poniedziałek, 10 października 2022

wosk EBM Creations Gunpowder

Wędzony proch

W książkach nie raz czytałam o "ostrym zapachu", który czuli bohaterowie po wystrzale z pistoletu czy innej broni palnej. Kiedyś wyobrażałam go sobie jako nieprzyjemny, ale może był tak przedstawiany dlatego, że wiązał się z negatywnymi scenami? Gdy zobaczyłam taki wosk, zainteresowałam się. Może on mi podsunie pomysł, jak sobie to wyobrażam? Gdy miałam okazję strzelać na strzelnicach czy coś... akurat tak bardzo na samym "zapachu prochu..." się nie skupiłam - pewnie przez natłok emocji etc.

EBM Creations Gunpowder to sojowy wosk o zapachu prochu strzelniczego, u mnie jako wosk (w opakowaniu 90,7g, czyli 6 kostek po ok. 15g).

Opis producenta
Siarkowy zapach wybuchowego prochu. Właściwie nie wybuchowy... oczywiście bezpieczny do topienia.


Recenzja

Suchy wosk uderzył mocnym, ostrym zapachem, który skojarzył mi się z czarnym pieprzem. Był trochę metaliczny. Na pewno gorzki - coś trochę jak kardamon? A do tego dymny i wędzony. Zaplątał się lekki kwasek, przez który pomyślałam o siarce. 

Z kominka jako pierwszy zaczął rozchodzić się gorzko-ostry pieprz, zahaczający o lekką metaliczność. Zaraz zaczął osnuwać go dym, mocno związany z wędzoną nutą. Pomyślałam o skórze, o jakiejś mięsno-soczystej nutce, a potem o rozgrzanym asfalcie i siarce. Wędzoność zabiegała o dominację i była na dobrej drodze do tego. Dziwna soczystość, metaliczność... też się plątały. Dołączył do nich kardamon i więcej czarnego pieprzu.

Kumulowała się ostrość... aż nieco gryząca, przenikliwa. Z czasem wychwyciłam nawet jakby... ostrą słodycz? Może iluzoryczną... Pewniejsze były podwędzone soczyste akordy... Jakby wędzona śliwka (z czymś mięsnym?). Bo z kolei nutę wędzenia i dym czułam na pewno. Gęsty, szary... i związany z siarką, asfaltem. Wędzenie po pewnym czasie dominowało niepodważalnie.

Suchy wosk aż trochę mnie wystraszył swoją intensywnością i dosadnością, ale w kominku okazał się intensywny w pozytywnym sensie. Rozchodzi się bardzo szybko, porządnie, a utrzymuje średnio długo. Mimo mocarnego charakteru, nie męczy.
A wizualnie woski EBM zachwycać nie przestają - ten z jasnoszarego w kominku stał się szaro-niebieską, brokatowo lśniącą substancją.

Nie powiedziałabym, że tak pachnie proch strzelniczy, ale nie będę się kłócić. Wiem, że ten wosk był mocno wędzony, pieprzny. Ostry i gorzki w sposób intrygujący, głęboki i przyjemny... w troszeczkę masochistyczny sposób. Na tyle niecodzienny i specyficzny, że na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie się podobał, a dodatkowy punkt przyznaję za pomysł. Strzał w dziesiątkę to nie był, ale jakiś wędzony proch może.

9/10

sobota, 8 października 2022

świeca Delight Candles Kremowe Piwo

Nietrzeźwa decyzja?

Po opisie producenta bałam się tego zapachu. W dodatku po powąchaniu na sucho też miałam wątpliwości. A jednak jedna z moich ulubionych postaci z Harry'ego Pottera na etykietce sprawiła, że... po prostu pragnęłam, by była to ładna kompozycja. Jak w przypadku Lumos Cinnimos dostałam wosk i uznałam, że jak okaże się chociaż "w porządku" to i świecę zostawię.

Delight Candles Kremowe Piwo to sojowa świeca o zapachu toffi i cukru cytrynowego, inspirowana "Harry'm Potterem", w słoju 210g/250ml.


