sobota, 10 stycznia 2026

wosk Lella Upiorny Strażnik

Strażnik przy piekarniku

Choć etykietka tego wosku wyglądała zachęcająco, opis producenta nie przemawiał do mnie. Znaczy... gdyby nie krem maślany, mogłabym uznać go za kuszący, ale jednak obawiałam się tej nuty. Maślaność w woskach przeważnie wychodzi tak imperatywnie... A jednak reszta... Dlatego też cieszę się, że wosk trafił do mnie w postaci mini wosku, wchodzącego w skład zestawu Halloween, który dostałam od marki Lella.

Lella Halloween Upiorny Strażnik to zapach cytrusów i pieczonej dyni z kremem maślanym i przyprawami, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Przerażające dynie chronią wejścia do halloweenowej posiadłości, ale ich zapach wcale nie straszy – wręcz przeciwnie, kusi niesamowicie! Klasyczna pieczona dynia z przyprawami i kremem maślanym została genialnie przełamana obłędną nutą trawy cytrynowej i cytrusowych skórek. To świetne połączenie cukiernianej słodyczy z orzeźwiającym, cytrusowym twistem sprawia, że nawet najstraszliwsi strażnicy pachną jak jesienna kawiarnia z nutą egzotycznej świeżości!
Nuty górne: skórka pomarańczowa, skórka z cytryny, limonka, dynia pieczona, krem maślany
Nuty środkowe: gałka muszkatołowa, goździki, mięta pieprzowa, trawa cytrynowa
Nuty dolne: laska wanilii, drzewo gwajakowe, białe piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodką pomarańczą, cytryną, ogólnie całą mieszanką cytrusów, w których zaznaczyła się jakby słodka goryczka kandyzowanych skórek i galaretek. Towarzyszyły im motywy ziół i przypraw, łączące w sobie rześkość i goryczkę. Pomyślałam o mięcie i anyżu, ale też mniej jednoznacznych, których nie umiałam uchwycić. Gałka muszkatołowa, ziele angielskie, pieprz? W tle zaznaczyło się coś słodko-soczystego, a zarazem nieco wytrawniejszego... Nieprzesłodzona tarta dyniowa? Ze sporą ilością soku z cytryny? Jakieś ciasto typu lemon bar, ale z dodatkiem dyni albo... tarta dyniowa podana z sosem lemon curd? Myśli o słodkościach napędzał motyw wanilii i cukru, może wręcz cukru waniliowego? 

Z kominka pierwszy rozszedł się słodki, mocno maślany wątek, za którym podążały cytrusy. W pierwszej chwili pomyślałam o tylko co wyjętych z piekarnika kruchych maślanych ciastkach z silną nutą pomarańczy, a później jeszcze o tarcie, cieście dyniowym, soczystym od pomarańczy. Cytrusowość nasilała się wraz ze słodyczą, więc mimo lekkiej goryczki, poszła w kierunku słodyczy: skórki pomarańczowej, ale kandyzowanej oraz galaretek pomarańczowych. I... cytrynowych? Pomarańczę wzbogaciła cytryna i chyba limonka, ale też w wydaniu słodkim, jakiś słodkości. Początkowo cytrusowość wyraźnie dominowała.

Słodycz umocniła też wanilia i nieco mydlany motyw jakiegoś zapachowego mydełka. Wanilia mieszała się trochę z cukrem, zalatywała czymś wręcz dusznym - cukrem wanilinowym? A jednak i pewna rześkość wyłoniła się zza ciężko-słodkiej namiastki soczystości. Do głowy przyszła mi trawa cytrusowa i cytrusowy pieprz. Wraz z ciepłem ciastek z piekarnika pokusiły się o trochę korzenności... acz mimo ogólnej słodyczy nieco wytrawniejszej, np. pieprzu, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego. Może to nimi doprawiono tartę dyniową? Albo jakieś dziwaczne dyniowo-cytrynowe lemon bar. Cytrusy niby trochę osłabły, ale nie dawały o sobie zapomnieć. W oddali, za przyprawami, zaznaczyło się jeszcze subtelne drewno. Jakby... meble potraktowane specyfikiem do czyszczenia drewna? I w nim zaplątała się drobna goryczka. Pieprzność? A potem nagle znów niezwykle intensywnie uderzyły cytrusowe - cytrynowe, limonkowe i pomarańczowe - galaretki. Do głowy przyszedł mi też cukier cytrynowy i pomarańczowe galaretki w proszku - te jednak jako delikatne echo galaretek.

Suchy wosk pachniał dość intensywnie, w kominku potrzebował dość długiej chwili, jednak gdy już się rozkręcił, był wręcz siekierowo silny. Rozchodził się średnio równomiernie, ale w końcu czuć go porządnie nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem, a też poza nim. Choć w trakcie podgrzewania wydawał się aż wgryzać w pomieszczenie, po zgaszeniu podgrzewacza po średnim, odpowiednim czasie znikał.

Wosk wydał mi się bardzo ciekawy. Bałam się, że będzie jedzeniowo-przesłodzony, ale choć był i jedzeniowy, i przesłodzony, to... miał swój urok. Cytrusowe galaretki w towarzystwie przypraw i ziół, drewna mogłyby wyjść świetnie, gdyby nie przeszkadzały motywy maślano-kruchych ciastek, ciasta dyniowego i mydlane echo. Może nie była to do końca moja bajka, ale źle też nie było. Uwierzę, że niektórym ten wosk bardzo się spodoba. I tak, pasuje to do klimatów Halloween i zbieranych w ten dzień cukierków. Acz jak się to wszystko ma do strażnika...? Chyba pomarańczowego, nie dyniowego. I chyba takiego pilnującego, by wyjąć słodkie wypieki w odpowiedniej chwili.

7/10