środa, 29 stycznia 2025

wosk / świeca Winter Bee Candles Toxic Masculinity

Damska męskość?

Gdy zobaczyłam samą nazwę dziś przedstawianego zapachu, od razu się zainteresowałam. Gdy przeczytałam nuty, pomyślałam, że nie zgadłabym ich - toksyczną męskość zupełnie inaczej bym sobie wyobrażała. Tak czy inaczej jednak, obiecywane nuty zapachowe brzmiały kusząco i bardzo w moim typie.

Winter Bee Candles Toxic Masculinity to odważny zapach buntowniczego uroku, czyli imbiru, kwiatów i przypraw, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 10g.

Opis producenta
Odważny i prowokacyjny zapach, który rzuca wyzwanie konwencjom z ostrym, odważnym ostrzem. Uwolnij intensywność świeżego imbiru, słodycz wanilii i pikantność cytryny, podkreśloną zielonymi nutami liścia fiołka i aromatycznej bazylii. Kolendra i pieprz dodają pikanterii, a głęboka, dymna ambra, ziemista wetyweria i surowy mech dębowy dodają nieodpartej głębi. Toxic Masculinity przesuwa granice, tworząc odważny, złożony zapach, który utrzymuje się, uosabiając siłę i pewność siebie z odrobiną buntowniczego uroku.
Nuty zapachowe: imbir, cytryna, liść fiołka, bazylia, czarny pieprz, ambra, wanilia, kolendra


Recenzja

Suchy wosk zapachniał zaskakująco słodko. Przewodziła wanilia, ale czułam też kwiaty i pewne ciepło - piżmo? Pomyślałam o miękkich, zwiewnych kardiganach i aksamitnych bluzeczkach, mieszających się z cytryną. Jej soczystość podkreślił świeży imbir. Ułożyło się to w szlachetne, damskie perfumy, którymi mogła być przesiąknięta droga odzież. W oddali przemknęło trochę goryczki pieprzu i drewna, sugerujących nawet odrobinę ciepłej pikanterii.

Z kominka pierwsze rozeszły się subtelne, słodkie kwiaty i ciepło... Wydało mi się dosłownie sweterkowe, może właśnie trochę piżmowe. Kwiaty przedstawiły się jako fiołki i konwalie, ukryte wśród zieleni jakiejś leśnej polanki, na którą docierając pojedyncze promienie słońca.

Ciepło słońca nasiliło się wraz z piżmem. Dołączyła do nich mieszanka słodko-ciepłych przypraw. Pomyślałam o imbirze, pieprzu i czymś słodszym. Słodycz nagle wzrosła za sprawą wyrazistej wanilii. Sprawiła, że kwiaty wyszły o wiele odważniej. Wyobraziłam sobie szlachetne, mocno kwiatowe damskie perfumy i kwiatowe bukiety z żywych kwiatów, niosących świeżość. W ostrości zaplątała się soczystość. Imbir wzmocniła odrobinka cytryny, podkreślając, że chodzi o korzeń. Pieprz wmieszał się w motyw leśnej polany, wskazując na korę i pnie drzew niewątpliwie liściastych. W tym wszystkim znalazło się właśnie też trochę miejsca dla zielonej świeżości. Podszepnęła przyprawom trochę żywszych ziół - kolendry i bazylii? Znacząco otuliły je drobne, leśne kwiaty, wręcz kwiatuszki : fiołki, dzwonki, konwalie. Najdłużej to właśnie one rozbrzmiewały.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, lecz w kominku bardzo się rozkręcił i był silny. Rozchodził się szybko i równomiernie, porządnie i w dodatku nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał się niezbyt długo.

Zapach bardzo, bardzo mi się spodobał. Niecodzienne zestawienie świeżutkich leśnych kwiatów, trochę polankowej zieleni z ciepłem słońca i przypraw, wysoka słodycz kwiatów i wanilii, mieszająca się z przyprawami i przyprawo-ziołami, podkreślone drewnem i piżmem, z naleciałością bukietów i damskich perfum to kompozycja bardzo, bardzo przytulna, ale nie nazbyt tulaśna. Szkoda tylko, że zapach nie utrzymywał się dłużej. Zapach nie wydał mi się jednak męski - ani trochę! Na myśl przychodziły raczej damskie perfumy.

