niedziela, 22 sierpnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Tiki Party

Impreza bez nerwowych tików

Impreza na plaży to zupełnie nie moje klimaty, ale kto powiedział, że nie może ładnie pachnieć? Nie ukrywam też, że jakieś pochodnie, ogniska na plażach nocną porą to klimaty, jakie podobają mi się wizualnie, a cóż... właśnie takie znalazły się na etykietce. Już wyobrażałam sobie jakieś wyspiarskie, rzeźbione w drewnie figurki. Dzięki temu woskowi dowiedziałam się, że nazywają się "tiki". Tiki to dokładnie: amulety lub figurki w postaci rzeźbionej reprezentacji przodka, noszone w niektórych kulturach maoryskich. Lubię się nowych rzeczy dowiadywać. Z kolei jedna z nut, a dokładniej "beachwood", czyli... drewno na plaży? Wydaje mi się, że to może być jedna z nut-odkryć, jaką odkryłam w np. GC Mahogany Driftwood.

Goose Creek Tiki Party to zapach oddający imprezę w stylu wyspiarskim, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Zostałeś zaproszony na Luau, hawajską imprezę. Wejdź w hawajską kulturę i egzotyczne, wyspiarskie lasy!
Nuty: mango, lychee, kokos, drewno na plaży (beachwood)


Recenzja

Na sucho wosk pachnie bardzo intensywnie i naturalnie soczyście. Słodko-soczysty sok lał się litrami z bardzo dojrzałego mango, podszytego leciutkim kwaskiem. Ananasa? Nieco cytrusowym? Obok tego zarysowała się delikatna woda... kojarząca się z trochę mdławymi i jednocześnie słodkimi bez umiaru lychee oraz "kokosową plażą". Wodą kokosową? I bryzą... której słonawość była jedynie domniemana.

Z kominka po ogrzaniu także leciała soczysta fala słodko-kwaskawych owoców egzotycznych. Dominowało mango, ale równie wyraźnie czułam ananasa, cytrusy... Mandarynki i jakieś kwaśniejsze. W całym tym soczystym, owocowym oceanie pojawiły się też lychee, melony i rześkość wody. Woda jednak też i kwasek, i słodycz przejawiała, stąd myśli o wodzie kokosowej.

Nagle kokos wzmocnił się. Pomogło mu drewno, drzewa... Suchawe, masywne i ciemne. Jakby drewno przygotowane na ognisko? Drewno... ze słonawą nutką? Zahaczyło o męskie perfumy. Właśnie takie aż słonawe i soczyste, mieszające się z morską bryzą. Słodycz została złamana kilkakrotnie różnymi nutami, a owoce zyskały powagę dzięki tym tonom. Kolońskie echo i do nich dotarło. Z czasem to kokos obejmował dominację, długo nie dając się strącić z piedestału, a jedynie dopuszczając do siebie w tym momencie już ciężkawą egzotykę owoców. Nie było to jednak też zbyt mocne kokosowe uderzenie, a abstrakcyjny kokos, trochę złagodzony mleczkiem kokosowym.

Moc zapachu jest wysoka, realizm też. Na sucho i w kominku niby nieco inny ma wydźwięk, aczkolwiek nie diametralnie. Rozchodzi się szybko i utrzymuje długo. Nie jest ani rześki, ani ciężki (co wydało mi się trochę dziwne przy takich nutach - spodziewałam się czegoś z tego).

Całość w zasadzie podobała mi się, jednak nie jakoś tak bardzo. Wysoka słodycz i ogrom esencjonalnych owoców szarżowały i choć potem reflektowały się, to mimo wszystko czegoś mi tu brakowało. Kokos wyszedł nieźle, ale wolałabym więcej drewna i takiej... powagi. A jednak z kolei męski powiew okazał się miłą niespodzianką. Taka impreza na plaży wydaje się całkiem spoko.
Podobny, choć bardziej liściowy, był zapach Goose Creek Beach Breeze.

