wtorek, 20 stycznia 2026

wosk Lella Zatrute Opowieści

Trochę mordercze jabłko

Nigdy nie lubiłam bajek o księżniczkach, więc motyw Królewny Śnieżki bardziej kojarzy mi się z utworem i teledyskiem Rammsteina, "Sonne". Nawet jednak ze względu na to skojarzenie, nie kupiłabym dziś przedstawianego wosku. O ile byłabym pozytywnie nastawiona do wariantu w stylu "zielone jabłuszko", tak jabłko na korzennie-maślano-słodko wydawało mi się bardzo niekuszące. Świeca DW Home Candles Scarlet Pumpkin jasno dała mi do zrozumienia, że to nie moje klimaty (mimo że zła nie była). Dobrze więc, że dziś prezentowany wosk trafił do mnie w wersji mini, jaką dostałam od marki Lella w ramach zestawu wosków Halloween 2025.

Lella Halloween Zatrute Opowieści to zapach jabłek, pieczonej dyni i przypraw korzennych, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Uważaj na ten zapach, bo jest zdradziecko słodki! Rozpieszcza mieszanką pieczonej dyni, korzennych przypraw, maślanego karmelu i wanilii, które osładzają kwaskowość zielonego jabłka. Dasz się skusić jak Śnieżka?
Nuty górne: zielona i klasyczna mandarynka, dynia z przyprawami, gwiazdki anyżu, zielone jabłko, cytryny
Nuty środkowe: akord lukru maślanego, maślany karmel, cukier kryształ
Nuty dolne: krem kokosowy, fasolka tonka, ekstrakt waniliowy, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał przede wszystkim kwaśno-słodkim jabłkiem i kokosem. Lekko podprażone wiórki kokosowe musiały wieńczyć jakiś bardziej maślano-waniliowy krem kokosowy. Z ich prażeniem wiązało się ciepło, też słodkie, trochę... karmelowe? Niczym maślany karmel ściekający z jabłek. Jabłko podkreślił słodko-kwaskawy cytrus, chyba mandarynka, a całość przywodziła jeszcze na myśl lukier albo wręcz warstwę bezową na jakimś... szarlotkowym, jabłkowo-dyniowym cieście.

Z kominka pierwsze wyłoniły się wyraziste, słodkie pieczone jabłka. Bardzo słodkie, bo jak się po chwili okazało, oblane lekko opalanym, słodkim karmelem. Oczami wyobraźni patrzyłam, jak bursztynowa maź wolno ścieka z czerwonego jabłka. Odnotowałam maślaność... Początkowo myślałam, że to karmel robi się maślany, ale niekoniecznie... Znaczy... do pewnego stopnia był maślany, ale maślaność ta, która dopiero się rozkręcała kojarzyła mi się z wypiekiem dyniowym. Na słodko i z nutą cytrusów. Chyba głównie pomarańczy, którą z czasem urozmaiciły soczyste, bardzo słodkie mandarynki (one nie "siedziały" w wypieku, wystąpiły obok).

Ciastowość i jabłka z czasem ułożyły się w szarlotkę. W szarlotkę z... lukrem? Bezą! Z cukrową bezą i warstwą kajmakowo-karmelową, a do tego sowicie posłodzoną wanilią. Szarlotkę z nienachalnymi, ciepłymi przyprawami korzennymi.
Wanilia wystrzeliła niemal na przód i przypieczętowała ciężkawy klimat. Całość wydała mi się też przytulna, niczym kuchnia, w której ciągle się coś wypieka i w której każdy jest mile widziany. Do wanilii dołączył kokos i zrównał się z nią. Ze względu na wypieczony motyw pomyślałam o prażonych wiórkach kokosowych. Cała ta jednak maślaność i wanilia sugerowała jakiś budyniowy deser maślano-waniliowo-kokosowy. Posypany wiórkami. Albo z... kokosowym lukrem? Z czasem wypiek utracił na jednoznaczności, a przytulnie-ciepły klimat pozwolił wystąpić jakby solo słodkiemu cynamonowi i anyżowi. Ten ostatni przywołał kwaśne zielone jabłko, wyróżniające się kontrastowo na tle wysokiej, trochę dusznej słodyczy. W głowie rozgościły mi się słowa zielone "jabłuszko", bo w tym wszystkim i coś uroczego się rozgościło.

Wosk zarówno na sucho, jak i w kominku był bardzo silny, wręcz siekierowy. Rozszedł się bardzo szybko i dość długo utrzymywał. Czuć go wyraźnie nawet poza pomieszczeniem z kominkiem. Acz nie jakoś męcząco długo, po prostu parę godzin po zgaszeniu podgrzewacza.

Kompozycja wydała mi się przesłodzona. Nie tragicznie, ale dla mnie męcząco. Szarlotka i jabłka w karmelu, trochę pomarańczy i mandarynki, przechodzące w motyw przytulnej ciepłej kuchni, wanilia i kokos oraz "zielono jabłuszkowa" końcówka miały potencjał, ale za dużo maślaności, lukier i beza sprawiły, że trudno mi było zachwycić się lepszymi wątkami. Szkoda, że to nie zapach mroczny jak rammsteinowa Śnieżna z "Sonne". Ten raczej... przydusza niczym zatrute jabłko normalną Śnieżkę. Jeszcze trochę, a jego słodycz uznałabym za morderczą.

6/10

sobota, 10 stycznia 2026

wosk Lella Upiorny Strażnik

Strażnik przy piekarniku

Choć etykietka tego wosku wyglądała zachęcająco, opis producenta nie przemawiał do mnie. Znaczy... gdyby nie krem maślany, mogłabym uznać go za kuszący, ale jednak obawiałam się tej nuty. Maślaność w woskach przeważnie wychodzi tak imperatywnie... A jednak reszta... Dlatego też cieszę się, że wosk trafił do mnie w postaci mini wosku, wchodzącego w skład zestawu Halloween, który dostałam od marki Lella.

Lella Halloween Upiorny Strażnik to zapach cytrusów i pieczonej dyni z kremem maślanym i przyprawami, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Przerażające dynie chronią wejścia do halloweenowej posiadłości, ale ich zapach wcale nie straszy – wręcz przeciwnie, kusi niesamowicie! Klasyczna pieczona dynia z przyprawami i kremem maślanym została genialnie przełamana obłędną nutą trawy cytrynowej i cytrusowych skórek. To świetne połączenie cukiernianej słodyczy z orzeźwiającym, cytrusowym twistem sprawia, że nawet najstraszliwsi strażnicy pachną jak jesienna kawiarnia z nutą egzotycznej świeżości!
Nuty górne: skórka pomarańczowa, skórka z cytryny, limonka, dynia pieczona, krem maślany
Nuty środkowe: gałka muszkatołowa, goździki, mięta pieprzowa, trawa cytrynowa
Nuty dolne: laska wanilii, drzewo gwajakowe, białe piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodką pomarańczą, cytryną, ogólnie całą mieszanką cytrusów, w których zaznaczyła się jakby słodka goryczka kandyzowanych skórek i galaretek. Towarzyszyły im motywy ziół i przypraw, łączące w sobie rześkość i goryczkę. Pomyślałam o mięcie i anyżu, ale też mniej jednoznacznych, których nie umiałam uchwycić. Gałka muszkatołowa, ziele angielskie, pieprz? W tle zaznaczyło się coś słodko-soczystego, a zarazem nieco wytrawniejszego... Nieprzesłodzona tarta dyniowa? Ze sporą ilością soku z cytryny? Jakieś ciasto typu lemon bar, ale z dodatkiem dyni albo... tarta dyniowa podana z sosem lemon curd? Myśli o słodkościach napędzał motyw wanilii i cukru, może wręcz cukru waniliowego? 

Z kominka pierwszy rozszedł się słodki, mocno maślany wątek, za którym podążały cytrusy. W pierwszej chwili pomyślałam o tylko co wyjętych z piekarnika kruchych maślanych ciastkach z silną nutą pomarańczy, a później jeszcze o tarcie, cieście dyniowym, soczystym od pomarańczy. Cytrusowość nasilała się wraz ze słodyczą, więc mimo lekkiej goryczki, poszła w kierunku słodyczy: skórki pomarańczowej, ale kandyzowanej oraz galaretek pomarańczowych. I... cytrynowych? Pomarańczę wzbogaciła cytryna i chyba limonka, ale też w wydaniu słodkim, jakiś słodkości. Początkowo cytrusowość wyraźnie dominowała.

Słodycz umocniła też wanilia i nieco mydlany motyw jakiegoś zapachowego mydełka. Wanilia mieszała się trochę z cukrem, zalatywała czymś wręcz dusznym - cukrem wanilinowym? A jednak i pewna rześkość wyłoniła się zza ciężko-słodkiej namiastki soczystości. Do głowy przyszła mi trawa cytrusowa i cytrusowy pieprz. Wraz z ciepłem ciastek z piekarnika pokusiły się o trochę korzenności... acz mimo ogólnej słodyczy nieco wytrawniejszej, np. pieprzu, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego. Może to nimi doprawiono tartę dyniową? Albo jakieś dziwaczne dyniowo-cytrynowe lemon bar. Cytrusy niby trochę osłabły, ale nie dawały o sobie zapomnieć. W oddali, za przyprawami, zaznaczyło się jeszcze subtelne drewno. Jakby... meble potraktowane specyfikiem do czyszczenia drewna? I w nim zaplątała się drobna goryczka. Pieprzność? A potem nagle znów niezwykle intensywnie uderzyły cytrusowe - cytrynowe, limonkowe i pomarańczowe - galaretki. Do głowy przyszedł mi też cukier cytrynowy i pomarańczowe galaretki w proszku - te jednak jako delikatne echo galaretek.

