niedziela, 16 października 2022

wosk / świeca Kringle Candle Succulents

Doniczkowa słodycz

Podobają mi się sukulenty i raz nawet jednego sobie kupiłam, jednak niestety nie zapewniłam mu dostatecznej ilości słońca. Było mi bardzo przykro się z nim pożegnać i nie porwałam się na kolejną próbę oswojenia rośliny. Stąd gdy tylko zobaczyłam ten wosk, oczy mi się zaświeciły. Wprawdzie nie odniosłam wrażenia, by same sukulenty pachniały jakoś wyraźnie, ale kompozycja brzmiała obiecująco.

Kringle Candle Succulents to zapach oddający sukulenty; u mnie jako wosk kostka ok. 10,7 g (w opakowaniu 6 kostek, łącznie 64 g).

Opis producenta
Ten ziemisty zapach jest idealny wybór dla każdego miłośnika roślin jako dodatek do kolekcji roślin i sukulentów.
Nuty górne: ziemiste kadzidło, kora cynamonu, jeżyna
Nuty środkowe: surowy miód, liść goździka, odymiona skóra
Nuty dolne: paczula, ciemny las, ziarna wanilii


Recenzja

Suchy wosk zapachniał od razu świeżo-roślinnie. Myślę o roślinach słodkich, ale nieokreślonych. Podkreśliła je wanilia, może nawet coś miodowego, a w tle zarysował się ziemiście-drewniany splot.

Z kominka pierwsza zaczęła rozchodzić się waniliowa słodycz z lekko roślinnym echem. Wsparł ją miód, więc rosła szybko, a ja pomyślałam też o jakimś słodkim drewnie - niemal korzennym? Potem ruszyło już więcej drewna, nieco poważniejszego... i palonego? Odnotowałam dym. Też słodki, nieco kadzidlany. Podkreśliła go słodka, ciepła korzenność, z wychylającym się cynamonem.

Z czasem do powagi przełamującej słodycz, dołączył motyw skóry i rośliny konkretne, o zielonych łodygach o rześko-ciężkim charakterze. Kryły odrobinę soczystego kwasku? Pomyślałam o niektórych bardziej kwaskawych miodach, ale chyba i coś owocowego mi mignęło. Zatonęło w drewniano-korzennej, waniliowej toni.

Suchy wosk jest bardzo intensywny, w kominku intensywny, ale nie tak, jak po suchym można się spodziewać. Rozchodzi się szybko i porządnie, a utrzymuje średnio długo.

Zapach jest ładny, ale dość pospolity. Dużo wanilii i drewna wzbogacono o korzenność, miód i rośliny i... w sumie tyle. Nie powiedziałabym, że pasuje to do sukulentów. Ogółem nie ma ani do czego się przyczepić, ani czego chwalić.

7/10

piątek, 14 października 2022

kadzidełka Vijayshree Golden Nag Amazon Resin Masala Agarbathi

Co się kryje w Amazonii?

Amazonia kojarzy mi się bardzo pozytywnie za sprawą czekolad, bo kakao z tamtych regionów nie raz potrawi pokazać wspaniałe nuty. Idąc tym tropem stwierdziłam, że musi to być niewyobrażalnie aromatyczne, bogate we florę miejsce. Żywice i ich zapach, czy to świeższych, płynnych, czy palonych bardzo lubię, stąd gdy trafiłam na zapach żywicy z Amazonii, wiedziałam, że chcę go bliżej poznać.

Vijayshree Golden Nag Amazon Resin Masala Agarbathi to kadzidełka patyczkowe o zapachu żywicy amazońskiej, z linii "Golden Nag"; ręcznie robione w Indiach z naturalnych składników; moje opakowanie zawierało 16 sztuk).



Recenzja

Suche kadzidełka uderzają ostrawym, goryczkowato-słodkim zapachem suchej żywicy i starego drewna. Był ciężki, niemal duszny i bardzo drzewny. Odnotowałam karmelowe echo, a także ziemię. Pomyślałam też o starej, drewnianej chacie oraz drewnie ściętym i suchym.

Podczas palenia szybko rozszedł się aromat słodkiego drewna i słodko-goryczkowatej żywicy. Żywica otoczyła drewno, ale oba wątki były zrównane, jeśli chodzi o moc. Wspólnie podwyższyły słodycz, która otarła się o karmel z miodu. Mocno palony, taki... roślinnie-świeży, przywodzący na myśl drzewa, las... I dziuple z miodem, żywicą... Żywicą ściekającą po drewnie.