7/10

piątek, 20 sierpnia 2021

kadzidełka Banjara Ethno-Tribal Smudge Incense Aztec Patchouli

Starość to czasem radość

Jakiś czas temu w głowie zakodowało mi się, że kadzidełka Hari Darshan są zacne. A że jestem wzrokowcem i estetyka opakowań pozostaje nie bez znaczenia - wiadomo, na podobne im zaczęłam zerkać. Gdy tylko mój wzrok padł na te opakowania... Uległam. Eleganckie, interesujące kadzidełka wyglądały równie kusząco. Nauczyłam się jednak już, że hurtowo lepiej nic nie kupować, więc wybrałam wariant najbardziej w moim guście i odpaliłam jak najszybciej by wiedzieć, czy ewentualnie kupować kolejne. I... przypadkiem wyszła mi fajna możliwość porównania z woskiem, z kolei ulubionej marki od wosków: Goose Creek Patchouli Leaves.


Banjara Ethno-Tribal Smudge Incense Aztec Patchouli to zapach paczuli, zainspirowany rytuałami Azteków, mający redukować stres, działać antydepresyjnie (i odpowiedni do magii na dobrobyt), dobry do okadzania; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych pyłkowych, wykonanych w Indiach z naturalnych składników, których w opakowaniu jest 15g (u mnie 10 szt.).


Recenzja

Już na sucho kadzidełka uderzały intensywnym, nieco smrodliwym zapachem ziemi, na który nasunęło się drewno i drzewa. Drewno stare i przywodzące na myśl suchość drewnianych chat. Wyobraźnia natychmiast przeniosła mnie na wiejski skansen lub do góralskiej, starej chaty ukrytej wśród drzew. Choć od drewna biło ciepło, roślinność optowała za wilgocią i pewną pikanterią o chłodniejszym, ziemistym charakterze.

Podczas palenia dym przeniósł mnie do skansenu, a dokładniej pośród stare, drewniane chaty. Z niektórych czuć pewien zaduch, drewniane ciepło; z innych zaś biła wilgoć. Wszystko to splatało się w mocno drzewnym splocie. Ten wyszedł nieco smrodliwie, brudno. Pojawiła się wilgotna gleba, ziemia czarna i zmieszana z drewnem, wilgocią. 

Czyżby był to skansen... góralski? Drewniane chaty wydawały się stać pośród pojedynczych drzew, których jednak gdzieś w oddali... musiało rosnąć więcej. Mimo drewnianego ciepła, czułam także wilgoć i rześkość - właśnie jak z lasu u podnóża wiekowych, wyniosłych gór, w jakiejś dolinie. Oczami wyobraźni patrzyłam na zielone, wonne rośliny, liście, ale nie tylko... Pomyślałam o jakiś kwitnących krzewach, kosodrzewinie... dzikich, nieokiełznanych... Ciepło i suchość drewnianych chat z czasem zaczęło mi się wydawać nieco... gryząco-kadzidlane jak ciężka, nieco drzewna nuta chrześcijańskiego, kościelnego kadzidła. Góralskie chaty zmieniły się w zadymione, drewniane wnętrze... góralskiego kościoła lub kapliczki.

Kadzidełka już na sucho pachną intensywnie i wyraziście. Podobnie w paleniu - mocny, klarowny zapach. Rozchodzi się bardzo szybko za sprawą dużej ilości dymu. Palą się długo. Woń utrzymuje się długo, ale nie irytująco przenikająco.

Całość rozkochała mnie w sobie. Mocna, ziemista kompozycja. Intrygująca starość, pewna wyniosłość wydały mi się niezwykłe. Ta drewniana suchość, a potem aż kościelno-kadzidlany klimat, góralskie chaty... zapach w 100 %ach mój, jak z marzeń górskiego samotnika, jakim niewątpliwie jestem. 

10/10

środa, 18 sierpnia 2021

świeczki Bispol Aura Chocolate - Cherry Mix

Źle skomponowana kompozycja

Wprawdzie kolejnych czekoladowych zapachów już za nic nie kupię, jednak tutaj sprawa wygląda inaczej. Po prostu potrzebowałam małych świeczek właśnie w tych kolorach. W przypadku tabliczek: lubię, gdy czekolada ma nutę wiśni. Same wiśnie również kocham, ale co do świeczek czekoladowo-wiśniowych jestem sceptyczna. Po prostu wątpię, że mogą wyjść satysfakcjonująco realistycznie. A jednak, skoro są zapachowe, a nie po prostu kolorowe, ciekawiło mnie, jak wyjdą pod tym względem, toteż uznałam, iż parę wieczorów im poświęcę i wezmę je na dokładniejszy ogląd.

