piątek, 1 października 2021

wosk / świeca Kringle Candle Crimson Park

Zapach jesiennie rozmyty

Uwielbiam to, że z mieszkania na przystanek moja droga prowadzi przez park. Gdziekolwiek chcę się ruszyć, "muszę" właśnie park przeciąć. Nie bez powodu wzięłam to w cudzysłów, bo jest to jeden z powodów, dla których uważam, że naprawdę czasem warto wyjść na pole, mimo że jestem domatorką, jakich mało. Parki jesienią mają wyjątkowy klimat, więc temu zapachowi po prostu nie mogłam darować.  Musiałam go sprawdzić. I właśnie gdy już miałam go w rękach, tknęło mnie, że w tej formie od Kringle to mój pierwszy.

Kringle Candle Crimson Park Wax to zapach karmazynowego parku; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Wybierz się na spacer po karmazynowym parku i zachwyć się złożoną mieszanką ciepłego, intensywnego kadzidła, czerwonego klonu, dębu i skóry w połączeniu z przyprawami. Zapach wzbogacony o nuty lawendy, eukaliptusa pozwoli Ci cieszyć się tym jesiennym klimatem przez długi czas.
Nuty górne: liście, eukaliptus, cytryna
Nuty środkowe: czerwony klon, dąb, cynamon, lawenda
Nuty dolne: kadzidło, wanilia, bursztyn, ciepła skóra


Recenzja

Suchy wosk pachnie bardzo słodko korzennym, dyniowym wypiekiem. Posłodzonym m.in. wanilią, może też syropem klonowym. Zapraszał ciepło. To zdawało się też pochodzić od... rozgrzanych, skąpanych w słońcu jesiennych drzew. Zawinęła się między nimi ziołowo-męska mgiełka, z lekkim orzeźwieniem (cytrus? mięta?). Tło zaś... wydało mi się przyjemnie "ciepło" drzewne, trochę piżmowe.

W kominku wosk rozpoczął występ od ciepłej słodyczy. Wyobraziłam sobie grube i milusie swetry przesiąknięte słodkim cynamonem, wanilią... ogólnie słodyczą wypieków. Do tego jakaś wilgotna tarta dyniowa z soczystością podkręconą cytrusami.

Te mignęły i zaczęły budować rześkość wilgotnego, jesiennego dnia. Mżawka, która na dobre zmoczyła sterty liści zalegających pod drzewami i plącząca się w tym słodka nutka męskich perfum. Wydały mi się lekko ziołowe, może lawendowe i chłodnawe jak mięta (może faktycznie eukaliptus). A jednak klimat zimny nie był.

Od początku konsekwentnie bowiem czułam pewne siebie ciepło, z czasem narastające i wyprzedzające te wilgotniejsze wątki. Ciepło wydało mi się niby soczyste, ale i właśnie ciepło-charakterniejsze - tu pomyślałam o korzeniu imbiru, ale nie tylko. Słodkie, piżmowe i otulające nuty były niejednoznaczne. Mignął mi syrop klonowy i klon jako drzewo.

Z czasem kompozycja wzbogaciła się o pewną powagę... sugestie trochę drzewne, trochę dymne... Do głowy przyszła mi skórzana odzież... może skóra przesiąknięta męskimi perfumami? Jakby ktoś w czarnej ramonesce szedł przez park pełen wilgotnych liści - soczystość osiadła właśnie w nich. Doszukałam się tam nawet ostrawo-goryczkowatej ziemi.

Suchy wosk pachnie intensywniej niż w kominku. Na plus na pewno, że szybko się rozchodzi, ale jednak wyraźnie go czuć krótko. Uderza, po czym rozmywa się i utrzymuje krótko.

Całość to kompozycja ładna, ciekawa, ale z potencjałem niewykorzystanym. Takie nuty zasłużyły na to, by zrobić je jako siekierę. Bardziej męską, bardziej drzewno-liściastą. Słodycz wypieków mi tam nie pasowała. Jakby nuty-siekiery próbowały za bardzo być otulaczami i jakoś się rozmyły. Cóż, zamiast porządnej, zawilgocono-jesiennej kompozycji dostałam raczej po prostu rozmytą.