Suchy wosk pachniał dość intensywnie, w kominku potrzebował dość długiej chwili, jednak gdy już się rozkręcił, był wręcz siekierowo silny. Rozchodził się średnio równomiernie, ale w końcu czuć go porządnie nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem, a też poza nim. Choć w trakcie podgrzewania wydawał się aż wgryzać w pomieszczenie, po zgaszeniu podgrzewacza po średnim, odpowiednim czasie znikał.

Wosk wydał mi się bardzo ciekawy. Bałam się, że będzie jedzeniowo-przesłodzony, ale choć był i jedzeniowy, i przesłodzony, to... miał swój urok. Cytrusowe galaretki w towarzystwie przypraw i ziół, drewna mogłyby wyjść świetnie, gdyby nie przeszkadzały motywy maślano-kruchych ciastek, ciasta dyniowego i mydlane echo. Może nie była to do końca moja bajka, ale źle też nie było. Uwierzę, że niektórym ten wosk bardzo się spodoba. I tak, pasuje to do klimatów Halloween i zbieranych w ten dzień cukierków. Acz jak się to wszystko ma do strażnika...? Chyba pomarańczowego, nie dyniowego. I chyba takiego pilnującego, by wyjąć słodkie wypieki w odpowiedniej chwili.

7/10

poniedziałek, 29 grudnia 2025

wosk Lella Przeklęte nagłówki

Słodka prasa

Gdybym miała wskazać, z jakim zapachem kojarzy mi się prasa, to... byłabym w kropce. Z zapachem książek jest o wiele łatwiej! A co mają gazety do Halloween? W zasadzie też nie wiem. Wiem za to, że tego wosku sama bym nie kupiła, więc bardzo cieszę się z otrzymania od marki Lella, kosteczki do testu. Muszę jednak nadmienić, że przeglądając ich stronę, na ten wosk zwróciłam uwagę... Tylko jednak dlatego, że przeczytałam "Przeklęte nagrobki".

Lella Halloween Przeklęte nagłówki to elegancki zapach bursztynu, paczuli i czekolady, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Gotowy/a na lekturę, która zmrozi Ci krew w żyłach? Zaskoczy Cię ten elegancki, majestatyczny zapach łączący drogocenny bursztyn ze szczyptą goryczkowej paczuli i kroplą słodkiej czekolady, który zachwyca szlachetnością i tajemnicą!
Nuty górne: czekolada
Nuty środkowe: bursztyn, paczula
Nuty dolne: cukierki-krówki, białe piżmo, drewno sandałowe


Recenzja

Suchy wosk pachniał przede wszystkim słodko, ale na pewno nie zbyt słodziaśnie. Obok wanilii, gorącego kakao ze śmietanką i toffi, krówek zaznaczyło się bowiem słodkie, jakby ciepłe drewno i odrobinka przypraw. Pomyślałam też o dobrych, kobiecych perfumach, a dokładniej szalach i swetrach, które nimi przesiąkły. Bardzo odlegle zaznaczyła się jeszcze mglista, słodko-owocowa - malinowa? - nutka. Wszystko to budowało bardzo milusi, przytulny klimat, choć w tle zaznaczyła się też odrobinka poważniejszej ziemi i chyba troszeczkę ziół dla równowagi.

Z kominka pierwsza rozeszła się słodycz oraz ciepło, przypominające cieplutkie sweterki, przesiąknięte dobrymi, kobiecymi perfumami o nieco soczyście-słodkich, chyba malinowych zapędach. Słodycz owocowa mieszała się z czekoladą, niczym słodka tabliczka z dodatkiem czerwonych owoców. Owoce chyliły się w nieco cukierkowym kierunku. Z czasem jednak pojawiło się trochę słodko-ciepłego, orientalnego drewna, które nakierowało czekoladę na bardziej... gorąco-śmietankowy motyw. Niczym gorące kakao z bitą śmietanką. Słodycz chwilami wydawała się trochę duszno-cukrowa, odlegle... krówkowa? Trochę mleczna. Mleko zaś i drewnu podyktował "biały wydźwięk" i do głowy przyszło mi właśnie jasne drewno. Drewno dziwnie słodkawo-zbutwiałe? Z echem... niemal ziemistym? Ziołowym? Te poważniejsze akcenty wracały do motywu perfum - już cięższych, jakby wieczorowych; ekskluzywniejszych. Owoce ostały się już tylko jako echo... wraz z wanilią wchodząc w motyw nienachalnie owocowego likieru lub szampana.

Suchy wosk pachniał intensywnie, w kominku zaś średnio intensywnie. Rozszedł się szybko i równomiernie, tylko w pokoju z kominkiem. Był dobrze, wyraźnie wyczuwalny, a po zgaszeniu podgrzewacza utrzymywał się średnio, ale w pełni wystarczająco długo.

Wosk ani nie przypadł mi szczególnie do gustu, ani nie wydaje się jakoś szczególnie oddawać etykietki / tytułu. Że niby... sensacyjny? Tajemniczy? Ja bym powiedziała, że przewidywalnie kobieco-słodziakowy, acz nie przesłodzony. Perfumeryjny, ciepło-milusi, trochę słodyczowy, ale bez przesady. Wanilia, trochę czekolady ze śmietanką, trochę krówek i owoców przechodzących w szampana mieszało się tu z drzewno-ziemistymi akcentami. Gdyby tak to te drugie wybiły się na prowadzenie, kompozycja mogłaby być naprawdę piękna. Aspirowała do eleganckiej i szlachetnej, ale jakby jej po drodze ciągle coś w tym przeszkadzało.

7/10

niedziela, 21 grudnia 2025

wosk / świeca Classic Candle Magic Winter

Magia etykietki

To nic, że dostrzegłam ten wosk późną wiosną... Gdy tylko zobaczyłam etykietę i obiecywane nuty, wiedziałam, że go chcę. Uznałam, że poczeka na odpowiednią chwilę, a dokładniej na Yule. Kocham góry, ale zazwyczaj zimą robiłam od nich przerwę przez za ekstremalne warunki. Dopiero w tym roku zaczęłam chodzić też w grudniu - acz na bezpieczniejsze trasy niż chodzę latem. Wosk, jakoś oddający klimat gór zimą, wydał mi się obiecującym substytutem. Oj, i tu zadziałała magia etykietki - nie mogłam się oprzeć. Ciekawe, czy tak samo by mnie ten zapach zainteresował, gdyby etykieta była inna. Cóż... Pozostawało mieć nadzieję, że nos dostanie coś podobnego do tego, co dostały oczy.

Classic Candle Magic Winter to zapach oszronionych drzew iglastych od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta
 Idealny zapach na zimowy, mroźny czas... aromat pełen zmrożonych igieł oszronionych drzew... eukaliptusa, drewna, cedru…


Recenzja

Suchy wosk pachniał wyrazistymi drzewami iglastymi. Nie wiem, czy cedrem; m.in. pewnie też. Ja poczułam się, jakbym znalazła się w lasku małych drzewek żywych, rosnących w łagodnie zimowej scenerii. Pomyślałam o początkach zimy i pierwszym śniegu, który zaraz się stopi, bo jest jeszcze stosunkowo ciepło. Motyw śniegu napędzała rześkość eukaliptusa i mięty, które niosły ze sobą też słodycz. Tę podkręciła wanilia, sprawiając, że kompozycja wydała mi się milusia. A jednak mimo tego wszystkiego w oddali czaiło się tło jakby... iglasto-leśnej kostki toaletowej?

Z kominka pierwszy najwyraźniej rozszedł się motyw drewna. Drewna raczej iglastego. Do głowy przyszedł mi przede wszystkim cedr o charakterze spokojnym, dość poważnym, nawet z lekką goryczką i... czymś. W oddali przemykał trudny do nazwania, niezbyt przyjemny akcent. Dopiero za samą drewnianością pojawił się jednoznacznie iglasty motyw, a więc trochę kwaskawy, trochę rześki. Powoli zaczął się tworzyć obraz lasku, w którym rosną malutkie drzewka iglaste. Przemykał między nimi słodkawy chłód - powiedziałabym, że eukaliptus, może trochę mięty. Podpowiedziały zielonym igiełkom lekkie przemrożenie. Wyobraziłam sobie też lekko prószący śnieżek, który zaraz się stopi.

