czwartek, 18 listopada 2021

Kadzidło Świętych Matka Boska Fatimska

Fatima we własnym wnętrzu

To kadzidło spodobało mi się wizualnie, pomyślałam, że może być łagodne, ale... niekoniecznie? Uznałam, że z ochotą zestawię je z Kadzidłem Świętych Nasza Pani z Medziugorie. Byłam ciekawa, jak producent wyobraża sobie kompozycje dla "poszczególnych Matek Bożych". Dla mnie jako dla ateistki nie ma to żadnego znaczenia, ale jednak chyba warto sprawdzić. Obstawiam, że inni mogą na różne okazje / uroczystości różnych zapachów potrzebować. Jak więc według producenta pachnie Fatima? Hm... Dzięki współpracy z internetowym sklepem Holyart miałam się dowiedzieć.

Kadzidło Świętych Matka Boża Fatimska / Incienso en grano Nossa Sra. de Fatima to kadzidło do użytku liturgicznego z serii "kadzidło świętych", perfumowane, wyprodukowane w Portugalii; u mnie jako próbka 50g.


Recenzja

Suche kadzidło pachniało kwiatami, w tym różami. Słodko w sposób nieco ciężkawy, ale zarazem soczysty. Pomyślałam o bardzo słodkich, aż scukrzonych, a jednak lepkich i soczystych wewnątrz rodzynkach. Odrobinka delikatnego drewna... A wszystko to mocno oplecione suszonymi, ale jakże wonnymi, kwiatami.

Palone kadzidło okazało się orzeźwiające i lekkie w wydźwięku. Przepychały się w nim kwaskawo-goryczkowate cytrusy ze słodko-wodnistymi owocami egzotycznymi. Cały splot był jak strumień, wodospad w tropikalnym lesie. Wilgoć, chłód cienia i kwiaty. Słodycz pomykająca w tym wszystkim i owoce jakby igrały ze sobą, pokazując się epizodycznie w różnych proporcjach. Bardzo istotne były jednak cytryny, gdy mowa o cytrusach, a roślin trzymała się nutka wody, wilgoć. Czułam też odrobinę drzewnej goryczki, jakby uziemiającej lżejsze akcenty.

Białe granulki wydały mi się najbardziej rześkie, wodniste. Przy nich myślałam o wodospadzie, ukrytym wśród liści i kwiatów, oraz soczystych, żywych cytrusach i wodniście-słodkich owocach egzotycznych (np. pitai, lychee). Kwasek chwilami przyćmiewał słodycz, która ogółem nie była za wysoka, ale cały czas pobrzmiewająca.
Żółte to bardziej chłodna, lekka tkanina, którą porusza delikatny wiatr. Musiała nasiąknąć nutą skórek cytrynowych, które pod wpływem otoczenia nabrały pewnej miękkości, łagodności. To też trochę rodzynek, drewno - daleko w tle jednak.
Niebieskie skupiły się na szlachetnej, drzewnej bazie. Kojarzyła mi się z drewnem częściowo nasiąkniętym... może nawet nie wilgocią, a chłodem. Zapewniła reszcie pewnej stabilności, łącząc wszystkie powyższe z suszonymi kwiatami. Suszone róże pobrzmiewały raz po raz subtelnie, dbając o miękkość zapachu. Tu podkreśliły kwiaty ogółem, tam tkaninę... Wyważyły słodkie, rześko-orzeźwiające nuty.

Kadzidło pali się raczej powoli, ale zapach upuszcza i roztacza szybko. Dymu idzie sporo, ale nie jest gęsty i męczący. Żółtym granulkom zdarza się raz po raz zasyczeć. Całość jest bardzo wydajna. Granulki spalają się prawie całkowicie.

Bardzo obrazowy, intrygujący zapach. Ta wilgoć, woda, soczystość i mnóstwo owoców, tropikalny las, a jednak wyraźnie też suszone kwiaty, trochę drewna i pewna "miękkość" wydały mi się niezwykłe, bardzo charakterystyczne.
Jak patrzę na etykietkę, pomyślę o nazwie, wydaje mi się, że kompozycja bardzo adekwatna - taka kobieca lekkość, niezwykłość - to właśnie czuć, choć nie brakuje tu głębi i pewnej dosadności.

