niedziela, 13 czerwca 2021

kadzidełka Tribal Soul Incense Smudge Sticks White Sage + Lavender

Lawendowy szał...szałwią urozmaicony

Mimo że TS White Sage + Palo Santo nie były tak szałwiowe, jak na to liczyłam, duet szałwii i lawendy bardzo kusił. Było to o tyle bezpieczne, że nawet gdybym szałwii wcale miała nie poczuć, lawendę i tak uwielbiam. Ona sama w sobie jest zacna, więc znając głębię tej marki, dałam szansę. A może właśnie tu, w odpowiednim towarzystwie i szałwia miała się lepiej zaprezentować?

Tribal Soul Incense Smudge Sticks White Sage + Lavender to zapach białej szałwii i lawendy, zainspirowany rytuałami Indian Ameryki Północnej; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych pyłkowych, wykonanych w Indiach z naturalnych składników (zioła, żywice, olejki, kwiaty), których w opakowaniu jest 12. Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).



Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały gorzkawo-cierpkimi ziołami. Dominowała lawenda w wyraźnie suszonym kontekście. Miała w sobie mocno perfumeryjny, kwiatowy wątek. Przenikał ją goryczkowaty kwasek, rześkość i chłód szałwii, która to kojarzyła mi się trochę z naturalną apteką, lekami. 

Podczas palenia kadzidełka uderzały ziołową goryczką, z której szybko na przód wychodziła biała szałwia. Nieco rześka, kwaskawa, a jednocześnie zapraszająca słodszy motyw.

Słodycz była naturalnie przełamana ziołową goryczką. Ta słodycz należała do lawendy - suszonej i pełnej charakteru. Skojarzyła mi się z lawendą z płóciennego woreczka zawieszonego w szafie... I właśnie z drewnianą szafą pełną ubrań, skór, specyfików na mole (?). Wszystko to wirowało w cierpkawej goryczce. Nieco kręciło to w nosie, na co w odsieczy wracała szałwia.

Także suszona, ale wnosząca rześkość... zupełnie jakby otworzyć szafę i wpuścić do niej trochę powietrza.

Zapach był bardzo intensywny już na sucho, a w paleniu nie odstawał mocą; popisał się też wysoką jakością. Kadzidełka spalają się w średnim tempie, dając średnią ilość dymu, ale za to pełnię nut. Te utrzymywały się długo, nie męcząc.

Całość bardzo mi się podobała. Lawenda dominowała, ale nie była odosobniona. Szałwię również dobrze czuć, choć... nie była aż tak istotna. Zdawała się wchodzić w całą o wiele bardziej złożoną kompozycję, co akurat mi się podobało.

9/10

piątek, 11 czerwca 2021

wosk / świeca Goose Creek Sweet Pine & Snowflakes

Coś na ochłodę

Zima, wiosna... a renifery przecież żyją cały rok i... cały rok są przeurocze. Dlaczego np. lamami ludzie zachwycają się cały rok, a o reniferach tak łatwo się zapomina? To niesprawiedliwe. Podobnie jak i drzewno-iglaste zapachy... Lasy mogą śmiało zachwycać cały rok. Mnie las zachwyca chyba nawet jeszcze bardziej od wiosny do jesieni - kiedy jest ciepło, akurat na przechadzki, a w lesie np. latem można skryć się przed słońcem i napawać się cieniem, wilgocią.

Goose Creek Sweet Pine & Snowflakes to zapach oddający słodką sosnę i płatki śniegu, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Lśniące płatki śniegu delikatnie wirują w powietrzu, przykrywając piękne sosny. 
Nuty górne: żywa cytryna, spadający śnieg
Nuty bazowe: sosna, balsamiczna jodła, jemioła w cukrze
Nuty dolne: biały cedr, poinsecja (gwiazda betlejemska), wieniec z bluszczu


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko, kwiatowo-cukrowo i trochę landrynkowo. Pomyślałam o cukierkowo-soczystych, kwaskawych cytrusach i jakiś czerwonych, choć... była tu też nuta cukierków-miętówek... albo może miętowych lasek cukrowych? A za tym stało poważniejsze drewno, drzewa, czuwające by nie zrobiło się za słodko. Mieszały cukierkową miętę z rześkością chłodno-zimową. Przywołały zielone drzewka iglaste (choinki!). Lekki kwasek sosen mieszał się z owocowymi nutami, choć... czułam w tym też miękkie, otulające szaliki, sweterki... Przesiąknięte słodyczą. 
-
Także podczas palenia wosk postawił na słodycz. Rozchodziła się w kilku obszarach. Dynamicznie błyskała landrynkowo-cukierkowa związana z kwaskiem cytrusów (głównie cytryn), czegoś czerwonego. Słodziutkie owocki zdawały się lśnić jak śnieg w słońcu. Wokół nich kręciła się również słodycz bardziej... drzewno-sweterkowa, spokojna. Wydała mi się dosadna, głęboka i otulająca. To też słodycz kwiatowa... Szlachetna, kobieca. Zapowiedziała, że z czasem motyw drewna jasnego być może wzrośnie.