Słodycz rosła i rosła. Leniwie, ale konsekwentnie i z czasem trochę odłączyła się od chłodu, serwując trochę wanilii. Wanilia podkreśliła drewno, samo drewno bez iglastej otoczki i końcowo drewno cedrowe znów zdecydowanie dominowało. Iglastość robiła mu za tło.
Z wanilią drewno cedrowe ułożył utworzyło milusi, przytulny, tulaśny klimat. Choć bardzo w oddali czaiła się jakby... "leśna" kostka toaletowa, ewentualnie zapach samochodowy "choinka" - coś naperfumowanego, nienaturalnego. Wreszcie udało mi się uchwycić to nieprzyjemne coś! Im dłużej wosk się ogrzewał, tym coraz silniejsze było skojarzenie z kostką toaletową.

Suchy wosk pachniał dość intensywnie, ogrzewany bardzo intensywnie. Jeszcze nie siekierowo, ale chwilami już prawie dosadnie. Rozchodzi się szybko i jest wyczuwalny mniej więcej równomiernie, w całym pokoju z kominkiem. Po zgaszeniu podgrzewacza utrzymuje się jeszcze jakiś czas, ale w końcu znika w średnim czasie. 

Kompozycja byłaby ładna, gdyby nie zmierzała w kierunku kostki toaletowej. Dużo drewna, iglastość, eukaliptus i poczucie przemrożenia, przytulna, waniliowa słodycz - ileż w tym potencjału! Niestety, sztucznawa kostka toaletowa cały czas się czaiła, a z czasem w ogóle się narzucała.

5/10

sobota, 13 grudnia 2025

wosk Lella Upiorna Baletnica

 Balet mleka z jabłkiem

Ten wosk, po nutach obiecywanych przez producenta, nie wydawał się za bardzo w moim typie, ale etykietka wyglądała całkiem ładnie. Dlatego bardzo się cieszę, że dostałam go od marki Lella w ramach zestawu Halloween. Wracając do etykietki, z uśmiechem przypomniałam sobie swoją serię rysunków, kiedy to chyba w gimnazjum podjęłam się narysowania paru disneyowskich księżniczek jako krwawe, mordercze zombie. Lubię takie motywy urocze z dodanym drastycznym elementem. Kiedyś bardziej niż obecnie, ale i tak... odezwała się ta sentymentalna część mnie i jakoś pozytywnie myślałam o tym wosku. A opis producenta również wydał mi się bardzo... artystyczny. Ciekawe, jak zapach.

Lella Halloween Upiorna Baletnica to zapach pieczonych jabłek, przypraw i piżma z nutami mlecznymi, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Mimo upiornej etykietki, ten zapach tańczy jak delikatna baletnica – urzekając i rozpieszczając zmysły. Pieczone jabłko z subtelną szczyptą przypraw korzennych i łagodnością mlecznych akordów tworzy kompozycję tak piękną, jak ostatni taniec widma primaballeriny. Przerażająca z wyglądu, ale czarująca w aromacie daje idealny kontrast między mroczną legendą a słodką rzeczywistością.
Nuty górne: pieczone jabłko
Nuty środkowe: korzenne przyprawy, mleczne nuty
Nuty dolne: wanilia, białe piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał łagodnie i bardzo słodko. Dominowała wanilia, szczycąc się swym szlachetnym charakterem i prezentując się na mleczno-śmietankowym tle. Pomyślałam o mleku z wanilią, być może nieśmiało doprawionym czymś ciepłym, korzennym. Cynamonem? W oddali zaznaczyło się jeszcze delikatne, słodko-kwaskawe jabłko... pieczone? Jako szarlotka z bezową warstwą? I gdzieś bardzo, bardzo w oddali zaplątało się skojarzenie z kremem do rąk o zapachu szarlotki.

Z kominka pierwsze zaczęło rozchodzić się delikatne, nieśmiałe pieczone jabłko, samo w sobie słodko-kwaśne. Powoli podpłynęła pod nie słodkawa, mleczno-śmietankowa nutka. Słodycz rosła powoli, ale konsekwentnie. Szła w szlachetnym, waniliowym kierunku. Pieczone jabłka zmieniły się w szarlotkę, posłodzoną właśnie wanilią. Szarlotkę tylko co wyjętą z piekarnika, jeszcze ciepłą. Ciepło z łatwością wpisało się w szlachetną słodycz, podsuwając wanilii przyprawy korzenne. Pomyślałam o łagodnym, nie pikantnym splocie, z cynamonem na czele.

