środa, 29 stycznia 2025

wosk / świeca Winter Bee Toxic Masculinity

Damska męskość?

Gdy zobaczyłam samą nazwę dziś przedstawianego zapachu, od razu się zainteresowałam. Gdy przeczytałam nuty, pomyślałam, że nie zgadłabym ich - toksyczną męskość zupełnie inaczej bym sobie wyobrażała. Tak czy inaczej jednak, obiecywane nuty zapachowe brzmiały kusząco i bardzo w moim typie.

Winter Bee Toxic Masculinity to odważny zapach buntowniczego uroku, czyli imbiru, kwiatów i przypraw, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 10g.

Opis producenta
Odważny i prowokacyjny zapach, który rzuca wyzwanie konwencjom z ostrym, odważnym ostrzem. Uwolnij intensywność świeżego imbiru, słodycz wanilii i pikantność cytryny, podkreśloną zielonymi nutami liścia fiołka i aromatycznej bazylii. Kolendra i pieprz dodają pikanterii, a głęboka, dymna ambra, ziemista wetyweria i surowy mech dębowy dodają nieodpartej głębi. Toxic Masculinity przesuwa granice, tworząc odważny, złożony zapach, który utrzymuje się, uosabiając siłę i pewność siebie z odrobiną buntowniczego uroku.
Nuty zapachowe: imbir, cytryna, liść fiołka, bazylia, czarny pieprz, ambra, wanilia, kolendra


Recenzja

Suchy wosk zapachniał zaskakująco słodko. Przewodziła wanilia, ale czułam też kwiaty i pewne ciepło - piżmo? Pomyślałam o miękkich, zwiewnych kardiganach i aksamitnych bluzeczkach, mieszających się z cytryną. Jej soczystość podkreślił świeży imbir. Ułożyło się to w szlachetne, damskie perfumy, którymi mogła być przesiąknięta droga odzież. W oddali przemknęło trochę goryczki pieprzu i drewna, sugerujących nawet odrobinę ciepłej pikanterii.

Z kominka pierwsze rozeszły się subtelne, słodkie kwiaty i ciepło... Wydało mi się dosłownie sweterkowe, może właśnie trochę piżmowe. Kwiaty przedstawiły się jako fiołki i konwalie, ukryte wśród zieleni jakiejś leśnej polanki, na którą docierając pojedyncze promienie słońca.

Ciepło słońca nasiliło się wraz z piżmem. Dołączyła do nich mieszanka słodko-ciepłych przypraw. Pomyślałam o imbirze, pieprzu i czymś słodszym. Słodycz nagle wzrosła za sprawą wyrazistej wanilii. Sprawiła, że kwiaty wyszły o wiele odważniej. Wyobraziłam sobie szlachetne, mocno kwiatowe damskie perfumy i kwiatowe bukiety z żywych kwiatów, niosących świeżość. W ostrości zaplątała się soczystość. Imbir wzmocniła odrobinka cytryny, podkreślając, że chodzi o korzeń. Pieprz wmieszał się w motyw leśnej polany, wskazując na korę i pnie drzew niewątpliwie liściastych. W tym wszystkim znalazło się właśnie też trochę miejsca dla zielonej świeżości. Podszepnęła przyprawom trochę żywszych ziół - kolendry i bazylii? Znacząco otuliły je drobne, leśne kwiaty, wręcz kwiatuszki : fiołki, dzwonki, konwalie. Najdłużej to właśnie one rozbrzmiewały.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, lecz w kominku bardzo się rozkręcił i był silny. Rozchodził się szybko i równomiernie, porządnie i w dodatku nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał się niezbyt długo.

Zapach bardzo, bardzo mi się spodobał. Niecodzienne zestawienie świeżutkich leśnych kwiatów, trochę polankowej zieleni z ciepłem słońca i przypraw, wysoka słodycz kwiatów i wanilii, mieszająca się z przyprawami i przyprawo-ziołami, podkreślone drewnem i piżmem, z naleciałością bukietów i damskich perfum to kompozycja bardzo, bardzo przytulna, ale nie nazbyt tulaśna. Szkoda tylko, że zapach nie utrzymywał się dłużej. Zapach nie wydał mi się jednak męski - ani trochę! Na myśl przychodziły raczej damskie perfumy.

10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz