piątek, 31 grudnia 2021

wosk / świeca Woodbridge Secrets

 Sekretne nuty

Przed Sylwestrem wszyscy pewnie szykują się na huczną i głośną zabawę, ja natomiast wolę spędzić ten czas w swoim domowym zaciszu, licząc, że za dużo petard w tym roku nie będą strzelać. Pomyślałam, że takiej porze będzie odpowiadać właśnie taki wosk.

Woodbridge Secrets to wosk / świeca o świeżo-słodkim zapachu, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Secrets to intensywny, świeży zapach ze słodką nutą, która rozbudza zmysły.
Nuty górne: czerwone jabłko
Nuty środkowe: piwonia, jaśmin, goździk, róża
Nuty dolne: zamsz


Recenzja

Suchy wosk okazał się kwiatowy, słodki. Dominowały róże, a zaraz za nimi piwonia, goździki i wiele innych. Wszystkie żywe i rześkie w pewien sposób, acz... też z pewną delikatnością, tkaninami i ciepłem. Przypraw?

Z kominka pierwsza rozeszła się delikatna woń żywych kwiatów, z płatkami mięciutkimi i jakby lekko wilgotnymi. Pomyślałam o jasnych różach (bladoróżowych?), o kolorowych, drobnych goździkach. Z czasem nabrały troszeczkę pewności siebie, ich barwy jakby odrobinę się zintensyfikowały. Może mignęły też piwonie, a róże zaprezentowały się jako delikatny bukiecik?

Wciąż jednak było w tym coś... muskającego - płatki delikatne jak skrzydła motyla i... coś zamszowego, aksamitnego? W kwiatach znalazłam wilgoć czy nawet drobną soczystość, ale te miękkie wątki odpowiadały też za pewne ciepło. Przyprawy...? Słodko-ciepłe, na pewno nie ostre... Niejednoznaczne. Raz czy dwa wyłapałam niesprecyzowany rześki owoc, ale krył się w żywości i zawilgoceniu kwiatów.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, był raczej delikatny. W kominku natomiast na pewno był delikatny i jego intensywność do średniej doczołgała się jedynie w punkcie kulminacyjnym. Rozchodzi się w średnim tempie, utrzymuje krótko.

Kompozycja była niezła, ale zbyt "sekretna", zbyt nieśmiała. Zamiast subtelności i tajemnicy, które mogły zawrzeć coś kusicielskiego, poważniejszego, te tutaj... były po prostu lekkie, mało wyraziste. Szkoda. Ten wosk widziałabym jako siekierę, powoli zdradzającą poważne tajemnice.

7/10

poniedziałek, 27 grudnia 2021

wosk / świeca Candleberry Warm Patchouli

Ciepła słodycz

Choć prawdziwa paczula jako kadzidło naturalne nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia ze względu na to, iż okazała się łagodna, nauczyłam się już, że w kompozycjach, w których występuje, zazwyczaj dostaję dosadną, ziemistą moc, jaką bardzo lubię. Stąd i ten wosk zakupiłam - paczula w opisie znalazła się w dość nietypowym towarzystwie.

Candleberry Candle Warm Patchouli twedług producenta "ciepła, relaksująca i prawdziwie paczulowa" kompozycja, czyli zapach paczuli, wanilii, oud, kwiatów i cytrusów; u mnie jako wosk kostka ok. 14 g (w opakowaniu 110 g, czyli 8 kostek).

Opis producenta
Kiedy emocje szaleją, paczula staje w szrankach z wetywerią, rumiankiem i lawendą jako sposób na odstresowanie. Zakończ dzień relaksując się w miękkiej przestrzeni przy harmonizującym zapachu świecy. Chociaż paczula dobrze komponuje się z różnymi składnikami, Candleberry's® wybrała połączenie z bardzo delikatnymi nutami wanilii, fasoli tonka, drewna oud, kwiatu heliotropu i pomarańczy, dzięki czemu paczula naprawdę błyszczy.


Recenzja

W pierwszej chwili suchy wosk zapachniał mi słodką, ciemną czekoladą z nutką ziemi oraz wanilią. Pojawiły się także drzewne nuty, splatając gorzkawość czekolady z bardziej bagnistymi, ziemistymi wątkami. To też... trufla /mousse czekoladowy z drobną soczystością i rześkością. Poprzez ostatnie do kompozycji zakradły się zioło-kwiaty.