Opis producenta
Mimo późnej pory w Waszym dormitorium nikt nie śpi, emocje jeszcze nie opadły. Wciąż świętujecie wygraną w meczu. Otwierasz kolejną butelkę Kremowego Piwa i czujesz znajomy, słodki zapach. Najlepszy napój na całym świecie. Przelewasz go do kufla i próbujesz. Pianka ma orzeźwiający posmak cytrynowego cukru. Piwo smakuje toffi, ma głęboki, maślano słodki aromat. Karmel rozpuszcza się na języku, czujesz nawet odrobinę przypraw. Wycierasz usta rękawem i uśmiechasz się do reszty. Unosisz kufel.
"Za wygrany mecz!" - mówisz i znowu bierzesz porządny łyk Kremowego Piwa.
Świeca jest inspirowana cyklem przygód o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling.
Zapach: toffi, palone masło, cukier cytrynowy


Recenzja

Na sucho świeca i wosk zapachniały mi śmietanką i cukrem, a ich charakter wydał się nieco mydlany. Doszła do tego kwaskawa soczystość, a słodycz z czasem poszła w nieprzesłodzone, śmietankowo-maślane tony. Wyraźnie czułam cytrynę, która kojarzyła mi się z cytrynowym żelem pod prysznic, ale też soczystą lemoniadą i ciasteczkami cytrynowymi. Po rozpaleniu mogło pójść w wielu kierunkach.

Podczas palenia najpierw rozeszła się maślaność i palona nuta karmelu, za którymi jak cień podążała soczystość. Maślaność była słodka, zmieszana z cukrem. Pomyślałam o słodkich wypiekach - bułeczkach polanych karmelem? Palonym aż do goryczki? Z tym że też maślanym. Słodycz szybko wzrosła, dając się poznać jako cukrowa. Pomyślałam o lukrze i śmietance. Śmietankowym toffi? To pobrzmiewało cały czas.

Z tła dobiegały cytrusowe nuty. Słodka pomarańcza mieszała się z cytryną i... może jeszcze ananas? Były to delikatne nuty, które w dodatku też przybrały cukrową konwencję. Niby orzeźwiały, ale jednak... miały w sobie coś z cukrowych galaretek czy mocno słodkiej masy cytrynowej. Odnotowałam też mydlane echo i, w przypadku świecy, motyw sojowy "zapach świeczki" po prostu. Śmietankowo-maślane, bardzo słodkie - acz jeszcze do zniesienia - toffi próbowało to zagłuszyć. Z czasem jednak i ono zaczynało taką swoją ciężkością męczyć. Raz po raz jakby aż zadrapało w gardle. Trochę, ale jednak. Po dłuższym czasie w głowie siedziały mi jakieś cytrynowe biszkopto-babki, sowicie polane maślanym toffi. Może też jakieś inne, bardzo słodkie cytrynowe wypieki? Ciasteczka? Z zachowaną jednak lekko kwaskawą soczystością. Mieszała się z takim... tuląco-słodkim ciepłem.

Zapach na sucho jest bardzo intensywny, a podczas palenia po prostu intensywny. Rozchodzi się bardzo szybko i równomiernie, po całym pokoju i nie tylko, a także utrzymuje dość długo. Świeca pali się równo, nie pyłga, z knotem wszystko w porządku. Przeszkadzało mi tylko, że wyraźnie czuć świeczkową, sojową bazę, co nie najlepiej świadczy o jakości.

Zapach niby zupełnie nie w moim typie, a jednak dość intrygujący. Wydał mi się niespotykany. Ciężką i męczącą słodycz cukru, toffi i karmelu, całej tej słodkiej maślaności i wypieków przełamano cytrusami. Co prawda i one były słodkie, ale wniosły soczystość, dzięki czemu zapach nie dusił, nie męczył. I niby nie chwycił mnie, to jednak uznałam, że na tyle jeszcze "dopuszczalnie słodko-ciastowy" i na tyle niecodzienny, że i tę świecę sobie zostawiłam. Wydał mi się bowiem ciekawszy od Lumosa, acz niekoniecznie ładniejszy. Chociaż nie ukrywam, że w dużej mierze ze względu na etykietkę. Decyzja... normalnie jakbym ją po pijaku podejmowała! Czyli coś z kremowego piwa jest tu na rzeczy.