7/10

środa, 29 września 2021

wosk / świeca Goose Creek Under The Oaks

Niezwykła jesień

Gdy tylko zobaczyłam etykietę tego wosku, zakochałam się. Chciałabym móc się przenieść w takie miejsce. A jednak przed zakupem trochę się broniłam. Nawet nie umiem powiedzieć, dlaczego. Pewnego dnia za to uzmysłowiłam sobie, że muszę wosk zdobyć. Tak to na mnie pewne nuty działają. Zwłaszcza te jesienne. Nawet jeśli komuś mogą wydać się zwykłe, drzewa i mchy mnie ciągną.

Goose Creek Under the Oaks to zapach oddający dęby jesienią, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta:
Ciepłe i rustykalne drewno pięknie komponuje się ze świeżą bergamotką, kwiatem gorzkiej pomarańczy (neroli) i mchem dębowym. Świeża bryza przynosi rozgrzewające nuty mahoniu, jaśminu i drzewa sandałowego... 


Recenzja

Na sucho poczułam przede wszystkim starym, nieco słodkawe drewno, słodycz kwiatów i słodkich, wonnych żywic. Pomyślałam o takich kadzidlanych, ale i... płynących po drzewach? Drzewa zaznaczyły się delikatnie, jako poważniejsza goryczka, dodająca szlachetności. Wspomniane już kwiaty niosły życie i zwiewność, rześkość... wody? Coś bardziej soczyście-cytrusowego? Pomyślałam o wilgotnym mchu, porastającym drzewa, a także o jakimś jeziorze w lesie, o trzcinach...

Po zapaleniu podgrzewacza rozszedł się słodko-soczysty zapach kwiatów, cytrusów i drzew. Żywe kwiaty o wilgotnie ciężkawej słodyczy, a jednak też rześkości, mieszały się z suchszymi motywami drzew, liści i żywic. Żywica wyszła z jednej strony jak prosto z drzewa, z drugiej zaś bardziej "kadzidełkowo".

Ta kadzidlana nuta żywiczna niosła więcej poważnego drewna. Drewno przesiąknięte aromatem kadzideł...? Nie do końca, ale coś... wprowadzającego duszny element. Pomyślałam o pniach porośniętych mchem i... trzcinie? Mimo lekkiej suchości wszędzie wkradała się rześkość i motyw wody. To jak drzewa pochylające się nad taflą leśnego jeziorka porośniętego trzciną. Szeleszczącą do pary z  szeleszczącymi suchymi liśćmi. Z czasem pomyślałam o starym i zawilgoconym drewnie. Wyszło to dość ciężko (w pozytywnym sensie).

W wilgotnym mchu i żywych kwiatach - jakiś białych cytrusowych? - ukrył się nawet słodki kwasek. Żywiczny, jak niektóre rodzynki, z czasem lekko cytrusowy. Pomyślałam o goryczkowatej pomarańczy i właśnie rodzynkach. Mieszał się ze słodyczą, pewną powagą i nostalgią, dbających o ciężkość.

Wosk na sucho był średnio intensywny, ale w kominku zaskoczył na tor mocniejszy. Wciąż nie siekierowy, ale wystarczający. Nienachalny, co w zasadzie pasowało do klimatu, jaki tworzył. Rozchodzi się bez problemu i utrzymuje długo.

Całość rozkochała mnie w sobie, mimo że bardzo subiektywnie wolałabym, by była siekierą przez duże S. Kadzidlane drewno, drewno zawilgocone, mchy i kadzidła oddawały nostalgiczny klimat jeziora wśród drzew. Słodycz, która harmonijnie weszła w to wszystko również miała poważny charakter, nie męczyła. Przyjemna, ciekawa jesień dla odmiany od typowych owoców i przypraw czy natłoku liści. I jakże to odwzorowało etykietkę!