Z kominka rozeszło się ciepło... jakby rumiankowej herbaty lub... mięciutkich ręczników przesiąkniętych np. rumiankowymi perfumami, szamponami? Najpierw było perfumeryjnie-łazienkowo, jednak kompozycja szybko się zreflektowała, poważniejąc. Poczułam słodycz niejednoznacznej wanilii i słodkiego drewna. Do tego gorącej, ciemnej czekolady o ziemistych nutach. Drewno, orzechy... Z czasem coraz wyraźniej drewno i drzewa. Zrobiło się ziemiście-bagniście, a mnie do głowy przyszła czerwona herbata, fusy... Liście?

Pomyślałam o herbacie z cytrusową nutą. Może earl greyu z bergamotką? Pomarańczą? Ta zadbała o soczystość. Kontynuowała także słodycz. Czekolada nieco się rozmyła, acz taka z soczyście-ziemistym charakterem wciąż jako delikatne echo pobrzmiewała. Może to... gorąca czekolada z nutą pomarańczy? Z tym, że w porywach puszczająca oczko do nieco perfumeryjno-kosmetycznych klimatów (jak np. balsam w tym wariancie?).

Na szczęście po dłuższym czasie rozniosła więcej gorzkości ukoronowanej szlachetną słodyczą. Znów myślałam o drzewach, ewidentnie o gęstym lesie, pełnym także wonnych paproci i ziół. Czułam, że to wszystko żyje, jest świeże. Zamknąwszy oczy, widziałam krzewy lawendy i drobniejsze kwiaty. Wprowadziły sporo rześkości, lekko wyciszając cytrusy. Ostała się wanilia, podporządkowana jednak duetowi kwiatów i cierpkawych ziół. Tych po długim czasie zebrało się sporo.

Suchy wosk był średnio intensywny, dlatego prawie siekiera w kominku okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Naturalny i rzeczywiście ciepły zapach. Rozchodzi się dość szybko i długo, wyraźnie (ale nie przytłaczająco) się utrzymuje.

Całość podobała mi się, choć chwilami budziła małe wątpliwości. Co więcej, nie jestem w pełni przekonana, czy na pewno oddaje to, co obiecał producent. Jednak i tak kompozycja okazała się niespotykana i głęboka, ciekawa. Czekoladowe zapędy, słodycz wanilii i kwiatów z mocnym tłem gorzkości, pewną powagą drzew i ziołowo-lawendową nutą, wszystko doprawione ziemią jak najbardziej wpisały się w to, co lubię. Kosmetyczne wątki na szczęście pozostawały mało istotne.

8/10

piątek, 24 grudnia 2021

wosk / świeca Goose Creek Classic Christmas Tree

Drzewko jakości marketowej

Uwielbiam zapach drzew iglastych i zawsze sobie z gorzkim uśmiechem myślę, że jest on nie podrobienia. Do tego stopnia, że nawet te masowo sprzedawane zimą przed marketami drzewka jakoś tak... nie pachną tym, co trzeba. Pytanie, czy wosk tak uwielbianej przeze mnie marki miał nimi pachnieć?

Goose Creek Classic Christmas Tree to zapach choinki, pokrytej śniegiem, u mnie jako wosk kostka ok. 10 g (w opakowaniu 59g, czyli 6 kostek).

Opis producenta
Odprężający zapach pokrytych śniegiem bożonarodzeniowych choinek wypełnia powietrze. 
Nuty górne: trzaskający świerk, ziemista sosna 
Nuty bazowe: ośnieżony las
Nuty dolne: kora drzew, drewno cedrowe


Recenzja

Suchy wosk uderzył wyrazistą, świeżo ściętą i przyniesioną z lasu choinką. Czuć odrobinkę drewniano-goryczkowato-słodkawy motyw żywicy oraz chłód powietrza. A jednak drzewko to zetknęło się już z cieplejszym wątkiem, samo jeszcze wyraźniej wychodząc na przód dzięki temu.