7/10

czwartek, 6 października 2022

wosk Cheerful Candle Autumn Orchards

Sad, ale czy jesienny?

Po niezbyt satysfakcjonującym, gdy o jesienny klimat chodzi EBM Creations Autumn Flannel wciąż myślami wracałam do jesiennych wosków. Padło na ten, mimo że owoce obiecywane przez producenta też nie wydawały się zupełnie jesienne. Po prostu jakiś czas temu odkryłam, że połączenie cynamonu i truskawek jest bardzo miłe. Stąd, nawet gdyby nie miała tu nastąpić eksplozja aromatu jesieni, wciąż mogło być dobrze. Przy okazji miałam poznać kolejną markę wosków, tym razem amerykańskiego producenta z New Jersey, który ponoć specjalizuje się w produkcji świec premium.

Cheerful Candle / Cheerful Giver Autumn Orchards to zapach oddający "jesienny sad", czyli przyprawy korzenne z owocami; u mnie jako wosk (w opakowaniu 68g, czyli 6 kostek po ok. 11g).

Opis producenta
Pikantna mieszanka cynamonu i goździków zmieszana z soczystą pomarańczą, brzoskwinią, malinami i truskawkami.


Recenzja

Suchy wosk uderzył słodyczą brzoskwiń i pomarańczy, podkreślonych innymi owocami - czerwonymi i słodkimi, a także przyprawami korzennymi. Chyba odnotowałam... przebłysk lekko pudrowo-cukierkowych malin? Ostre goździki mieszały się z cieplejszymi i słodszymi, łagodniejszymi, a ja pomyślałam o jesiennych liściach. Mieszaninie zasuszonych, jak i nieco wilgotniejszych, kwaskawych.

Z kominka pierwsze rozeszły się słodko-kwaśne owoce: dojrzałe i miękkie, z których leje się sok brzoskwinie, pomarańcze oraz maliny. Sporo różnych, bo i słodkich, i kwaśnych. Na pewno bardzo soczystych. Owoce te wydawały się skąpane w cieple słońca.

Po chwili poczułam lekko drzewno-liściastą nutę. Trochę jak... herbata z owocami? Drzewa nasilały się, podkreślone przyprawami. Początkowo mieszały się z ciepłem, jednak z czasem wychynął cynamon i ostre goździki. Te jakby... przemykały w kwasku owoców? Zwłaszcza pomarańczy i innych cytrusów. Odnotowałam cytrynę. Nie było jednak bardzo kwaśno. Reszta owoców odpowiedziała bowiem słodyczą. Kwaśne maliny zgubiły się, zostawiając te słodkie. Do nich dołączyły truskawki. Przyprawy w dużej mierze tonęły w owocach i cieple. Pod koniec w zasadzie czuć głównie brzoskwinie, maliny i truskawki z... może echem suchych liści.

Wosk ma mocny i naturalny zapach zarówno na sucho, jak i podczas palenia. Rozchodzi się błyskawicznie i dobrze, po całym pomieszczeniu i nie tylko, a także długo utrzymuje, nie męcząc. Pobrzmiewał nawet na drugi dzień.

Splot brzoskwiń, malin i pomarańczy z tłem lekko drzewnym, odrobinką przypraw uważam za ładny. To bardzo ciepły wosk, słoneczny. Czy jesienny? W minimalnym stopniu (bo jednak ta nutka liści jest). Owocowy, ale jednak nie taki... czysto owocowy, przełamany powagą, głęboki. Z tym, że... ani tytułu, ani etykietki nie oddaje. Nie wydał mi się też jakoś specjalnie charakterystyczny. Wolałabym więcej korzennych przypraw - byłoby ciekawiej.

