Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Classic Candle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Classic Candle. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 grudnia 2025

wosk / świeca Classic Candle Magic Winter

Magia etykietki

To nic, że dostrzegłam ten wosk późną wiosną... Gdy tylko zobaczyłam etykietę i obiecywane nuty, wiedziałam, że go chcę. Uznałam, że poczeka na odpowiednią chwilę, a dokładniej na Yule. Kocham góry, ale zazwyczaj zimą robiłam od nich przerwę przez za ekstremalne warunki. Dopiero w tym roku zaczęłam chodzić też w grudniu - acz na bezpieczniejsze trasy niż chodzę latem. Wosk, jakoś oddający klimat gór zimą, wydał mi się obiecującym substytutem. Oj, i tu zadziałała magia etykietki - nie mogłam się oprzeć. Ciekawe, czy tak samo by mnie ten zapach zainteresował, gdyby etykieta była inna. Cóż... Pozostawało mieć nadzieję, że nos dostanie coś podobnego do tego, co dostały oczy.

Classic Candle Magic Winter to zapach oszronionych drzew iglastych od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta
 Idealny zapach na zimowy, mroźny czas... aromat pełen zmrożonych igieł oszronionych drzew... eukaliptusa, drewna, cedru…


Recenzja

Suchy wosk pachniał wyrazistymi drzewami iglastymi. Nie wiem, czy cedrem; m.in. pewnie też. Ja poczułam się, jakbym znalazła się w lasku małych drzewek żywych, rosnących w łagodnie zimowej scenerii. Pomyślałam o początkach zimy i pierwszym śniegu, który zaraz się stopi, bo jest jeszcze stosunkowo ciepło. Motyw śniegu napędzała rześkość eukaliptusa i mięty, które niosły ze sobą też słodycz. Tę podkręciła wanilia, sprawiając, że kompozycja wydała mi się milusia. A jednak mimo tego wszystkiego w oddali czaiło się tło jakby... iglasto-leśnej kostki toaletowej?

Z kominka pierwszy najwyraźniej rozszedł się motyw drewna. Drewna raczej iglastego. Do głowy przyszedł mi przede wszystkim cedr o charakterze spokojnym, dość poważnym, nawet z lekką goryczką i... czymś. W oddali przemykał trudny do nazwania, niezbyt przyjemny akcent. Dopiero za samą drewnianością pojawił się jednoznacznie iglasty motyw, a więc trochę kwaskawy, trochę rześki. Powoli zaczął się tworzyć obraz lasku, w którym rosną malutkie drzewka iglaste. Przemykał między nimi słodkawy chłód - powiedziałabym, że eukaliptus, może trochę mięty. Podpowiedziały zielonym igiełkom lekkie przemrożenie. Wyobraziłam sobie też lekko prószący śnieżek, który zaraz się stopi.

Słodycz rosła i rosła. Leniwie, ale konsekwentnie i z czasem trochę odłączyła się od chłodu, serwując trochę wanilii. Wanilia podkreśliła drewno, samo drewno bez iglastej otoczki i końcowo drewno cedrowe znów zdecydowanie dominowało. Iglastość robiła mu za tło.
Z wanilią drewno cedrowe ułożył utworzyło milusi, przytulny, tulaśny klimat. Choć bardzo w oddali czaiła się jakby... "leśna" kostka toaletowa, ewentualnie zapach samochodowy "choinka" - coś naperfumowanego, nienaturalnego. Wreszcie udało mi się uchwycić to nieprzyjemne coś! Im dłużej wosk się ogrzewał, tym coraz silniejsze było skojarzenie z kostką toaletową.

Suchy wosk pachniał dość intensywnie, ogrzewany bardzo intensywnie. Jeszcze nie siekierowo, ale chwilami już prawie dosadnie. Rozchodzi się szybko i jest wyczuwalny mniej więcej równomiernie, w całym pokoju z kominkiem. Po zgaszeniu podgrzewacza utrzymuje się jeszcze jakiś czas, ale w końcu znika w średnim czasie. 

Kompozycja byłaby ładna, gdyby nie zmierzała w kierunku kostki toaletowej. Dużo drewna, iglastość, eukaliptus i poczucie przemrożenia, przytulna, waniliowa słodycz - ileż w tym potencjału! Niestety, sztucznawa kostka toaletowa cały czas się czaiła, a z czasem w ogóle się narzucała.

5/10

niedziela, 16 listopada 2025

wosk / świeca Classic Candle Freedom

Zamglona wolność

Gdy tylko dostrzegłam etykietkę tego wosku, zapragnęłam go i z lekką obawą kliknęłam, by przeczytać nuty. Jak bardzo mi zależało, by były w moim stylu! Okazało się, że jak najbardziej. Uf! Nie byłam jednak w pełni przekonana, czy tytuł, etykieta i obiecywane nuty tak naprawdę do siebie pasują, ale co tam. Motyw opuszczonych i zniszczonych - albo najlepiej w ogóle opuszczonych! - parków rozrywki kocham odkąd pokochałam grę Silent Hill 3 i choć ta Classic Candle nie była tak upiorna, budziła wspomnienia o wspomnianym tytule.

Classic Candle Freedom to zapach zapach kadzidła, klementynek i cedru od Classic Candle Company; u mnie jako wosk (w opakowaniu 60g, czyli 6 kostek po 12g).

Opis producenta
Czarne kadzidło, soczysta klementynka i drewno cedrowe... trudno definiowalny, bardzo ciekawy...


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko-ciężko, trochę kadzidlano-kościelnie, ale zarazem bardzo rześko - powietrzem i chłodnym deszczem, który pada pochmurnego dnia. Pojawiły się tam też słodkawe, acz raczej suche mandarynki - takie jakieś mało soczyste i kwiaty, które właśnie chyba kościelny motyw podszepnęły.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz, przepleciona wilgotną rześkością. Pomyślałam o jaśminie, ale... nie tyle samym jaśminie, co właśnie słodkiej rześkości, jaką niesie. Do głowy przyszła mi też poranna mżawka, mglisty i chłodnawy poranek. Mgła... osnuwająca jakiś stary kościół, z którego wychyla się aromat kadzideł? Kadzideł kwiatowo-żywicznych. Z czasem kwiaty raz po raz przybierały wydźwięk odświeżacza powietrza, jednak za każdym razem skutecznie stawało temu na drodze drewno. Drewno dopiero nabierało pewności siebie. Motyw suchej żywicy, kadzidła starał się mu trochę pomóc. Po dłuższym czasie rześkość zaczęła zdradzać słodko-cytrusowe skłonności. Pomyślałam o właśnie obieranych mandarynkach, acz te trzymały się tyłów... Do momentu, gdy polubiły się z drewnem. Wtedy niemal podkradły się do pierwszego planu. Nie podbiły go jednak. Ten od początku do końca należał do kwiatów i kadzidła, niestety z wciąż pomykającym odświeżaczem do toalety.

Wosk zarówno suchy, jak i podgrzewany pachniał średnio mocno. Suchy bardziej średnio, w kominku chwilami średnio, a chwilami wręcz słabo. Rozchodził się dość szybko, a wyczuwalny był równomiernie w pokoju z kominkiem. Po zgaszeniu podgrzewacza pobrzmiewał jeszcze nie za długi czas i znikał.

Zapach miał potencjał. Wilgoć, chłód oraz jaśmin, mieszające się z kadzidłem kościelnym i kadzidłem kwiatowym, drewno i mandarynki tworzyły przyjemną kompozycję, jednak motyw odświeżacza wprowadzał zgrzyty, lekką sztuczność i psuł wszystko. Nie chwyciła mnie też zbyt delikatna moc zapachu. Szkoda, bo gdyby zrobić z tego siekierę, gdyby nie odświeżacz, mogłabym się zachwycić. Tak to była taka... zamglona przyjemność.
Mam wrażenie, że woski tej marki są bardzo nierówne. Albo wychodzą świetnie, albo z potencjałem, ale w którymś aspekcie nie domagają...

