wtorek, 20 stycznia 2026

wosk Lella Zatrute Opowieści

Trochę mordercze jabłko

Nigdy nie lubiłam bajek o księżniczkach, więc motyw Królewny Śnieżki bardziej kojarzy mi się z utworem i teledyskiem Rammsteina, "Sonne". Nawet jednak ze względu na to skojarzenie, nie kupiłabym dziś przedstawianego wosku. O ile byłabym pozytywnie nastawiona do wariantu w stylu "zielone jabłuszko", tak jabłko na korzennie-maślano-słodko wydawało mi się bardzo niekuszące. Świeca DW Home Candles Scarlet Pumpkin jasno dała mi do zrozumienia, że to nie moje klimaty (mimo że zła nie była). Dobrze więc, że dziś prezentowany wosk trafił do mnie w wersji mini, jaką dostałam od marki Lella w ramach zestawu wosków Halloween 2025.

Lella Halloween Zatrute Opowieści to zapach jabłek, pieczonej dyni i przypraw korzennych, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Uważaj na ten zapach, bo jest zdradziecko słodki! Rozpieszcza mieszanką pieczonej dyni, korzennych przypraw, maślanego karmelu i wanilii, które osładzają kwaskowość zielonego jabłka. Dasz się skusić jak Śnieżka?
Nuty górne: zielona i klasyczna mandarynka, dynia z przyprawami, gwiazdki anyżu, zielone jabłko, cytryny
Nuty środkowe: akord lukru maślanego, maślany karmel, cukier kryształ
Nuty dolne: krem kokosowy, fasolka tonka, ekstrakt waniliowy, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał przede wszystkim kwaśno-słodkim jabłkiem i kokosem. Lekko podprażone wiórki kokosowe musiały wieńczyć jakiś bardziej maślano-waniliowy krem kokosowy. Z ich prażeniem wiązało się ciepło, też słodkie, trochę... karmelowe? Niczym maślany karmel ściekający z jabłek. Jabłko podkreślił słodko-kwaskawy cytrus, chyba mandarynka, a całość przywodziła jeszcze na myśl lukier albo wręcz warstwę bezową na jakimś... szarlotkowym, jabłkowo-dyniowym cieście.

Z kominka pierwsze wyłoniły się wyraziste, słodkie pieczone jabłka. Bardzo słodkie, bo jak się po chwili okazało, oblane lekko opalanym, słodkim karmelem. Oczami wyobraźni patrzyłam, jak bursztynowa maź wolno ścieka z czerwonego jabłka. Odnotowałam maślaność... Początkowo myślałam, że to karmel robi się maślany, ale niekoniecznie... Znaczy... do pewnego stopnia był maślany, ale maślaność ta, która dopiero się rozkręcała kojarzyła mi się z wypiekiem dyniowym. Na słodko i z nutą cytrusów. Chyba głównie pomarańczy, którą z czasem urozmaiciły soczyste, bardzo słodkie mandarynki (one nie "siedziały" w wypieku, wystąpiły obok).

Ciastowość i jabłka z czasem ułożyły się w szarlotkę. W szarlotkę z... lukrem? Bezą! Z cukrową bezą i warstwą kajmakowo-karmelową, a do tego sowicie posłodzoną wanilią. Szarlotkę z nienachalnymi, ciepłymi przyprawami korzennymi.
Wanilia wystrzeliła niemal na przód i przypieczętowała ciężkawy klimat. Całość wydała mi się też przytulna, niczym kuchnia, w której ciągle się coś wypieka i w której każdy jest mile widziany. Do wanilii dołączył kokos i zrównał się z nią. Ze względu na wypieczony motyw pomyślałam o prażonych wiórkach kokosowych. Cała ta jednak maślaność i wanilia sugerowała jakiś budyniowy deser maślano-waniliowo-kokosowy. Posypany wiórkami. Albo z... kokosowym lukrem? Z czasem wypiek utracił na jednoznaczności, a przytulnie-ciepły klimat pozwolił wystąpić jakby solo słodkiemu cynamonowi i anyżowi. Ten ostatni przywołał kwaśne zielone jabłko, wyróżniające się kontrastowo na tle wysokiej, trochę dusznej słodyczy. W głowie rozgościły mi się słowa zielone "jabłuszko", bo w tym wszystkim i coś uroczego się rozgościło.

Wosk zarówno na sucho, jak i w kominku był bardzo silny, wręcz siekierowy. Rozszedł się bardzo szybko i dość długo utrzymywał. Czuć go wyraźnie nawet poza pomieszczeniem z kominkiem. Acz nie jakoś męcząco długo, po prostu parę godzin po zgaszeniu podgrzewacza.

Kompozycja wydała mi się przesłodzona. Nie tragicznie, ale dla mnie męcząco. Szarlotka i jabłka w karmelu, trochę pomarańczy i mandarynki, przechodzące w motyw przytulnej ciepłej kuchni, wanilia i kokos oraz "zielono jabłuszkowa" końcówka miały potencjał, ale za dużo maślaności, lukier i beza sprawiły, że trudno mi było zachwycić się lepszymi wątkami. Szkoda, że to nie zapach mroczny jak rammsteinowa Śnieżna z "Sonne". Ten raczej... przydusza niczym zatrute jabłko normalną Śnieżkę. Jeszcze trochę, a jego słodycz uznałabym za morderczą.

6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz