czwartek, 27 marca 2025

wosk Bomb Cosmetics Raindrops on Roses

Różana bomba

Uwielbiam różne mroczne, ciężkie i męskie zapachy, ale pośród nich jest też... hm, róża w wazonie chryzantem, że tak to ujmę. Właśnie w przenośni i dosłownie róża. Do zapachów i smaków różanych mam bowiem ogromną słabość. Ogólnie kwiatowe kompozycje nie są moimi ulubionymi, ale róże... oj, róże są wysoko w rankingu. Ten wosk wyglądał bardzo niepozornie - pomyślałam, że musi w takim razie nadrabiać zapachem. Kupiłam na spróbowanie, zobaczyć, co ta angielska marka ma do zaoferowania.

Bomb Cosmetics Raindrops on Roses to zapach róż i deszczu; u mnie jako wosk (35 g; wrzucałam po ok 11,5g).

Opis producenta
Świeży, mokry od rosy, elegancki i kwiatowy zapach.


Recenzja

Suchy wosk pachniał bardzo słodko intensywnymi, wilgotnymi różami. Wyobraziłam sobie pojedyncze róże na długich łodyżkach, stojące w wysokich wazonach w kwiaciarni. Za różami stało więcej więcej, różnych kwiatów, a aspekt wody i jej rześkości, nawet pewnego chłodu był bardzo znaczący.

Z kominka pierwsza wypłynęła intensywna słodycz róż. Wiązała się z nimi wilgoć, natychmiast przywodząca na myśl zroszone, wilgotne kwiaty. Mowa o różach w najintensywniejszych odcieniach różu i czerwieni, ale też jakiś innych (liliach?) - tylko że niemal zupełnie zagubionych w różaności. Po chwili pomyślałam jeszcze o różach poustawianych w wiadrach i wazonach w zacienionej kwiaciarni, w której wilgoć i kwiaty przepełniają powietrze. Rosa i róże kwitnące w ogrodzie były skojarzeniem, które to nasilało się, to trochę oddalało. Przez moment dominowała kwiaciarnia ze względu na pewną duszność, ciężkość - jakby intensywne róże były gdzieś zamknięte, ściśnięte dosłownie. Słodycz miała właśnie ciężkawo-poważny wydźwięk, więc mimo ogromu wody, nie był to zbyt zwiewnie-lekki zapach. Jego rześkość zabawiała się z nieco dusznym, ale w takim uzależniającym, sensie aspektem.

Z czasem, w oddali przemykało mi raz po raz coś niemal dymnego, co jednak zmieniło się w wilgotną poranną mgłę i mżawkę. Z niej wyłonił się różany ogród - ogólnie i końcowo wilgotny od deszczu i mgły ogród wygrał z kwiaciarnią. Jego występ trwał znacznie dłużej niż kwiaciarni, choć w zasadzie oba wątki przeplatały się ze sobą.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, lecz w kominku Siekierowo. Przez duże "S". Rozchodził się błyskawicznie i mało, że nie tylko w pokoju z kominkiem - czuć go wyraźnie w całym mieszkaniu! Utrzymywał się długo.

Suchy wosk pachniał po prostu ładnie różano, jednak w kominku pokazał, że nie jest byle zapachem róż. To wilgotna kwiaciarnia pełna najintensywniejszych kwiatów oraz ogród różany pełen wilgotnych od deszczu, wyłaniających się z mgły - coś pięknego. A ta intensywność - wow! Producent ma wyjątkowo adekwatną nazwę - zapach był bombowy!

10/10

wtorek, 18 marca 2025

wosk / świeca Classic Candle Harmony

Harmonia kocio-psiacza?
 
