środa, 16 października 2024

wosk / świeca Winter Bee Candles Stranger in The Dark

Strach przed ciemnością?

Już sam tytuł zapachu przyciągnął mój wzrok. Kliknęłam, będąc w zasadzie pewna, że nuty utwierdzą mnie, że go chcę. I tak się stało. Miałam przeczucie graniczące z pewnością, że to coś dla mnie. Wosk ten był jednym z priorytetów na liście, którą sporządziłam, gdy mogłam wybrać 10 próbek z Winter Bee. Jestem firmie za te woski ogromnie wdzięczna, a losowi i wszechświatowi za to, że ten akurat był na stanie!

Winter Bee Candles Stranger in The Dark to zapach oddający mroczną tajemniczość, czyli drewna, kardamonu, bursztynu i paczuli, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 10g.

Opis producenta
Urzekający zapach tajemniczości i uroku. Zanurz swoje zmysły w bogatej mieszance egzotycznego drewna oud i palisandru, doprawionej ciepłem kardamonu. Ziemiste drzewo sandałowe i wetiweria dodają głębi, a słodka fasola tonka, zmysłowy bursztyn i piżmowa paczula utrzymują się, tworząc uwodzicielski, długotrwały zapach. Idealny dla tych, którzy szukają odważnego i czarującego zapachu, "Stranger in The Dark" przeniesie Cię do świata mrocznej elegancji i tajemniczości.
Nuty zapachowe: drewno oudowe, palisander, kardamon, drzewo sandałowe, wetiwer, bób tonka, bursztyn, paczula


Recenzja

Na sucho mocno pachnący wosk skojarzył mi się z męskimi perfumami unoszącymi się w zakrystii, w kościele. Te dwa bardzo specyficzne motywy łączyły się przez pewną słodkawą ciężkość i drewno. Ich splot zawiązał dodatkowo goryczkowato-ostrawy kardamon i ciepło-słodkie, niedoprecyzowane przyprawy.

Z kominka pierwsze rozeszły się ciężkie, odrobinę cytrusowe męskie perfumy i dużo poważnego, starego drewna. Pomyślałam o kredensach-antykach, staranie czyszczonych odpowiednimi specyfikami o niemal cytrusowo-cierpkawych zapędach , a także o... jakby nieco ciepłym, orientalnym drewnie? Na pewno przewinął się w nim sandałowiec. Mimo to, wyobraziłam sobie chłodny kościół z drewnianymi ławkami i innymi meblami, zakrystię. Kadzidło mieszało się z przyprawami i ciepłem... świec? Przemknęły mi przez myśl znicze. Też te dogasające. Ich ciepło zetknęło się z chłodem wieczora.

Otworzyły drogę lekkiej pikanterii. Nasilił się chłód wieczoru na przykościelnym cmentarzu, gdzie płonie mnóstwo zniczy. Miało to jesienny wydźwięk Święta Zmarłych, kiedy to na cmentarzu pojawiają się odświętnie wypachnieni, eleganccy ludzie. Pojawiło się sporo kardamonu i trochę kwiatów. Wprowadziły całkiem sporo słodyczy, mimo że i ziemiście-ziołowe tony miały się dobrze. Mieszały się z ogromem drewna. Zarówno w kościelnych wnętrzach (na zakrystii?), jak i na zewnątrz unosiły się te dobre, męskie perfumy z cytrusowym akordem.

Suchy wosk pachniał intensywnie, za to podgrzewany intensywnie i aż siekierowo. Rozszedł się błyskawicznie i był wyczuwalny równomiernie w całym pokoju i nie tylko. Utrzymywał się zadowalająco długo, ale bez wgryzania się w pomieszczenie. Porcja spokojnie wystarczyła na dwa podgrzewania.

Zapach rozkochał mnie w sobie od pierwszych sekund w kominku. Czułam, że będzie dobrze, ale nie aż tak. Mocarny, męsko-kościelny aromat, na który złożyło się drewno, kadzidła za sprawą kardamonu połączył pewne ciepło z chłodem, oddając tajemniczy, jesienno-mroczny nastrój. Idealnie oddaje to tytuł. Tak pachnącej ciemności na pewno się nie boję! A przeogromna moc zrobiła wrażenie - nic dodać, nic ująć. Zwieńczeniem był dla mnie kształt wosku - po prostu jak stworzony dla mnie.

10/10

piątek, 11 października 2024

wosk / świeca Winter Bee Candles Head Over Heels

Zakochanie w romansie

Gdy przeczytałam, że mogę wybrać 10 zapachów w ramach współpracy z Winter Bee, miałam problem, bo było tak wiele, które chciałam... Okazało się jednak, że paru nie akurat nie było jako próbki, więc wysłano mi inne. Dzisiaj przedstawiany zapach był właśnie jednym z tych "innych", choć szczerze mówiąc, jak przeczytałam opis i powąchałam suchy wosk, pojęcia nie mam, jak mógł mi umknąć. Może nie w głowie mi romanse, ale czułam, że w tak pachnącej tajemniczości naprawdę mogę się zakochać. A czy aż bez pamięci?

Winter Bee Candles Head Over Heels to zapach oddający romans i tajemniczość, czyli czereśni, gorzkich migdałów, róży i drewna, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 17g (dokładniej kosteczki po 8g i 9g - ja wrzuciłam od razu obie).

Opis producenta
Head Over Heels to esencja romansu i tajemniczości. Wyjątkowa mieszanka aromatów – dojrzałych czereśni, gorzkich migdałów, róży tureckiej, jaśminu wielkolistnego, balsamu peruwiańskiego, fasoli tonka, drzewa sandałowego, wetiweru i drewna – tworzy atmosferę o słodkiej i dymnej złożoności. Głęboki wiśniowy odcień i 100% wosk sojowy sprawiają, że ten wosk jest idealnym dodatkiem do każdego domu na co dzień lub na specjalną okazję. Dzięki uwodzicielskiemu aromatowi i przytulnemu blaskowi, czereśniowa wosk Head Over Heels zabierze Cię w podróż do krainy zmysłowości i tajemnicy.
Nuty górne: czarna wiśnia, gorzkie migdały, róża turecka
Nuty środka: jaśmin wielkolistny, balsam peruwiański, fasola tonka
Nuty bazy: drzewo sandałowe, wetiwer, świeżo ścięte drewno


Recenzja

Suchy wosk pachniał ciężkawą słodyczą róż i ciastek migdałowych. Pomyślałam o ciastach-tartach, amerykańskich typu "pie" migdałowych z kruszonką, sowicie wypełnionych przesłodzonym, wiśniowym nadzieniem / wsadem; posłodzonych wanilią. Obok migdałów pojawiło się sporo drewna, tonującego słodycz i nadającego kompozycji szlachetnej powagi. W oddali przewinęło się też coś odrobinkę korzennego.

Z kominka pierwsza rozeszła się ciepła słodycz, kojarząca się z... właśnie piekącym się amerykańskim ciastem typu "pie", tartą różano-migdałową. Róże zaraz nasiliły się też jako kwiaty, eksponujące swoją szlachetną ciężkość. Miały dosadny wydźwięk, który podkreśliły balsamicznie-żywiczne tony. Migdały przewijały się tu i ówdzie, zapuszczały się nawet na pierwszy plan. A tam na dobre rozgościła się róża.

Migdały zaprosiły też drewno. Na pewien czas do pierwszego planu zbliżyło się świeżo cięte, aromatyczne drewno. Wyobraziłam sobie jasne drewno i niedawno wykonane meble z drewna. Przywołały do siebie róże stulistne i czerwone. Kwiaty jednak czułam też inne, lżejsze (jaśmin?), acz one stanowiły mniejszość. Zawarły sporo rześkości, do której z czasem podkradła się soczystość. Ta zawróciła do skojarzenia z wypiekiem - oddawała bowiem nadzienie tych  ciasto-placków "pie" w wariancie wiśniowym. Było to bardzo, bardzo słodkie... trochę waniliowo-korzennie? I dżemowo. Wypiek i drewno połączyła właśnie nienachalna korzenność i migdały koniecznie w skórkach.

Zapach na sucho był średnio intensywny, za to w kominku pokazał się jako dość mocny, ale nie siekierowy. Rozchodził się błyskawicznie, a utrzymywał w miarę długo. Zapach wyszedł wyraźnie. Tylko że chwilami jakoś mógłby... bardziej równomiernie po pomieszczeniu się rozchodzić? I jednak dobrnąć do poziomu siekiery. Porcja spokojnie starczyła na dwa rozgrzewania.

Kompozycja prawie rozkochała mnie w sobie. Trochę kojarzyła mi się z moimi ulubionymi perfumami. Splot ciężkawych  róż, migdałów i drewna, z odrobinką soczystości, korzenności i słodyczy bardziej złożonej (waniliowej i wypieku-tarty) wyszedł szlachetnie i poważnie, bez przegięcia w żadną ze stron. Charakterny i głęboki, chyba naprawdę przepadłam w nim bez pamięci. Klimat tajemniczości i romansu - jak producent obiecał, tak był! Tylko właśnie przez to, że nie był bardziej dosadny, mocarny i siekierowy, nie wystawiłam maksymalnej oceny. 

9/10

niedziela, 29 września 2024

świeca / wosk Chupa Chups Scended Candle Mango

Niesoczysta egzotyka

Nie ukrywam, że tej świecy się trochę bałam. Jak tylko ją dostałam, zaczęłam sobie pluć w brodę, że nie zainteresowałam się, jakie inne zapachy oprócz Chupa Chups Scended Candle Grape pojawiły się w Dealz, a pozwoliłam ojcu samemu wybrać jakiś drugi zapach (poprosiłam tylko o wspomnianą, ale chyba była promocja 2 w cenie 1). Ostatnio nacięłam się na kilka niesmacznych rzeczy z mango, więc miałam małą mangotraumę. A może... może ta świeca miała zakończyć złą passę? Czekała u mnie strasznie długo na swój moment, ale w końcu uznałam, że... zakończę lato, którego i tak nie lubię, właśnie nią (na wypadek, gdyby była jeszcze gorsza od wspomnianej).

Chupa Chups Scended Candle Mango to świeca o zapachu mango / mango lizaków, ważąca 85g; ja używałam ją też jako wosk, wrzucając do kominka po około 14-15g.

Opis producenta
Zapach zainspirowany smakiem ikonicznego lizaka.


Recenzja

Sucha świeczka pachniała egzotycznymi cukierkami, gumami balonowymi. Pomyślałam o duecie mango i bananów o bardzo, bardzo wysokiej słodyczy. Przeplotła je jednak lekka kwaśność - cytrusów i ananasa? Mimo pewnej soczystości, zapach wydał mi się ryzykownie ciężki.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz, kojarząca się z gumami do żucia w wariancie "owoce egzotyczne". Słodycz przeplótł kwasek, któremu jednak - mimo owocowości - brakowało soczystości. Rozłożył się wachlarz mango i ananasów w dość ciężkawym wydaniu. Ich słodycz mieszała się z bananami, cytrusami - ogólnie kompozycja wyszła namieszana i rozmyta zarazem. Słodkie mango jednak raz po raz najbardziej się wybijało. Chwilami zbliżało się do autentyczności, chwilami było bardziej cukierkowo-duszne.

Sucha świeczka pachniała dość mocno, za to palona czy używana jako wosk średnio. Potrzebowała trochę czasu, by się rozejść, a potem zapach rozchodził się niezbyt równomiernie i skokowo, że nagle zrobił się przytłaczająco mocny. Gdy zaś świeczkę zagasiłam, zaraz i zaniknął.

Świeczka pachniała egzotycznymi owocami, w tym głównie mango, ale w słodko-ciężkawym wydaniu. Brakowało jej soczystości i po prostu jakoś trudno mi o niej myśleć jako o przyjemnej. Zapach jednak jakoś... nie domagał, był słaby. Mimo że obyło się bez drastycznych wad.

3/10

czwartek, 26 września 2024

wosk / świeca Winter Bee Candles Gentleman's Club

Podejrzeć panów?

Bardzo lubię męskie kompozycje zapachowe i choć to klubu dla panów mnie nie ciągnie, zapach oddający taki wydał mi się bardzo, bardzo kuszący. W zasadzie wszystkie opisy wszystkich zapachów Winter Bee takie były. Gdy więc miałam wybrać 10, miałam niemały problem. Co jeden, to lepszy! A przynajmniej takie się wydawały. Miałam nadzieję, że się nie zawiodę, bo było mi bardzo miło, gdy marka postanowiła wysłać mi darmowe próbki. Trzymałam kciuki, by na zacnym - iście gentlemańskim - podejściu się nie kończyło. Po ten sięgnęłam jako pierwszy, bo... bo uznałam go za dość wyjściowy? Bezpieczny? W końcu w sumie wystarczyło, by zapach był wystarczająco męski, by mi się spodobał. Nie chciałam zaczynać od niczego bardziej ryzykownego, co mogło mnie na początku negatywnie nastawić.

Winter Bee Candles Gentleman's Club to zapach oddający męski klub, czyli cytrusów, tytoniu, drewna i skóry, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 10g.