10/10

niedziela, 26 września 2021

wosk Yankee Candle Clean Cotton

Czysty, ale nie zachwyt

Mam wrażenie, że zaliczam się do niewielkiej grupy osób, która nie przepada za zapachem prania itp. Jak płynami do niego za bardzo wali mi w mieszkaniu, mam ochotę czymkolwiek zagłuszyć to. A jeszcze niech by mi to spróbowało zakłócić degustację czekolady... Phi. Stąd i takie zapachy mnie nie kręcą - zamiast kupować świeczkę o zapachu czystego prania lepiej... po prostu pranie zrobić? Tę jednak próbkę dostałam przy okazji większego zamówienia. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, a raczej pralce w bęben, stąd oczywiście dałam szansę i temu woskowi.

Yankee Candle Clean Cotton to zapach czystej bawełny; u mnie jako wosk 22 g.

Opis producenta:
Zapach świeżo wypranej bawełny, schnącej w ciepłym słońcu. Aromat białych kwiatów połączonych z zielonymi nutami traw i odrobiną cytryny.
Nuty górne: ozon, bergamotka
Nuty środkowe: konwalia majowa, róża
Nuty dolne: wetiweria pachnąca, cedr, piżmo, drzewa

Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie czystym praniem tylko co wyjętym z pralki, co średnio do mnie przemówiło. W sumie był rześki... czy raczej wilgotny. Skrywał kwiaty i... biel? Gdy zamknęłam oczy widziałam mnóstwo białych tkanin, prześcieradeł.

W paleniu również dominował czysty, wilgotny jeszcze materiał, czyste, białe ubranie. Lekka słodycz łączyła ciężkawość, a więc specyficzne, zawilgocone, duszne akcenty z tymi świeższymi... powietrzno-wodnymi? Coś kwiatowego, bardzo nieśmiałego się tam zaplątało. A jednak w pewien sposób... soczystego? Wydaje mi się, że niemal nieuchwytna nuta cytrusowa też się w tym wszystkim znalazła.

Mimo że zapach, który rozszedł się po pokoju był bardzo słaby, z kominka rozchodził się lekko wilgotnawy efekt; rzeczywiście trochę praniowy... Jak pranie nasiąknięte lekką słodyczą.

Wosk był dość intensywny na sucho, ale po ogrzaniu w pomieszczeniu ledwo go czuć - w dodatku wrzuciłam do kominka otrzymane pół krążka, a zawsze YC dzielę na 3, więc to słabizna. Rozchodzi się szybko, ale tylko pobrzmiewając, utrzymuje się średnio długo.

Całość niewątpliwie oddaje i tytuł, i etykietkę, ale niedomaga pod względem mocy. Do mnie to nie przemawia zupełnie, ale jest realistyczny, więc że go dostałam (nie kupiłabym sama), nie mogę się czepiać. Mocy jednak nie pochwalę za nic. Ogółem odbieram ten wosk jako bardzo średni.

5/10

czwartek, 23 września 2021

wosk / świeca Chestnut Hill Spiced Tea

Ale ostro!

Po deszczowej, ale wcale nie pochmurnej Chestnut Rain Puddle przyszła pora na drugi wosk. Kupując, wybrałam trochę na zasadzie kontrastu, a trochę... bo po prostu bardzo spodobały mi się nuty, jakie obiecywał. Uwielbiam herbatę, mimo że wybitną znawczynią nie jestem. Przyprawianych wprawdzie za często pić bym nie chciała, ale wąchać? To co innego! Zupełnie odwrotnie mam z czekoladą, którą kocham, ale czekoladowe woski / świecie kompletnie mnie odpychają (ale uczę się na błędach i takie już omijam!).

Chestnut Hill Candle Spiced Tea to zapach herbaty z zimowymi przyprawami, u mnie jako wosk (kostka) - mieszanka sojowego z domieszką parafinowego; opakowanie to 85g, czyli 6 kostek.