To jeden z tych zapachów, w związku z którymi dziękowałam Wszechświatowi, że... że miał ładne obiecywane nuty. Gdy tylko zobaczyłam etykietkę wosku, klikając w "szczegóły", powtarzałam mantrę, by był w moim stylu. Wiedziałam bowiem, że nie oprę się słodkim zwierzakom i będę chciała kupić. Gdy przeczytałam opis, zaczęłam rozglądać się za czymś możliwie najmniejszym i najtańszym, bo nie chciałam kupować całego wosku. Na szczęście był też daylight, który postanowiłam użyć jak wosk. A skąd u mnie taki sceptycyzm do drzewno-dymnych nut, które przecież lubię? Za bardzo kojarzyły mi się z nieporywającymi Yankee Candle Warm and CosyCracking Wood Fire.

Classic Candle Harmony to zapach palonego drewna od Classic Candle Company; u mnie jako Daylight (43 g) potraktowany jako wosk - w kominku (wrzucałam po ok 11-12g).

Opis producenta
Dymny, drzewny i relaksujący. Ciepły zapach palonego drewna.


Recenzja

Sucha świeczka pachniała słodkim, palonym drewnem. Pomyślałam o palo santo, ale nie tylko. Do głowy przyszło mi też ognisko, przy którym siedzi się w miliusim kocu i wdycha... nie tylko palone drewno, ale też... waniliowe pianki? Coś słodyczowego się zaplątało wśród mocno drzewnym, nie za mocno, ale wyraźnie palonym splocie. W oddali przemknął mi jeszcze lekko wędzony akcent.

Z kominka pierwsza rozeszła się głęboka i silna słodycz wanilii, a tuż za nią drewno. Pomyślałam o suchym, szarym drewnie, a po chwili o drewnie dokładanym do ogniska i powoli zaczynającym się palić. Z czasem palony motyw przybrał na sile. Palone drewno zajęło pierwszy plan, a jego dosadny, poważniejszy wydźwięk na zasadzie kontrastu podbił słodycz. Wanilia zmieniła się w pianki marshmallow, chyba pianki pieczone nad ogniem.

Palone drewno, ognisko i ogniskowy dym dominowały cały czas, ale wraz ze wzrostem słodyczy w piankowym kontekście, zrobiło się... trochę słodziaśnie-dusznie; mimo paloności, za słodko. Poczułam się, jakbym otuliła się i aż przydusiła grubym, cieplutkim kocem, siedząc przy ognisku. Do pianek raz po raz dolatywała wanilia, jakby nie mogąc się pogodzić, że jej podziękowano. Walczyła o szlachetność i z czasem z drewnianej toni wydobyła nieco wyróżniające się, słodkawe palo santo, a słodycz przeskoczyła na nie tak zasładzający tor. Paloność z czasem zaczęła w ognisku i dymie przemycać akcenty wędzenia i przypalenia.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, jednak w kominku okazał się bardzo, wręcz siekierowo mocny. Rozchodził się błyskawicznie i był równomiernie wyczuwalny nie tylko w pokoju z kominkiem. Jego intensywność, przy tym wydźwięku, aż trochę dusiła. Utrzymywał się dość długo.

Kompozycja była ciekawa, przytulna, ogniskowo-kocykowa i mocno palona. Dominujące palone drewno, dym czy tony podwędzone, trochę palo santo tworzyły zacną kompozycję, do której pasowała waniliowa słodycz, ale piankowa już nie. Ta wprowadziła ciężkie przesłodzenie i psuła efekt. Oprócz tego jednak wszystko wyszło faktycznie harmonijnie, no tylko te pianki z resztą gryzły się niczym wkurzony york próbujący kłapać na maine-coona. Niewątpliwie ten zapach miał już trochę pazurków i był silniejszy niż Classic Candle Soft Cashmere.

7/10

czwartek, 13 lutego 2025

wosk / świeca Classic Candle Darkness

Urok mroku

Gdy tylko zobaczyłam etykietę tego wosku, wiedziałam, że muszę go mieć. Mało tego! Byłam pewna, że zapach będzie cudowny. Nawiedziło mnie takie przeczucie. Bo w zasadzie, gdy zamawiałam ten i jeszcze parę wosków, z marką nie miałam za wiele do czynienia.