Kwasek jabłek niemal zniknął... Ukrył się pod... bezową warstwą, która zawitała do szarlotki? Szarlotki podanej z waniliowo-śmietankowymi lodami i mlekiem waniliowym? Wanilia i słodkie, pieczone jabłko przemieszały się ze sobą w jedno, po czym... wanilia jakby wręcz przysłoniła jabłko? Związała się mocniej z mlekiem i śmietanką, które wcześniej im tylko towarzyszyły. Z czasem przybrały nieco sztucznawy wydźwięk rzeczy "o smaku" / "o zapachu", a po jeszcze paru chwilach do głowy przyszły mi kremy do rąk o zapachu szarlotki, a mleko wyszło dziwnie mleczkowo-pudrowo kosmetycznie. W ciągu kolejnych parunastu minut zrobiły się ciężko-duszące i męczące.

Suchy wosk pachniał intensywnie i dość duszno, niezbyt kusząco. W kominku przez chwilę wydawało się, że będzie rozchodził się leniwie, ale jak już zaczął, nagle zorientowałam się, że jest porządnie wyczuwalny w całym pokoju z kominkiem i trochę poza nim. Po zgaszeniu podgrzewacza jednak szybko się rozchodził. Mimo że w trakcie "pachnienia" trochę dusił, nie wgryzał się w pomieszczenie. Stąd nawet jeśli kogoś, jak mnie, trochę przytłoczy jego zapach, nie ma problemu z pozbyciem się go.

Tu jednak muszę przyznać, że taka upiorna baletnica w bieli, tańcząca przy akompaniamencie dusząco-ciężkiej słodyczy, kosmetyczny motyw pudru, kremu... Tak, ta wizja poniekąd pasowała do tych nut. Ja bym może widziała to jako kompozycję mniej jedzeniową, np. z pominięciem szarlotki, ale i tak nie mogę powiedzieć, by zapach był zły. Nie w moim stylu, ale nie budzący we mnie negatywnych odczuć. W zasadzie ciekawy i obrazowy, to mu trzeba przyznać.

7/10

piątek, 28 listopada 2025

wosk Lella Zwierciadło marzeń

Krzywe zwierciadło

To jeden z tych wosków, który ani trochę mnie nie ciekawił, bo ani nut nie obiecywał w moim guście, ani etykieta do mnie nie przemówiła. Kojarzyła mi się jakoś nadto romansowo-"Zmierzchowo". Chociaż nie ukrywam, że nazwa od razu pozytywnie skojarzyła się ze Zwierciadłem Ain Eingarp z Pottera. Nie sądziłam jednak, by wosk miał mi przynieść motyw mych najszczerszych zachcianek. Chociaż... kto wie? Wszak życie jest pełne niespodzianek. Właśnie swego rodzaju niespodziankę sprawiła mi marka Lella, wysyłając mi parę wosków do testów. W tym właśnie zestaw Halloween, w którego skład wszedł dziś przedstawiany wosk.

Lella Halloween Zwierciadło marzeń to zapach pudru, mleka, toffi, wanilii i malin, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Zmysłowy i uzależniający jak femme fatale w lustrze – ten zapach kusi bez opamietania. Pudrowo-mleczne akordy z nutą toffi i wanilii przełamane soczystością malin tworzą kompozycję tak uwodzicielską, że każdy mężczyzna zatopi się w jej słodkim odbiciu.
Nuty górne: maliny, fiołek, gruszka
Nuty środkowe: mleczne i pudrowe nuty
Nuty dolne: wanilia, masło, toffi


Recenzja

Suchy wosk uderzył mieszanką wanilii, toffi, śmietanki, waniliowego budyniu na mleku ze śmietanką oraz lodów włoskich, waniliowo-śmietankowych, z sowitą ilością śmietankowo-maślanego sosu toffi, mieszających się z przesłodzoną, a zarazem kwaskawą nutą malin. Skojarzyły mi się z malinowymi lodami wodnymi i sorbetem. Jednocześnie podkradała się pod nie lekka, też owocowa pudrowość.

Z kominka pierwsze popłynęły nuty toffi i śmietanki, przeplecione kwaskawo-słodką truskawką. Oczami wyobraźni patrzyłam na lody śmietankowe polane sosem śmietankowo-maślanym toffi i truskawkowym, może truskawkowo-malinowym. Lody ewidentnie posłodzone wanilią. Wanilia zaczęła się nasilać, eksponując mi jeszcze mleko waniliowe, takie, w którym jest i wanilia, i aromat waniliowy, a także budyń waniliowy na mleku i śmietance. Mleczność po chwili zaczęła wydawać się bazą kompozycji, jakby to na niej wszystko się zarysowywało.

