piątek, 30 stycznia 2026

wosk Lella Upiorna Brama

Brama do... kuchni?

Nie od dziś wiadomo, że granica między światami żywych a umarłych w Halloween jest najcieńsza. Ale... jak mogłaby pachnieć brama stojąca na takiej granicy? Dla twórców świec i wosków to spore, ciekawe pole do popisu! Ja mam zupełnie inną wizję tego niż producent Lella. To, co przeczytałam, mnie nie przekonywało, lecz mimo że nuta krem maślanego przerażała, reszta brzmiała nawet obiecująco. Bardzo cieszę się więc, że dostałam ten wosk jako miniaturka, wchodząca w skład zestawu Halloween.

Lella Halloween Upiorna brama to zapach pomarańczy, figi, pieczonej dyni z przyprawami i drzew, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Halloweenowa, diaboliczna dynia i jej potworna świta strzegą dostępu do upiornej bramy – to tam kryje się aromatyczna magia przeklętej nocy! Pieczona dynia z ciepłymi przyprawami w towarzystwie subtelnego cedru, sosny i paczuli tworzy kompozycję równie tajemniczą, co sami strażnicy bramy. Ten kusząco-mroczny zapach sprawia, że każdy próg stanie się portalem do świata pełnego nieodkrytych sekretów i pachnących czarów!
Nuty górne: skórka pomarańczowa, pieczona dynia, krem maślany, liść limonki, figa
Nuty środkowe: gałka muszkatołowa, goździki, cedr, sosna
Nuty dolne: laska wanilii, drzewo gwajakowe, bursztyn, paczula, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodko maślanymi, jasnymi ciasteczkami z nutą pomarańczy i surową masą na ciasto "cookie dough" z akcentem gorzkawej czekolady, przyprawami korzennymi z goździkami na czele i chyba ciastem korzennym dyniowym. Słodycz wydawała się w pewien sposób ciepła, poniekąd waniliowa, a poniekąd słodko-drzewna. Myślę tu o sandałowcu i palo santo, choć i motywu drewna jako takiego nie brakowało. Lekki kwasek sugerował jakieś drzewa iglaste i cytrusa. Dokładniej kandyzowaną skórkę pomarańczy i coś rześkiego... trawę cytrynową? Za tym wszystkim zaś plątał się dziwny wątek jakby przesłodzonego mydła, czegoś kosmetycznego o zapachu korzenno-figowym, a jednak dziwnie karykaturalnego i ocierającego się o gumę balonową. 

Z kominka pierwsza rozeszła się słodka, mocno maślana masa na ciasto lub ciastka z pomarańczową nutą. Powiedziałabym, że dodano do niej olejek pomarańczowy, choć w tle zatliła się jeszcze skórka. Biorąc pod uwagę, jak nasilała się słodycz, skórka kandyzowana.

W tle przemknęła dynia i korzenność, budujące obraz ciasta dyniowego w tle. Korzenność zapewniła lekkie ciepło, więc część masy na ciasto zmieniła się w upieczone już ciasteczka maślane. Mniej pomarańczowe. Z korzenności na przód wyrwały się ostre goździki. Wprowadziły dziwną, ostrą rześkość... do której nagle doskoczyły drzewa iglaste i świeżo cięte drewno. Dokładniej ścięta i tylko co przyniesiona do domu choinka, ze spływającą żywicą w miejscu ucięcia? Drewno z czasem też jakby się osłodziło, w dodatku na ciepło-orientalnie, idąc w kierunku drewna sandałowego. Kwasek kręcił się trochę wokół drzew iglastych, przez zbierające się cytrusy zahaczył o trawę cytrynową, po czym wszystko to zalała fala słodkiej pomarańczy. Maślanych ciastek pomarańczowych i kandyzowanej skórki. Ich słodycz podkręciła wanilia i trochę rześkawe figi? Trudne do uchwycenia, a sprawiające, że kompozycja była nieodgadniono-intrygująca. Końcówka mocno się osłodziła, w czym pomarańcza znów - tym razem ostatecznie - zatonęła. Wanilia zaś znów na wierzch wydobyła ciastka maślane, możliwe, że tym razem lekko korzenne. I z... mydlanym echem?