8/10

wtorek, 4 października 2022

świeca Delight Candles Lumos Cinnimos

Cynamonowe światło w słodkim tunelu?

Na polskie, ręcznie robione sojowe świecie Delight Candles natknęłam się w internecie zupełnie przypadkiem. Zakochałam się w etykietkach. Ubolewałam, że te, które najbardziej mi się podobają (mam słabość do Harry'ego Pottera), obiecują zapachy słodko-jedzeniowe, a więc nie w moim typie. Trochę się ich bałam, ale dzięki uprzejmości marki, w paczce, co ryzykowniejszych zapachów, których się bałam, znalazły się też próbki - woski, bym mogła je przetestować, a świece w ostateczności zwrócić. Z przestrachem powąchałam i... wydawało się, że może jednak? Testy zaczęłam od wariantu ryzykownego tylko trochę, oczywiście od wosku. Recenzję zaś napisałam już (o tak, mały spoiler) po wosku, i po świecy.

Delight Candles Lumos Cinnimos to sojowa świeca o zapachu cynamonu, wanilii i ciasteczek, inspirowana "Harry'm Potterem", w słoju 210g/250ml.

Opis producenta
Siedzisz w wygodnym fotelu naprzeciwko kominka i czytasz książkę. Czujesz przyjemne ciepło, bijące od ognia. Pokój wypełnia stłumiony gwar rozmów, skrobanie pióra po pergaminie, mruczenie kota i trzask płomieni. Za oknem dostrzegasz pierwsze płatki śniegu. Ktoś przyniósł tacę pełną ciastek. W powietrzu unosi się ich zapach. Cynamonowe, waniliowe, maślane – pachną tak dobrze, że chcesz spróbować wszystkich. Bierzesz jedno z nich i uśmiechasz się. Trafiło Ci się cynamonowe.
Świeca jest inspirowana cyklem przygód o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling.
Zapach: cynamon, wanilia, ciasteczka


Recenzja

Suchy wosk pachnie wyraźnie cynamonem i ciastkami, właściwie cynamonowo-korzennymi, twardymi ciastkami, ale z łagodzącym tłem wanilii i bardziej... bułeczek cynamonowych? Ciastek również maślanych? Czuć palony karmel, ale kompozycja nie była ulepkowato słodka, a pieczono-ostrawa. Przywodziło to na myśl szelest książek, ale... raz i drugi zwłaszcza w przypadku wosku do kominka, nie świecy, wydało mi się, że cynamon ociera się o colę.


Ze świecy lub kominka pierwszy wypłynął subtelny, acz już także leciutko ostry, cynamon. Otworzył drogę ciepłu i pieczono-palonej nucie. Kolejna wkroczyła nienachalna maślaność. W przypadku świecy przy niej czułam delikatny, sojowy wątek "świeczkowej bazy". Całość przyozdobiła rosnąca, dość wysoka słodycz. Ochoczo połączyła się z wcześniej wymienianymi, przekładając się na myśl o bułeczkach cynamonowych - cinnamon roll w wersji o zachowawczej słodyczy.

Palona nuta wraz z cynamonem raz po raz upuściła trochę goryczki, a ja pomyślałam o karmelu. Mocno palonym, charakternym. Cynamon rósł w siłę nie tylko poprzez słodycz, ale właśnie też charakter. Ciepło zdawało się robić coraz pikantniejsze. Wydawało się, że lada moment może zrobić się ciężkie, jednak ono.. zbudowało nostalgiczny klimat, kojarzący się ze starymi książkami o szeleszczących, nieco pożółkłych stronach. Spomiędzy nich wyłaniała się lekki, soczysty akcent pomarańczy. Zwłaszcza w przypadku wosku (chociaż i świecy, gdy bardzo się skupić) przy pikanterii zaplątała się jakby nuta coli. Ogólna słodycz jednak odwracała od nich uwagę. Tu już działała wanilia, trochę bułeczek cynamonowych oraz ciastek: i korzennych, i maślanych.