6/10

piątek, 30 maja 2025

wosk / świeca Classic Candle Patchouli Paradise

Raj na ziemi?

Magiczne motywy w woskach i świecach przyciągają mój wzrok, ale to jeszcze nie wszystko. W ich przypadku jeszcze etykieta nie wystarczy, bym kupiła. Acz fakt, że magiczny grzyb w tej kolorystyce naprawdę kusił. Piękny! Za to obietnica mocno paczulowego zapachu, który mógłby taką etykietkę oddawać, to już było coś. Nie wiem, czy reszta wypisanych nut pasowała mi do paczuli, ale do etykiety owszem. Musiałam więc sprawdzić, jak to wszystko zagra w kominku!

Classic Candle Patchouli Paradise to zapach paczuli, kwiatów, sandałowca i mirry od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta (chyba, bo powtarzał się na stronach sklepów)
Na szczycie piramidy zapachowej królują głębokie akordy paczuli, tuż za nią kroczy bergamotka, wetyweria, fiołek i drewno sandałowe. Całość kompozycji splata bursztyn piwonia i mirra. Piękny i tajemniczy zapach.


Recenzja

Na sucho świeczka pachniała dosadnie słodko, acz z wyraźnym, poważniejszym, goryczkowatym echem. Kwiaty ogrodowe oraz leśna drobnica (fiołki, konwalie) mieszały się z kadzidlano-żywiczną, ciepłą słodyczą i chyba wanilią, tworząc milutki, spokojny i przytulny wątek. Obok stanęło ciepło-orientalne drewno. Wszystko to przeplótł motyw ziemi i mchu, które przywodziły na myśl las jakiegoś parnego, ciepłego dnia. Odnotowałam jeszcze odrobinę słodko-goryczkowatej pomarańczy, a w oddali jeszcze dym, które nadały temu pewnej tajemniczości.

Z kominka pierwsza rozeszła się ciepła słodycz, budująca przytulny klimat. Wanilia - wyobraziłam sobie nie tylko laskę, ale i kwiaty wanilii - mieszała się z białymi kwiatami ogrodowymi i leśnymi. Dzwonki, konwalie i inne wniosły pewną wilgoć, świeżość. A jednak ta prawie zupełnie się zatracała. Rosło bowiem ogólne, nie tylko słodkie, ciepło. Do słodyczy doszło neutralniejsze, łączące drewno sandałowe i suche, żywiczne kadzidła.

Z czasem kadzidła okazały się kadzidłami palonymi, znad których unosiło się trochę dymu. Obudził goryczkę. Kompozycja zrobiła się poważniejsza. Pojawiła się ziemia. Nasiliła się, a leśne kwiaty pokierowała w stronę mchu i najniższej warstwy lasu. Wszelkie opadłe gałązki, kora, zalegające na chłodnej ziemi podtrzymały rześkawość kwiatów. Ta urozmaiciła cały czas głównie ciepłą kompozycję. Ciepłą do tego stopnia, że aż chciałoby się zdrzemnąć... w tym jakże przytulnym lesie, na mchu mięciutkim niczym puchowa kołdra. W rześkości i goryczce odnotowałam słodką wręcz soczystość - chyba pomarańczę. Przypomniała o słodkich kwiatach, do których już z całą pewnością dołączyła wanilia. Odważniejsza i spójna ze słodkim drewnem i żywicznymi kadzidłami. Tym razem rześkość udało się ciepłym nutom zagłuszyć zupełnie.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, w kominku mocniej. Zapach rozchodził się w średnim tempie, ale już jak się rozszedł, czuć go porządnie. Wydawało się, że wgryzie się w pomieszczenie, ale rozszedł się i zniknął jakiś nie za długi czas po zgaszeniu świeczki. 