Truskawki z czasem zmieszały się z mlekiem jako jakiś shake mleczny, mleko truskawkowe i śmietankowe lody truskawkowe. Lekka soczystość nieodzownie związała się z wysoką słodyczą. Ta zaserwowała mi jeszcze trochę gruszek. One jednak wraz z truskawkami zatonęły z czasem we wręcz dusznej mieszaninie mleka, wanilii i toffi. Bardzo maślanego toffi. Owocowy motyw ostał się jako lekko pudrowy akcent w oddali, gdzie znalazły się też chyba kwiaty. Puder z czasem odciął się od soczystości, owoców i czułam po prostu pudrowy, trudny do dookreślenia akcent. Trochę jak cukier puder, ale niezupełnie. Dołączył do toffi i końcowo zdominowały kompozycję.
Owocowe echo, puder i ogrom mleczności, wanilii dołożyły się do tego, że wyszło to męcząco.

Suchy wosk pachniał intensywnie, w kominku jeszcze intensywniej, niż można by się spodziewać. Rozchodził się bardzo szybko i to nie tylko po pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał długo aż do dnia kolejnego i ja osobiście czułam potrzebę porządnego wywietrzenia, bo miałam wrażenie, że swym przesłodzeniem aż wgryzł się w pomieszczenie.

Kolejny wosk, który mnie przesłodził i przytłoczył dosadnością swej słodyczy, a w dodatku jakoś tak... słodkie nieadekwatnie do Halloween. Mieszanina mleczności, wanilii i toffi, lodów włoskich z truskawkowo-gruszkowymi akcentami, potem więcej pudru, cukru pudru i kolejna porcja toffi mi zupełnie nie leżała. Acz muszę przyznać, że w tym wszystkim zapach był zaskakująco jednoznaczny i uwierzę, że może się podobać. Nie było w nim bowiem ani trochę sztuczności czy karykaturalnego przerysowania. Po prostu nie moje klimaty. Zamiast jak odbicie ze Zwierciadła Ain Eingarp poczułam się jak w hali luster w wesołym miasteczku - nieswojo.

6/10

poniedziałek, 24 listopada 2025

wosk Lella Czarny Kot

Kot Wosk pecha oddający

Mój chłodny osąd co do tego, czy warto kupić dany wosk wysiada, gdy na etykiecie styka się klimat Halloween z kotem. W przypadku dziś prezentowanego wosku od Lella byłam gotowa zakupić, mimo że niektóre nuty obiecywane przez producenta mogłyby wydawać się ryzykownie nie moje. A jednak gdy pomyślałam o kilku halloweenowych woskach ze słodkimi i owocowym nutami, które bardzo mi się podobały, np. boska świeca Goose Creek Beautiful Creatures, liczyłam, że ten pójdzie w ich kierunku. Trzymałam kciuki, by mi się spodobał, bo ten dostałam nie tylko jako miniaturkę z zestawu Halloween, ale też cały wosk

Lella Halloween Czarny Kot to zapach owoców, kremu maślanego i przypraw, u mnie jako wosk sojowy (w opakowaniu ok. 66g, czyli 6 kostek po ok. 11g) oraz mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Ten czujny czarny kot strzeże nie tylko mrocznej dyni, ale także pysznego sekretu Halloween – słodko-aromatycznego zapachu, który rozpieszcza jak babcine pierniczki! Doskonałe połączenie pieczonego jabłka i dyni z przyprawami oraz nutą słodkich żurawin tworzy kompozycję tak rozpieszczającą, że nawet najgroźniejszy kot zacznie mruczeć z zadowolenia. Zapach idealny, by ubarwić halloweenową noc nutą mrocznej elegancji i nieodpartym urokiem jesiennej cukierni.
Nuty górne: skórka pomarańczowa, pieczona dynia, krem maślany, ananas, żurawina, truskawki, brzoskwinia, zielone jabłko
Nuty środkowe: gałka muszkatołowa, goździki, gwiazdki anyżu, szałwia, maliny, kokos
Nuty dolne: laska wanilii, drzewo gwajakowe, cedr, fasolka tonka


Recenzja

Suchy wosk pachniał sucho-soczystą mieszanką suchych, poskręcanych jesiennych liści w ciepłych kolorach, pieczonej dyni i kwaśnego zielonego jabłka. Soczystość na nim jednak nie kończyła, a rozwijała się o cytrusy: pomarańczę i cytrynę; ananasa - wprowadzającego nieco ogólnej egzotyki - i czerwone owoce. Cytrusy potrafiły mi zalecieć cytrusowym piwem z sokiem, a ostatnie miały w sobie coś trochę cukierkowego, jednak ze względu na obecność nie małej ilości przypraw korzennych, całość przywodziła na myśl raczej jakieś ciasto dyniowo-marchewkowe z ananasem, jabłkiem i przyprawami. Takie... w którym chrzęścić pomaga marchewce kokos? Nutka kokosa oraz przypraw mieszały się z drzewnym akcentem. Wśród nich na pewno czułam gałkę muszkatołową, ale też goździki, anyż o niemal chłodnawej ostrości.