Na plus, że zapach trzyma się autentyczności. Na sucho świeca pachnie intensywnie, wosk bardzo intensywnie. Zapach świecy rozchodzi się powoli i spokojnie, wosku znacznie szybciej. Początkowo świeca pachnie delikatnie, rozkręca się jednak z czasem. Wosk w zasadzie od razu był "rozkręcony". Świeca pali się dobrze, wosk topi się równo, knot nie pyłga. Jakościowo w porządku, choć wychylanie się "zapachu świeczki", czyli sojowej bazy po prostu uważam, za znaczący minus. Zapach nie był przytłaczający czy duszący, ale blisko mu do tego.

To faktycznie światełko nadziei w tunelu słodkości, bo poczułam, że Delight potrafią się obejść ze słodyczą, umiejętnie ją przełamując w czas. Mimo to, za dużo mi w tym maślaności było. Wolałabym, by kompozycja poszła w ciastka korzenne, a nie ich mieszaninę z maślanymi i jeszcze tymi bułeczkami... Niby cynamonowymi, ale to było takie... nazbyt bułeczkowe, a za mało cynamonowo-charakterne. Do wąchania, ale od czasu do czasu i bez szału, ale też nie źle. Po zestawieniu wosku ze świecą, po poznaniu zapachu, mocy i jakości długo się zastanawiałam, czy drugiej potterowej nie odesłać, ale jednak przegrałam z etykietkami. Obie wersje Lumos Cinnimos mają swoje wady: świeca jest spokojna, delikatna, czuć sojowość, a kompozycja średnia, natomiast wosk zbliża się do przytłaczania.

6/10

niedziela, 2 października 2022

wosk EBM Creations Autumn Flannel

Jesień słodyczą i ostrością przesiąknięta
 
Na drugi do przetestowania wosk tej marki chciałam coś jesiennego. Nie było tego dużo w ich ofercie, jednak coś znalazłam. Żałowałam, że wygląda na słodki, ale... liczyłam, że jednak charakterniejsze nuty przeważą. I byłam ciekawa, jak EBM mierzą się z jesiennymi klimatami.

EBM Creations Autumn Flannel to sojowy wosk o zapachu inspirowanym flanelową koszulą na jesień, czyli wędzonego drewna z nutami słodko-pikantnymi, u mnie jako wosk (w opakowaniu 90,7g, czyli 6 kostek po ok. 15g).

Opis producenta
Zapach jednocześnie delikatny i mocny, zmieszany z nutami słodkimi i ostrymi, wznoszącymi się nad bazą stanowioną przez wędzone drewno.



Recenzja

Zapach na sucho jest bardzo perfumeryjny i słodki. Połączył wanilię i przyprawy korzenne w ciepły, ostry splot. Czuć goździki, cynamon, goryczkowatą kolendrę, ale złagodzone drewnem i wanilią. Do tego czułam paloną słodycz i podwędzoną nutę, za którą kryła się soczystość. Rześkość? Też jednak ciepła jak jesienne słońce. I jakby... z sugestią wędzono-solonego karmelu?

Z kominka pierwsze wyskoczyły ostre goździki, przywodząc na myśl też ostre, szeleszczące, suche jesienne liście. Posypało się więcej przypraw: goryczkowatej kolendry, coś wytrawniejszego i... ostro-słodki cynamon. On zaprosił właśnie słodycz. Poczułam mocno palony, aż do goryczki, karmel oraz wanilię. Pomyślałam o ciepłym, milusim sweterku, przesiąkniętym kobiecymi perfumami dobrej jakości.