Chwilę po zapaleniu podgrzewacza poczułam się, jakby gdzieś zaraz obok przycinano choinkę. Kwasek i rześkość sosnowych, zielonych igieł i żywiczny charakter były zrównane ze sobą, choć zieloność sprawiała wrażenie bardziej dynamicznej. Raz i drugi wydało mi się, że podkreśla ją odrobinka cytryny.

Z czasem z kominka rozeszła się słodycz drewna. Nieco żywiczna, a więc jednocześnie rześka, ale też ciężka i poważniejsza. Wyobraziłam sobie korę drzewa, gałęzie... po prostu drewno, niekoniecznie iglaste. Chwilami sugerowało, że pójdzie w kierunku przypraw, ale nie. Całość była łagodna...

I trochę mroźna? Pomyślałam także o drzewku przyniesionym z pola, a więc takim, którego aromat jest nieco przygłuszony, przemrożony. Już czuć zielone igiełki, ale jeszcze w subtelny sposób.

Wosk na sucho był intensywny, w kominku zaś średni. Rozchodził się w miarę szybko, ale czuć go delikatnie. Utrzymywał się, jako akcent subtelnie pobrzmiewający, niezbyt długo - uważam to za ogółem niesatysfakcjonujące.

Całość, choć sporo obiecała w wersji suchej, potem rozczarowała. Licha, przemrożona i mało pachnąca sosna z nutą drewna i żywicy, która byłaby boska, gdyby tylko było ją lepiej czuć. A tak to wyszło trochę nijako, jak przemrożone, biedne drzewka przed supermarketami. Potencjał niewykorzystany.

6/10

wtorek, 21 grudnia 2021

wosk / świeca Woodbridge Festive Snowfall

 Pod owocową pierzynką

Etykietka z tego wosku skojarzyła mi się z Opowieściami z Narni i latarnią, przy której Łucja spotkała Tumnusa, do którego to mam słabość (bo jest faunem). Przeczytawszy, co producent obiecuje, pomyślałam, że tak właśnie musiał pachnieć wieczór, kiedy to dziewczynka została zaproszona do niego na herbatę.

Woodbridge Festive Snowfall to wosk / świeca oddająca klimat śniegu padającego w Gwiazdkę, u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Doskonała słodko-korzenna kompozycja z cytrusami na Święta Bożego Narodzenia i nie tylko.
Nuty górne: sosna, owoce, bergamotka, cytrusy, zielone liście
Nuty środkowe: truskawka, drzewo różane, goździk (kwiat)
Nuty dolne: cynamon, przyprawy korzenne, drzewo cedrowe, drewno


Recenzja

Suchy wosk zapachniał soczystymi, słodkimi czerwonymi owocami (truskawkami lub malinami?), podkręconych różaną nutą, przez co do głowy przyszła mi czerwona konfitura, zestawiona z odrobinką korzennego ciepła. Soczystość przeplatała się z niejednoznacznym kwaskiem... ni cytrusów, ni sosen. Drzewa iglaste wyraźnie ustanowiły stateczną, poważną bazę. Drewno za sprawą ciepła połączyło się z przyprawami, dając iście zimowy efekt domowego ciepła i przypraw, ale z echem rześkości choinki. Oddawało to zimową aurę i siedzenie pod kocykiem.

Z kominka pierwsza rozeszła się subtelna słodycz truskawek o dżemowo-konfiturowym, ciepłym charakterze. Wzbogaciła je pewna lekkość... kwiatów? Odrobinki róży? Pomyślałam o słodkiej, czerwonoowocowo-różanej masie... Z rozkręcającą się soczystością cytrusów.

Te podszepnęły drzewa iglaste. Nagle uderzyło drewno ciepłe, słodkawe, acz jednocześnie szlachetne i poważne. Oprócz abstrakcyjnego drewna, wyraźnie czułam motyw drzewa iglastego. Szybko jednak złagodniał.

Słodycz zmieniła się w słodkawość, i to nieśmiałą. Troszeczkę delikatnych, korzennych przypraw? Cynamon, ale delikatny i słodki oraz... znowu pewna konfiturowość. Jakby jakieś ciastka z czerwonym nadzieniem z nutą róż i cynamonem - nie ostrym, a jedynie ciepłym. Całe to ciepło... wplotło nutkę drewna i liści, kojarzących się bardziej z jesienią... Owoce przypomniały o sobie jako słodki cytrus (mandarynka?) i malino-truskawki. Te poszły w aż cukierkowo-pudrowym kierunku. Całość była bardzo niejednoznaczna.

Wosk już na sucho pachniał średnio mocno. W kominku bez zmian - moc średnia, acz kompozycja wyczuwalna w porządku. Nie czułam niedosytu, jednak za co chwalić nie mam na pewno.

Całość była może i z pomysłem, ale za wiele mi w tym niejasności. Czerwone owoce, róże, cytrusy i drewniano-przyprawowe nuty z drewnem, zielonymi igiełkami w tle to miły splot, ale jednak nie było tu ani motywu przewodniego, ani charakteru... Nuty wydawały się zbyt nieśmiałe i rozmyte. Moc też nie moja (wolę siekiery). Ogół ładny, ale jednorazowo. W pamięć nie zapada. Jakby tak pod śnieżną (lub raczej owocową) pierzynką ukryć istotę zapachu.

7/10

sobota, 18 grudnia 2021

wosk / świeca Chestnut Hill Winter Cabin

 Domek w choinkach czy choinka w domku?

Choć Chestnut Hill ze względu na mazistość sojowej bazy jakoś mnie nie chwyciło, to ich zapachy mnie kupiły. Bardzo złożone, niecodzienne... Uznałam, że mimo problemów z doczyszczeniem kominka, jeszcze jakieś z ochotą przetestuję. Ciekawiło mnie, czy tak prosty zapach jak zimowe igliwie, też zrobili jakoś... ciekawiej?

Chestnut Hill Winter Cabin to zapach oddający spacer wśród drzew iglastych, u mnie jako wosk (kostka) - mieszanka sojowego z domieszką parafinowego; opakowanie to 85g, czyli 6 kostek.

Opis producenta
Spacer leśną ścieżką w towarzystwie uskrzydlającego zapachu kanadyjskiej sosny balsamicznej. 


Recenzja

Suchy wosk uderzył wyrazistymi, świeżymi drzewami iglastymi. Sosny, świerki i ich leciutki kwasek. Zupełnie, jakbym znalazła się w młodym iglastym lesie, gdzie na świeżym powietrzu rosną małe drzewka. Z nieśmiałą słodyczą, pomykającą wśród nich? Bardzo obrazowe i autentyczne. 

Z kominka najpierw rozszedł się aromat młodych, delikatnych drzewek iglastych; niewysokich sosenek, które sterczą znam zasp śniegu i przebijają rześkie powietrze swoim świeżym kwaskiem. Zielone, pełne życia igiełki przybierały na intensywności, a stateczny motyw drewna podtrzymywał je w tym. Drzewka, drzewa... cały lasek, w którym zaplątała się delikatna, też drzewna słodycz. Zaraz wyobraziłam sobie kogoś, kto ściął ukradkiem jedno z drzewek. Właśnie takie ścięte drewno wyłapałam - mocniejsza słodycz wydobyła się z niego. Żywica zadbała więc o bardziej drewniany motyw, acz wciąż to sosnowe, kwaskawe igły dominowały.

Mimo rześkości, zapach zawarł w sobie także ciepło, słodycz i drewno - te nuty były bardzo delikatne, ale niezwykle istotne zwłaszcza po pewnym czasie. Podkreślały nie sosny, a młodziutkie sosenki właśnie. Takie, na widok których chce się krzyknąć: "weźmy je do domu!". I... na który to okrzyk od razu myśli się o przytulnym, drewnianym domu, który po dłuższym czasie także się ujawnia i przewija nienachalnie.

Suchy wosk to istna siekiera, ale w kominku jest po prostu bardzo mocny. To pasuje idealnie do obrazu, jaki zarysowuje. Szybko się rozchodzi i utrzymuje wystarczająco długo. Nie przytłacza ani przez chwilę i nie zostawia niedosytu.

Całość bardzo, bardzo mi się podobała. Niby prosta, a jednak z dodanym ciekawszym (słodkim) akcentem. Młode iglaste drzewka, z naciskiem na drewno - to jest to. Czy domek...? Może jakaś malutka chatka ukryta w lasku - bo to właśnie lasek dominował. Zastanawiałam się, czy wygra domek (nuty drewniano-ciepłe), czy choinka. Okazało się iż, nie tyle choinka, co właśnie lasek. Wosk nie oddaje więc etykietki tak w pełni, ale i tak jest cudowny.