9/10

poniedziałek, 15 listopada 2021

wosk / świeca Candleberry Candle Friendship Tea

Przyjazny grzaniec

Bardzo lubię herbaty, acz mało ich pijam. Nie chciałabym natomiast pijać ich z przyjaciółmi, których to nie potrzebuję i nie mam. Uznałam jednak, że z ochotą zaprzyjaźnię się z paroma woskami Candleberry. Stąd i wybór padł m.in. na herbatę (brakuje mi zapachów o tej nucie). Oto nadeszła pora, by poznać Candleberry, amerykańską markę świec i wosków. Stworzyła ją sprzedająca od lat 90. świece rodzina Fowlerów, nieusatysfakcjonowana tym, co oferował rynek. Postanowili więc robić to, co sami chcieliby wąchać i kupować - to mi się podobało. Miałam nadzieję, że będę to mogła powiedzieć także o zapachach. 

Candleberry Candle Friendship Tea to zapach przypraw korzennych i herbaty pomarańczowej; u mnie jako wosk kostka ok. 14 g (w opakowaniu 110 g, czyli 8 kostek).

Opis producenta
"Herbata Przyjaźni" to potężne połączenie ciepłych przypraw do grzańca i orzeźwiającej mrożonej herbaty pomarańczowej.


Recenzja

Suchy wosk pachniał soczyście-goryczkowatą pomarańczą, przesyconą ostrawymi przyprawami korzennymi. Wyraźnie czułam goździki i cynamon - ten aż z trochę sztucznawo-colowym echem. Może też rozgrzewająco-soczysty imbir? Splótł je wraz z soczystymi cytrusami oraz nutką herbaty (z pomarańczą!) w tle. Bardziej jednak niż o herbacie czarnej, myślę tu o smakowych "grzańcach herbacianych". Wydźwięk ogółem był bowiem dość grzańcowy.

Z kominka jako pierwsza rozeszła się słodko-soczysta, leciutko kwaskowata pomarańcza. Podążała za nią subtelna goryczka skórki pomarańczowej i ciepły wątek przypraw korzennych.

Przyprawy prędko nabrały mocy, rozgrzewając porządnie. Prowadziły goździki i cynamon, a z racji ogólnej soczystości, pomyślałam też o świeżym imbirze. Podsycił cytrusy, w tym oczywiście pomarańczę. Ta przybrała na dziwnej głębi, która w połączeniu z korzennymi przyprawami, skojarzyła mi się ze słodkim grzańcem. Nie za mocnym, ale jednak... Dopiero z czasem zaskoczył na bardziej "herbaciany grzaniec". Wciąż dość słodki. Słodycz pozwoliła sobie na całkiem sporo w całej kompozycji. Moje myśli krążyły wokół "herbaciany grzańców" w... wariancie pomarańczowym i... chyba czerwono owocowym. W tle doszukałam się niemal nieuchwytnej czerwonej porzeczki, gubiącej się pod przyprawami i ostrą, korzenną goryczką. W tej ukryła się też nutka herbaty czarnej... Nieśmiałej jednak i na pewno z ogromną ilością pomarańczy o słodko-soczystym, kwaskawym smaku.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, acz w kominku trochę nadrobił, okazując się całkiem mocnym... średnio-mocnym. To i tak jednak zasługa gigantycznej kostki, a więc ilości, nie zaś mocy zapachu. Na pewno jednak siekierą go nie nazwę (a szkoda). Rozchodzi się raczej prędko, bezproblemowo i utrzymuje się średnio długo.