Ogół mi się podobał, jednak nie chwycił tak, jak myślałam, że chwyci. Od słodyczy i ciepła wyszedł trochę zbyt ciężko-rozleniwiająco. Nuty wspaniałe, bo i kwiaty, i drewno, i ziemia, i las rozbrzmiały bardzo wyraźnie, a jednak coś tu nie wyszło, bym mogła zachwycić się na maksymalną, czy nawet 9/10, ocenę. Brakowało temu wszystkiemu... Pazura?

8/10

poniedziałek, 12 maja 2025

wosk / świeca Classic Candle Oak Moss And Mint

Zieleń nie tylko uspokaja

Jednym z aspektów górskich wędrówek, które kocham są zapachy. Zapachy lasu, który przeważnie najpierw się przemierza... Tych wszystkich roślin, mchu... Ach! Stąd i kompozycje nawiązujące do nich często u mnie goszczą. A jednak podczas zakupów "zapach mchu" nie jest priorytetem. Tu jednak przedstawiany, wydał mi się bardzo kuszący. Mech i mięta? Niezbyt oczywiste połączenie, ale czułam, że może być naprawdę piękne. 

Classic Candle Oak Moss And Mint to zapach mchu dębowego i mięty od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta
Mech dębowy to powszechnie stosowany składnik zapachowy w wielu wiodących perfumach i produktach zapachowych. W naszym Oak Moss And Mint tworzy bogatą i ziemistą bazę, którą wzmacnia dodatek świeżej mięty oraz nuty powietrzne.
Nuty górne: powietrze
Nuty środka: świeża mięta
Nuty bazy: mech dębowy


Recenzja

Suchy wosk pachniał goryczkowato-słodko splotem mięty, mchu i drewna. Wyobraziłam sobie dolną warstwę lasu, gdzie przebija się niewiele światła, a która cieszy oczy intensywnie zielonym kolorem. Czuć ewidentnie świeżą, łagodniejszą miętę zieloną, za którą niczym echo pobrzmiewają jeszcze inne zioła i zielone rośliny. Mimo ogromu świeżości, przewinęło się w tej kompozycji też pewne przytulne, leśne ciepełko.

Z kominka od razu wzleciał zapach słodkawych, bardzo rześkich roślin. Pomyślałam o młodej, soczyście zielonej trawce, pokrytej rosą. Wilgotny poranek mieszał się z orzeźwiającą, słodką miętą zieloną. Ta po chwili wyszła na prowadzenie. Nie zapomniała jednak o innych, zielonych nutach. Mięta splotła się w jedno ze zroszoną trawą, drobnymi roślinkami - może jakąś leśną polanką? Odnotowałam mech. Na polance tej musiały leżeć jakieś stare, powalone drzewa, które porządnie porósł mech. Motyw drzew wyszedł trochę jak poważniejsza przeciwwaga dla całej tej rześkości i świeżości. Wydał mi się lekko goryczkowaty, trochę... pikantny? Niczym leśna roślinność, zioła - nie jakoś mocno.

Poczułam się, jakbym szła przez dziki las z cudownie świeżym powietrzem, wśród drzew po mchu, który aż ugina się pod stopami i plaska. Drewno także podłapało zawilgocony klimat i przedstawiło się jako zbutwiałe, zawilgocone. Słodka, łagodna zielona mięta - jej świeże listeczki - czuwały nad tym wszystkim, utrzymując swą nadrzędną pozycję niemal cały czas. Mięta okazała się tu najistotniejszym graczem, ale takim, który wcale nie ma nazbyt władczych zapędów. Po dłuższym czasie do mięty wkradło się coś lekko... prysznicowego, nadto perfumowego, co trochę odstawało i było malutką skazą na wspaniałej, harmonijnej kompozycji.

Na sucho świeczka pachniała mocno, ale dopiero użyta jako wosk dała się poznać jako prawdziwa, mocarna siekiera. Rozchodzi się błyskawicznie i jest świetnie wyczuwalna w całym pokoju i nie tylko. Utrzymuje się długo.