10/10

wtorek, 24 grudnia 2024

wosk / świeca Classic Candle Lavender Green Tea

Etykietka prawdę Ci powie

Kiedy zobaczyłam etykietkę dziś przedstawianego wosku, przepadłam zupełnie. Wydała mi się zachwycająca tak, że aż słowami nie umiałam tego wyrazić. Zapach, który mogła oddawać musiał być szlachetny, herbaciano-ziołowy i bardzo, bardzo mój. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zamówić mniejszą pod względem gramatury małą świeczkę i używać jako wosk czy większy pełen wosk, ale tak popatrzyłam... Świeczka miała w dodatku okrojoną etykietkę. Coś czułam, że choć nie miałam do czynienia z zapachami Classic Candle, nie pożałuję, jak kupię wosk. 

Classic Candle Lavender Green Tea to zapach lawendy i zielonej herbaty od Classic Candle Company; u mnie jako wosk (w opakowaniu 60g, czyli 6 kostek po 10g).

Opis producenta
Uspokajający aromat francuskiej lawendy zmieszany z zieloną herbatą i białą lilią jako bazą. Z górnymi nutami świeżych cytrusów, melona i rozgrzewającej szałwii.


Recenzja

Suchy wosk pachniał świeżo i ziołowo. Czuć w nim goryczkowato-słodką lawendę i rześko-soczystą, wręcz odrobinkę kwaskawą białą szałwię. Jej kwasek wydawał się jeszcze czymś podkręconym, a ogólna ziołowość nieco ukojona... delikatną, zieloną herbatą? 

Z kominka pierwsza rozeszła się rześka, sugestywnie kwaskawa nuta białej szałwii, powoli mieszającej się ze zwykłą szałwią, która wprowadziła goryczkę. Podążał za nią bardziej złożony ziołowy motyw oraz delikatna, liściasta zielona herbata. Zdradzała lekką goryczkę i mieszała się z nieco kwiatowym wątkiem, a po chwili przybrała na goryczce. Chyba przez kontrast ze słodkimi białymi liliami. Do goryczki dołączyła lawenda, łącząc ją bardzo spójnie z kwiatowością.

Lawenda podyktowała kompozycji nieco cięższy wydźwięk. I słodycz, i ziołowość zrobiły się cięższe na pewien czas. Chwilami chyliły się w trochę kąpielowe strony - do głowy przyszło mi lawendowe mydło i kosmetyki. Potem jednak wróciła biała szałwia, przypominająca o rześkości i kwasku. W nim zaznaczyły się cytrusy - powiedziałabym, że kwaskawa pomarańcza deserowa i skórka cytryny. Wtapiały się w zioła i zieloną herbatę z lawendą. Myśl o zielonej herbacie zaparzonej z lawendą i delikatną cytrusową nutą stała się bardzo wyrazista. W tle raz po raz przy zioła przemykało stare drewno.

Suchy wosk pachniał średnio-mocno intensywnie, w kominku zaś intensywnie, że prawie siekierowo. Zapach rozchodził się błyskawicznie i równomiernie, nie tylko w pokoju z kominkiem. Utrzymywał się dość długo. Lekko pobrzmiewał nawet następnego dnia. A kostka spokojnie wystarczyła na 2 podgrzewania.

Kompozycja bardzo mi się podobała ze względu na nieoczywiste połączenie szałwii białej i zwykłej, ziół i lawendy z zieloną herbatą i odrobinką cytrusów oraz kwiatów, a także drewnianym echem, jednak obyłoby się bez tych mydlanych sugestii. Połączenie słodyczy i goryczki zacne. Podobało mi się, jak nuty się uzupełniały tak samo jak wysoka moc zapachu.
Dobrze, że tak dobrze trafiłam - niby nie ocenia się książki po okładce, ale w tym przypadku miałam szczęście. Nie mogę jednak powiedzieć, by wyczuwalny zapach tak w 100% kojarzył mi się z tym, co pokazano na etykiecie. To jednak szczegół, bo tytuł już adekwatny.