Suchy wosk pachniał mocno, w kominku średnio mocno. By się porządnie rozejść, potrzebował więcej czasu niż odpalane dotąd woski tej marki. Jak już się rozszedł, czuć go dobrze. Po zgaszeniu podgrzewacza zaś szybko się rozchodził.

Wosk wyszedł może nie do końca w moim stylu, ale ładnie i ciekawie. Maślano-ciasteczkowe motywy przeplatały się z olejkiem i skórką kandyzowanej pomarańczy, ale całość nie była aż taka bardzo jedzeniowa, bo znalazło się w niej też sporo drewna, drewna sandałowego i trochę drzew iglastych, nawet odrobinka żywicy. Waniliowo-figowy motyw i przyprawy korzenne nadały ciekawego wydźwięku słodyczy i lekkiej ostrości czy ciepła. Nie była to siekiera, ale biorąc pod uwagę nieco ciężkawy wydźwięk, to nie jest kompozycja, której siekierowość wyszłaby na dobre. Czyli ogółem było dobrze.

8/10

wtorek, 20 stycznia 2026

wosk Lella Zatrute Opowieści

Trochę mordercze jabłko

Nigdy nie lubiłam bajek o księżniczkach, więc motyw Królewny Śnieżki bardziej kojarzy mi się z utworem i teledyskiem Rammsteina, "Sonne". Nawet jednak ze względu na to skojarzenie, nie kupiłabym dziś przedstawianego wosku. O ile byłabym pozytywnie nastawiona do wariantu w stylu "zielone jabłuszko", tak jabłko na korzennie-maślano-słodko wydawało mi się bardzo niekuszące. Świeca DW Home Candles Scarlet Pumpkin jasno dała mi do zrozumienia, że to nie moje klimaty (mimo że zła nie była). Dobrze więc, że dziś prezentowany wosk trafił do mnie w wersji mini, jaką dostałam od marki Lella w ramach zestawu wosków Halloween 2025.

Lella Halloween Zatrute Opowieści to zapach jabłek, pieczonej dyni i przypraw korzennych, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Uważaj na ten zapach, bo jest zdradziecko słodki! Rozpieszcza mieszanką pieczonej dyni, korzennych przypraw, maślanego karmelu i wanilii, które osładzają kwaskowość zielonego jabłka. Dasz się skusić jak Śnieżka?
Nuty górne: zielona i klasyczna mandarynka, dynia z przyprawami, gwiazdki anyżu, zielone jabłko, cytryny
Nuty środkowe: akord lukru maślanego, maślany karmel, cukier kryształ
Nuty dolne: krem kokosowy, fasolka tonka, ekstrakt waniliowy, piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał przede wszystkim kwaśno-słodkim jabłkiem i kokosem. Lekko podprażone wiórki kokosowe musiały wieńczyć jakiś bardziej maślano-waniliowy krem kokosowy. Z ich prażeniem wiązało się ciepło, też słodkie, trochę... karmelowe? Niczym maślany karmel ściekający z jabłek. Jabłko podkreślił słodko-kwaskawy cytrus, chyba mandarynka, a całość przywodziła jeszcze na myśl lukier albo wręcz warstwę bezową na jakimś... szarlotkowym, jabłkowo-dyniowym cieście.

Z kominka pierwsze wyłoniły się wyraziste, słodkie pieczone jabłka. Bardzo słodkie, bo jak się po chwili okazało, oblane lekko opalanym, słodkim karmelem. Oczami wyobraźni patrzyłam, jak bursztynowa maź wolno ścieka z czerwonego jabłka. Odnotowałam maślaność... Początkowo myślałam, że to karmel robi się maślany, ale niekoniecznie... Znaczy... do pewnego stopnia był maślany, ale maślaność ta, która dopiero się rozkręcała kojarzyła mi się z wypiekiem dyniowym. Na słodko i z nutą cytrusów. Chyba głównie pomarańczy, którą z czasem urozmaiciły soczyste, bardzo słodkie mandarynki (one nie "siedziały" w wypieku, wystąpiły obok).