Classic Candle Darkness to zapach drewna, paczuli, geranium i kadzidła od Classic Candle Company; u mnie jako wosk (w opakowaniu 60g, czyli 6 kostek po 10g).

Opis producenta
Tajemniczy... drewno cedrowe i sandałowe, paczula, geranium, mirra idealnie współgrają z wyciszającymi nutami dębu, miękkim piżmem...


Recenzja

Suchy wosk pachniał mchem i ziołami, a ja poczułam się, jakbym szła późnym jesiennym wieczorem lub nawet nocą przez park, być może nieco skryty we mgle. Czułam drzewa, drewno, z wpisaną w nie wilgocią i chłodem. W tle przewinęła się wilgotna, chłodna ziemia. Było w tym coś wręcz pikantnawego i drzewnie-cierpkiego. Pomyślałam o grubych pniach wielkich drzew i masywnych korzeniach, wyłaniających się częściowo z ziemi. W oddali przewinęły się zaś ciężkawe, zawilgocone kwiaty.

Z kominka bardzo szybko jako pierwsze rozbrzmiały męskie perfumy o kwiatowo-poważnym, kwaskawo-goryczkowatym charakterze. Pomyślałam o ciężkich, jakby osnutych dymem różach, do których szybko podkradło się kadzidło. Zarówno jako dym, jak i goryczkowate, suche żywice. Zapewniły szlachetną, nie za wysoką, ale znaczącą słodycz. Dołączyło drewno. Wyobraziłam sobie szare, stare drewno ze specyficzną cierpkością oraz drewniane meble - może w kościele, bo przesiąknięte kadzidlanym dymem? - które zaraz urozmaiciło cieplejsze, orientalne drewno sandałowe. Nakręcało się nawzajem z kadzidłem.

Z czasem z męskich perfum wymknęło się sporo ziół. Wydały mi się cierpkawo-świeże z... łagodnie zaznaczonym echem lasu? Ziemistością? W tym momencie już tylko pojedyncze kwiaty osiadły w ziołach. Ich słodycz nabrała wręcz pewnej... pikanterii podkreślonej ziemią? Ta zaś zaprosiła jeszcze żywsze drzewa, być może jakieś powykręcane, nagie konary osnute mgłą. Kwiaty zdawały się chwilami ukrywać, a to znów wyłaniać. Wtedy też raz po raz przemknęła mi wśród nich lekka cytrusowość. Dym przemieszał się z wilgotną mgłą, zasnuwając ziołowo-kwiatowy, mroczny las mieszany.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, a w kominku bardzo mocno, wręcz siekierowo. Rozchodził się błyskawicznie i równomiernie, a do tego był świetnie wyczuwalny nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał się bardzo długo - pobrzmiewał jeszcze następnego dnia.

Rewelacyjny, nieoczywisty splot. Kwiaty, kadzidła wpisujące się w męskie perfumy oraz mnóstwo drewna, a z czasem las mieszany pełen ziół okazały się rewelacyjnym zestawieniem, a odrobina ziemi, dymu i mgły, przemykający kwasek stanowiły świetne zwieńczenie tego. Mroczny cmentarz we mgle, gdzieś w środku lasu z etykietki mógłby tak pachnieć!

10/10

środa, 29 stycznia 2025

wosk / świeca Winter Bee Toxic Masculinity

Damska męskość?

Gdy zobaczyłam samą nazwę dziś przedstawianego zapachu, od razu się zainteresowałam. Gdy przeczytałam nuty, pomyślałam, że nie zgadłabym ich - toksyczną męskość zupełnie inaczej bym sobie wyobrażała. Tak czy inaczej jednak, obiecywane nuty zapachowe brzmiały kusząco i bardzo w moim typie.

Winter Bee Toxic Masculinity to odważny zapach buntowniczego uroku, czyli imbiru, kwiatów i przypraw, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 10g.