Goryczka i ostrość korzennych przypraw zaserwowały mi trochę pieprzu, a ten otworzył drogę drewnu. Drewno było aromatyczne, cięte... ale też palone? Z odymioną nutką? Odnotowałam słodko-goryczkowatą żywicę, a potem nutkę wędzenia... jakby wędzono-karmelizowanych migdałów ze słonawym echem? Też wpisały się w ciepło, kryły między drzewami i ich suchymi liśćmi. W kompozycji zaplątał się też kwasek, jakby ściętego drzewa iglastego - chyba sosny. Oczami wyobraźni patrzyłam na płynącą żywicę i nagle zorientowałam się, że czuję soczystość. Trochę kwaskawo cytrynowa, nieco pomarańczowa... Z dolatującą słodyczą i jakby goryczką skórki... a może to soczyście-ostry, świeży imbir? Albo wszystko to. Pikanteria, zwłaszcza pieprzu i kolendry, wydawały się aż nieco drapiące. Wszystko cały czas otulała słodycz wanilii i kobiecy sweterek.

Ten wosk rozkochał mnie tym, że topiąc się wyglądał jak płynna miedź. 
Zapach rozchodził się w średnim tempie, ale konsekwentnie i po całym pokoju, a nawet i na resztę mieszkania. Moc uważam za satysfakcjonującą, średnią, a aspirującą do siekiery. Nie dusi, jest autentyczny. Utrzymuje się średnio długo.

Całość podobała mi się, ale z nóg nie zwaliła. Zapach rzeczywiście dość jesienny, ale nie taki wyraźnie, w 100%, typowo jesienny. Słodki, ciepły i na szczęście poważnie ostry. Soczystość cytrusów, imbiru i sosny, wyraźne przyprawy, a więc goździki, imbir, kardamon, pieprz i cynamon uczyniły kompozycję bardzo bogatą. Acz nie wszystko było tu takie oczywiste. Ogół był bardzo złożony i wyszło to na plus.

8/10

piątek, 30 września 2022

wosk EBM Creations Forever Midnight

Nie taka północ mroczna

Swego czasu znalazłam w internecie interesującą amerykańską markę, EBM Creations robiącą woski o niespotykanych tytułach / wariantach. Od razu pomyślałam, że są twórczy i że prawdopodobnie lubią zabawy w skojarzenia, snucie opowieści - zupełnie jak ja! Niektóre zapachy wydawały mi się wręcz dzikie i... niektóre zapragnęłam przetestować. A jednak to musiało poczekać, aż pojawiła się możliwość kupienia na kostki, bo niestety cena odstraszała od kupowania całych wosków ryzykownych zapachów. Gdy obkupiłam się w mnóstwo pojedynczych kostek, testowanie postanowiłam mimo wszystko zacząć od czegoś obiecującego i zarazem w miarę bezpiecznego.
Ta etykietka po prostu mnie zachwyciła. Mroczne klimaty, noc - jak tego nie uwielbiać? Ciekawe, czy to właśnie poczuję?

EBM Creations Forever Midnight to sojowy wosk o zapachu oddającym północ, czyli orchidei, wanilii i nektaru śliwkowego, u mnie jako wosk (w opakowaniu 90,7g, czyli 6 kostek po ok. 15g).

Opis producenta
Zmysłowa mieszanka kwitnącej nocą orchidei waniliowej i soczystego nektaru śliwkowego z nutą bogatego likieru karmelowego.



Recenzja

Suchy wosk uderzyła kwiatami, których słodycz podkręciła wanilia. Ona sama przywodziła na myśl laskę wanilii, ale właśnie też kwiaty. Do tego czułam sporo soczystości cytrusów i może śliwek? W tle odnotowałam też lekko paloną nutkę, która dodała kompozycji powagi i męskiego charakteru. Kryła się jednak wśród konkretnych, jakby zawilgoconych jasnych kwiatów. Może tej lilii wodnej?

Z kominka jako pierwsze zaczęły wyłaniać się delikatne kwiaty. Były słodkie, acz wręcz w zwiewny sposób. Musiały być białe. Zaraz doszła do nich słodycz karmelu i wanilii, nieco cięższe, ale nie ciężkie. Wyobraziłam sobie dużo jasnych kwiatów wanilii, a z jej laską, ziarenkami dopiero w tle. 