Ciastowość i jabłka z czasem ułożyły się w szarlotkę. W szarlotkę z... lukrem? Bezą! Z cukrową bezą i warstwą kajmakowo-karmelową, a do tego sowicie posłodzoną wanilią. Szarlotkę z nienachalnymi, ciepłymi przyprawami korzennymi.
Wanilia wystrzeliła niemal na przód i przypieczętowała ciężkawy klimat. Całość wydała mi się też przytulna, niczym kuchnia, w której ciągle się coś wypieka i w której każdy jest mile widziany. Do wanilii dołączył kokos i zrównał się z nią. Ze względu na wypieczony motyw pomyślałam o prażonych wiórkach kokosowych. Cała ta jednak maślaność i wanilia sugerowała jakiś budyniowy deser maślano-waniliowo-kokosowy. Posypany wiórkami. Albo z... kokosowym lukrem? Z czasem wypiek utracił na jednoznaczności, a przytulnie-ciepły klimat pozwolił wystąpić jakby solo słodkiemu cynamonowi i anyżowi. Ten ostatni przywołał kwaśne zielone jabłko, wyróżniające się kontrastowo na tle wysokiej, trochę dusznej słodyczy. W głowie rozgościły mi się słowa zielone "jabłuszko", bo w tym wszystkim i coś uroczego się rozgościło.

Wosk zarówno na sucho, jak i w kominku był bardzo silny, wręcz siekierowy. Rozszedł się bardzo szybko i dość długo utrzymywał. Czuć go wyraźnie nawet poza pomieszczeniem z kominkiem. Acz nie jakoś męcząco długo, po prostu parę godzin po zgaszeniu podgrzewacza.

Kompozycja wydała mi się przesłodzona. Nie tragicznie, ale dla mnie męcząco. Szarlotka i jabłka w karmelu, trochę pomarańczy i mandarynki, przechodzące w motyw przytulnej ciepłej kuchni, wanilia i kokos oraz "zielono jabłuszkowa" końcówka miały potencjał, ale za dużo maślaności, lukier i beza sprawiły, że trudno mi było zachwycić się lepszymi wątkami. Szkoda, że to nie zapach mroczny jak rammsteinowa Śnieżna z "Sonne". Ten raczej... przydusza niczym zatrute jabłko normalną Śnieżkę. Jeszcze trochę, a jego słodycz uznałabym za morderczą.

6/10

sobota, 10 stycznia 2026

wosk Lella Upiorny Strażnik

Strażnik przy piekarniku

Choć etykietka tego wosku wyglądała zachęcająco, opis producenta nie przemawiał do mnie. Znaczy... gdyby nie krem maślany, mogłabym uznać go za kuszący, ale jednak obawiałam się tej nuty. Maślaność w woskach przeważnie wychodzi tak imperatywnie... A jednak reszta... Dlatego też cieszę się, że wosk trafił do mnie w postaci mini wosku, wchodzącego w skład zestawu Halloween, który dostałam od marki Lella.

Lella Halloween Upiorny Strażnik to zapach cytrusów i pieczonej dyni z kremem maślanym i przyprawami, u mnie jako mini wosk sojowy z zestawu Halloween, ok. 11g; edycja limitowana na jesień 2025.

Opis producenta
Przerażające dynie chronią wejścia do halloweenowej posiadłości, ale ich zapach wcale nie straszy – wręcz przeciwnie, kusi niesamowicie! Klasyczna pieczona dynia z przyprawami i kremem maślanym została genialnie przełamana obłędną nutą trawy cytrynowej i cytrusowych skórek. To świetne połączenie cukiernianej słodyczy z orzeźwiającym, cytrusowym twistem sprawia, że nawet najstraszliwsi strażnicy pachną jak jesienna kawiarnia z nutą egzotycznej świeżości!
Nuty górne: skórka pomarańczowa, skórka z cytryny, limonka, dynia pieczona, krem maślany
Nuty środkowe: gałka muszkatołowa, goździki, mięta pieprzowa, trawa cytrynowa
Nuty dolne: laska wanilii, drzewo gwajakowe, białe piżmo