Zachwycająco mocny zapach i prosta, a zarazem ciekawa, niespotykana kompozycja. Zieleń nie tylko uspokaja, ale i intryguje. Jestem pod wrażeniem tej świeżej, zielonej wilgoci. Zielona mięta i wilgotny mech, trawa pokryta poranną rosą, rześka, leśna polana i trochę zawilgoconego, omszałego drewna - rewelacja. 

9/10

wtorek, 18 marca 2025

wosk / świeca Classic Candle Harmony

Harmonia kocio-psiacza?
 
To jeden z tych zapachów, w związku z którymi dziękowałam Wszechświatowi, że... że miał ładne obiecywane nuty. Gdy tylko zobaczyłam etykietkę wosku, klikając w "szczegóły", powtarzałam mantrę, by był w moim stylu. Wiedziałam bowiem, że nie oprę się słodkim zwierzakom i będę chciała kupić. Gdy przeczytałam opis, zaczęłam rozglądać się za czymś możliwie najmniejszym i najtańszym, bo nie chciałam kupować całego wosku. Na szczęście był też daylight, który postanowiłam użyć jak wosk. A skąd u mnie taki sceptycyzm do drzewno-dymnych nut, które przecież lubię? Za bardzo kojarzyły mi się z nieporywającymi Yankee Candle Warm and CosyCracking Wood Fire.

Classic Candle Harmony to zapach palonego drewna od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta
Dymny, drzewny i relaksujący. Ciepły zapach palonego drewna.


Recenzja

Sucha świeczka pachniała słodkim, palonym drewnem. Pomyślałam o palo santo, ale nie tylko. Do głowy przyszło mi też ognisko, przy którym siedzi się w miliusim kocu i wdycha... nie tylko palone drewno, ale też... waniliowe pianki? Coś słodyczowego się zaplątało wśród mocno drzewnym, nie za mocno, ale wyraźnie palonym splocie. W oddali przemknął mi jeszcze lekko wędzony akcent.

Z kominka pierwsza rozeszła się głęboka i silna słodycz wanilii, a tuż za nią drewno. Pomyślałam o suchym, szarym drewnie, a po chwili o drewnie dokładanym do ogniska i powoli zaczynającym się palić. Z czasem palony motyw przybrał na sile. Palone drewno zajęło pierwszy plan, a jego dosadny, poważniejszy wydźwięk na zasadzie kontrastu podbił słodycz. Wanilia zmieniła się w pianki marshmallow, chyba pianki pieczone nad ogniem.

Palone drewno, ognisko i ogniskowy dym dominowały cały czas, ale wraz ze wzrostem słodyczy w piankowym kontekście, zrobiło się... trochę słodziaśnie-dusznie; mimo paloności, za słodko. Poczułam się, jakbym otuliła się i aż przydusiła grubym, cieplutkim kocem, siedząc przy ognisku. Do pianek raz po raz dolatywała wanilia, jakby nie mogąc się pogodzić, że jej podziękowano. Walczyła o szlachetność i z czasem z drewnianej toni wydobyła nieco wyróżniające się, słodkawe palo santo, a słodycz przeskoczyła na nie tak zasładzający tor. Paloność z czasem zaczęła w ognisku i dymie przemycać akcenty wędzenia i przypalenia.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, jednak w kominku okazał się bardzo, wręcz siekierowo mocny. Rozchodził się błyskawicznie i był równomiernie wyczuwalny nie tylko w pokoju z kominkiem. Jego intensywność, przy tym wydźwięku, aż trochę dusiła. Utrzymywał się dość długo.