Z kominka rozszedł się bardzo namieszany zapach owoców. Czego tam nie było! Ananasa i cytrusy, słodkie jabłka i jabłka kwaśne, owoce leśne i maliny, mieszające się z jakimiś innymi czerwonymi. Pomyślałam o słodkim napoju, soku i syropie z malin i innych czerwonych owoców. Chyba były tam też truskawki i żurawina. W tle odnotowałam jeszcze chyba ananasa. Wszystko o wysokiej słodyczy i lekkim kwasku. Jabłko łączyło naturalną słodycz z kwaśnością i niemal cukierkowym motywem. Przemknęło mi smakowe, słodzone piwo jabłkowe, cydr i... piwo cytrusowe? Cytryna i pomarańcza dały się poznać jako zrobione na słodko, pewnie też jako soki, napoje czy... bezalkoholowe grzańce? Piwo uciekło, a na jego miejsce wskoczyły przesłodzone herbatki owocowe zimowe.

Gdy rozgrzewające, owocowe zimowe herbatki umocniły swoją pozycję, zaczęłam rozpoznawać poszczególne przyprawy: cynamon, goździki, gałka muszkatołowa, sproszkowany imbir. Może trochę anyżu? Ten miał w sobie coś złudnie chłodnego, goździki zaś... wydały mi się wręcz przenikliwe. A mimo wszystko nie było bardzo pikantnie, raczej... słodko? Za przyprawami przemknęło trochę jesiennych, suchych liści, ale zaraz zniknęły. Przyprawy wskoczyły do bardzo słodkiego i bardzo maślanego ciasta, które pojawiło się ni stąd, ni zowąd. Oczami wyobraźni patrzyłam na ryzykownie słodki placek "pie" dyniowy z wierzchem aż lśniącym od brązowego cukru oraz ciasto dyniowo-marchewkowe z dodatkiem jabłka i/lub ananasa. Ciasto anansowe? Maślaność wydawała się aż dusząco-przytłaczająca, po czym nieco zelżała. W tle przewinął się kokos, a potem wróciły cukierkowe owoce czerwone i egzotyczne. Może nie były to w 100% cukierki, ale świeże owoce też nie. Cukierkowe perfumy? Żele pod prysznic czy inne "pachnidła"? Przyprawy korzenne zmieniły się w ziołowość... trochę jak z perfum, trochę z ziołowych naparów... Do głowy przyszła mi rześka szałwia, ale nie dała rady zupełnie zwalczyć przyciężkiej, słodko-ciastowej maślaności. Chyba wsparła ją niedomagająca odrobinka drewna. Drewna i... liści?

Wosk suchy był bardzo intensywny, podgrzewany jeszcze bardziej, iście siekierowy. Rozchodził się szybko, utrzymywał zaś bardzo długo - aż do dnia kolejnego. Aż trudno go wywietrzyć. Był naprawdę mocno, czytelnie wyczuwalny. Trzymał się jednak głównie pokoju z kominkiem, poza to pomieszczenie wychodził tylko trochę. 

Już na sucho wosk wydał mi się bardzo złożony. Czułam w nim wiele cudownych, jak i potencjalnie ryzykownych nut. Bałam się, że będzie zbyt jedzeniowy przez wątek ciasta dyniowego z jabłkiem, ananasem i przyprawami... Niestety słusznie. Ogrzewany wosk był głównie jedzeniowy: cukierkowo-owocowy i ciastowy, co wieńczyły przesłodzone herbatki owocowe, przesłodzone soki i przesłodzone piwo smakowe. Korzenne przyprawy, trochę ziół, głównie szałwii, i nawet namiastka drewna nie dały rady nadać kompozycji przyjemniejszego wydźwięku, Kokos też wiele nie zdziałał. Ogrom malin, truskawek, żurawin, ananasa, różnych owoców czerwonych i cytrusów zamiast grać na soczystość, wydawały się tu jakieś nieporadnie-niezgrabne. Wosk nie podobał mi się. Za słodziaśny, za jedzeniowy, za ulepkowo-cukierkowy. Cukierkowo-herbatkowe owoce i ciasto dyniowo-marchwiowe z dużą ilością masła, ciasto spody za nic mnie do siebie nie przekonały. Brakowało mi tu liści, ziół... czegoś poważniejszego, co by przełamało przesłodzenie. Nie wiem, co to wszystko ma do czarnego kota. Wosk ten wyszedł więc pechowo, a przecież czarne koty nie przynoszą pecha, a wiele radości, jak każde inne futrzaki.

5/10