9/10

środa, 15 grudnia 2021

wosk / świeca Woodbridge Jingle Bells

Coś mi w głowie zadzwoniło...

Nie wiem, co jest właściwie takiego w tej etykietce, że zrobiła na mnie aż takie wrażenie. Klasyczna, ani to mój ulubiony kolor (no ok, uwielbiałam błękit, jak byłam dzieckiem), ale po prostu mnie chwyciła.

Woodbridge Jingle Bells to wosk / świeca o zapachu cytryny i drzew iglastych, "oddający klimat Wigilii", u mnie jako wosk-kostka; opakowanie zawiera 68 gramów (8 kostek).

Opis producenta
Nadszedł dzień Wigilii. Usiądź przy stole i poczuj wyjątkowy zapach cytrusów, drzewa cedrowego i przypraw.
Nuty górne: cytryna
Nuty środkowe: cedr z Wirginii
Nuty dolne: drzewo cynamonowe, goździki


Recenzja

Suchy wosk ukazał walkę cytrusów z drzewami iglastymi. Cytryna o kwaśnym soku i goryczkowatej skórce oraz zielone, świeże igiełki wraz z dosadniejszymi motywami drewna (m.in. wyraźnie cedru) przepychały się w przyjacielskiej bójce. Sędziowały im ostro-goryczkowate przyprawy. Przede wszystkim niemal szczypiące goździki.

Z kominka rozszedł się aromat drzew iglastych, podsyconych cytryną. Ułożył stateczną, rześką bazę. Pomyślałam też o drewnie jasnym (w wyobraźni widziałam jakieś szarawe), niesprecyzowanym, a także o cedrze. Odważnie zarysował się na tle zbieraniny drewna rozmaitego.

Drewno zawarło w sobie sporo szlachetnej gorzkości, co podkreśliły przyprawy. Wyraziste goździki tchnęły odrobinę pikanterii, która wpisała się w rześkość. Wyszła nieco przenikliwie, gryząco, choć nie była bardzo mocna. Czułam jednak też prostszy kardamon i inne... Jakby wygładzające kompozycję i harmonizującą, co bardziej dynamiczne, z drewnianą i spokojną bazą. Pojawił się motyw trochę słodko cynamonowy, ale w dziwnym, bardziej drzewnym wydaniu.

Kwasek cały czas się utrzymywał, w swym wirze mieszając drzewa iglaste i soczystą cytrynę. Podkręcała obraz sosen, cedru, wiele wnosząc, ale nie przytłaczając ich.

Suchy wosk jest bardzo intensywny. W paleniu dość intensywny, ale nie siekierowy. Rozchodzi się w tempie szybkawym, czuć go wyraźnie w pomieszczeniu, a bardzo, bardzo wyraźnie poza nim, przy wchodzeniu i wychodzeniu. Bardzo autentyczny i niemęczący.

Całość bardzo, bardzo mi się spodobała. Niby prosta, ale nie banalna. Rześkie, kwaskawe drzewa iglaste zmieszane z odrobinką cytryny na tle mocno drewnianym, lekko przyprawionym w niezwykle zgrany sposób - kupiło mnie to zupełnie! Moc zacna. Jak tylko zobaczyłam etykietkę, w głowie dosłownie usłyszałam dzwoneczki alarmujące, że warto kupić. I cudownie, że tak się stało!

10/10

niedziela, 12 grudnia 2021

wosk / świeca Candleberry Candle Moonlit Hayride

 Z kosą, ale nie na żniwa

Wszystko, co związane z księżycem w dziwny sposób mnie z automatu przyciąga. Ogólnie czuję z naszym naturalnym satelitą swoistą więź. Przekłada się to nawet na rzecz taką, jak zapachy. Uchwycenie woni nocy, klimatu księżycowej poświaty wydaje się trudne, ale już jak się uda... W tym przypadku w zasadzie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Aromat jesiennej nocy? Gdyby miało się udać, byłoby cudnie... Ale jak to niby mogłoby pachnieć?