Nie powiedziałabym, że chodzi tu o jakąkolwiek herbatę mrożoną - a to właśnie o takiej wspomina w opisie producent. To kompozycja ciepła, grzańcowo-herbaciana. Dużo przypraw, trochę słodyczy i nienachalna pomarańcza przełożyły to zapach przyjemny, a jednak nie niezwykły. Brakowało mi wyrazistej herbaty. Przynajmniej jednak ogólnie można to określić jako przyjazny wosk (ani zbyt mocny, ani za słaby; uniwersalny) - jakaś tam część tytułu znalazła odzwierciedlenie w nutach.

8/10

piątek, 12 listopada 2021

kadzidło Dhofar

Jaśmin zatopiony

Kadzidło Zalim otrzymane od Holyart zachwyciło mnie i stwierdziłam, że koniecznie muszę przetestować jeszcze jakieś inne kompozycje z tej orientalnej serii. Gdy zobaczyłam dopisek, który oczywiście wcześniej musiałam sobie przetłumaczyć, o jaśminie, mało oczy nie wyszły mi z orbit. Wyobraźnia już pomknęła - przecież w takiej mieszance jaśmin musi się pięknie odnaleźć! Jakoś chyba nigdy nie mam go dość.

Kadzidło Dhofar to kadzidło w proszku, z żywicy naturalnej, kory i przypraw z dodatkiem jaśminu, perfumowane i pocięte ręcznie; u mnie w pudełeczku 50g.



Recenzja

Suche kadzidło pachnie nagrzaną słońcem ziemią i zawilgoconym drewnem, starymi konarami, porośniętymi mchem i ich wilgocią. Do tego dołączyły wilgotne kwiaty. Zupełnie, jakby pierwsze promienie wschodu słońca oświetlały wilgotne po nocy, rześkie i słodkie rośliny.

Palone kadzidło roztoczyło ziemiste, nieco gorzkawe, ale raczej łagodne tło. Na nie zaczęło nakładać warstwami drewno, mech i jego wilgoć. Wydał mi się słodki i delikatny, rześki. To było jak poranna rosa, która zebrała się na kwiatach. Kwiatach jasnych i... dopiero witanych pierwszymi przebłyskami wschodu słońca. Te zapowiadały, że zaraz zrobi się nieco cieplej, ale nie odważyły się zruszyć wilgotnego, rześkiego charakteru.

Poprzez rześkość raz po raz wkradały się ostrzejsze zioła pod przewodnictwem białej szałwii, którą trochę ugłaskać próbowały kwiaty (może jaśmin? jeśli to on, nie był zbyt wyrazisty). Przenikliwa, cierpko-kwaskawa rześkość przemieszała się z drewnem, chwilami umacniającym się. Znów pomyślałam o drewnie rozgrzewanym przez słońce. Było w tym coś ciepłego jak... w kompozycjach zapachowych, w których dominuje "bursztyn". Z czasem, pod koniec robiło się ciepło-perfumeryjnie (acz nie przy każdej nasypanej na węgielek porcji). Ulotnie?

Kadzidło spala się dość szybko i mocno dymi. Choć nie jakoś strasznie, potrafi zadymić pomieszczenie aż nieco męcząco. Wydajność określiłabym raczej jako średnią.

Całościowo zapach w zasadzie podobał mi się, jednak odczułam brak mocnego jaśminu (jakoś się ten biedny jaśmin chyba zatopił w tym "wilgotnym" wydźwięku). To mocne zadymianie nieadekwatne do raczej lekkiej kompozycji też jakoś do mnie nie przemówiło.

8/10

poniedziałek, 8 listopada 2021

wosk / świeca Woodbridge Dragon's Lair

Soczyste leże

Kocham smoki - choć to brzmi bardzo ogólnie, zakres tej miłości autentycznie jest bardzo szeroki. Zachwycają mnie i w pewien sposób postrzegam je jako "moje stworzenia". Gdy więc zobaczyłam tę etykietkę, sprawdzając nuty obiecywane przez producenta aż wstrzymałam oddech. Bardzo mi zależało na tym, by było równie moje. I choć może nie moje-moje idealne, to jednak zapowiadające coś bardzo przyjemnego. 