Bispol Aura Chocolate - Cherry Mix to zapach czekolady i wiśni; u mnie jako podgrzewacze zapachowe (30szt. po 10 każdego koloru)

Opis producenta
Nuty górne: owoce
Nuty środkowe: miód, migdały, orzechy
Nuty dolne: wanilia, żywica

Recenzja

Świeczka czerwona
Na sucho cała paczka pachnie wyraźnie słodko z domieszką kwasku. Dominuje czekolada i słodko-kwaskawa wiśnia. W tle czułam więcej słodyczy, powiedziałabym, że kremowo-waniliowej, łagodzącej. Było w tym coś mlecznego, a czekoladę, i wiśnię, łączyła pewna soczystość. Z czekolad wskazałabym jednak "mlecznawą", raczej nie ciemną. Na pewno nie było to sztuczne, a to już plus. Wszystkie przetestowałam osobno, jak i razem.

Osamotnione czerwone na sucho pachną delikatnie słodkimi wiśniami czy raczej "wariantem wiśniowym" (nie zaś świeżym, surowym owocem). Trochę przesiąkły chyba czekoladowością brązowych, wydają się prawie zapachu pozbawione.
W paleniu wykazują już wyraźniejszą wiśniowość, wciąż jednak "czegoś": słodką i delikatną. Kwaskawą z kolei tylko na zasadzie domniemania. Wydała mi się bardzo sugestywna, i choć nie sztuczna to jak np. z czekoladek wiśniowych.
Świeczki potrzebują trochę, by dobrze zacząć się palić, a potem już są w miarę wyczuwalne. Ja jednak musiałam palić dwie na raz, by jakąkolwiek wiśnię poczuć, a i tak opierało się to na domyśle. Przynajmniej palą się dość porządnie, nie kończą żywota przedwcześnie.
Czerwone same w sobie uważam za niewarte uwagi (chyba że komuś potrzebny "po prostu czerwony podgrzewacz").
5/10

Świeczka brązowa
Brązowe same pachną sztucznawą, dość "kakałkową" czekoladą. Dużo w nich słodyczy, ale też lekka cierpkość, co raczej przywodzi na myśl cukrowe kakao do picia. Słodycz wydaje się ciężka i może chwilami zahaczająca o słodką śmietankę.
Palone kontynuowały czekoladowość o sztucznym echu, które mieszało się też z... po prostu "świeczkową woskowością". Delikatne i słodkie kakao przybrało wydźwięk napoju dla dzieci, a jednak zaplątała się w tym pewna soczystość... Kwasek rzeczy kakaowych? Jak serki czekoladowe? Nieśmiały motyw śmietanki zawinął się przy sztucznym kakao i razem wtopiły się w słodycz.
Świeczki w miarę szybko roztaczały zapach, choć by go w ogóle czuć, musiałam palić dwie. Zapach wyszedł sztucznie, ale w miarę adekwatnie. Jak i czerwone, jakościowo się sprawdzają, bo palą sie, jak trzeba.
Same w sobie brązowe świeczki są niewarte palenia. Kakałkowo-czekoladowy zapach może i jakoś czuć, ale wyszedł... dość nijako. Może nie szarżował, ale pobrzmiewał... czymś niefajnym, więc nawet jako "po prostu brązowe podgrzewacze" chyba nie są najlepszą opcją (choć tragiczną też nie).
4/10

Świeczka jasna
Beżowo-pudroworóżowe na pewno są słodkie, ale ani nie ciężko, ani nie cukierkowo. Delikatnie, powiedziałabym, że kwiatowo. Nawet nieco rześko? Trochę waniliowo? Zarówno gdy chodzi o przyprawę, jak i kwiaty.
Palone też były słodkie i delikatne. Zdecydowanie kwiatowo-rześkawo. Z czasem to się nieco "umocniło" właśnie w waniliowym kierunku, choć troszeczkę wciąż kwiatowo. Chwilami podszywała to lekka pudrowość; wyłapałam też kosmetyczną naleciałość. Jak nieco rozmyta wanilia "z czegoś"? Pod dłuższym czasie bardziej zwróciłam uwagę na rześkość... też słodką, jakby nawet odlegle brzoskwiniowo-morelową?
Zapach szybko się rozchodzi, knoty się nie przewalają, pali się to nieźle. Tylko że żeby wyraźnie to czuć, musiałam zapalić dwie sztuki.
Trochę jak... "świeczka marki Świeczka o zapachu słodkiej świeczki". I to w zasadzie w dobrym tych słów znaczeniu. Dostarczają dokładnie to, czego można oczekiwać takie kupując.
6/10