Candleberry Candle Moonlit Hayride to zapach oddający klimat księżycowej poświaty w czasie żniw; u mnie jako wosk kostka ok. 14 g (w opakowaniu 110 g, czyli 8 kostek).

Opis producenta
Pachnąca bryza uwodzi liście, które tańczą na oświetlonej światłem księżyca ścieżce. Drzewa sadowe zrzucają jabłka, by wpadły mogły zażyć kąpieli w starej kuchni. Milion gwiazd, szczyt jesieni, ciepły, wełniany szal, owijający szyje rodziny, ogrzewającej się przy ogniu trzaskającym w kominku. Niebieski księżyc mamuta to hipnotyczne światło, które odbija muskularny wierzchowiec. Wszystko oświetla niebieskawe, hipnotyczne światło księżyca. Opowieści i cydr sprawiają, że oczy otwierają się szeroko, rozkoszując się tańcem cieni. Szepcząca symfonia liści kukurydzy i oceanu osnuwa stare tory kolei. Lśniący ogień swym blaskiem zwieńcza długi dzień żniw. Idealny rodzinny wieczór uchwyciły nuty słodkiej, kremowej wanilii, skórzanej odzieży, paczuli nasączonej wędzonym cydrem i drzewa cedrowego.


Recenzja

Na sucho wosk wydał mi się dość "łazienkowy" jak balsamy czy żele pod prysznic. W słodyczy wanilii kosmetycznej, jakby jakiegoś kremu, przewinęło się trochę rześkości, chłodu i drewna. Do tego lekka nutka niemal podwędzono-palona i kwasek. Cytrynowy? Jabłkowy? Niedoprecyzowany. Nie zapowiadało się to zbyt kusząco.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz wanilii, którą umocnił poważniejszy motyw słodkiego drewna. Pomyślałam o słodkiej, suszonej tabace, skórze, zamszu, a wanilia zaczęła się robić coraz bardziej kosmetyczna, perfumowa. Było w niej coś kobiecego, ale nie do końca...

W tle raz po raz przemknęła pewna soczystość, przez co pomyślałam o słodkim, waniliowym wypieku... właśnie z odrobinkę jabłkowo-cytrusowym echem. Pieczone ciepło, drewno i palone nuty dobiegały zewsząd, a jednak nie kumulowały się. Wydawały się rozproszone i pomykające, acz na pewno dodające charakteru.

Zjawiło się drewno palone i lekka spalenizna. Mimo ogólnego ciepła, w oddali krył się też chłodek... Zachowywał się jednak dziwnie dyskretnie. Jakby perfumy przeszły w bardziej orzeźwiająco-łazienkową, prysznicową nutę? Pojawiło się wyobrażenie grubych i miękkich ręczników. Wanilia z czasem zrobiła się nieoczywista, słodycz wydała mi się nijaka, trochę ciastowo-babeczkowa, choć nie wzrosła mocno. Płynęła na szczęście też z drewna, aż nieco drapiąc w gardle. Słodkie drewno zrobiło się ciężkawe, ale nie napastliwe. Jakby zaraz miało zacząć przytłaczać, ale jednak nie. Pilnowało też, by nuty słodkich wypieków nie pozwoliły sobie na zbyt wiele.

Suchy wosk był na tyle intensywny, że sugerował siekierę w kominku. Okazał się jednak delikatny. Rozchodził się powoli, acz w końcu udało mu się rozbrzmieć wyraźnie. Intensywność jednak nawet w punkcie kulminacyjnym była nisko-średnia. Mimo to, bardzo długo się utrzymywał. Choć tylko pobrzmiewał, to jakby... wgryzł się w otoczenie i pobrzmiewał raz po raz do dnia następnego, mimo wietrzenia.

Zapach nie przemówił do mnie. Ciepławo-rześkawy, a jednak ani ciepły, ani rześki. Pełno nutek się w nim plątało, ale żadna odważniej nie zagrała. Wyszło to słodko-ciastowo, trochę kosmetycznie i ciężkawo, mimo że miało to i jakiś tam charakterek. Nie satysfakcjonował jednak. Kompozycja tytułu i opisu producenta jakoś nie oddaje w moim odczuciu. Na takie zepsucie wariantu aż się kosa nóż w kieszeni otwiera.

6/10