Woodbridge Dragon's Lair to wosk / świeca o zapachu smoczego leża, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Nuty porzeczki, jagody, brzoskwini oraz maliny połączone ze świeżą miętą, wanilią oraz piżmem. Odkryj magiczne stworzenia, jakimi są smoki. 
Nuty górne: porzeczka, jagoda, mięta
Nuty środkowe: czarny bez, brzoskwinia, malina
Nuty dolne: wanilia, piżmo


Recenzja

Suchy wosk uderzał słodko-kwaskowatymi malinami, po czym odsłaniał całe mnóstwo soczystych, słodkich, aż trochę cukierkowych owoców: porzeczek (głównie czerwonych), jagódek. Wyraźnie było w tym też pewne "miękkie" ciepło i słodycz, kojarzące się z ubraniami, nasiąkniętymi kobiecymi perfumami. Może też jakieś kwiaty?

W kominku także to owoce otwierały drogę. Przodowały słodkie maliny i drobne jagody. Dopiero po chwili upuściły też odrobinkę kwasku. Goniły je porzeczki... czerwone i czarne, wplatające drobną cierpkość. Wgryzła się w owoce i zrobiła trochę miejsca poważniejszym nutom.

Wśród tych pojawił się wątek perfumeryjny, kobiecy... ciężkawo-słodki. Może lekko waniliowy? To z czasem splotło się z owocami, odlegle subtelnie zahaczając o babeczkę / drożdżówkę owocową z kruszonką, z której  wypłynęły kolejne pokłady soczystości. Z jej dżemowo-konfiturowawej masy z owoców... Czarnego bzu? A może to jakaś jagodzianka? Na pewno plątał się w tym właśnie palono-konfiturowy charakter. Chwilami z tła dolatywała bardzo słodka - ale jedynie owocowo i to raczej egzotycznie - nuta, przywodząca na myśl czy to multiwitaminę, czy... może konkretnie rześką brzoskwinię?

Była rześka, orzeźwiająca i... znów z goryczką. Odnotowałam nutę słodkiej, świeżej mięty... Naparu miętowego? Mimo rześkości cały czas tliło się w tym wszystkim także lekkie, przyjemne ciepełko. Zaraz jednak tonącego w porzeczkach, malinach i czarnym bzie. Znów myślę zarówno o owocach (jako konfiturze?), jak i kwitnącym. Do głowy przyszedł mi też jakiś orzeźwiający, owocowo-miętowy napój. Oczami wyobraźni patrzyłam na warianty czerwone (malinowe?) i niemal czarne (jagodowe? porzeczkowe?).

Zapach suchego wosku jest średni, acz sugeruje siekierę w kominku. Okazało się jednak, że moc także w kominku siekierą nie jest; określiłabym ją jako "mocnawą", na pewno satysfakcjonującą. Rozchodzi się błyskawicznie i czuć go bardzo dobrze, i to długo.

Smocze, niezwykle soczyste leże. W końcu od "sok" do "smok" całkiem blisko. Zapach może nie oddaje groźnego smoka z etykietki, ale pewne ciepło, soczystość, jakim jego leże mogłoby pachnieć może i owszem. Kompozycja zaskakująco owocowa (głównie porzeczki, maliny, czarny bez, jagody, trochę w konfiturowym wydaniu, acz nie tylko), ale i z perfumeryjnym ciepłem, miętą. Dość niespotykane połączenie, mimo że te ostatnie miały drobny udział.

9/10

sobota, 6 listopada 2021

wosk / świeca Kringle Candle Novembrrr

Mrrruczenie z zadowolenia?

Z tym woskiem specjalnie trochę poczekałam, ażeby adekwatnie wrzucić go do kominka dopiero w listopadzie. Coś mi mówiło, że będzie piękny. Etykietka zdradzała liście najrozmaitsze. Choć te jesienne, złote i szeleszczące bardzo lubię, akurat miałam ochotę na coś brudnego, wilgotnego... właśnie takiego listopadowego.