Opis producenta
Oryginalna mieszanka liści wysokogórskiej herbaty. W połączeniu z plastrami pomarańczy oraz słodkimi przyprawami przywodzi na myśl kubek ciepłej zimowej herbaty.


Recenzja

Na sucho dowodzenie objęły gorzkawe przyprawy korzenne, a dokładniej gałka muszkatołowa i kardamon. Stała za nimi pikanteria i ciepło. Cynamon, goździki, może anyż wplotły trochę słodyczy. Do tego sporo słodko-kwaskawej pomarańczy i jej goryczkowatych skórki. Na samym końcu czułam herbatę... dopiero zaparzające się liście? I przygotowywane do nasypania, suche, ale jakieś... ukryte za przyprawami. Było w nich coś algowo-oliwkowego. Czyżby to miała być herbata zielona?

Z kominka najpierw rozeszła się dosadna, szlachetna gorzkawość przypraw i drewna. Szybko wymknęły się też ostro-przenikliwe przyprawy korzenne: gałka muszkatołowa, goździki. Łączyły pikantną słodycz i goryczkę. Pomyślałam o kardamonie, anyżu... Ostatni wplótł mrozek (bo w zasadzie nie mróz), czy raczej... rześkość.

Soczystość! Nagle jakby polał się sok z pomarańczy - dosłownie widziałam, jak spływa po goryczkowatej skórce, czułam goryczkowate włókna... Owoc mieszał się z korzennością, usadzając nieco ostrość w słodyczy i właśnie cytrusowości. Poczułam bardziej "mieszankę korzenną" niż konkrety, przewijał się cynamon... Z czasem jednak goździki i anyż znów wyszły na przód, wyraźnie dominując.

Może w jakiejś herbacie z wkrojoną pomarańczą? Myślę o herbacie liściastej, raczej czarnej, ale nie czystej / jednoznacznej... Za przyprawami pojawiła się drzewno-liściasta nuta. To wątek parzącej się, mocnej, cierpkawej herbaty, ale też suchych, szeleszczących liści. Doszukałam się nawet lekkiej wytrawniejszej ostrości... Mignęła myśl o cierpkiej (za mocnej?) zielonej z anyżem i nuta... jakby ziemi czy zielonych oliwek, ale ukryły się w przyprawach i goryczce skórki. Te niewątpliwie podkręciły napar. Jakby tak raczyć się herbatą, oglądając zza okna sterty suchych liści, leżące wśród drzew. Pomarańcza i anyż zadbały, by oddać jesienną aurę, rześkość powietrza.

Już suchy wosk jest zachwycająco siekierowy, a co dopiero mówić w kominku! Jeszcze zanim porządnie się cały stopił (a robi to szybko), wypełnił pomieszczenie. Utrzymuje się długo, aż lekko się wgryzając. Mimo to nie męczy, a cieszy dosadnością i autentycznością.
Jedyną wadę widzę w konsystencji: miękkości i mazistości sojowego wosku, który trudno "podważyć", a więc wydobyć z kominka (da się jednak oko przymknąć).

Całość bardzo mi się podobała. Korzenna ostrość, goździki i anyż z chłodkiem, zestawione z soczysto-goryczkowatą pomarańczą i herbaciano-"liściowymi" nutami przełożyły się na obraz rozgrzewania się, czym tylko można, jesienią. Obrazowo, intensywnie i siekierowo, jak lubię (gdybym była dzieciuchem, pewnie mogłabym krzyknąć: "Ale ostro!"). Tylko że kompozycja nie była aż tak herbaciana, jak liczyłam, ale nie szkodzi. Inne nuty mi to wynagrodziły.