Kompozycja była ciekawa, przytulna, ogniskowo-kocykowa i mocno palona. Dominujące palone drewno, dym czy tony podwędzone, trochę palo santo tworzyły zacną kompozycję, do której pasowała waniliowa słodycz, ale piankowa już nie. Ta wprowadziła ciężkie przesłodzenie i psuła efekt. Oprócz tego jednak wszystko wyszło faktycznie harmonijnie, no tylko te pianki z resztą gryzły się niczym wkurzony york próbujący kłapać na maine-coona. Niewątpliwie ten zapach miał już trochę pazurków i był silniejszy niż Classic Candle Soft Cashmere.

7/10

czwartek, 13 lutego 2025

wosk / świeca Classic Candle Darkness

Urok mroku

Gdy tylko zobaczyłam etykietę tego wosku, wiedziałam, że muszę go mieć. Mało tego! Byłam pewna, że zapach będzie cudowny. Nawiedziło mnie takie przeczucie. Bo w zasadzie, gdy zamawiałam ten i jeszcze parę wosków, z marką nie miałam za wiele do czynienia.

Classic Candle Darkness to zapach drewna, paczuli, geranium i kadzidła od Classic Candle Company; u mnie jako wosk (w opakowaniu 60g, czyli 6 kostek po 10g).

Opis producenta
Tajemniczy... drewno cedrowe i sandałowe, paczula, geranium, mirra idealnie współgrają z wyciszającymi nutami dębu, miękkim piżmem...


Recenzja

Suchy wosk pachniał mchem i ziołami, a ja poczułam się, jakbym szła późnym jesiennym wieczorem lub nawet nocą przez park, być może nieco skryty we mgle. Czułam drzewa, drewno, z wpisaną w nie wilgocią i chłodem. W tle przewinęła się wilgotna, chłodna ziemia. Było w tym coś wręcz pikantnawego i drzewnie-cierpkiego. Pomyślałam o grubych pniach wielkich drzew i masywnych korzeniach, wyłaniających się częściowo z ziemi. W oddali przewinęły się zaś ciężkawe, zawilgocone kwiaty.

Z kominka bardzo szybko jako pierwsze rozbrzmiały męskie perfumy o kwiatowo-poważnym, kwaskawo-goryczkowatym charakterze. Pomyślałam o ciężkich, jakby osnutych dymem różach, do których szybko podkradło się kadzidło. Zarówno jako dym, jak i goryczkowate, suche żywice. Zapewniły szlachetną, nie za wysoką, ale znaczącą słodycz. Dołączyło drewno. Wyobraziłam sobie szare, stare drewno ze specyficzną cierpkością oraz drewniane meble - może w kościele, bo przesiąknięte kadzidlanym dymem? - które zaraz urozmaiciło cieplejsze, orientalne drewno sandałowe. Nakręcało się nawzajem z kadzidłem.

Z czasem z męskich perfum wymknęło się sporo ziół. Wydały mi się cierpkawo-świeże z... łagodnie zaznaczonym echem lasu? Ziemistością? W tym momencie już tylko pojedyncze kwiaty osiadły w ziołach. Ich słodycz nabrała wręcz pewnej... pikanterii podkreślonej ziemią? Ta zaś zaprosiła jeszcze żywsze drzewa, być może jakieś powykręcane, nagie konary osnute mgłą. Kwiaty zdawały się chwilami ukrywać, a to znów wyłaniać. Wtedy też raz po raz przemknęła mi wśród nich lekka cytrusowość. Dym przemieszał się z wilgotną mgłą, zasnuwając ziołowo-kwiatowy, mroczny las mieszany.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, a w kominku bardzo mocno, wręcz siekierowo. Rozchodził się błyskawicznie i równomiernie, a do tego był świetnie wyczuwalny nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał się bardzo długo - pobrzmiewał jeszcze następnego dnia.

Rewelacyjny, nieoczywisty splot. Kwiaty, kadzidła wpisujące się w męskie perfumy oraz mnóstwo drewna, a z czasem las mieszany pełen ziół okazały się rewelacyjnym zestawieniem, a odrobina ziemi, dymu i mgły, przemykający kwasek stanowiły świetne zwieńczenie tego. Mroczny cmentarz we mgle, gdzieś w środku lasu z etykietki mógłby tak pachnieć!