Cukierkowość i cukrowość pod wpływem kwiatów część siebie wtłaczały w bardziej cukierkowo-miętowe twory. W głowie miałam miętówki i cukrowe laski na choinkę. Ta słodka mięta niosła orzeźwienie i rześkość.

Chłodno-słodka mięta, z minimalnie zaznaczoną nutką słodko-ziołową, rewelacyjnie wchodziła wśród drzewa iglaste. Sosnowy lasek... pełen małych drzewek i przyozdobione drzewko po pewnym czasie wyszły niemal na pierwszy plan. To choinka była przyozdobiona cukierkami, to ona przyozdabiała się słodyczą. Była jednak... sobą. Rześko-żywą, nieco kwaskawą, acz wciąż z pewnym urokiem. Wprowadziła więcej drzewnych, leciutko gorzkawych nut. Drzewa uspokajały kompozycję, uwypuklały głębię. Powróciła myśl o mięciutkich szalikach przesiąkniętych kobiecymi perfumami, słodyczą... Zupełnie, jakby otulać się nimi, siedząc przy choince obwieszonej cukierkami. Doszukałam się przy nich też słodko-kwaśnych owoców - niezbyt jednak jednoznacznych. Jabłek? Żurawiny? Wtapiały się w roślinną, kwiatowo-drzewną, chwilami już trochę męczącą słodycz.

Wosk był intensywny już na sucho. W paleniu również cieszył mocą, jednak dopiero nasilającą się z czasem. By się porządnie rozejść, potrzebował chwili. Był jednak głęboki, dosadny i dynamiczny, dzięki czemu nie przytłaczał. Można bardzo długo odkrywać jego różne poszczególne wątki, bo i długo się utrzymuje.

Bardzo zacny wosk. Jakościowo świetny, a nuty od cukierkowo-owocowych, przez chłodno-miętowo-choinkowe po zacnie kobieco-kwiatowe i drzewne, aż gorzkawe i poważne zaserwowały mi całą wizję zimowego wieczoru. Powaga i dziecięcy urok połączyły się... w obliczu tego niezwykle adekwatna wydała mi się etykietka z małym reniferkiem i dostojnym rogaczem. Zapach bardzo mi się podoba, choć był zdecydowanie za słodki.

7/10

środa, 9 czerwca 2021

świeczka / wosk Yankee Candle Blush Bouquet

Czy ktoś tu się zarumienił?

Lubię kwiaty gdy chodzi o nuty w czekoladach, jak i zapachy. Uwielbiam też iść i czuć je kwitnące. Jedynie bukiety i bycie nimi obdarowywaną mi się nie podoba. Wracając jednak do samych kwiatów: to jedna z tych nut, która chyba do mnie niezbyt pasuje - i rzeczywiście nie zawsze mam na nią ochotę. Gdy jednak mam... to mam. I wtedy zawsze liczę na coś mocno, wręcz ciężko kwiatowego. Etykietka i opis tego zapachu wydały mi się pozytywnie przytłaczające, takie napchane, przyprawiające o rumieniec... ale nie niewinnej, delikatnej niewiasty, a rumieniec gorąca wywołany... natłokiem zapachów? Oby.

Yankee Candle Blush Bouquet to świeczka o zapachu różowego bukietu, u mnie jako votive / sampler 49 g (potraktowany jako wosk - w kominku).

Opis producenta
Radosne różowe peonie, lilie i kwiaty cytrusów ułożone w bukiecie, który idealnie prezentuje się na środku stołu.
Nuty górne: kwiat kwitnącej wiśni
Nuty środkowe: piwonia, słodki groszek, lilia
Nuty dolne: bursztyn

Recenzja

Na sucho poczułam delikatny zapach kwiatów, w tym róż, ale... jakby stojących w wazonie na toaletce jakiejś młodej damy. Za jej oknem rosły równo przycięte, eleganckie, kwieciste krzewy. Wyobraziłam sobie różowe piwonie, hortensje o wielkich, okrągłych główkach i jakieś kwitnące jasnym kwieciem drzewka owocowe. W tym zawinęła się właśnie też owocowo-kwaskawa soczystość... rześka, ale tak słodka, że aż cukierkowa... trochę kojarząca się z rozpuszczalną wiśniową gumą do żucia?