Kringle Candle Novembrrr Wax to zapach, oddający klimat listopada; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Wyrazisty, kolorowy bukiet jesiennych liści. Dzięki swoim aromatycznym, ziemistym nutom zapach w chłodne, mgliste poranki przywołuje pocieszenie i ciepło. Pełen aromatu jesieni z lawendą i białym bursztynem, orzeźwiony przez miętę i musującą cytrynę.
Nuty górne: schłodzone cytrusy
Nuty środkowe: niebieska lawenda, mięta zielona, mięta pieprzowa
Nuty dolne: biały bursztyn, biała brzoza


Recenzja

Suchy wosk w pierwszej chwili zapachniał mi męskimi perfumami, kwaskawym ogórkiem i wilgotnymi, zgniłymi liśćmi. Wyraźnie czułam coś podfermentowanego, kwaśnego i wilgotnego, ale... z odrobiną perfumeryjnego ciepła, jakby zakopanego w liściach i ogórku. Do tego doszły słodko-rześkie zioła (mięta?), daleko jednak w tle.

W paleniu wosk rozniósł zapach wilgotnych, zapleśniałych jesiennych liści (jako pewna siebie baza), nad którymi płynęły subtelne męskie perfumy. Liście przejawiały troszeczkę kwaśności, echa podfermentowano-podkiszonego, potem jednak wyprostowało się to na wilgotne, rześkie zioła i delikatne cytrusy.

Cytrusy zostały nieco wypchnięte przez męskie perfumy, które wydały mi się, podobnie jak liście, aż chłodno-ostrawe. Pojawiło się więcej słodkawych ziół. Dominowała mięta, acz pomyślałam też o jakiś eukaliptusach, aloesach niosących świeżość. A jednak całość, wraz z liśćmi w tle, była ciężkawa. Tu odnalazła się suszona lawenda.

Pod tym wszystkim tliło się leciutkie ciepło. Poważniejsze, nieco nostalgiczne... perfumeryjne i delikatne. Tonowało liście. Te jednak, jako sterty wilgotnych, ciemnych liści leżących na chłodnej, mokrej ziemi i tak miały się nieźle. Miętowa słodycz im wtórowała. Razem przełożyły się na rześką aurę. Lawenda (może wzmocniona ogólnie kwiatową nutą?) zaś... w końcu całość otuliła i ugłaskała. 

Suchy wosk pachniał mocno, palony zaś średnio (mocno, ale nie aż tak, jak myślałam), ale w pełni satysfakcjonująco. Nie był męczący czy sztuczny. Utrzymywał się odpowiednio długo, tylko że i sporo czasu zajęło mu rozchodzenie się.

Całość podobała mi się. Nie szalenie, ale jednak. Rześka, acz ciężkawa. Mokre liście, nutka męskich perfum, a potem słodycz ziół i lawenda to zacna kompozycja, choć na sucho najpierw wystraszyły mnie ogórkowe sugestie. W kominku okazało się jednak ok. A jednak brakowało mi w tym "tego czegoś". Nie porwał mnie ten zapach. Może jako bardziej męska albo liściasta siekiera lepiej by się sprawdził? Gdybym była kotem, może bym lekko zamruczała na odczepnego.

8/10

środa, 3 listopada 2021

kadzidło Paradies Exklusiver Weihrauch / Raj

Raj uwolniony 

Bardzo podobają mi się wszelkie fiolki, słoiczki ze znaczeniowym wypełnieniem. Podobnie lubię do wszystkiego mieć odpowiednie, specjalne naczynie. "Raj w tubce" - ten zwrot wywołał u mnie uśmiech i zatrzymałam się przy nim na dłużej na stronie Holyart, z której go dostałam w ramach współpracy. W zasadzie... było to dość tajemnicze.

Kadzidło Paradies Exklusiver Weihrauch / Weihrauch Raj to kadzidło o zapachu, oddającym "Eden, rajski ogród", wykonane z różnych rodzajów naturalnych kadzideł (Boswellia sacra i Boswellia carterii), wyselekcjonowanych żywic, naturalnych olejków i kwiatów lawendy, producenta Weihrauch; u mnie w szklanej tubce 25 g.