Opis producenta
Odważny i prowokacyjny zapach, który rzuca wyzwanie konwencjom z ostrym, odważnym ostrzem. Uwolnij intensywność świeżego imbiru, słodycz wanilii i pikantność cytryny, podkreśloną zielonymi nutami liścia fiołka i aromatycznej bazylii. Kolendra i pieprz dodają pikanterii, a głęboka, dymna ambra, ziemista wetyweria i surowy mech dębowy dodają nieodpartej głębi. Toxic Masculinity przesuwa granice, tworząc odważny, złożony zapach, który utrzymuje się, uosabiając siłę i pewność siebie z odrobiną buntowniczego uroku.
Nuty zapachowe: imbir, cytryna, liść fiołka, bazylia, czarny pieprz, ambra, wanilia, kolendra


Recenzja

Suchy wosk zapachniał zaskakująco słodko. Przewodziła wanilia, ale czułam też kwiaty i pewne ciepło - piżmo? Pomyślałam o miękkich, zwiewnych kardiganach i aksamitnych bluzeczkach, mieszających się z cytryną. Jej soczystość podkreślił świeży imbir. Ułożyło się to w szlachetne, damskie perfumy, którymi mogła być przesiąknięta droga odzież. W oddali przemknęło trochę goryczki pieprzu i drewna, sugerujących nawet odrobinę ciepłej pikanterii.

Z kominka pierwsze rozeszły się subtelne, słodkie kwiaty i ciepło... Wydało mi się dosłownie sweterkowe, może właśnie trochę piżmowe. Kwiaty przedstawiły się jako fiołki i konwalie, ukryte wśród zieleni jakiejś leśnej polanki, na którą docierając pojedyncze promienie słońca.

Ciepło słońca nasiliło się wraz z piżmem. Dołączyła do nich mieszanka słodko-ciepłych przypraw. Pomyślałam o imbirze, pieprzu i czymś słodszym. Słodycz nagle wzrosła za sprawą wyrazistej wanilii. Sprawiła, że kwiaty wyszły o wiele odważniej. Wyobraziłam sobie szlachetne, mocno kwiatowe damskie perfumy i kwiatowe bukiety z żywych kwiatów, niosących świeżość. W ostrości zaplątała się soczystość. Imbir wzmocniła odrobinka cytryny, podkreślając, że chodzi o korzeń. Pieprz wmieszał się w motyw leśnej polany, wskazując na korę i pnie drzew niewątpliwie liściastych. W tym wszystkim znalazło się właśnie też trochę miejsca dla zielonej świeżości. Podszepnęła przyprawom trochę żywszych ziół - kolendry i bazylii? Znacząco otuliły je drobne, leśne kwiaty, wręcz kwiatuszki : fiołki, dzwonki, konwalie. Najdłużej to właśnie one rozbrzmiewały.

Suchy wosk pachniał średnio intensywnie, lecz w kominku bardzo się rozkręcił i był silny. Rozchodził się szybko i równomiernie, porządnie i w dodatku nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem. Utrzymywał się niezbyt długo.

Zapach bardzo, bardzo mi się spodobał. Niecodzienne zestawienie świeżutkich leśnych kwiatów, trochę polankowej zieleni z ciepłem słońca i przypraw, wysoka słodycz kwiatów i wanilii, mieszająca się z przyprawami i przyprawo-ziołami, podkreślone drewnem i piżmem, z naleciałością bukietów i damskich perfum to kompozycja bardzo, bardzo przytulna, ale nie nazbyt tulaśna. Szkoda tylko, że zapach nie utrzymywał się dłużej. Zapach nie wydał mi się jednak męski - ani trochę! Na myśl przychodziły raczej damskie perfumy.