9/10

sobota, 21 grudnia 2024

wosk / świeca Winter Bee Candles Smells Like Christmas

Substytut choinki

W tym roku grudzień był jakiś zupełnie niezimowy i nawet dekorując mieszkanie, nie czułam, że zbliża się Przesilenie Zimowe. Uznałam więc, że może adekwatny wosk pomoże mi trochę wczuć się w ten klimat? Wybierając, które próbki chcę dostać od Winter Bee, tego nie mogłam pominąć. Bardzo lubię choinkowe zapachy, a w tym roku drzewko wyjątkowo późno sobie załatwiłam, bo dopiero w dzień rozpoczynający Yule (i do niego trochę przetrzymałam recenzję w kolejce do publikacji).

Winter Bee Candles Smells Like Christmas to zapach oddający Gwiazdkę, czyli drzew iglastych i pomarańczy, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 8g.

Opis producenta
Wyobraź sobie wieczorny spacer po lesie zimą - w ostatnich promieniach słońca na śniegu tańczą iskierki. Weź głęboki wdech - czujesz aromat świerkowych i jodłowych igieł, pod stopami chrupie śnieg. Jest cicho i tak spokojnie... 
Nuty górne: pomarańcza, cedr, szałwia
Nuty środka: sosna, mech jodłowy
Nuty bazy: balsam jodłowy, kora sosnowa


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie bardzo świeżymi drzewami iglastymi - powiedziałabym, że lasem sosnowo-jodłowym. Oprócz iglastości, czuć wyraźnie też nuty drzew w kontekście bardziej drewnianym: pomyślałam o pniach, korzeniach i korze, a także subtelną, szlachetną słodycz. Świeżość ściśle wiązała się z "zielonym" kwaskiem, który nieco podkręciła przemykająca pomarańcza. 

Z kominka pierwsza wydobyła się rześka, świeżo pachnąca dosłownie "zielona sosenka". Urocze drzewko - choinka! - zaraz spotkało się z mnóstwem drzew iglastych: z sosnami, jodłami. Drzewko zmieniło się w cały, młody lasek. Ich rześkość była specyficznie kwaskawa, a także podkręcona kwaśnością pomarańczy. Obok pojawiła się jeszcze słodycz. Połączyła motyw iglasty z soczystością i... mchem? Pomyślałam o specyficznej słodyczy porośniętych mchem "dołów" lasów iglastych.

Mech niewątpliwie porastał też pnie. Zwróciłam uwagę, że coraz wyraźniej rozbrzmiewał motyw drewna, a więc wszelkich korzeni, opadłych gałęzi i kory, leżących na mięciutkim mchu. Część słodyczy przeszła zaś w nieco żywicznie-balsamowe tony. Drewno dodało kompozycji stateczności i powagi. Z czasem umocniła ją goryczkowato-słodkawa, ziołowa nutka. Wraz z drewnem i leśną słodyczą stworzyła kontrapunkt dla rześkości i kwasku sosen i jodeł.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, a w kominku znacząco mocno. Rozszedł się bardzo szybko i równomiernie, z łatwością. Utrzymywał się średnio długo. Spokojnie starczył na dwukrotne podgrzewanie i nie stracił w odbiorze.

Zapach autentyczny, prosty i głęboki. Czuć mnóstwo świeżych sosen, jodeł, ale też drewno i las pełen mchu, z ziołowym akcentem, a wszystko to urozmaiciła i podsyciła pomarańcza. Rewelacyjny na podbudowanie zimowo-choinkowego nastroju. To naprawdę dobry substytut choinki! Acz mógłby być bardziej siekierowy i utrzymywać się dłużej.