10/10

wtorek, 24 grudnia 2024

wosk / świeca Classic Candle Lavender Green Tea

Etykietka prawdę Ci powie

Kiedy zobaczyłam etykietkę dziś przedstawianego wosku, przepadłam zupełnie. Wydała mi się zachwycająca tak, że aż słowami nie umiałam tego wyrazić. Zapach, który mogła oddawać musiał być szlachetny, herbaciano-ziołowy i bardzo, bardzo mój. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zamówić mniejszą pod względem gramatury małą świeczkę i używać jako wosk czy większy pełen wosk, ale tak popatrzyłam... Świeczka miała w dodatku okrojoną etykietkę. Coś czułam, że choć nie miałam do czynienia z zapachami Classic Candle, nie pożałuję, jak kupię wosk. 

Classic Candle Lavender Green Tea to zapach lawendy i zielonej herbaty od Classic Candle Company; u mnie jako wosk (w opakowaniu 60g, czyli 6 kostek po 10g).

Opis producenta
Uspokajający aromat francuskiej lawendy zmieszany z zieloną herbatą i białą lilią jako bazą. Z górnymi nutami świeżych cytrusów, melona i rozgrzewającej szałwii.


Recenzja

Suchy wosk pachniał świeżo i ziołowo. Czuć w nim goryczkowato-słodką lawendę i rześko-soczystą, wręcz odrobinkę kwaskawą białą szałwię. Jej kwasek wydawał się jeszcze czymś podkręconym, a ogólna ziołowość nieco ukojona... delikatną, zieloną herbatą? 

Z kominka pierwsza rozeszła się rześka, sugestywnie kwaskawa nuta białej szałwii, powoli mieszającej się ze zwykłą szałwią, która wprowadziła goryczkę. Podążał za nią bardziej złożony ziołowy motyw oraz delikatna, liściasta zielona herbata. Zdradzała lekką goryczkę i mieszała się z nieco kwiatowym wątkiem, a po chwili przybrała na goryczce. Chyba przez kontrast ze słodkimi białymi liliami. Do goryczki dołączyła lawenda, łącząc ją bardzo spójnie z kwiatowością.

Lawenda podyktowała kompozycji nieco cięższy wydźwięk. I słodycz, i ziołowość zrobiły się cięższe na pewien czas. Chwilami chyliły się w trochę kąpielowe strony - do głowy przyszło mi lawendowe mydło i kosmetyki. Potem jednak wróciła biała szałwia, przypominająca o rześkości i kwasku. W nim zaznaczyły się cytrusy - powiedziałabym, że kwaskawa pomarańcza deserowa i skórka cytryny. Wtapiały się w zioła i zieloną herbatę z lawendą. Myśl o zielonej herbacie zaparzonej z lawendą i delikatną cytrusową nutą stała się bardzo wyrazista. W tle raz po raz przy zioła przemykało stare drewno.

Suchy wosk pachniał średnio-mocno intensywnie, w kominku zaś intensywnie, że prawie siekierowo. Zapach rozchodził się błyskawicznie i równomiernie, nie tylko w pokoju z kominkiem. Utrzymywał się dość długo. Lekko pobrzmiewał nawet następnego dnia. A kostka spokojnie wystarczyła na 2 podgrzewania.

Kompozycja bardzo mi się podobała ze względu na nieoczywiste połączenie szałwii białej i zwykłej, ziół i lawendy z zieloną herbatą i odrobinką cytrusów oraz kwiatów, a także drewnianym echem, jednak obyłoby się bez tych mydlanych sugestii. Połączenie słodyczy i goryczki zacne. Podobało mi się, jak nuty się uzupełniały tak samo jak wysoka moc zapachu.
Dobrze, że tak dobrze trafiłam - niby nie ocenia się książki po okładce, ale w tym przypadku miałam szczęście. Nie mogę jednak powiedzieć, by wyczuwalny zapach tak w 100% kojarzył mi się z tym, co pokazano na etykiecie. To jednak szczegół, bo tytuł już adekwatny.