10/10

poniedziałek, 20 września 2021

wosk / świeca Goose Creek Cool Harvest Morning

Kto rano wstaje... ten ma jabłko

Na ten wosk patrzyłam zeszłej jesieni i nie zdecydowałam się ze względu na jabłkową nutę. A jednak etykieta w pamięć zapadła... Potem wiele kompozycji pokazało mi, że także jabłka mogą mnie zachwycić, że nie zawsze wychodzą tak mocno spożywczo. Wreszcie kupiłam. Wciąż nie byłam pewna, jak się obiecywane nuty sprawdzą w moim przypadku, ale... gdybym tego nie zrobiła, pewnie i za rok bym dumała, jak to pachnie.

Goose Creek Cool Harvest Morning to zapach chłodnego poranka w czasie żniw, chryzantem, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Świeży powiew chłodnego powietrza okresu żniw wita cię podczas relaksującego spaceru w lesie jesienią.
Nuty górne: świeże jabłko, jesienna mgła
Nuty bazowe: skórka jabłka, bergamotka
Nuty dolne: drewno sandałowe


Recenzja

Na sucho jako pierwsze uderza soczysto-kwaśne jabłko czy nawet "jabłuszko" z nieco mydlano-łazienkowym, wilgotnym podszyciem. Od tego dopiero rozchodziła się rześkość i wilgoć... bardziej świeża, kojarząca się trochę z powietrzem. Niestety nie tak jednak w pełni. Odrobinę pomogła tu lekko drzewna nutka. Trochę drzew iglastych (sosen) i jakby młodych drzew, też przesiąkniętych wodą, deszczem. Jabłko otulało wszystko cały czas. 

Podczas ogrzewania wosk konsekwentnie roztaczał kwasek i słodycz, wyważone i soczyste, reprezentujące jabłko-jabłuszko. Pomyślałam o czerwonym i słodkim, aż nieco mydlano-cukierkowym oraz o kwaśnym, zielonym. Zupełnie, jakby zestawić je ze sobą. Z czasem wyklarowała się mocniejsza świeżość, prawie zupełnie rozganiając wszelkie skojarzenia z jabłkowymi mydłami i żelami pod prysznic.

Skojarzyła mi się z rześkim powietrzem i mgłą. Wilgotnymi, nasiąkniętymi nią... drzewami? Dosłownie czułam kłujące sosnowe igiełki i młode drzewa już tylko częściowo zielone. Częściowo przybierały jesienne kolory, dopasowując się do chłodu. Drzewa stanowiły tu wątek poważniejszy, ale i rześki. Oddawały mglistą jesień, ale równie dobrze mogłyby należeć do jakiejś zimowej kompozycji.

Rześkość powietrza, lasu iglastego i jabłek z czasem wzmocniła dosłownie odrobinka cytrusów. Jabłko za ich soczystością przybrało jednak na autentyczności, lecz... z czasem przekornie znów zrobiło się słodsze. Pomyślałam o jabłkowych wariantach czegoś... może mydeł, szamponów... jabłkowe cukierki to nie do końca to, ale i ich można się doszukać.

Suchy wosk jest bardzo intensywny. By się roznieść potrzebuje trochę czasu, ale wystarczy parę minut cierpliwości i nie można narzekać na moc. Jest dosadna i choć nie siekierowa, to wystarczająca. Z autentycznością wosk podczas palenia ma lepsze i gorsze fazy.

Całość poniekąd mi się podobała, ale nie w pełni. Zmieniłabym np. jabłuszkową słodycz, mydlaność. Jabłko jako kwaskawy owoc natomiast dobrze wpisuje się w mglistą aurę. Drzewa były przyjemne, a jednak czuję tu ich niedosyt.
Trochę skojarzył mi się z GC My First Autumn, ale w mniej owocowej, a bardziej powietrzno-rześkiej, mglistej tonacji.

7/10

piątek, 17 września 2021

świeczka Country Candle New England

Nowa jesień

Ani etykieta, ani nuty obiecywane przez producenta nie wyglądały mi w przypadku tej kompozycji na takie, co to mogą oszołomić, a jednak czułam, że powinnam tego Daylighta kupić. Miałam przeczucie, że to coś niepozornego, ale wartego uwagi. I... przeleżało to-to w szufladzie cały rok. W końcu wrzuciłam do kominka od niechcenia, nie mając żadnych wyobrażeń. Czasem i tak lubię wybrać zapach na dany wieczór.