W kominku wosk konsekwentnie roztaczał zapach słodko-cukierkowych owoców (leciutko i uroczo kwaskawych, acz początkowo niedookreślonych) oraz świeżych, żywych kwiatów. Był słodki i rześki, wilgotny wręcz. To bez wątpienia kwiaty jasne, o wielkich główkach. Róże, hortensje, piwonie... ale też delikatniejsze. Poczułam się, jakbym znalazła się w sadzie kwitnących wiśni. Wiśnia rozgościła się na dobre, wplatając do słodkich kwiatów coraz więcej owocowej soczystości. Była słodko-kwaśna i coraz bardziej słodziutka, coraz mniej czysto kwiatowa. Do głowy przyszła mi jakaś kwiatowo-owocowa słodko-kwaskawa guma do żucia, cukierkowo-cukrowy motyw... chyba właśnie wiśni. Z czasem wydała mi się aż nazbyt cukrowa. Zalatywanie gumą balonową rozwalało kompozycję.

Lekki kwasek powracał do rześkości i wilgoci kwiatów. Kwiaty z wazonu przypomniały o sobie. Z czasem cukiereczkową słodycz pewna spokojniejsza  nuta nieco wyrównała... Albo raczej przerobiła. Zapach zrobił się kobiecy jak kwiatowo-cukierkowe, ale w sumie nie najgorsze, kobieco-dziewczęce perfumy.

Na sucho zapach był w miarę intensywny, ryzykownie cukierkowy, a w paleniu niestety cukierkowy aż przesadnie. Niby rześki i autentyczny, niesztuczny, ale jednak też cukierkowy. Nie był duszny czy coś, rozchodził się w średnim tempie i nie był na szczęście słodką siekierą, bo moc reprezentuje raczej przeciętną.

To taka... dziewczęco-przearomatyzowana kwiatowość. Nie w moim typie. Kwiaty, rześkość, trochę owoców... a jednak też cukierkowe perfumy, guma i cukier, więc całość w moich oczach nie zasługuje na pochwałę. Średnie oddanie tytułu / etykietki. O rumieniec zachwytu mnie to-to nie przyprawiło.

5/10

poniedziałek, 7 czerwca 2021

wosk / świeca Goose Creek Boardwalk Mahogany

Zachwyt (nie)minionego lata

Wszelkie parki rozrywki, atrakcje typu diabelski młyn czy szerokie i długie mosty / mola / drewniane promenady są zupełnie nie w moim typie. Tłumy turystów odrzucają mnie, a wczasy nad morzem postrzegam jako męczarnię - przynajmniej obecnie (jako dziecko w sumie nawet je lubiłam). Niemniej, wczytując się, co ten zapach może mi przynieść, byłam raczej na tak. I... etykietka do mnie przemówiła - bo właśnie oddaje klimaty wydarzeń, na które z przyjemnością to mogę tylko popatrzeć na ekranie / etykiecie, a w życiu nie chciałabym w nich uczestniczyć.

Goose Creek Boardwalk Mahogany to zapach oddający mahoniową promenadę nadmorską, u mnie jako wosk (59g).

Opis producenta
Przechadzka nadmorską promenadą... To jest to, za co kochamy lato!
Nuty górne: letnie drewno tekowe, nasłoneczniony mahoń
Nuty bazowe: świeże jabłko, delikatna gruszka
Nuty dolne: bogate drewno wyrzucone przez może, białe drzewa


Recenzja

Na sucho wosk zapachniał mi przede wszystkim kokosem. Łączył naturalną słodycz, jak i orzechowość. Tę umocniły drzewa / drewno, dodając szlachetności i powagi. Nie brakowało rześkiej soczystości  słodko-kwaskawych owoców (egzotycznego ananasa i brzoskwini?), acz też w pewien sposób związanej z kokosem. W tle nieśmiało pobrzmiewała nutka... soli? Ukryta w kwaskach i drewnie, jakby zawilgoconym od morskiej wody. Mignął mi także "orzechowawy", nieco solony... popcorn?