9/10

wtorek, 10 grudnia 2024

wosk / świeca Winter Bee Candles Old Library

Stare książki nigdy nie nudzą

Uwielbiam zapach starych książek, ale szczerze mówiąc coraz rzadziej mam z nim do czynienia. Kiedyś co i raz wypożyczałam coś aromatycznego... Albo jako dziecko czy młoda nastolatka o wiele częściej buszowałam w bibliotekach. Uwielbiałam to. O tych czasach myślę z nostalgicznym uśmiechem, więc gdy natknęłam się na tę kompozycję na stronie Winter Bee, poprosiłam o nią, wybierając, próbki jakich 10 zapachów chcę otrzymać.

Winter Bee Candles Old Library to zapach starej biblioteki, czyli koniaku, mirry, wanilii, bursztynu i sandałowca, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 10g.

Opis producenta
Świeca przypomina mi zapach XVI w. biblioteki Trinity College w Dublinie - starych książek w skórzanych oprawach, ustawionych na regałach z ciemnego drewna. W tej bibliotece marzeń, pełnej białych kruków, ustawiono długie stoły z bukietami piwonii i goździków, które wypełniają powietrze pudrowym zapachem. Na każdym stole króluje kryształowa karafka z koniakiem i szklaneczki. Woskowana podłoga skrzypi pod stopami, aksamitny w dotyku papier przywodzi na myśl skórkę brzoskwini, śliwkę i wanilię. Wszechobecna paczula tworzy rdzeń kompozycji.
Nuty górne: śliwka, rumianek, koniak
Nuty środka: pączek goździka, słodka mirra, laska cynamonu, ziele angielskie
Nuty bazy: złoty bursztyn, paczula, wanilia, drewno sandałowe, mech


Recenzja

Suchy wosk pachniał średnio mocno ciepło i trochę ciężkawo, alkoholowo niczym upita śliwka i koniak. Czułam też lekką korzenność i słodko-goryczkowatą żywicę. Przewinęło się drewno i marginalna ziemistość. Przy nich może też coś ziołowo-kwiatowego?

Z kominka najpierw rozeszła się trochę duszna słodycz. Nasilała się, zapominając o duszności. Szła w waniliowym kierunku, pomagając sobie ciepłem chyba cynamonu. Cynamonu i innych przypraw? Pomyślałam o suchych żywicznych kadzidłach. Zrobiło się dosłownie cieplutko. Do tego pojawiła się jakaś łagodna, ziołowa herbatka - rumianek? Miał kwiatowe aspiracje.

Z czasem poczułam się, jakbym siedziała w skórzanym fotelu w pokoju z książkami na drewnianych półkach - ogólnie z drewnianymi meblami - gdzie być może jest też kominek. Ciepło nakręcało się nawzajem ze słodyczą. Oprócz nadrzędnej wanilii pojawiło się jeszcze drewno sandałowe i więcej goryczkowato-ostrawych przypraw. Pikantnie nie było, ale sugerowały trochę pewną duszną ostrawość starych książek. Duszność znów odezwała się mocniej, a i jakoś tak splot drewniano-słodkich przypraw ciężej końcowo odebrałam. Jakby wśród starych, szeleszczących stronnic krył się... koniak? Przygłuszany jednak żywicami-kadzidłami.

Wosk potrzebował trochę, ale nie strasznie dużo, czasu, by się rozejść. Wyczuwalny trochę nierówno - to tu, to tam, nie zaskarbiał sobie całego pomieszczenia. Mimo że był silny. Tak trochę powyżej średniej. Utrzymywał się średnio długo.

Zapach był ładny, jednak nie zdobył mojego serca. Niby czuć w nim stare książki i bibliotekę, ale bo wiedziałam, że mają się pojawić. Złożyły się na nie wanilia, drewno, ciepło i przyprawy, a także sandałowiec i kadzidło. Przyjemny, ciepło-przytulny splot, trochę słodki, dusznawo-ostry i specyficzny, ale nie jakoś szczególnie wyjątkowy. Nawet nie aż tak jednoznaczny, a po prostu w miarę obrazowy.