Palone razem
Wszystkie palone razem rozniosły po pokoju zapach słodki, wcale nie jakiś wyrazisty. Miałam wrażenie, że właśnie zbyt rozmyty, namieszany. Słodycz... świeczkowo-kosmetyczna mieszała się bowiem z pewną goryczką o plastikowym echu. Sztuczna czekoladowość? Może, ale nie mogłam stwierdzić z pewnością. Jakieś słodko-wodniste kakao...? Do tego coś owocowego, ale niezbyt z nim zgranego. Kompozycja zdecydowała się raczej na splot waniliowo-śmietankowy, w porywach rzeczywiście wiśniowy, ale na słodko. Myślę tu o rzeczach wiśniowych - jogurto-serkach i raczej kosmetykach (kremach / zapachach) wiśniowych (nie o owocach samych w sobie). Czekoladowość też raczej kosmetyczna umacniała się nieco z czasem, konsekwentnie.
Choć myślałam, że tak "kompozycyjniej" właśnie wyjdzie ambitniej czekoladowo (już wyobrażałam sobie czekoladę z nutą wiśni - lubię takie), a tu... Kiepskawe nuty poszczególnych się zmieszały, co ciekawsze się rozmyło i świeczki zamiast współgrać, jakoś się przygłuszały. I choć niby czuć jakoś tam, co trzeba, to jednak dużo niejasności i domyśleń. Nie przemówiło to do mnie. Najpierw myślałam, by nie oceniać świeczek osobno, a tylko zbiorczo, ale odkryłam, że... to właśnie zbiorczo się to-to nie sprawdza. Czerwone same w sobie są po prostu niewarte uwagi, a w kompozycji prawie się gubią; gdy trochę nimi zaleci, i tak nie wychodzi ładnie. Czekoladowe nieprzyjemne w dwóch opcjach, a jasne w kompozycji tracą.
3/10

Zestaw
Jakość zestawu przeciętna - palą się w porządku, zapach może i za lekki, ale przynajmniej nie jest nachalnie tanio-tandetny, sztuczny czy coś. Takie mieszane zestawy... ot, do różnego palenia, kolorowe świeczki - jak komuś potrzebne właśnie bardziej dla kolorów... Pewna zasadność tego jest. Razem brak efektu np. tortu Sachera (czekoladowy z wiśniami i śmietanką), wszystko jakoś tam czuć, ale nie tak, bym chciała to-to odpalać, ot. Cenowo korzystnie.

5/10

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Patchouli Leaves

Green witch w wosku zaklęta

Uwielbiam ziemiste nuty, stąd w końcu na poważnie zainteresowałam się paczulą. Gdy na kadzidło kupiłam jej siekane suszone liście, trochę rozczarowała mnie, że nie była aż tak ziemista, jak się o niej mówi. Pomyślałam, że z ochotą powącham, jak pachnie w wykonaniu GC. Może ją podrasowali?

Goose Creek Patchouli Leaves to zapach liści paczuli, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Dzika paczula kusi egzotycznymi, ziemistymi nutami dżungli. To prawdziwy duch natury.
Nuty górne: drzewna paczula
Nuty bazowe: dzikie, zielone liście
Nuty dolne: drewno sandałowe, biały kaszmir


Recenzja

Po otwarciu poczułam intensywny, lekko ostrawy zapach ziemi, leśnej ściółki i podszytu w nieco perfumeryjnym (trochę kobiecym?) wydaniu. Przeplotła to słodycz drewna i pewna liściasta delikatność, świeżość. Rośliny i drzewo, drewienka opadłe już, stara kora... wszystko to wydawało się wciąż żywe, wilgotne. Otulone zielonym mchem. Pomyślałam o słodkim cynamonie w chłodniejszych, nieco wręcz gnilnych klimatach, wciąż właśnie jednak wracających do pewnego ciepła.

