie rosła, ale zaczynała przytłaczać swoim przesadnie landrynkowym wydźwiękiem.

Suchy wosk pachnie średnio intensywnie, w kominku zaś intensywnie. Rozchodzi się bardzo szybko, nie tylko po pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymuje się średnio długo.

Zapach ma potencjał, jeśli chodzi o zestawienie nut owoców i jaśminu, lecz wszystko zepsuł cukierkowy, landrynkowy charakter. Nie oddaje etykiety, ani zapachu. Jest "słodziusi", co za nic nie pasuje do halloweenowych klimatów. Żadne to "cukierek albo psikus" - ten zapach spłatał mi psikusa właśnie cukierkowością, ot co.

5/10

poniedziałek, 30 października 2023

kadzidełka Stamford Vampire's Kiss / Pocałunek wampira

Nie takie ugryzienie straszne

Lubię wampiryczne motywy, ale nie takie, co swego czasu na parę lat zaadoptowała sobie popkultura. Żeby było zabawniej, mimo całego mojego mrocznego usposobienia, do różnych Zmierzchów nawet nic nie mam - ot, te akurat nie są za bardzo w moim typie. Wolę Pamiętniki Wampirów. Ogólnie jednak romansidła z motywem kłów i krwi to nie moja bajka, acz gdy pomyśleć o wampirzym pocałunku jako o ugryzieniu, sprzedaniu klątwy i kompozycji zapachowej, mającej to odzwierciedlać (gdyby tak jeszcze wampiry na pewno odbijały się w lustrach!), to... mogłoby być ciekawie. Jako że ogólnie lubię tę czarną serię Stamford, kadzidełka musiałam wcześniej czy później dorwać. A zbliżające się Halloween / Samhain to idealna pora na opublikowanie tej recenzji.

Stamford Vampire's (Pocałunek Wampira) to zapach "oddający pocałunek wampira", czyli lawendy, piżma i drewna cedrowego, z linii "Mythical Hex" (Mityczne Klątwy); u mnie w formie kadzidełek stożkowych, których w opakowaniu jest 12.

Opis producenta
Wytęż zmysły i stwórz w sobie poczucie siły i kontroli dzięki swawolnego Pocałunku Wampira, złożonego z ostrej kompozycji lawendy, piżma i drewna cedrowego.


Recenzja

Suche kadzidełka pachniały słodkimi kwiatami, w dużej mierze różą i świeżą, kwitnącą lawendą. Wyobraziłam sobie jej krzaczki w słońcu, bo zapach był ciepły. Ciepły i rześki, świeży, niczym spacer po polu lawendy późnym latem. To wręcz kwasek... drzew iglastych? I samo, poważniejsze drewno.

Po zapaleniu, dym rozniósł słodką woń lawendy i róż. To były kwiaty świeże, rosnące na polu w słońcu. Było ich tam mnóstwo. Czułam zarówno ciepło późnego lata, jak i lekki wietrzyk, rześkość. To świeżość kwiatów oraz świeżość niemal kwaskawa. Kojarzyła się z drzewami iglastymi i właśnie samym drewnem. Ono, mimo wysokiej słodyczy, podyktowało kompozycji szlachetniejszy, poważniejszy wydźwięk. Drewno zahaczało raz po raz o subtelną goryczkę, w momencie gdy ogólna słodycz znacząco rosła. W pewnym momencie wydało mi się to aż kwiatowo słodziuteńkie. I bardzo ciepłe.

Kadzidełka na sucho były średnio intensywne, ale wyraziste, zaś palone okazały się bardzo intensywne. Rozchodziły się błyskawicznie, a utrzymywały bardzo długo - spokojnie do dnia kolejnego, mimo otwartego na noc okna. Nie miałam jednak wrażenia, by się wgryzały (huehue) w pomieszczenie.

Kompozycja zachwyciła mnie. Słodycz w wydaniu poważnym; mocne, świeże kwiaty: lawenda i róże zestawione z drewnem, lekką iglastością i ciepłem lata wyszły charakternie i intrygująco. Takie ugryzienie do strasznych na pewno nie należy! To sama uwodzicielska przyjemność.

10/10