Obok rześkości kwiatów pojawiła się słodka soczystość. Przybyły wielkie, jasne śliwki (renklody? japonki?) i chyba trochę brzoskwiń. Były nieśmiałe i splecione w jedno z kwiatami. Na myśl przyszły mi kwiaty skryte w mroku, nieco "zamykające się" na noc... gdzieś nad wodą? Czułam wilgoć i rześkość letniej nocy. A jednak i ciężkawość się w tle pałętała... Drzewa? Słodycz podpowiadała mocno palony karmel, ale dosłownie odrobinkę.

Zapach był ładny. Początkowo, przez paręnaście minut jednak bardzo subtelny i zanim pomyślałam, że nuty mogłyby rozbrzmieć wyraźniej, okazał się bardzo mocny i wyczuwalny prawie w całym mieszkaniu. Na sucho nic nie zdradzało, że moc będzie aż tak zacna. Aromat rozchodził się więc w tempie średnim, ale porządnie. Utrzymywał się niezbyt długo.
Tym jednak, co sprawiło, że trafił w me serce jest efekt wizualny. Roztopiony wosk okazał się brokatowy. Skrzył się, migotał, co wyglądało zjawiskowo.

Wysoka słodycz, kwiaty i trochę soczystych, słodkich i nieoczywistych owoców to nuty przyjemne, ale tym czegoś brakowało. Może jakąś cichutką, letnią noc oddają, ale na pewno nie scenerię z etykietki. (Chociaż cicha noc latem to raczej oksymoron.) Wosk miał kobiecy charakter, raczej słodki i uroczy, a nie kogoś rzucającego uroki (huehue - północ w końcu godzina czarownic).

8/10

poniedziałek, 19 września 2022

kadzidełka Stamford Green Man

Powód do zzielenienia?

Te kadzidełka kupiłam, bo chciałam poznać lepiej białą, magiczną linię Stamford. Akurat motyw "zielonej istoty / człowieka", czyli Green Mana jakoś mnie specjalnie nie kręci, nie znam folkloru z nim związanego, ale zapachy leśne - owszem, kręcą.

Stamford Green Man to kadzidełka o zapachu lasu, których w opakowaniu jest 20 szt.



Recenzja

Gdy tylko zbliżyłam się do suchych kadzidełek, w głowie pojawiły mi się słowa: "perfumowy mech". Zapach był bowiem bardzo słodki, jednoznacznie kojarzący się z mięciutkim, zielonym mchem. Tliło się tam pewne "tulące", przytulne ciepło. Na straży słodyczy stanęły jednak drzewa i drewno z lekką goryczką. Może nawet paloną nutką?

Palony patyczek roztoczył goryczkowato-drzewną woń, do której dopiero zaczęła dochodzić subtelna, bardzo niska słodycz. Skojarzyła mi się z miękkim mchem i nieco suchawymi porostami, pokrywającymi korę drzew. Zaplątał się wśród nich motyw ciężkich, kobiecych perfum i przemieszał z drewnem. Wówczas drewno przybrało na słodyczy. Ta ogółem wzrosła.

Słodycz należała do mchu - jakby mięciutkiego i takiego, w który człowiek aż chce się zapaść. Rósł na przytulnej, uroczej polance - i znów myśl o kobiecych perfumach, a dokładniej o miękkich swetrach nimi przesiąkniętymi. Trochę goryczki mieszało je z drzewami i korą - taką bardziej suchą, jak i podeschniętymi porostami.

Zapach na sucho wydawał się mocny, jednak podczas palenia zaskakująco nie. Był wyraźny, ale nie uderzający. Z kadzidełka szła średnia ilość rzadkiego dymu. Spalało się w umiarkowanie wolnym tempie, a zapach utrzymywał średnio długo.

Zapach kadzidełek jest ładny, ale niewyróżniający się. Brakowało mi mocnego motywu przewodniego, który by mnie porwał. Tak to... raczej delikatny zapaszek w tle, o wydźwięku raczej leniwym. Na pewno nie brzydki, nie zzieleniałam przy nim, acz taki... zwyczajny.

7/10