W kominku wosk dał się poznać jako słodko-drewniany. Wyobraziłam sobie suche, stare drewniane chaty, skrzypiące drewniane podłogi i okna... Zza których wkrada się pewien chłód. Mimo tego, trzymały się uparcie słodyczy, która zaczęła robić się coraz cieplejsza.

Chaty te musiały stać w lesie. Ciemnym, wilgotnym... Czuć rośliny / zieloność, niosące... łagodność i ukojenie. Pomyślałam o miękkim mchu, liściach, od których bije życie. Z czasem wzbogaciły się o pikanterię ziemi. Nie była jednak zbyt imperatywna. Podkreśliła drewno, zwróciła uwagę na niższe partie lasu, gdzie leżały opadłe liście, igiełki, kora... Wszystko to lekko zawilgocone i w porywach pikantnawe, a w porywach... drewniano-ciepłe. Aż korzenne. Poczułam cynamon, drewno sandałowe i coś... aż otulająco-sweterkowego. Jakby tak ktoś nie mógł się zdecydować, czy wtulić się w sweter, czy w mięciutki mech. A może... to właśnie jak położenie się na mchu, mając na sobie cieplutki sweterek, chroniący od wilgotnego chłodu lasu raczej liściasto-mieszanego? Zielonego lasu, w którym niczym wietrzyk, przemykała lekka perfumeryjność. Trochę... oddaje charakter tzw. "green witch".

Intensywność zapachu uważam za trafioną. Wszystko czuć wyraźnie i mocno. Z kominka rozchodzi się błyskawicznie, utrzymuje się odpowiednio długo.

Wilgotny, zielony las zestawiony z ciepłym, suchym drewnem był pikantnawy, charakterny, a jednocześnie niemal kobieco perfumeryjny. Mimo mocy, wyszedł w pewien sposób subtelnie. Podobał mi się, jednak wolałabym, by poszedł w bardziej męską strefę. Jednak... z drugiej strony właśnie ten fakt czyni go nietuzinkowym.

8/10

sobota, 14 sierpnia 2021

kadzidełka Red Dragon Black Coconut Incense Sticks

Kod smok czerwony

Kocham smoki, ale zapachy z nimi związane, wchodzące w serię kadzidełek stożkowych, jakoś mnie nie chwyciły. Gdy przy okazji większego zamówienia dostrzegłam wśród przedmiotów sprzedającego nieznaną mi markę Red Dragon, zerknęłam w zasadzie jeszcze z obojętnością, a... mój wzrok padł na kuszący wariant. Palony kokos? Od razu przypomniała mi się jedzona kiedyś niezwykle intrygująca czekolada Vosges Super Dark 72 % Coconut Ash & Banana - m.in. z węglem kokosowym. Była pyszna, a zapach węgla kokosowego też brzmiał bardzo interesująco. I węgiel, i kokosa lubię.

The Red Dragon Black Coconut Incense to zapach czarnego kokosa; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych w Indiach, których w foliowym opakowaniu jest 18 szt.

Opis producenta
Bogaty zapach kokosa ze śmietankowo-słodkimi nutami. To naprawdę mocny zapach, doskonały na letnie wieczory.


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały intensywnym duetem cynamonu i kokosa. Ten połączył wiórki i mleczko / śmietankę, wplatając słodycz i swoistą rześkość czy nawet soczystość. Pomyślałam o połączeniu kokosa i ananasa, co wyszło jak jakaś pina colada... pita pod palmami - bo i drzewna / węgielna nuta się tam znalazła. Jak... drewno z ogniska / paleniska.

Po zapaleniu dym rozniósł ciepło palonego drewna, cynamonu... palonego jak kadzidło? Szybko otoczył to kokos. Sypały się wiórki, lało się mleczko / śmietanka. Zmieszało się to-to z ciepłem, dominując kompozycję na jakiś czas. Potem kokos wyrównał się z motywem palonego drewna i dymu / palenia po prostu.

A jednak czułam też lekką soczystość. Najpierw przypisałabym ją kokosowi, potem zdradzała coraz więcej kwasku owocowego. Cytryna / ananas odezwały się niepewnie, by następnie podkreślić pewną węgielność. Także ona była słodkawa, trochę goryczkowata. Wyobraziłam sobie paleniska i ogniska... być może na plaży, blisko palm. Palenisko... przy którym znalazło się dużo drewna i... gdzie kokos z czasem już tylko pobrzmiewał w tle.. Także jako słodko-soczysta pina colada.