W paleniu wosk kontynuował intensywną kokosowość, którą podmywała leciutka, owocowa soczystość. Orzech kokosowy i wiórki kokosowe robiły za bazę, choć i niemal śmietankowe akcenty od niego odchodziły. Z ochotą przeplatały się z wysoką słodyczą. Kokos roztaczał wszędzie biel... A z bielą tą wiązało się drewno. W wyobraźni widziałam miąższ kokosa i jego łupiny oraz białe, jasne drewno.

Drewno skojarzyło mi się najpierw z masywnymi palmami, ale też po prostu drewnem jasnym... Leżącym na plaży? Wyobraziłam sobie szare, zawilgocone i zbutwiałe konary wyrzucone na piaszczysty brzeg, a potem jasno-szare drewniane pomosty... Rozgrzane słońcem, ale też przesycone słonawą wodą... Na które naniesiono nieco jasnego, ciepłego piasku.

Woda, wilgoć i śmietanka kokosowa podtrzymywały rześkość. W nią wpisało się sporo słodkich, minimalnie kwaskawych owoców, które rozchodziły się z czasem. Pomyślałam o kwaskawym ananasie, który otwierał drogę znacznie delikatniejszym... Brzoskwiniom? Egzotyka robiła się coraz słodsza, pełniejsza. Czułam esencjonalne, jędrne i bardzo soczyste owoce, ale też rześkość... Mignęła mi słodko-wodnista gruszka i... znów bardziej woda.

Woda kokosowa? Wszystko to skąpane w słońcu i... jakby ze słodyczą, soczystością i kokosowością subtelnie muśniętymi i podkreślonymi solą. Jakby "kwaskawym" kwiatem soli morskiej. W oddali, ukryty w drewnie mignął mi słodko-rozgrzany karmel... może ciepły, karmelowy popcorn? Tonął jednak w kokosie.

Zapach na sucho był bardzo intensywny, a podczas palenia intensywny, dosadny satysfakcjonująco. To nie siekiera, trochę czasu dobre rozejście mu zajmuje, jednak w trakcie tego wydaje się dość płynny, zmienny. Wyszedł bogato i ambitnie, dobrze jakościowo. Z czasem już czuć go rewelacyjnie i długo - bez problemu do dnia kolejnego, przy czym ani trochę nie męczy.

Kompozycja rozkochała mnie w sobie. Naturalny kokos, sporo drewna i nutka owoców soczystych i słodkich w wydaniu ogólnie bardzo słodkim, a jednak nie banalnym, bo podsyconym solą i morską bryzą. To zapach rozgrzany słońcem, rewelacyjnie oddający beztroski, letni wieczór pełen zabawy. Pełen zachwyt tego lata! I... mam nadzieję, że nie tylko tego, bo mam zamiar do wosku tego wracać.

10/10

sobota, 5 czerwca 2021

kadzidełka Karmaroma Tales of India Incense Monsoon Magic / Monsunowa Magia

Powiew zachwytu?

Liczyłam, że w odniesieniu do tych kadzidełek uczucia będą jednoznacznie pozytywne, nie zaś zmienne jak wiatr... czy wiatr ogółem. Bo za nim nie przepadam, ale to szczegół. Tu o wiele istotniejsze były obiecywane nuty i ładne opakowanie. Nie wiem dlaczego, ale ta małpa jakoś do mnie przemówiła... choć, co ciekawe, dopiero robiąc zdjęcia dopatrzyłam się zwierząt na opakowaniach kadzidełek z tej serii. A jest to wyjątkowo dziwne, bo zawsze wszędzie wyhaczam wszelkie zwierzaki.

Karmaroma Tales of India Incense Monsoon Magic / Monsunowa Magia to zapach ziemi i zielonych liści, oddający monsunową porę; pierwsze deszcze po okresie suchej i ciepłej pogody, z linii inspirowanej Indiami; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych, wykonanych ręcznie w Indiach (Bangalore), których w opakowaniu jest 15 gramów (u mnie 12 szt.). Wyprodukowane przez Hari Darshan Sevashram Pvt. Ltd. (HD).

Opis producenta
Nostalgiczny, świeży zapach wilgotnej ziemi i mchu z nutą zielonych liści.


Recenzja

Kadzidełka na sucho pachniały świeżo kwiatami i roślinami pokrytymi rosą. Wilgotnymi i słodko-rześkimi. Myślałam o kwiatach z grubymi, zielonymi łodygami i liśćmi. Może z nieco bambusowym charakterkiem? Który podkreślała wyraźna nuta wilgotnej, czarnej ziemi.