Recenzja

Suchy wosk pachniał słodką pomarańczą, cytryną, ogólnie całą mieszanką cytrusów, w których zaznaczyła się jakby słodka goryczka kandyzowanych skórek i galaretek. Towarzyszyły im motywy ziół i przypraw, łączące w sobie rześkość i goryczkę. Pomyślałam o mięcie i anyżu, ale też mniej jednoznacznych, których nie umiałam uchwycić. Gałka muszkatołowa, ziele angielskie, pieprz? W tle zaznaczyło się coś słodko-soczystego, a zarazem nieco wytrawniejszego... Nieprzesłodzona tarta dyniowa? Ze sporą ilością soku z cytryny? Jakieś ciasto typu lemon bar, ale z dodatkiem dyni albo... tarta dyniowa podana z sosem lemon curd? Myśli o słodkościach napędzał motyw wanilii i cukru, może wręcz cukru waniliowego? 

Z kominka pierwszy rozszedł się słodki, mocno maślany wątek, za którym podążały cytrusy. W pierwszej chwili pomyślałam o tylko co wyjętych z piekarnika kruchych maślanych ciastkach z silną nutą pomarańczy, a później jeszcze o tarcie, cieście dyniowym, soczystym od pomarańczy. Cytrusowość nasilała się wraz ze słodyczą, więc mimo lekkiej goryczki, poszła w kierunku słodyczy: skórki pomarańczowej, ale kandyzowanej oraz galaretek pomarańczowych. I... cytrynowych? Pomarańczę wzbogaciła cytryna i chyba limonka, ale też w wydaniu słodkim, jakiś słodkości. Początkowo cytrusowość wyraźnie dominowała.

Słodycz umocniła też wanilia i nieco mydlany motyw jakiegoś zapachowego mydełka. Wanilia mieszała się trochę z cukrem, zalatywała czymś wręcz dusznym - cukrem wanilinowym? A jednak i pewna rześkość wyłoniła się zza ciężko-słodkiej namiastki soczystości. Do głowy przyszła mi trawa cytrusowa i cytrusowy pieprz. Wraz z ciepłem ciastek z piekarnika pokusiły się o trochę korzenności... acz mimo ogólnej słodyczy nieco wytrawniejszej, np. pieprzu, gałki muszkatołowej, ziela angielskiego. Może to nimi doprawiono tartę dyniową? Albo jakieś dziwaczne dyniowo-cytrynowe lemon bar. Cytrusy niby trochę osłabły, ale nie dawały o sobie zapomnieć. W oddali, za przyprawami, zaznaczyło się jeszcze subtelne drewno. Jakby... meble potraktowane specyfikiem do czyszczenia drewna? I w nim zaplątała się drobna goryczka. Pieprzność? A potem nagle znów niezwykle intensywnie uderzyły cytrusowe - cytrynowe, limonkowe i pomarańczowe - galaretki. Do głowy przyszedł mi też cukier cytrynowy i pomarańczowe galaretki w proszku - te jednak jako delikatne echo galaretek.

Suchy wosk pachniał dość intensywnie, w kominku potrzebował dość długiej chwili, jednak gdy już się rozkręcił, był wręcz siekierowo silny. Rozchodził się średnio równomiernie, ale w końcu czuć go porządnie nie tylko w pomieszczeniu z kominkiem, a też poza nim. Choć w trakcie podgrzewania wydawał się aż wgryzać w pomieszczenie, po zgaszeniu podgrzewacza po średnim, odpowiednim czasie znikał.

Wosk wydał mi się bardzo ciekawy. Bałam się, że będzie jedzeniowo-przesłodzony, ale choć był i jedzeniowy, i przesłodzony, to... miał swój urok. Cytrusowe galaretki w towarzystwie przypraw i ziół, drewna mogłyby wyjść świetnie, gdyby nie przeszkadzały motywy maślano-kruchych ciastek, ciasta dyniowego i mydlane echo. Może nie była to do końca moja bajka, ale źle też nie było. Uwierzę, że niektórym ten wosk bardzo się spodoba. I tak, pasuje to do klimatów Halloween i zbieranych w ten dzień cukierków. Acz jak się to wszystko ma do strażnika...? Chyba pomarańczowego, nie dyniowego. I chyba takiego pilnującego, by wyjąć słodkie wypieki w odpowiedniej chwili.

7/10