8/10

wtorek, 19 listopada 2024

wosk / świeca Classic Candle Soft Cashmere

Za delikatna delikatność

Ten zapach u mnie to jeden z dowodów, że u mnie bycie kociarą przechodzi już w jakąś obsesję. Zobaczyłam etykietkę i przepadłam. Musiałam mieć! Przeczytawszy jednak opis, poczułam, że to niekoniecznie dla mnie. Słodko i delikatnie...? Choociaż jakby tak kwiaty i drewno się popisały... Byłam trochę rozdarta, więc by przetestować i mieć etykietkę do kolekcji, ale nie władować się w spory i drogawy wosk, kupiłam daylight z zamiarem używania go jako wosk do kominka (co często robię). Co ciekawe, kiedy sprawdzałam na stronie producenta nuty zapachowe, dowiedziałam się, że zapach występuje pod dwoma obrazkami (drugi to zdjęcie kłębków nici).

Classic Candle Soft Cashmere to świeczka oddająca zapach delikatnego kaszmiru, czyli kwiatów, pudru i piżma od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g); także potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta
Jaśmin, fiołek i róża, kaszmir, wanilia i nuty drzewne. Prawdziwa miłość kaszmiru, miękkie pudrowe piżmo, głębokie i złożone kwiaty ustępują miejsca delikatnemu i zachęcającemu słodkiemu piżmu.
do kominka wrzucałam po ok 11-12g.


Recenzja

Na sucho świeczka pachniała niedookreślonymi, delikatnymi kwiatkami-kwiatuszkami oraz słodką wanilią. Zapach miał bardzo przytulnie-sweterkowy wydźwięk. Było w nim coś kremowego, ale też pewna szlachetność drewna. Wydał mi się tulaśny, ale nie przesłodzony, a słodko-nostalgiczny.

Z kominka powoli rozszedł się delikatny zapach milusich, świeżutkich ręczników i wanilii. Pomyślałam o bawełnie, delikatnych tkaninach i lekkiej, acz jakby z ciężkawą naleciałością, słodyczy. Z czasem częściowo przechodziła w białe kwiaty i dosłownie kwiatuszki. 

W pewnym momencie do kwiatów doleciała nuta drewna. Nadała im trochę powagi, klimat zrobił się bardziej nostalgiczny, a tkaniny zmieniły się w eleganckie kobiece bluzki, kardigany i sweterki. Wszystkie były nasiąknięte lekko słodkimi, ciepło piżmowymi perfumami. Przy nich wśród kwiatów dało się wyróżnić wąchany za dnia (a więc delikatny) jaśmin i fiołki. Nawet jakby... coś słodko-soczystego i zarazem kwiatowego jak np. pitaja mi przemknęło? Wanilia pobrzmiewała w tle, wieńcząc słodko-szlachetny splot.

Zapach rozchodził się powoli, ale równomiernie. Był wyczuwalny delikatnie, tylko w pomieszczeniu z kominkiem. By rozbrzmiał mocniej, ale i tak nie mocno, a po prostu nie aż tak delikatniusio, potrzebował duuużo czasu. Za to znikał szybko.

Zapach był delikatny, zarówno jeśli chodzi o moc, jak i klimat. Nie chwycił mnie przez to. Słodycz oraz mięciutkie i zarazem eleganckie swetry, kardigany przesiąknięte dobrymi, ciepłymi perfumami, sporo wanilii i kwiaty to ładny splot, ale brakowało temu wszystkiemu pazurków albo czegoś zaskakującego. Odrobinka drewna i bawełny tonowały słodycz, ale tak... harmonijnie. To kompozycja... jakby trochę ospała. W sumie... niczym kot z etykietki. Jeszcze samemu zapachowi dałabym 7, ale moc mnie nie satysfakcjonowała.

6/10

środa, 13 listopada 2024

wosk / świeca Winter Bee Candles Kicking Leaves

Nieskopane liście

Ten wosk od Winter Bee wybrałam sama. Zobaczywszy tytuł od razu się zainteresowałam, a po przeczytaniu opisu już w ogóle byłam pewna, że to esencja tego, czego szukam w zapachach związanych z jesiennymi liśćmi. Uznałam, że wrzucę go do kominka niedługo po Country Candle Sanctuary, ot tak, by sobie porównać.

Winter Bee Candles Kicking Leaves to zapach suchych liści i drewna; u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 13g.