Wróciło ciepło, niczym wspomnienie gorącego dnia. Jakby tak doprawić pina coladę cynamonem? Zwrócił uwagę na ciepło drewna, niemal widziałam tańczące płomienie. Także one były słodkie.

Kadzidełko jest bardzo długie, dzięki czemu pali się nieco dłużej od przeciętnych kadzidełek. Chociaż... nie tylko część spalająca się jest dłuższa, a także końcówka patyczka, co nie przekłada się na wygodę - końcówka wystaje poza podstawę (przeciętnego rozmiaru). Dymu idzie całkiem sporo, i choć nie jest gęsty, nie zadymia pomieszczenia, to chwilami wydawał mi się dość drażniący.

Całość w zasadzie w porządku, ale niczym się nie wyróżnia. Dym, drewno i kokos - miły splot, choć to, co najciekawsze, szybko się gubi w pospolitszej nucie spalonego, odymionego drewna.
Na szczęście żaden to kod czerwony / alarmowy, że lepiej się nie zbliżać czy coś, a po prostu kadzidełka w "może być" jakości, w niezgorszej cenie i ciekawym wariancie.

7/10

czwartek, 12 sierpnia 2021

wosk / świeca Woodbridge Magical Unicorn

Róg obfitości

Nawet lubię motyw jednorożców, jednak daleko mi do osoby otaczającej się słodkimi, modnymi posiadaczami rogów. Zdecydowanie wolę wersję mroczniejszą, osnutą magią i tajemnicą. Też jednak nie jest to moje ulubione stworzenie fantasy, ale jeszcze tam jakoś ujdzie. Zapachy tego typu omijam... raczej. Tu jednak wreszcie spojrzałam na nuty i... doszłam do wniosku, że może jednak to coś dla mnie.

Woodbridge Magical Unicorn to wosk / świeca o zapachu oddającym mitycznego jednorożca, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Zapach nieuchwytny jak mityczny jednorożec: mocne nuty kadzidłowe, kardamon i skóra zmieszane z jaśminem, orchideą i paczulą.
Nuty górne: czarny kardamon, imbir, różowy pieprz
Nuty środkowe: jaśmin, orchidea, lilia wodna, róża
Nuty dolne: skóra, drzewo sandałowe, kadzidło Kyara, bursztyn, paczula


Recenzja

Na sucho wosk pachnie ciepło i trochę w tym sensie ciężkawo. To słodko-ciepły, subtelny soczysty imbir, kwiaty i trochę słodko-soczystego ananasa. Zaskoczył mnie też wyraźny kokos (wiórki kokosowe), zarysowany na kwiatowo-drzewnym tle. Ta roślinna powaga, stateczność mieszały się z przyprawami korzennymi - raczej ciepłymi, niż pikantnymi. Pomyślałam o słodko-goryczkowatych przyprawach, dodających wyrazistym drzewom powagi. Wszystko to wyszło otulająco, ale z pazurkiem. Soczystość i ostrość wydały mi się tajemnicze.

W kominku wosk rozpoczął od rozniesienia ciepła, a zarazem odrobiny rześkości i słodyczy. Pomyślałam o wilgotnych, delikatnych kwiatach oraz soczystych i słodkich owocach egzotycznych. Dodały kwiatom trochę życia, jednak z czasem kompozycja i tak robiła się coraz cięższa. Pomyślałam o jaśminie i różach, acz raczej delikatnych. 

Od kwiatów odchodziła... perfumeria? Korzenność! Ciepła i stonowana. Wszedł imbir, może pieprz. Zakręciły nieco w nosie, a mnie do głowy przyszła babcina szafa. Taka... trochę duszna, drewniana. Przyprawy podniosły gorzkość, rozgrzały i tak ciepłą kompozycję. Korzenne nuty zaprosiły do gry drzewa. Także i one wydawały się cieple, orientalne. W porywach trochę... rześkie? Pomyślałam o żywicy i ciętym drewnie. Pomyślałam o drewnianym, nieco zakurzonym gabinecie. Na pewno trochę tajemniczym, może odymionym słodkimi kadzidełkami?