Opis producenta
Specjalna mieszanka dymnej przyprawy i słodkiej tajemnicy. Nuty głowy to świeże nuty grejpfruta i bergamotki. Główną atrakcją jest skórzany akord serca, którego zwierzęcość doskonale uzupełnia drzewo cedrowe, dąb i kubański tytoń, a bazowe nuty wibrującej mieszanki paczuli i ambry nadają świecy urzekającą osobowość. Ciepły i intensywny zapach dodaje wnętrzu uroku i luksusu z każdą minutą blasku. Ponadczasowy wybór bergamotki, skóry i liści tytoniu przywołuje wspomnienia z czasów, kiedy istniały kluby dla dżentelmenów, w których palono cygara i sączono whisky przy wtórze ściszonych głosów i spokojnej muzyki.
Nuty górne: grejpfrut, bergamotka
Nuty środka: tytoń, drewno cedrowe, balsam peruwiański
Nuty bazy: ambra, skóra, paczuli


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie wanilią i słodkim tytoniem - jego suszonymi, szeleszczącymi liśćmi, dymem i kawą. Kawa mieszała się z drewnem i słodyczą skóry. W niej kryła się też drobna, ciężkawa soczystość. Zapach wydał mi się bardzo ciężki w pozytywnym sensie.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz, przywodząca na myśl szeleszczące, złote liście, liście tytoniu i laski wanilii. Wyobraziłam sobie też suszone kwiaty wanilii, podkreślone... czymś alkoholowo-karmelowo-balsamicznym? Słodycz dobrała sobie z oddali ciepło i... lekką cierpkość? Przechodziła w poważniejszy klimat... skóry? Zamszu?

Pojawiło się drewno i suche żywice. Zgrały się z liśćmi i tytoniem, a wtedy pojawiła się lekka goryczka cytrusów. Pomyślałam o świeżo obieranych grejpfrutach i startej świeżej skórce pomarańczy... które jednak zaraz jakby się speszyły obecnością motywu skóry i słodyczy. Nagle wpisały się w wizję drewnianej szafy ze skórzanymi i zamszowymi ubraniami, w których porozkładano suszone skórki cytrusów. Owoce jednak jakby bały się wychylić przed ciężkawą słodycz... z czasem deklarującą się jako jakby whisky pozbawiona alkoholu, ale z jej mocą i rozgrzewaniem. Było to trochę dusznawo-ciężkie, ale też ciepłe i przyjemne.

Gdy zapach zaczął się rozchodzić, wydał mi się delikatny. Rozchodził się, rozchodził i nagle uderzył z pełną mocą. Wydostał się z pokoju z kominkiem i czuć go w połowie mieszkania. Wyrazisty, siekierowy, ale nieprzytłaczający. Utrzymywał się dość długo. Kostka spokojnie starczyła mi na 2 rozgrzewania.

Interesujący, głęboki i ciężkawy zapach pasował do tytułu. Jakoś mniej więcej tak klub dla gentlemanów w sumie mógłby pachnieć... acz czy ja wiem, czy czułam się, jakbym tak stała pod drzwiami klubu i zaglądała do niego przez dziurkę od klucza, podwąchiwała, cóż się tam wyrabia? Nie wiem, ale wiem, że podobały mi się nuty szeleszczących liści, tytoniu i skóry. Odrobinka cytrusów pozbawionych kwaśności i słodycz wpisane w ciężkość. Szafy ze skórzanymi ubraniami zacnie pasowały, lecz słodyczy chwilami było mi tu nieco za dużo. Balsamiczność i wanilia mogłyby być słabszymi elementami. A jednak ogół i tak bardzo mi się podobał - to drobny minusik.

9/10

poniedziałek, 16 września 2024

wosk / świeca Johny Wick Włoska Skóra

Skórzane zakochanie?

Podobały mi się filmy z Johnem Wickiem, acz... najbardziej to sam John Wick. Choć kolejne części wyszły naciągane, liczyłam, że ten wosk tanim naciągaczem się nie okaże. Na markę dziś prezentowanego wosku zwróciłam uwagę ze względu na nazwę (choć taak, Johny to niekoniecznie John), ale i kompozycje wydały mi się obiecujące. Na próbę kupiłam jeden wosk (na dobry początek?). Wybrałam skórę, bo... no jak nic kojarzy mi się z odtwórcą głównej roli, Keanu Reevesem - acz akurat z innego filmu (Matrix).

Johny Wick Włoska Skóra to zapach oddający skórę, czyli pieprzu, bergamotki i imbiru, u mnie jako wosk sojowy, którego do kominka wrzucałam po 15g (połowę) i podgrzewałam 2 razy każdą połówkę (cały to 30g).