10/10

wtorek, 24 grudnia 2024

wosk / świeca Classic Candle Lavender Green Tea

Etykietka prawdę Ci powie

Kiedy zobaczyłam etykietkę dziś przedstawianego wosku, przepadłam zupełnie. Wydała mi się zachwycająca tak, że aż słowami nie umiałam tego wyrazić. Zapach, który mogła oddawać musiał być szlachetny, herbaciano-ziołowy i bardzo, bardzo mój. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zamówić mniejszą pod względem gramatury małą świeczkę i używać jako wosk czy większy pełen wosk, ale tak popatrzyłam... Świeczka miała w dodatku okrojoną etykietkę. Coś czułam, że choć nie miałam do czynienia z zapachami Classic Candle, nie pożałuję, jak kupię wosk. 

Classic Candle Lavender Green Tea to zapach lawendy i zielonej herbaty od Classic Candle Company; u mnie jako wosk (w opakowaniu 60g, czyli 6 kostek po 10g).

Opis producenta
Uspokajający aromat francuskiej lawendy zmieszany z zieloną herbatą i białą lilią jako bazą. Z górnymi nutami świeżych cytrusów, melona i rozgrzewającej szałwii.


Recenzja

Suchy wosk pachniał świeżo i ziołowo. Czuć w nim goryczkowato-słodką lawendę i rześko-soczystą, wręcz odrobinkę kwaskawą białą szałwię. Jej kwasek wydawał się jeszcze czymś podkręconym, a ogólna ziołowość nieco ukojona... delikatną, zieloną herbatą? 

Z kominka pierwsza rozeszła się rześka, sugestywnie kwaskawa nuta białej szałwii, powoli mieszającej się ze zwykłą szałwią, która wprowadziła goryczkę. Podążał za nią bardziej złożony ziołowy motyw oraz delikatna, liściasta zielona herbata. Zdradzała lekką goryczkę i mieszała się z nieco kwiatowym wątkiem, a po chwili przybrała na goryczce. Chyba przez kontrast ze słodkimi białymi liliami. Do goryczki dołączyła lawenda, łącząc ją bardzo spójnie z kwiatowością.

Lawenda podyktowała kompozycji nieco cięższy wydźwięk. I słodycz, i ziołowość zrobiły się cięższe na pewien czas. Chwilami chyliły się w trochę kąpielowe strony - do głowy przyszło mi lawendowe mydło i kosmetyki. Potem jednak wróciła biała szałwia, przypominająca o rześkości i kwasku. W nim zaznaczyły się cytrusy - powiedziałabym, że kwaskawa pomarańcza deserowa i skórka cytryny. Wtapiały się w zioła i zieloną herbatę z lawendą. Myśl o zielonej herbacie zaparzonej z lawendą i delikatną cytrusową nutą stała się bardzo wyrazista. W tle raz po raz przy zioła przemykało stare drewno.

Suchy wosk pachniał średnio-mocno intensywnie, w kominku zaś intensywnie, że prawie siekierowo. Zapach rozchodził się błyskawicznie i równomiernie, nie tylko w pokoju z kominkiem. Utrzymywał się dość długo. Lekko pobrzmiewał nawet następnego dnia. A kostka spokojnie wystarczyła na 2 podgrzewania.

Kompozycja bardzo mi się podobała ze względu na nieoczywiste połączenie szałwii białej i zwykłej, ziół i lawendy z zieloną herbatą i odrobinką cytrusów oraz kwiatów, a także drewnianym echem, jednak obyłoby się bez tych mydlanych sugestii. Połączenie słodyczy i goryczki zacne. Podobało mi się, jak nuty się uzupełniały tak samo jak wysoka moc zapachu.
Dobrze, że tak dobrze trafiłam - niby nie ocenia się książki po okładce, ale w tym przypadku miałam szczęście. Nie mogę jednak powiedzieć, by wyczuwalny zapach tak w 100% kojarzył mi się z tym, co pokazano na etykiecie. To jednak szczegół, bo tytuł już adekwatny.