Country Candle New England to świeczka o zapachu, oddającym klimat Nowej Anglii od Kringle Candle Company; u mnie jako Daylight (42 g).

Opis producenta:
Co powiesz na wyprawę w malownicze rejony Nowej Anglii, jednego z piękniejszych rejonów Stanów Zjednoczonych? Tam białe piaszczyste plaże, skaliste zatoczki, malownicze krajobrazy pełne zieleni i drzew zachwycają i zapierają dech w piersiach. Postanowiliśmy więc zabrać Cię w podróż w te rejony, zamykając w naszej świecy zapach świeżego morskiego powietrza, zieleni traw i delikatność świeżej lawendy z orientalnym drewnem, fasolą tonka i mchem na skalistych zboczach.
Nuty górne: zielenie, drewno sandałowe
Nuty środkowe: mech
Nuty dolne: bursztyn, drewno

Recenzja

Na sucho zapach jest rześki i przenikliwy; czuć wilgotne, białe kwiaty, m.in. jaśmin. Wilgoć i kumulująca się woda niosły chłodne, jesienne powietrze i obraz jeziora, nad którym pochylają się jeszcze częściowo zielone, a częściowo już ozłacające się, drzewa. Niektóre liście opadły na trawę. Czułam wilgotną, chłodną ziemię, podkreśloną odrobinką ostrawo-rześkich przypraw - anyżu? Ten osadził zapach w klimacie nieco ziołowo-męskim, kolońskim. Odnotowałam odrobinkę ziół i chyba echo soli.

Z kominka rozszedł się rześko-chłodny zapach wody. Wyobraziłam sobie jezioro, ale... może też jakąś zatokę, przystań nadmorską. Woda niosła bowiem odrobinkę soli. Ta chwilami uchylała się, zanikała...

Z czasem wpadła w męskie perfumy. Te, chłodne i lekko ostre, okazały się ziołowo-przyprawowe. Zrobiło się chłodno i ostro jednocześnie. Pomyślałam o słodkim anyżu, a wtedy wrócił obraz drzew wczesną, ale już chłodną jesienią. To deszczowy obraz zielono-złotawych drzew pokrytych wodą, wznoszących się nad jakimś jeziorem i w otoczeniu zalegających na wilgotnej trawie i ziemi liści. Drzewa i ziemia wprowadziły goryczkę oraz powagę, cudownie mieszające się z męską nutą. Tliła się tam korzenność, zioła i odrobinka kwiatów. Pomyślałam o jaśminie, znów wskazującym nutę wody i rześkiego powietrza. Ono z kolei niosło odrobinę lawendy, która zawisła pomiędzy świeżą a suszoną.

Zapach już na sucho jest intensywny. Z kominka jako właśnie taki rozchodzi się błyskawicznie i bez problemu. Utrzymuje się długo.

Kompozycja była bardzo obrazowa. Jesienny, wilgotny dzień, dużo wody, drzew i ziemi... liście i przyprawy o chłodnym wydźwięku w bardzo męskim wydaniu z sugestią morskiej bryzy. Niejednoznaczne, nieszablonowe i zachwycające. Przyznam, że morska bryza wkomponowana w jesienną porę to dla mnie pewna nowość.

9/10

środa, 15 września 2021

wosk Kringle Candle Cashmere & Cocoa

Wełna nie taka drapiąca...

Aż trudno wyrazić, jak się cieszyłam na myśl, że to ostatni potencjalnie plastikowo czekoladowy posiadany zapach. A jednocześnie wciąż kręciłam z niedowierzaniem głową, że władowałam się w zasadzie hurtowo w aż TYLE tego typu zapachów, które szybko okazały się nie w moim typie. Faktem jest, że zbierałam je miesiącami do porównywania, a jakoś za palenie ich nie mogłam się wziąć. Jednak mimo wszystko... aż tyle? Chyba żaden nawiązujący do czekolady nie wyszedł w końcu tak przyjemnie jak sama czekolada do jedzenia.