Egzotyka dopowiedziała drewnu kokosa. Myślę tu raczej o wiórkach... Za tym wciąż trwały słodkie kwiaty i znów przyprawy - cynamon? imbir? Pomyślałam o kokosowo-imbirowych, kruchych ciastkach, sowicie wypieczonych. Także dość ciężkich i babcinych.

Moc była całkiem przednia na sucho, ale w paleniu wydawała mi się niewystarczająca. Niby czuć zapach dobrze, ale wciąż czegoś brakowało, a niedookreślonej ciężkości było za wiele. Wydawało mi się, że ciągle jakieś nuty się gubią i uciekają.

Całość wyszła nieźle, ciepło, słodkawe, ale w żadnym wypadku nie ulepkowato, a poważniej. Klimat trochę tajemniczy, trochę babciny, ale w przytulnym sensie. Średnio to do mnie przemówiło, acz... może i jakiegoś podstarzałego, białego jednorożca z miękka, połyskliwą grzywą to oddaje. Takiego... rzeczywiście nieuchwytnego. Szkoda, bo woski palę po to, by ich zapach poczuć.

6/10

wtorek, 10 sierpnia 2021

wosk Yankee Candle Lake Sunset

Nie chwal wosku przed zachodem Słońca

Mimo że obecnie nie przepadam za wodą, a spędzanie czasu wolnego nad nią uważam za męczarnię, większość dzieciństwa spędziłam z rodzicami nad jeziorami. Jakiś więc sentyment do nich pozostał. A że w dodatku etykietka tego wosku wyglądała tak tajemniczo... zapragnęłam go. Przypomniało mi się, jak lubiłam samotnie przesiadywać na pomostach, obserwując zachody słońca.

Yankee Candle Lake Sunset to zapach oddający zachód słońca nad jeziorem; u mnie jako wosk 22 g.

Opis producenta
Złote promienie słońca wywołują pragnienie zanurzenia się w niebieskiej wodzie, osnutej różową mgiełką.
Nuty górne: ananas, mango, plumeria, gruszka, pomarańcza
Nuty bazowe: ozon, puder, kwiaty, konwalia, frezja
Nuty dolne: piżmo, drzewa, nuty orientalne, wanilia, nuty kremowe, paczula

Recenzja

Wosk wąchany na sucho przywołał wspomnienia ciepłych wieczorów nad jeziorami z dzieciństwa, tuląc dodatkowo znaczącą słodyczą wanilii i kwiatów... ciężkawych i wodnych (lilii, nenufarów?). Był delikatny, acz obrazowy. W tle doszukałam się odrobiny soczystych owoców.

Ogrzany wosk przywitał się powiewem świeżości, na którą nałożył się słodki, soczysty ananas. Najpierw wydał mi się nieco wodnisty, niezbyt wyrazisty, ale z czasem nasilił się wraz z ogólną słodyczą i... powiedzmy, że rześkością. Była wodno-kwiatowa, niby delikatna, ale też... ciężkawa. Pomyślałam o drobnych, białych kwiatach ze słodko-pudrowym echem. Trochę skojarzyła mi się z powietrzem przed burzą - jeszcze parnym, ale już z zapowiedzią orzeźwienia.

Drewno także wpisało się w "ciężkawą wodę", bo oczami wyobraźni widziałam zawilgocone, starawe pomosty.... Dosłownie słyszałam szelest trzcin i... znów pewna słodycz letniego, parnego powietrza, wanilii mi się z czasem zaplątała. Waniliowa i leciutko owocowa? Możliwe... Trochę przytłaczała, uniemożliwiając orzeźwieniu nadejście.

Moc zapachu była taka sobie. Średnia na sucho, średnia w kominku i rozchodząca się jakoś bez szału, nierównomiernie. Nagle gdzieś go mocniej, nawet po prostu mocno czuć, potem jakoś się chowa, że idzie o nim zapomnieć.

Etykietka piękna, ale średnio zgrała się z nutami zapachowymi. Sporo słodyczy, woda... wanilia, lekkie owoce i kwiaty, delikatniusie drewno... niby całkiem to ładne, ale słabe i bez polotu. A już na pewno nie tak... jeziorowate, klimatyczne, jak by mi się marzyło. To jakby jedynie obietnica czegoś przyjemnego... Niestety niespełniona.

6/10