9/10

sobota, 21 grudnia 2024

wosk / świeca Smells Like Christmas

Substytut choinki

W tym roku grudzień był jakiś zupełnie niezimowy i nawet dekorując mieszkanie, nie czułam, że zbliża się Przesilenie Zimowe. Uznałam więc, że może adekwatny wosk pomoże mi trochę wczuć się w ten klimat? Wybierając, które próbki chcę dostać od Winter Bee, tego nie mogłam pominąć. Bardzo lubię choinkowe zapachy, a w tym roku drzewko wyjątkowo późno sobie załatwiłam, bo dopiero w dzień rozpoczynający Yule (i do niego trochę przetrzymałam recenzję w kolejce do publikacji).

Winter Bee Candles Smells Like Christmas to zapach oddający Gwiazdkę, czyli drzew iglastych i pomarańczy, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 8g.

Opis producenta
Wyobraź sobie wieczorny spacer po lesie zimą - w ostatnich promieniach słońca na śniegu tańczą iskierki. Weź głęboki wdech - czujesz aromat świerkowych i jodłowych igieł, pod stopami chrupie śnieg. Jest cicho i tak spokojnie... 
Nuty górne: pomarańcza, cedr, szałwia
Nuty środka: sosna, mech jodłowy
Nuty bazy: balsam jodłowy, kora sosnowa


Recenzja

Suchy wosk pachniał intensywnie bardzo świeżymi drzewami iglastymi - powiedziałabym, że lasem sosnowo-jodłowym. Oprócz iglastości, czuć wyraźnie też nuty drzew w kontekście bardziej drewnianym: pomyślałam o pniach, korzeniach i korze, a także subtelną, szlachetną słodycz. Świeżość ściśle wiązała się z "zielonym" kwaskiem, który nieco podkręciła przemykająca pomarańcza. 

Z kominka pierwsza wydobyła się rześka, świeżo pachnąca dosłownie "zielona sosenka". Urocze drzewko - choinka! - zaraz spotkało się z mnóstwem drzew iglastych: z sosnami, jodłami. Drzewko zmieniło się w cały, młody lasek. Ich rześkość była specyficznie kwaskawa, a także podkręcona kwaśnością pomarańczy. Obok pojawiła się jeszcze słodycz. Połączyła motyw iglasty z soczystością i... mchem? Pomyślałam o specyficznej słodyczy porośniętych mchem "dołów" lasów iglastych.

Mech niewątpliwie porastał też pnie. Zwróciłam uwagę, że coraz wyraźniej rozbrzmiewał motyw drewna, a więc wszelkich korzeni, opadłych gałęzi i kory, leżących na mięciutkim mchu. Część słodyczy przeszła zaś w nieco żywicznie-balsamowe tony. Drewno dodało kompozycji stateczności i powagi. Z czasem umocniła ją goryczkowato-słodkawa, ziołowa nutka. Wraz z drewnem i leśną słodyczą stworzyła kontrapunkt dla rześkości i kwasku sosen i jodeł.

Suchy wosk pachniał średnio mocno, a w kominku znacząco mocno. Rozszedł się bardzo szybko i równomiernie, z łatwością. Utrzymywał się średnio długo. Spokojnie starczył na dwukrotne podgrzewanie i nie stracił w odbiorze.

Zapach autentyczny, prosty i głęboki. Czuć mnóstwo świeżych sosen, jodeł, ale też drewno i las pełen mchu, z ziołowym akcentem, a wszystko to urozmaiciła i podsyciła pomarańcza. Rewelacyjny na podbudowanie zimowo-choinkowego nastroju. To naprawdę dobry substytut choinki! Acz mógłby być bardziej siekierowy i utrzymywać się dłużej.