Opis producenta
Unikalna kompozycja, która poprowadzi Cię przez aromatyczny świat, gdzie bergamotka, imbir, czarny i różowy pieprz otworzą przed Tobą drzwi do luksusowej podróży. Głębokie tony gardenii, ylang-ylang, magnolii i drzewa cedrowego uzupełniają kompozycję, nadając jej mocnego charakteru. Unoszące się nuty drzewa sandałowego, kaszmeranu, bobu tonka i bursztynu, wprowadzają świeżość. Pozwól, aby Włoska skóra wypełniła Twoje otoczenie elegancją i luksusem.
Nuty górne: bergamotka, imbir, czarny pieprz, różowy pieprz
Nuty środka: gardenia, ylang ylang, magnolia, drzewo cedrowe
Nuty bazy: drzewo sandałowe, kaszmeran, bób tonka, bursztyn


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko i trochę ostrawo, faktycznie trochę kojarząc się ze skórzanymi ubraniami. Pomyślałam o drogich, skórzanych płaszczach i kurtkach, którym charakteru dodał pieprz i pewna rześkość, niemal soczystość. Zapach wydał mi się niby ciężki, ale nie zupełnie i nie negatywnie.

Z kominka najpierw rozeszła się słodycz. Skojarzyła mi się z kwiatami, których płatki pokrywa mięciutki pyłek niczym skrzydła motyli oraz z wanilią. Słodycz nasilała się i wzbogacała o odważniejszy, nieco pikantny akord. Pomyślałam o pieprzu - czarnym, ale i bardziej egzotycznym, a więc bardziej rześkim, łagodniejszym, wyłaniającym się z kwiatów. W tle przemknęło coś soczystego, a kwiaty dodały... rześkość wody? Czyżby chodziło o jakieś wodne kwiaty?

Z czasem pomyślałam o skórzanej odzieży - damskich, jasnych kurtkach i płaszczykach. Myślałam o skórze beżowej, jasnobrązowej... W tle przewinęły się dobre, damskie ciężkawe perfumy. Zmieszały się z pikantnymi pieprzami, a soczystość wzrosła. Do głowy przyszły mi cytrusy i świeży imbir, ale wszystko to obracało się wokół skóry. Szlachetnej, dobrej jakości i bardzo aromatycznej.

Suchy wosk pachniał intensywnie, a w kominku bardzo intensywnie. Rozchodził się szybko i równomiernie, bezproblemowo. Niby prosty, a bardzo głęboki i intensywny. Czuć go średnio długo po zgaszeniu podgrzewacza.

Zapach bardzo mi się podobał i dobrze oddawał skórę. Mocny, szybko się rozchodził i nie dusił. Czego chcieć więcej? Może samego Johna Wicka? Naprawdę niewiele brakowało, do zakochania było blisko, no ale coś mnie powstrzymało przed wystawieniem maksymalnej oceny.

9/10

piątek, 23 sierpnia 2024

świeca lawendowa Ogród Pełen Lawendy

Lawendowe pranie

Pole lawendy znajdujące się pod Krakowem kusiło mnie już od paru lat, a gdy wreszcie się tam wybrałam, po prostu nie mogłam sobie odmówić małych zakupów. Co prawda trochę się rozczarowałam, że lawendowych rzeczy było tam w sumie nie tak dużo, jak można by się spodziewać, ale przynajmniej dla finansów lepiej. Ze świec i wosków tylko kilka figurek było w wariancie "lawenda". Na szczęście kot był właśnie lawendowy - nie byłabym sobą, gdybym będąc na plantacji lawendy nie kupiła czegoś właśnie lawendowego.

Ogród Pełen Lawendy Świeca "Kot" o zapachu lawendy to świeca o zapachu lawendy, kupiona w  w Ostrowie, u mnie używana jako wosk; do kominka wrzucałam po około 14-15g.



Recenzja

Świeca na sucho pachniała bardzo mocno lawendą tak do tygodnia po zakupie. Z czasem lekko zwietrzała, acz wciąż pachniała wyraźnie. Była to naturalna, kwitnąca lawenda, acz wpisana w słodkawe, nieco piżmowo-mydlane realia. Odlegle przemknęła mi też myśl o praniu, kryjącym się w kosmetycznej słodyczy. Wszystko to jednak pod przywództwem lawendy.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz, przywodząca na myśl wilgotne jeszcze pranie, roztaczające wszędzie zapach kwiatowego, chyba m.in. lawendowego płynu do prania. Lawenda przybrała postać szafy z futrami, w której zaznaczył się piżmowy akcent i w której wiszą zapachowe saszetki lawendowe. Czułam jej coraz więcej, ale wciąż właśnie jako coś lawendowego, lawendowo-kwiatowego.

Z czasem w słodyczy pojawiła się lekka goryczka i dopiero lawenda zaskoczyła na tor kwitnącej lawendy. Pomyślałam o malutkim polu lawendy, gdzie tuż obok ktoś rozwiesza pranie. Ta nuta, jakby bawełniana słodycz, mydlaność i echo ledwo uchwytnego już piżma, wciąż były obecna, acz po paru chwilach już za lawendą i kwiatami różnymi. Nawet nie starała się utrzymać nadrzędnej pozycji.

Zapach rozchodził się średnio szybko, czuć go średnio wyraźnie, a trwał krótko.

Całość wygląda na pewno ładnie, ale co do zapachu... Wyszło to średnio. Świeca na sucho pachniała mocno i tak, że mogła palona pójść w dobrym kierunku. Czuć bowiem naturalną lawendę z mydlano-praniowymi nutami. Niestety podczas palenia to właśnie te wszelkie mydlaności, pranie i "o zapachu lawendy" za bardzo się panoszyły. Sama lawenda nie miała charakteru. A i zapach ogólnie nie był tak intensywny, jak po lawendzie można by się spodziewać. Chwilami był bardziej lawendowo-kwiatowy.

4/10

czwartek, 25 lipca 2024

wosk Enoia Zaklęcia

Perfumowe czary

Przy tym wosku tknęło mnie, że w zasadzie nie umiałabym powiedzieć, który przedmiot w Hogwarcie byłby dla mnie najbardziej ekscytujący. Z łatwością jednak do każdego mogę przypisać jakąś konkretną scenę. Z Zaklęciami, kojarzy mi się - oprócz małego Flitwicka stojącego na stosie książek - to, jak zamiast skłonić do lewitacji, Seamus wysadził pióro, osmalając sobie twarz. Zaklęcia jednak wydają się bardzo kolorowym przedmiotem, stąd na widok, jak ten wosk wygląda, uznałam, że bardzo adekwatnie. A jak powinien pachnieć? Sama miałam pewne wyobrażenia, może nieco inne, niż obiecywał producent tego wosku, ale i to do mnie przemawiało.

Enoia Zaklęcia to zapach cytrusów, ziół i drzew, z linii Magicznej, u mnie jako sojowy wosk serduszko ok. 5g (a właściwie dwa serduszka, czyli 10g). 

 Opis producenta
To połączenie cytrusowych nut z delikatnymi ziołami oraz mocnym akcentem drzewnych, męskich aromatów.


Recenzja

Suchy wosk pachniał cytryną, lekko osłodzoną kwiatami i ziołami. Zioła kontynuowały cytrusową kwaśność, ale wplotły też lekką goryczkę, choć nie brakowało im także rześkości. Pomyślałam o szałwii, listkach kolendry i mięcie, podkreślonych drzewami, które podyktowały poważny wydźwięk.

Z kominka pierwszy rozszedł się subtelny kwasek łączący cytrynę wraz ze skórką z ziołową rześkością... Jakby jakiś szamponów i kosmetyków oddających zioła. Pomyślałam o szałwii i mięcie, ale też pomykającej za nimi świeżej kolendrze.

Do tego wszystkiego podpływała ciepła, delikatna słodycz. Mięta połączyła się z wanilią. W oddali przemknęła jakby... morska bryza? Świeżość na pewno. Osiadła jednak w poważniejszych, ziołowo-drzewnych klimatach. Te końcowo pozbyły się kosmetycznych zapędów.

Suchy wosk pachniał dość mocno, a w kominku średnio mocno. Rozchodził się średnio szybko, a utrzymywał krótko. Zapach rozszedł się w miarę równomiernie.

Wosk miał ogromny potencjał, bo w kominku pachniał ładnie. Wadą jednak jak dla mnie jest nie za wysoka intensywność - do tej kompozycji pasowałaby siekiera. Zioła i cytrusy z morską bryzą, drzewami i słodyczą ułożyły się w kompozycję... niczym damskie perfumy, które udają męskie (męskie zaklęte w damskie?). Fajny klimat - w sumie klasa Flitwicka z Pottera mogłaby tak pachnieć.

7/10