Z czasem ujawnił się cedr i stare drewno. Podkreśliło goryczkę i namalowało obraz starej, drewnianej chaty oraz leżącego koło niej suchego, ściętego drewna. Mieszało się z żywicą, której zdarzyło się nawet jakby soczystszym, świeższym kwaskiem błysnąć. To do wizji dodało jeszcze świeżo ścięte drzewko iglaste. A wszystko zamknęła słodko-drzewna, ewidentnie żywiczna rama.

Zapach kadzidełek rozchodzi się w średnim tempie, a one spalają dość szybko. Nie osypują się, a dymu idzie z nich średnia ilość, przy czym jest on lekki. Woń utrzymuje się krótko, podobnie jak średnia jest jej intensywność.

Całość podobała mi się. Uważam ją, wydźwięk starej chaty i tak klarowną żywiczność, za bardzo ciekawą, lecz brakowało tu jeszcze większej mocy, dosadności.

8/10

poniedziałek, 10 października 2022

wosk EBM Creations Gunpowder

Wędzony proch

W książkach nie raz czytałam o "ostrym zapachu", który czuli bohaterowie po wystrzale z pistoletu czy innej broni palnej. Kiedyś wyobrażałam go sobie jako nieprzyjemny, ale może był tak przedstawiany dlatego, że wiązał się z negatywnymi scenami? Gdy zobaczyłam taki wosk, zainteresowałam się. Może on mi podsunie pomysł, jak sobie to wyobrażam? Gdy miałam okazję strzelać na strzelnicach czy coś... akurat tak bardzo na samym "zapachu prochu..." się nie skupiłam - pewnie przez natłok emocji etc.

EBM Creations Gunpowder to sojowy wosk o zapachu prochu strzelniczego, u mnie jako wosk (w opakowaniu 90,7g, czyli 6 kostek po ok. 15g).

Opis producenta
Siarkowy zapach wybuchowego prochu. Właściwie nie wybuchowy... oczywiście bezpieczny do topienia.


Recenzja

Suchy wosk uderzył mocnym, ostrym zapachem, który skojarzył mi się z czarnym pieprzem. Był trochę metaliczny. Na pewno gorzki - coś trochę jak kardamon? A do tego dymny i wędzony. Zaplątał się lekki kwasek, przez który pomyślałam o siarce. 

Z kominka jako pierwszy zaczął rozchodzić się gorzko-ostry pieprz, zahaczający o lekką metaliczność. Zaraz zaczął osnuwać go dym, mocno związany z wędzoną nutą. Pomyślałam o skórze, o jakiejś mięsno-soczystej nutce, a potem o rozgrzanym asfalcie i siarce. Wędzoność zabiegała o dominację i była na dobrej drodze do tego. Dziwna soczystość, metaliczność... też się plątały. Dołączył do nich kardamon i więcej czarnego pieprzu.

Kumulowała się ostrość... aż nieco gryząca, przenikliwa. Z czasem wychwyciłam nawet jakby... ostrą słodycz? Może iluzoryczną... Pewniejsze były podwędzone soczyste akordy... Jakby wędzona śliwka (z czymś mięsnym?). Bo z kolei nutę wędzenia i dym czułam na pewno. Gęsty, szary... i związany z siarką, asfaltem. Wędzenie po pewnym czasie dominowało niepodważalnie.

Suchy wosk aż trochę mnie wystraszył swoją intensywnością i dosadnością, ale w kominku okazał się intensywny w pozytywnym sensie. Rozchodzi się bardzo szybko, porządnie, a utrzymuje średnio długo. Mimo mocarnego charakteru, nie męczy.
A wizualnie woski EBM zachwycać nie przestają - ten z jasnoszarego w kominku stał się szaro-niebieską, brokatowo lśniącą substancją.

Nie powiedziałabym, że tak pachnie proch strzelniczy, ale nie będę się kłócić. Wiem, że ten wosk był mocno wędzony, pieprzny. Ostry i gorzki w sposób intrygujący, głęboki i przyjemny... w troszeczkę masochistyczny sposób. Na tyle niecodzienny i specyficzny, że na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie się podobał, a dodatkowy punkt przyznaję za pomysł. Strzał w dziesiątkę to nie był, ale jakiś wędzony proch może.

9/10

sobota, 8 października 2022

świeca Delight Candles Kremowe Piwo

Nietrzeźwa decyzja?