9/10

wtorek, 10 grudnia 2024

wosk / świeca Winter Bee Old Library

Stare książki nigdy nie nudzą

Uwielbiam zapach starych książek, ale szczerze mówiąc coraz rzadziej mam z nim do czynienia. Kiedyś co i raz wypożyczałam coś aromatycznego... Albo jako dziecko czy młoda nastolatka o wiele częściej buszowałam w bibliotekach. Uwielbiałam to. O tych czasach myślę z nostalgicznym uśmiechem, więc gdy natknęłam się na tę kompozycję na stronie Winter Bee, poprosiłam o nią, wybierając, próbki jakich 10 zapachów chcę otrzymać.

Winter Bee Candles Old Library to zapach starej biblioteki, czyli koniaku, mirry, wanilii, bursztynu i sandałowca, u mnie jako wosk sojowy, próbka ok. 10g.

Opis producenta
Świeca przypomina mi zapach XVI w. biblioteki Trinity College w Dublinie - starych książek w skórzanych oprawach, ustawionych na regałach z ciemnego drewna. W tej bibliotece marzeń, pełnej białych kruków, ustawiono długie stoły z bukietami piwonii i goździków, które wypełniają powietrze pudrowym zapachem. Na każdym stole króluje kryształowa karafka z koniakiem i szklaneczki. Woskowana podłoga skrzypi pod stopami, aksamitny w dotyku papier przywodzi na myśl skórkę brzoskwini, śliwkę i wanilię. Wszechobecna paczula tworzy rdzeń kompozycji.
Nuty górne: śliwka, rumianek, koniak
Nuty środka: pączek goździka, słodka mirra, laska cynamonu, ziele angielskie
Nuty bazy: złoty bursztyn, paczula, wanilia, drewno sandałowe, mech


Recenzja

Suchy wosk pachniał średnio mocno ciepło i trochę ciężkawo, alkoholowo niczym upita śliwka i koniak. Czułam też lekką korzenność i słodko-goryczkowatą żywicę. Przewinęło się drewno i marginalna ziemistość. Przy nich może też coś ziołowo-kwiatowego?

Z kominka najpierw rozeszła się trochę duszna słodycz. Nasilała się, zapominając o duszności. Szła w waniliowym kierunku, pomagając sobie ciepłem chyba cynamonu. Cynamonu i innych przypraw? Pomyślałam o suchych żywicznych kadzidłach. Zrobiło się dosłownie cieplutko. Do tego pojawiła się jakaś łagodna, ziołowa herbatka - rumianek? Miał kwiatowe aspiracje.

Z czasem poczułam się, jakbym siedziała w skórzanym fotelu w pokoju z książkami na drewnianych półkach - ogólnie z drewnianymi meblami - gdzie być może jest też kominek. Ciepło nakręcało się nawzajem ze słodyczą. Oprócz nadrzędnej wanilii pojawiło się jeszcze drewno sandałowe i więcej goryczkowato-ostrawych przypraw. Pikantnie nie było, ale sugerowały trochę pewną duszną ostrawość starych książek. Duszność znów odezwała się mocniej, a i jakoś tak splot drewniano-słodkich przypraw ciężej końcowo odebrałam. Jakby wśród starych, szeleszczących stronnic krył się... koniak? Przygłuszany jednak żywicami-kadzidłami.

Wosk potrzebował trochę, ale nie strasznie dużo, czasu, by się rozejść. Wyczuwalny trochę nierówno - to tu, to tam, nie zaskarbiał sobie całego pomieszczenia. Mimo że był silny. Tak trochę powyżej średniej. Utrzymywał się średnio długo.

Zapach był ładny, jednak nie zdobył mojego serca. Niby czuć w nim stare książki i bibliotekę, ale bo wiedziałam, że mają się pojawić. Złożyły się na nie wanilia, drewno, ciepło i przyprawy, a także sandałowiec i kadzidło. Przyjemny, ciepło-przytulny splot, trochę słodki, dusznawo-ostry i specyficzny, ale nie jakoś szczególnie wyjątkowy. Nawet nie aż tak jednoznaczny, a po prostu w miarę obrazowy.

8/10