Palone kadzidełko rozniosło słodko-rześki zapach roślin i kwiatów. Pomyślałam o lesie tropikalnym i kwiatach o masywnych łodygach, liściach. Czułam wilgoć pory deszczowej, może rosę, albo jak po mżawce. Rośliny emanowały wodą i... mokra, wilgotna była ziemia, którą porastały. Wyraźnie czuć charakter takiej czarnej, chłodnej... Porastanej przez mech - mięciutki, zielony i wilgotny. Taki, który ugina się, gdy się po nim idzie. Odebrałam to jako w dziwny sposób częściowo... roślinnie neutralne? A chwilami wyraźniej słodko-goryczkowate. 
Zwłaszcza, gdy wilgotny, zielony las mieszał się już bardziej z rześkimi kwiatami, co zaś z czasem przełożyło się na myśl o lesie bambusowym oraz ściętych już "drewnowatych", grubych bambusach. Przy nich właśnie znów doszukałam się kwiatów. Pomyślałam o jakiś podobnych do nieco "smrodliwych" aksamitek, acz to nie były tylko one... W głowie miałam też jakieś o wiele ładnej pachnące... azjatyckie lotosy? Słodkawo-rześkie, trwające przy poważniejszej nucie... zawilgoconego, zbutwiałego drewna.

Kadzidełka już na sucho były intensywne, a co dopiero podczas palenia. Wtedy to od razu czuć je dosłownie wszędzie bardzo wyraźnie przy sporej ilości dymu. Palą się powoli, a aromat utrzymuje się długo, nie wgryzając się przesadnie w otoczenie.

Kompozycja bardzo mi się podoba. Spodziewałam się czegoś bardziej rześko-zielonego, delikatnego i jedynie przyjemnego, a dostałam głęboką, zieloną moc wilgotnego, ziemistego i charakternego lasu ze Wschodu. Ogromnie miłe zaskoczenie!

9/10

czwartek, 3 czerwca 2021

wosk / świeca Woodbridge Lemongrass & Ginger

Tajlandia do wąchania? 

Rześkie zapachy mnie nie kręcą, ciekawe natomiast tak. Z połączeniem nut tego typu spotkałam się jedynie w daniach kuchni tajskiej, które bardzo mi smakowały. Jako zapach, wosk... zastanawiałam się, jak też mogą wyjść. Jako więc że Over The Rainbow właśnie tej marki podobało mi się, mimo iż właśnie "rześkie i nie w moim guście", postanowiłam dać szansę i sprawdzić, jak będzie z tą kompozycją.

Woodbridge Lemongrass & Ginger to wosk / świeca o zapachu trawy cytrynowej i imbiru, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Rześkie połączenie imbiru z trawą cytrynową.
Nuty górne: pomarańcza, cytryna, imbir
Nuty środkowe: pączki goździków, trawa cytrynowa
Nuty dolne: sosna


Recenzja

Suchy wosk w pierwszej chwili zapachniał mi soczyście słodkimi cytrusami o nieco wręcz landrynkowym charakterze. Mieszały się w równych proporcjach z soczyście-ostrawym imbirem. Także w nim trochę słodyczy odnalazłam. Na pewno dominował świeży korzeń. Kwasku w sumie nie brakowało: czułam i cytryny, i pomarańcze... Coś bardziej rześko-roślinnego, orzeźwiającego. W tle doszukałam się nieco korzennych przypraw, właśnie związanych z imbirem, ale też nieco... "zielonych" (sosnowo-roślinnych?).

Z kominka od razu buchnęła soczystość cytrusów i korzenia imbiru. Lekki kwasek podsycił słodko-ostry imbir. Wydał mi się nieco mydlany, co w połączeniu z cytryną i pomarańczą zaraz przeszło w trochę landrynkowy motyw. Słodycz wzrosła, ale nie zrezygnowała z kwasku. Korzeń imbiru stroił się różnymi nutkami, ale to on był główną gwiazdą kompozycji.

W kwaśności umocniła się soczystość i rześkość. Czułam dosłownie rosę, wilgoć. Widziałam zieloności... mnóstwo traw, drzew. Także sosen - i także kwaskawych. Te ich ostre igiełki...

Ostre, a jak! Ostrość imbiru zaprosiła do gry przyprawy korzenne. Słodko-ostre goździki, imbir-przyprawa jakby jeszcze podsyciły soczystość. Chwilami wydawało mi się, że czuję dosłownie lekkie gryzienie imbiru w oczy, choć wcale nie była to mocna pikanteria... Rześko-soczysta ostrość wirowała bowiem z rześko-słodkawą trawą cytrusową, która orzeźwiała, że było to aż niewiarygodne.