Po opisie producenta bałam się tego zapachu. W dodatku po powąchaniu na sucho też miałam wątpliwości. A jednak jedna z moich ulubionych postaci z Harry'ego Pottera na etykietce sprawiła, że... po prostu pragnęłam, by była to ładna kompozycja. Jak w przypadku Lumos Cinnimos dostałam wosk i uznałam, że jak okaże się chociaż "w porządku" to i świecę zostawię.

Delight Candles Kremowe Piwo to sojowa świeca o zapachu toffi i cukru cytrynowego, inspirowana "Harry'm Potterem", w słoju 210g/250ml.


Opis producenta
Mimo późnej pory w Waszym dormitorium nikt nie śpi, emocje jeszcze nie opadły. Wciąż świętujecie wygraną w meczu. Otwierasz kolejną butelkę Kremowego Piwa i czujesz znajomy, słodki zapach. Najlepszy napój na całym świecie. Przelewasz go do kufla i próbujesz. Pianka ma orzeźwiający posmak cytrynowego cukru. Piwo smakuje toffi, ma głęboki, maślano słodki aromat. Karmel rozpuszcza się na języku, czujesz nawet odrobinę przypraw. Wycierasz usta rękawem i uśmiechasz się do reszty. Unosisz kufel.
"Za wygrany mecz!" - mówisz i znowu bierzesz porządny łyk Kremowego Piwa.
Świeca jest inspirowana cyklem przygód o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling.
Zapach: toffi, palone masło, cukier cytrynowy


Recenzja

Na sucho świeca i wosk zapachniały mi śmietanką i cukrem, a ich charakter wydał się nieco mydlany. Doszła do tego kwaskawa soczystość, a słodycz z czasem poszła w nieprzesłodzone, śmietankowo-maślane tony. Wyraźnie czułam cytrynę, która kojarzyła mi się z cytrynowym żelem pod prysznic, ale też soczystą lemoniadą i ciasteczkami cytrynowymi. Po rozpaleniu mogło pójść w wielu kierunkach.

Podczas palenia najpierw rozeszła się maślaność i palona nuta karmelu, za którymi jak cień podążała soczystość. Maślaność była słodka, zmieszana z cukrem. Pomyślałam o słodkich wypiekach - bułeczkach polanych karmelem? Palonym aż do goryczki? Z tym że też maślanym. Słodycz szybko wzrosła, dając się poznać jako cukrowa. Pomyślałam o lukrze i śmietance. Śmietankowym toffi? To pobrzmiewało cały czas.

Z tła dobiegały cytrusowe nuty. Słodka pomarańcza mieszała się z cytryną i... może jeszcze ananas? Były to delikatne nuty, które w dodatku też przybrały cukrową konwencję. Niby orzeźwiały, ale jednak... miały w sobie coś z cukrowych galaretek czy mocno słodkiej masy cytrynowej. Odnotowałam też mydlane echo i, w przypadku świecy, motyw sojowy "zapach świeczki" po prostu. Śmietankowo-maślane, bardzo słodkie - acz jeszcze do zniesienia - toffi próbowało to zagłuszyć. Z czasem jednak i ono zaczynało taką swoją ciężkością męczyć. Raz po raz jakby aż zadrapało w gardle. Trochę, ale jednak. Po dłuższym czasie w głowie siedziały mi jakieś cytrynowe biszkopto-babki, sowicie polane maślanym toffi. Może też jakieś inne, bardzo słodkie cytrynowe wypieki? Ciasteczka? Z zachowaną jednak lekko kwaskawą soczystością. Mieszała się z takim... tuląco-słodkim ciepłem.

Zapach na sucho jest bardzo intensywny, a podczas palenia po prostu intensywny. Rozchodzi się bardzo szybko i równomiernie, po całym pokoju i nie tylko, a także utrzymuje dość długo. Świeca pali się równo, nie pyłga, z knotem wszystko w porządku. Przeszkadzało mi tylko, że wyraźnie czuć świeczkową, sojową bazę, co nie najlepiej świadczy o jakości.

Zapach niby zupełnie nie w moim typie, a jednak dość intrygujący. Wydał mi się niespotykany. Ciężką i męczącą słodycz cukru, toffi i karmelu, całej tej słodkiej maślaności i wypieków przełamano cytrusami. Co prawda i one były słodkie, ale wniosły soczystość, dzięki czemu zapach nie dusił, nie męczył. I niby nie chwycił mnie, to jednak uznałam, że na tyle jeszcze "dopuszczalnie słodko-ciastowy" i na tyle niecodzienny, że i tę świecę sobie zostawiłam. Wydał mi się bowiem ciekawszy od Lumosa, acz niekoniecznie ładniejszy. Chociaż nie ukrywam, że w dużej mierze ze względu na etykietkę. Decyzja... normalnie jakbym ją po pijaku podejmowała! Czyli coś z kremowego piwa jest tu na rzeczy.