Opis producenta
Cudowny świeży zapach z Ogrodu Eden; Raj emanuje pięknym, świeżym zapachem z kwiatowym, słodkim wątkiem. Subtelny dym unosi się we wnętrzach i przekształca je w spokojne miejsce, w którym każdy chce zatrzymać się na dłużej.

Recenzja

Suche granulki pachniały przede wszystkim słodko-kościelnie, powiedziałabym, że ciężkawym olibanum. Nuty mleczna i żywiczna też poniekąd się w to wpisywały, a jednak dynamice i soczystości kompozycji nadał cytrusowy kwasek. Kontrastowo, żywiczna nuta w tle połakomiła się na dość wyraźną goryczkę (mirry? styraksu?).

Palone kadzidło ruszyło słodko-goryczkowatym splotem, przywodzącym na myśl ciężkie i kościelne olibanum oraz mleczno-migdałowy krem. Ten drugi skumulował więcej słodyczy, po czym dodał jej poważnego, szlachetnego wydźwięku goryczką. Do głosu doszło też cięte drewno, stając się tłem, bazą.

Migdałowo-żywiczna gorzkawość oraz rosnący drzewny wątek wydobył z kompozycji ewidentnie mirrę. Chwilami wypływała na powierzchnię, przełamywała słodycz, aż... przełamała ją soczysta kwaśność. Pomyślałam o cytrynie, a następnie cytrusach słodszych. Jakby tak do migdałowo-mlecznego kremu dodać trochę owoców. Wyobraziłam sobie jakiś lodowy deser... Sorbet! Cytrynowy wyraźnie - słodkie, ale i smakowicie kwaśny (bardziej cytrynowe wydały mi się ciemnożółte kawałki). Cytryna sprawiła, że kompozycja wyszła lekko, świeżo. Zamiast kościoła, pomyślałam o procesji pod gołym niebem, idącej wśród zielonych krzaków z rzucaniem wonnych, słodkich kwiatów (i kadzidlanym dymem w tle). Do tego bazowe drewno nabrało mocy i jako dokładnie świeżo cięte drewno wyszło na przód, mieszając się z kwaskiem. Ich duet przełożył się na lekkość, orzeźwienie. Granulki zielone wydawały mi się nieco łagodniejsze w kwasek, a bardziej roślinnie-drzewne.
Chwilami roślinnie-kwiatowa nuta nasilała się - kawałek jakiejś suszonej rośliny spadał na węgielek. Powiedziałabym, że to lawenda, zacnie wpisująca się w cytrusowo-drewniane otoczenie.

Zapach intensywny już na sucho, palony jakby chciał siebie przebić. Szybko się rozchodzi, dymiąc mocno, ale nie zadymiając pomieszczenia przesadnie. Ten dym wcale nie był męczący.
Granulki spalały się dość szybko i prawie całkowicie. Żółtym, przy "bąbelkującym" spalaniu, zdarzało się syczeć. Duże i jasne dymią najmocniej. Ogólnie kadzidło okazało się średnio wydajne.

Kompozycja bardzo mi się podobała. Lekka słodycz "mlecznej żywicy" została przełamana szlachetną gorzkością, a soczystość nadała całości rześkości. Kupiły mnie jakby lawendowe "pstryczki". Mimo że wydźwięk kościelny, nie był "typowy", a ciekawy i po prostu piękny. Tak moje wyobrażenie raju mogłoby pachnieć. Z ochotą będę go raz po raz z tubki uwalniać.

10/10

poniedziałek, 1 listopada 2021

wosk / świeca Woodbridge Spellbound

Magia owoców
 
Czarostwo jest ważną częścią mojego życia; motywy związane z czarami z popkultury, fantastyki uwielbiam, choć oczywiście traktuję je z przymrużeniem oka. Nie mogłam jednak przymknąć oczu na pojawienie się tego wosku. Wręcz przeciwnie! Natychmiast kupiłam.