Kringle Candle Cashmere & Cocoa Wax Melt to wosk o zapachu kaszmiru i kakao od Kringle Candle Company; u mnie jako wosk (35 g).

Opis producenta
Otulenie się wełnianą miękkością i wyobrażenie o najbardziej kremowym i śmietankowym kakao na świecie.
Nuty górne: kakao w proszku, pianki marshmallow / Fluff (krem z pianek)
Nuty bazowe: piżmo, drewno
Nuty dolne: paczula

Recenzja

Na sucho wosk pachniał słodko, ale nie muląco, a wręcz nieco ostro. Do głowy przyszła mi śmietanka i coś słodko-lukrowego (miękkie pianki?), ale przełamała je korzenność (goździki?) i motyw drewna... Jakby wilgotnego? Coś wędzono-soczystego? Całość miała ciepły i miękki wydźwięk. Jak sweter nasiąknięty przyprawami i słodyczą.
Najpierw z kominka rozeszła się śmietankowo-waniliowa słodycz ze znaczącym motywem ciepła, zapalonej świeczki, wosku, co mnie trochę zaskoczyło. Zupełnie jakbym wąchała płomień świecy... siedząc w miękkim, tylko co wypranym, a jednak i tak pachnącym przyprawami swetrze.

Ciepło prędko wyklarowało się jako korzenność. Delikatna, wmieszana w waniliowo-śmietankową toń, może coś biało- i/lub mlecznieczekoladowego. Wyłapałam goździki i lekko drewnianą nutę. Pomyślałam o drewnie jakiś owocowych drzew, bo i soczystość się w tym zawinęła. Drewno wiśniowe... Mignęła czekolada; kakao o soczystej nucie wiśni, po czym i te akcenty osiadły w słodyczy wanilii. Zadbały jednak o to, by znalazła się też w niej paloność, ciepło. Rzeczywiście łatwo o myśl o gorącej czekoladzie / kakao ze śmietanką i przyprawami. Wanilia chwilami była przyjemnie waniliowa, a chwilami niestety bardziej jak z aromatu, cukrowa / cukrowo-wanilinowa.

Nie wiem, czy takie istnieją, ale tak mogłyby pachnieć jakieś pianki, mleczka korzenne. Słodkości te musiały leżeć na drewnianym, czystym stole, może na drewnianym talerzyku. Dodawał trochę powagi i charakteru, dbając, by zapach nie zrobił się ulepkiem w 100%, a jedynie ulepkowato zajeżdżał.

Wosk na sucho wydaje się intensywny, ale nie nachalny. W miarę naturalny, acz taki, co to może pójść w obu kierunkach (słodko-ulepkowatym złym i dobrym, wyważonym). W paleniu okazał się średnio-mocno wyrazisty, ciężki, ale nie czysto słodki i za ciężki w ulepkowatym w sensie. Jego drewniana, korzenna ciężkość, nutka kakao nadały charakteru słodko-ulepkowatej stronie.

Całość w zasadzie uważam za niezłą. Ciekawe zestawienie nut śmietankowo-waniliowo-cukrowych z korzennym drewnem, paleniem. Czekolada była nutą marginalną, ale wyczuwalną. Pewnie dzięki temu nie wyszła napastliwie sztucznie. Po dłuższym czasie jednak kumulacja mulących, słodkich nut przeszkadza, mimo pobrzmiewających lepszych. A jednak... Jest adekwatne do tytułu / etykiety. Tylko że obiecywane przez producenta nuty, w moim odczuciu, sugerują coś jeszcze charakterniejszego, poważniejszego, a nie takiego milusio-ulepkowatego.
Ten zapach był jak tkanina, może... nie tak drapiąca słodyczą jak drapać potrafi wełna (w końcu kaszmir, nie?), ale... no jednak słodko-drażniący swetrowo (tu się zgodzę).

6/10