Opis producenta
Nostalgiczny zapach inspirowany rześkim, tęsknym uczuciem jesiennych spacerów po parku. Wdychaj ziemisty aromat suszonych liści mieszających się z jasnymi nutami pomarańczy, podczas gdy ciepłe drewno i miękkie piżmo wirują razem, tworząc kojący, ale lekko melancholijny zapach. "Kicking Leaves" oddaje piękno zmieniających się pór roku, przywołując wspomnienia spokojnych chwil na łonie natury, z nutą słodko-gorzkiej tęsknoty w powietrzu. Idealny do wprowadzenia przytulnego, refleksyjnego nastroju jesieni do Twojego domu.
Nuty zapachowe: suche liście, pomarańcza, drewno, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie jesiennymi, szeleszczącymi liśćmi o słodkim charakterze, który mieszał się z bardzo słodką i soczystą pomarańczą, może podkręconą mandarynkami. Czułam też drewno, wprowadzające do kompozycji trochę goryczkowatej powagi, ale też nieco szlachetnie słodkawe. Za zwykłym drewnem chyba chował się... sandałowiec? I kwaskawy świerk, zasugerowany cytrusami? Całość przywodziła na myśl jesienny dzień, w który może okazać się, ale nie musi, ciepły.

Z kominka pierwszy rozszedł się mocno drzewny wątek, osnuty słodyczą. Pomyślałam o lesie mieszanym, w których czuć drzewa liściaste i całkiem sporo kwaskawo-rześkich świerków. Było to rześkie i... soczyste? Przewinęła się pomarańcza. Wyszła dość dynamicznie, bo raz bardziej słodko-kwaskawa, a raz czysto słodka, że do głowy przychodziły mi też mandarynki.

W tym czasie mocno wzrosła też słodycz ściśle związana z drewnem. Pomyślałam o sandałowcu oraz o świerku, po którym cieknie trochę żywicy. Słodycz wydała mi się ciepła niczym... Jesienne, suche liście? Wemknęły się, zbadały grunt i rozbrzmiały bardzo wyraźnie. Pomyślałam o żółtych, żółtych i czerwonych liściach opadających wokół drzew, podczas gdy pojedyncze świerki wciąż cieszyły się świeżą zielenią. Liście przeplatały się z drewnem i drzewami, rządząc na pierwszym planie. Drewno już ścięte i opadłe liście czasem robiły małe wybiegi ku ziemistości, a czasem ku ciepłu słońca. Ciepło właśnie zawarło w sobie słodycz i przypominało o drewnie dawno już ściętym, podążającym za tym żywszym, świeższym.

Suchy wosk pachniał mocno, zaś rozgrzewany bardzo mocno. Rozszedł się dość szybko i równomiernie, nie tylko po pokoju z kominkiem. Utrzymywał się średnio długo. Listek (bo nie "kostka?") wystarczył spokojnie na dwa podgrzewania.

Wosk bardzo, bardzo mi się podobał. Gdy mowa o zapachach oddających jesienne liście, to moje jesienne liście idealne: szeleszczące złote, suche liście i dużo drewna, drzewa. Odrobinka iglastej świeżości, akcenty cytrusów i ziemi, a także słodycz wpisana w to wszystko, ale szlachetna i poważna. Idealny zapach na jesień, idealne oddanie tytułu i opisu. No, kawał dobrej roboty tu widzę - nie skopali tych liści!

Wystawiłam ocenę wyższą niż Country Candle Sanctuary, bo dzisiaj przedstawiany wosk ucieszyłby mnie zapachem każdego jesiennego dnia, natomiast podlinkowany był na tyle specyficzny, że trzeba mieć na niego ochotę.