7/10

czwartek, 6 października 2022

wosk Cheerful Candle Autumn Orchards

Sad, ale czy jesienny?

Po niezbyt satysfakcjonującym, gdy o jesienny klimat chodzi EBM Creations Autumn Flannel wciąż myślami wracałam do jesiennych wosków. Padło na ten, mimo że owoce obiecywane przez producenta też nie wydawały się zupełnie jesienne. Po prostu jakiś czas temu odkryłam, że połączenie cynamonu i truskawek jest bardzo miłe. Stąd, nawet gdyby nie miała tu nastąpić eksplozja aromatu jesieni, wciąż mogło być dobrze. Przy okazji miałam poznać kolejną markę wosków, tym razem amerykańskiego producenta z New Jersey, który ponoć specjalizuje się w produkcji świec premium.

Cheerful Candle / Cheerful Giver Autumn Orchards to zapach oddający "jesienny sad", czyli przyprawy korzenne z owocami; u mnie jako wosk (w opakowaniu 68g, czyli 6 kostek po ok. 11g).

Opis producenta
Pikantna mieszanka cynamonu i goździków zmieszana z soczystą pomarańczą, brzoskwinią, malinami i truskawkami.


Recenzja

Suchy wosk uderzył słodyczą brzoskwiń i pomarańczy, podkreślonych innymi owocami - czerwonymi i słodkimi, a także przyprawami korzennymi. Chyba odnotowałam... przebłysk lekko pudrowo-cukierkowych malin? Ostre goździki mieszały się z cieplejszymi i słodszymi, łagodniejszymi, a ja pomyślałam o jesiennych liściach. Mieszaninie zasuszonych, jak i nieco wilgotniejszych, kwaskawych.

Z kominka pierwsze rozeszły się słodko-kwaśne owoce: dojrzałe i miękkie, z których leje się sok brzoskwinie, pomarańcze oraz maliny. Sporo różnych, bo i słodkich, i kwaśnych. Na pewno bardzo soczystych. Owoce te wydawały się skąpane w cieple słońca.

Po chwili poczułam lekko drzewno-liściastą nutę. Trochę jak... herbata z owocami? Drzewa nasilały się, podkreślone przyprawami. Początkowo mieszały się z ciepłem, jednak z czasem wychynął cynamon i ostre goździki. Te jakby... przemykały w kwasku owoców? Zwłaszcza pomarańczy i innych cytrusów. Odnotowałam cytrynę. Nie było jednak bardzo kwaśno. Reszta owoców odpowiedziała bowiem słodyczą. Kwaśne maliny zgubiły się, zostawiając te słodkie. Do nich dołączyły truskawki. Przyprawy w dużej mierze tonęły w owocach i cieple. Pod koniec w zasadzie czuć głównie brzoskwinie, maliny i truskawki z... może echem suchych liści.

Wosk ma mocny i naturalny zapach zarówno na sucho, jak i podczas palenia. Rozchodzi się błyskawicznie i dobrze, po całym pomieszczeniu i nie tylko, a także długo utrzymuje, nie męcząc. Pobrzmiewał nawet na drugi dzień.

Splot brzoskwiń, malin i pomarańczy z tłem lekko drzewnym, odrobinką przypraw uważam za ładny. To bardzo ciepły wosk, słoneczny. Czy jesienny? W minimalnym stopniu (bo jednak ta nutka liści jest). Owocowy, ale jednak nie taki... czysto owocowy, przełamany powagą, głęboki. Z tym, że... ani tytułu, ani etykietki nie oddaje. Nie wydał mi się też jakoś specjalnie charakterystyczny. Wolałabym więcej korzennych przypraw - byłoby ciekawiej.

8/10

wtorek, 4 października 2022

świeca Delight Candles Lumos Cinnimos

Cynamonowe światło w słodkim tunelu?

Na polskie, ręcznie robione sojowe świecie Delight Candles natknęłam się w internecie zupełnie przypadkiem. Zakochałam się w etykietkach. Ubolewałam, że te, które najbardziej mi się podobają (mam słabość do Harry'ego Pottera), obiecują zapachy słodko-jedzeniowe, a więc nie w moim typie. Trochę się ich bałam, ale dzięki uprzejmości marki, w paczce, co ryzykowniejszych zapachów, których się bałam, znalazły się też próbki - woski, bym mogła je przetestować, a świece w ostateczności zwrócić. Z przestrachem powąchałam i... wydawało się, że może jednak? Testy zaczęłam od wariantu ryzykownego tylko trochę, oczywiście od wosku. Recenzję zaś napisałam już (o tak, mały spoiler) po wosku, i po świecy.

Delight Candles Lumos Cinnimos to sojowa świeca o zapachu cynamonu, wanilii i ciasteczek, inspirowana "Harry'm Potterem", w słoju 210g/250ml.

Opis producenta
Siedzisz w wygodnym fotelu naprzeciwko kominka i czytasz książkę. Czujesz przyjemne ciepło, bijące od ognia. Pokój wypełnia stłumiony gwar rozmów, skrobanie pióra po pergaminie, mruczenie kota i trzask płomieni. Za oknem dostrzegasz pierwsze płatki śniegu. Ktoś przyniósł tacę pełną ciastek. W powietrzu unosi się ich zapach. Cynamonowe, waniliowe, maślane – pachną tak dobrze, że chcesz spróbować wszystkich. Bierzesz jedno z nich i uśmiechasz się. Trafiło Ci się cynamonowe.
Świeca jest inspirowana cyklem przygód o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling.
Zapach: cynamon, wanilia, ciasteczka


Recenzja

Suchy wosk pachnie wyraźnie cynamonem i ciastkami, właściwie cynamonowo-korzennymi, twardymi ciastkami, ale z łagodzącym tłem wanilii i bardziej... bułeczek cynamonowych? Ciastek również maślanych? Czuć palony karmel, ale kompozycja nie była ulepkowato słodka, a pieczono-ostrawa. Przywodziło to na myśl szelest książek, ale... raz i drugi zwłaszcza w przypadku wosku do kominka, nie świecy, wydało mi się, że cynamon ociera się o colę.


Ze świecy lub kominka pierwszy wypłynął subtelny, acz już także leciutko ostry, cynamon. Otworzył drogę ciepłu i pieczono-palonej nucie. Kolejna wkroczyła nienachalna maślaność. W przypadku świecy przy niej czułam delikatny, sojowy wątek "świeczkowej bazy". Całość przyozdobiła rosnąca, dość wysoka słodycz. Ochoczo połączyła się z wcześniej wymienianymi, przekładając się na myśl o bułeczkach cynamonowych - cinnamon roll w wersji o zachowawczej słodyczy.

Palona nuta wraz z cynamonem raz po raz upuściła trochę goryczki, a ja pomyślałam o karmelu. Mocno palonym, charakternym. Cynamon rósł w siłę nie tylko poprzez słodycz, ale właśnie też charakter. Ciepło zdawało się robić coraz pikantniejsze. Wydawało się, że lada moment może zrobić się ciężkie, jednak ono.. zbudowało nostalgiczny klimat, kojarzący się ze starymi książkami o szeleszczących, nieco pożółkłych stronach. Spomiędzy nich wyłaniała się lekki, soczysty akcent pomarańczy. Zwłaszcza w przypadku wosku (chociaż i świecy, gdy bardzo się skupić) przy pikanterii zaplątała się jakby nuta coli. Ogólna słodycz jednak odwracała od nich uwagę. Tu już działała wanilia, trochę bułeczek cynamonowych oraz ciastek: i korzennych, i maślanych.

Na plus, że zapach trzyma się autentyczności. Na sucho świeca pachnie intensywnie, wosk bardzo intensywnie. Zapach świecy rozchodzi się powoli i spokojnie, wosku znacznie szybciej. Początkowo świeca pachnie delikatnie, rozkręca się jednak z czasem. Wosk w zasadzie od razu był "rozkręcony". Świeca pali się dobrze, wosk topi się równo, knot nie pyłga. Jakościowo w porządku, choć wychylanie się "zapachu świeczki", czyli sojowej bazy po prostu uważam, za znaczący minus. Zapach nie był przytłaczający czy duszący, ale blisko mu do tego.

To faktycznie światełko nadziei w tunelu słodkości, bo poczułam, że Delight potrafią się obejść ze słodyczą, umiejętnie ją przełamując w czas. Mimo to, za dużo mi w tym maślaności było. Wolałabym, by kompozycja poszła w ciastka korzenne, a nie ich mieszaninę z maślanymi i jeszcze tymi bułeczkami... Niby cynamonowymi, ale to było takie... nazbyt bułeczkowe, a za mało cynamonowo-charakterne. Do wąchania, ale od czasu do czasu i bez szału, ale też nie źle. Po zestawieniu wosku ze świecą, po poznaniu zapachu, mocy i jakości długo się zastanawiałam, czy drugiej potterowej nie odesłać, ale jednak przegrałam z etykietkami. Obie wersje Lumos Cinnimos mają swoje wady: świeca jest spokojna, delikatna, czuć sojowość, a kompozycja średnia, natomiast wosk zbliża się do przytłaczania.

6/10

niedziela, 2 października 2022

wosk EBM Creations Autumn Flannel

Jesień słodyczą i ostrością przesiąknięta
 
Na drugi do przetestowania wosk tej marki chciałam coś jesiennego. Nie było tego dużo w ich ofercie, jednak coś znalazłam. Żałowałam, że wygląda na słodki, ale... liczyłam, że jednak charakterniejsze nuty przeważą. I byłam ciekawa, jak EBM mierzą się z jesiennymi klimatami.

EBM Creations Autumn Flannel to sojowy wosk o zapachu inspirowanym flanelową koszulą na jesień, czyli wędzonego drewna z nutami słodko-pikantnymi, u mnie jako wosk (w opakowaniu 90,7g, czyli 6 kostek po ok. 15g).

Opis producenta
Zapach jednocześnie delikatny i mocny, zmieszany z nutami słodkimi i ostrymi, wznoszącymi się nad bazą stanowioną przez wędzone drewno.



Recenzja

Zapach na sucho jest bardzo perfumeryjny i słodki. Połączył wanilię i przyprawy korzenne w ciepły, ostry splot. Czuć goździki, cynamon, goryczkowatą kolendrę, ale złagodzone drewnem i wanilią. Do tego czułam paloną słodycz i podwędzoną nutę, za którą kryła się soczystość. Rześkość? Też jednak ciepła jak jesienne słońce. I jakby... z sugestią wędzono-solonego karmelu?

Z kominka pierwsze wyskoczyły ostre goździki, przywodząc na myśl też ostre, szeleszczące, suche jesienne liście. Posypało się więcej przypraw: goryczkowatej kolendry, coś wytrawniejszego i... ostro-słodki cynamon. On zaprosił właśnie słodycz. Poczułam mocno palony, aż do goryczki, karmel oraz wanilię. Pomyślałam o ciepłym, milusim sweterku, przesiąkniętym kobiecymi perfumami dobrej jakości.

Goryczka i ostrość korzennych przypraw zaserwowały mi trochę pieprzu, a ten otworzył drogę drewnu. Drewno było aromatyczne, cięte... ale też palone? Z odymioną nutką? Odnotowałam słodko-goryczkowatą żywicę, a potem nutkę wędzenia... jakby wędzono-karmelizowanych migdałów ze słonawym echem? Też wpisały się w ciepło, kryły między drzewami i ich suchymi liśćmi. W kompozycji zaplątał się też kwasek, jakby ściętego drzewa iglastego - chyba sosny. Oczami wyobraźni patrzyłam na płynącą żywicę i nagle zorientowałam się, że czuję soczystość. Trochę kwaskawo cytrynowa, nieco pomarańczowa... Z dolatującą słodyczą i jakby goryczką skórki... a może to soczyście-ostry, świeży imbir? Albo wszystko to. Pikanteria, zwłaszcza pieprzu i kolendry, wydawały się aż nieco drapiące. Wszystko cały czas otulała słodycz wanilii i kobiecy sweterek.

Ten wosk rozkochał mnie tym, że topiąc się wyglądał jak płynna miedź. 
Zapach rozchodził się w średnim tempie, ale konsekwentnie i po całym pokoju, a nawet i na resztę mieszkania. Moc uważam za satysfakcjonującą, średnią, a aspirującą do siekiery. Nie dusi, jest autentyczny. Utrzymuje się średnio długo.

Całość podobała mi się, ale z nóg nie zwaliła. Zapach rzeczywiście dość jesienny, ale nie taki wyraźnie, w 100%, typowo jesienny. Słodki, ciepły i na szczęście poważnie ostry. Soczystość cytrusów, imbiru i sosny, wyraźne przyprawy, a więc goździki, imbir, kardamon, pieprz i cynamon uczyniły kompozycję bardzo bogatą. Acz nie wszystko było tu takie oczywiste. Ogół był bardzo złożony i wyszło to na plus.

8/10