Woodbridge Spellbound to wosk / świeca o zapachu oddającym stan zaczarowania, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Odurzające zaklęcie, które zawraca w głowie. Owocowa mieszanka połączona z wanilią, karmelem oraz jaśminem, różą i kwiatem pomarańczy.
Nuty górne: granat, cytryna, gruszka, jabłko
Nuty środkowe: żurawina, truskawka, malina, śliwka, jaśmin, róża, kwiat pomarańczy
Nuty dolne: wanilia, karmel


Recenzja

Suchy wosk pachnie intensywnie owocami leśnymi (pod przewodnictwem jagód), kwaśnymi, zielonymi jabłkami, śliwkami i owocami czerwonymi. Można wymieniać w nieskończoność. Choć bazowo owocowo słodki, kwasków nie brakowało. Otuliła je delikatna słodycz kwiatów i trochę kobieco-perfumeryjna. W tle mignęło mi coś ciepłego - palony karmel? Słodycz była bardzo wysoka, ale szlachetna i przyjemna. 

W kominku wosk postawił przede wszystkich na słodko-kwaskawe owoce. Jagody, śliwki, jeżyny, czarne porzeczki i inne ciemne, acz ścigające się z soczyście kwaśnymi jabłkami. Tym kibicował kwaśny sok cytryny... Z czasem bardziej ogólnie cytrusów. Z racji słodyczy myślałam o pomarańczy, ale w wydaniu czegoś pomarańczowego, np. konfitury. Z paloną nutką? A jednak to przede wszystkim słodycz się rozchodziła. Jabłka, już nie takie jednoznaczne... i sporo owoców czerwonych zadbało o to. Egzotyczny granat? Maliny? Truskawki? Te otarły się wręcz o cukierkowość.
Z odsieczą przybyły słodkie, wilgotne kwiaty. Żywe i kwitnące... Choć może też tylko co wstawione do wazonu. Wskazałabym jaśmin i róże, w wydaniu subtelnym. Poprzez kwiaty wszedł wątek dobrych, kobiecych perfum. Słodkich, ciężkawych, ale przyjemnych. Niczym ciepły, delikatny sweterek... Nasiąknięty... słodyczą szlachetną, należącą do wanilii i karmelu? Raz czy dwa wyobraziłam sobie palono-karmelizowane plastry pomarańczy. Całość z czasem wydała mi się bardziej palona. Może jak jakieś wypieki z tymi wszystkimi owocami? Z karmelowo-korzenną kruszonką? Była wykwintna i szlachetna, nieprzesłodzna (acz słodka).

Owoce cały czas dominowały, słodką bazę przeplatając soczystym kwaskiem. Na przód pod koniec wysforowały się bardziej palone, również słodkie nuty, wzbogacające kompozycję o pewną dostojną, paloną szlachetność. Żywe kwiaty natomiast zadbały o rześkość. Nie były wprawdzie silną nutą, ale jakby delikatnie muskały też cały splot swymi miękkimi płatkami.

Suchy, jak i rozgrzany w kominku wosk cechowała wysoka intensywność. Nie był siekierą, ale blisko mu do tego. Rozchodził się szybko i wyraźnie. Utrzymywał natomiast średnio długo.

Kompozycja to ogrom ciemnych owoców: głównie jagód i śliwek, porzeczek, zmieszanych z czerwonymi (maliny, granat, truskawki) i jabłkami. Wszystkie bardzo słodkie (niebezpiecznie zmierzające ku cukierkowym), ale i kwaskawe. Soczyste, z pewnym kwiatowym echem, motywem kobiecych perfum i palonym akcentem, dzięki którym zyskały szlachetniejszy wydźwięk.
To jak ciemno owocowa siostra czerwono owocowego wosku Dragon's Liar. Zacna, urocza czarownica, nie wpisująca się w stereotyp (może rzuciła na mnie zaklęcie miłosne?). Piękny i wciągający zapach, acz wolałabym, by te poważniejsze tony były istotniejsze.

9/10