10/10

sobota, 9 listopada 2024

wosk / świeca Country Candle Sanctuary

Jesienne schronienie

Gdy tylko zobaczyłam etykietkę wosku, zakochałam się. Aż bałam się kliknąć, by sprawdzić, jakie nuty obiecuje producent. Tak bardzo bałam się, że może to być coś nie w moim typie. I... obawy poniekąd się potwierdziły. Opis na stronie sklepu aromatowo.pl głosił, że poczuję m.in. masło, ciasto francuskie i cukier, co zupełnie mi nie pasowało do etykietki. A jednak... miałam przeczucie, że warto dać upust swemu chciejstwu i kupić wosk głównie ze względu na etykietkę. Jakież było moje zaskoczenie... Dopiero po napisaniu recenzji zadałam sobie trud, by znaleźć opis ze strony producenta (dokładnie na Izrael, bo tylko tam był jeszcze dostępny). Musieli coś pokręcić!

Country Candle Sanctuary to zapach słodko-ciepły zapach liści tytoniu; u mnie jako wosk (64 g, czyli 6 kostek po 10,7g).

Opis producenta
Ciemny, ciepły i zmysłowy zapach z mieszanką słodyczy i dymnych liści tytoniu, który nadaje mu egzotycznego charakteru.
Nuty górne: walencjańska pomarańcza, rozgrzewające przyprawy
Nuty środkowe: haitańska wetyweria, liście paczuli
Nuty dolne: ziarenka wanilii, kadzidło


Recenzja

Na sucho wosk pachniał szlachetną, głęboką, i ciężką słodyczą trochę ciastową, trochę kadzidlaną. Czułam wanilię i coś lekko czekoladowo-korzennego. Pomyślałam o ciastach dyniowych i marchewkowych, oblanych palono-dymną czekoladą i z cytrusową nutką... Pomarańczy? W słodycz wpisały się też jesienne, suche liście, acz one zapewniły też lekką cierpkość, goryczkę. Idealnie dopasowała się do kadzidła.

Z kominka pierwsza dobiegła mnie odrobinę ciastowa słodycz. Poczułam w niej wanilię i jasne krucho-maślane ciasto ze szczyptą ciepłych przypraw korzennych. Cynamon wprowadził goryczkowate kadzidło i czekoladę mleczną o wysokiej zawartości kakao. Miała nieco palony charakter. Nie było to jednak w żadnym stopniu przesłodzone. A wręcz trochę soczyste?

Soczystość rosła i rozwijała się jako słodka pomarańcza. Ciasto musiano nią nasączyć; możliwe, że wypełniała je kandyzowana, ale soczysta skórka. I wieńczyła je czekolada! Przy niej zaznaczyła się trochę ciepło-ziemista nutka i od niej właśnie odeszły nuty jesiennych, suchych liści. Nakręciły się ze szlachetną słodyczą kadzidła. Do głowy przyszły mi też jakieś palone liście - może i słodkawy tytoń? Jednocześnie cierpkość nieco wzrosła, acz ani myślała oddalić się od słodyczy. Pomyślałam o cieście / tarcie dyniowej i cieście marchewkowym. Cynamon, trochę... goździków? Przyprawy i liście, ziemia zasugerowały leciuteńką prawie pikanterię. Rozgrzana ziemia i suche liście kojarzyły się z ciepłym, jesiennym dniem. Pewna duszność, ciężkawość z czasem rosła, wysuwając na przód te pożółkłe, szeleszczące liście. Całe sterty liści!

Wosk zarówno na sucho jak i w kominku pachniał dość intensywnie. W kominku intensywniej, ale jego moc na sucho zdradzała, że w kominku będzie odważny. Rozchodził się błyskawicznie i równomiernie, nie tylko po pokoju z kominkiem. Utrzymywał zadowalająco długo.

Dawno nie trafiłam na wosk, który tak przedstawiłby dość wysoką, ciastową słodycz. Zupełnie nie kojarzyła się zbyt jedzeniowo, nie dusiła, nie zasłodziła! Przeplotło ją kadzidło, liście i odrobinka ziemi. Akcenty czekolady, soczystej pomarańczy i przypraw dodały jej niebanalnej głębi. Wąchając nie mogłam się nadziwić, jak autentycznie wyszły szeleszczące, jesienne liście! Nie wiem, czy najlepiej oddaje obrazek z etykietki, który sugeruje wodę - a tej nie było tu ani trochę, to jesienne ciepło i suchość, ale tytuł owszem. To takie... jesienne, niemal sakralne schronienie.

9/10