9/10

wtorek, 19 listopada 2024

wosk / świeca Classic Candle Soft Cashmere

Za delikatna delikatność

Ten zapach u mnie to jeden z dowodów, że u mnie bycie kociarą przechodzi już w jakąś obsesję. Zobaczyłam etykietkę i przepadłam. Musiałam mieć! Przeczytawszy jednak opis, poczułam, że to niekoniecznie dla mnie. Słodko i delikatnie...? Choociaż jakby tak kwiaty i drewno się popisały... Byłam trochę rozdarta, więc by przetestować i mieć etykietkę do kolekcji, ale nie władować się w spory i drogawy wosk, kupiłam daylight z zamiarem używania go jako wosk do kominka (co często robię). Co ciekawe, kiedy sprawdzałam na stronie producenta nuty zapachowe, dowiedziałam się, że zapach występuje pod dwoma obrazkami (drugi to zdjęcie kłębków nici).

Classic Candle Soft Cashmere to świeczka oddająca zapach delikatnego kaszmiru, czyli kwiatów, pudru i piżma od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g); także potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta
Jaśmin, fiołek i róża, kaszmir, wanilia i nuty drzewne. Prawdziwa miłość kaszmiru, miękkie pudrowe piżmo, głębokie i złożone kwiaty ustępują miejsca delikatnemu i zachęcającemu słodkiemu piżmu.
do kominka wrzucałam po ok 11-12g.


Recenzja

Na sucho świeczka pachniała niedookreślonymi, delikatnymi kwiatkami-kwiatuszkami oraz słodką wanilią. Zapach miał bardzo przytulnie-sweterkowy wydźwięk. Było w nim coś kremowego, ale też pewna szlachetność drewna. Wydał mi się tulaśny, ale nie przesłodzony, a słodko-nostalgiczny.

Z kominka powoli rozszedł się delikatny zapach milusich, świeżutkich ręczników i wanilii. Pomyślałam o bawełnie, delikatnych tkaninach i lekkiej, acz jakby z ciężkawą naleciałością, słodyczy. Z czasem częściowo przechodziła w białe kwiaty i dosłownie kwiatuszki. 

W pewnym momencie do kwiatów doleciała nuta drewna. Nadała im trochę powagi, klimat zrobił się bardziej nostalgiczny, a tkaniny zmieniły się w eleganckie kobiece bluzki, kardigany i sweterki. Wszystkie były nasiąknięte lekko słodkimi, ciepło piżmowymi perfumami. Przy nich wśród kwiatów dało się wyróżnić wąchany za dnia (a więc delikatny) jaśmin i fiołki. Nawet jakby... coś słodko-soczystego i zarazem kwiatowego jak np. pitaja mi przemknęło? Wanilia pobrzmiewała w tle, wieńcząc słodko-szlachetny splot.

Zapach rozchodził się powoli, ale równomiernie. Był wyczuwalny delikatnie, tylko w pomieszczeniu z kominkiem. By rozbrzmiał mocniej, ale i tak nie mocno, a po prostu nie aż tak delikatniusio, potrzebował duuużo czasu. Za to znikał szybko.

Zapach był delikatny, zarówno jeśli chodzi o moc, jak i klimat. Nie chwycił mnie przez to. Słodycz oraz mięciutkie i zarazem eleganckie swetry, kardigany przesiąknięte dobrymi, ciepłymi perfumami, sporo wanilii i kwiaty to ładny splot, ale brakowało temu wszystkiemu pazurków albo czegoś zaskakującego. Odrobinka drewna i bawełny tonowały słodycz, ale tak... harmonijnie. To kompozycja... jakby trochę ospała. W sumie... niczym kot z etykietki. Jeszcze samemu zapachowi dałabym 7, ale moc mnie nie satysfakcjonowała.

6/10