Zapach jest bardzo intensywny już na sucho, a w paleniu... Czuć go natychmiast i wszędzie! Bardzo dosadny, wyrazisty, z... efektami - zarówno szczypania w oczy, jak i orzeźwienia. Bardzo autentyczny i długo utrzymujący się.

Wosk uważam za dobry. Ładne zestawienie, moc cudowna, ale... taka dominacja imbiru budzi moje wątpliwości. W zasadzie miałam wrażenie, że to czysty on, a jedynie z domieszkami. Bardzo, bardzo realistyczny. Tytuł i etykietka sugerują trochę co innego. Muszę więc przyznać, że taka imbirowość trochę mnie zmęczyła. To znaczy: jednorazowo fajnie, ale cieszę się, że kupiłam tylko jedną kostkę.

8/10

wtorek, 1 czerwca 2021

kadzidełka Native Soul Incense Smudge Sticks Holy Smoke

Jasny gwint!

Czasem nie wiem, co mną kieruje przy wyborze kadzidełek, jakie kupuję. Ani nawet co motywuje do zakupu. Zdarza się, iż dostrzegę coś w internecie i od razu wiem, że zrobię wszystko, by to zdobyć. A czasem coś chodzi i chodzi za mną, a ja się waham. Kupić, nie kupić? Dzisiaj przedstawiane kadzidełka wlazły mi do głowy jako coś, co do czego nie miałam żadnych wyobrażeń, jak mogą pachnieć - tym samym ciekawiąc jeszcze bardziej niż znany, a potencjalnie piękny zapach. Patyczki w indiańskich klimatach ostatnio jakoś parę razy mi do gustu przypadły, więc składając większe zamówienie postarałam się, by zrobić to w sklepie, w którym m.in. mogłam kupić właśnie ten wariant.

Native Soul Incense Smudge Sticks Holy Smoke to zapach  "świętego dymu" oddający  klimat indiańskich ognisk i dzikości, zainspirowany rytuałami Indian; u mnie w formie kadzidełek patyczkowych pyłkowych, wykonanych w Indiach z naturalnych składników (zioła, przyprawy), których w opakowaniu jest 10 sztuk (15 g). Wyprodukowane przez Green Tree Candle Company.

Opis producenta:
Te kadzidełka tworzą mistyczną chmurę Świętego Dymu, który roztacza pozytywną energię i wypełnia pokój zapachem ognisk i dzikości.


Recenzja

Na sucho kadzidełka pachniały bardzo słodko dymnie tak, że poczułam się, jakbym zawitała do jakiejś... kaplicy / świątyni chrześcijańskiej. Zapach nieco kościelny, nieco żywiczny miał ciepłe podszycie. Zaciągając się mocniej pomyślałam o naturalnej zielarnio-aptece i miodzie.

Po rozpaleniu dym rozniósł mocny zapach... właśnie dymu (no shit, Sherlock) o mocno kościelnym wydźwięku. Do głowy przyszło mi kadzidło z chrześcijańskich świątyń, ale... jakby przesiąkniętych miodem. Rosła słodycz żywic, których złoto mieszało się z jasnym, lśniącym miodem. Trochę korzenne drewno, drewniane meble i jakby nuta sandałowca przełożyły się na wyobrażenie drewnianego wnętrza... małej kaplicy ozdobionej kwiatami lub... Znów za sprawą miodu pomyślałam o naturalnej, starej aptece. Naturalne leki, specyfiki z miodem dozowały głęboką, drapiącą słodycz i goryczkę ziół, ozdobionych słodkimi kwiatami. Suszonymi płatkami róży?
Zioła oraz kwiaty nakręcały się z drewnem i żywicami, fundując mi wielopłaszczyznowe, słodko dymne doznanie.

Kadzidełka już na sucho pachną bardzo intensywnie. W paleniu jakość i moc podtrzymują, upuszczając sporo - w punkt! - wonnego dymu. Utrzymuje się długo w pozytywnym sensie. Niestety kadzidełka spalają się dość szybko, mimo że są bardzo grube.

Całość kupiła mnie. Kościelny dym, apteczny motyw oraz ogrom drewna i miodu... lepiej być nie mogło. A nie, chwila. Mogło być... kadzidełko mogłoby palić się chociaż trochę dłużej, bym w pełni się nacieszyła. Jasny gwint, cóż to za zapach!

9/10